Monday, January 13, 2020

Niedzielne chrzciny

Ostatni weekend spędziliśmy poza domem, w Ballarat gdzie przyciągnął nas festiwal muzyczny - Organs of the Ballarat Goldfields - KLIK.

Ballarat to miejsce gdzie w połowie XIX wieku odkryto najbogatsze na świecie złoża złota. Przyciągnęło to tłumy z całego świata, skutek wiadomy - grzech.
A skoro grzech, to potrzebni byli księża i kościoły.
W Australii konkurowały ze sobą 3 religie - anglikanie, katolicy i protestanci. W rezultacie w każdej miejscowości powstawały 3 kościoły, przynajmniej w jednym z nich instalowano organy.

Zanim przejdę do tematu wpisu, wspomnę o aktualnej sytuacji pożarowej w mojej okolicy.
Chłodno i spokojnie. Dotkliwe jest zadymienie powietrza.

Wyjechaliśmy w południe w piątek, dystans 130 km.
Gdy wsiadaliśmy do samochodu, było całkiem zimno - 16C. W połowie drogi złapał nas deszcz


Gdy dojechaliśmy do celu temperatura spadła do 12C.
Miałem ze sobą podkoszulkę, grubą wełnianą kamizelkę, marynarkę i parasol, ale jednak przez te trzy dni było mi zimno i mokro.

Wrażenia z festiwalu opiszę w osobnym wpisie, dzisisiaj tylko tytułowy chrzest.

Na niedzielną mszę poszliśmy do katedry św Patryka w Ballarat (zdjęcie z zeszłego roku).


 Ewangelia opisywała chrzest Jezusa.
Od najmłodszych lat pamiętam dyskusje - po co Jezusowi był chrzest?
Niestety przywiązywano wiele znaczenia do spraw proceduralnych oraz próbowano tłumaczyć tematy religijne w "naukowy sposób"
W rezultacie utraciłem wiarę.
Pozostało mi natomiast przywiązanie do kościoła i czuję sie tam bardzo dobrze.

Większość australijskich księży potrafi bardzo uprościć sprawy religii i nadać im lekkostrawny charakter.
A zatem - po co Jezus się chrzcił?
To było Jego wejście w ludzką społeczność, danie przykładu: do społeczności chrześcijańskiej wchodzimy przez chrzest.
I druga sprawa - w momencie chrztu Jezusa z nieba odezwał się głos: oto syn mój...
To odnosi się do wszystkich ludzi - w momencie chrztu stają się dziećmi bożymi. Kontynuacją jest modlitwa Ojcze nasz.

W tym momencie mój pokręcony stosunek do wiary i religii nie miał znaczenia. Czułem się jak w rodzinnym domu.

Pozostał jednak spory margines na sceptyczne obserwacje.
W trakcie mszy odbył się chrzest trojga dzieci - Seamus, Luna Grace i Willow Pamela.
Willow? Znaczy: wierzba.
Chrzest Wierzby?
W znanej mi polskiej tradycji nazywa się to chyba Topienie Marzanny.

6 comments:

  1. Replies
    1. Ja, Brutus?
      Toż nie spiskuję przeciw nikomu.

      Delete
    2. Może i nie spiskujesz, ale ostatni Bastion runął.

      Delete
  2. U nas tez, glownie wsrod czarnych, spotyka sie takie imiona ze doprawdy nie wiadomo co o tym myslec. Im cudaczniejsze tym bardziej sa z nich zadowoleni.
    Moja zasada zyciowa jest religie innych zostawic w spokoju chyba ze jest szkodliwa dla innych - przykladem moze byc taka ktora zabrania korzystania z medycyny lub nakazuje wybijanie innowiercow.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Imiona. Wydaje mi się że "oryginalne" imiona to międzynarodowy trend. Polska jest w czołówce.

      Delete
  3. Willow miał na imię karzeł z filmu pod tym samym tytułem. Willow Pamela jakiej płci był/była?
    🙃

    ReplyDelete