Wednesday, April 1, 2020

Powtórka z bankowości

Połowa tygodnia, palce świerzbią żeby cos napisać, ale co? Kolejną wariację na wirusowe podtematy?
I w tym momecie zadzwonił telefon...

Prawie dwa miesiące temu relacjonowałem TUTAJ nasze perypetie z bankiem.

Bank zaproponował polubowne zakończenie spraw za drobną rekompensatą.
Zgodziliśmy się i następnego dnia powtórzyłem tę samą operację.

Zgodnie z przewidywaniem przebieg był taki sam.
Złożyliśmy skargę, w której wspomnieliśmy, że taka sytuacja się już wydarzyła.
Bank potwierdził otrzymanie skargi, sprawdził nawet naszą poprzednią skargę poczym... nic nie zrobił.
No więc znowu, ombudsman, liczne powiadomienia o postępie sprawy, wreszcie dzisiaj wspomniany na początku telefon.

Muszę przyznać, że osoba była kompetentna i rzeczowa.
Oczywiście skończyło się na uzgodnieniu rekompensaty.

To nie było takie proste.
Z jednej strony chciałem żeby bank poczuł ciężar naszej krzywdy, ale mój rozmówca uprzedził, że bank nie ma możliwości dotacji na cele charytatywne. Rekompensata finansowa może być wpłacona tylko na nasze konto.
Z drugiej strony wcale mi nie odpowiada bycie pośrednikiem w przekazywaniu dotacji.
Rzecz w tym, że to jest dochód, który musimy zgłosić do urzędu podatkowego i do Centrelink - tutejszy ZUS.
Z urzędem podatkowym kłopot niewielki, wpłaty odliczają od dochodu. Gorzej z Centrelink, dla nich dochód to dochód, powoduje zmniejszenie emerytury.
W rezultacie zgodziłem się na rekompensatę tej samej wysokości co poprzednim razem, jakoś to przetrzymamy.

Teraz mamy dylemat - kogo wesprzeć?
W skardze zaproponowałem jak porzednio - St Vincent de Paul Bushfire Appeal - pomoc osobom dotkniętym przez pożary.
Jednak od tego czasu sytuacja nieco się zmieniła - covid-19.

Do mnie najczęściej docierają informacje o przeróżnych imprezach muzycznych mających zastąpić koncerty, które zostały odwołane/przełożone na ???
Przy okazji istnieje możliwość dotacji na jakąś instytucję muzyczną.

Kogo wesprzeć?
Pogorzelców czy artystów?
Poczułem się trochę jak Neron przed spaleniem Rzymu.

P.S. Mój rozmówca z banku wykazał się niespodziewaną przebiegłością.
Zaproponował pomoc w założeniu rachunku terminowego.
Miał rację, poprzedniego dnia sprawdziłem czy można to nadal zrobić przez internet. Można. Zamierzałem więc zrobic to natychmiast po załatwieniu bieżącej skargi.
A tu taka propozycja.
Zagrałem na zwłokę - musimy się zastanowić, sprawdzić oferty.
- W każdym razie, gdybyście się zdecydowali, to zróbcie to w lokalnym oddziale, to bardzo blisko.
- A przez internet?
- Tam jest drobna usterka techniczna, nie jestem pewien czy jest już naprawiona.

Ta usterka istnieje już od ponad pół roku, bank o tym wie i nadal oferuję tę usługę klientom?
Fantastyczne!

Sunday, March 29, 2020

Niedzielne wspomnienie soboty

Po pierwsze MS Walk.
To impreza charytatywna organizowana przez MS Society, stowarzyszenie wsparcia osób cierpiących na stwardnienie rozsiane (multiple sclerosis).
MS Walk odbywa się co roku w pierwszą niedzielę czerwca.
W tym roku wypadła ona hmmm ... 31 maja.
Oczywiście zerejestrowałem się, to miał być mój 10. występ - pełna historia TUTAJ.
Zgodnie z przewidywaniem organizatorzy odwołali imprezę.

Wczoraj dostałem powiadomienie, że w ten weekend odbędzie się wirtulna wersja imprezy.
Każdy chętny może odbyć marsz/spacer/bieg w dogodnym miejscu i może podzielić się wrażeniami na stronach społecznościowych.
Pedanci mogą włączyć aplikacje, które zarejestrują ich trasę, wynik, ilość kroków i wiele innych istotnych parametrów.
Nie interesują mnie te wszystkie możliwości natomiast odkryłem możliwość upolowania dwóch ptaków jednym strzałem.

Nasza parafia oferuje pomoc osobom, ktore mają trudności w zakupach.


Złapałem więc paczkę tych ulotek i.w drogę.
Ze swoich wizyt charytatywnych ze Św Wincentym znam miejsca i osoby, o których wielu moim bogobojnym parafianom się nie śniło.
Właśnie w tamte strony się skierowałem.
Już po wykonaniu zadania sprawdziłem swoje osiągnięcie w google..
Przeszedłem około 2 km. Standardowy marsz wokół Albert Lake to 5 km.
Wyznam, że te sobotnie 2 km zmęczyło mnie ogromnie. Trzeba popracować nad formą.

Po drugie wirtualny koncert.
Realności dodawał mu fakt, że za wstęp trzeba było zapłacić prawdziwą gotówką, bitcoin nie przyjmowali. 
Bilety można było kupować tylko do chwili rozpoczęcia koncertu. Nie było szansy zobaczenia koncertu w innej porze.

Wykonawcy - zespół Latitude37 okrojony z trzech do dwóch osób - Laura Vaughan - wiola da gamba, Donald Nicholson - klawesyn. 




W programie utwory Marina Marais i Louis Couperina.
Przyznam się, że o tym pierwszym dotąd nie słyszałem. Z wikipedii dowiedziałem się, że był uznanym mistrzem kompozycji na wiolę - Wikipedia 
Próbka jego muzyki TUTAJ.

Wracam do koncertu.
Znana nam scena Atenaeum Theatre.
Wykonanie nie całkiem idealne.
Udany wieczór.

Saturday, March 28, 2020

Ekonomia po grecku

Myślę, że większość ludzi ma już po dziurki w nosie rozważań na tematy związane z wirusem więc dodam jeszcze jedno.

Dzisiaj rano w tv zaprezentowali coś oryginalnego.
Otóż wczoraj, w piątek, na końcu długiej kolejki klientów Centrelink-u czyli naszego ZUS-u ( to osoby, które w ostatnich dniach straciły pracę ), stanął bardzo zwyczajny pan, wyjął z torby grubą paczkę banknotów 100-dolarowych i zaczął wręczać osobom w kolejce.

Dzisiaj dowiedziałem się szczegółów.
Był to właściciel kawiarni, który w czwartek musiał zamknąć swój byznes.
W piątek obudził w stanie niepokoju, nie potrafi, nie może siedzieć bezczynnie.
Co praktycznego może zrobić?
Jedyne co mógł, to poszedł do banku, podjął ze swojego konta maksymalną kwotę, jaką można było podjąć - $10,000 i dalej jak w poprzednim paragrafie.

Cała telewizyjna relacja tutaj - KLIK.

Zadziwiła mnie jego elokwencja i swoboda przed kamerą. Według mnie dorównywał czołowym komentatorom ekonomicznym.
I do tego ta wypowiedź w 4min 27 s relacji.
W kraju obowiązuje izolacja a rząd szykuje pakiet stymulujący gospodarkę.
Toż to bez sensu - wszak stymulacja oznacza interakcję, ożywienie relacji, to jest zaprzeczenie izolacji.
W obecnej sytuacji ludzi potrzebują spraw najprostszych - dachu nad głową, ciepła i pożywienia.
To praktycznie oznacza - gwarancje pozostania w wynajmowanym mieszkaniu, gwarancję ciągłości dostaw elektryczności, gazu i wody, pomoc finansowa na wyżywienie się.

