Saturday, July 29, 2023

Do trzech razy sztuka - Barbie

 Nie do wiary, to już trzeci wpis na temat tego filmu.
Rozwodzę się nad tym jak to ludzie ulegają wpływom reklamy a sam jestem tego największą ofiarą.

Dzisiaj wraz z żoną obejrzeliśmy Barbie.

Moja ocena 2/5, czyli - może być, ale nikomu nie polecam.

Niewielka sala była  wypełniona do połowy, ale w ciągu dnia było chyba 10 seansów więc swoje zarobią.
Rozglądałem się za kolorem różowym.
Był, ale raczej wpasowany w normalne ubranie więc nie mogę stwierdzić czy ktoś ubrał się tak specjalnie na tę okazję.

Treść - podawałem ją w skrócie w pierwszym wpisie tej serii, dokładna wersja TUTAJ.
Pokręcone to i poplątane, do mnie przemówiło kilka elementów...
Dzieciństwo - do czasu Barbie, dziewczynki bawiły się lalkami-dziećmi co oswajało je z przyszłą rolą matki.
Ani Barbie, ani jej męski partner w lalkowym świecie - Ken, mie mają genitalii.
Niby oczywisty fakt, przecież lalki nigdy ich nie miały, ale jednak było to dla mnie znaczące odkrycie.
Kobiety-lalki w filmowym Barbielandzie nie znają żadnych sekso-erotycznych ciągot ani problemów co jednak nieco różni je od żywych istot.
Szokiem dla Barbie są oznaki typowe dla starzenia się i to one skłaniają ją do wycieczki do realnego świata.
W tym momencie akcja filmu się komplikuje i wyznam, że nie widziałem w niej wiele sensu.
Końcowa scena - Barbie zamawia wizytę u ginekolożki.
Moja interpretacja - na rynku pojawią się Barbie-niemowlęta.

Zawód - było bardzo dużo hałasu, ale nie było żadnej dobrej piosenki.

Wrażenia mojej żony - trochę pośmiała się, ale po około pół godzinie miała filmu dosyć. Na szczęście odrobinkę przysnęła.

P.S. Zupełnie zapomniałem o kontrowersyjnej sprawie - mapa świata z chińską wersją granicy na Morzu Południowo-Chińskim.
W związku z tym przegapiłem moment, w którym te scena była wyświetlana... a może nie była, a może i ja na chwilkę zasnąłem.

Tuesday, July 25, 2023

BarbieHeimer 2

 Kilka dni temu poświęciłem wpis filmom Barbie i Oppenheimer, 4 dni minęły i cały Świat potwierdził, że moje zainteresowanie było uzasadnione.

Oba filmy w ciągu 2 dni zwróciły z okładem koszt ich produkcji:
Barbie - koszt - $145 m , wpływy kasowe - $356 m
Oppenheimer - koszt -$100 m, wpływy kasowe - $180 m.
Jak widać z powyższego Barbie górą, ale gdzieś w polskim serwisie informacyjnym przeczytałem, że "Oppenheimer może mieć 'dłuższe nogi'".
Oppenheimer dłuższe nogi?
No chyba że też założy szpilki.

Relacja z Australii - KLIK.

Relacja z Polski - KLIK.

Czyli Polska trzyma się mocno w cywilizowanym świecie.
Nie pozostaje nic innego tylko nadrobić zaległości.

Z Barbie nie ma co dyskutować, tylko założyć coś różowego i jazda.
Z Oppenheimerem, jak to z relacją historyczną bywa, już jest pierwsza kontrowersja - pominięto sprawę Ethel i Julius Rosenbergów skazanych w USA na śmierć za zdradzenie sowietom tajemnic produkcji bomby atomowej - KLIK.
No proszą, a w PRL wystawiano w teatrach sztukę Leona Kruczkowskiego - Juliusz i Ethel.

Pora na przebudzenie...
Australia - mistrzostwa świata w piłce nożnej kobiet.
Wyznam, że w głównym programie TV komunikaty są krótkie i przypadkowe więc i ja nie będę rozwijał tematu.
Polska - w Gazecie, w kolumnie Sport/Piłka nożna, o Mistrzostwach nawet nie wspomniano.

Barbie górą!!!

P.S. Właśnie dowiedziałem się, że na fali zainteresowania Oppenheimerem, teatr w Sydney wystawił sztukę On the Beach według książki z 1957 r.
Książka opowiada jak to w wyniku wojny atomowej prawie cały świat jest skażony odpadami nuklearnymi. Amerykańska łódź podwodna dostaje rozkaz płynięcia do Australii, do której atomowa chmura jeszcze nie dotarła.
W Polsce widziałem filmową adaptację - Ostatni brzeg - KLIK.
Bardzo nam się podobał, ale muszę uczciwie przyznać, że to nie był powód naszej migracji do Australii.

Początek filmuKLIK.
Tutaj sceny końcowe - KLIK.
Podkład muzyczny w obu scenach to bardzo popularna australijska melodia - Waltzing Matilda  - KLIK.


Friday, July 21, 2023

Barbieheimer

21 lipca - filmowy świat zatrząsł się w podstawach - dzisiaj premiera dwóch filmowych arcydzieł - Barbie i Oppenheimer, stąd hybrydowa nazwa w tytule wpisu
W wielu kinach projekcje obu filmów zostały zsynchronizowane, w mojej najbliższej okolicy seans Barbie zaczyna się o 15:30 czyli w momencie gdy piszę te słowa, Oppenheimer o 19:30.
Ja uczciłem tę okazję odpowiednim kolorem liter w tym wpisie.

Kto to jest Barbie nie trzeba wyjaśniać żadnej ludzkiej istocie, jeśli chodzi o Oppenheimera to jednak wyjaśnię, że był to naukowiec zatrudniony przy amerykańskim projekcie Manhattan, którego zadaniem było skonstruowanie bomby atomowej. W 1943 r Oppenheimer został dyrektorem tego projektu i nosi przydomek Ojciec bomby atomowej - KLIK.

