Sunday, March 22, 2026

Chopin w Australii

 ... nie był.
A jego muzyka?
Dokumenty wskazują, że muzyka Chopina (nuty) była dostępna w Australii w roku 1843 czyli jeszcze za życia kompozytora.
W roku 1855, w Sydney, wykonano utwory Chopina publicznie w sali koncertowej.
- 1890 - utwory Chopina były na liście egzaminów muzycznych.
- 1924 - utwory Chopina nadano przez radio...

Ze wspomnień A. Rubinsteina i I.J. Paderewskiego wiem, że obaj pianiści byli w Australii po po dwa razy i mieli muzykę Chopina w programie swoich koncertów.

Nie mam pasji do szczegółowych badań historycznych, temat wskoczył mi do głowy gdyż wczoraj - sobota - byliśmy wraz z żoną na koncercie muzyki Chopina w sali koncertowej - Melbourne Recital Centre.
Przypomnę, że 2 tygodnie temu byliśmy na filmie Chopin, Chopin,  a dzień później obejrzeliśmy film Młodość Chopina.
Czyli 3 x Chopin w ciągu trzech tygodni.

Muzyka Chopina w sali koncertowej... w Australii zdarza się raczej dość rzadko. 
Podobnie w radio. 
Przypomina mi się wzmianka, że Anglicy określali ją słowami - like water - jak woda - rzeczywiście w wielu utworach można usłyszeć pluskanie między klawiszami.

Ooooops... wolę nie wypowiadać się na temat muzyki,  przypominają mi się słowa J. Sibeliusa - muzyka zaczyna się tam gdzie kończą się słowa.

No więc będą słowa... bez muzyki.
W moim poprzednim wpisie o koncercie poświęciłem nieco miejsca demografii publiczności, będę kontynuował...
Po pierwsze - sala pełna - ucieszyło mnie to - sobota wieczór - konkurencja była spora. Jadąc na koncert słyszeliśmy dudnienie z muszli koncertowej w pobliskim parku. Prócz tego mecze futbolu australijskiego itp.

Po drugie - ostatnio narzekałem, że widownia na koncercie była stara i brzydka.
Tym razem - całkowita odmiana - według mnie staruszkowie stanowili poniżej 30% i wyglądali znacznie sympatyczniej niż ci na koncercie muzyki barokowej.
A nie-staruszkowie?
Ogromna mieszanina, ucieszyła mnie duża ilość mężczyzn.
Stroje bardzo różnorodne,  przewaga codziennych ubrań.
Do tego prawie brak osób nadmiernie otyłych,  podobnie jak na innych koncertach.

Po trzecie - przekrój etniczny - osoby o wyglądzie azjatyckim stanowiły ponad 30% publiczności. Wiele z nich to młodzież w wieku szkolnym,  pewnie uczą się gry na pianinie.

Muzyka...
Wykonawca Hoang Pham - Wietnamczyk z pochodzenia. Byliśmy już na kilku jego koncertach, całkiem nam się podobał. Tym razem też nie zawiódł.
Program - Fantasia-Impromptu, dwie ballady, dwa walce, dwa nokturny, trzy mazurki, polonez. I na bis - coś rewolucyjnego - jak zapowiedział wykonawca.

Wykonanie - pierwszy utwór - wykonawca chciał chyba zaimponować publiczności i wykonał go karkołomnie szybko, ale muszę przyznać, że dobrze sobie poradził a mnie ścisnęło się serce i potrząsnęły mną dreszcze.

Dalej było równie dobrze.
Podczas bicia braw dowiedziałem się, że siedząca obok mnie pani to matka wykonawcy.
Pogratulowałem i spytałem dlaczego jej syn wycofał się z kariery pianisty (wspomniał o tym na początku koncertu).
- Rodzina, ma trójkę dzieci - odpowiedziała.
Oczywiście - jak można pogodzić żywot artysty, ciągłe podróże koncertowe z życiem rodzinnym?
Przeleciałem życiorysy kilku znanych wykonawców - o rodzinie nie słychać.
Po koncercie miałem okazję zobaczyć wykonawcę w towarzystwie żony i trzech córeczek - zrobił dobry wybór:)

Droga powrotna - dopiero 8 wieczorem a droga prawie pusta. W gęściej zabudowanych ulicach duże grupki młodzieży spieszącej do pubów na towarzyskie zgromadzenia.

Czyli równowaga.

P.S.
Fantasia-Impromptu - ten sam wykonawca, koncert sprzed ponad roku - KLIK.
Jak woda.... polecam utwór F Schuberta na ten temat - KLIK.

Saturday, March 14, 2026

Pi razy dzień

3.14 - zdarza się tylko raz - w roku - 14 Marca... KLIK.

W latach szkolnych bardzo fascynowały mnie osiągnięcia greckiej nauki, filozofii, literatury więc miło było wrócić na chwilę do tamtej epoki.

Obecna epoka dostarczyła nam ostatnio kolejną porcję rozrywek...
Piątek - musical Maria Magdalena wystawiony przez amatorską grupę COG (Call of Guadeloupe) - KLIK.
Kibicujemy tej grupie już ponad 20 lat.
Średnio co 2-3 lata wystawiają musical oparty na tematyce biblijnej, ciekawym wyjątkiem był musical John Paul II.
Inspiratorami grupy były osoby chińskiego i indonezyjskiego pochodzenia. 
Do udziału zapraszają każdego, również osoby niepełnosprawne i zaskakiwało mnie jak działalność w grupie teatralnej poprawiała stan mentalny i fizyczny takich osób.
Piątkowy musical bardzo zgrabnie włączył Marię Magdalenę do wielu ewangelicznych opowieści.
Na scenie działo się wiele, bardzo dobra odtwórczyni roli głównej.
Jedyne czego nam trochę brakowało, to jakiś przebój - melodia, piosenka, która utkwiłaby w pamięci na dłużej.

Druga strona medalu - w Melbourne właśnie występuje chińska grupa baletowa z Nowego Yorku - Shen Yun - KLIK.
Kupiliśmy naszemu baletowemu wnukowi bilety.
Wrażenia miał mieszane - z jednej strony niesamowite baletowe mistrzostwo, z drugiej - brak opowieści. To było kilkanaście oderwanych scen - wjazd Stwórcy, rozproszenie mgły, parada pawi, taniec mongolski...
Osobna sprawa to polityczny podtekst - zespół utożsamia się z ruchem społeczno-religijno-politycznym Falun Gong - KLIK.
Ruch zdecydowanie antykomunistyczny, dlatego Shen Yun ma centralę w Nowym Yorku.
Więcej na ten temat - TUTAJ.
Rezultat - wnuk bardziej docenia europejską tradycję baletową.

π - day - to również urodziny naszego młodszego wnuka i imieniny Matyldy, naszej średniej wnuczki.
Pojechaliśmy z kwiatami i prezentami.
Na miejscu drobna niespodzianka - rodzina powiększyła się o rówieśnika solenizanta - chłopiec z Japonii przyjechał na 2 tygodnie do Melbourne na wymianę studentów.
Będzie mieszkał razem z rodziną naszego syna.
6 osób w 2 sypialniach i małej budce w ogrodzie.
No to teraz będzie siedem.
Mówi się, że od przybytku głowa nie boli, ale myślę, że jak gość wyjedzie, to poczują ogrom przestrzeni dookoła.

Wednesday, March 11, 2026

Koń z pierogami

Dwa tygodnie temu donosiłem o obchodach Chińskiego Nowego Roku.
Rok nadal trwa ( już 4724 ) - nasz Dom Sąsiedzki...
 

...przysłał mi zaproszenie na pierogi.

Niewielka sala, 4 stoły - przy dwóch grono chińskich pań ugniata, wałkuje, faszeruje pierogi.
Przy dwóch siedzą goście - dokonuję inspekcji - wiem, że z usług tego domu korzysta kilka osób,  którym udzielamy pomocy w imieniu Stowarzyszenia św Wincentego, ale nie zauważam nikogo znajomego.
Z drugiej strony, na pierwszy rzut oka, kilku panów kwalifikowało się do takiej pomocy.
Po kilku minutach pierogi trafiają na talerze - ok, w porządku... jednak pierogi kupione w chińskim sklepie mają delikatniejsze ciasto, ale licho wie co oni tam dodają...

Pierwszy głód zaspokojony, podnoszę głowę...


Ozdoby wycięte przez panią, która nie robiła pierogów.

Inna pani, konsumentka pierogów, opowiada wydarzenia ostatniego weekendu -
W sobotę wieczorem usłyszała energiczne stukanie do drzwi - otwiera - nikogo nie ma.
Ledwie zdążyła zamknąć drzwi a tu stukanie się powtarza.
Otwiera znowu, coś ją tknęło spojrzeć pod nogi, a tam papuga - różowa kakadu, z bardzo groźną miną...

