Sunday, May 20, 2018

Niedzielne czytanie - Zielone Świątki - znowu

Dzisiaj Zielone Świątki - znowu.
To dość oczywiste - kalendarz, również liturgiczny w koło się toczy.
Z tej okazji co roku przypomina mi się wydarzenie, które TU rok temu opisałem.

Skoro już opisałem, to co mogę dodać dzisiaj?
Kiedyś, w innym kościele, ale przecież w Melbourne, wysluchałem ciekawych rozwazań.
Życzę wam szczęśliwych Zielonych Świątek - Happy Pentecost - oznajmił z ambony ksiądz.
Wiernych to rozbawiło.

Zaskoczyło to was? - skomentował ksiądz - a właściwie dlaczego?
Świętujemy Boże Narodzenie, które zapoczątkowało 33 lata pobytu Jezusa na ziemi.
Świętujemy Wielkanoc, która obiecuje ludziom zmartwychwstanie i życie wieczne.

A co zapowiadają i obiecują Zielone Świątki?
Toż one zapowiadają nam, ludziom, tysiące lat egzystencji na tej ziemi, podczas których zdani będziemy tylko na tę cząstkę ducha, która do nas dotarła i którą uda nam się wykorzystać w życiu.
Toż to jest najbardziej konkretne i istotne wydarzenie.
I co? I nic?

Patrząc na ostatnie dwa tysiące lat historii ludzkości trudno oprzeć się wrażeniu, że pobyt Jezusa na ziemi nie zmienił niczego na lepsze.
A przyjście Ducha Świętego ludzie zbagatelizowali.
No i jest jak jest.

Monday, May 14, 2018

Marksistowska statystyka

10 dni temu wspomniałem na tym blogu o rocznicy urodzin Karola Marksa.
Następnego dnia zauważyłem istotną zmianę w demografii osób odwiedzających ten blog - na pierwsze miejsce, po raz pierwszy, ale za to zdecydowanie, wyszli goście z Rosji.
Z drugiej strony statystyka pokazuje, że większość odwiedzających jest kierowana do tego blogu przez google.
Wniosek - Rosjanie pytają google o Marksa.

A Chińczycy? Wszak to oni ufundowali Marksowi urodzinowy pomnik.
Jak wiadomo usługi google są w Chinach albo zablokowane albo mocno ocenzurowane.
Rezultat -  nikt z Chin do mojego blogu nie zajrzał.

Wniosek?
Pokrywa się z moim wczorajszym wpisem - bezproduktywne to moje pisanie.
Nie pisać tylko brać się do roboty jak Chińczycy.

Sunday, May 13, 2018

Niedzielne czytanie - sceny z wiejskiego życia

Znowu Amos Oz - Scenes from Village life - KLIK.

Osiem opowiadań, których akcja rozgrywa się w tej samej, fikcyjnej, 100-letniej izraelskiej wiosce Tel Ilan.
Opowiadania całkiem różne, chociaż, jak na małą wioskę przystało, ich bohaterowie spotykają się ze sobą przelotnie.
Opowiadania różne, ale klimat podobny - zagubienie, dezorientacja, wspomnienie popełnionych błędów.

Czytając zastanawiałem się - do czego autor zmierza? Bo według mnie opowiadania same w sobie nie uzasadniały swojego istnienia.

Finałowe opowiadanie całkowicie odbiegało klimatem od poprzednich i być może zawierało odpowiedź - "Ci którzy mogą pracować - brać się do roboty. Ci, którzy nie mogą pracować  - umierać!".

Thursday, May 10, 2018

Chińska medycyna

Kilka dni temu otrzymałem rachunek za kolejny kwartał prywatnego ubezpieczenia medycznego.
Znowu podwyżka o 8%.
Prowadzę rejestr regularnych wydatków, średni wzrost prawie 7% rocznie. Tak więc to medyczne nie odbiega od normy, rzecz w tym, że koszt tego ubezpieczenia stanowi prawie połowę wszystkich wydatków takich jak gaz, woda, elektryczność, ubezpieczenie domu i samochodu i jeszcze kilka drobiazgów.

Co się za to otrzymuje?
Nieco spokoju ducha.
Powszechne, bezpłatne, ubezpieczenie medyczne pokrywa zasadniczo wszystkie usługi z jednym zastrzeżeniem - procedury w szpitalu państwowym i brak możliwości wyboru chirurga czy innego specjalisty wykonującego procedurę medyczną.
Państwowy szpital oznacza w niektórych przypadkach (wymiana biodra) bardzo długie oczekiwanie w kolejce.

