Showing posts with label Niedziela. Show all posts
Showing posts with label Niedziela. Show all posts

Tuesday, September 8, 2026

Father's Day

 W niedzielę był u nas Dzień Ojca.
O ile mi wiadomo, w Polsce był już pod koniec czerwca.

Na mszy ojcowie dostali stosowne zakładki...


Psalm 127:3-5 -
"Oto synowie są darem Pana,
a owoc łona nagrodą.
Jak strzały w ręku wojownika,
tak synowie za młodu zrodzeni.
Szczęśliwy mąż,
który napełnił nimi swój kołczan,
Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał

z nieprzyjaciółmi w bramie."
- Biblia Tysiąclecia.

Przestraszyło mnie to tłumaczenie - synowie to strzały potrzebne na czas pertraktacji z wrogami???
Niby bardzo aktualne, ale akurat jestem w nastroju do którego lepiej pasowała moja prywatna interpretacja angielskiej wersji -
Children are a heritage from the Lord...
Dzieci -
nie synowie...
- heritage - spadek, spuścizna - to też jest dar, ale jednak według mnie, specjalny, naznaczony ciągłością pokoleń.
Blessed is the man whose quiver is full of them...
- quiver - moje pierwsze skojarzenie to trząść się - zatrzęsiesz się a dzieciaki się sypią jak igły z choinki - pomyślałem.
Głębsza analiza wykazała, że Biblia Tysiąclecia ma swoją rację - quiver znaczy również kołczan - kołczan pełen dzieci, magazynek karabinu maszynowego załadowany dzieciakami -  okropne.

Na szczęście rzeczywistość potwierdziła moją interpretację - odwiedził nas nasz syn z rodziną - czwórka dzieci - on jest dwa razy lepszym ojcem ode mnie.

Po ich wizycie zauważyłem przed naszym domem nieznany mi samochód ze stosowną rejestracją...


Zadzwoniłem do syna - to dla mnie ten samochód?
- Tak, ale dopiero na 90 urodziny.

Czyli póki co trzeba oddać nasz mocno wysłużony samochód do przeglądu.

Sunday, August 2, 2026

Amazing Grace.

 Niedziela...
Kilka dni temu wspomniałem anglikański kościół Św Andrzeja w nadmorskiej dzielnicy Brighton.
Niedziela - doskonała pora aby zbadać sprawę gruntowniej.
Piękny dzień, już z daleka widzę parafialny chór...


Wchodzę do środka...


Nad ołtarzem splecione ciała kobiety i mężczyzny, na fotografii tego nie widać, ale według mnie wyraźnie dominuje kobieta.
Domyślam się, że to Maria i Jezus, ale pierwsze skojarzenie było - Ewa i Adam.
Oglądam się do tyłu...



Potężne organy - na to właśnie liczyłem planując tę wizytę.
I nie zawiodłem się.

Liturgia anglikańska niewiele się różni od katolickiej więc czułem się jak w domu... tyle, że nieco samotny - w ogromnym kościele było może 60 osób.
Dla porównania - nasz parafialny kościół Św Benedykta, jest pewnie 3 razy mniejszy i 3 razy niższy, ale na poranną niedzielną mszę przychodzi kilkaset osób.

Strona muzyczna...
Organy brzmiały potężnie, chór śpiewał poprawnie - czas na wyjaśnienie tytułu.
Amazing Grace - Niesamowita Łaska - w krajach anglojęzycznych to jedna z najbardziej popularnych pieśni religijnych...

Nie wiem czy ta pieśń jest śpiewana w polskich kościołach, ale na Youtube jest - KLIK.

W trakcie mszy dowiaduję się, że akurat dzisiaj ta pieśń jest bardzo aktualna - otóż w ostatni czwartek - 30 lipca - był Światowy Dzień Przeciwko Handlowi Ludźmi - KLIK.
Rozszerzę nieco temat - walka z niewolnictwem - Amazing Grace w tle.
Otóż autorem pieśni jest John Newton, doświadczony specjalista w handlu niewolnikami - lata 1748-1760.
Karierę zaczął w marynarce brytyjskiej. Po kilku miesiącach służby próbował uciec, ale go złapali, wychłostali i zdegradowali. Po okresie depresji, rozważał samobójstwo, trafił na statek przewożący niewolników z Afryki Zachodniej do Jamajki i okolic i szybko awansował na stanowisko kapitana.
Przez 10 lat był kapitanem statków przewożących niewolników z Afryki do Indii Zachodnich
Udar mózgu zmusił go do wycofania się na ląd, ale nadal czerpał spore zyski z handlu niewolnikami. 

W tym samym czasie zbliżył się do religii, został anglikańskim księdzem i zaczął pisać hymny religijne.
W 1788 roku stał się czołowym angielskim abolicjonistą -  KLIK.

Pieśń odśpiewana, nadchodzi czas Komunii - miłe zaskoczenie - komunia w obu postaciach - opłatek i wino.