Nie wiem kiedy filmy będą dostępne w Polsce, ale już o nich słychać  - KLIK.

W jakiś dziwny sposób informacja o kojarzeniu tych zdawałoby się zupełnie przeciwnych sobie tematów przypomniała mi wyprodukowany w 1953 r film francuski - Przed potopem.
Grupka młodych ludzi ogarnięta jest lękiem przed wojną nuklearną, zastanawiają się nad sposobami uniknięcia zagłady. Z ówczesnej prasy wiedziałem, że we Francji było to dość powszechne, a w Polsce... w Polsce ten film najlepiej zapamiętano dzięki fryzurze występującej w filmie aktorki - Mariny Vlady - koński ogon...

Primadiluvio processo.jpg
By Unknown author - Public Domain, Link

Tak sobie pomyślałem, że gdybyśmy wtedy w Polsce nie mieli PRL-u, to MY byśmy wymyślili Barbie.

Podobno temat Barbie - Oppenheimer wywołał ogromne zainteresowanie w mediach społecznościowych, na reakcję Sztucznej Inteligencji na trzeba było czekać - oto trailer z filmu SI - KLIK.

Tu trailery obu filmów - Oppenheimer - KLIKBarbie - KLIK.

Tymczasem w najbliższej okolicy...


Nie mam pojęcia o co tu chodzi, ale pomyślałem, że to jakaś chińska wersja Barbie.

A swoją drogą... na oba filmy zamierzam się wybrać, ale póki co pomyślałem, że można by nieco zmienić tytuł hybrydowej produkcji - zamiast Barbie-heimer dać Bar-Open - czyli bar otwarty!

Wednesday, July 19, 2023

SI, SI, No, No

 Nie, tytuł nie jest po włosku, to jest sprzeciw wobec Sztucznej Inteligencji - SI.
Nie mój sprzeciw, ale Hollywoodu - KLIK.
I jeszcze tutaj - KLIK.

Nie wiem jak w Polsce, ale w Australii ten strajk ma poważne konsekwencje. Kilka ekip technicznych jest aktualnie zatrudnionych przy realizacji hollywoodzkich produkcji, kilka setek, może nawet więcej niż tysiąc osób, ma obecnie postój.

Wykorzystywanie aktualnych nagrań aktorów w przyszłych zastosowaniach Sztucznej Inteligencji.
Generalnie odnoszę wrażenie, że prawnicy radzący jak egzekwować prawa autorskie zarabiają więcej niż ci, których praw oni chronią, ale to już pozostawiam do rozstrzygnięcia zainteresowanym.
Jedyna praktyczna refleksja - czy twórcy SI pracują nad wykorzystaniem jej do zastąpienia prawników?

Osobiście staram się podchodzić do sprawy konstruktywnie.
Oto moja idea:
Coraz popularniejsze są Audiobooki, lektor czyta książkę, Amazon sprzedaje nagranie za kilkanaście dolarów sztuka.
Proponuję zastąpić ludzkiego lektora Sztuczną Inteligencją.

SI dokonałaby analizy książki i opinii o niej i na tej podstawie opracowała odpowiednią intonację głosu.
Druga sprawa, o której obecnie trudno nawet marzyć - SI zbadałaby profil czytelnika i dopasowała do tego głos lektora, a więc - głos męski lub kobiecy, akcent - w przypadku USA - afroamerykański lub z Texasu czy Kaliforni.
Możnaby przy okazji generować nagrania zmodyfikowane dla młodzieży poniżej 16 lat.

Póki co zgłosiłem ten pomysł na stronie klubu książki na Facebooku.
Przy okazji poprosiłem żeby, gdy ta idea zostanie wprowadzona w życie, ludzi pamiętali, że to JA ją zgłosiłem 18 lipca 2023.
Teraz czekam na ofertę prawnika, który załatwi mi prawa autorskie.

P.S. W roku 1988 napisałem opowiadanie, w którym opisałem dokładnie sytuację jakiej doświadczyliśmy w ostatnich kilku latach - zdalną pracę  domu, konferencje służbowe na zoom-ie plus kilka przyszłościowych tematów.
Opowiadanie zostało opublikowane przez angielskie pismo komputerowe i nawet zapłacili mi bardzo zadowalające honorarium.

Sunday, July 16, 2023

Niedzielne czytanie - natura

Mój ostatni wpis z niedzielnej serii napisałem sporo miesięcy temu - ponad cztery.
Jakoś brakło mi inspiracji.

A dzisiaj?

List św Pawła:
Całe stworzenie tęskni bowiem za dniem wspaniałego objawienia się dzieci Boga. Wbrew swojej woli, ale z woli Boga, doświadcza ono skutków grzechu. Ma jednak nadzieję, że i ono zostanie uwolnione od przekleństwa śmierci i będzie żyć w wolności i chwale dzieci Boga. Wiemy bowiem, że po dziś dzień nawet przyroda ciężko wzdycha i doznaje bólów rodzenia.
List do Rzymian 8 18-20.

Całe stworzenie - 
Generalnie nie mam zbytniego zaufania do św Pawła. Wszak wie on o działaniu Jezusa tylko z opowieści, działa głównie poza Izraelem i dostosowuje się do lokalnych problemów.
Tu jednak dotknął bardzo ogólnego tematu, na dodatek wyjątkowo obecnie aktualnego - natura i środowisko naturalne.
Pierwsza istotna sprawa to - cała natura doświadcza skutków grzechu.
Pełna zgoda - według mnie nie dzieje się to bezpośrednio, ale w wyniku działania ludzi (grzesznych ludzi).
Przypomnę pierwszy grzech człowieka skażonego grzechem pierworodnym - Kain zabija Abla.
Powód - Bóg wybrał ofiarę Abla - pasterza a odrzucił ofiarę Kaina - rolnika.
Pełna (prawie) zgoda - przypomina mi to rozdział pod tytułem - Przekleństwo rolnictwa - z książki Yuvala Harari - Krótka historia ludzkości.
Od rolnictwa zaczęło się wszelkie zło - monokultura rolnictwa prowadzi do masowych klęsk żywiołowych, gromadzenia dóbr, konieczności wymyślenia pieniądza i wszystkiego co za tym idzie.
Efekty czujemy dzisiaj - większość ludzkości doświadcza chorób cywilizacyjnych a natura marnieje w oczach.
Pierwsze postacie Biblii - Abraham, Izak, Jakub - ojciec Izraela - to wszystko wędrujący pasterze.
Dopiero syn Jakuba - Józef - ściąga całą rodzinę do rolniczego Egiptu, załatwia jej najlepsze tereny rolnicze, na skutki nie trzeba długo czekać (tylko 300 lat), Izraelici opuszczają Egipt, napadają na bogu ducha winnych mieszkańców Kanaanu, mordują kogo popadnie i... konflikt trwa do dzisiaj. 

