Sunday, June 17, 2018

Niedzielne czytanie - smakowita propozycja

W największej, najbrązowszej, najbardziej mulastej rzece w Afryce, dwa kokodyle wylegiwały się z głowami ledwie nad powierzchnią wody. Jeden z krokodyli był przeogromny. Drugi, nie tak wielki.
- Wiesz co zjem dzisiaj na lunch? - spytał Przeogromny Krokodyl.
- Nie - odpowiedział Nie-Tak-Wielki - Co?
Przeogromny Krokodyl uśmiechnął się wyszczerzając przy tym setki ostrych białych zębów.
- Na mój dzisiejszy lunch - powiedział - mam apetyt na ładne, soczyste małe dziecko.
- Nigdy nie jem dzieci - odpowiedział Nie-Tak-Wielki - tylko ryby.
- Ho, ho, ho! - zawołał Przeogromny Krokodyl - założę się, że gdybyś zobaczył tłuste, soczyste, małe dziecko chlapiące się teraz i tutaj w wodzie, połknąłbyś je jednym haustem.
Krokodyl
Roald Dahl - The Enormous Crocodile - przekład - autor wpisu.
------
Skromna Propozycja

Dla zapobieżenia dzieciom biednych w Irlandii, bycia obciążeniem dla rodziców i kraju, a także dla uczynienia ich korzystnymi dla społeczeństwa.

Przygnębiający to widok dla tych, którzy spacerując po naszym wspaniałym mieście (Dublin), lub podróżując po kraju, widzą ulice, drogi, drzwi domostw, zaludnione żebrakami płci żeńskiej, za którymi tłoczy się troje, czworo, sześcioro dzieci w łachmanach nagabujących każdego przechodnia o jałmużnę.
Te matki zamiast pracować na godziwe utrzymanie, zmuszone są spędzać cały czas krążąc w poszukiwaniu wyżywienia dla swoich bezradnych dzieci, które, gdy dorosną, albo z braku pracy przemienią się w złodziei, albo opuszczą rodzinny kraj walczyć za Samozwańca w Hiszpanii, lub sprzedadzą się w niewolę na Barbados.
Sądzę, że wszystkie zainteresowane strony zgodzą się, że ta niesamowita liczba dzieci w ramionach, na plecach lub na piętach ich matek, a często ich ojców, jest w obecnym, godnym pożałowania stanie królestwa (Irlandii), bardzo wielkim dodatkowym utrapieniem; i dlatego ktokolwiek mógłby znaleźć sprawiedliwy, tani i łatwy sposób na zrobienie z tych dzieci rozsądnych i pożytecznych członkowów wspólnego bogactwa, zasłużyłby na posąg jako zbawca narodu.

Moja intencja jest bardzo daleka od ograniczania się do świadczenia wyłącznie na rzecz dzieci zadufanych żebraków: sięga znacznie dalej i będzie w stanie objąć całkowitą liczbę niemowląt w pewnym wieku, które urodziły się rodzicom, którzy nie są w stanie ich utrzymać i muszą błagać o naszą łaskę na ulicach.
Jeśli chodzi o mnie, to od wielu lat skupiłem moje myśli na tym ważnym temacie i starannie rozpatrzyłem kilka planów naszych projektodawców, i w każdym przypadku stwierdziłem, że oparte są na bardzo błędnych obliczeniach. 

To prawda, dziecko może po przeżyć rok wspieranewyłącznie przez mleko matki, plus niewielkie dodatki pokarmowe nie przekraczające wartości dwóch szylingów, które matka jest w stanie zapewnić przez dorywczą pracę wyprzedaż dobytku, lub legalne żebranie.
Dlatego dokładnie po ukończeniu jednego roku proponuję zająć się nimi w taki sposób, że zamiast być obciążeniem dla swoich rodziców, lub parafii, lub być skazanymi na brak jedzenia i okrycia do końca życia, przyczynią się do wyżywienia, a częściowo również ubrania wielu tysięcy.
Dodatkową wielką zaletą w mojego projektu będzie zapobieżenie dobrowolnym aborcjom, tej okropnej praktyce, w której kobiety mordują swoje nieślubne dzieci.
Niestety! Zbyt często powodem poświęcenia życia tych biednych niewinnych niemowląt nie jest wstyd lecz bieda.