Refleksja na dzień powszedni - dwa wpisy temu wspominałem przetwory pomidorowe sprzedawane a Australii z fałszywą etykietą, prawdopodobnie są uprawiane w Chinach z wykorzystaniem pracy niewolników.
To przywołało wspomnienie sprzed 60 lat - byłem w Norwegii na praktyce studenckiej, miłym zaskoczeniem były bardzo smaczne i bardzo tanie pomarańcze.
Któregoś dnia, w fabryce, podczas przerwy na lunch, podszedł do mnie starszy robotnik...
- Ty jesteś z Polski?
- Tak.
- Tam rządzą komuniści?
- Tak.
- I to jest według ciebie w porządku żeby jeść pomarańcze zbierane przez niewolników w Afryce Południowej?
W tym momencie skojarzyłem sobie, że pod tym sklepem z pomarańczami czasami zbierają się jacyś manifestanci.
- W komunistycznej Polsce obywatel nie musi sobie zawracać głowy takimi sprawami, bo Polska nie sprowadza pomarańczy z Afryki Południowej - odparowałem.
Od tego czasu pomarańcze jadłem tylko w hostelu.

Sunday, July 5, 2026

Naj, naj, naj...

 Niedziela...
Wczoraj - USA - 250-lecie Deklaracji Niepodległości - KLIK.
Czytam obecnie książkę o T. Kościuszce, o której wspominałem 4 wpisy temu - gdzie był Kościuszko w tym dniu?
Na oceanie Atlantyckim - wypłynął z Hawru w czerwcu 1776, statek płynął prawie 2 miesiące.
Rok później - 1777 - po raz pierwszy odbyły się uroczyste obchody tego święta, T. Kościuszko w tym czasie pracował nad fortyfikacjami na północy USA.

A w tym roku?
Wczoraj - 4 lipca...
- Australia przegrała z Egiptem mecz w mistrzostwach świata (w rzutach karnych) - KLIK
- Iga Świątek przegrała mecz na korcie w Wimbledonie - KLIK.
Dosyć!

Dzisiaj - nasz parafialny kościół św Benedykta, poranna msza i miłe zaskoczenie - kazanie wygłosił młody dziekan (za miesiąc zostanie wyświęcony na księdza) - na początku pytanie:
- które państwo jest największe i najszlachetniejsze na świecie?
Cisza, zakłopotanie, wreszcie nieśmiała podpowiedź - Australia?!
 - a które miasto jest największe na całym świecie? - odpowiedź łatwiejsza - Melbourne!
 - który kościół jest najświętszy w Melbourne? - kościół św Benedykta - tu już nikt nie miał wątpliwości.
Ostatnie pytanie:
- a który z dziekanów parafii św Benedykta jest najświętszą i najszlachetniejszą osobą na świecie - wątpliwości rozwiane zostały TUTAJ.

Dalej już niestety było trudniej...
Ewangelia wg św Mateusza - 11,28 - "
Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście. Ja dam wam wytchnienie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie...".
Dam wam wytchnienie zakładając wam moje jarzmo?
Można by wyciągnąć wniosek, że Boskie jarzmo jest lżejsze niż ludzkie.
Prawdopodobnie jest to jakaś motywacja dla wyboru kariery duchownej.

Na szczęście istnieją inne ścieżki, po mszy ogłosiliśmy coroczny Winter Appeal Stowarzyszenie św Wincentego - od ręki zebraliśmy ponad A$3,000 - pomoże kilkudziesięciu rodzinom przetrwać zimę.

A poza tym?
W górach spadł śnieg...


Nie wiem dlaczego, ale ucieszyło mnie to zdjęcie.
W Melbourne zapowiadają chłodną noc - +3C czyli na pobliskim polu golfowym może pokazać się szron.
Ale zanim wygrzebię się z łóżka, już go nie będzie.

Życzę miłego tygodnia!

Wednesday, May 27, 2026

Duchy wszędzie

 Ostatnia niedziela - Zielone Świątki - Zesłanie Ducha Świętego...

Pierwszego ducha zauważyłem już w piątek i to na zielonym tle...


Był czas dla ducha, pora zrobić coś dla ciała.
Byłem na placu zabaw gdzie jest kilka maszyn do ćwiczeń.
Siedzenia pokrywała poranna rosa...


Zdmuchnąłem ją, poszarpałem się z maszyną i udałem się na spacer po pobliskich ulicach. Zahaczyłem też o ulicę,  przy której mieszka uduchowiona pani Deborah - KLIK.

Ledwie zrobiłem kilka kroków a usłyszałem wołanie - Lech?
- Debra!
Nie widzieliśmy się prawie rok...
O czym tu mówić?
Wiadomo, o zdrowiu - moim i mojej żony.
O... polityce, o orkiestrze Armii Zbawienia - KLIK.
A od muzyki już tylko mały kroczek do DUCHA...
Deborah spojrzała w niebo, położyła mi rękę na ramieniu i zaczęła swoją tyradę.
Niestety, jak na mój gust, było tam zbyt wiele wzmianek wiecznej nagrody w Niebie a na dodatek jeszcze męki bez końca dla Putina i jego poprzedników.

Tu przypomniało mi się jak wiele lat temu, w kazaniu z okazji Zielonych Świątek, ksiądz zauważył, że z praktycznego punktu widzenia są one chyba ważniejsze od Bożego "Narodzenia" gdyż przez resztę naszego bytu na tym świecie to właśnie Duch Święty będzie jedynym boskim reprezentantem.

Póki co moim pierwszym łącznikiem z otaczającym światem jest Google-AI - Sztuczna Inteligencja - SI.