Od chwili przybycia do Australii korzystamy z usług Medibank Private.
Wprawdzie w nazwie ma Private, ale do niedawna ubezpieczenie to było własnością państwa.

Gdy tu przyjechaliśmy ponad 30 lat temu państwo było właścicielem wszystkich kluczowych usług - elektryczność, woda, gaz, łączność. Jakieś 20 lat temu Australia otworzyła się na świat - rząd sprzedał wszystkie te przedsiębiorstwa żeby podreperować państwowy budżet.

Medibank Private był chyba ostatnią usługą do sprzedania.

A kto kupił?

Dzisiaj odwiedziłem biuro naszego ubezpieczyciela żeby spróbować coś utargować. Tablica informacyjna wszystko wyjaśnia.



Inwestorzy z tego samego kraju są głównymi udziałowcami w firmach dostarczających energię i obsługujących łączność. Teoretycznie ktoś w Szanghaju albo Hong Kongu może pstryknąć i wyłączyć nam światło, telefon i internet.

Na razie w Australii obowiązuje przepis, że na szyldzie firmy musi znajdować się jej angielska nazwa.
Przypomniało mi to książkę T. Konwickiego - Mała Apokalipsa. Bohater tej książki relacjonował ewolucję polskiej flagi - tej w PRL. Biało-czerwona, ale ten biały pasek coraz węższy i węższy.
Podobnie u nas z tymi nazwami firm.

P.S1. Wczoraj w parlamencie rząd przedstawił projekt budżetu. Ogromny dług i deficyt, ale nie ma już czego sprzedać. Podobnie jak w Polsce po 25 latach wolności.
P.S2. Od kilku dni media, również europejskie, donoszą o wyprawie 104-letniego Autralijczyka do Szwajcarii gdzie zamierza skorzystać z eutanazji - KLIK.
Medibank Private nie płaci za tego typu zabiegi. Na razie. Sądzę, że dynamiczna gospodarka chińska wkroczy i na ten rynek.

Sunday, May 6, 2018

Niedzielne czytanie - szatańskie wersety

W naszym parafialnym kościele wprowadzono innowację. W rozdawanym przed mszą biuletynie, na ostatniej stronie umieszczono prostą łamigłówkę - Znajdź słowa....


Jak na biuletyn kościelny przystało szukać pomaga aniołek a słowa są budujące: Ojciec, przyjaciele, szczęśliwy...
Jeszcze podczas śpiewania końcowej pieśni zerknąłem na łamigłowkę - nie znalazłem Ojca, przyjaciół, szczęśliwości, moje oko bezbłędnie wyłapało - proszę sprawdzić - górny rząd, piąta kolumna od prawej, czytamy w dół.

A dopiero co odmawiałem - i nie wódź nas na pokuszenie.

Saturday, May 5, 2018

Chińczycy udowadniają, że jest życie na Mar(k)sie.

Przepraszam za sztubacki żart w tytule wpisu. Za moich młodych lat w klasie wisiały cztery portrety - Lenina, Stalina, Marksa i Engelsa a uczniowie żartowali - no, jak to w końcu jest? Jest życie na tym Marksie czy go nie ma?

Internet zaserwował mi dzisiejszego ranka czołówki europejskich gazet, a tam - 200-setna rocznica urodzin Karola Marksa - 5.5.1818.
Karol Marks urodził się w Trewirze i dzisiaj w tym mieście odbędzie się odsłonięcie pomnika jubilata, prezentu od Chin - KLIK.

W innych gazetach znajduję artykuły donoszące, że zaprezentowane w Kapitale idee ekonomiczno-społeczne odżyły na Zachodzie - KLIK. Na Wschodzie są ignorowane.
Za wyjątkiem Chin.

Sunday, April 29, 2018

Niedzielne czytanie - owce, których pasterz się zgubił

Czytanie o dobrym pasterzu, który nie szczędzi trudu by odnaleźć zagubioną owcę było tydzień temu.

W ostatni czwartek St Vincent de Paul Society (Stowarzyszenie Wincentego a Paulo) zorganizowało spotkanie pod tytułem: Co to znaczy być katolicką organizacją charytatywną po ustaleniach Królewskiej Komisji do spraw seksualnego wykorzystywania nieletnich przez Kościoły w Australii.