Liczba dusz w tym królestwie (Irlandii) jest zwykle liczona jako półtora miliona. Obliczam więc, że mamy około dwustu tysięcy par, w których kobiety są nadal płodne. Od tego odejmuję trzydzieści tysięc par, które są w stanie utrzymać własne dzieci (zgadam się, że w obecnej, trudnej sytuacji królestwa jest to liczba przesadzone). Pozostając jednak przy pierwotnym założeniu pozostaje nam sto siedemdziesiąt tysięcy hodowców.
Ponownie odejmuję od tego pięćdziesiąt tysięcy kobiet, które poroniły, lub których dzieci umierają przypadkowo lub w wyniku choroby.
Pozostało tylko sto dwadzieścia tysięcy dzieci ubogich rodziców rodzonych każdego roku.
Pytanie brzmi: Jak ta ilość ma być utrzymywana?

Wspomniałem już wyżej, że żadna z proponowanych metod nie daje odpowiedzi na to pytanie.
Nie możemy ich zatrudnić w rzemiośle ani na roli; nie budują domów, nie uprawiają ziemi.
Bardzo rzadko mogą zapewnić sobie środki do życia przez kradzież (do wieku sześciu lat).
Przyznaję, że uczą się podstaw od małego jednak tym czasie mogą jednak być właściwie postrzegane tylko jako stażyści. Jak poinformował mnie pewien dżentelmen w hrabstwie Cavan, nigdy nie spotkał więcej niż jeden lub dwa przypadki biegłego opanowania sztuki kradzieży poniżej szóstego roku życia.
Z drugiej strony, jak zapewniali nas nasi kupcy, chłopak lub dziewczyna przed dwunastym rokiem życia nie jest poszukiwanym towarem, a nawet kiedy dochodzą do tego wieku, nikt nie da więcej niż trzy funty lub trzy funty i pół korony co ma się jak jeden do czterech w stosunku do środków, które muszą poświęcić rodzice lub królestwo na ich wyżywienie i odzianie.

Dlatego teraz pokornie zaproponuję swój własny pomysł, który, mam nadzieję, nie wzbudzi najmniejszych zastrzeżeń.
Bardzo dobrze zorientowany znajomy mi Amerykanin w Londynie zapewnił mnie, że młode, zdrowe i dobrze odżywione dziecko w wieku conajmniej roku, to najsmaczniejsze pożywne i zdrowe jedzenie, czy to duszone, pieczone lub gotowane; i nie wątpię, że będzie ono równie dobrze smakować w potrawce lub jako ragout.
(...)
Zakładam, że to jedzenie będzie dość drogie, a zatem bardzo stosowne dla właścicieli ziemskich, którzy, po pochłonięciu większości rodziców, wydają się być najbardziej uprawnieni do skonsumowania ich dzieci.
(...) W tym miejscu ośmielę się wspomnieć, że ilość katolickich dzieci w tym królestwie stanowi trzy czwarte ich populacji. A zatem moja propozycja przyniesie dodatkową korzyść - zmniejszenie ilości papistów.

Jak już wcześniej wyliczyłem, utrzymanie dziecka nędzarza, a do tych zaliczam wszystkich najemców, robotników i cztery piąte rolników, kosztuje około dwóch szylingów rocznie. Jestem przekonany, że żaden dżentelmen nie będzie sarkać na cenę 10 szylingów za ciałko smacznego, tłustego dziecka, z którego można wygospodarować 4 pożywne mięsne dania na posiłek dla rodziny lub przyjaciół.

--- Tu następuje lista korzyści wynikająch z powyższej propozycji. 
Są one tak oczywiste, że je pominę, za wyjątkiem ostatniego punktu, 
który wnosi coś nowego ----

Po szóste, byłoby to wielką zachętą do małżeństwa, wzmocniłoby to troskę i czułość matek do
ich dzieci, kiedy będą pewne, że ich biedne niemowlęta, będą źródłem zysku, nie wydatku.
W mężczyznach wzbudzi to troskę o żony w czasie ich ciąży, tak jak ma to obecnie miejsce w przypadku źrebnej klaczy lub cielnej krowy.
Z drugiej strony powstrzyma ich przed biciem żon (co obecnie jest zbyt częstą praktyką) ze strachu przed poronieniem.
(...)
Dr Jonathan Swift - rok 1729


Post Scriptum.
Z niewiadomych przyczyn powyższa propozycja nie została wprowadzona w życie, znalazłem jednak przypadek nieco innego podejścia do tego samego problemu.

