Tuesday, January 3, 2017

Statystyki

Z rodzinnych wspomnień wiadomo mi, że bracia mojego Ojca prowadzili regularnie rejestr wydatków.

Coś z tej tradycji we mnie pozostało.
Przynaję się, przed długie lata też zapisywałem wydatki, ale od kiedy zacząłem używać karty kredytowej uznałem, że nie ma to sensu. To znaczy, niezupełnie. Nadal prowadzę rejestr regularnych opłat - woda, elektryczność, telefon, ubezpieczenie, rejestracja samochodu. 
To taki sprawdzian - ile trzeba  żeby w ogóle normalnie funkcjonować?
Sporo - o 4% więcej niż w roku poprzednim.

W latach gdy intensywnie uprawiałem sporty, czyli jeszcze 10 lat temu, prowadziłem rejestr wysiłków treningowych - dystans jaki przebiegłem, przejechałem na rowerze, przebiegłem na nartach. Uprawiałem narciarstwo biegowe.
Z tego zwyczaju też coś pozostało -
W roku 2016 przeczytałem 21 nowych książek, w tym Księgi Jakubowe, które można uznać za równowartość 4 "normalnych" książek, To jak na mnie sporo gdyż wolę czytać książki, które już wielokrotnie czytałem. Byłem na 40 imprezach kulturalnych (wliczam w to pozaszkolne występy artystyczne wnucząt) i uczestniczyłem w 67 spotkaniach towarzyskich.

Nie było w ubiegłym roku żadnego wydarzenia, które warte warte specjalnego wyróżnienia. Od wielu lat niczego takiego nie było. Może dlatego rejestruję te drobne, regularne, wydarzenia. Żeby utwierdzić się w mniemaniu, że jeszcze żyję.

4 comments:

  1. Człowiek ma takie nawyki... Prowadzę zeszyt rachunków domowych od wielu lat, tak na wszelki wypadek, żeby wiedzieć, ile mnie kosztuje utrzymanie, a ile wydaję na rozrywki. Jakoś tak pewniej się czuję, gdy mam ten zeszyt. Natomiast nie prowadzę rejestru przeczytanych książek. A jak liczysz spotkania towarzyskie, zapisujesz od razu, czy jak?

    archato

    ReplyDelete
    Replies
    1. Jak zapisuję? Nie spieszę się zbytnio gdyż tak mało się dzieje, że pamietam dość długo.

      Delete
  2. Zazdroszczę. Parę razy w życiu podchodziłam do różnych rejestrów. Oczywiście próbowałam zapisywać, głównie chodziło mi o zakupy, żeby wyłapać na co wydaję najwięcej i ewentualnie, żeby coś ograniczyć. Próbowałam zapisywać co zjadam, żeby mieć czarno na białym, gdzie tkwi problem i żeby się dyscyplinować. Zawsze kończyło się na dobrych chęciach. Co do ruchu, to kiedyś podjęłam w sieci wyzwanie, że spalę ileś tam kalorii w czasie miesiąca. Spaliłam więcej, ale wyzwania nie zaliczyłam, bo nie zapisywałam regularnie, a na koniec nie zdążyłam na czas dopisać całego swojego urobku.
    Myslę, ze zapisywanie bardzo pomaga i to cenna umiejętność.

    ReplyDelete
  3. Nie myśle, że jest czego zazdrościć. Według mnie z tego zapisywania nis szczególnego nie wynika. To znaczy, jeśli wyjdzie, że przeczytałem mało książek to nie poderwę się do wzmożonego czytania. Podobnie w innych dziedzinach.

    ReplyDelete