A co to ma wspólnego z Grecją?
Dobroczyńca pytany o motywację powiedział - wiele lat temu przybyłem do Australii z Grecji. Jako 6-letnie, głodne i przestraszone dziecko. Wszystko co osiągnąłem zawdzięczam temu krajowi. W obecnej sytuacji to jest jedyne co mogłem zrobić.

Thursday, March 26, 2020

Women's power

Cala egzystencja podporządkowana globalnej walce z Covid-19.
Spraw tak wiele i tyle w nich sprzeczności, że dzisiaj tylko dwie obserwacje.

Pierwsza - tytułowa.
Otóż nasz rząd i krótko ostrzyżony premier słusznie zauważyli, że zawodem szczególnie narażonym na zarażenie są pracownicy zakładów kosmetycznych.
Wprowadzili więc ograniczenie czasu zabiegu w takim zakładzie do 30 minut.
Natychmiast rozpętało się piekło.
W dzienniku tv i dookoła wypowiadało się wiele zainteresowanych, wszystkie były ogromnie oburzone, uznały to ograniczenie za drwinę graniczacą z torturą.
Nic dziwnego że już kilka godzin później ograniczenie wycofano - KLIK.

Druga - żartobliwa.
Zawieszono działalność restauracji i wszelkich lokali oferujacych posiłek/napój przy stoliku.
W dzienniku tv, pan komentujacy sprawy ekonomiczno gospodarcze zaprezentował jak zwykle wiele wykresów, wszystkie wskazuja spadek.
Najbardziej dramatyczny spadek - rezerwacji stolików w restauracjach - do zera.
- Następny etap - powiedział prezenter - to spadek poniżej zera.
Negatywne rezerwacje? Co to znaczy?
- Znaczy, że personel restauracji zaprosi się na obiad do ciebie.

Trzecia obserwacja - niezapowiedziana.
Jeden z komentatorów ekonomicznych zauważył, że jak tak dalej pójdzie, to rząd może być zmuszony sięgnąć do kieszeni ludzi zamożnych.

Coś podobnego!
Wspomnę, że kiedyś spisałem 40 lat swojego życia w PRL i zatytułowałem to  - Dziecko Komuny.
Czyżby czekała mnie druga młodość?

Tuesday, March 24, 2020

Życie w cieniu wirusa

Codziennie dowiadujemy się o nowych obostrzeniach, na razie sytuacja jest dobra, ale jeszcze nie beznadziejna.

Ta dobra strona, to wolność poruszania się.
Odwiedziłem supermarket Woolworths. Stoiska z jarzynami, owocami, nabiałem - palce lizać.
No, w przypadku jajek, może tylko kciuk.
Personel bardzo sympatyczny.

Nasz kościół parafialny.


Wprowadzili "live streaming" codziennej porannej mszy.
Przed chwilą dostałem wiadomość, że od jutra będzie codzienne, godzinne, wystawienie monstrancji w namiocie na kościelnym parkingu. Parafianie mają pozostać w samochodach i wyłączyć silniki.

Nasi potrzebujący (Society of St Vincent de Paul).
Nie wolno nam odwiedzać ludzi w domach.
Dzisiaj były trzy wezwania.
Przedyskutowałem z klientami telefonicznie ich potrzeby i razem z partnerem podjechaliśmy pod ich domy i przekazaliśmy vouchery w drzwiach.

Nasze potrzeby.
Potrzeby materialne zaspokojone.
Muzyka -
Melbourne Symphony Orchestra (MSO) wprowadziła "streaming" swoich koncertów - KLIK.
Inna ciekawa inicjatywa to Melbourne Digital Concert Hall - KLIK.
W tym przypadku chętni muszą kupić bilety po $20, nie ma zniżek dla seniorów, i za to dostaną kod do "live streaming" wybranego koncertu.
Ciekawe, spróbujemy z tę sobotę.

Migawka z pory lunchu.


Nasza córka przeniosła się z rodziną na farmę.
Na razie dostarczyła nam rydze.
Okazały się gustownym dodatkiem do mojej typowej sałaty z awokado i czosnkiem.

Dodatkowym, antywiruswym, elementem była wódka.
Moja, zasadnicza, żona zażyczyła sobie Absolut.
Ja, typowy sobiepan, nalałem sobie wódki Sobieski.

Na zdrowie.

Sunday, March 22, 2020

Niedzielne celebrowanie

... na internecie.

Diecezja katolicka Melbourne zawiesiła publiczne odprawianie mszy.

Nasza parafia uaktywniła swoją stronę internetową i dzisiejszą mszę można było oglądać "real time".
Zapaliliśmy więc świeczkę i uczestniczyliśmy.

Msza była taka jak zawsze natomiast brak parafian dookoła robił mi dużą różnicę.
Prawdopodobnie świadczy to o moim przyziemnym charakterze.
Zgadza się.

W związku z brakiem wiernych na mszy odpadło mi coponiedziałkowe zadanie - liczenie pieniędzy zebranych na tacę.
Oczywiście istnieje możliwość "dawania na tacę" kartą kredytową, przelewem bankowym itp.
Jednak mimo to co poniedziałek wpłacaliśmy do banku około A$2,000 gotówką.
Mam nadzieję, że parafianie zdołają się przestawić na nową technologię.

W tym zamieszaniu ostała się moja domena - świeczniki wotywne.
Spodziewam się wzrostu przepału gdyż wprawdzie nie ma mszy z udziałem wiernych, ale kościół pozostaje otwarty cały dzień.
Zajrzałem tam wczoraj. Monstrancja na ołtarzu, 4 do 6 osób w ławkach, świeczki się palą.

Aktualizaja - poniedziałek - rząd zarządził zamknięcie wszystkich imrez i zgromadzeń publicznych, w tym równiez kościołów. A zatem jutro będzie ostatnie czyszczenie przed dłuższą przerwą.

P.S. Zajrzałem przed chwilą na stronę z mszą. Licznik wskazywal 844 wizyty.

Thursday, March 19, 2020

Jeśli czwartek

... to odbieramy dzieci ze szkoły a przy okazji sprawdzam stan czystości noclegowiska bezdomnych.
Tydzień temu zgłosiłem do rady dzielnicowej gotowość uczestnictwa w czyszczeniu.
To pomogło. Dostałem powiadomienie email, że zorganizowali ekipę czyszczącą, mnie do niej nie włączyli, i że zabierają się do działania.
Wczoraj dostałem telefon - sprzątnęli, jeszcze tylko usuną supermarketowy trolley .
Dzisiaj wyglądało to tak -


Jak widać materac zostawili i nawet ułożyli na nim poduszkę. 
Te ciemne plamy w dole, na prawo od materaca, to już ślady funkcji fizjologicznych lokatora. Chyba czuje się w tym miescu bezpiecznie gdyż pozostawił tu sporo dobytku.


Skoro już jestem przy tym temacie, to wspomnę o zaleceniach "mojego" Stowarzyszenia św Wincentego a Paulo.
W związku z atakiem wirusa mamy się nie spotykać z osobami proszącymi o pomoc. Cała rozmowa ma być przeprowadzona telefonicznie a pomoc (vouchery na żywność i do naszych sklepów) mają być podane w kopercie w drzwiach.

W tym samym temacie, ale na innym froncie -
W supermarketach wprowadzono godzinę zakupu dla seniorów i osób niepełnosprawnych.
Od 7 do 8, czyli zaraz po wyłożeniu na półki świeżych dostaw, wstęp do sklepu mają tylko osoby należące do powyższych kategorii.

W PRL nazywało się to - szoruj babciu do kolejki - KLIK.