Rok 1845, Irlandię nawiedziła Wielka Klęska Głodu (Great Irish Famine) - KLIK
Klęska na tyle wielka, że Wielka Brytania zorganizowała Great Relief Association, która prowadziła akcję zbiórki pieniędzy a następnie rozdział zebranych środków wśród głodująch.
W 1846 roku do akcji włączył się Paweł Edmund Strzelecki znany nam skądinąd jako badacz Australii. Wikipedia podaje, że jego sprawna działalność równoważyła marnotrawstwo środków przez utytułowanych filantropów. W maju1847 roku został awansowany na dyrektora akcji - KLIK.
Nie wiem czy Strzelecki czytał wywód Jonathana Swifta, ale chciałbym zwrócić uwagę na jeden element - Swift wspomniał, że gromada głodnych i obdartych dzieci na karku uniemożliwia rodzicom jakąkolwiek działalność. Strzelecki też to zauważył i zapoczątkował akcję rozprowadzania pomocy dla dzieci przez szkoły. W szczytowym okresie ilość dzieci, które otrzymywaly pomoc w szkołach przekroczyła 200,000 - KLIK.

Monday, June 11, 2018

Niedzielne rozmyślanie - brak synchronizacji

Oooops - niedzielne w poniedziałek.
Nie po raz pierwszy, to samo przydarzyło mi się 2 tygodnie temu.
Tym razem zwalę winę na Kościół - normalnie chodzę na mszę na 10 rano do naszego kościoła parafialnego, 150 m od domu.
Wczoraj pojechaliśmy do kościoła, w którym odprawiane są msze w języku polskim. Powodem był parafialny obiad a raczej kolacja, okazja finansowego wspomożenia parafii. Msza zaczynała się o 5, obiad skończył się o 10 - kiedy tu myśleć o duchowych sprawach?

Już na parkingu widać, że jesteśmy wśród swoich...



W kościele też. Msza jest połączona z celebracją święta Serca Jezusowego. Nie wiedziałem, że jest takie święto. Czytania liturgiczne zupełnie inne niż te przepisane na tę niedzielę.

Po mszy przechodzimy do świetlicy szkoły parafialnej a tam 20 dużych stołów, przyjęcie na 400 osób.
Jestem pierwszy raz na takiej polskiej imprezie więc zauważam spore różnice w stosunku do takich imprez organizowanych przez Australijczyków.
Po pierwsze - aż 3 dania - przekąska, danie główne, deser.
Już przekąska przyprawia mnie o zawrót głowy - chyba 6 różnych wędlin na talerzu - to jest moja całoroczna porcja. Danie główne - baranina lub indyk.
Baranina to brzmi jakoś odstraszająco, w mojej nowej ojczyźnie jest to raczej owczyzna.
Po drugie - zaskakuje mnie, że to wszystko zostało przygotowane na miejcu, przez ochotników.
Australijczycy załatwiają to dużo prościej - po pierwsze nie ma przekąski tylko jakieś orzeszki na stole. Po drugie danie główne przyrządza catering company - na rożnie obraca się wołowa i wieprzowa noga, pan kucharz odcina mechaniczną piłą plaster i buch na talerz. Pomocnik kucharza dorzuca ziemniaki i jarzyny, następny proszę.
Deser też przynoszą do stołu - u Australijczyków samoobsługa.
Inna sprawa, to przy takiej ilości gości ustawienie ich w kolejce byłoby chyba koszmarem.
Po trzecie - cena - $40 od osoby. Tu dodam, że na każdym stole były 3 butelki wina i jakieś lemoniady. U Australijczyków jest BYO - bring your own i cena $55.

Dosyć tych przyziemnych rozważań - wspomnę inny akcent ostatniej niedzieli. Jest on bardzo synchroniczny - taniec.
Jedyna stacja radiowa, której słucham - ABC Classic - co dwa lata urządza plebiscyt na najpopularniejszy utwór muzyczny w określonej kategorii. W tym roku był to taniec.
Wyniki - TUTAJ - na początku Czajkowski - Jezioro łabędzie, Dziadek do orzechów, następnie Prokofiew - Romeo i Julia. W pierwszej dwunastce są jeszcze Spartakus Chaczaturiana i Śpiąca królewna Czajkowskiego. Dalej też roi się od Rosjan.

