Friday, June 12, 2026

Plebiscyt

Tydzień temu informowałem o plebiscycie australijskiego radia - ABC/Classic - Największy utwór muzyczny Wszechczasów - w ostatnią niedzielę poznałem wyniki - KLIK.

Jak już wspominałem - nie przywiązuję wielkiej wagi do wyników takich plebiscytów, ale jestem zadowolony, że są (od czasu do czasu). 
Dają mi poczucie przynależności do... grupy nieznanych mi ludzi.

Jak się spodziewałem/obawiałem wygrała IX symfonia L. van Beethovena.
Obawiałem, bo wyjątkowo nie lubię tego utworu a już najbardziej finałowej Ody do radości - przypomina mi masowe pieśni z okresu PRL.

A co mi się podobało...
2. miejsce - V koncert fortepianowy L. van Beethovena - zgoda.
5. Mesjasz - G. F. Haendel - znaczy - Alleluja - całe oratorium jest jednak bardzo długie.
6. Mass for Peace - K. Jenkins
9. Requiem - W.A. Mozart
21. 4 pory roku - Zima - 
A. Vivaldi + 30 - Wiosna - + 66 - Lato + druga setka - Jesień + 47 - Cztery pory roku przerobione przez niejakiego Maxa Richtera.
Ten sukces zapisuję na konto troski ludzi o pogodę.
26. Bolero - M. Ravel - wolałbym Koncert fortepianowy G-dur.
27. Carmina Burana - C. Orff - tutaj węszę przekręt - kantata o tym tytule ma aż 24 części, z tego trzy da się wytrzymać. Wątpię czy ktoś z głosujących wysłuchał całej kantaty, liczy się tylko jedna część - O Fortuna.
31. Nokturny - F. Chopin
32. Romeo i Julia - S. Prokofiew - ale wolałbym Symfonię Klasyczną.
64. Pasja wg św Mateusza - J.S. Bach.

Ogólne wrażenia -.
Aż kilkanaście pozycji to muzyka filmowa co potwierdza moje obserwacje sprzed tygodnia - nowoczesna muzyka stwarza napięcia, które wymagają wsparcia jakąś treścią, obrazem.
Muzyka klasyczna XVII i XVIII wieku... przenikała słuchacza.
Kilka utworów kompozytorów australijskich w tym dwa autorstwa osób o korzeniach Aborygeńskich.
To rezultat polityki programowej radia ABC - nie zgłaszam pretensji.

Zwróciłem uwagę na bardzo mocną pozycję P. Czajkowskiego -
Koncert fortepianowy, Uwertura 1812, Jezioro Łabędzie, Dziadek do orzechów, dwie symfonie.
W ogóle - muzyka rosyjska trzyma się mocno.

W plebiscycie brało udział 184,000 osób - to miłe.

Monday, June 8, 2026

Długi weekend

 Dzisiaj - poniedziałek - a w Australii dzień wolny - czyli podobnie jak w Polsce, ale po złej stronie niedzieli.

Drugi poniedziałek czerwca to u nas King's Birthday - KLIK.
Król daleko - a co blisko?
Przed laty Urodziny Królowej (bo wtedy panowała nam Królowa) to był oficjalny początek sezonu narciarskiego.
Teraz chyba też jest, ale media jakoś o tym nie wspomniały.
Więc ja wspomnę, że w górach jest śnieg i uruchomiono kilka wyciągów.

Niestety narty to dla mnie bardzo dawne wspomnienia więc ograniczę się do dnia dzisiejszego.
No więc... piękna pogoda.
Wyszedłem na spacer...
Oficjalnie od 1 czerwca mamy już zimę, ale drzewa jeszcze pamiętają jesień...

---


 
Na ulicach chyba mniej ludzi, mniej samochodów - co ci ludzie dzisiaj robią?
Ja wróciłem do wspomnień, a te przypomniały święto Bożego Ciała.

Wyjaśnienie - w Australii Boże Ciało świętowano w ostatnią niedzielę, katedra w Melbourne zorganizowała z tej okazji całkiem imponującą procesję - tu video z zeszłego roku - KLIK.
W poniedziałkowych wiadomościach pokazano papieża biorącego udział w procesji Bożego Ciała w Madrycie - też w niedzielę.

