Thursday, October 1, 2026

Sport to zdrowie

Z dawnych czasów pamiętam piosenkę - Niech żyje sport... -  google mocno się spociło i nie znalazło - a więc przeczytać o tym można tylko u mnie.

Ten wpis to kontynuacja moich refleksji na temat rozegranego w Melbourne meczu futbolu amerykańskiego - NHL.

Tydzień temu przyszła pora na finałowy mecz futbolu australijskiego...
Po pierwsze jest to w naszym stanie Wiktoria tak ważne wydarzenie, że piątek przed sobotnim meczem jest dniem wolnym od pracy.
Co zrobić z takim wolnym dniem?
Około 30,000 osób udało się do centrum miasta obejrzeć paradę finalistów.
Ja pozostałem w swoim rejonie, jadąc samochodem odniosłem wrażenie że wzrosła frekwencja w kawiarniach na świeżym powietrzu.
Pogoda zachęcała 27C.

Po drugie - obie finałowe drużyny były spoza stanu Wiktoria - taki przypadek zdarzył się po raz piąty od początku świata. 
Będę odrobinę dokładniejszy - liga futbolu australijskiego powstała w 1897 roku i przez 85 lat funkcjonowała tylko w stanie Wiktoria.

Tegoroczni finaliści to Brisbane Lions...



i Fremantle Dockers...



Powyższy fakt spowodował znaczne ożywienie ruchu lotniczego nad Australią
Fremantle - ponad 2,700 km od Melbourne - troszkę dalej niż z Lizbony do Warszawy.
Brisbane - 1,380 km, 200 km dalej niż z Warszawy do Moskwy.
Bilety powrotne na dłuższej trasie pofrunęły na wysokość A$6,000 - KLIK.

Po trzecie - mecz...
Na ten jeden, specjalny, dzień pogoda się popsuła, ale nie za bardzo - rano mgliście i mżawka, potem było już lepiej.
Publiczność na stadionie - w porządku - 100,027 osób - to chyba o 5 więcej niż na meczu NFL.
Przebieg meczu był podobno bardzo emocjonujący o czym świadczy wynik - Lwy z Brisbane wygrały 90:89 - ostatnie 2 minuty meczu TUTAJ.

Chwileczkę - czemu ja się tak rozpisuję o meczu, którego nawet nie oglądałem?
Czy sport aż tak źle wpłynął na moje zdrowie?

Wracam na łono Rodziny...

W Duisburgu odbyły się Mistrzostwa Świata w canoe polo.
Nasza wnuczka Matylda grała w australijskiej reprezentacji kobiet. Poszło im nie za dobrze, miejsce w drugiej dziesiątce (Polska zajęła 4 miejsce).
Załączam dość chaotyczną relację z pierwszego dnia zawodów głównie po to by pokazać o co w tym sporcie chodzi -  KLIK.

Po zakończeniu mistrzostw, Matylda z grupą kolegów/koleżanek polecieli do Monachium gdzie zamienili wiosła na kufle piwa.

Dziwnym zrządzeniem losu w Monachium akurat przebywał wnuk mojej kuzynki, który pojechał tam z grupą studentów architektury na Politechnice Warszawskiej.
I się spotkali...


W tym samym czasie inna wnuczka wiosłowała w kajaku na porywistej rzece...


A gdy tylko wyszła z kajaka, pomaszerowała ze swoim tatą na 24-godzinny rogaining (rodzaj orienteeringu) i zajęli 3 miejsce w kategorii par mieszanych.

Na chwilę odwracam się od rodziny - czy ktoś wiedział, że 19 września w Warszawie odbyły się Mistrzostwa Europy w jeździe Tramwajem?!?!?!?
Potwierdzam - odbyły się... i na dodatek do Europy włączono Melbourne - szczegóły TUTAJ.

Ufff, wyczerpujące te sporty, mam nadzieję, że nabrana kondycja starczy mi na długo.

No comments:

Post a Comment