Friday, July 19, 2019

Na wsi



Pod czarną chmurą
skrzynki stoją otwarte.
Złe dziś nie dojdzie.

Wednesday, July 17, 2019

Zawód

...sprawił mi Hans Fallada.
Niemiecki pisarz, autor 3 książek, które wywarły na mnie duże wrażenie: Co dalej szary człowieku, Pijak, Każdy umiera w samotności.
Z treści książek jasno wynikało, że Fallada nie jeden raz umorusał się nieco w brudach ludzkiej egzystencji, znajdowałem w tym jednak przebłyski niewinności, słabego charakteru, braku szczęścia.
Jego przedostatnia książka - Alpdruck, polski tytuł Zmora - zachmurzył moją wizję.

Fallada nie może się pozbierać w okupowanych przez ZSRR Niemczech. Niespodziewanie pomocną dłoń wyciągają do niego przedwojenni działacze komunistyczni, którzy teraz mają wpływy i środki. Nie wywierają na niego nacisku ideologicznego, nalegają tylko żeby pisał.
I Fallada pisze, ale dlaczego TAK ?

Sunday, July 14, 2019

Niedzielne czytanie - bliźni

Dzisiejsza Ewangelia to opowieść o Dobrym Samarytaninie - chyba jedna z najbardziej popularnych przypowieści ewangelicznych.
W angielskim tekście nie ma odpowiednika słowa bliźni, jest neighbour czyli sąsiad, co bardzo zawęża i upraszcza sprawę.
Już słowo bliźni sugeruje jakiś rodzaj bliskości, ale sąsiad idzie dalej - sugeruje osobę mieszkającą w najbliższej okolicy co w obecnych czasach oznacza podobny status materialny czyli spory komfort psychiczny.
Przywołałem na pomoc inne języki:
- niemiecki - Mitmensch - podoba mi się - tłumaczę to sobie na: człowiek z (którym)... to otwiera wiele możliwości.
- rosyjski - собрат (fonetycznie  sobrat) - tłumaczę to na współbrat.
- włoski - prossimo - to podoba mi się najbardziej - odkładam słownik i słyszę nasze, polskie - prosimy - nie sprawdzamy czy to sąsiad czy współbrat, wchodź.

Wracam do Ewangelii... znane przykazanie - miłuj bliźniego swego...
W dzisiejszym czytaniu ktoś pyta Jezusa - kto jest moim bliźnim?
W zeszłotygodniowej refleksji polecanej przez mój oddział Stowarzyszenia św Wincentego a Paulo pytanie odwrócono: a dla kogo ty jesteś bliźnim?

Skoro tak się rozpisałem na tematy słowotwórcze, to widocznie moja odpowiedź na to pytanie jest... a raczej jej nie ma.

Friday, July 12, 2019

Nie wzywaj

(Król Salomon)... wyczerpany rozkoszami erotycznymi postępowy głupiec, 
typowy dla cofnięcia się od kultu aktywnego w swej  bezpośredniej obecności
narodowego bóstwa, do głoszenia o jakimś abstrakcyjnym i ogólnoludzkim 
Bogu  w niebiesiech, cofnięcia się od religii narodowej do religii powszechnej. 
(...) puste gadanie i początek końca, całkowicie zdegenerowanego wyobrażenia
o Bogu, który jest już całkiem do nieba wygnany.
Tomasz Mann - Doktor Faustus.

W środę był dość nietypowy dzień, okazja żeby zajrzeć do książek, które towarzyszą mi od wielu lat. Bardzo nienatarczywe to towarzystwo.
Padło na Doktora Faustusa.
Jak w przypadku wielu książek Tomasza Manna, stwierdziłem, że pewnie 85% książki czytam jakbym tego nigdy w życiu nie czytał. Tak właśnie było z rozważaniem o narodowym, fizycznie obecnym Bogu - drobny cytat powyżej.

Bóg do nieba wygnany.
Przypomniało mi to uwagi znajomego gdy mu powiedziałem, że regularnie gram w totolotka.
Spojrzał na mnie z niepokojem - to niebezpieczne.
W jaki sposób niebezpieczne?
Wysyłasz sygnał, który mogą odebrać jakieś złe siły. Mogą spełnić Twoje marzenie czy zachciankę i zgłosić się po nagrodę.

Złe siły.
Właśnie do tego pasowały mi słowa o Bogu do nieba wygnanym.
Wszak Jezus i jego uczniowie spotykali się ze złymi siłami bardzo często.
 A co teraz?
Jezus wniebowstąpił i o wszystkim zapomniano.