Galah (Eolophus roseicapilla albiceps) male Adelaide.jpg
By Charles J. Sharp - Own work, from Sharp Photography, sharpphotography.co.uk, CC BY-SA 4.0, Link

Zaprosiła papugę do środka a ta, otworzyła dziób i wylała na nią całą litanię żalów i pretensji. Problem w tym, że mówiła po grecku i pani nie rozumiała ani słowa.
Nie mając żadnych znajomych Greków musiała znosić te narzekania przez całą niedzielę.
W poniedziałek zadzwoniła do centrum opieki na zwierzętami  a tam było już zgłoszenie zaginięcia i sprawa zakończyła się pomyślnie.

Pierogi zjedzone, mam 20 minut czasu - podążam do pobliskiego McDonald's na lody.
Nie byłem tu pewnie 10 lat i zaskakuje mnie technologia zamawiania produktów - ekran, na nim wiele opcji, wygląda na to, że koniecznie trzeba mieć na telefonie którąś z wyświetlonych aplikacji.
Nie ze mną takie numery, po wielu próbach, nie wiem w jaki sposób, udało mi się zamówić i zapłacić gotówką.
Przy okazji obserwowałem obsługę lokalu - 6+ młodych osób - wszystkie w nieustającym ruchu - czytają zamówienie wyświetlone na ekranach - tu podstawią papierową torbę, tam zaczerpną coś do pojemnika, tu wyciągną coś z lodówki - pakowanie, wydrukowanie etykiety - anons - Numer 119!
Zrobili na mnie bardzo sympatyczne wrażenie - szczupli, koordynacja ruchów jak w balecie, odnosili się do siebie bardzo miło.
Poczułem się dobrze w tym towarzystwie... żeby tylko nie było tego silnego zapachu frytek,  no i lody mocno za słodkie.

Teraz nadeszała moja kolej - tydzień temu wspominałem o spotkaniu dyskusyjnym w Domu Sąsiedzkim - tym razem ja miałem coś opowiedzieć.
Temat - Joice NanKivell-Loch - Australijka, która niechcący działała w Polsce po wojnie 1920 roku. Działalność jej i jej męża została nagrodzona Orderem Orła Białego.
W 1923 roku przeniosła się wraz z mężem do Grecji borykającej się z masą problemów po wojnie turecko-greckiej.
Tam zastała ich II Wojna Światowa i list od Melchiora Wańkowicza - wrzesień 1939 - w Bukareszcie przebywa około 3,000 Polaków, uciekinierów z Polski, władze Rumunii nie chcą ich wypuścić - zróbcie coś!
Zrobili - pojechali do Bukaresztu i pod egidą Stowarzyszenia Kwakrów zorganizowali operację Pied Piper (Flecista z Hamelinu). 
Wszyscy uciekinierzy zostali przetransportowani do (brytyjskiej) Palestyny.
Joice i Sydney pomagali prowadzić obóz uchodźców.
Po roku dostali ogromny zastrzyk uchodźców - ZSRR zgodził się na utworzenie Armii Andersa, jednocześnie zgodził się na wypuszczenie z obozów wielu Polaków.
Do obozu, w którym pracowali Joice i Sydney przybyło ich kilkanaście tysięcy...

Ufff - prezentowałem ten temat już dwa razy wcześniej i chyba wtedy poszło mi lepiej.
Nie wiem co zaważyło - zmęczenie, zbyt małe audytorium... ale tym razem nie czułem pozytywnej energii.

Wieczór - przypomnę, że w dniu Święta Kobiet obejrzeliśmy wraz z żoną film Chopin, Chopin.
Co w takim razie obejrzeć w dniu święta mężczyzn?
Obejrzeliśmy na youtube Młodość Chopina - polski film z 1952 roku.

Jak wspomniałem film Chopin, Chopin raczej nas przygnębił.
Młodość Chopina na początku nas bawiła, ale potem zaczęła nużyć - rozgrywki polityczne - widać było rękę Leona Kruczkowskiego, autora powieści Kordian i Cham - przeciwstawianie interesów szlachty i chłopstwa.

Tak więc oba Święta - zakończyły się w minorowym nastroju.

Na szczęście przyszła środa - oboje z żoną mamy po kilka wizyt u lekarzy więc staniemy mocno na nogi.

P.S.
Joice NanKivell-Loch - Wikipedia - KLIK.
Joice NanKivell-Loch - moja opowieść == KLIK + KLIK.

Sunday, March 8, 2026

Ten Dzień

 8 Marca - Święto Kobiet!!!
Po pierwsze wszystkim Kobietom dziękuję za to że SĄ.

Po drugie - wspomnienia - kobiety - zawsze widziałem je w roli opiekunek - szkoła = Nazaretanki,
dom w którym mieszkaliśmy = Sercanki, pierwsze wakacje = Samarytanki.

Po trzecie - Święto Kobiet...
Od czwartej klasy szkoły podstawowej co roku, na początku marca pani nauczycielka dyktowała: w 1910 roku Klara Zetkin i Eugenia Cotton zaproponowały obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet...

Po czwarte - dzisiaj - już o świcie Google przywitało mnie okazjonalnym Doodlem - KLIK - hasło STEM Pioneers.
Wyznam, że byłem nieco zdezorientowany - stem cells to są komórki macierzyste, czy kobiety wyróżniły się w jakichś badaniach w tej dziedzinie?
Okazało się, że tym razem chodziło o coś innego -- STEM - Science - Technology - Engineering - Mathematics - kobiety, które dokonały przełomu w tych dziedzinach.

Kolejnym zaskoczeniem była informacja, że kwiatem dnia kobiet jest mimoza...


Google powiada że : "... kwiat ten będący symbolem pomyślności i zwycięstwa zyskał popularność w Rosji i Włoszech podczas II Wojny Światowej " Źródło - KLIK.

No nie wiem - moje skojarzenia z czasów PRL to goździk, który dostawałem w dziale kadr z instrukcją, której towarzyszce pracy mam go wręczyć

Po piąte - perspektywa muzyczna.
Wracam do roku 1910...

Angielska kompozytor Ethel Smyth poświęciła dwa lata muzycznej kariery dla ruchu sufrażystek, kierowanych wówczas przez Emmelinę Pankhurst.
Napisała dla nich hymn – The March of the Women.
Pani Pankhurst w 1912 roku zaleciła swoim towarzyszkom wybijać okna w domach polityków, którzy nie poparli prawa głosu dla kobiet. Ethel Smyth została zatrzymana podczas akcji i aresztowana wraz z 108 towarzyszkami.
Jej przyjaciel, słynny dyrygent, sir Thomas Beecham odwiedził ją w więzieniu, gdzie właśnie z okna swej celi dyrygowała aresztowanymi śpiewającymi ten hymn. Jako batuty używała szczoteczki do zębów.
Oto współczesna inscenizacja - Marsz Kobiet – KLIK – w wykonaniu chóru wyposażonego w szczoteczki do zębów.

Po szóste - nadal perspektywa muzyczna - czasy obecne...
Nasze radio ABC, które ma osobny program poświęcony muzyce klasycznej, poświęca sporo wysiłku propagowaniu muzyki skomponowanej przez kobiety.

Poniżej podsumowanie ich osiągnięć...
Rok 2015 - tylko 2.2% nadawanej muzyki była skomponowana przez kobiety.
Rok 2025 - wzrost do 14.5% ... tymczasem udział muzyki skomponowanej przez Mozarta, Beethovena i Bacha spadł do 13.1%.
Oryginalny tekst poniżej...
"In September 2015, when ABC Classic tracked who composed the music being played on air, female composers received a minuscule share of 2.2%....
.. Overall, total music by women for 2025 is 14.5% of the works, an increase of 2.6% from the previous year which was 11.9%.  [In comparison], in 2024, Mozart, Beethoven, Bach were 14.2% of all the programming across the country. In 2025 it's gone down to 13.1%...
It's the first time that I've done these stats where Mozart, Beethoven and Bach are less than the amount of women which have been programmed for the year."


Pozostawię to bez komentarza.

Po siódme...
Kilka dni przed Świętem zacząłem rozglądać się za jakimś świątecznym urozmaiceniem.
Wybór był spory - wyścig Formula 1 .... o, nie.
Film Chopin, Chopin - miałem świadomość, że nie będzie to radosna ani świąteczna atmosfera, ale z drugiej strony to była jedyna szansa obejrzenia tego filmu.

Obejrzeliśmy i w smutnym nastroju wróciliśmy do domu.

Po ÓSME - ÓsmoMarcowe - wszystkim blogerkom życzę wiele zdrowia, radości i satysfakcji.

