Tuesday, April 24, 2018

Pigdin Polish

Wczoraj moja 4-letnia wnuczka zapytała - Dziadzia, how you say in Polish - pidgin Polish?

Wnuczka jest ponownie na etapie językowych eksperymentów. Czasem, gdy wiozę ją samochodem z przedszkola, pokazuje na drzewo i pyta - Dziadzia, what is this?
- A tree - odpowiadam.
- No dziadzia, I call it bum-bum.
Potem przy każdym mijanym drzewie sprawdza czy zapamiętałem. Wreszcie, po kilku minutach, zapomina.

Grace zna kika słów po polsku. Potrafi też zaśpiewać 100 lat, ale nie potrafiłaby przetłumaczyć na angielski tego co śpiewa.
Czasami, szczególnie w obecności babci, robi polskojęzyczne eksperymenty.
- Babcia, babcia, this is moja noga.
Palcem pokazuje na oko. Próba korekty wywołuje krótki przegląd całego jej polskiego słownictwa przy czym każde słowo jest kojarzone w niewłaściwy sposób.

Jednak wczoraj skończyły się żarty - patrz pierwsza linijka wpisu.

Pidgin English - to znany termin. Przez długie lata wydawało mi się, że to nazwa języka którym posługują się mieszkańcy Papui Nowej Gwinei.
Papua New Gwinea, w skrócie PNG - angielska wymowa pi-en-dżi - trochę kojarzy mi się z wymową pidgin (fonetycznie pydżyn).
Drugie moje skojarzenie to gołąb - po angielsku pigeon.

Pytanie wnuczki zmusiło mnie do weryfikacji własnej wiedzy.
Po pierwsze - Papua Nowa Gwinea. Faktycznie urzędowym językiem jest tam tok pisin, Anglosasi nazywają go pidgin English albo New Guinea pidgin. Słowo tok to według mnie angielskie talk - rozmowa - wymówione w języku pidgin English.
Po drugie - słowo pidgin. Okazuje się, że jest to słowo chińskie pochodzenia angielskiego - tak właśnie chińscy kupcy wymawiali angielskie słowo business.
Oczywiście - handlarze wędrujący do obcego kraju musieli znać podstawowe słownictwo kraju gospodarzy żeby prowadzić byznes. Przy tej okazji naginali wymowę do specyfiki własnego języka. Szczególnie w przypadku angielskiego to naginanie jest mocno słyszalne.
Wikipedia jednak wspomina również moje drugie skojarzenie - gołębia gdyż te ptaki wykorzystywano do przenoszenia korespondencji (również międzynarodowej).

Po trzecie - czy istnieje pidgin Polish?
Wikipedia - KLIK - podaje etymologię oraz charakterystykę języków typu pidgin i podaje dość obszerną listę.
Zaciekawiły mnie przypadki pidgin używanego w kontakach między krajami europejskimi.  RusseNorsk używany przez około 150 lat przez handlarzy wymieniających rosyjskie zboże na norweskie ryby.
Pidgin baskijsko-islandzki - używany przez baskijskich wielorybników. Zadziwiające. Dlaczego akurat Baskowie? Może dlatego, że nie mieli własnego kraju?
Jeszcze jedna ciekawostka - pidgin English używany w Indiach nosił nazwę butler English czyli angielski służących.

No a polski pigdin?
Istnieje, istnieje. To język, którym posługują się między sobą Polacy mieszkający w Australii.

Jak mam zatem odpowiedzieć na pytanie wnuczki?
Chyba odpowiem - bum-bum.

Sunday, April 22, 2018

Niedzielne czytanie - brak

Niedziela, właściwie już jej koniec. Jutro wczesna pobudka do wnuczki.

To był bardzo ładny dzień, słonecznie, kolorowo.
Tylko... nie było czytania, ani słuchania, ani oglądania.

Koniec dnia a tak jakby go nie było.