Św Paweł musi oczywiście stawiać ludzi na pierwszym miejscu i pisze, że dzieci Boże będą żyć w chwale, ja jednak wyobrażam sobie, że żyć w chwale po śmierci będą tylko wybrani i nie będą musieli ani jeść, ani się wypróżniać, ani upiększać się strojami, biżuterią czy kosmetykami.
To będzie rzeczywiście wyzwolenie natury.

Tak się dziwnie składa, że temat częściowo zgadza się z moją aktualną lekturą - Richard Flanagan - The Living Sea of Waking Dreams. - Żywe morze snów na jawie.
Richard Flanagan to bardzo utalentowany australijski pisarz. Kilka jego książek bardzo ni się spodobało, kilka się nie spodobało, ale przyznaję, że są świetnie napisane, ta, wspomniana tutaj, jest świetnie napisana, ale... nie jestem w stanie jej czytać, a może raczej - mam świadomość,  że już całą przeczytałem.

Książka opisuje proces demencji - zanikanie świadomości...
Niemożliwe powiedzieć jak znikanie się rozpoczęło, ani czy się skończyło, pomyślała Anna. Albo, w samej rzeczy, jak to zacząć. Czy to dotyczy mnie czy ją czy jego, czy to dzieje się teraz, czy wtedy, czy wkrótce.  A nie znając czasu zdania jeszcze trudniej je sformułować. Może to nawet niemożliwe. 
Były słowa?
Czym one były?

Zrozumieliście coś?

Następne zdania dają lepszą perspektywę...
Świat stawał się codzień bardziej gorący, bardziej hałaśliwy, ginęło więcej owadów, więcej  hałasu na szosie, więcej żab i węży wymiera, więcej brexitotrumpowego węgloklimatu, więcej i więcej pieprzonych turystów.. - lista jest długa.

Widzę tu swego rodzaju wyścig - natura ginie, jednocześnie człowiek zapomina kim jest i przestaje istnieć. Może nie jest to obiecywane przez św Pawła uwolnienie od przekleństwa śmierci, ale odbieram to raczej jako uwolnienie człowieka od samego siebie a przy okazji uwolniona od człowieka natura też odżyje.

Thursday, July 13, 2023

Futbol, futbol!

 Nie wiem czy do Polski dotarła informacja, że za kilka dni rozpoczyna się Mundial, czyli piłkarski puchar świata... kobiet.

Dla mnie jest to od kilku dni chleb powszedni ponieważ gościem imprezy są wspólnie, Australia i Nowa Zelandia.
Pierwsze mecze w przyszły czwartek: Nowa Zelandia - Norwegia, Australia - Irlandia.
Obrońcą tytułu jest USA - czterokrotne mistrzynie świata. 
Impreza odbywa się od 1991 roku, wtedy gospodarzem były Chiny.

Muzyczna dygresja.
Niewiele mam do powiedzenia na temat futbolu więc wesprę się sympatycznym utworem muzycznym - Karl Jenkins - Koncert na eufonium...


Jak widać na powyższym obrazku eufonium to nieco mniejsza tuba.
Pierwsza część koncertu to dla mnie dobry muzyczny żart.
Ostatnia część utworu (17m59s) - Trojka - utwór napisany w 2018 roku, wtedy było to politycznie obojętne. Inna rzecz, że poza dzwonieniem dzwonków nie bardzo kojarzy mi się z kuligiem w Rosji.
Kompozytor - Karl Jenkins to ciekawa postać.
Urodzony w 1944, karierę rozpoczynał prawidłowo - jazz, muzyka rozrywkowa, muzyka do reklam.
Właśnie na tym ostatnim etapie stwierdził, że najlepiej mu pasuje muzyka w klasycznym stylu i radzi sobie z tym doskonale, również w salach koncertowych i kościołach.

Wracam do tematu.
Drużyna Australii - przydomek - Matildas (na pamiątkę bardzo popularnej australijskiej piosenki - KLIK ).
Matildas grały chyba w finałach wszystkich Mundialów, ale nie zaszły wyżej niż ćwierćfinał.

Na temat piłki nożnej nie mam zbyt wiele do dodania więc wspomnę jeszcze o osiągnięciach Australijek w innych sportach drużynowych:
- koszykówka - Opals - Olimpiada = srebrny medal 3 razy, puchar Świata = złoto raz.
- hokej na trawie - Hockeyroos - Olimpiada = złoto x 3, Puchar Świata = złotox 2.
- rugby (siódemka) - bez przydomku :( - Olimpiada = 2016 złoto.
- Australijski football  - tu nie ma drużyny narodowej gdyż żaden inny naród w to nie gra.
Kobieca liga footy nie cieszy się zbytnim powodzeniem, ciekawe że kobiety uzyskują znacznie mniej punktów niż mężczyźni - kobiety około 30, mężczyźni ponad 80. W innych sportach nie ma żadnej różnicy.

Za to trafiają się takie sytuacje -


Po publikacji tego zdjęcia wybuchła zażarta dyskusja, bohaterka ucięła ją prosto - o czym tu gadać, ja tylko wykonuję moją pracę.

Monday, July 10, 2023

Za dużo mężczyzn - 3

Kraków.
Hotel i miasto w porządku. 