Zastanowiłem się... czy wiele osób zdaje sobie sprawę, że St Vincent de Paul Society jest organizacją katolicką?
Członkowie chyba tak, chociaż kiedy się zapisywałem to nie przypominam sobie żeby pytano mnie o przynależność religijną. Podczas naszych wizytacji u osób proszących o pomoc nigdy nie poruszamy tematów religijnych.
Czy osoby korzystające z naszych usług zastanawiają się nad skrzywieniami naszego ideowego kręgosłupu?
Chyba nie. Być może zastanawiają się sponsorzy. A zatem temat spotkania powinien interesować kierownictwo naszej organizacji, ale nie mnie, szeregowegopracownika.

Mimo to poszedłem.

Co Komisja zaleca podane jest w skrócie TUTAJ. Na końcu jest link do pełnego raportu Komisji. Równolegle z tym prowadzona jest akcja prokuratury o ukaranie winnych i kompensatę dla pokrzywdzonych.

Nie to jednak było przedmiotem naszego spotkania. Spotkanie było dla zaangażowanych w pracę społeczną ludzi, którzy nagle znaleźli się pod flagą mocno krytykowanej a czasem nawet nienawidzonej instytucji.

Pierwszym mówcą był biskup pochodzenia wietnamskiego. Nie szczędził on słów krytyki pod adresem swojego Kościoła. Podejrzewam, że jego zwierzchnicy nie są aż tak kategoryczni.

Moją uwagę zwróciły dwa fragmenty jego wypowiedzi -
Co robią protestanci gdy wybuchła niezgoda? Zakładają nowy Kościół.
Co robią katolicy w takiej sytuacji? Zakładają nowy zakon. Najlepszy przykład to św Franciszek z Asyżu - bardzo krytyczny w stosunku do kościelnej hierarchii, ale z drugiej strony praktyczny - założył zakon, w którym realizował swoją wizję Kościoła.
Wasze stowarzyszenie jest czymś podobnym.

Drugi fragment dotyczył roli kobiet w kościele. Biskup wspomniał, że kilka tygodni wcześniej był w Watykanie na "święcie kobiet". Wystąpiła tam m. in. była premier Irlandii Mary McAleese - KLIK, która patrząc prosto w oczy papieżowi Franciszkowi stwierdziła - Kościół przez prawie dwa tysiące lat ignorował rolę kobiet. Rezultat - teraz leżycie w błocie klapiąc bezradnie jednym skrzydłem. Tyle się mówi o odnowie Kościoła a ja, tu w Rzymie, widzę setki instytucji, w których kobiety pełnią jedynie rolę służących.

Następnie głos zabrała popularna dziennikarka radiowa i telewizyjna Geraldine Doogue. Prawdę mówiąc trudno mi było znaleźć w tym jakąś myśl przewodnią, ale bardzo spodobało mi się jej końcowe przesłanie - belong before believe - czyli najpierw przynależność, wiara później.

Wydaje mi się, że moje życie dopisało drugą część do tego hasła.
Oczywiście, jak prawie wszyscy z mojego pokolenia najpierw przynależałem - chrzest, praktykująca rodzina, katolicka szkoła.
Wiara przyszła nieco później, za sprawą rodziny i szkoły.
A potem... wiara jakoś wywietrzała.

Jednak teraz, pod koniec życia, gdy okazało się, że jestem w obcym kraju, gdy mój własny kraj jest również dla mnie obcy, gdy stwierdziłem, że nie mam żadnego wpływu na losy swojej rodziny, teraz właśnie odkryłem, że jedyne miejsce, w którym czuję się dobrze, pewnie i spokojnie, to kościół. Że jedyne miejsce gdzie moja obecność i działanie są od ręki akceptowane i pożytecznie wykorzystywane to St Vincent de Paul Society.
A zatem moje przesłanie to: belong before believe and belong even more when you lost your faith.

P.S. Odniosłem wrażenie, że polskie Stowarzyszenie św Wincentego a Paulo jest zupełnie niepodobne do australijskiego.
Jest podporządkowane Zgromadzeniu Księży Misjonarzy i na pierwszym miejscu stawia wiarę i ceremonie religijne.  Informacji na temat bardziej praktycznej działalności nie udało mi się znaleźć. Na stronie głównej - KLIK- wyświetlane jest 5 ilustracji - księża, śpiewnik, święty Wincenty, Rodzina Wincentyńska (księża i zakonnicy), cudowny medalik
Dla porównania strona stowarzyszenia australijskiego - KLIK.  Etykiety w czołówce strony: Find Help... Get involved  - Znajdź pomoc... Włącz się. Na stronie głównej wyświelanych jest 8 ilustracji. Na żadnej nie ma jakiegokolwiek symbolu religijnego.

Może jednak ta Australia to dobra końcowa przystań.