Sprawdziłem - KLIK - zaskoczenie - w czwartek świętuje tylko kilkanaście krajów, nie ma wśród nich takich ostoi chrześcijaństwa jak Hiszpania czy Włochy, Argentyna czy Brazylia.

Cofnąłem się do wspomnień...
Rok... chyba 1955...
Boże Ciało - czwartek - dzień wolny od pracy i od szkoły - procesja.
Byłem już w szkole średniej - szkoła zorganizowała atrakcyjną wycieczkę - kilkanaście kilometrów od miasta, lasek nad rzeczką, będą atrakcje i gorący posiłek.
Obecność obowiązkowa.
Gdy wspomniałem o tym Mamie, podniosła brwi do góry - przecież wiesz, że w czwartek idziemy na procesję!
- Ale... 
- Nie ma ale.

Poszliśmy na procesję, czułem się bardzo niewyraźnie, otuchy nabrałem dopiero na widok kolegi z mojej klasy.
Jego matka podeszła do mojej Mamy - uścisnęły się - gdyby pani potrzebowała to mój mąż może wystawić Leszkowi świadectwo lekarskie.
Podskoczyłem z radości.

- Dziękuję pani bardzo - odpowiedziała Mama - pani mąż niepotrzebnie się naraża, przecież ONI wiedzą, że jesteśmy na procesji.
Poczułem mróz w sercu - dlaczego???
- Co za nonsens - komentowała moja Mama - niby wyznajesz Boga a jednocześnie kłamiesz. ONI właśnie na to liczą, że się ich tak boimy, że wyprzemy się własnej wiary.
W szkole powiesz, że matka kazała ci iść na procesję.

Jakoś nie podniosło mnie to na duchu.

Następnego dnia, już na progu szkoły, czekał na mnie kolega ze starszej klasy - działacz ZMP - Związek Młodzieży Polskiej - KLIK.
- M..ski - dlaczego nie byłeś wczoraj na wycieczce?
- Bo 
matka kazała mi iść na procesję.
Ta odpowiedź mocno go chyba zaskoczyła bo zastanawiał się dość długo, wreszcie powiedział:
- To doradź swojej matce żeby przeniosła cię do szkoły zawodowej, bo nasze liceum przygotowuje na studia a MY już dopilnujemy żebyś na żadne studia się nie dostał.

To było celne trafienie.
W ciężkich momentach moja Mama przywoływała pamięć kariery zawodowej mojego Ojca i jego braci - nie martw się synku, za kilka lat zostaniesz inżynierem i wszystko będzie dobrze.
Co ja teraz Jej powiem?
Bałem się wrócić do domu, aż do zmierzchu błąkałem się po parku, wreszcie ciemność i chłód zapędziły mnie do domu.
Mama bez słowa przygotowała mi coś do zjedzenie, dopiero potem spytała jak było w szkole.
Powiedziałem.
Widziałem, że była wstrząśnięta.
Pomódlmy się synku, nie wyparliśmy się Boga w czasie próby, módlmy się, żeby nam to zapamiętał.
Uklękliśmy koło siebie - modlitwa nie poprawiła mi samopoczucia.

P.S. Rok później nadszedł Październik 1956, zmiana rządu, ZMP został rozwiązany, dwa lata później zacząłem studia.

Saturday, June 6, 2026

W. Lutoslawski w Australii

Witold Lutosławski - polski kompozytor - KLIK.

Tak - był w Australii - to był rok... jakoś między 1988 - 1992 - byliśmy wraz żoną na koncercie, na którym dyrygował wykonaniem swojego utworu... może to były 3 poematy wg Henri Michaux - KLIK.
Mieliśmy nawet okazję porozmawiać z nim kilka minut, ale wyznam, że brakowało mi tematu do rozmowy.

Z drugiej strony - z lat szkolnych pamiętam że muzyka W. Lutosławskiego była często grana w radio jako ilustracja do słuchowisk dla dzieci.
Z trzeciej strony - festiwal Warszawska Jesień - zaskoczenie - W. Lutosławski brylował w czołówce kompozytorów muzyki nowoczesnej.