Odwiedzają Kazimierz, dawną dzielnicę żydowską.
W latach 70-tych Polacy zorientowali się, że to może przynieść pieniądze. Przełomowym wydarzeniem był film S. Spielberga - Lista Schindlera. Otworzono odpowiednie muzeum.
To spopularyzowało Kraków i przyciągnęło tysiące turystów.

- Jesteśmy na ulicy Józefa - wyjaśnia przewodnik - to tu S. Spielberg sfilmował scenę, w której mieszkańcy tej ulicy zostali wypędzeni z domów.
Ruth czuje się źle - tu Żydzi zostali wypędzeni ze swoich domów, jakie znaczenie ma fakt, że ktoś tu coś sfilmował?
-  Most jest pokazany w słynnej scenie, której Żydzi maszerują po moście - kontynuuje przewodnik.
- Oni nie maszerowali - koryguje Ruth - oni szli. Maszerować to może wojsko, ludzie wypędzeni ze swoich domów - idą.
Cała wycieczka spogląda na Ruth.
- Ruthie - szepce Edek - co w ciebie wstąpiło?
- Gniew.

Na razie wracają taksówką do hotelu
- Czy interesuje państwa wyjazd do Muzeum Auschwitz, oferuję bardzo atrakcyjną cenę?
- To jest Obóz Śmierci Auschwitz, nie Muzeum - koryguje Ruth - nie pojedziemy tam TĄ taksówką.
Ruth wcześniej zamówiła na wieczór stolik w restauracji Samson.
Ruth, podobnie jak w kilku innych miejscach, spytała kto jest właścicielem restauracji, we wszystkich przypadkach jest to Polak.

W hotelu Ruth idzie do swojego  pokoju trochę odpocząć, gdy schodzi do hotelowego lobby, Edek już tam jest, w towarzystwie dwóch kobiet - Zofia i Walentyna - wiek około 60 lat, obie są wdowami, widać że mają z Edkiem wyjątkowo dobry kontakt z tym że dominuje Zofia, obie są dobrze ubrane, Zofia wyraźnie demonstruje swój wydatny biust.

Restauracja Samson, wybierają stolik blisko sceny, na której później wystąpi kabaret.
W menu żydowskie potrawy: karp w stylu sefardyjskim, ryba w żydowskim sosie, zupa z kurczaka, paschalny ser i jakieś inne nieznane potrawy.
Wszystkie stoliki zajęte, sami turyści w różnych krajów, ale nie zauważają Żydów.
Zupa jest w porządku, inne dania nie do przełknięcia.
Na scenie pojawia się orkiestra.
- Czy ci muzycy to Żydzi? - pyta Ruth kelnera.
- Nie.
Ruth odnosi wrażenie, że to chyba Ukraińcy.
Ubrani po żydowsku - czarne ubrania, czarne kapelusze, brody. Ruth zauważa z niesmakiem, że jeden muzyk ma doprawiony wielki, sztuczny nos.
Muzyka nie ma żadnego charakteru, silny rytm, mechanicznie wybijana melodia.

Kolejny dzień.
Ruth schodzi na śniadanie, Zofia i Walentyna już są w sali restauracyjnej.
Gdy kończą śniadanie taksówka już czeka - Mercedes.
- Jedziemy do Muzeum Auschwitz - upewnia się kierowca.
- Nie - koryguje Ruth - jedziemy do Obozu Zagłady Auschwitz.
Wchodzą do budynku - informacja o toaletach, kafeterii, zapach kawy i ciastek. Kafeteria oferuje napoje w puszkach a nawet gorące parówki.
Przed wejściem zamieszanie, śmiechy - to przepychają się uczniowe ze szkolnej wycieczki.
- Rzeczywiście - muzeum - myśli Ruth.
Blok 4, huczy nawiew ciepłego powietrza (jest zima), utwardzona podłoga pokryta kremową emalią.
- Czy w takim otoczeniu turysta może poczuć klimat degradacji jakiej doznawali więźniowie? - pyta Ruth.
- Moi teściowie umarli tutaj - wtrąca przewodnik.
- Bardzo nam przykro.
- Polacy bardzo próbowali pomagać Żydom - dodaje.
- Przyjechałam tutaj oglądać ekspozycje, czy może pan odejść i poczekać na nas przy wyjściu - przerywa Ruth.
Przechodzą do obozu Birkenau.
Według Edka wygląda naturalnie i autentycznie, nie ma ogrzewania ani modyfikacji baraków. Bardzo niewielu turystów.

W hotelu Zofia i Walentyna czekają na Edka i zasypują go czułościami.
Ruth miała ciężką noc, po przebudzeniu odczekuje trochę, wreszcie dzwoni do pokoju Edka. Nie ma odpowiedzi. Pełna najgorszych obaw pędzi do pokoju ojca.
Drzwi otwiera jej.... Zofia, jeszcze w trochę niekompletnym stroju.

Po długiej, bardzo miłej konwersacji Ruth i Edek wychodzą na ostatni spacer po Krakowie.
Wstępują do kawiarni na pączki.
- Przepraszam - odzywa się do nich młody mężczyzna siedzący przy sąsiednim stoliku. Wygląda kulturalnie i inteligentnie
- Usłyszałem jak państwo wspomnieli antysemityzm w Polsce. Przepraszam, ale chciałbym tu coś wyjaśnić.
- Tak - Ruth zwraca do niego twarz.
- Gdy wybuchła wojna i potem, wielu Żydów, którzy byli komunistami uciekli do Rosji. Po wojnie wrócili do Polski, zajęli wysokie pozycje w komunistycznej administracji i wyrządzili Polakom wiele krzywd.
Ruth straciła mowę, przygląda się uważniej mężczyźnie - świetny angielski, widać że wykształcony i co się z nim zrobiło? Co w takim razie mogą wyobrażać sobie ludzie o niższym wykształceniu?
- Po wojnie wrócili do Polski? - komentuje Ruth - nikt nie wrócił!  Jedyni Żydzi w Polsce, to ci których sobie wyobraziliście albo wycięliście z drzewa. Może kilku Żydów przeżyło wojnę w związku Radzieckim, może niektórzy byli komunistami, ale jak można to interpretować jako komunistycznych Żydów gnębiących Polaków!
- Nie oczekiwałem, że państwo zgodzą się ze mną, ale nie myślałem, że pani będzie tak niegrzeczna.
- Niegrzeczna - Ruth zaczyna krzyczeć - wy jesteście najbardziej grubiańscy ludzie na świecie! Wulgarni, bigoci, nieprzyzwoite dupy. Jak tu zostaniesz dłużej, to ci przywalę.
Mężczyzna wychodzi.
- Życzę ci każdego najgorszego nieszczęścia.
Ruth czuje wyraźną ulgę, Edek zamawia pączki.