Ostatnio zrobiło się sporo hałasu po wypowiedzi Olgi Tokarczuk na ten temat.
Wiele osób odniosło się krytycznie.
Zastanowiłem się... na ile istotne jest dla mnie kto jest autorem książki?
Trochę jest - gdy książka mi się podoba odczuwam również sympatię do autora.
Chciałbym się czegoś o nim, o niej, dowiedzieć. Chciałbym przeczytać kolejną książkę.
Tu zaczyna się już nieco chwiejny grunt... wiele lat po śmierci słynnych twórców pojawiają się ich biografie, które mocno szpecą ich wizerunek.
Czy coś w tego wynika?
Dla mnie nic.

Czy więc jest istotne czy książkę napisał(a) podany na okładce autor(ka) czy ktoś inny?
Tu przypomniały mi się dawne spory na temat - kto naprawdę napisał dramaty Szekspira - KLIK?
Najbardziej podobała mi się odpowiedź - napisał je ktoś zupełnie inny, oszust, który dla niepoznaki przybrał nazwisko Wiliam Szekspir.

Dodatkowa komplikacja, to kwestia - jak duża jest część książki napisana przez SI?
Może tylko opisy krajobrazów albo egzotycznych miejsc?
Wiadomo, że wielu znanych pisarzy zatrudniało do powyższych zadań autorów-widmo (ghostwriters) - dobry przykład TUTAJ.
I co?

Istnieje oczywiście negatywna strona medalu -
SI może przemycić w swoim tekście elementy działające w określony sposób na psychikę czytelnika - chęć kupna jakiegoś towaru czy usługi, poparcie dla jakiegoś polityka... możliwości jest wiele.
I jeszcze kwestia praw autorskich.
Czy pisarz powinien informować jaki jest udział SI w jego dziele?
Czy firma, która dostarczyła usługi SI może się domagać udziału w tantiemach?

Monday, August 18, 2025

Niedzielny ogień

 Niedziela - 17 sierpnia.
Lekko słoneczny, ale zimny poranek. Już z daleka zauważyłem duży tłok na parkingu przed kościołem.
A w kościele było dużo gorzej... znaczy dużo lepiej, bo jakoś cieszy mnie gdy kościół jest pełen ludzi.

Tu zdjęcie kilku osób z grupy chóralno-instrumentalnej...


W ławkach zabrakło miejsc - powtórzę - cieszyło mnie to. Pamiętam z dawnych czasów jak stanie podczas mszy było normalną praktyką i to jeszcze z dzieckiem na rękach.

Wkrótce sprawa się wyjaśniła, to była msza dla młodzieży czyli przyszły na nią osoby, które regularnie przychodzą na mszę o 5 popołudniu.
W każdym razie taki tłok w kościele podziałał na mnie ożywiająco.

Na marginesie wspomnę paradoks - jestem osobą niewierzącą i nie miałbym śmiałości rozmawiać na temat wiary i religii z żadną osobą spotkaną w kościele w obawie, że może bym zachwiał ich wiarę.
Dlaczego więc regularnie chodzę do kościoła - bo czuję się tam dobrze.

Kazanie wygłosił gość parafii, ksiądz z Indonezji...


Jego wygląd był dla mnie zaskoczeniem - Indonezja? Na pierwszy rzut oka kojarzyłem go z Bliskim Wschodem.

Ewangelia była też nietypowa...
"Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i bardzo pragnę aby już zapłonął....
Czy sądzicie, że przyszedłem, aby dać ziemi pokój?
Ależ nie – mówię wam – raczej rozłam.
Odtąd bowiem w jednym domu pięciu poróżni się między sobą: trzech stanie przeciw dwóm, a dwóch przeciw trzem.
Poróżnią się: ojciec z synem, a syn z ojcem; matka z córką, a córka z matką; Teściowa ze swoją synową, a synowa z teściową.
Ewangelia św Łukasza 12 49:53.

Teściowa poróżni się z synową - to akurat bardzo życiowe spostrzeżenie.
W tym kontekście jedyna pokojowa relacja występuje między teściem i zięciem :)

Kazanie było na inny temat - udział osób niepełnosprawnych w działalności religijnej.
Sympatyczna strona religii.

Jednak główną/jedyną inspiracją do tego wpisu był umieszczony w biuletynie parafialnym artykuł: Katolicyzm i Sztuczna Inteligencja - jak powinni zachować się katolicy?
1. Czy SI wspiera ludzką godność?
Tak - przez udoskonalanie medycyny, psychologii, edukacji.
Ryzyko - redukcja krytycznego myślenia, redukcja relacji międzyludzkich.
2. Czy wspiera etos pracy?
Tak, eliminując wiele niebezpiecznych czynności, ale jednocześnie potrafi wyeliminować prace, które dla wielu osób były sensem życia.
3. Czy wspiera holistyczne relacje międzyludzkie?
Raczej nie - bądźcie ostrożni.
4. Kształtowanie świadomości.
Bądźcie ostrożni - S.I. może promować zachowania zgodne z obowiązującym prawem, ale niekoniecznie moralne.
5. Jak S.I. może pomóc nam więcej BYĆ niż DZIAŁAĆ?
Raczej nie może.

W tym miejscu polecam książkę Toby Walsh'a - Machines behaving badly, the morality of AI.
Autor zwraca uwagę, że rozwój Sztucznej Inteligencji kontrolują ludzie, którzy skompromitowali się wielokrotnie na wielu frontach i nie zamierzają zmienić swoich metod działania.

