Sunday, May 26, 2019

Niedzielny spacer - dywan do...

Niecałe 2 tygodnie temu publikowałem zdjęcia jesiennych drzew w mojej okolicy.


Minęło kilka dni i większość liści wylądowała na chodniku. Zdawało mi się, że to dywan do nieba...



...ale zamiast iść prosto skręciłem do domu.
Wróciłem dzisiaj w to miejsce -



To już nie wygląda jak droga do nieba. Być może zaprzepaściłem jedyną szansę.

Friday, May 24, 2019

Monday, May 20, 2019

Występy gościnne

Dzisiaj odwiedzam bardzo mi miłe miejsce - KLIK.
Uwaga: zlinkowany wpis napisałem jeszcze przed premierą filmu braci Sekielskich.

Sunday, May 19, 2019

Niedzielne czytanie - wyniki wyborów

Wczoraj (sobota) odbyły się w Australii wybory do federalnego parlamentu.
Ponad miesiąc temu przedstawiłem TUTAJ dwie kandydatki, z których jedna zostanie moją reprezentantką.
Moja strategie wyborcza jest prosta. Głosuję na tego z czołowej dwójki kandydatów (w tym przypadku kandydatek), który ma mniejsze szanse. Uzasadnienie: niech ten, który wygra wie, ma jaknajmniejszą przewagę. Może to zachęci go do lepszej pracy.

Przedwyborcze sondaże wskazywały na pewne zwycięstwo Partii Pracy (Labor). A więc postanowiłem głosować na Liberałów.

Jednak ostatnie dni zachwiały moją decyzją. Zdenerwowały mnie liczne telefony i sms-y promujące dwie główne partie.
Zagłosuję na Zielonych - pomyślałem - oni nigdy nie zakłócili mojego spokoju.

W dniu wyborów jechałem po zakupy i po drodze mijałem punkt głosowania. W okolicach punktu kręciło się na rowerach dwóch agitatorów, którzy ciągnęli za sobą spore billboardy na kółkach. Oni jechali wąskim chodniku zmuszając licznych przechodniów do deptania trawnika.
Cóż za hipokryzja!

Co mi pozostało? Animal Justice Party.

Po powrocie do domu zajrzałem do ogródka sprawdzić czy pomidory nie dojrzały.
Dojrzały, tyle że podziobały je ptaki.
Ja wam pokażę sprawiedliwość - warknąłem i... wróciłem do pierwotnej koncepcji - Liberałowie, pani Gladys Liu.



Dzisiaj sprawdziłem wyniki.
Niespodzianka. Po pierwsze Liberałowie wygrali. Jeszcze nie wiadomo na ile, ale ich konkurent złożył już im już gratulacje.
Po drugie, w moim okręgu wyborczym przewaga zmienia się z godziny na godzinę. W tej chwili - niedziela, godzina 23.00, minimalnie prowadzi moja kandydatka.



166 głosów przewagi, ale policzono dopiero 73% głosów.
Dopiero teraz te wybory zaczęły mnie interesować.


Wednesday, May 15, 2019

Stan nieważkości

Konkursy piosenki mnie nie interesują. Ostatni który pamiętam to występ orkiestry Karela Vlacha w Sopocie, ale to chyba nie był festiwal.
Dwa dni temu widziałem w naszej tv wywiad ze śpiewaczką Kate Miller-Heidtke, australijską reprezentatką na Eurowizji 2019. Ciekawa osoba.
Dzisiaj dowiedziałem się, że wykonana przez nią piosenka Zero Gravity zakwalifikowała się do finału.
Obejrzałem...



Po pierwsze według mnie to nie jest piosenka, po drugie nie wiem co to jest i nie próbuję wiedzieć, po trzecie to jest fantastyczne.

Na youtube znalazłem pełne, ale statyczne, wykonanie - TUTAJ.
TUTAJ zaś znalazłem artykuł z fragmentem wykonania, w którym śpiewaczka fruwa na patyku jak na zdjęciu powyżej.

P.S1. Dodane w czwartek. Głównym przebojem wspomnianej na wstępie orkiestry Karela Vlacha był Wiśniowy sad. Google nie chciało go znaleźć, a Klub seniorów potrafił. Rosyjski filmik TUTAJ.
P.S2. W komentarzach dostałem link do filmu na youtube, który prezentuje nagranie, w którym solistka fruwa na patyku. Bardzo dziękuję.
Jednak po porównaniu obu wykonań wyżej sobie cenię to statyczne - znajduję w nim dużo więcej dramatu. A tłem piosenki jest dramat - depresja post-natalna. Za solistką unosi się widmo. Na początku groźne i straszne, pod koniec już nieco oswojone.

Tuesday, May 14, 2019

Czerwono mi





Liście zaszeleściły:
Czerwone! Stop! Zatrzymaj się!
Stoję. Już od lat.



Sunday, May 12, 2019

Niedzielne czytanie - moja jedyna opowieść

Wspominałem kilka razy na tym blogu angielskiego pisarza Juliana Barnesa. Przeczytałem już chyba tuzin jego książek, wszystkie mnie trochę zdenerwowały, ale bogactwo jego języka i przewrotność rozważań przeważają nad odbiorem treści więc czytam dalej.

Tym razem jest to The Only Story czyli... Jedyna Opowieść.
Niby jedyna a na okładce widać, że autor ma wątpliwości. Typowe.

Oto jego wyjaśnienie:
Większość z nas ma do opowiedzenia tylko jedną historię. Nie mam na myśli, że wydarzyła nam się tylko jedna rzecz: wydarzyła się ich niezliczona ilość i przerabiamy je na niezliczone opowieści. Ale tylko jedna z tych opowieści się liczy. Moja.

Tu pojawia się problem. Jeśli to jest twoja jedyna opowieść, to opowiadałeś ją najczęściej, choćby nawet samemu sobie. 
Stąd pytanie: czy te powtórne opowiadanie zbliżyło cię do tego co się naprawdę wydarzyło, czy raczej cię oddaliło?

Pewnym testem jest porównanie, czy w kolejnych wersjach wypadasz w swoich opowieściach jako lepszy człowiek, a może jako gorszy. Jeśli jako gorszy, to może oznaczać, że stajesz się bardziej prawdomówny. Jest też inna możliwość - antybohaterstwo, przedstawiasz siebie gorszego niż byłeś, a to może być formą samochwalstwa.

Bardzo na czasie. Jestem zdecydowanie na etapie opowiadaniu samemu sobie Mojej Opowieści. Zastanowiłem się nad ostatnim zdaniem. Wydaje mi się, że w kolejnych powtórkach wypadam coraz gorzej.
Staję się bardziej prawdomówny? To pytanie uważam za bezsensowne. Po pierwsze, i ostatnie - cóż jest prawdą?
Nie jest to samochwalstwo, nie czuję się po takim opowiadaniu lepiej.
Nie czuję się też gorzej. Rozkładam ręce z bezradnym uśmiechem - jakoś tak się złożyło.