P.S.
- dla cierpliwych - kilka lat temu opublikowałem baaardzo długi wpis pod tytułem - Muzyka jest rodzaju żeńskiego - KLIK.
- wspomnienie filmu Młodość Chopina (rok 1952) - KLIK.

Wednesday, March 4, 2026

Jesień

 Skoro Marzec, to w Australii mamy jesień.

Pogoda w ostatnich dniach to potwierdziła - wilgotno, czasem duszno czasem chłodno.
Mój rytm życia dostosował się - senność i zmęczenie.

Poniedziałek - rano wizyta u fryzjera...
Zastałem go przed zakładem fryjerskim, palił papierosa, miał bardzo smutną minę.
Wtedy przypomniało mi się, że on jest Irańczykiem.
Z jednej strony korciło mnie spytać go o opinię na temat tego co się obecnie na tym świecie wyrabia, z drugiej.... jednak fryzjer ma pod ręką zbyt wiele ostrych narzędzi. 
Wolałem milczeć.

Klub książki...
Po wielu miesiącach posuchy przeczytałem książkę, która mną wstrząsnęła.
Fredrik Backman - My Friends - KLIK.
Trudno to opisać, ale wiele razy wzruszyłem się do łez, śmiałem się do łez... w końcu rozłościłem się na autora gdyż wyraźnie widziałem, że manipuluje moimi emocjami.
Treść - grupa zaniedbanych 14-latków przeżywa chwile radości w swoim towarzystwie.
25 lat później "dołącza" do nich 18-letnia Louisa - dziewczyna spędziła całe życie w rodzinach zastępczych, bardzo zastępczych. Jej jedyną podporą była podobna do niej Fish, ale właśnie zmarła - przedawkowanie.
Drugą podporą była pocztówka - po jednej stronie zdjęcie słynnego obrazu - The One of the Sea - Ktoś z morza? - nie potrafię tego właściwie przetłumaczyć.
Po drugiej stronie pocztówki - Kocham Cię. Mama.
Pocztówka od matki?
Nie w tej książce - to napisała Louisa, matka porzuciła ją gdy miała 5 miesięcy.
I oto ten właśnie obraz zostaje wystawiony na licytację.
Przybywają tłumy bardzo bogatych znawców sztuki, przybywa i Louisa z plecakiem wypełnionym puszkami ze sprayem...

Na spotkaniu klubowym dwie osoby podzielały moją opinię o książce, spora pociecha.

Wtorek, znowu wizyta w Neighbourhood House (Dom Sąsiedzki), tym razem pierwsze spotkanie Okrągłego Stołu, nowopowstałej grupy dyskusyjnej.
Temat HMS Nemesis - angielski statek wykorzystany podczas I Wojny Opiumowej - KLIK.
Wojna Opiumowa - pamiętam, że wspomniano o niej 70 lat temu na lekcjach historii, ale kogo interesowała historia Chin XIX wieku?
Przypomnę - rok 1839 , cesarz chiński zakazał angielskim kupcom sprowadzania do Chin opium. Anglicy odpowiedzieli wojenną interwencją.
Zadzwoniły alarmowe dzwonki - dopiero co USA porwały prezydenta Wenezueli i też chodzi o narkotyki - toż to identyczna historia choć w innym kierunku.

Na spotkaniu jednak nie dyskutowaliśmy o polityce ale o walorach technicznych parowca Nemesis.
Temat relacjonował Chińczyk - urodzony w Australii,  w młodych latach odwiedził Chiny jako pianista w zespole jazzowym. Po kilku miesiącach występów śpiewaczka zespołu zaszła w ciążę z perkusistą,  zespół się rozpadł, ale pianista pozostał jeszcze pół roku grając co wieczór w hotelowej restauracji.
Wyznam, że to zainteresowało mnie bardziej niż angielski parowiec.
Oczekuję dalszych spotkań w tym towarzystwie.

Temat chiński - ciąg dalszy.
W zeszłym tygodniu, jak co tydzień, zagrałem w toto-lotka.
Grałem w kiosku prowadzonym przez Chińczyków.
- Możesz wygrać 40 milionów - zauważyła pani drukująca mi kupon.
- Co ja zrobię z 40 milionami? Dam ci połowę - zadeklarowałem lekkomyślnie.
Oferta została przyjęta z uśmiechem.

We wtorek wieczorem sprawdzałem wyniki - JEST - tylko jeden zwycięzca - 40 milionów.
Przeszedł mię dreszcz - dać 20 milionów tej Chince - żaden problem.... ale przecież oni pewnie w tym kiosku wszystko nagrywają ( i przesyłają do Chin). Z łatwością mnie zidentyfikują i za parę dni zjawi się ktoś i zażąda tych pozostałych 20 milionów... a może i więcej!!!
Sprawdziłem kupon - nic nie wygrałem. ulga ale tylko częściowa - czy ta Chinka mi uwierzy?
Na szczęście w środę (tydzień temu) sprawę wyjaśniono dogłębnie - wygrał Chińczyk z odległego miasta, wygraną podzieli się z rodziną.
Przy następnej okazji spytam tej pani czy to jej krewny, jeśli tak, to może i mnie się coś należy?

Z ostatniej chwili...
W samochodzie zapaliło się światełko - kończy się benzyna.
Podjechałem do "mojej" stacji benzynowej, która z niezrozumiałych przyczyn sprzedaje benzynę sporo taniej niż inne stacje...

Out of order - nie działa... na szczęście ja używam Premium a tam jeszcze nie ma wywieszki.
- Dostawy paliwa wstrzymane - warknął do mnie pracownik stacji.

Pojechałem do USA... znaczy do Shella - mieli, 30% drożej niż w mojej stacji w zeszłym miesiącu.
- To z powodu wojny w Iranie? - spytałem.
- Chyba nie, cenę podwyższyli już tydzień temu - odpowiedziała sprzedawczyni.
Znaczy wiedzieli już wtedy.

Sunday, March 1, 2026

Hiszpański rytm

 Wczoraj obejrzeliśmy wraz z żoną Jezioro Łabędzie.

Który to już raz?
W ostatnich 3 latach obejrzeliśmy przynajmniej 3 razy - magnesem był oczywiście udział naszego wnuka Feliksa. A przedtem - też pewnie trzy razy.

Mimo to, a może właśnie dlatego, od początku poczułem, że właśnie w takim otoczeniu chciałem być.
Publiczność - zaskoczenie - na występy baletowe przychodzi wielu rodziców ze swoimi pociechami, które właśnie uczą się tańca w jakiejś szkole baletowej.
Tym razem to nie wchodziło w rachubę, występ dla tego towarzystwa odbył się o 2. a nasze przedstawienie było o 7:30.
Spodziewałem się więc przewagi osób w mojej kategorii wiekowej a tymczasem przeważyła młodzież - szczupła, zgrabna, wesoła.
Przeważyła to może niewłaściwe słowo bo osoby starsze, choć w mniejszości, ważyły chyba więcej.

Kurtyna w górę... na scenie sala balowa, zrobiło mi się ciepło na sercu, poczułem się jeszcze lepiej.
Książe Zygryd bawi się doskonale do czasu gdy pojawia się Zły Duch (nasz wnuk, ładnego gagatka się dochowaliśmy).
Książe wybiera się na polowanie nad jeziorem, w ręku trzyma... no właśnie, co on trzymał? Według scenariusza trzymał kuszę, ale ja widziałem drona.

Przerwa a potem kontynuacja - sala balowa - taniec hiszpański - KLIK.
Taniec się skończył a moje myśli pozostały w Hiszpanii...
Oczywiście mam na myśli mój poprzedni wpis - inwazja Maurów na Hiszpanię, ale do głowy przyszła mi inna inwazja - KLIK..
"A czyjeż to imię rozlega się sławą?
 Kto walczy za Francję z Hiszpanami krwawo?
 To konnica polska, sławne szwoleżery
 Zdobywają cudem wąwóz Somosierry..."

Autorka - Maria Konopnicka.

Oj-oj-oj.... zrobiło mi się jakoś niemiło.

Wspomnienie...
Wiele, wiele lat temu, gdy nasz syn miał 3 lata, w polskiej telewizji wyświetlili film na temat Samosierry ilustrowany powyższą piosenką.
Postanowiliśmy to odtworzyć - siedziałem na podłodze, śpiewałem razem z córką, syn na moich kolanach, podrzucałem go do góry w rytm piosenki  a przy słowach ... ale już nie wrócił - przewracałem go na podłogę.
I zaczynaliśmy od nowa.

Od razu przypomniał mi się inny przykład rosyjsko-hiszpańskich sympatii - Rymski-Korsakow - Kaprys Hiszpański - tutaj umieszczony w wąwozie bardziej wąwozistym niż Samosierra - KLIK
Rosja - Hiszpania = Napoleon, wspólny wróg.
Zastanowiłem się - czy Polska miała kiedyś wspólnego z kimś wroga?