P.S.
Z przekory poprosiłem SI żeby wyjaśniło niedzielną Ewangelię - wyjaśniło zgodnie z katolicką tradycją:
Ten „ogień” w pierwszych słowach Ewangelii jest często rozumiany jako ogień Ducha Świętego, oczyszczenie i sąd. Ogień spala to, co fałszywe, pozostawiając tylko to, co prawdziwe. Proces ten nie jest bezbolesny i może budzić sprzeciw.

Rozłam w rodzinie...
W starożytności (i do dziś) lojalność wobec rodziny była jedną z najsilniejszych więzi.
Idąc za Jezusem, niektórzy musieliby wybrać lojalność wobec Niego ponad tradycje rodzinne czy wierzenia.
To naturalnie prowadziłoby do napięć – rodziny dosłownie podzielone ze względu na wiarę.
Nie chodzi o to, że Jezus chce rozbić rodziny, ale Jego prawda wymusza wybór, któremu niektórzy będą się sprzeciwiać.

Pokój przez podział
Paradoksalnie, podział może być drogą do prawdziwego pokoju.
Przykład: konfrontacja z niesprawiedliwością lub fałszem często najpierw prowadzi do konfliktu — ale jest konieczna, aby mogło nastąpić uzdrowienie i pojednanie.
Misją Jezusa nie jest powierzchowna harmonia za wszelką cenę, ale głębszy pokój, który przychodzi po objawieniu prawdy.

---
Od siebie dodam, że istotą pokoju między państwami jest właśnie, uznana przez obie strony, granica.

Sunday, July 27, 2025

Godzina w Ukrainie

 Dzisiaj - niedziela - od czasu gdy dowiedziałem się, że jedynym reprezentatem Australii na ostatnim papieskim konklawe był ukraiński biskup Nikola Byczok, korciło mnie żeby odwiedzić jego parafię i dzisiaj spełniło się.

Parafia jest w bardzo godnej okolicy - North Melbourne - uniwersytet,  królewskie szpitale.
Kościół św Piotra i Pawła...


Jasne i kolorowe wnętrze...


Kościół niewielki, wypełniony na jakieś 60%, przeważali ludzie w średnim wieku.

Coś mi się pokręciło gdy sprawdzałem stronę internetową parafii i trochę się spóźniłem. Trwało właśnie kazanie...
I tu niemiłe zaskoczenie - niczego nie rozumiałem :(
Regularnie widzę i słyszę w telewizyjnym dziennikach Włodymyra Zełeńskiego i jest w porządku a tutaj - z rzadka rozumiałem pojedyńcze słowa - na przykład Amen - wymawia się Amin.

W którymś momencie ksiądz przerzucił się na angielski i wcale nie było lepiej :(
Na szczęście kazanie się skończyło i akcja przeniosła się do ołtarza...


Powyższe zdjęcie nie jest zbyt wyraźne - to migawka z nagrania na youtube - widać na nim ikonostas - bogato zdobiona przegroda oddzielająca ołtarz od wiernych. W środku są obszerne drzwi, przez które wierni widząco się dzieje przy ołtarzu.
A dzieje się wiele...
Wokół ołtarza kręciło się pięciu księży i kilku ministrantów.
Coś tam ustawiali, przestawiali a w międzyczasie energicznie machali kadzidłami.
Od czasu do czasu, przez boczne drzwi w przegrodzie, wychodził ksiądz z kadzidłem i okadzał wiernych.
Cały czas śpiewał chór, ale te śpiewy nie wzbudzały we mnie emocji.
W międzyczasie odbyły się dwie zbiórki na tacę, z tym, że nie było tacy tylko niewielkie drewniane pudełka.
I tak doczekałem do komunii.
Oczywiście pozostałem w ławce... popatrzyłem dokładniej i zauważyłem, że ksiądz malutką łyżeczką czerpał z kielicha wino i wylewał je do ust osoby przyjmującej komunię.

Na koniec ksiądz przeszedł przez kościół i pokropił wiernych wodą święconą, bardzo obficie, dostało się i mnie.

Nie zamierzam tu dyskutować ani porównywać szczegółów liturgii, powiem tylko, że czułem się bardzo obco :(((

Gdy szedłem do samochodu dogonił mnie jakiś pan, pozdrowił po angielsku, spróbowałem odpowiedzieć po rosyjsku, ale okazało się, że mój rozmówca doskonale mówi po polsku.
Moi rodzice pochodzą z Ukrainy - wyjaśnił - ale po wojnie, w ramach Akcji Wisła - KLIK, zostali przesiedleni do Braniewa.

P.S. Dopiero po opublikowaniu tego wpisu zajrzałem do biuletynu parafialnego a tam .....


Okazuje się, że w niedzielę był Dzień Babuś i Dzidziuś Dziaduś - i żadne z naszych wnucząt o tym nie wiedziało.
Inna sprawa, że w kościele było bardzo mało dzieci i nie było żadnego świętowania.

Monday, January 27, 2025

Australia Day

 26 stycznia - Australia Day.

Atmosferę świąteczną poczułem już dzień wcześniej...


Wiadomości państwowej telewizji ABC - spikerowi aż włosy stanęły z emocji a przekazana wiadomość znaczyła, że turniej Australian Open nie będzie już mnie zbyt interesował (wiadomość o wyeliminowaniu Igi Ś podano dzień wcześniej).

