Tuesday, June 6, 2017

MS Walk



Czyli marsz na rzecz osób chorych na stwardnienie rozsiane - Multiple Sclerosis.
Powyższe zdjęcie pochodzi z roku 2011. Czyli w ostatnią niedzielę szedłem po raz siódmy.

Mój kontakt z tą imprezą był ciekawy.
Sądząc po nazwie - sclerosis - myślałem, że to odmiana sklerozy, jakaś starcza dolegliwość.
Prawdy dowiedziałem się na blogu. Zauważyłem świeżo opublikowany wpis o ciekawym tytule, kliknąłem - blogowała młoda dziewczyna i opisywala swoją walkę z chorobą.
Byłem wstrząśnięty.

Proszę sobie wyobrazić, że kilka dni później, w lokalnej bibliotece, na tablicy z ulotkami, zauważyłem powiadomienie o MS Walk. To był właśnie rok 2011.
Multiple Sclerosis Day jest 31 maja. MS Walk odbywa się zatem w pierwszą niedzielę czerwca.
Obowiązującym kolorem jest czerwony. Świetnie się składa, bo właśnie w tym kolorze jest mój emerytowany narciarski strój.

W Melbourne odbywa się w przepięknym Albert Park. Może komuś ta nazwa kojarzy się z wyścigiem Formula 1. Tak, to tutaj. Dla mnie jest to barbarzyństwo - wpuszczać hałaśliwe i smrodliwe pojazdy do pięknego parku.

Co innego MS Walk. Bardzo się cieszyłem, że mogę zrobic coś pozytywnego. MS Walk połączony jest z akcją charytatywną i przez te lata udało mi się coś tam uzbierać dla MS Society.

W tym roku pogoda dopisała jak nigdy.


Szkoda, że znowu trzeba będzie czekać cały rok.

P.S.
1. Blog, od którego rozpoczęła się moja znajomość ze stwardnieniem rozsianym istnieje nadal - KLIK. Niestety poprawy zdrowia nie ma.
2. Autorka blogu Anna Bartuszek, napisała książkę o początkach swojej choroby - Bestia ujarzmiona - KLIK - przejmująca opowieść o odkryciu choroby i zawziętej walce z nią.
Pozwolę sobie wspomnieć jeden opisany w książce fakt. Anna pracowała gdzieś na obrzeżach Warszawy i miała w drodze do pracy kilka przesiadek. Swoją chorobę ukrywała. W pracy było to łatwe. Najgorsze było przejście przez jezdnię do tramwaju. Żeby zamaskować swoje problemy z chodzeniem trzymała przy uchu telefon komórkowy. Przechodnie i kierowcy wyzywali ją od idiotek. Wolała to niż przyznac się do choroby.
3. Fotorelacje z moich marszów tutaj - KLIK.

4 comments:

  1. No to ja się pochwalę odkryciem Polaków: http://wyborcza.pl/7,75400,21915146,polacy-rozszyfrowali-tajemnice-stwardnienia-rozsianego-mega-odkrycie.html

    ReplyDelete
    Replies
    1. Ilenko - dziękuję za link. To dobrze, że naukowcy są na drodze do uleczenia tej choroby. Ale kiedy to zobaczą pacjenci, i ile będzie kosztować?

      Delete
  2. Dzisiaj w Wiadomościach POLSAT wyświetlanych w Australi z jednodniowym opóźnieniem pokazali naukowców, którzy odkryli sposób wczesnego wykrywania SM. Wspomnieli również, że istnieje sporo programów leczenia SM, problem w tym żeby zacząć odpowiednio wcześnie i znaleźć miejsce w programie.
    Blogerka, o której wspominam, pisała na blogu o próbach włączenia się do takiego programu. Na mój rozum to była zupełna tragedia i kompletny chaos. Zaczynała kilka razy, za każdym razem cos się zacinało. Od tego czasu minęło 5 lat. Teraz w jej przypadku już chyba za późno na jakikolwiek program leczenia.

    ReplyDelete
  3. Znałam kiedyś osobę chorą na to, mimo choroby była bardzo dzielna i radosna, pozytywnie nastawiona do życia.

    archato

    ReplyDelete