Książe i łabędzie zmierzają tanecznym krokiem do nieuchronnej zagłady.
Nasz Wnuk w demonicznym kostiumie triumfuje.

Wychodzę na zewnątrz - duszna noc, podchodzę do samochodu i odnoszę wrażenie, że.... ktoś podrzucił nam świnię...

Rosjanie? Hiszpanie? Wnuczek?

Wednesday, February 25, 2026

Usiadł Maur na małży

Poniższy wpis jest inspirowany wspomnieniem Pani od Puszka - KLIK - święto Moros y Cristianos - uratowanie hiszpańskiego miasta od najazdu Maurów - KLIK.


Usiadł Maur na małży
i marzy,..
Co tam mażesz Maurze na murze?
pyta Maura małżowina -
znaczy małżonka, to nie jej wina.
Ja nic nie mażę, ja właśnie marzę,
że jestem na operze, ale się nie oparzę.
Oj nie łżyj na tej małży,
okropne takie łganie, ty... gałganie.
Gałganie?
a może gałganku?
A za co ty mnie ganisz z ganku?
Ale dokąd ty mnie gonisz?
Czy w jakąś niszę mam się schronić?
Jak ta nić.
Maur jak nić cienki?
A na stopach ciżemki...

To obraz z jakiejś drzemki.
Drzemki?
A czy my się drzemy?
Jak w jakiejś operze.
W takim razie pora na drzemkę.
Oprzyj się na poduszce
między nami tylko pierze.

Sunday, February 22, 2026

Postny kalejdoskop

 Wielki Post trwa, w kalendarzu liturgicznym, życie toczy się... kolorowo.

Sobota - dostałem powiadomienie z biblioteki, że mają dla mnie zamówioną wcześniej książkę, pojechałem odebrać i trafiłem prosto pod kopyta Ognistego Konia.
Biblioteka znajduje się w centrum mojej dzielnicy zamieszkałym głównie przez osoby pochodzenia chińskiego. Dostałem powiadomienie, że główne ceremonie będą w sobotę więc oczekiwałem Bóg wie czego i zawiodłem się...

Ceremonie zostały wtłoczone w boczną, wąską, uliczkę co miało oczywiście ekonomiczny sens - wszystkie byznesy mogły działać bez zakłóceń, ale stare przysłowie mówi - Koń albo Mamona - Koń przegrał...

Wejściową bramę przekraczałem na nieco chwiejnych nogach, przepraszam również za kiepską jakość zdjęć, ale większość robiłem pod słońce więc nie wiedziałem co czynię...


Uliczka wyznaczona na ceremonie była zastawiona namiotami, w których sprzedawano głównie jedzenie...

W tle dominuje spory blok mieszkaniowy, jeden z tuzina, wewnątrz wszystkie informacje po chińsku.

Widok w drugą stronę...

Na przyległych placach zainstalowano karuzele, zjeżdżalnie, pociąg dla dzieci...

Stoiska banków i agentów nieruchomości, miłym zaskoczeniem było silne stoisko Armii Zbawienia.

Wreszcie słyszę walenie bębnów - rusza Noworoczna Procesja - niestety niewiele z tego widzę...


Na końcu ulicy, nie wiem z jakiej okazji, mała zagroda dla zwierząt gospodarczych... konia wśród ich nie ma, poleciał świętować...

I to by było na tyle na ten temat.

W drodze do domu wstępuję do supermarketu a tam przypomnienie, że nadchodzi kolejna okazja do świętowania...

Chwila ciszy i skupienia - zaglądam do Facebooka a tam informacje o Biegu Piastów...

W tym roku kilku moich znajomych z Australii i Kanady wybrało się do Chin i Europy na cykl maratonów narciarskich - Chiny, Austria, Włochy, Czechy, Finlandia, Estonia, Polska.
Wszędzie mieli śnieg jak na zdjęciu albo i gorzej... znaczy zamieć śnieżna podczas biegu.

Późny wieczór - właśnie kończy się olimpijski wyścig na 50 km mężczyzn - włączam tv - trasa wykręca niezwykła esy-floresy, na czele dwóch norweskich biegaczy, wygrywa Johannes Klaebo. To już szósty jego złoty medal w tych igrzyskach.
Jak to w końcu jest?
Jesteśmy na etapie takiej specjalizacji a tu ten sam zawodnik wygrywa 1,500m, 50 km i wszystko pośrodku, do tego różnymi stylami???

Niedziela - jak zwykle poranna msza.
Jak zwykle - sporo osób zdąża w stronę kościoła. Korek samochodów na ulicy.
Idę powolutku, wyprzedza mnie kilka osób, wszystkie pochodzenia chińskiego, wszystkie mnie pozdrawiają - o ileż to lepsze niż te "końskie" ceremonie w sobotę.

Wednesday, February 18, 2026

Środa Popielcowa

 ...jest dzisiaj.

Poranny ceremoniał...
Najpierw WORDLE - dzisiejsze słowo przypomniało mi niedzielną transmisję z Zimowej Olimpiady...


Google Chrome wyświetliło mi nagłówki wiadomości, które według ich rozeznania mogą mnie interesować, na pierwszej pozycji - dzisiaj rozpoczyna się Ramadan!

O Środzie Popielcowej ani mru-mru...
Nieważne, ja i tak pospieszyłem na mszę.
Miłe zaskoczenie - kościół wypełniony w 99%.

Refleksja wizualna...
Podczas opisanego w poprzednim wpisie niedzielnego koncertu miałem trochę czasu aby przyjrzeć się publiczności i ze smutkiem stwierdziłem - bardzo, bardzo brzydcy ludzie (poza moją żoną oczywiście). 
Pozytywne były ich figury, bardzo niewiele otyłych osób, ale wątpliwa to pociecha gdy kształty były czasem karykaturalne a twarze.... zdecydowanie brzydkie.

Mając to w pamięci uważniej przyglądałem się ludziom na dzisiejszej porannej mszy...
Proporcje były inne - seniorzy stanowili może 30%, ale jednak z przyjemnością patrzyłem na ich twarze.
Osobna sprawa to profil etniczny. Na koncercie prawdopodobnie ponad 80% to były osoby o anglosaskich korzeniach podczas gdy w naszym kościele takie osoby stanowią może 40%.

Wniosków nie wyciągam.

Po śniadaniu skoczyłem do polskiego sklepu po stosowne zakupy - salceson i szynka.

Kolejna wizyta - biblioteka - zauważyłem dwie dziewczyny w mundurkach szkolnych - na czołach miały jeszcze czarne plamy - widocznie w pobliżu jest katolicka szkoła. 
Pożałowałem, że ja już obmyłem czoło.

Z Olimpijskiej beczki...
Kilka dni temu trafiło mi się obejrzeć jazdę szybką na lodzie, 3000m kobiet, zawodniczka - Francesca Lollobrigida...


Lollobrigida!?!
Gina Lollobrigida,  Fanfan Tulipan - to był chyba pierwszy film, na którym zwróciłem uwagę na urodę aktorów. Mało tego, zmieniłem własną fryzurę.

A Francesca Lollobrigida?
5,000 m - prawie 7 minut - oglądałem z przykrością - nienaturalnie zgięta sylwetka, ciało pokryte jakimś kosmicznym kostiumem. Na powyższym zdjęciu widać twarz... a może to produkt SI?
I UDA - chyba 80% postaci na zdjęciu to... kończyny dolne.
Przypomniałem sobie swój UDar sprzed prawie 2 tygodni... no to teraz mi przeszło.
W samą porę - POST

P.S.
Gina Lollobrigida - Wikipedia - KLIK.
Fanfan Tulipan - Wikipedia - KLIK.

Monday, February 16, 2026

Walentynkowe Szaleństwo

 Zaczęło się już w Tłusty Czwartek...
Pączki daliśmy dzieciom i wnukom, naszą najtłustszą potrawą był salceson.

Na marginesie wspomnę, że od dziesięciu dni dokucza nam zimno.
Rano mamy w domu 18C, kilka razy włączyliśmy ogrzewanie na czas porannej kąpieli.

Sobota - Walentynki - ograniczyłem się do kwiatów i życzeń i oczywiście wspomnień - relacjonowałem kiedyś na tym blogu mój walentynkowy wyczyn - samotne zwycięstwo w maratonie narciarskim American Vasa rozgrywanym w Minneapolis 14 lutego 1999 - KLIK.

Niedziela - czas akcji - w Melbourne Recital Centre, naszej ulubionej sali koncertowej, wystąpi Australian Brandenburg Orchestra, w programie - G. F. Haendel, J.S. Bach, A. Marcello, J.J.Quantz i... Szaleństwo.