Wednesday, March 18, 2020

Nieudana ucieczka

Dzisiaj dwójka najmłodszych wnucząt miała dzień wolny od szkoły więc mobilizacja babci i dziadka.
Coś się zgadało o grzybach więc zawiozłem ich do pobliskiego niewielkiego parku.



Kanie.
To tylko dwa drobne zdjęcia. Grzyby były za każdym zakrętem. Od ponad tygodnia mamy piękną, ale suchą pogodę więc grzyby też wyschły i większość nie nadawała ssie do spożycia.
Nie muszę chyba wspominać, że jeszcze nie spotkałem w Melbourne człowieka który zbierałby grzyby w lokalnych parkach a więc tych nadających się do spożycia było również o dużo za dużo.
Wziąłem trochę, za parę dni ma byc deszcz to zajrzę znowu.

Zaś między grzybami były tajemnicze jeziorka.



A między jeziorkami Gracie odkryła, no właśnie, co ona odkryła?




Po chwili dyskusji zgodziliśmy się, że są to przyrządy nawigacyjne zaczarowanego parku.

Na dodatek Gracie znalazła ścinek pnia drzewa, do którego Ambroży włożył wskazówkę i mieliśmy na początek zegar słoneczny.


Pora wracać do domu.
Gracie położyła zegar słoneczny na przednim siedzeniu samochodu


Ruszyliśmy i przez chwilę pomyślałem - a może zdać się na ten zegar słoneczny i pojechać tam dokąd nas poprowadzi.

Drugą opcja była jazda do domu gdzie czekała na nas zupa pomidorowa z makaronem babcinej roboty.
Nieopatrznie powiedziałem o tym dzieciom.
Rezultat wiadomy.

Jeszcze rzut oka na część naszego plonu i wracamy do codziennej rutyny.



Sunday, March 15, 2020

Niedzielne virowanie

Dzisiejsze czytanie, Ewangelia wg św Jana.

Niestety większość jego Ewangelii jest dla mnie zbyt mglista żeby cokolwiek dyskutować czy rozważać.
Wracam więc do rzeczywistości.

Wyznam, że temat wirusów jest dla mnie równie nienadający się do dyskusji. Według mnie wszystko zależy od aktualnych decyzji władz a te decyzje będą arbitralne. Więc o czym gadać?

Sprawozdanie z sytuacji bieżącej?
Mieszkam w Australii, ale chyba mam tu bardzo niewielu czytelników zaś czytelnicy z innych krajów nie mają żadnych powodów żeby szczególnie interesowac się decyzjami australijskich władz więc wspomnę tylko, że na razie nie ma żadnych drakońskich decyzji.

Dla nas najistotniejsze jest, że póki co szkoły funkcjonują. Spodobała mi się argumentacja - jeśli zamkniemy szkoły to wielu członków personelu medycznego będzie musiało przestać przychodzić do pracy a to, w rezultacie, jest większym zagrożeniem dla stanu zdrowia obywateli niż groźba przypadków choroby w szkole.

Na innym froncie walki, moim prywatnym - ze śmietniskiem w pobliżu szkoły dzieci.
Wspominałem, że zgłosiłem do rady dzielnicowej gotowość udziału w akcji porządkowej. To ich wyraźnie przestraszyło. dostałem podpisany imieniem i nazwiskiem email, w którym autorka powiadamia, że już organizuje ekipę czyszczącą i w ciągu kilku dni oczyszczą a potem będą regularnie sprawdzać.
No, najpierw ja ich sprawdzę.

A na marginesie... to już nie pierwszy raz zdarza się, że gdy zgłaszam chęć przyłączenia się do jakiegoś projektu, otrzymuję informację, że bardzo dziękują, ale wzięli się tak ostro do roboty, że już nie jestem potrzebny.
Nie mogę się zdecydować, czy to świadczy o mojej nieprzydatności czy skuteczności.

I tak przevirowałem niedzielę.

P.S. Dziwi mnie bardzo mała ilość informacji o rozwoju sytuacji wirusowej w Chinach.
Przecież oni są ponad 2 miesiące do przodu, dobiegają sygnały, że są pierwszym krajem, w którym sytuacja się poprawia.
Więc dlaczego nie przyglądamy się liderom?

Thursday, March 12, 2020

Nadzieja w dzieciach

Dzisiaj czwartek - dzień spotkania z wnukami.
Najpierw odbiór ze szkoły.
Australia dość beztrosko traktuje epidemię wirusów.
Mamy więcej zarażeń niz Polska, chyba 2 przypadki śmiertelne, a nie zamyka się szkół, nie odwołuje imprez publicznych itp.
Mam nadzieję, że nie trzeba będzie tego zmieniać.

W szkole wnucząt było jak zwykle gwarnie i chaotycznie. Funkcjonowały czwartkowe stoiska z żywnością. Większość wyprodukowana w domach rodziców. Poważna grupa producentów to kobiety z Etiopii i Sudanu.

Oczywiście nie omieszkałem sprawdzić zabałaganionego miejsca na pobliskim parkingu - KLIK.
Sytuacja bez zmian. Wysłałem kolejne powiadomienie do rady dzielnicowej deklarując gotowość czynnego włączenia się do sprzątania.
Ponieważ sprawa jest rozwojowa to sygnalizuję ją na moim anglojęzycznym blogu - KLIK.

Ale nie o tym miałem pisać.
Jak zwykle w czwartek, nasz wnuk Ambroży po krótkim odpoczynku w domu, jedzie na trening koszykówki.
Dzisiaj towarzyszył mu kolega z klasy.
O czym rozmawiali dwaj trzecioklasiści?
O epoce lodowcowej, o tym które zwierzęta wyginęły w tym okresie, które przetrwały. Jak przetrwały.
Łza się w oku kręci - toż identyczne rozmowy prowadziłem ze swoimi kolegami 70 lat temu.

Zaczął się trening.
W którymś momencie na salę weszła bardzo zadbana pani z córką. Zapewne jej syn uczetniczył w treningu. Pani zapatrzyła się w ekran smartfona. Jej córka rozglądała się bezradnie po sali.
Znam tę dziewczynkę, 2 tygodnie temu była ze mną na treningu nasza wnuczka i dziewczynki bawiły się ze mną piłką. Na marginesie wyznam, że omal nie wyzionąłem ducha podczas tej zabawy.

Dziewczynka przytuliła się do matki, a ta przygarnęła ją i zaczęła głaskać w okolicach ucha nie odrywając wzroku od smartfonu.
Zrezygnowane dziecko położyło się na podłodze i próbowało bezskutecznie zasnąć.
I wtedy zauważyło mnie.

Dziewczynka poderwała się na równe nogi i wybiegła na korytarz.
Wiedziałem o co chodzi - spodziewała się, że tam jest nasza wnuczka.
Po chwili wróciła zasmucona, spojrzała na mnie pytająco, a może z wyrzutem?
Wziąłem piłkę i wskazałem na nią pytająco - czy chcesz się pobawić?
Twarz dziewczynki rozjaśniła się.
Spytałem więc matki, ta wyraziła zgodę i następne pół godziny spędziliśmy na zabawie. Nauczony doświadczeniem starałem się zbytnio nie nadwerężyć, ale dziecko i tak było zadowolone.

Czyli przez te 70 lat dzieci się nie zmieniły.
Reszta jest milczeniem.


Wednesday, March 11, 2020

Urodziny wielkiego B

Miesiąc temu wspominałem urodziny Luigi Boccheriniego, ale ten rok upływa zdecydowanie pod znakiem urodzin (250) Ludwiga van Beethovena.

Okazja jest tak przytłaczająca, że nie będę tu pisał o okazji, tylko o tym przytłaczaniu.