W przeddzień święta ogłoszono wyniki nominacji na Australian of the Year i im poświęcę więcej uwagi gdyż były dla mnie zaskoczeniem.

Najpierw wspomniano laureatkę z roku 2024 - Georgina Long - KLIK - onkolożka bardzo zasłużona w zwalczaniu melanomy, odmiany raka która bardzo ostro atakuje Australijczyków.
Pani Long miała okazję powiedzieć kilka słów i powiedziała - że sporo efektów jej pracy zostało stracone gdyż jakiś bardzo zaraźliwy program społecznościowy wypromował środek na błyskawiczne opalanie, który gwarantuje piękny kolor skóry a przy okazji raka.

Potem była prezentacja tegorocznych laureatów...
Zaczęło się normalnie - kategoria - Local Hero - dwie panie, 


które założyły kawiarnię Stepping Stone ( Odskocznia ), w której zatrudniają osoby ze środowisk migrantów i uciekinierów dając im szansę poznać język i zyskać wstępne kwalifikacje - przez ostatnie 4 lata z programu skorzystało 50 kobiet.

Kategoria - Young Australian of the Year - pani dr Katrina Wruck

- osoba o korzeniach Aborygeńskich, doktor w dziedzinie chemii szczególnie zainteresowana zapobieganiu skażeniu wody, które powoduje u wielu Aborygenów gorączkę reumatyczną (rheumatic fever ). Badania dały również komercjalny rezultat - proszek do prania wielokrotnego użytku.

Kategoria - Senior - Brother Thomas Oliver Picket -

- powyżej w towarzystwie premiera Australii.
Działalność charytatywna w organizacji chrześcijańskiej ( stąd tytuł brother ), która produkuje wózki inwalidzkie dla dzieci, które nie mogą chodzić.
Organizacja - Wheelchairs for Kids - KLIK - to zespół kilkuset emerytowanych mężczyzn, którzy produkują wózki specjalnie dostosowane do potrzeb dzieci w krajach trzeciego świata - wytrzymałość, mała waga, zdolność poruszania się w trudnym terenie.
Wyznam, że łza zakręciła mi się w oku - toż to rodzaj działalności, o jakiej opowiadały mi 70 lat temu zakonnice w szkole podstawowej.
Że coś takiego toleruje się w politycznie poprawnej Australii? I jeszcze przyznaje nagrody.
Brat Oliver wspomniał również o roli kobiet, które dodają wózkom matczynego ciepła wyposażając je w miękkie narzuty, poduszki i miękkie lalki 
Wyprodukowali ponad 55,000 wózków, które trafiły do ponad 80 krajów - na liście jest większość krajów Afrykańskich, ale także Białoruś - 130, Ukraina - 85.

I wreszcie Australian of the Year 2025 - Neale Daniher


Powyżej w towarzystwie córki i premiera Australii.
Kiedyś czołowy zawodnik futbalu australijskiego, 12 lat temu zdiagnozowany z motor neurone disease, choroba nadal uważana za nieuleczalną.
Neale założył organizację charytatywną, która organizuje imprezy i zbiera pieniądze na walkę z tą chorobą. Zebrano już ponad A$115 mln.

Oglądając te dwie ostatnie nominacje nie mogłem nie skojarzyć ich z działalnością Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - na marginesie wspomnę, że przekazała ona szpitalom sprzęt i fundusze przewyższające miliard australijskich dolarów.

Wyznam, że po tych emocjach niezbyt już interesowały mnie obchody Dnia Australii chociaż nie mogłem przegapić informacji o manifestacjach przeciwnych celebracji, uważających 26 stycznia za dzień inwazji - KLIK.

Pojawił się też nowy akcent  - jakiś neo-nazista zaatakował celebrujących Inwazję  - KLIK.

Oj po nierównej drodze toczy się ten świat.

Monday, December 30, 2024

XPray

 Już myślałem, że na dobre postawiłem krzyżyk na tegoroczne Święta a tu wczoraj dołączył nowy element.

Pogoda była piękna, czyste niebo, słońce ale tylko dla podtrzymania nastroju, temperatura 24C.
Nic dziwnego, że wkrótce po powrocie z niedzielnej mszy wybrałem się na spacerek.

Najkrótsza z moich okołodomowych spacerowych tras, trochę ponad pół godziny spaceru.
Chodziłem tą trasą już wiele razy i moją uwagę zwróciły kilka razy śpiewy dochodzące z jednego z mieszkań.
Zauważyłem, że przed drzwiami często siedzi na krzesełku starszy pan, czasami jakaś młodsza kobieta przynosiła mu coś do picia. Doszedłem do wniosku, że to może córka mieszka z ojcem wymagającym opieki.
Jak to tutaj w sąsiedztwie bywa za każdym razem machaliśmy sobie przyjaźnie rękami.
Dość często słyszałem jakieś odgłosy muzyki dobiegające z tego mieszkania, ale kilka tygodni temu usłyszałem bardzo donośny, piękny śpiew. Kobiecy głos, może nawet dwa. To brzmiało jakoś naturalnie, nie jak z radia czy telewizora. Przed drzwiami nie było nikogo.