Koncert o 5, z domu wyjeżdżamy prawie godzinę wcześniej, termometr obudził się po chłodnych nocach i dniach, pokazuje 36C.
Im bliżej miasta tym większy tłok na ulicach. Centrum miasta, okolice Ogrodu Botanicznego - majestatyczne drzewa, soczysta zieleń, cień i naturalny chłód.
I... ludzie, ludzie, tłumy ludzi... co się w tym mieście wyrabia?
Przecież sezon futbolu australijskiego jeszcze się nie zaczął, ważny turniej krykieta rozgrywany jest właśnie w Sydney, pozostają rozrywki kulturalne.
W pobliżu Melbourne Recital Centre koloryt ludzi zmienia się na siwy - prawie 500 osób dziarsko maszeruje na nasz koncert.
Pełna sala - jak miło...

I muzyka - bardzo silne wrażenie, kilka razy poczułem, że moje serce odrzuciło wspomaganie rozrusznika.

A Szaleństwo?
Mam oczywiście na myśli utwór La Folia (Szaleństwo) - tym razem autorstwa A. Vivaldiego - KLIK.

Tym razem?
A tak, już dawno zauważyłem, że do tego utworu przyznaje się kilku kompozytorów, teraz dowiedziałem się, że jest ich blisko 50 - szczegóły TUTAJ.
Poniżej linki do dwóch popularnych wersji --
A. Corelli - KLIK.  S. Rachmaninow - KLIK... ale Vivaldi jest najSzaleńszy!!!

Powrót do domu...
Temperatura 32C, jeszcze jasno, ludzi nie było. Udaje mi się zidentyfikować cele ich pobytu - w Ogrodzie Botanicznym odbywa się przedstawienie Wieczoru Trzech Króli - W. Szekspira,  a po drugiej stronie Ogrodu, w "misce koncertowej" (pojemność ponad 1,000 osób) jakiś koncert młodzieżowy.

W domu... zjadamy obiadek i... miotają mną sprzeczności - włączyć CD i posłuchać niektórych pozycji koncertowych jeszcze raz czy ochłodzić się na Zimowej Olimpiadzie?
Wybieram to drugie i nie żałuję -  leci transmisja "dual moguls" - muldy podwójne?
Mam kłopoty w znalezieniu ilustracji na Youtube więc wyjaśnię - dwójka zawodników/zawodniczek startuje jednocześnie do zjazdu na nartach po niesamowicie pofałdowanym stoku. Na trasie są dwa progi, na których muszą podskoczyć i fiknąć parę koziołków.
Szaleństwo... kilku zawodników wypadło z trasy, jednemu tak się pokręciło, że linię mety przejechał tyłem - zdobył srebrny medal.
Australijczycy są w tym dobrzy - dwa dni temu Australijka Jakara Anthony zdobyła złoty medal, wczoraj, brązowy medal zdobył Matt Graham.
Nasza tv pokazała jak kibicuje mu rodzina i znajomi w rodzinnej miejscowości Gosford (prawie 1,000 km bliżej do równika)  - większość z nich w życiu nie widziała prawdziwego śniegu :)

Miło było zobaczyć, że wszystkim medalistom towarzyszyły dzieci...

Friday, February 13, 2026

Żeńszeń się żeni

 Raz Żeńszeń spotkał się z Szerszeniem,
rzucali szerokie cienie
i stwierdzili - ja się z tobą ożenię!
Żeńszeń z Szerszeniem?
czy Szerszeń w Żeńszeniem?
Żeńszeń zadeklarował - to ja się żenię, byłem pierwszy.
Nie ważne odrzekł Szerszeń - ja jestem szerszy.
A cóż to za słowna szermierka,
przebrała ci się bracie miarka.
Bracie? Poleciałeś ...Szeniu ostro -
Jeśli się ze mną żenisz, to nie mogę być twym bratem, ani siostrą!
Zgoda, zgoda... przestańmy bo miotają mną żądze,
już od nich rzężę, zmysłami swymi nie rządzę.
Nie rządzisz?
To posprzątaj i zrób porządek.
 A cóż to?
Czy ja jestem Twoja żona ...Szeniu?
Czy chcesz by sytuacja uległa pogorSzeniu?
Pogor-szeniu?
To my jesteśmy Pogor-zelcy?
Spopieleni już czy jeszcze Wolni Strzelcy?
Tyle pytań tyle zamieszania.
Wszystko o jedno ożenienie...
O żesz - na ślubnym kobiercu powiedzcie: NIE -- NIE.

Monday, February 9, 2026

Cortina

 Zaczęła się Olimpiada Zimowa...

Od dzieciństwa lubiłem sporty zimowe.
To znaczy, nie tyle sporty ile zajęcia na śniegu - jazda na sankach, lepienie bałwana, rzucanie się pigułami, jazda na łyżwach, narciarstwo.
W tamtych czasach klimat temu sprzyjał - w latach szkolnych zawsze była śnieżna zima od połowy grudnia do końca lutego.

Około roku 1955 zainteresowałem się sportem i wkrótce doczekałem się zimowej olimpiady - 1956 - Cortina d'Ampezzo - KLIK.
Doczekałem się... nie było telewizji, słuchałem wiadomości sportowych w radio, czytałem w Przeglądzie Sportowym. W pełni mnie to zadowalało.

Strona praktyczna - w tym okresie byłem zafascynowany narciarstwem zjazdowym. Mieszkając w Kielcach miałem bardzo blisko na Psie Górki...


No nie - za moich czasów były wyższe!!!
Ważne, że praktycznie codziennie jeździłem na nartach.

50 lat minęło - w międzyczasie zmieniły mi się gusta - fascynacja narciarstwem pozostała, ale teraz było to narciarstwo biegowe.
Na marginesie wspomnę, że narciarstwo biegowe podobało mi się już w latach szkolnych, ale zniechęcała mnie do niego powszechna opinia, że to... takie ruskie narciarstwo.
Rzeczywiście zawodniczki ZSRR zdobywały większość medali (wśród mężczyzn Skandynawowie nie dawali sobie w kaszę dmuchać).

Los uśmiechnął się do mnie w praktyczny sposób - uczestniczyłem w maratonie narciarskim na olimpijskiej trasie w Sapporo - poniżej start - ja w czerwonych spodniach...



... w maratonie w Norwegii, który kończył się na olimpijskim stadionie w Lillehammer... do mety jeszcze daleko...


A Cortina?
W roku 2001 uczestniczyłem w maratonach narciarskich w Czechach, Austrii, Włoszech i Niemczech.
Jadąc z Włoch do Niemiec zatrzymałem się ze znajomymi w miejscowości Dobiacco...

Któregoś dnia pojechaliśmy autobusem na obrzeża Cortina d'Ampezzo i wracaliśmy 30 km na nartach jadąc trasą na nieużywanej linii kolejowej. Dodatkową atrakcją była jazda przez tunele.

Zaczęło robić się ciemno więc łatwo zauważyłem światełka nieopodal trasy i jakąś osobę, która je zapalała. Podjechałem.
Okazało się, że to cmentarz żołnierzy armii austriackiej, którzy polegli w tych okolicach podczas I Wojny Światowej.
Spojrzałem na tabliczki, jakieś dziwne nazwiska a imiona słowiańskie - Iwan, Bojan, Stanko. Domyśliłem się, że to Słoweńcy. Świeczki zapalała jakaś starsza pani, zbliżyłem się do niej.
- To groby pani znajomych? rodziny?
- Nie, to tacy zapomniani chłopcy... A widziałeś groby naszych chłopców w mieście?
-  Nie.
- To zajrzyj na cmentarz, tuż przy kościele. A ci tutaj tacy zapomniani - smutne. Przychodzę tu codziennie i zapalam im kilka świeczek.

Po powrocie do domu wstąpiłem na miejscowy cmentarz. To był dzień powszedni a jednak ta pani miała rację - nieprzeliczone ilości świateł.

Nie na darmo te okolice nazywają się Val di Fiemme - Dolina Płomieni.
Za życia i po śmierci.

Thursday, February 5, 2026

Udar

 Kilka dni temu, w dzień Matki Boskiej Gromnicznej, wspominałem swoje wizyty u fryzjera i lekarza.

A co było pośrodku?
UDA-Rrrr!!!

No po prostu - CUD UD.

Zacznę od topografii...
Gdy wyjdę z domu, siła grawitacji ciągnie mnie prosto na niewielki cmentarz.
Groby różnego rodzaju, ale moją uwagę przyciąga istotny element życia pozagrobowego...

Ciemnoszary budynek - ANYTIME FITNESS.
Czy w takim sąsiedztwie mogą się spełnić modlitwy - wieczne odpoczywanie racz im dać Panie?

Ruszam na zachód, pod górkę
- bardzo duży gym/gimnazjum- szczękają sztangi, kręcą się pedały...
- zakład fryzjerski...