Końcowe 40 stron książki to już rozważania tego co będzie się działo po wyjeździe z Polski.
Nawet recenzenci na Goodreads, którzy dali książce najwyższe noty, narzekali że końcówka książki to promocja dwóch kolejnych książek autorki.

Uffff...

Saturday, July 8, 2023

Za dużo mężczyzn - 2

Kolejny główny punkt programu to wizyta w Łodzi, rodzinnym mieście Edka.
Edek upiera się aby pojechać do Łodzi taksówką - Mercedesem.
Sam znajduje odpowiedni samochód i kierowcę.

Łódź - hotel Grand Wiktoria - tragedia.
Opryskliwa obsługa, nic nie działa - oprócz restauracji oczywiście.
Ruth i Edek wybierają się piechotą w okolice domu, w którym przez wojną mieszkała rodzina Edka.
Ul. Kamedulska 23.
Dygresja - Google nie może znaleźć ulicy Kamedulskiej w Łodzi.
Myślę, że autorka celowo wprowadziła nieistniejącą ulicę gdyż opisane zdarzenia mogłyby wzbudzić niezdrowe zainteresowanie.

Wracam do książki - ogromna frustracja - Edkowi nie zgadzają się nazwy i lokalizacja ulic, również tych, które istnieją.
To zajmuje kilka stron.
Ciekawe, że Ruth wzięła ze sobą mapę, ale jakoś o tym zapomniała.
W końcu jednak docierają, stukają do dawnego mieszkania, otwiera starszy pan, okazuje się, że wprowadził się tutaj natychmiast po wyrzuceniu poprzednich lokatorów do getta.
- Kiedy się tu wprowadziliście? - pyta Ruth.
- Nie pamiętam daty, w 1940 roku.
- Kilka minut po usunięciu Żydów - komentuje Ruth.
Wyjaśnienie - Edek rozumie język polski i całkiem dobrze sobie radzi z rozmowami po polsku, Ruth rozumie bardzo dużo, stara się raczej nie rozmawiać z Polakami.
- A co się stało z wyposażeniem mieszkania?
- Nie wiem, jak się wprowadziłem było puste.
- A poprzednimi lokatorami?
- Nie wiem, chyba się przenieśli do innego mieszkania.
Pan zaprasza do środka, oferuje herbatę.
Edek rozpoznaje niektóre meble, rozpoznaje serwis do herbaty.
Spotkanie upływa w napiętej atmosferze, widać że gospodarz podejrzewa, że jego goście przeprowadzają wizję lokalną i że może oznacza to jakiś interes.
Zgadza się, Edek chce odkupić serwis i jakieś półmiski, gospodarz przypomina sobie sporo innych rzeczy, ale wystarczy. W tym momencie pojawia się żona gospodarza i wyciąga z szafy stary, bardzo elegancki płaszcz, na podszewce nazwisko właściciela - to ojciec Edka.
I jeszcze kilka starych zdjęć.
Zgubiłem się w kalkulacji, ale w sumie Ruth zapłaciła chyba $5,000.

Następny punkt programu - Synagoga, obok znajduje się Centrum Żydowskie.
Umawiają się telefonicznie, pan w centrum wydaje się być bardzo zajęty.
Znowu mają kłopoty z lokalizacją ulic, pytają kogoś o drogę do Centrum, zapytana kobieta nie używa słowa Żydzi, tylko - osoby wyznania Mojżeszowego.

Ostatecznie biorą taksówkę - Mercedes - kierowca z zatłuszczonymi włosami, zapach brudu.
Po drodze zauważają grafitti - napis ŁKS, pod spodem - penis a na nim Gwiazda Dawida.
Ruth wskazuje to kierowcy - ech, to taki dziecięcy wygłup.

Centrum Żydowskie.
Przytłacza ich smród gotowanej kapusty.
W biurze kierownik i sekretarka, wygląda, że Ruth i Edek są jedynymi klientami.
Ruth pyta dla kogo właściwie jest to centrum.
- Codziennie wydajemy lunch dla około 30 starszych osób pochodzenia żydowskiego.
Ach, to dla nich ta śmierdząca kapusta.
- I na to wydaje miliony dolarów Ronald Lauder, który sponsoruje to Centrum.
Zwiedzają jeszcze stary żydowski cmentarz, 
Cmentarz jest nieczynny, trzeba iść z przewodnikiem.
Ruth denerwują informacje przewodnika i prosi żeby się nie odzywał.

Wracają do hotelu, po drodze Ruth wymienia w kantorze trochę dolarów na złotówki.
Kantor wymiany - Ruth uważa to za ochydną nazwę, wszak kantor to śpiewak w synagodze, osoba prowadząca liturgiczne śpiewy.

Dygresja - Ruth ma rację, ale tylko częściowo.
Kantor to rzeczywiście śpiewak, ale nie tylko w synagodze, wszak kantorem w kościele św Tomasza w Lipsku był Jan Sebastian Bach.
Po hebrajsku kantor w synagodze to - chazan.
Rodowód słowa jest prosty - cantor to po łacinie śpiewak.
Od dzieciństwa pamiętam jednak, że kantorem lub kantorkiem nazywano małe pomieszczenie biurowe znajdujące się na terenie hali fabrycznej lub przy sklepiku.
Google to potwierdza, ale nie potrafi wyjaśnić pochodzenia słowa.