Wczoraj oboje lokatorzy byli przed drzwiami, pomachaliśmy do siebie a ja celowo zwolniłem żeby mieć szansę spytać o te śpiewy.
Przyniosło skutek, pani podeszła do mnie, zauważyłem, że jest całkiem przystojna, spytałem o śpiewy.
- A tak, to pewnie śpiewaliśmy psalmy.
Z kolei ona spytała mnie o zdrowie i oczywiście wspomniałem o wizycie w szpitalu.
Zastanowiła się chwilę... a czy mogę się za ciebie pomodlić?
Pasowało mi to jakoś i do tej pogody i do niedzielnego nastroju, zgodziłem się z uśmiechem.

Pani położyła mi dłoń na ramieniu,  otworzyła szerzej i tak szerokie oczy i zaczęła...
"Boże, który przyprowadziłeś tego człowieka na ten świat, który troszczyłeś się o jego byt w łonie matki, który...  ... nie pozwól mu teraz utracić sił i zdrowia..."
Przymknąłem oczy - niezwykle silny, czysty głos. Do tego piękny angielski akcent, i mocne słowa wypowiadane w bardzo kategoryczny sposób.

To musi KTOŚ usłyszeć - pomyślałem. 

Zwróciłem uwagę na dłoń spoczywającą na moim ramieniu.
Czułem, że to jest przyjazna dłoń, ale nie czułem przepływu energii.
Tu wspomnę, że w naszym kościele jest jeden parafianin, który czasem dotyka mnie przyjaźnie po plecach i czuję jak z jego dłoni płynie do mnie ciepło.
To potrafi jeszcze nasza najmłodsza wnuczka.

Pani skończyła modlitwę,  zdjęła dłoń z mojego ramienia, zauważyłem że mam spore łzy w oczach. Podziękowałem i wróciłem do domu oddychając głęboko.

Na obiad przyszedł do nas gość - nasz ksiądz proboszcz.
Bardzo sympatyczny, porozmawialiśmy przyjacielsko, przypomniał, że parafia może nam pomóc w wielu praktycznych sytuacjach.
I tak wizyta się zakończyła a mnie naszło pytanie:
- dlaczego ksiądz nie zaproponował mi błogosławieństwa?
To jest bardzo powszechne zachowanie w przypadku spotkania z osobą chorą.
Ksiądz wie, że mój stosunek do wiary jest bardzo sceptyczny, wie że nie przyjmuję komunii, ale tu sytuacja była specyficzna.

A może ksiądz poczuł, że ktoś już się za mnie w tym dniu modlił?
A czy ta pani modliła się do tego samego Boga?

Monday, December 2, 2024

Adwentowa Niedziela

Wczoraj była pierwsza niedziela adwentu.

Chyba już wyjaśniałem swój stosunek do religii, ale na wszelki wypadek przypomnę -
nie wierzę w Boga w wersji przedstawianej przez znane mi religie natomiast wierzę w istnienie jakiej siły, która wyposażyła ludzi w zdolności umysłowe, których teoria ewolucji nie potrafi wytłumaczyć.
Zakładam, że to klasyfikuje mnie jako agnostyka.
Przy tym wszystkim wyjątkowo dobrze czuję się w kościele katolickim i bardzo dobrze wspominam swoje doświadczenia religijne z lat szkolnych (szkoła prowadzona przez zakonnice, wakacje w zakładach zakonnych, ministrantura).

W rezultacie uczęszczam bardzo regularnie na niedzielne msze ale, żeby być konsekwentnym, nie odmawiam większości liturgicznych modlitw (np Credo czyli Wierzę w Boga).

Wczoraj mój kościół parafialny przywitał mnie najbardziej logicznym a jednocześnie zaskakującym widokiem...

Goła choinka - na zdjęciu gałęzie wyglądają jak nieco posrebrzane, ale to tylko fantazje kamery w moim telefonie.
To było dla mnie bardzo dobre potwierdzenie słuszności mojego niedzielnego ryuału.

Jaki kontrast w stosunku do prezentowanych w telewizji ustrojonych ulic i placów wielkich miast.
A reszta dnia to miało być właśnie kręcenie się po mieście.

Najpierw odwiedziny w domu syna - przywitała mnie najmłodsza wnuczka - Gracie - jej tata i młodszy z braci są na dwudniowym obozie harcerskim, mama i starsza siostra na treningu canoe-polo, najstarszy brat na przygotowaniu do występu baletu.
Nasze zadanie - pojechać do centrum miasta na przesłuchanie do Melbourne Youth Orchestra - skrzypce.
W centrum miasta normalny niedzielny ruch, sporo świątecznych dekoracji, ale nie narzucają się. Inna sprawa, że tu nie ma dużych centrów handlowych.
Siedziba orkiestry - sporo dzieci i młodzieży czeka na przesłuchanie - proporcje etniczne - 70% pochodzenie chińskie, pozostali - europejskie.
Uderza mnie niezwykle przyjazne zachowanie personelu. Jestem przyzwyczajony do życzliwości w sklepach i urzędach, ale tutaj było to wyjątkowo przyjemne.
O wyniku przesłuchania dowiemy się za tydzień.

Niestety nie mam zbyt wiele czasu dla wnuczki, muszę wracać do domu gdyż wieczorem jedziemy z żoną na występy muzyczne w centrum żydowskim.

Sunday, July 7, 2024

Kto jest autorem modlitwy Ojcze Nasz?

 To jakaś obsesja...
Kilka dni temu poruszyłem jałowy temat - kto jest autorem opery.
Temat szybko wysechł i już miałem o nim zapomnieć a tu dzisiaj w kościele - NIESPODZIANKA!