... chyba się między te panie nie wcisnę - idę dalej...
- filia wspomnianego wcześniej gymu,
- gabinet tatuażu,
- zakład fizjoterapii,
- kolejny fryzjer dla pań,
- kolejny gym,
- fryzjer męski - mój poniedziałkowy cel.

No więc... poniedziałek, wyszedłem od fryzjera i chyba trafiłem na koniec sesji w gymach i siłowniach gdyż wokół mnie był... Cud Ud!!!

W rezultacie doznałem UD-aru...
Poniżej spróbowałem uporządkować to alfaudabetycznie...

AUD - symbol australijskiego dolara - nigdy mało,
a ud? Też nigdy mało.
Budzik - budzić gdy śnią się uda? - trzeba być dzikim
Cud - ud - nie ma dwóch zdań.
Dwudzielny - musi być dzielny.
E... uda - EU da - dlatego tam należymy.
Feudalny system = nadu(d)życie.
Gruda po grudzie, udo na udzie.
Hydrobudowa - dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał hydrze
... ten ud nie wyrwie, pogładzi je chytrze.
Interludium - przerwa, aktywna, przygotowanie do akcji ludycznej czyli zabawowej. Ej!
Judasz - nie zdradzi jak dasz.
Kudłaty - łaty? Nie w moim guście.
Ludzie, ludziska - uda, udziska.
Łudzić - warto się łudzić, warto się trudzić a nawet pobrudzić.
Maruda - oczywiście, że nawet ruda ma uda.
Nuda - w takim otoczeniu - nigdy.
Obłuda - fakt, uda są obłe, mogą być nawet obłędne.
Paskuda -na pasku uda? Fe, paskuda.
Ruda - bardzo odpowiedni kolor.
Sudanka - nie zaglądam pod ubranka.
Trudno nie zau(d)ważyć.
Udręka - ano rzeczywiście - tu uda, tam ręka.
Wyludnienie - świat bez ud? Nie! Nie!
uda - jednak nie - to rzeczywistość.
Żmudne to pisanie, ale cel cudny.

Monday, February 2, 2026

Gromniczna

2 lutego - w Polsce święto Matki Boskiej Gromnicznej - zajrzałem do Wikipedii - KLIK.
Nie wiem dlaczego polska wersja Wiki zaczyna listę krajów słowiańskich od Rosji, ale to drugorzędne - generalnie chodzi o przełamanie zimy.
Przypomina mi się przysłowie - gdy w Gromniczną z dachu ciecze, jeszcze zima się przewlecze.
Dorobiłem do tego drugą linię - gdy w Gromniczną mróz - koniec zimy tuż.

Dziś wypadł mi aktywny dzień, wstałem wcześnie i.... mróz!
Co? Mróz w Australii? W środku lata?
No.... to jest sprawa względna - temperatura na zewnątrz wynosiła 10C, ale to jednak 34 stopnie mniej niż kilka dni temu, to jest jakiś szok.

W takich warunkach mój dzisiejszy wpis jest pisany w stanie swoistego udaru.

Zacząłem jednak od Ewangelii - 2 lutego to nie byle jakie wydarzenie w życiu Jezusa - Ofiarowanie w Świątyni, które odbywało się 40 dni po porodzie.
Tym razem, zamiast do Ewangelii, zajrzałem do książki Romana Brandstaettera - Życie Jezusa. Książka trzyma się bardzo wiernie Ewangelii, ale dodaje do tego wiele praktycznych szczegółów życia w Izraelu...
"...Weszli na Dziedziniec Pogan, panowała tam jak codziennie nerwowa krzątanina. Krzyki, nawoływania przekupniów i kupujących, wrzaskliwe zachwalanie towarów, ryk cieląt, bek owiec, gruchanie gołebi tak szczelnie wypełniały cały plac, że trudno było odróżnić poszczególne dźwięki i głosy...
Przekupnie zorientowawszy się, że Miriam i Josef przybyli celem złożenia ofiary oczyszczającej, otoczyli ich zwartym kołem i każdy z nich na inną nutę zachwalał swój towar. Gdy Josef gromkim głosem powiadomił nacierającą gromadę przekupniów, że Miriam nie zamierza złożyć ofiary bogaczy, lecz ofiarę ubogich, eparę synogarlic, parę gołębi, część przekupniów, nie zainteresowana tak skromną transakcją, szybko się ulotniła....
Josef kupił synogarlice, wziął na ręce Niemowlę i poszedł wraz z Miriam na Dziedziniec Niewiast. Tutaj niewiasta stanęła twarzą do Świętego Świętych i trzymając skrzydlatą parę, zwróconą łebkami ku drzwiom Świątyni, zmawiała po cichu modlitwę, po czym zbliżywszy się do kapłana podała mu ofiarne ptaki. Położyła na nich dłonie, a kapłan, pobłogosławiwszy niewiastę, udał się do Ołtarza Całopalenia i podczas gdy składał ofiarę z jej synogarlic i skrapiał ich krwią rogi i ściany Ołtarza, dusza Miriam tęskniła i wyrywała się do progów Elohim, a jej serce i ciało wznosiły się do Boga Żywego....
... usłyszała nad sobą głos kapłana:
- Czy to jest twój syn pierworodny, niewiasto?
- Tak - odpowiedziała Miriam...
- Moja żona, córka Izraela, urodziła syna pierworodnego, którego ci teraz oddaję - powiedział Josef.
- Czy pragniesz zachować dla siebie syna, czy pięć sykli, Josefie ben Jaakow, które według twej woli możesz mi wręczyć w zamian za dziecko? - spytał kapłan.
- Syna pragnę dla siebie zachować. Weź w zamian pięć sykli, kapłanie - odparł Josef i wręczył mu pieniądze.
Kapłan podniósł dłonie i zaintonował:
- Błogosławiony niech będzie Bóg Abrahama, Jicchaka i Jaakowa, Pan Wszechświata, który nakazał wykup pierworodnych.
Błogosławiony niech będzie syn pierworodny i niechaj służy Panu w kole sprawiedliwych. Niechaj Bóg Izraela opiekuje się tym dzieckiem i niechaj ono żyje na chwałę mądrości i dobrych uczynków. Amen.
- Amen - powtórzyli Miriam i Josef..."

A więc tak to wyglądało.
A skąd R. Brandstaetter o tym wie?
Bardzo ciekawy życiorys - pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej, po wybuchu wojny uciekł z Warszawy do Wilna gdzie poślubił Żydówkę, Tamarę Karren i przy pomocy jej rodziny, oboje wyjechali do Jerozolimy. Tam spędzili 6 lat i Roman Brandstaetter przeszedł na wiarę katolicką... - więcej - link w PostScriptum.
Jezus z Nazaretu - 4 tomy - wyznam, że czytam z przyjemnością.

Poniedziałek - droga strona medalu - czas akcji...
Choinka rozebrana już wczoraj.
Poniedziałek - zatem kierunek - fryzjer.
Tu wyjaśnię, że mój lokalny fryzjer w poniedziałki daje seniorom A$5 zniżki - niestety korzystam z niej tylko raz na trzy tygodnie.

Ostrzyżony - pora odwiedzić lekarza.
Przez ostatnie 4 lata korzystałem z usług lekarki prowadzącej prywatny gabinet 5 minut spaceru od domu. Niestety przeszła właśnie na emeryturę więc zacząłem korzystać z usług sporej przychodni, 5 minut jazdy samochodem.
Dopiero dzisiaj poznałem rozmiar tej przychodni - 18 gabinetów lekarskich.
Czas standardowej, krótkiej, wizyty = 10 minut. 
Średnio przed każdym gabinetem czekały dwie osoby. Czyli prawie 40 osób!
Nie wiedziałem, że otacza mnie takie chore społeczeństwo.
Lekarze - większość Chińczycy, kilku Hindusów, ani jednego Europejczyka, ja wybrałem Wietnamczyka - zobaczymy.
Na początek wysłał mnie na serię badań

Po wizycie rozejrzałem się po okolicy...

Wietnamska kawiarnia.
Mam bardzo miłe wspomnienia z wycieczki do Wietnamu 11 lat temu i dobrze oceniam wietnamską kawę.
Nie zawiodłem się.
Mało tego - w drodze powrotnej do domu zauważyłem, patrol policji, który kontrolował oddech kierowców.
Pół godziny przed południem?
Może jednak ta kawiarnie o pieszczotliwej nazwie (Bé Ơi znaczy - Maleństwo) dosypała mi czegoś do kawy?
Policjanci spojrzeli mi badawczo w oczy i machnęli żebym jechał dalej - uff.

P.S.
Świątynia Jerozolimska - Wikipedia - KLIK.
Roman Brandstaetter - Wikipedia - KLIK.