Przypomniałem sobie te chwile gdy dostałem powiadomienie, że w Melbourne przebywa Kwartet im.W. Lutosławskiego ---


Cel pobytu - tydzień warsztatów muzycznych w Australijskiej Narodowej Akademii Muzyki - ANAM a przy okazji 2 koncerty dla publiczności.

Ostatni piątek - ciemno i chłodno - u nas już zima.
Koncert miał miejsce w budynku byłego klasztoru - Abbotsford Convent.
Spory dystans do przejścia, po drodze mijali nas młodzi ludzie, szczególną uwagę zwracali ci z wiolonczelami na plecach.

Koncert - w programie  Grażyna Bacewicz - 3 kwartety - na 4 skrzypiec, na 4 wiolonczele i na kwartet smyczkowy.
Największe wrażenie zrobił na mnie ten drugi - 4 wiolonczele - KLIK.
Glissanda przeplatane ze stukaniem, skojarzenie - Tren pamięci ofiar Hiroszimy - czułem niepokój, ale nie na miarę bomby atomowej.
Po przerwie - m.in. II kwartet smyczkowy K. Szymanowskiego.

Wrażenia ogólne - sam pobyt w sali koncertowej wzbudza we mnie pewne emocje, ale tym razem tych emocji nie wzmacniała muzyka.
Oczywiście były momenty, które przyspieszały bicie serca, ale tylko na chwilę.

Miłym urozmaiceniem była rozmowa prowadzącego koncert z członkami kwartetu - młodzi ludzie, weseli, zrelaksowani, mówili po angielsku bez obcych akcentów.
Sympatyczny wieczór, ale już nie nasz świat.

Dzisiaj - sobota - program radiowy ABC/Classic zdominowany przez co dwuletni plebiscyt, tym razem - Greatest classical music of all times - Najwspanialsza muzyka klasyczna wszechczasów - KLIK.

Z jednej strony, nie przywiązuję większej wagi do podobnych głosowań, z drugiej - ciekawi mnie czy są jeszcze osoby o podobnych upodobaniach muzycznych, no  i okazja do wysłuchania w radio znanych utworów.
Połowa plebiscytu za nami  - uwagi ogólne - sporo muzyki filmowej - no tak, to łatwiej przełknąć.
Sporo muzyki australijskich kompozytorów - też dobrze.
Zaniepokoiło mnie trochę, że połowa moich faworytów wylądowała w drugiej pięćdziesiątce.
Kto wygra - obawiam się, że znowu IX Symfonia L. van Beethovena :(

Coś z życia...
W czwartek odbywałem wizytacje charytatywne (Stowarzyszenie św Wincentego).
Lało jak z cebra.
Ciekawy przypadek - samotna pani mieszkająca w osiedlu domków opieki społecznej.
W domu ciemno...
- Awaria elektryczności? - pytamy.
- Nie, uznałam, że elektryczność zbyt dużo kosztuje i zrezygnowałam. Jestem za stara do pracy, za młoda na emeryturę, żyję z bezrobocia.
- Nie oglądasz telewizji?
- Przecież widzicie, że nie mam telewizora.
Na marginesie rozmowy dowiadujemy się, że nasza klientka ma troje dzieci, jest kwalifikowanym trenerem psów, udziela się w instytucjach charytatywnych, pracowała w firmie prowadzonej przez rodzinę z Arabii Saudyjskiej.
Dosyć - zasadniczo nie powinniśmy rozwijać tematów, które nie mają niczego wspólnego z dzisiejszą prośbą o pomoc.
 A szkoda...

P.S. Kilka dni temu podano informację, że wysokość minimalnej płacy w Australii podniesiono na A$26 za godzinę, co daje ponad A$1,000 za pełnowymiarowy tydzień.
Czyli ponad A$50,000 rocznie.
Przypomniała mi się moja pierwsza posada w Australii ( 43 lata temu) - A$24,000 rocznie - wystarczyło żeby kupić dom.
Teraz większości osób na to nie stać.