Moje radio, ABC FM, od pierwszego dnia roku narzuciło ostre tempo. W porywach osiągali czasem chyba ponad 6 godzin muzyki jubitata dziennie.
Co gorsza potrafili powtórzyć ten sam utwór, najczęściej był to któryś koncert fortepianowy, kilka razy w jednym tygodniu.

Zauważam pewną metodę w tym szaleństwie.
Były koncerty fortepianowe, potem dominowały symfonie, teraz pojawiają się utwory nieokreślonej kategorii, n.p. dzisiaj Uwertura koncertowa Egmont - KLIK.

Mam nadzieję, że wkrótce przyjdzie pora na utwory kameralne - sonaty, tria, kwartety.

Jak dotąd byliśmy na jednym Beethovenowskim koncercie. Wykonawca - Corpus Medicorum - orkiestra symfoniczna złożona z profesjonalistów medycznych.
Zatem amatorzy, ale na całkiem dobrym poziomie.
Tacy jakich lubię słuchać gdyż z jednej strony prezentują na tyle dobry standard, że słuchanie ich sprawia przyjemność, z drugiej - zawsze zgotują jakąś niespodziankę.

Tym razem w programie mieli IV Koncert Fortepianowy i V Symfonię.
IV koncert fortepianowy. Jakoś tak się złożyło, że w młodych latach słuchałem tego koncertu dość często, również  w Filharmonii Warszawskiej, natomiast V Koncert usłyszałem znacznie później.
Zrobił na mnie ogromne wrażenie, zgodzę się z opinią, że jest to najlepszy koncert fortepianowy, ale jednak stary sentyment trwa - wolę Czwarty.

Koncertowe niespodzianki medycznych muzyków?
W koncercie fortepianowym niespodziankę sprawił według mnie pianista, świetny pianista - Stefan Cassomenos. W którymś momencie zagrał zbyt szybko i orkiestra pozostała nieco z tyłu. Sympatyczne były ich wspólne starania aby wyrównać tempo.
Niespodzianka w V Symfonii... to ta symfonia rozpoczynająca się głośnym Bum-Bum-Bum-Bum - KLIK.
Proszę posłuchać od 23:10. Tam orkiestra gra  dość cicho i tajemniczo. Otóż Corpus Medicorum, oni też tak zagrali, ale tak jakoś po urwisowsku, jakby skradali się na palcach i chcieli kogoś czymś zaskoczyć.
Ech, co tu pisać, było, minęło.

Nie mogę się powstrzymać i nie wspomnieć IX Symfonii.
Bardzo jej nie lubię.
A już najbardziej Ody do Radości.
Idea powszechnego braterstwa ludzi wydaje mi się nienaturalna.
Nie będę tu rozszerzał tego tematu, wspomne tylko, że nieodłącznie kojarzy mi się z powiedzeniem dobrego wojaka Szwejka:

Gdyby wszyscy ludzie życzyli sobie nawzajem dobrze, toby sobie niedługo łby pourywali

Sunday, March 8, 2020

Niedzielne świętowanie - Święto Kobiet

Dzisiejsze czytania liturgiczne nieco mnie przytłaczają, skierowałem więc uwagę na muzykę.
W dzisiejszym dniu jest to muzyka rodzaju żeńskiego i to nie chodzi jedynie o gramatykę, ale przede wszystkim o twórczość.

"Moje" radio, ABC FM, już od czterech dni nadaje głównie, a może wyłącznie, muzykę skomponowaną przez kobiety.
Ja nie będę tak skrupulatny, bardziej gruntowny wpis w tym klimacie napisałem rok temu - TUTAJ..

Dzisiaj najbardziej odpowiadała mi kompozycja Rain Puzzle australijskiej kompozytorki Eleny Katz-Czerin. TUTAJ wykonana dzisiaj w studio radia ABC, w towarzystwie Tamary-Anny Cislowskiej.

Thursday, March 5, 2020

Syf i malaria

Co czwartek odbieramy wnuczęta ze szkoły.

Już 3 tygodnie temu, tuz pod szkołą, 20m od wejścia do kancelarii, zobaczyliśmy taki widok...




To jest teren parkingu należącego do kilku okolicznych firm. Wprawdzie wszystkie miejsca są zarezerwowane dla praconików firm, ale z parkingu korzysta kilku rodziców odbierających dzieci ze szkoły. Jedno z rodziców zostaje w samochodzie, a drugie przyprowadza dziecko.
Tak samo robimy my.

Ku mojemu zaskoczeniu, taki sam stan zastałem w następnym tygodniu.
I w pozanastępnym, czyli tydzień temu.

Czyżby nikt nie zauważył, nikt nie zgłosił do urzędu miejskiego, którego siedziba jest około 80m. od tego miejsca?
Pomyślałem, że może wszyscy pomyśleli tak jak ja i natychmiast po dostarczeniu dzieci do domu, zgłosiłem sprawę do urzędu miejskiego z kopią do kierownictwa szkoły. Załączyłem powyższe zdjęcia.
Kierownik szkoły zadzwonił do mnie następnego dnia z podziękowaniem. Powiedział, że zgłasza sprawę regularnie do kilku instytucji, również do policji gdyż podobno jest to miejsce odwiedzane regularnie przez osoby uzależnione od narkotyków.
Urząd miejski potwierdził otrzymanie mojego zgłoszenia.

Dzisiaj zastałem taki widok.



Po powrocie do domu znalazłem email od urzędu miejskiego.
Odpowiedzieli, że... lepiej skopiuję odpowiedź:

Council is aware that people have been sleeping rough at this site and we have been working closely with our local homelessness outreach service to engage with people at the site.
Whilst we have no current plans to move on any of the people at the site, we will continue to clean and check it on a regular basis. -- pogrubienie moje.
 As the photos you have provided show a fair amount of food scraps present, we will aim to organise another clean of the site in the coming days.
 You may be aware that there is a critical shortage of affordable housing across Australia, in particular in the inner suburbs of our major cities. In Yarra there are no private rental properties that a person on a Centrelink income can afford, and there are very few alternatives for people sleeping rough....

Czyszczą regularnie???
Toż ten sam bochenek chleba leży tu od 3 tygodni.

Postarają się zorganizować inne, czyste, miejsce dla bezdomnych?


Odjęło mi mowę.

Tuesday, March 3, 2020

Jesień

W niedzielę, 1 marca, australijscy użytkownicy Google zostali powitani sezonowym pozdrowieniem.

U nas pory roku zaczynają się pierwszego dnia odpowiedniego miesiąca.
Uważam to za politycznie poprawne rozwiązanie.

Wiązanie pór roku z jakimiś astronomicznymi zjawiskami dyskryminuje ludzi ze względu na poziom wykształcenia i tradycje.
Biurokratyczne zarządzenia są neutralne.

Dzisiaj pierwszy wtorek marca.
Dla mnie jest to Super Tuesday - dzień liczenia osób jadących na rowerach do pracy.
Robię to już od wielu lat.

Jako weteran tej akcji mam pierwszeństwo wyboru miejsca.
A więc - niezbyt daleko od domu i niezbyt ruchliwe skrzyżowanie.

W tym roku wybrałem jednak bardziej ruchliwe miejsce, w sąsiedztwie przebudowanej stacji kolejowej. Przedtem było to jednopoziomowe skrzyżowanie ze szlabanami a więc tworzyły się długie korki.

Teraz...



Rowerzyści też mają dobre warunki


Dla mnie nieco frustrujący był brak rowerzystów na przydzielonych im pasach.

Po kilku minutach zapoznałem się lepiej z otoczeniem i zrozumiałem przyczynę.

Zamiast jechać na pasach, czekać na światłach w sąsiedztwie samochodów, robią sobie skrót i przejeżdżają pod kolejowym mostem.