Sunday, February 1, 2026

Lody, lody

 Niedziela, a ja, wbrew zasadom, odwiedziłem supermarket.
Powód?
W tytule - wczoraj skończyły nam się lody.

W styczniu słońce pokazało zęby, na szczęście na krótko - jeden dzień z temperaturą 42C i jeden 44C.
Trzeba było powiesić pranie i nie dałem tego rady zrobić za jednym zamachem - starość nie radość.

W obu przypadkach ochłodzenie przyszło bardzo szybko, wieczorem można było wyłączyć klimatyzację.

Oczywiście ochłodzenie znajduję w wiadomościach z Polski.

Przy okazji - moi znajomi, narciarze maratończycy, relacjonują swoje wyścigi w Europie, najbardziej spodobała mi się relacja z Włoch - Marcialonga
- w przeddzień wyścigu...


- w dniu wyścigu...



Z drugiej strony świata - donosy rodzinne - większa połowa rodziny była w styczniu na obozie harcerskim, w programie 3-dniowa wędrówka z namiotami w trudnym terenie, cel = sprawność Wędrownik.
Mniejsza połowa rodziny wybrała się na jeszcze trudniejszą wędrówkę w Nowej Zelandii - bez celu, ale też pięknie...

I jednych i drugich dopadły zmiany pogody - harcerze mieli trudności z powrotem do domu - w ich okolicy szalały pożary, a 240 km dalej powódź - KLIK.
"Nowozelandczyków" złapały ulewne deszcze, na szczęście na noc dotarli do wodoodpornej budki...


A ja?
Trudna sprawa...
Loda zjadłem w niecałą minutę.... i co dalej?
Dalej - jakie tam dalej, w styczniu nie musiałem uzupełniać benzyny w samochodzie - hybryda jakaś czy co?
Zmuszam się do czytania książki przydzielonej przez Book Club, ale trudno wytrzymać dłużej niż 10 minut.
Tenis - Australian Open - tutaj moja cierpliwość kończy się już po 5 minutach, ale wczoraj - finał turnieju kobiet - spotkały się A. Sabalenka, której nie lubię, z E. Rybakiną, którą lubię, więc włączyłem telewizor chyba 4 razy i wyznam, że spodziewałem się najgorszego i nie obejrzałem zwycięstwa mojej sympatii...


Może jest w tym jakaś prawidłowość - wyłączam się i dzieje się coś dobrego.

Thursday, January 22, 2026

Perski dywan - 2

 

Po trudach i tarapatach poprzedniego odcinka pozwolę sobie na chwilę żeglugi na czarodziejskim dywanie...
Film Rzymskie Wakacje - nadal mój ulubiony film - KLIK.
Początek filmu - Rzym odwiedza para królewska nieokreślonego kraju, ale sądząc po przepychu wizyty musiało to być potężne królestwo i niektórzy recenzenci wspominali Iran.
W tym kontekście główna bohaterka filmu - Audrey Hepburn...

AudreyKHepburn.jpg
By Bud Fraker (1916-2002)  Public Domain, Link

... kojarzyła się z Sorayą, cesarzową Iranu...

Court Portrait by SAKO of Queen Soraya 1953.jpg
By SAKO - Public Domain, Link

Moja sympatia była i jest po stronie aktorki, swoją drogą... czy na załączonym zdjęciu nie wygląda ona bardziej irańsko i cesarsko niż cesarzowa Iranu?

Przepraszam, że włączam taką błahostkę do tak poważnego tematu, rzecz w tym, że gdy dotykamy Iranu, to żadna sprawa nie pozostaje błahostką.

Rzymskie wakacje - autorem scenariusza był Dalton Trumbo, ale o tym nikt nie mógł się dowiedzieć bo D. Trumbo został wpisany na czarną listę przez Komisję do Spraw Działalności Antyamerykańskiej. Jego autorstwo scenariusza zostało oficjalnie ujawnione dopiero w 2003 roku.

Film powstał w roku 1953, ale scenariusz był napisany już 2 lata wcześniej... i dobrze bo w roku 1953 w Iranie był stan wyjątkowy - CIA zorganizowało akcję obalenia rządu premiera Mossadegha, który m.in. znacjonalizował irańskie złoża ropy naftowej - KLIK.
Przewrót trwał 2 tygodnie, Amerykanie załatwili cesarskiej parze na ten czas.... Rzymskie Wakacje...


Po powrocie do kraju, Szach wprowadził sporo reform unowocześniających kraj - Biała Rewolucja - KLIK
Zasadniczo była to kontynuacja reform zapoczątkowanych przez obalonego premiera Mossadegha z tym że prokomunistyczne sympatie zostały zastąpione proamerykanizmem.

R. Kapuściński...
"...Teraz, w połowie lat siedemdziesiątych Iran zdobywa wielką fortunę. I co roby Szach?
Część pieniędzy rozdziela między elitę, połowę majątku przeznacza na armię, a resztę - na rozwój..."
===
Elita - 
"...Samolot linii lotniczych Lufthansa na lotnisku Mehrabad w Teheranie. Wszystkie miejsca wyprzedane. Samolot ląduje w południe w Monachium. Zamówione limuzyny wiozą pasażerów do eleganckich restauracji na obiad. Po obiedzie wszyscy wracają do Teheranu gdzie, już we własnych domach, oczekuje ich kolacja. Nie jest to droga rozrywka - dwa tysiące dolarów od osoby".
===
Armia -
"...Szach najlepiej czuł się w mundurze i najwięcej czasu poświęcał swojej armii...
Ile czołgów ma Wielka Brytania? Półtora tysiąca. Dobrze - mówi Szach - zamawiam dwa tysiące. Ile dział ma Bundeswehra? Tysiąc. Dobrze, zamawiamy półtora tysiąca...
Kiedy jedzie się dziś z Shirazu do Isfahanu, w pewnym miejscu przy szosie, na pustyni stoją setki helikopterów. Bezczynne maszyny zasypuje piasek. Całe pola porzuconych armat stoją pod Qom, pola porzuconych czołgów można obejrzeć kolo Avhazu.."
.
===
Rozwój -
"...Szach dokonał na świecie miliardowych zakupów i z wszystkich kontynentów popłynęły w kierunku Iranu statki pełne towaru. Ale kiedy dotarły do Zatoki okazało się, że Iran nie ma portów (o czym Szach nie wiedział), które mogłyby te statki przyjąć. Kilkaset statków stało w morzu czekając swojej kolejki, stały często pół roku. Za te przestoje Iran płacił towarzystwom okrętowym miliard dolarów rocznie.
Stopniowo rozładowano statki, ale wtedy okazało się, że Irnaan nie ma magazynów (o czym Szach nie wiedział). Na otwartym powietrzu, na pustyni, w koszmarnym upale leżało milion ton wszelakich towarów, z których większość nadawała się już tylko do wyrzucenia...".
===
Rewolucja
R. Kapuściński -
"...Od czasu Safavidów (XVI wiek) w Iranie istniała swoista dwuwładza - monarchii i kościoła, stosunki między obu siłami są różne, nigdy nazbyt przyjazne. Jeśli jednak równowaga zostaje naruszona, jeśli szach stara się narzucić władzę totalną, wówczas lud gromadzi się w meczetach i rozpoczyna walkę...".

Wikipedia -
"Protesty przeciwko szachowi objęły już ponad 10% ludności kraju; rzadko zdarza się, aby w rewolucje zaangażowało się nawet 1% ludności kraju.[102] Frustracja związana z szachem była tak wielka, że ​​poparły ją nawet grupy świeckie i lewicowe...." - KLIK - wersja angielska.

W ten sposób powstała Islamska Republika Iranu i trwa już 48 lat.
Co dalej?
W Iranie nie istnieje silna, zorganizowana opozycja więc logika wskazuje, że rozwiązanie przyjdzie z zewnątrz.
USA? Rosja? Chiny?
Z tej trójki najbardziej prawdopodobne są USA.

Tu zakończę polityczne dywagacje, przejdę do wspomnień.
Poprzedni wpis zacząłem utworem Na perskim rynku - proponuję posłuchać jeszcze raz - KLIK.
A więc - sporo lat temu, w Melbourne, trafiłem na perski jarmark i kupiłem.... no, wiadomo co - książkę...


Rubaiyaty Omara Khayyama - KLIK .

W praktyce wygląda to tak...


U góry wersja arabska, u dołu perska - a może odwrotnie?
Na sąsiedniej stronie tłumaczenia na angielski, niemiecki i francuski...