Friday, April 20, 2018

Fake News

Dzisiaj rano, w wyświetlanych tutaj polskich wiadomościach POLSAT News, obejrzałem warszawskie obchody 75. rocznicy Powstania w Getcie.
Natychmiat po zakończeniu wiadomości przełączyłem telewizor na nasze, australijskie, ABC News a tam - relacja z obchodów w Izraelu 70 rocznicy obchodów rocznicy utworzenia obecnego państwa Izrael.
Zastanowiłem się - czy rzeczywiście państwo Izrael utworzono 19 kwietnia? A może ustalono taką datę obchodów aby uczcić Powstanie w Getcie?

Zanim jednak zdołałem poszukać informacji na ten temat wytrzeszczyłem oczy ze zdumienia. Otóż w australijskiej relacji z obchodów święta niepodległości w Jerozolimie, tutejsza telewizja wyświetliła fragment obchodów warszawskich przed pomnikiem Bohaterów Getta.

Przed chwilą sprawdziłem jak to jest z tą zbieżnością rocznic.
Okazało się, że niepodległość Izraela ogłoszono 14 maja 1948 roku. Według żydowskiego kalendarza był to piąty dzień miesiąca Iyar. Ponieważ kalendarz żydowski jest księżycowo-słoneczny więc nie zgadza się z naszym, słonecznym.

Właśnie w tym roku tak się złożyło, że 5 Ijar wypadł 19 kwietnia.
I to nie jest fake news.

Sunday, April 15, 2018

Niedzielne czytanie - o strachu

Tydzień temu wspomniałem na tym blogu książkę Juliana Barnesa - Nothing to be Frightened of - Nie ma czego się bać.
Poprzednim razem wspomniałem boskie akcenty w tej książce, dzisiaj wspomnę ludzkie.

Autor pisze, że bardzo dużo myśli o śmierci i że się jej boi.
To chyba oczywiste - jakby na ten temat nie myślał, to nie miałby czego napisać.

Julian Barnes to przede wszystkim wielki erudyta.  Nic więc dziwnego, że w książce wykorzystuje wiele stosownych przykładów i cytatów.
Kręgosłupem powieści jest bardzo luźna relacja o procesie umierania rodziców autora. Rodzice (ojciec agnostyk, matka ateistka) raczej nie bali się śmierci. Według mnie słusznie, oboje doświadczyli wylewów do mózgu i w rezultacie częściowy paraliż. Do tego dołączyła się demencja.

Autor jest człowiekiem dobrze sytuowanym, jego rodzice to pokolenie solidnych i pracowitych ludzi, więc wcześniej zabezpieczyli sobie środki na spokojną starość. Na dodatek obaj synowie odwiedzali rodziców regularnie. Ale mimo to zadziwiło mnie, że autor, mając taki przykład we własnym domu, nadal beztrosko gaworzy o dumaniu na temat strachu przed śmiercią.

A gdyby tak jeszcze spojrzał poza własny ogródek...

Podczas przerwy w czytaniu zeknąłem na ekran telewizora - ABC TV - zaprezentowała reportaż o tragicznych skutkach braku wystarczającej opieki w domach starców - KLIK.
Prawdopodobnym powodem jest redukcja ilości kwalifikowanego personelu medycznego.
To zrozumiałe, australijski system opieki nad osobami starszymi pęka w szwach.

Kwalifikowany personel medyczny to jednak tylko czubek góry lodowej.
Prasa czasem donosi o przypadkach ogromnego zaniedbania pensjonariuszy domów starców. Zdarzają się przypadki wprowadzania rygorów, którym niedołężni pensjonariusze nie są w stanie sprostać.  Zdarzają się przypadki znęcania się nad pensjonariuszami.

Nie ma się czemu dziwić. Okazuje się, ze 40% mieszkańców "nursing homes" nie jest przez nikogo odwiedzanych - KLIK.  Zatem nie ma sie komu poskarżyć, nikt nie zauważy potłuczeń, oznak wygłodzenia czy zaniedbania.