Roi się tam od pieszych, są oczywiście znaki nakazujące zsiąść z roweru


Ale rowerzyści uwielbiają wolność.
Nikt nie zsiadł.
Podczas mojego 2-godzinnego dyżuru było tylko jedno zderzenie. Na szczęście zderzył się równy z równym. Nikomu nic się nie stało i pojechali dalej.


Poza tym był to bardzo spokojny czas.
Dyżur umilało mi sąsiedztwo pięknej, soczystej trawy.


Kilkakrotnie tego lata wspominałem, że Melbourne uniknęło klęsk suszy i pożarów.

Sunday, March 1, 2020

Niedzielne czytanie - bezgrzeszne zło

Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.
A zasadziwszy ogród w Edenie na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z  gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła.
A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: «Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?»
Niewiasta odpowiedziała wężowi: «Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli».
Wtedy rzekł wąż do niewiasty: «Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło».
Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią, a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i  zrobili sobie przepaski.
Księga Rodzaju 2, 7-9; 3, 1-7
Dla mnie to bardzo inspirujący do rozmyślań fragment Biblii.
Poznanie (rozróżnienie) dobra i zła.
Skłania do wniosku, że Adam i Ewa przed spożyciem zakazanego owocu nie różnili się od zwierząt.

Rozglądam się po otaczającym mnie świecie.
Czy ludzie rozróżniają dobro i zło?
Na pewno tak. Jeśli komuś dzieje się krzywda, to jest to zło.
Ale nie stoi już za tym żaden autorytet o wymiarze boskim.
Właściwie, to nie stoi żaden autorytet.
Najczęściej pozostaje tylko empatia.
Pomijam przepisy prawne gdyż rozważam moralną stronę zagadnienia.

Ale spórzmy trochę dalej - zło na wielką skalę - głód, nieludzki wyzysk, wojny.
Weźmy najbliższy przykład - wojna w Syrii.
Czy na jakimś etapie ktoś popełnił grzech?
Mnie jest nawet trudno rozpoznać czy ktoś zrobił coś złego. Na pewno macza w tym palce sporo instytucji, które mają na oku tylko własne interesy, ale jednak u podstaw leży chyba błąd w ocenie sytuacji i przewidywaniu skutków.
Rezultatem jest jednak ZŁO.

Wspomniałem o zmniejszeniu roli, zaniku, boskiego autorytetu.
Czy w tej sytuacji Bóg jeszcze interesuje się tym światem, na który praktycznie nie ma już żadnego wpływu?

Saturday, February 29, 2020

Przestępniacy

29 luty.

Przeglądarka Google Chrome przywitała mnie okolicznościową stroną.
Gdy w nią kliknąć pokazuje się lista znanych osób urodzonych w tym dniu:


????

Klikam w podany ponizej link do strony February 29 Birthdays, zjeżdżam dość daleko w dół. Na 20. pozycji znajduję:




Gioachino Rossini :)

Przypomina mi się dowcip z dawnych lat:

Góral chciał zapisać się do partii.
Zaprosili go na rozmowę wstępną. Po kilku pytaniach personalnych pytania natury ogólnej. Pokazują mu zdjęcie, na zdjęciu trzy portrety.
- Znacie te osoby?
Góral spogląda i kręci przecząco głową.
- Toż to Marks, Engels, Lenin. Nie znacie twórców komunizmu?
Góral rozkłada ręce i wyciąga jakieś zdjęcie -
- A wy, znacie te osoby?
Na zdjęciu jakieś osoby w góralskich strojach.
- Nie znamy.
- Toż to Staszek Krzeptowski i Józek i Maryśka Słodyczków?
Komisja rozkłada bezradnie ręce.
- No widzicie. Wy macie swoich znajomych a ja mam swoich.

Tak samo ze mną.
Gdzie nie spojrzę napotykam nieznane twarze, obce mi zwyczaje, niezrozumiałe procedury.
Pora się stąd wynieść.


Póki co wyłączę komputer i nie będę włączał telewizora.

P.S. Z ostatniej chwili!!!

Przed wyłączeniem komputera zajrzałem na stronę blogową, z której autorką współpracuję już od 7 lat. Umieściła na swojej stronie wiele moich wpisów.
Umieszcza nowy wpis codziennie kilka minut po północy czasu europejskiego a więc właśnie powinien był się pojawić.


Ja tu marudzę, składam dramatyczne deklaracje, że coś tam wyłączam.
Śmieszne.
Wielki Brat czuwa nad wszystkim i to ON zdecyduje kiedy mnie wyłączyć.

Thursday, February 27, 2020

Starych aptek czar

W naszej, dotychczas cichej i spokojnej dzielnicy dzieje się coś rewolucyjnego.

Przez długie lata, odkąd jesteśmy w Australii, a pewnie znacznie dłużej, korzystaliśmy z usług lokalnej apteki - Pharmacy



W ostatnich tygodniach, po drugiej stronie ulicy rośnie konkurencja...

...
Chemist Warehouse - jakoś kojarzy mi to się z wojną (War) , do tego chemiczną - brrrrr

Na początek więc nawiążę do tytułu.
Starych aptek czar...
Apteka, którą pamiętam najlepiej, to apteka Gierałtowskiego w Kielcach.
Proszę zajrzeć TUTAJ. Jest tam kilka zdjęć ze wspomnianej apteki, właśnie tak ją pamiętam.
Mniej dokładnie, ale jednak intensywnie pamiętam jej zapach. Nie potrafię go nazwać, to był dla mnie po prostu zapach apteki.
Większość leków robiono na miejscu, po odbiór trzeba było przyjść za kilka godzin.

To było wspomnienie z dzieciństwa.
Potem apteki jakoś zniknęły z mojej pamięci.
Przypomnały mi się dopiero w 2001 roku, we Włoszech.
Byłem tam na zawodach narciarskich. Mój znajomy, po wyścigu narciarskim, przypomniał sobie, że skończyło mu się Calcium-Magnesium - pigułki, które zapobiegają skurczom mięśni.
Wstąpiliśmy wiec do apteki.
To było niewiekie miasteczko, tylko jedna apteka, od progu uderzył mnie ten zapamiętany z dzieciństwa zapach przyrządzanych na miejscu leków.
- Calcium-Magnesium - aptekarz, kiedyś mówiło się: magister, spojrzał na nas ze smutnym uśmiechem - oczywiście, możemy to dla pana zrobić. Będzie gotowe za jakąś godzinę, może troche dłużej.
Znajomego zatkało.
- Godzinę? Przepraszam, ale my tu jestesmy przejazdem, to już spróbuję w większym mieście.

- Niebywałe! Żeby nie mieli Calcium-Magnesium? - dziwił się po wyjściu z apteki.
Przyznam się, że i ja się dziwiłem.

W mojej lokalnej aptece, tej na pierwszym zdjęciu, nie robią żadnych leków, mają gotowe  Calcium-Magnesium, ale jednak czegoś mi żal.
Może tej kasjerki, która udziela w ojczystym języku długich rad swoim greckim rodakom. Może tego "magistra", Chińczyka. Może po prostu tej przestrzeni.

Za kilka tygodni zastąpi ją Chemist Warehouse, farmaceutyczny supermarket. Znam go dobrze z natrętnych reklam w telewizji.
Znam zresztą również z autopsji - ściśnięte rzędy półek ze ściśniętymi używkami, suplementami i innymi specyfikami, które przez cały dzień reklamuja na komercyjnych kanałach TV.

Przypomniał mi się wiersz z dziecinnych lat:

Daremne żale, próżny trud,
Bezsilne złorzeczenia!
Przeżytych kształtów żaden cud
Nie wróci do istnienia.
....................

              Adam Asnyk.

Sunday, February 23, 2020

Niedzielne czytanie - a co z przyjaciółmi?