W hotelowym lobby masa ludzi.
Głównie mężczyźni, obwieszeni złotymi łańcuszkami, lekko podchmieleni, zachowują się bardzo głośno.
Za dużo mężczyzn - myśli Ruth.
To już ostatnie nawiązanie do tytułu książki.

Następny punkt programu to Kraków i wizyta w obozie Auschwitz.
Wstępują do Orbisu kupić bilety kolejowe.
Wygląda na to, że dla kasjerki jest to wyjątkowo trudne zadanie.
Przez pół godziny studiuje rozkład jazdy, w tym momencie rezygnują, Edek skontaktuje się z kierowcą, który przywiózł ich tu z Warszawy, żeby zawiózł ich do Krakowa, tam załatwią kierowcy nocleg i wróci z nimi do Warszawy.

Następny dzień - kierowca z Warszawy już przyjechał, ale Edek ma dodatkowy punkt w programie.
Wzywa portiera hotelu Grand Wiktoria, który zwrócił ich uwagę potężną budową i opryskliwością.
Edek wynajmuje go na wizytę w domu przy Kamedulskiej 23, prosi żeby zabrał ze sobą łom.
Dostanie dobrą zapłatę.

Jest niedziela - gospodarze mieszkania właśnie wybierają się na mszę.
Edek przejmuje inicjatywę - chce poszukać czegoś zakopanego na skrawku ziemi w rogu podwórka, to nie jest złoto - uprzedza.
Konsternacja, ale Edek przejmuje inicjatywę - S200 za wykopanie dziury, a jeśli coś się znajdzie to dodatkowo $500.
Protesty, ale Edek przywołuje do pomocy hotelowego portiera i to wystarcza.
Edek osobiście kopie dziurę,  próbuje kilku miejsc, w końcu znajduje - mała płaska puszka.
W hotelu, w obecności Ruth otwiera puszkę.
Jest w niej wyblakłe zdjęcie noworodka.
Po uspokojeniu się wyjaśnia, że po uwolnieniu z obozu mieszkali w obozie dla przesiedleńców w Niemczech. Sporo takich obozów zorganizowała armia USA i jej dowódca, generał Patton, zarządził żeby obozy nie były zbyt luksusowe - 
"So far as the Jews are concerned, they do not want to be placed in comfortable buildings. They actually prefer to live as many to a room as possible. They have no conception of sanitation, hygiene or decency and are, as you know, the same sub-human types that we saw in the internment camps." - KLIK.

W takim obozie Roshka, żona Edka urodziła dziecko, chłopca - to on jest na tym zdjęciu.
- Co się z nim stało? - pyta Ruth - przecież to mój brat.
Edek nie może powstrzymać wzruszenia.
- On się urodził z jakąś wadą, dusił się. Lekarz podejrzewał jakąś wadę serca, nie dawał dużych szans na przeżycie.
Edek z żoną pospiesznie organizowali obrzezanie, nadali chłopcu imię Izrael.
Po jednym czy dwóch dniach chłopiec jeszcze żył. Lekarz nie widział szansy żeby mógł żyć w obozowych warunkach i zaproponował rodzicom żeby zgodzili się na adopcję, wiele niemieckich rodzin chętnie zaadoptuje dziecko.
Edek i Roshka się zgadzają.
- Więc mój brat może jeszcze żyje! - konstatuje Ruth.
Przed wyjazdem z Łodzi, Edek stwierdza, że w hotelowej łazience zginęła mu paczka jednorazowych golarek, Ruth nie może znaleźć flakonika bardzo dobrych perfum.

Zakończenie w następnym wpisie.

Thursday, July 6, 2023

Za dużo mężczyzn - 1

 Moja ostatnia, zakończona ze sporym wysiłkiem, lektura to książka Australijki żydowskiego pochodzenia - Lily Brett - Too Many Men - Za dużo mężczyzn.

Wspomniałem pochodzenie autorki gdyż tematem książki jest wizyta w Polsce Australijki żydowskiego pochodzenia razem z 81-letnim ojcem, który przed wojną mieszkał w Polsce i przeżył Holocaust.
Czas akcji - prawdopodobnie 1998 rok.

Główna postać książki - Ruth - mieszka obecnie w USA gdzie prowadzi świetnie prosperujący biznes pisania okazjonalnych kart.
Życie prywatne - dwa nieudane małżeństwa a potem bardzo zadowalające życie - regularne ćwiczenia fizyczne, absolutnie zdrowotna dieta, lekka nadwaga, staranna opieka psychologów, fizjoterapeutów, kosmetyczek. Gustowne ubrania i biżuteria, odpowiednie perfumy.

Już pierwsze godziny pobytu w Polsce przynoszą niemiłe obserwacja.
Pobyt w hotelu Bristol jest jeszcze w porządku, ale już pierwsze kroki za próg...

Poranek, Ruth wybiera się na regularną poranną sesję biegania.
W przeciwieństwie do Nowego Jorku, na ulicach są pustki, nikt nie biega, ludzie mają smutne twarze.
Ogród Saski - Grób Nieznanego Żołnierza, w pobliżu młoda dziewczyna kuca przy drzewie i robi kupę.
Zdegustowana Ruth wraca do hotelu.
Na szczęście właśnie obudził się jej ojciec - Edek - spotykają się przy śniadaniu.
Edek, w przeciwieństwie do Ruth, jest bardzo pogodną osobą co uzewnętrznia się w niepohamowanym apetycie.
Ruth próbuje omówić z ojcem plan zwiedzania, ale jego odpowiedź jest krótka - po co? Przecież tam już nic nie ma.
W rezultacie udaje się wynegocjować krótkie spojrzenie na zachowany kawałek muru warszawskiego Getta.