Ojcze Nasz - chyba najpopularniejsza modlitwa chrześcijan, ksiądz zapowiada - Pouczeni przez Zbawiciela i posłuszni Jego słowom ośmielamy się mówić...


Wyjaśniam, że właśnie rozpoczął się NAIDOC Week - Tydzień celebracji Aborygeńskiej historii, kultury i osiągnięć - KLIK.
Nie przypuszczałem, że należy do tego również katolicka liturgia.

A może jest w tym jakaś analogia do protestów polskich mediów dotyczących praw autorskich?

Kto wygra?

Sunday, June 9, 2024

W zimowej mgle

 Dzisiaj mój telefon powitał mnie wspomnieniem sprzed lat...


10 lat temu, z córką na górskiej wycieczce.
Pogoda na zdjęciu zgadzała się z widokiem za oknem.

Niedziela, deszcz nie deszcz - czas na mszę.
Pierwsze czytanie liturgiczne rozgrzało mnie...
Księga Rodzaju – 3:9-12
"Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: «Gdzie jesteś?»
On odpowiedział: «Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się».
Rzekł Bóg: «Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść?»
Mężczyzna odpowiedział: «Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem»."
Czyli kobieta wszystkiemu winna!?😀😢😇😈
Żeby sprawę uwiarygodnić, tekst czytała KOBIETA - tu nagranie - wystarczy obejrzeć 1 minutę - KLIK.
Na szczęście niedaleko był mężczyzna - nasz proboszcz - który sprawę przeniósł na inną platformę...
Mężczyzna (człowiek) zrobił źle i zawstydził się.
Znacie to?
Znacie.
Pierwszy odruch - zwalić winę na kogoś innego.
Znacie to?
Znacie.
No to zwróćcie twarz do najbliższej osobie w ławce i powiedzcie - biorę to na siebie.
Odwróciłem się w prawo, sąsiadką w ławce była KOBIETA.
Uśmiechnąłem się do niej przepraszająco i powiedziałem:
It's on me.
Ona chyba zrobiła to samo, ale to nieistotne. Faktem jest, że zrobiło mi się lżej na sercu.
Nie mam cierpliwości żeby czytać psychologiczne wywody, ale wydaje mi się, że wiele z nich potwierdza walory zdrowotne takiego postępowania.
Po mszy pogoda nieco poprawiła się.
Na trawniku naprzeciw kościoła zauważyłem...

Jakież komfortowe fotele!
Rozejrzałem się wokół, może ktoś z parafian opuszczających kościół zechciałby usiąść ze mną i przedyskutować dzisiejsze kazanie.
Dwóch odmówiło.
Właściwie to powinienem wziąć to na siebie - usiąść i podumać na świątobliwy temat... ale wybrałem domowe ciepło - moja wina - to wyznanie zwrócone do czytelników tego wpisu.

Monday, May 13, 2024

Niedzielne obrazki

 Prawie codziennie przechodzę koło naszego kościoła parafialnego.  Od strony ulicy można zobaczyć takie informacje (przepraszam za jakość ale telefon wyraźnie nie lubi częstotliwości tego ekranu...


Treść napisu - How does Moses make his morning coffee? Jak Mojżesz robi sobie poranną kawę?
Odpowiedź - Hebrews it - On ją parzy - Jak wiele można stracić w tłumaczeniu :)


A w środku -
Msza zaczyna się wezwaniem dzieci (Little sprouts - Małe kiełki) do osobnej liturgii...


Zazwyczaj jest ich kilkanaścioro, wszystkie pędem biegną do ołtarza.
Wczoraj był Dzień Matki więc i one zostały poproszone do ołtarza...

Ależ się zaroiło, ławki prawie opustoszały.

I jeszcze inna strona medalu...
Kilka dni temu w ramach działalności charytatywnej odwiedziłem z kolegą osobę proszącą o pomoc.
Matka... nie byle jaka matka - 12 dzieci w wieku 16 - 2 lat, ostatnia para - bliźniaki - urodzone 2 lata temu. Najstarsza dwójka nie mieszka z resztą rodziny.
Wyznam, że wyjątkowo lubię odwiedzać tę rodzinę - matka - szczupła, drobna, na ogół w dobrym nastroju. Przyjmuje nas na progu, raz czy dwa byliśmy we frontowym pokoju... lekki bałagan.
Dzieci - sama radość - wszystkie bardzo urodziwe, wesołe, dowcipne, zadbane.
Nie mogę sobie wyobrazić jak gotuje się obiad dla takiej rodziny, chyba nie wystarczy jedna kuchnia. W każdym razie matka wspomniała, że ukoronowaniem dnia jest codzienne pieczenie ciasta i jego wspólna konsumpcja.

I jeszcze inna - wizyta sprzed tygodnia - samotna matka trójki dzieci. Długa historia zaniedbania, bezdomności, uzależnienia od narkotyków. W rezultacie nie była zdolna do opieki nad żadnym ze swoich dzieci. Jak narazie może odwiedzać swoją 2-letnią córkę.

Sunday, March 24, 2024

Odmienne Formuły

 Od której Formuły tu zacząć?

Chyba od tej najpopularniejszej - Formula 1 - wyścig samochodowy - Melbourne - start za godzinę.