"A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie."
Ewangelia wg św Mateusza 5: 39:42

A ja czuję nadal zgagę po wczorajszym doświadczeniu.

Kilka dni temu mieliśmy charytatywną wizytę w wielodzietnej rodzinie. Matka + 7 dzieci, wspominałem o nich kilka razy na tym blogu.
Po raz pierwszy spotkaliśmy chyba cały komplet.
Co za miłe spotkanie!
Matka z dwójką maluchów była w odwiedzinach u sąsiadki. Po naszym telefonie wróciła do domu, sąsiadka pomagała jej pchać obładowany dziecięcymi drobiazgami wózek. Za chwilę zaczęły do domu wracać ze szkoły pozostałe. Nieco zagniewane na matkę gdyż myślały, że spotka je na przystanku autobusowym.
W tym przyjaznym gniewie wyglądały pięknie.
Bo one są po prostu niezwykle urodziwe, cała starsza piatka, dziewczynki i chłopcy.
Ja to mówię, stary, europejski seksista.

Do tego widać, że zadbane. Porządne, wyprasowane mundurki szkolne, zawiązane sznurowadła, włosy w porządku.
Przerosiliśmy je za zawracanie matce głowy, chwila przyjaznej konwersacji, daliśmy matce vouchery na  żywność i w optymistycznym nastroju zakończyliśmy wizytę.

Pozostał jeden drobiazg - zepsuty telewizor.
Mój partner znalazł funkcjonujący telewizor w sklepie naszego Stowarzyszenia i poprosił mnie abym pomógl go dostarczyć.
Gdy spotkaliśmy się w sobotę nie miał wesołej miny:
- Rozmawiałem z klientką wczoraj żeby uzgodnić czas dostawy. Miała trudności z mówieniem, moim zdaniem jest na dragach.

Zajechaliśmy. Piękny, słoneczny dzień. Dom zamknięty na cztery spusty, zasłony w oknach zaciągnięte.
Dzwonimy, pukamy. W końcu odzywają się dziecięce głosy. Przedstawiamy się, słyszymy trochę śmiechów, przepychanek, wreszcie drzwi otwierają się.
W środku, to jest pierwszy raz kiedy mieliśmy okazję zajrzeć do środka, niezwykły nieład, ciemno, najmłodsza dwójka, a może trójka, klika w jakieś gry czy filmy na smartfonach. Na środku pokoju tapczan, na nim ktoś śpi.
Dopiero po chwili orientuję się, że to matka.
Rozglądamy się za miejscem na telewizor, nie widzimy, tam nie ma miejsca na nic.
Matka nie da się dobudzić, zresztą to nic nie pomoże. Dzieci zachowują się beztrosko, najwidoczniej nie jest to dla nich nowa sytuacja.

Szybko przypominam sobie co o nich wiemy:
 matka owdowiała 7 miesięcy temu, musiała się wynieść z rodzinnego domu ze względu na konflikt z rodziną męża. Przebywała jakiś czas w azylu dla kobiet, potem wprowadziła się tutaj, dzieci przebywały nadal kilka miesięcy w jakimś ośrodku opiekuńczym. Przez pewien czas była często odwiedzana przez policję.

Decydujemy się postawić telewizor na podłodze, muszą później zdecydować gdzie  ma stać. Tłumaczymy to dzieciom a one perswadują matce aby się przeniosła do sypialni. Przesuwamy tapczan na bok i wnosimy telewizor.
To jest monster, grubo za dużo na mój nadwerężony kręgosłup. Uffff.
Pytamy dzieci czy są OK, odpowiadają wesoło, że tak. Wychodzimy.

Dopiero w domu zdaję sobie sprawę jaka ze mnie fujara.
To chyba ten wysiłek fizyczny zaćmił mi umysł. Pewnie dołożyła się do tego beztroska mojego towarzysza, który dużo lepiej zna problemy nowoczesnych rodzin i urzędowe procedury.

Sobotnie popołudnie, do kogo się zwrócić?
Nie działają żadne instytucje, pozostaje tylko numer 000 - policja.

Policja?
Mam silne opory. Najwyraźniej to nie jest nowa sytuacja, chyba nie ma zagrożenia życia czy zdrowia, taka doraźna interwencja może popsuć relacje rodzinne, zachwiać zaufanie.
Sięgam po metodę rodem z zapiecka - dzwonię do sąsiadki, proszę żeby się zorientowała czy dzieci są w porządku, czy mają szanse na gorący posiłek.

Po godzinie dwonię znowu.
Sąsiadka relacjonuje, że matka w międzyczasie się obudziła, w tej chwili gdzieś wyjechała. Sąsiadka pomogła dzieciom nastawić obiad, zajrzy do nich wieczorem.
Jakaś ulga.

Dzwonię do prezesa naszej grupki ochotników, wykazuje wiele jak to się nazywa?... empatii, ale w jej tle czuję obawę przed odpowiedzialnością jeśli coś się stanie.
Co racja, to racja.

W poniedziałek zrelacjonuję przypadek w lokalnym oddziale Stowarzyszenia, Tam jest silna grupa specjalistów od poprawności wszelkiego rodzaju.

Dzisiaj w Ewangelii - miłuj wrogów.
A co zrobić kiedy wrogów trudno znaleźć, jest za to masa przyjaciół, którym tak trudno pomóc?

Friday, February 21, 2020

Putin na śmietniku.

W szkole, do której mój wnuk uczęszcza na treningi koszykówki, zauważyłem


Nie wiem, czy osoba zainteresowana wie, że jego nazwisko jest wykorzystywane w rozwojowej dziedzinie gospodarki jaką jest przetwarzanie śmieci.
Może należą mu się za to tantiemy?

Jedno jest pewne, on szybko nie zniknie, pojawi się na politycznym firmamencie jak nie na tym, to na innym, równie ważnym, stanowisku.

Wednesday, February 19, 2020

Urodziny B

Urodziny B, wpis w kategorii muzyka, rok 2020 - odpowiedź wydaje się oczywista, ale dzisiaj jeszcze nie mierzę tak wysoko.
W radio powiadomili mnie, że dzisiaj, 19 lutego, urodziny obchodzi Luigi Boccherini, 277 - KLIK.

Z muzyką Boccheriniego zetknąłem się w momencie gdy w naszym mieszkaniu zainstalowano głośnik (kto wie co to było?). Wyjątkowo często nadawano Menuet tego kompozytowa
Za często, aż dostawałem mdłości. Uczucie to pogłębiła jeszcze piosenka Wojciecha Młynarskiego - KLIK.

Jakąś rehabilitacją była angielska komedia kryminalna - Jak zabić starszą panią - KLIK. Dotąd zaliczam ją do najdowcipnieszych komedii jakie oglądałem.

Dopiero australijske radio, ABC Classic, odkryło mi prawdziwe oblicze L. Boccheriniego.
Głównie za sprawą jego kwintetów gitarowych, w pierwszym rzędzie tego obdarzonego podtytułem Fandango.
Niestety popularność nie zawsze wychodzi na dobre. Na youtube znalazłem wiele wykonań, ale trudno znaleźć takie, w którym ograniczono się do oryginalnej partytury.
Z braku laku linkuję TO. a sam posłucham w spokoju z CD również innych kwartetów.

Żeby nie porzucić tak bezceremonialnie czytelników blogu dodam historię z życia kompozytora.
W 1757 roku, gdy Boccherini miał 14 lat, a Wolfgang Amadeusz Mozart dopiero uczył się chodzić, ojciec Boccheriniego przeniósł się z synam do Wiednia gdzie obaj zostali zatrudnieni jaco muzycy w teatrze miejskim. Kilka lat później Luigi przeniósł się do Madrytu na dwór hiszpańskiego infanta. Tam cieszył się wielkim uznaniem dopóki... zaprezentował infantowi nowy utwór, infant wyraził swoją dezaprobatę dla jakiegoś fragmentu i polecił go zmienić, na co Boccherini... podwoił ten fragment. Oczywiście stracił posadę, ale i  tak dał sobie radę.