Inne relacje z Warszawy...
Ruth jest prześladowana przez tajemniczy głos, który jest słyszalny tylko dla niej i staje się coraz bardziej natrętny.
To mówi nie kto inny, tylko były komendant obozu Auschwitz - Rudolf Höss.
Po pierwsze informuje, że obecnie przebywa w Zweites Himmel's Lager - Obozie Drugiego Nieba.
Wbrew powszechnym przekonaniom, piekło nie znajduje się gdzieś pod ziemią, lecz nad nią, tuż w sąsiedztwie nieba. 
Höss odbywa tam szkolenie - kurs wrażliwości i ma nadzieję, że po zakończeniu, awansuje do prawdziwego nieba.
Kurs wrażliwości daje już chyba wyniki - Höss bardzo szczegółowo wyjaśnia genezę chorobliwego antysemityzmu w hitlerowskich Niemczech oraz wspomina osobę Himmlera.
Sporo szczegółów na ten temat podaje Wikipedia - KLIK.

Drugie istotne spotkanie to Cyganka w podziemnym przejściu koło Uniwersytetu Warszawskiego.
Cyganka wróży Ruth z dłoni... po pewnym namyśle stwierdza - za dużo mężczyzn.
Druga istotna wróżba, to że w życiu Ruth pojawi się mężczyzna z dużą blizną i że to spotkanie zmieni to bieg jej życia.
Tytułowy temat - za dużo mężczyzn - nie jest już więcej wspominany.
Mężczyzna z blizną - książka zawiera dość mętne spekulacje na ten temat, ale nic z tego nie wynika.

Według mnie głównym tematem książki jest lista polskich doświadczeń, które wywołują u Ruth wściekłość.

Uwaga: teraz nastąpi dość szczegółowe streszczenie książki, dla mnie to istotne gdyż pokazuje Polskę w oczach potomków polskich Żydów, których spotykam czasem w Australii,  ale rozumiem, że ta lektura może być nudna i nużąca więc na dzisiaj poprzestanę na ostrzeżeniu.

Książka spotkała się z dobrą oceną krytyków i komentatorów literackich, była nominowana do kilku nagród.
Ocena czytelników wypowiadających się na platformie Goodreads - prawie 4 na 5.
Recenzji jest stosunkowo niewiele, chyba wszystkie zgadzają się ze mną, że tytuł książki jest nieuzasadniony podobnie jak dialogi z R. Hössem.
Oczywiście wszyscy są zaskoczeni, że Polska jest tak antysemickim krajem.

Kolejny odcinek/odcinki wkrótce.

Tuesday, July 4, 2023

Nowy Rok

 Finansowy.
Przepraszam, zagapiłem się trochę.
W Australii rok finansowy zaczyna się 1 lipca a kończy 30 czerwca.
Lista terminów roku finansowego w różnych krajach - TUTAJ.

Końca roku finansowego trudno nie zauważyć gdyż w tym okresie wiele sklepów urządza wyprzedaże.
Również wiele organizacji charytatywnych urządza zbiórki pieniędzy gdyż dotacje oznaczają ulgi podatkowe.
Dostałem więc sporo emaili i listów a jeszcze w piątek wieczorem do naszych drzwi zapukał jakiś charytatywny ochotnik.

Natomiast jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, że skoro 30 czerwca jest koniec roku, to 1 lipca musi być początek.
Dopiero w ostatnią sobotę.
Ruszyłem po zakupy, był mglisty, ale ładny poranek, w radio zagrali Cappriccio Italien Czajkowskiego...

Utwór zaczyna się fanfarami a potem... według mnie - krajobraz po bitwie.
Dopiero wtedy przyszło mi do głowy to skojarzenie z Nowym Rokiem.

Nowy Rok w lipcu
Prawdę mówiąc 1 stycznia jest w Australii prawie niezauważalny.
Cały handel idzie pod etykietą Christmas a potem - dzieci na wakacjach, rodzice też gdyż wiele mniejszych firm zawiesza działalność na 2-3 tygodnie.

Natomiast 1 lipca.
Zima w pełni, dopiero co mieliśmy najkrótszy dzień, wszystko się kręci na wysokich obrotach.
Nawet ja wybrałem się po zakupy.

Oczywiście żywnościowe.
Podstawowe produkty kupiłem na bazarze w "dobrej" dzielnicy.
Dodatkowo żona poleciła mi kupić krowie żołądki na flaki.


Powyższy widok kojarzy mi się baranim futrem - och jakie przyjemne w dotyku :)

W "dobrej" dzielnicy takiego towaru nie uświadczysz, najlepiej w dzielnicy zamieszkałej przez Chińczyków.

Duże centrum handlowe, spory tłok, trudno napotkać jakąś nie-chińską twarz.
Chińskie napisy na sklepach, jeśli trafi się informacja po angielsku to raczej na boku, małymi literami.

Lawiruję w tłumie w stronę sklepów mięsnych...


Lada chyba 30-metrowej długości.
W najbliższym sąsiedztwie jeszcze takie trzy.

W drodze powrotnej na parking zauważam jeszcze...


Wymień gotówkę na bitcoiny.
Ciekawe, jakoś nie przyszło mi do głowy, że można mieć cryptowaluty w portmonetce.

Wiadomości również pod znakiem finansów.
Zapowiedziano ogromne podwyżki cen energii.
Korupcja, nadużycia.

Sporo hałasu wywołała afera z firmą Price Waterhouse Cooper - PWC - działa również w Polsce.
Firma ta świadczy usługi finansowe dla rządu.
Między innymi doradzała jak ulepszyć system opodatkowania wielkich korporacji, które są mistrzami w unikaniu podatków.
Okazało się, że w tym samym czasie informowała te korporacje o tym co się szykuje i jak się najlepiej z tego wymigać.
Mnie wydaje się, że to oczywiste i rząd powinien to wiedzieć przed zleceniem takich usług

Kolejna afera - była premier rządu stanowego w Nowej Południowej Walii (stolica Sydney) dawała duże rządowe dotacje na rejon, w którym działał jej sekretny kochanek.
Gdy sprawa wyszła na jaw, pani premier natychmiast zrezygnowała.
Komisja antykorupcyjna pracowała 2 lata i teraz ma ogłosić wyniki.
Osobiście lubiłem tę panią i nie bardzo widzę podstawę to antykorupcyjnych oskarżeń. W końcu pieniądze zostały wydane na rozwój jakiegoś regionu w stanie.