Po powrocie do domu zajrzałem do swojego blogu. W tytule wtorkowego wpisu było słowo Bóg i wystarczyło.
Ten blog ma bardzo niewielu czytelników, komentarze pojawiają się bardzo rzadko, a tu - proszę zobaczyć trzeci komentarz - czarna magia.
Nr telefonu - kod międzynarodowy = 23 - Liberia, Sierra Leone, Ghana, Nigeria, Chad - samo Jądro Ciemności.

Trzeba teraz sięgnąć po J. Conrada... i nie grać w totolotka.

Wednesday, July 10, 2019

Boże odejmij mu trochę rozumu

Dwa dni temu odwiedziliśmy (Stowarzyszenie św Wincentego) osobę proszącą o pomoc.
Generalnie radzi sobie dobrze, ale musiała zapłacić za naprawę samochodu więc trochę krucho z gotówką.
Daliśmy jej vouchery do supermarketu i zapłaciliśmy część rachunku telefonicznego.

Spytałem o sytuację rodzinną.
Syn naszej klientki ma 18 lat i uczęszcza do ostatniej klasy szkoły specjalnej. Spytałem czy po ukończeniu tej szkoły ma w planie jakieś kursy zawodowe.

- Nie, mam nadzieję, że na teście jego IQ wypadnie poniżej 70 a wtedy będzie mu przysługiwać renta dla osoby niepełnosprawnej i nikt nie będzie go zmuszał do nauki czy szukania pracy.

Wkrótce odbędzie się zebranie naszego zespołu. Na takim spotkaniu poświęcamy chwilę na religijną refleksję i modlitwę za osoby, które proszą nas o pomoc.

No to wiem już o co powinniśmy się modlić.

Sunday, July 7, 2019

Niedzielne śpiewanie.

Dzisiejszą mszę w naszej parafii prowadził pomocnik proboszcza, z pochodzenia Filipińczyk.
Nie wiem jak to powiązał z Ewangelią, ale tematem kazania było, że wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi.

- Czym przepełnione jest boże dziecko? - spytał ksiądz.
- Radością - odpowiedział sam sobie.
- A w jaki sposób łatwo wyrazić swoją radość?
- Śpiewając!

Pamiętajmy - kontynuował ksiądz - jesteśmy bożymi dziećmi. A zatem absolutnie nie musimy przejmować się tym czy umiemy śpiewać. Wszak śpiewamy prosto do Boga, On nas słyszy, niech wie co stworzył.

Muszę stwierdzić, że ogromnie mi się to spodobało.
Generalnie jestem cichą osobą, ale czasem jednak coś mnie napadnie... i wtedy w domu jest tragedia.
Wydaje mi się, że mam dobry słuch - rozpoznaję wiele utworów muzycznych, potrafię rozpoznać cytaty muzyczne i zmiany tonacji, ale śpiewać - po prostu rozpacz.
Przed laty klub orienteeringu, którego byłem członkiem, postanowił odśpiewać wiązankę australijskich piosenek na międzynarodowej imprezie sportowej.
To była poważna impreza, do występu przygotowywał nas renomowany kierownik chóru.
Najpierw podzielił nas na głosy i od razu był problem - nie był w stanie określić jaki jest rejestr mojego głosu - tenor czy bar(an)yton.
W końcu polecił żebym podczas występu stał poniżej basów i nie otwierał ust dopóki one nie zaczną śpiewać, a gdy zaczną żebym się jakoś bezszmerowo do nich podłączył.
I tak właśnie było.
TUTAJ - jedna z piosenek, które zaprezentowaliśmy.

Wróciłem z kościoła do domu bardzo podniesiony na duchu.
Teraz czekam tylko na chwilę ciszy i samotności żebym mógł Bogu wyśpiewać swój radosny nastrój.

Piosenka, którą polecił nam ksiądz to How can I keep from singing (Jak mogę powstrzymać się od śpiewania) - KLIK.

Wspomniałem, że ksiądz to Filipińczyk.
Oczywiście - moje pierwsze spotkanie z Filipińczykami to był właśnie śpiew. Poczas pobytu w Kuwejcie jeździliśmy w niedziele na msze katolickie do niewielkiego kościoła w Ahmadi...


Na zdjęciu moje i kolegi dzieci z matkami. Proszę zwrócić uwagę, że krzyż nie jest umieszczony na dachu lecz, dość dyskretnie, w oknie.
Otóż w tym kościele podczas mszy śpiewał filipiński chór. Pięknie śpiewał.

No to teraz prosze sobie w ciszy poczytać moje wspomnienie z Filipin - KLIK, a ja.. nie mogę już się powstrzymać od śpiewania.