Już na pierwszy rzut oka widać, że angielskie tłumaczenie jest inne od dwóch pozostałych. To zasługa tłumacza - E. Fitzgerarda, którego ten typ poezji tak zafascynował, że nie wiedział kiedy tłumaczy a kiedy tworzy od nowa.
A po polsku...
A jeśli wino, które pijesz, wargi, które przyciskasz
KOŃCZĄ SIĘ , w Nicości, wszystkie rzeczy kończą się na Tak,
to wyobraź sobie, póki jesteś, jesteś tylko tym czym będziesz - Niczym -
Więc gdy cię nie będzie - nie będzie cię mniej.

Pocieszające.
Omar Chajjam - KLIK - pisał swoje wiersze w XI wieku. W większości wierszy pojawia się smak wina.
Zastanowiłem się - jak to jest z tym winem w Iranie?
Po irańsku... od początku istnienia w Persji produkowano i konsumowano wino. W VIII wieku nadszedł Islam, który zabrania pić wino, ale w tłumaczeniu na perski jakoś to się pomieszało. Dopiero rewolucja islamska 1979 roku kategorycznie rozwiązała problem - zaprzestano produkcji wina.

Kończę więc moją wizytę w Iranie, duchem jestem w winnicach Sziraz, ciałem w Australii, a na stole...



Nazwa wina - Wiara.

Monday, January 19, 2026

Perski dywan - 1


 Ostatnio dochodzi do nas sporo informacji o Iranie a raczej jedna informacja - jest źle, ludzie się buntują, bunty są krwawo tłumione, USA i Izrael obiecują interwencję...

W tym klimacie nie dodam niczego mądrego i właściwie powinienem cicho siedzieć, ale jednak wystawię cierpliwość i życzliwość moich czytelniczek/czytelników na próbę i podzielę się garścią refleksji.

Na początek refleksja muzyczna - Na perskim rynku - KLIK.
Pamiętam z dawnych czasów dość częste wykonania tego utworu w Polskim Radio, zlinkowane nagranie pochodzi z Izraela - czy to jakaś sugestia?

Iran - Persja...
Pierwszy kontakt to były lekcje historii w szkole podstawowej.
Persja wypadała na nich kiepsko - paskudny agresor pokonany w upokarzający sposób:
- bitwa pod Maratonem,
- bitwa pod Termopilami.
- podbicie Persji przez Aleksandra Macedońskiego - tutaj role się odmieniły.
Uwaga: linki do Wikipedii w Post Scriptum.

Potem długo nic i... rok 1943 - Konferencja w Teheranie - Stalin, Roosevelt i Churchill ustalają przyszłość Europy, to był zwiastun nadejścia PRL więc uczono mnie o tym w szkole - KLIK.
Trochę wcześniej ZSRR zgodził się na utworzenie Armii Andersa i w rezultacie nastąpiła ewakuacja Polaków z sowieckich obozów do Iranu - KLIK
O tym w szkole wspomnieli raczej półgębkiem.

W Australii spotkałem kilka osób, które przebyły ten szlak, pobyt w Iranie wspominały dobrze - bardzo życzliwi ludzie.
Swoją drogą sprawa nie była tak oczywista,  na początku II Wojny Światowej Iran rządzony przez szacha Reza Pahlawi uznał, że Niemcy wygrają wojnę i .... KLIK.

Reza Pahlawi - pierwszy z trójki - wyznam, że w dzieciństwie miałem dziwne skojarzenie tego nazwiska - rieza i pochleje - brzmiało jakoś słowiańsko - teraz, zaglądając do licznych źródeł - dostałem czkawki...
Okazuje się, że Reza Pahlawi  (ojciec powojennego Szacha) był dowódcą Perskich KOZAKÓW - KLIK.

Dla zmiany nastroju wspomnę teraz moje spotkania z Irańczykami...
Rok 1974 - kursy informatyczne w Anglii - na jednym z nich była grupa Irańczyków (3 mężczyzn, dwie kobiety). Wydawali mi się nieco aroganccy, mieszkali w dobrym hotelu, mieli dużo pieniędzy, wspominali, że gdy nadejdzie zima pojadą w Alpy spróbować sportu uprawianego przez Jej Wysokość Farah Diba - KLIK - cesarzowa radzi sobie bardzo dobrze -  chyba lepiej niż były prezydent Duda.

Jednym z punktów kursu było zarządzanie projektem informatycznym. Dostawaliśmy opis zadania i sytuacji i musieliśmy zaplanować pracę zespołu na najbliższe dni. 
Ja byłem w dwuosobowym zespole z Singapurczykiem - zauważyliśmy, że jedna osoba w zarządzanym przez nas zespole, nie przychodzi do pracy w poniedziałki w związku z czym następuje opóźnienie w projekcie. W związku z tym nie przydzielaliśmy mu żadnych zadań na poniedziałek i projekt szedł dobrze do przodu. Rezultat - byliśmy jednym zespołem, który wykonał projekt w zaplanowanym czasie i zmieścił się w budżecie.
A Irańczycy? Oni wyrzucili tego bumelanta z pracy, odpowiedzią był protest pozostałych pracowników - strajk, mediacje - w rezultacie projekt zszedł na margines i na psy.
Wspominając to wydarzenie nie mogę się oprzeć znajdywaniu analogii do historii Iranu.

Zupełnie inne spotkanie miałem w ramach działalności w Stowarzyszeniu św Wincentego...
Irańczyk - wiek około 40 lat, służył zawodowo w irańskiej armii. Któregoś dnia dostali rozkaz stłumienia jakiejś manifestacji, dostali ostre naboje. Nasz klient odmówił udziału.
W rezultacie spędził kilka tygodni w wojskowym areszcie i został wyrzucony z armii. To oznaczało "wilczy bilet" - żadna poważna instytucja nie mogła go zatrudnić. Pracował jako taksówkarz, ale przy pierwszej okazji uciekł i próbował dostać się do Australii.
To nie jest takie oczywiste - podobnie jak tysiące innych uchodźców został przechwycony na oceanie przez australijską straż i zesłany do obozu na wyspie Manus Island. Przebywał tam 3 lata i nabawił się ciężkiej kontuzji biodra w wyniku której wpuszczono go wreszcie do Australii.
Tu wegetował 3 lata - przez ten okres nie dostał prawa stałego pobytu a zatem nie otrzymywał pomocy społecznej, był zdany na pomoc instytucji charytatywnych. Ostatecznie wyjechał do Nowej Zelandii gdzie obiecano mu prawo stałego pobytu.

Jeszcze inna strona medalu...
Mój znajomy, zapalony rowerzysta, wybrał się na przejażdżkę rowerową - od źródeł Dunaju do Zatoki Perskiej a zatem kilka tygodni jazdy przez Iran. 
Nie mógł się nachwalić życzliwości tamtejszych ludzi.
Miał ze sobą namiot i sprzęt campingowym, był całkowicie niezależny i funkcjonowało to bardzo dobrze w Europie.
Ale w Iranie... gdy ludzie zauważyli, że rozbija namiot natychmiast interweniowali i proponowali mu gościnę.
W jednym przypadku było nieco zamieszania - mój kolega siedział przy kolacji ze swoimi gospodarzami i tu - puk-puk - niespodziewanie zjechała kilkuosobowa rodzina. Kolega już sięgał po swój namiot, ale nie... w ciągu kilku minut miał załatwiony nocleg w.... meczecie.

Sięgam po książkę R. Kapuścińskiego - Szachin-Szach...
"Meczet jest dla Szyitów czymś więcej niż miejscem kultu, jest także przystanią, w której można przetrwać burzę,  a nawet uratować życie...W konstrukcji kościoła chrześcijańskiego i meczetu można dostrzec istotne różnice. Kościół jest pomieszczeniem zamkniętym, miejscem modlitwy, skupienia, ciszy. Jeśli ktoś zacznie rozmawiać, inni zwrócą mu uwagę.
W meczetach jest inaczej.Największą część obiektu stanowi dziedziniec, na którym można modlić się, ale również spacerować, dyskutować a nawet odbywać wiece...
".

Mój kolega mógł rozłożyć swój materac i śpiwór w głównym budynku meczetu, pod dachem. Jedyną niewygodą było, że na czas pierwszej modlitwy - Fajr - przed wschodem słońca, musiał zwinąć na pół godziny swoje manele. Ale potem mógł spać choćby do południa.

Spoglądam na zegarek - za 20 minut czas na muzułmańską modlitwę Duhur.
Nawet nie wiem gdzie jest najbliższy meczet.
Anioł Pański?
W okolicy są 4 kościoły,  ale katolicy w Australii już chyba o takiej tradycji zapomnieli.

W tej sytuacji dam moim blogowym gościom chwilę wytchnienia.
Ale nie cieszcie się za bardzo - ciąg dalszy nastąpi.

P.S. Fakty:
- bitwa pod Maratonem - KLIK.
- bitwa pod Termopilami - KLIK.
- podbicie Persji przez Aleksandra Macedońskiego - KLIK.
Historia Iranu - KLIK.