Hmmm, W.A. Mozart też był niezależny, ale jednak czegoś takiego raczej by nie zrobił.

Sunday, February 16, 2020

Niedzielne czytanie - nie przysięgaj

"Słyszeliście, że kiedyś powiedziano: Nie przysięgaj fałszywie, ale bądź wierny przysięgom złożonym PanuA Ja wam mówię: Wcale nie przysięgajcie. Ani na niebo, ponieważ jest tronem Boga; ani na ziemię, ponieważ jest podnóżkiem Jego stóp; ani na Jerozolimę, gdyż jest miastem wielkiego Króla. Nie przysięgaj też na swoją głowę, bo nawet jednego włosa nie możesz uczynić białym lub czarnym. Niech wasza mowa będzie: tak – tak, nie – nie, a wszystko ponad to – pochodzi od Złego.
Ewangelia wg św Mateusza - 5:33-37

Wyjątkowo okrutna to Ewangelia, zupełnie nie pasuje do miłosiernego Jezusa.
Z początkiem w ogóle nie potrafię sobie poradzić. Ale w ostatnim tygodniu nie potrafiłem sobie nawet dać rady z pozornie łatwym ostatnim poleceniem.

Otóż ponad tydzień temu przyszedł do mnie pocztą mandat za parkowanie w niedozwolonym miejscu.
Kłopot w tym, że ja tego mandatu nie znalazłem za wycieraczką w związku z czym urząd dzielnicowy musiał mi wysłać ponaglenie pocztą i za ten kłopot dodał do mandatu A$25.

Natychmiast złożyłem odwołanie, w którym napisałem, że mandatu nie znalazłem i uważam że obciążanie mnie za to karą nie jest w porządku.
Teraz uwaga - scena z Ewangelii: urząd zażądał żebym złożył "statutory declaration" w tej sprawie. Nie wiem czy istnieje polski odpowiednik. Co by nie było, z punktu widzenia prawa jest to równoznaczne z przysięgą.
Napisałem, podpisałem przy świadku, wysłałem. Otrzymałem zwolnienie z opłaty A$25.

A zatem - żądanie urzędu miejskiego - pochodzi od Złego. Z tym absolutnie się zgadzam. Ale ja też nie jestem dużo lepszy. To znaczy, nikt nie zabrania mi zapłacić mimo że nie muszę, ale....ech szkoda słów, słaby ze mnie człowiek :(((

Sunday, February 9, 2020

Niedzielne czytanie - utrata smaku

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi...«


Ewangelia wg św Mateusza 5, 13-16

W ostatni wtorek kolejne odwiedziny u potrzebujących pomocy.
Młoda kobieta, mieszka w małym domku (granny flat) na zapleczu nieco większego domu. Przed domkiem bałagan, w środku bałagan. Niewielki pokój, przypadkowe meble, na środku pokoju podwójny materac, na nim baraszkuje dwójka dzieci (2,5 roku i 10 miesięcy).

W jaki sposób możemy ci pomóc?
W zeszłym tygodniu wyłączyli nam gaz. Obecnie gotuję posiłki na zewnątrz, na barbeque na butlę gazową.
Prosimy o pokazanie zaległego rachunku/powiadomienia o odłączeniu gazu.
- Nie mam, wszystkie rachunki przychodzą do ojca moich dzieci.
- Czy wiesz która firma dostarcza wam gaz?
- Nie wiem, wszystko załatwia ojciec moich dzieci. To on załatwił to mieszkanie.

W tym momencie dzieci, szczególnie to starsze, są już w stanie wysokiego podniecenia. To niewątpliwie skutek naszej wizyty, dzieci koniecznie chcą zwrócić na siebie uwagę.
Mój partner stara się wykazać zainteresowanie dzieckiem, ja staram się zorientować w sytuacji rodziny.
- Gdzie mieszkaliście przedtem?
- Byłam bezdomna, na ulicy z dziećmi. Opieka społeczna załatwiła nam pobyt w azylu dla kobiet. Ojciec moich dzieci załatwił nam to mieszkanie.
Zastanawia mnie ten zwrot: nie partner, ale "ojciec moich dzieci".


To jest nasze sąsiedztwo, dość dobra dzielnica, mieszkania odpowiednio drogie. Pytam o dochody rodziny.
Matka otrzymuje całkiem przyzwoity zasiłek rodzicielski. Wnioskuje z tego, że nie poinformowała opieki społecznej o dochodach swojego partnera, przepraszam - ojca jej dzieci. 
On pracuje w firmie przeprowadzkowej, dochody zależą od ilości zleceń.
Nie wiemy czy i na ile partycypuje w kosztach utrzymania.

W tym momencie widzę, że wysiłki mojego partnera nie przynoszą efektu. 
Starsze dziecko ciągnie matkę za włosy, hej - wołam. Za słabo, za późno. Matka wydaje okrzyk bólu, chłopak triumfalnie pokazuje nam pęk wyrwanych włosów.
Mój partner próbuje przekazać dziecku swoją dezaprobatę.
Ja...czuję się jak ta sól bez smaku, zdatna tylko do wyrzucenia i podeptania.

Daję kobiecie vouchery żywnościowe wartości A$100 i proszę o kontakt gdy będzie miała w ręku rachunki za gaz, elektryczność, wodę.

Wychodzimy z poczuciem porażki. 
Za łagodny ten św Wincenty. Może powinienem się zgłosić do Armii Zbawienia?
Co armia to armia... chyba.

Friday, February 7, 2020

Bang w bank

Kilka miesięcy temu otrzymaliśmy z potęznego australijskiego banku ofertę nie do odrzucenia: załóżcie rachunek terminowy, płacimy oszałamiajaco wysokie procenty - 1.55%.

Rezultat takiej inwestycji jest raczej śmieszny, ale skorzystałem.
Kliknąłem co trzeba na internecie. Wyświetliły mi się szczegóły umowy, zaakceptowałem, wyświetlił się komunikat: dostaliśmy twoją aplikację, skontaktujemy się wkrótce.
Prawie, że zapomniałem o całej sprawie, ale po kilku tygodniach zajrzałem na naszą bankową stronę żeby zapłacic jakiś rachunek, komunikat z obietnicą kontaktu nadal tam był. Jednak gdy zajrzałem kolejny raz na tę stronę, już go nie było.
Zadzwoniliśmy do banku aby wyjaśnić sprawę. Urzędniczka postukała na klawiaturze i powiadomiła nas, że na komputerze nie ma żadnego śladu żeśmy się o taki rachunek ubiegali.
Zrobiło mi się głupio, rzeczywiście, nie miałem żadnego dowodu.
Nawet żona, rachunek jest na jej nazwisko, spojrzała na mnie podejrzliwie - może znowu coś mi się wyśniło?
Nie pozostawało nic innego tylko powtórzyć całą procedurę, tym razem robiłem migawki ekranu komputera (snapshots).
Po miesiącu miałem komplet dokumentacji, opisałem sprawę, załączyłem kopie ekranów i zakończyłem pytaniem: wytłumaczcie co się stało i podajcie propozycję co z tym zamierzacie zrobić?

Po kilku dniach, w godzinach wieczornych, żona odebrała telefon, dzwonił ktoś kto przedstawił się jako pracownik banku i poprosił żonę o podanie swoich danych identyfikacyjnych.
Ponieważ otrzymujemy od czasu do czasu podobne, dość podejrzane, telefony a z drugiej strony dostajemy z banku ostrzeżenia żeby nikomu takich danych nie podawać, żona odmówiła.
Za kilka minut przyszedł email, że próbowali wyjaśnić sprawę, ale ponieważ spotkali sie z odmową identyfikacji, to uważają sprawę za zamkniętą.