Wednesday, July 3, 2019

Cisza

W niedzielnym wpisie podsumowałem krótko (i nieco negatywnie) lekturę zbioru opowiadań J. Barnesa - Cytrynowy stolik.
Zakończę tem temat pozytywnym akcentem - opowiadanie pod tytułem Cisza.

"Kiedy muzyka staje się literaturą, jest to zła literatura. Muzyka zaczyna się tam, gdzie nikną słowa. Co powstaje, kiedy niknie muzyka? Cisza."

Powyższe słowa wygłasza we wpisie kompozytor Jean Sibelius.
Zatem jako akompaniament do lektury tego wpisu proponuję Valse Triste - KLIK.

Sibelius - mam trop potrzebny do wyjaśnienia tytułu zbioru - Cytrynowy stolik.
Według J. Barnesa taki stolik był w odwiedzanym przez kompozytora w hotelu Kämp w Helsinkach.

Wspominałem, że wszystkie opowiadania w zbiorze obracają się wokół starości. Dla mnie nie były to sympatyczne obroty.
Opowiadanie Cisza jest miłym wyjątkiem.
Sibelius nie zmienił się na starość. Nie czekał tak długo, aby ujawnić swoje prawdziwe oblicze.
Być może to wpływ sztuki a być może wolnego od trosk materialnych życia (gdy miał 33 lata rząd przyznał mu dożywotnią pensję).
Uprzywilejowana pozycja. Od początku mógł sobie pozwolić na szczerość.

Mnie zresztą nie interesowały informacje o ekstrawagancjach kompozytora natomiast z przyjemnością czytałem wypowiedzi na temat muzyki. Nie ważne czy to Sibelius je wygłosił czy wymyślił je J. Barnes. Uważam że muzyka jest tematem, o którym ten autor pisze najlepiej.

Osobiście bardzo lubię muzykę j. Sibeliusa. Nie wiem dlaczego. Zgadzam się z cytowaną wcześniej wypowiedzią: muzyka zaczyna się tam, gdzie nikną słowa.

Bo jeśli chodzi o słowa... zacytuję specjalistę:
"W muzyce współczesnej nie mamy - niestety! - czegoś takiego, co możnaby określić mianem "kół fachowych". Gdyby takie koła fachowe istniały i działały, wciąż jeszcze bezgranicznie przeceniana muzyka Sibeliusa nie tylko nie dostałaby się do owego pojemnika wartości duchowych, który pozostawia się dla przyszłości, ale wręcz zostałaby wyeliminowana z repertuaru współczesnego, właśnie ona pierwsza."
Bogusław Schaeffer - Kompozytorzy XX wieku.

:)))))))

Dziwnie się złożyło, że aż dwa z opowiadań w zbiorze Cytrynowy Stolik wiążą się z moim narciarskim pobytem w Europie 23 lata temu.

Ponad tydzień temu wspominałem swój sen z Biegu Wazów w Szwecji.
Wtedy, w 1996 roku, przed Szwecją była Finlandia - maraton Finlandia Hiihto rozgrywany wtedy jeszcze na długiej, 75-kilometrowej, trasie Hämeenlinna do Lahti.
Ten szczegół jest istotny gdyż właśnie w Hämeenlinna urodził się J. Sibelius.

Wieczorem w przeddzień biegu odbyło się przyjęcie dla zagranicznych narciarzy. Mistrz ceremonii przedstawił sześć wesołych dziewcząt - to są "hugging girls", one uścisną na mecie każdego narciarza. Ja uścisnę każdą narciarkę (było ich pewnie 10 razy mniej niż mężczyzn).

Początek był zgodny z oczekiwaniami. Bardzo obszerne pole startowe na jeziorze (dokładnie tak na tym zdjęciu zrobionym 12 lat wcześniej)


Po starcie nie było tłoku, lekki mróz, szybki śnieg. Napędzany przedbiegowym entuzjazmem połykałem kolejne kilometry. Otrzeźwienie przyszło po około 30 km.
- Ty już tutaj? - usłyszałem znajomy głos. Kolega z Australii, młodszy i dużo lepszy narciarz ode mnie. On miał rację, na tym etapie ja nie miałem prawa być przed nim.

Zwolniłem nieco, ale było już za późno. Na dodatek zaczął padać śnieg. Wyścig był stylem łyżwowym. Każdy krok to podniesienie przysypanej śniegiem narty.
Po 65 km trudno było już podnosić.


Tutaj nie było dziewczynki grającej na skrzypcach. Nie pamiętam też "hugging girls" na mecie choć na pewno były.
Jeszcze bardziej na pewno była cisza.