Na koniec - kilka lat temu wybuchła afera gdy okazało się, że pani zatrudniona przez szefa jakiejś grupy przestępczej była jednocześnie informatorem policji.
Pani adwokat jest tak potężnej budowy, że gangsterzy mieli powody aby czuć się pod jej opieką bezpiecznie...

Sprawa wyszła na jaw już kilka lat temu, policja wymyślała jakieś układy żeby nie zepsuć swojego wizerunku i nie narazić pani adwokat na konsekwencje.
Sprawa przycichła a tu nagle - pani adwokat żąda od policji wielomilionowego odszkodowania za cierpienia psychiczne jakich doświadczyła w ostatnich latach.

Czyli rząd będzie miał pracowity rok.
Czy będzie miał czas i siłę zatroszczyć się o obywateli?

Saturday, July 1, 2023

Nie-boska komedia

 Kilka dni temu skończyłem czytać książkę Juliana Barnes - Elizabeth Finch.

Julian Barnes...

Barnes in 2019
CC BY-SA 4.0, Link

Jak na mój gust, to bardzo angielska fizjonomia.
Również jego bardzo powściągliwy styl pisania kojarzy mi się z moją, jeszcze dziecinną, wizją Anglii.
Była to wizja pozytywna więc regularnie sprawdzam czy napisał coś nowego.

Właśnie napisał - KLIK

Elizabeth Finch to wykładowczyni na uniwersyteckim kursie dla dorosłych - Kultura i Cywilizacja.
Strój - bardzo powściągliwy, klasyczny, należący do minionego dziesięciolecia.
Sposób zachowania, to samo.
Uzależniona od papierosów.
Nieskazitelne zachowanie i język.
Styl wykładów - krótkie przedstawienie tematu, sprowokowanie studentów do dyskusji.

Tematy:
- poeta J.W. Goethe, na łożu śmierci stwierdził, że w swoim, długim i bogatym życiu, doświadczył może pół godziny szczęścia.
- dylemat Mozarta - życie jest piękne, ale smutne, a może - smutne, ale piękne.
Komentarz pani E.F. - życie jest konieczne i nie do uniknięcia.
- teoria Darwina - w wyniku ewolucji przetrwają najsilniejsi? Raczej ci, którzy są sprytniejsi i potrafią się lepiej przystosować.
- apostaci są bardziej interesujący niż gorliwi chrześcijanie...
Jako ilustrację tych słów pani EF zacytowała Hymn do Proserpiny autorstwa A.C. Swinburne:
Thou hast conquered o pale Galilean, the world turned gray from thy breath... - zwyciężyłeś, blady Galilejczyku, świat poszarzał od twego oddechu.
W tym miejscu poskoczyłem - Galilejczyku zwyciężyłeś - Galilaee vicisti - toż to ostatnie słowa Nie-boskiej Komedii.

Czym prędzej sprawdziłem daty - Nie-boska Komedia 1833, Hymn do Proserpiny - 1866 - PLAGIAT!

Jednak z panią EF nie jest tak prosto - zwyciężyłeś, blady Galilejczyku - to ostatnie słowa rzymskiego cezara - Juliana, następcy cezara Konstantyna II, syna Konstantyna Wielkiego, który (znaczy Konstantyn Wielki) przestawił Cesarstwo Rzymskie na chrześcijaństwo.

Od tego momentu w książce nie dzieje się nic coby mnie zainteresowało, zamiast tego liczne dywagacje na temat cezara Juliana, któremu nadano przydomek Apostaty - KLIK.

Cezar Julian był zdecydowanym przeciwnikiem chrześcijaństwa i zwolennikiem kultury helleńskiej oraz rzymskiego panteonu bogów.
Obserwując postęp chrześcijaństwa wymyślił perfidną taktykę - przestać ich prześladować.
Usunąć ich ze skorumpowanej administracji i zostawić w spokoju.
Julian zorientował się, że męczeńska śmierć to po prostu wskakiwanie do nieba poza kolejką.
Trzeba im to uniemożliwić, niech spróbują żyć długie lata w "poszarzałym" świecie.
Niestety nie mieliśmy okazji sprawdzić jak ta teoria sprawdzi się w czasie.
Julian większość życia spędził na wojnach, nie miał nawet okazji odwiedzić Rzymu.
Zginął podczas bitwy w ramach bardzo kiepsko zaplanowanej kampanii w Persji.
Jego zwolennicy sądzą, że zabił go jakiś rozczarowany chrześcijanin, ale nie ma na to potwierdzenia.

Wracam do książki...
Nie znalazłem niczego ciekawego.
Osobowość narratora - dwa razy rozwiedziony, dwóch podobno miłych synów, utrzymuje się z dorywczego pisania jakichś tekstów.
Jego życie wypełnia fascynacja osobowością pani EF, która w testamencie zapisuje mu wszystkie swoje notatki. 
Z tego też nic nie wynika.
Pani EF przez chwilę próbowała rozwijać wątek - coby było gdyby koncepcja Juliana wygrała?
Nie byłby potrzebny Renesans, kultura rzymska przeskoczyłaby łagodnie w czasy Oświecenia.
Niestety według mnie to bardzo naiwna idea.
Kultura rzymska była od dłuższego czasu w stanie rozkładu, że tylko wspomnę Kaligulę.
Upadek Rzymu nie był wynikiem chrześcijańskiej rewolucji lecz wynikiem agresji pogan - Hunów.

Niestety Julian Barnes bardzo mnie zawiódł - ocena - 1.5/5.

Wracam do tytułu wpisu.
Komedię zafundował mi internet.
Gdy dowiedziałem się o tej książce, kliknąłem w tytuł Elisabeth Finch, dostałem TO.
Pani o takim właśnie nazwisku jest współautorką scenariusza bardzo popularnego serialu 50 twarzy Grey'a i coś tam nakłamała.

Podejrzewam, że Julian Barnes, podobnie jak ja, nie interesował się tym serialem, ale że też nikt w kręgu wydawców i recenzentów tego nie skojarzył?
Nieboska komedia :)