A tu mi ktoś mamrocze o celowości strachu przed śmiercią.

Sunday, April 8, 2018

Niedzielne czytanie - Bóg na niektóre okazje

Ludwig Wittgenstein, filozof - KLIK - po pierwsze jest mi znany jako brat Paula Wittgensteina - pianisty - KLIK. 
Paul Wittgenstein zaś jest mi znany jako osoba, dla której Maurice Ravel dedykował koncert fortepianowy na jedną rękę - bo drugą rękę Paul stracił na froncie rosyjskim podczas I Wojny.
To pamiętam od prawie 60 lat. Wtedy usłyszałem ten koncert w Filharmonii Narodowej w Warszawie.

Po drugie zaś zetknąłem się z Ludwigiem Wittgensteinem jako filozofem.
Przyznam się, że filozofia kończy się u mnie na Sokratesie. Platon i Arystoteles są już dla mnie w niektórych miejscach niezrozumiali. Wszyscy późniejsi filozofowie są dla mnie niezrozumiali w całości.
Wittgenstein też. Jednak niektóre jego przemyślenia na temat języka trafiły do mojej wyobraźni. Nie będę tego tematu rozwijał gdyż obawiam się, że moje, inspirowane Wittgensteinem, wnioski mogą nie mieć nic wspólnego z jego teoriami.

Obecnie czytam kolejną, już chyba szóstą, książkę Juliana Barnesa - Nothing to be Frightened of - czyli - Nie ma się czego bać.
Chodzi oczywiście o śmierć.

Kwestia śmierci w dość oczywisty sposób łączy się z religią i Bogiem i tu Barnes przywołuje Wittgensteina (filozofa).
Julian Barnes deklaruje się jako agnostyk. W młodości był ateistą, ale z wiekiem utracił pewność siebie i swoich przekonań.

Otóż Ludwig Wittgenstein przez pewien czas był nauczycielem w szkole wiejskiej w Austrii. Miejscowi uważali go za zimnego ekscentryka, ale bardzo oddanego swoim uczniom.
Pewnego razu wybrał się z uczniami na wycieczkę do Wiednia. Droga powrotna była ciężka - jazda pociągiem do Gloggnitz a potem kilkunastokilometrowy marsz do rodzinnej wsi.
Było ciemno, wiele dzieci było mocno wystraszonych.
Wittgenstein podchodził do każdego z osobna i cicho mówił: Boisz się? W takim razie myśl tylko o Bogu.

Konkluzja Juliana Barnesa - wiara w Boga w niektórych okolicznościach nie zaszkodzi. Na pewno pomogła dzieciom - niestniejący Bóg chronił je skutecznie przed niestniejącymi leśnymi stworami i demonami.

Tak sobie myślę, że we współczesnym świecie wiele demonów trapiących ludzi istnieje tylko w ich wyobraźni. Wniosek - wierzyć w Boga.

Thursday, April 5, 2018

Gdy Maria Stuart miała ból głowy

...wówczas jej francuskie dwórki mówiły: Marie est malade. A najlepszym lekarstwem był dżem z pomarańczy. I tak powstała ta nazwa.


Wikipedia twierdzi, że to nieprawda - KLIK. - że wprawdzie są to przetwory z pomarańczy, ale nazwa pochodzi z portugalskiego i że oryginalnie były to przetwory z pigwy.

Moje doświadczenie jest zupełnie inne.
Marmolada - to było smarowidło gorszego gatunku. Ze śliwek albo z buraków, albo z jednego i drugiego. Marmolady nie sprzedawali w słoikach ale ucinali kostkę z wielkiej, solidnej bryły.

Relacje o życiu w obozach koncentracyjnych wspominały, że więźniowie dostawali marmoladę do chleba. Przypominam sobie, że dawano nam marmoladę na obozach wojskowych.

Natomiast w domu jadło się najczęściej przetwory sporządzone w domu. Czasami kupowało się dżem w sklepie. Ale nigdy nie był on z pomarańczy.