Nie pozostawało nic innego jak złożyć skargę do bankowego ombudsmana.
Formularz skargi zawierał pytanie - jakiej rekompensaty oczekujemy?
Napisałem, że faktycznie poniesiona strata to pewnie około A$50, natomiast za nasze wysiłki i frustracje proponujemy żeby bank wpłacił jakąś okrągłą sumę na fundusz chartatywny, pomoc dla osób poszkodowanych w pożarach. Dotacja nie powinna być zwolniona z podatku.

W przepisanym terminie otrzymaliśmy email z banku - zgodzili się z zarzutami i zaproponowali wpłatę na konto żony A$500.
Ofertę przyjęliśmy poczym... natychmiast złożyłem aplikację o dokładnie to samo co poprzednio. Zdjęcia ekranów z potwierdzeniami zachowane.
Czekam aż powiadomienie o rychłym kontakcie zniknie i na propozycję takich samych warunków ugody.

Wednesday, February 5, 2020

Powrót do 2 lutego

W niedzielę szarpały mną silne sprzeczności -

Po pierwsze to była bardzo specjalna data; 0202 || 2020 - proszę zauważyć tę symetrię.
Ostatni raz coś takiego wydarzyło się 11 listopada roku 1111:  1111 || 1111
następny raz wydarzy się 12 grudnia roku 2121:  1212 || 2121
I koniec - już nigdy potem się nie wydarzy.
Niestety zabrakło mi wyobraźni żeby coś z tym zrobić :((((

Po drugie - to było święto Matki Boskiej Gromnicznej.
Tu było kilka skojarzeń, ale uznałem, że Divinity ma pierwszeństwo.

A więc dzisiaj - Matka Boska Gromniczna.
Nazwa tak polska, że sądziłem, że to szczególne polskie święto.
Z błędu wyprowadził mnie pobyt w Niemczech, w Bawarii, akurat 2 lutego.
W Oberammergau na słupach informacja: Maria LichtMess ( a przy okazji wykonie Mszy b-moll Schuberta).

W ostatnią niedzielę w moim kościele parafialnym o Matce Boskiej ledwie wspomniano, głównym tematem mszy było ofiarowanie Jezusa.

Zajrzałem do wikipedii, znalazłem hasło Candlemas - KLIK.
Czyli jednak świeca, światło.
Zdziwiło mnie, że na tej stronie nie wspomniano o tradycji w Polsce czy krajach słowiańskich.

P.S. Tydzień temu, we wpisie o Airbnb, umieściłem zdjęcie starodawnego gramofonu i wspomniałem, że obok lezały płyty z utworami E. Presleya, Beatlesów.
Zrobiłem również króciutki filmik prezentujący urządzenie w akcji. Spróbowałem umieścić go na youtube z zamiarem wstawienia do wpisu. Nagranie się załadowało do youtube, poczem zniknęło. We wpisie umieściłem więc zdjęcie.

Kilka dni temu youtube przysłało mi wyjaśnienie:


Co racja, to racja.




Sunday, February 2, 2020

Niedzielne uniesienie - boskość

W ostatnim tygodniu, podczas odwiedzin osoby proszącej Stowarzyszenie św Wincentego o pomoc, zauważyłem na ścianie petenta dyplom - Master of Divinity

Magister Boskości!

Nie wiedziałem co robić: klęknąć i prosić o błogosławieństwo? Wyjść na ulicę i głosić ludziom dobrą nowinę?
Póki co ostudziłem emocje, skupiłem się i wysłuchałem słów Magistra - rachunek za elektryczność i vouchery na żywność.

Jednak po zakończeniu wizyty musiałem się podzielić z moim towarzyszem emocjami jakie mną targały.
Spojrzał na mnie z politowaniem - to znaczy, że skończył studia teologii - wyjaśnił.

Zamilkłem.
W domu spytałem Google translate - divinity = boskość.
Oxford Dictionary - the quality of being a god or like God.

No i co z tym zrobić?

Spytałem Google, nie tłumacza, ale wyszukiwarkę.
Merriam-Webster Dictionary: 1. Theology 2. The quality or state of being divine.

Teologia przed boskością - jakże praktyczni są ci Amerykanie.

Thursday, January 30, 2020

Gorączka złota

Pisałem o warunkach mieszkaniowych w Ballarat, pora napisać o tym co nas tu przywiodło : 
ZŁOTO!

Zacznę od początku...
Po zapoznaniu się z mieszkaniem wyszedłem z dwójką dzieci zbadać trasę do Sovereign Hill.
Tuż koło naszego domu rosły ogromne drzewa....


Gracie na dole, Feliks na górze.

Trzeba było jednak szybko się ewakuować gdyż rozpętała sie wichura i zaczęły się sypać gałęzie.


Zdążyliśmy jednak wejść trochę pod górkę i tam zauważyliśmy osoby niezbyt pasujące do otoczenia. A więc to tu...


Teraz trzeba jeszcze było odebrać ze stacji posiłki.


Następnego ranka, mimo siąpiącego deszczu, ruszyliśmy do Sovereign Hill.

Czegóż tam nie ma?
 Opowiadać możnaby wiele, ale ja będę trzymać się faktów.
A fakty, a właściwie tylko jeden, był okrutny - Feliks skierował pierwsze kroki do złotodajnego potoku i praktycznie spędził tam cały czas wizyty. Rodzeństwo nie było aż tak złotolubne, ale jednak przykład seniora robił swoje.

A więc tylko w skrócie... szkoła

Główna arteria...


Sklep...


Pokaz wytwarzania sztab czystego złota.


Warsztat mechaniczny. W nim ciekawostka - pędnia.


Google tłumaczy to jako transmission. Tyz prawda, rzecz w tym, że było to bardzo przemyślne urządzenie. Wystarczył jeden silnik, który przez skomplikowany system przekładni napędzał kilkanaście maszyn. Jeszcze podczas moich studiów, 60 lat temu, opowiadano nam o tym jako o wybitnym osiągnięciu myśli inżynieryjnej. Teraz nie wzbudza to żadnego zainteresowania.

Co innego zrobić coś samemu, choćby pokolorować świecę.


Tymczasem na ulicach osiedla wrzało życie: policjant demonstrował wyższość kolby karabinu nad kulą, odbył się konkurs jedzenia irlandzkiego beef-pie, defilował oddział brytyjskiego wojska, pastor gromił mężczyzn spędzających czas w pub-ie, krążyły dyliżanse.
Bardzo spodobała mi się inscenizacja sztuki Piękna i Bestia. Zamiast mocno mdłej historii była zazdrosna żona, piraci, wiele nieporozumień i chyba coś o tym, że piękna dziewczyna pokochała jakiegoś przebierańca.

Od czasu do czasu zerkałem na złotodajny strumyk - Feliks płukał złoto. Jedyne osoby, które dorównywały mu wytrwałością to kilka grup Chińczyków.


To prawda historyczna - na wszystkie australiskie złotodaine pola przybywały zorganizowane grupy kulisów, którzy przebijali wszystkich pracowitością

Poniżej relacja filmowa...



Koniec był łatwy do przewidzenia - Matylda skończyła w kajdankach...


Młodsze dzieci cieszyły się ogólną sympatią.


Mnie bardzo ujął Ambroży, który samotnie zwiedzał wiele budynków a potem dyskretnie wziął mnie za rękę i pokazał kilka pokoi, które zrobiły na nim większe wrażenie.

A Feliks?
Pracowicie odkładał każdy pyłek złotego proszku do ampułki wypełnionej olejem. Według jego oceny zebrał złoto wartości ponad A$30.
Tyz piknie.