Skoro rosyjski balet, to przypomina mi się nazwisko Petipa - autor choreografii wszystkich istotnych baletów klasycznych.
Petipa - brzmi jakoś swojsko, jak.... Mazepa - fakty są nieco ciekawsze - patrz TUTAJ.

Friday, June 8, 2018

Biblijne refleksje

Co czwartek wożę naszego 7-letniego wnuka Ambrożego na zajęcia baletowe.


Powyżej Ambrozy z siostrą w biblijnym otoczeniu.

Podczas jazdy coś mu opowiadam. Ostatnio poprosił żebym mu opowiedział o Jezusie.
Opowiedziałem więc o cudownym rozmnożeniu chleba (i ryb).
Apostołowie kupili od jakiegoś chłopca 5 bochenków chleba i dwie ryby. Jezus dzielił je i rozdawał a ich wcale nie ubywało. Wreszcie wszyscy najedli się do syta.
I co wtedy dziadzia? - pyta Ambroży - oddali chleb i ryby temu chłopcu?
- Nie, ten chłopiec wziął pieniądze i szybko poszedł do domu - odpowiadam.
A tu zostało kilka koszy resztek - co z nimi zrobić w kraju , w którym tyle się mówi o wykorzystaniu odpadów?
- Oni dali te odpady do mojego towarzystwa charytatywnego - St Vincent de Paul - dodaję i opowieść zyskuje aprobatę.

Wskrzeszenie Łazarza.
Po pierwsze Ambroży zganił Jezusa za opieszałość - przecież jakby się trochę pospieszył i uzdrowił, to nie byłoby tej śmierci i żałoby.
W tym punkcie całkowicie się z nim zgadzam.
Po drugie - Jezus zawołał - Łazarzu wyjdź! - i Łazarz wyszedł.
Ambroży zapytał - dziadzia, to jak wyglądał ten grób? Przecież jakby go włożyli do pudełka i zakopali to by nie wyszedł.
Święta racja.

Jeszcze jedno - wspomniałem o surowym prawie mojżeszowym, za pogwałcenie niektórych przykazań groziła kara śmierci. Na przykład za zabójstwo.
Ambroży pomyślał chwilę, wreszcie roześmiał się - dziadzia, to znaczy jak ktoś zabił, to oni go zabijali, i co dalej? Wtedy ci co zabili  też powinni zostać zabici.

Tuesday, June 5, 2018

Chińskie terytorium zamorskie

W naszych wiadomościach tv na dość poczesnym miejscu podano wiadomość, że nasza narodowa linia lotnicza QANTAS wprowadza kosmetyczną zmianę w swoich mapach i rozkładach lotów - zniknie z nich Taiwan jako samodzielne państwo, zostanie zastąpione nazwą... no właśnie, z właściwą Australijczykom geograficzno-polityczną beztroską, dokładnej nazwy nie podano.
Szczegóły TUTAJ.

Jako Dziecko Komuny - KLIK - zostałem wyuczony w szkole i przez uzależnione od rządu media jak ta sprawa wyglądała.

Rząd cesarskich Chin w 1895 roku oddał wyspę Taiwan Japończykom.
Cesarstwo Chińskie upadło w 1912 roku, w jego miejsce powstała Republika Chińska, pierwszym prezydentem został Sun Yat-sen, którego obecnie zarówno w Ludowej Republice Chińskiej jak i w jej zamorskich terytoriach uważa się za "Ojca Narodu".
Przez następne 20 lat Chiny były miejscem walk lokalnych watażków. W tym chaosie zaczęły się stabilizować i umacniać dwie istotne siły - Kuomitang - partia nacjonalistyczna i Komunistyczna Partia Chin.

Po zakończeniu wojny i kapitulacji Japonii wyspa Taiwan wróciła do Chin.

Kuomitang (przywódca Czang Kai-szek) wspierany przez mocarstwa zachodnie  i Komunistyczna Partia Chin wspierana przez Związek Radziecki rozpoczęły walkę o władzę.
W 1949 roku Komunistyczna Partia Chin uzyskała kontrolę nad całym kontynentalnym terytorium chińskim. Kuomitang i jego zwolennicy, aby uniknąć represji, przenieśli się na Taiwan gdzie funkcjonowali nadal pod nazwą Republika Chińska i byli oficjalnie uznani za jedynego reprezentanta Chin przez ONZ, Międzynarodowy Komitet Olimpijski i cały Wolny Świat.

W 1971 roku ONZ przyjął Ludową Republikę Chińską do swojego grona narodów, jednocześnie ze zgromadzenie usunięto Republikę Chińską czyli Taiwan.

Chiny nigdy nie uznawały Taiwanu jako samodzielnego państwa. Na marginesie wspomnę, że wyspę zamieszkuje 23 miliony osób. Na liście krajów według dochodu narodowego Taiwan jest 22. pozycji (Autralia na 13. Polska na 24.).
Pod naciskiem Chin większość państw przestała uznawać Taiwan jako samodzielne państwo - jako miernik uznaje się poziom relacji dyplomatycznych - a więc brak ambasad.
Jedyni nieugięci to Watykan, Swaziland, Kiribati - w sumie 18 państw.

W tej sytuacji decyzja naszych linii lotniczych nie powinna nikogo dziwić. Inna rzecz, że dzisiaj, krążąc po centrum handlowym, odnosiłem wrażenie, że również znajduję się na chińskim terytorium.

Sunday, June 3, 2018

Niedzielne spacerowanie - MS Walk

W Australii nie obchodzi się Bożego Ciała w czwartek. W niedzielę troche się o tym święcie wspomina. Nie ma żadnej procesji.

Szczęśliwy dla mnie traf zrządził, że niedziela po Bożym Ciele to w tym roku jednoczesnie pierwsza niedziela czerwca, a zatem, już po raz ósmy - MS Walk - charytatywny spacer na rzecz Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego.

Historię mojego uczestnictwa w tym spacerze opisałem rok temu - TUTAJ.

A w tym roku... też doszedłem do mety...


Galeria zdjęć TUTAJ.


Monday, May 28, 2018

Niedzielna refleksja - ciszej nad tą trumną

Głównym tematem niedzielnych wiadomości tv była informacja o wyniku irlandzkiego referendum na temat uchylenia bardzo ostrych ograniczeń w stosowaniu aborcji.

Osobiście jestem zwolennikiem aborcji, jednak zawsze miałem przekonanie, że jest to bardzo dramatyczna dla rodziców decyzja.

Fotografie osób celebrujących to wydarzenie



przeczą mojemu odczuciu.

Przyzwyczaiłem się już do faktu, że moje odczucia i przekonania są całkowicie niedostosowane do obecnego świata.

P.S. Oczywiście widziałem protesty przeciwko restrykcyjnemu prawu aborcyjnemu w Polsce. Uczestnicy zachowywali się podobnie jak w Irlandii.
Powtórzę jeszcze raz - popieram prawo rodziców do dostępu do całkiem liberalnej aborcji, tylko cicho wzdycham - ciszej nad tą trumną.

Tuesday, May 22, 2018

Wszyscy oglądali a nikt nie zauważył

Oczywiście jestem na bieżąco, wiem że najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni był ślub księcia Harry z panną Merkel.
Transmisji uroczystości nie oglądałem, ale widziałem migawki w dziennikach telewizyjnych.

Moją uwagę zwrócił jeden fakt. Książe Harry zabiera swoją żonę na przejażdżkę sportowym samochodem. Reporter wspomniał, że to zabytowy Jaguar.
Jaguar, czyli angielska marka. Proszę spojrzeć - z której strony ten samochód ma kierownicę?



Z lewej. Dla większości świata to oczywiste.
Ale nie dla mnie, mieszkańca kraju należącego do Wspólnoty Brytyjskiej. Przecież u nas, tak jak w Anglii, jest ruch lewostronny a zatem kierownica w samochodzie powinna być po prawej stronie.
Mam nadzieję , choć wątłą, że ten samochód został legalnie dopuszczony do ruchu, ale w ruchu lewostronnym jest to bardzo niewygodne a nawet niebezpieczne gdyż kierowca nie widzi drogi przed sobą.
Potwierdzenie na poniższym zdjęciu - kierowca po stronie krawężnika.
jedyna moja pociecha, to że może książęca para przejechała się tylko po królewskim parku i nie stanowiła zagrozenia dla bezpieczeństwa na drogach publicznych.