Dotychczasowy rekord popularności , ustanowiony 2 lata temu, to 444,000 gości na trasie wyścigu.
Oczywiście tyle osób nie zmieści się na 5-kilometrowej trasie wokół jeziora, to rozkłada się na 4 dni.
Już w czwartek do wejścia tłoczyło się ponad 60,000 ludzi.
Ciekawe, że w tym dniu nie jeździły jeszcze żadne samochody.
W tym roku rekord zostanie na pewno pobity.

Innym wydarzeniem dzisiejszego dnia jest Niedziela Palmowa.
Już wczoraj w naszym kościele przygotowano palmy...

Przez długie lata miałem jednak swoją własną formułę...
Po pierwsze bardzo nie lubię wyścigów samochodowych i co roku jeździłem na rowerze do Albert Park gdzie rozgrywany jest wyścig, robiłem rundę po trasie wyścigu, przystawałem przed trybunami lub stertami opon i wygrażałem pięściami.


Po drugie,  ponad 12 lat temu zainteresowałem się tematem MS - Multiple Sclerosis - Stwardnienie Rozsiane - natychmiast trafiła się okazja do działania. Dowiedziałem się, że co roku, 30 maja, obchodzony jest Multiple Sclerosis Day i australijskie MS Society organizuje w niedzielę najbliższą temu dniu MS Walk - marsz charytatywny dookoła Albert Lake - dokładnie na trasie samochodowego wyścigu.
Zarejestrowałem się i otrzymałem sugestię żeby dołączyć do jakiegoś zespołu. 
Spojrzałem. na listę zespołów a tam - RED Bull - nazwa jednego z najpoważniejszych uczestników Formula 1. 
Dołączyłem...

Wymierny efekt - dotacja A$646.

I tak przez kolejne ponad 12 lat.

A w tym roku?
Dzisiaj w naszym kościele, przed mszą było symboliczne wejście z palmami do kościoła. Ze względu na ograniczenia ruchowe nie uczestniczyłem.

MS Walk odbędzie się 19 maja - chodzenie mi się raczej nie polepszy, ale przecież tam się nie trzeba spieszyć.

Tutaj zdjęcie z 2012 roku - swoista wersja Palmowej Niedzieli...


P.S. Oglądając w australijskim dzienniku informacje na temat dzisiejszego wyścigu zwróciłem uwagę na polskie akcenty...


To nie było to zdjęcie, chyba zdjęcie zawodnika jadącego Hondą. 
Honda poniosła w dzisiejszym wyścigu wielką porażkę - może to działanie jakiejś komisji specjalnej?

Sunday, February 18, 2024

Harcerze Krzyża Południa

 Trzecia niedziela lutego - jak zwykle pojechaliśmy na Polską Polanę w Healesville, 55 km od domu, na doroczny Dzień Harcerza.
W harcerstwie działa nasz syn i czwórka jego dzieci.

Mnie harcerstwo ominęło.
We wczesnym dzieciństwie byłem mocno zafascynowany tą działalnością. Zapisałem się do harcerstwa już w 2. klasie szkoły podstawowej, ale wkrótce, w roku 1949, harcerstwo zlikwidowano na długie lata.
Gdy przyjechaliśmy do Australii miło było stwierdzić, że istnieje i trzyma się dobrze - od 1949 roku.
Istnieje tu oczywiście harcerstwo australijskie wzorowane na angielskim modelu Baden-Powella, ale harcerstwo polskie trzyma się osobno i według mnie oferuje ciekawszy program zajęć.

Koniec historii.

Dzisiaj pogoda dopisała, chłodny, lekko chmurny poranek zmienił się w słoneczny dzień.
Polana w Healesville to świetnie zlokalizowany ośrodek oferujący wiele atrakcji przez cały rok.

Dzisiaj było tu tak.
Chatka Poznań...


Kilka kroków za Poznaniem...



Las wciąga, ale trzeba wracać do cywilizacji.
Po drodze przypomnienie o alternatywnych metodach transportu...


Wciągnięcie flagi...

Ognisko.
W Australii nie jest to takie oczywiste. Trzeba się upewnić u lokalnych władz czy wolno je rozpalić i trzeba zachować wiele środków ostrożności.
Polscy harcerze mają w tej dziedzinie duże doświadczenie...


Oczywiście odśpiewaliśmy wspólnie kilka harcerskich piosenek.
Harcerze zaprezentowali kilka śmiesznych zabaw, ale wszystko co miłe szybko się kończy.
Chwila zadumy nad gasnącym ogniskiem...


Tytułowa piosenka - TUTAJ.

Sunday, January 21, 2024

Pogrzeb za życia i więcej

W ciągu ostatniego niespełna miesiąca byliśmy na dwóch pogrzebach, sam nie wiem co o tym myśleć?

Nie minęło kilka dni a tu, w wiadomościach naszej państwowej stacji TV - ABC - podali informację o - Living Funeral - KLIK - pogrzeb za życia.

Wyznam, że to mnie zaskoczyło.
Nie zdziwiłbym się gdyby zrobiło to Google gdyż ono miało wgląd do moich emaili na temat tych pogrzebów i wiedziało, że zaglądałem na strony kościołów i cmentarzy, ale państwowa telewizja?
Czyżbym ja był jakąś ważną osobą i o tym nie wiedział?

Wracam do tematu - pogrzeb za życia - zlinkowana strona wyjaśnia, że dotyczy to osób, które są pewna, że wkrótce umrą i daje im szansę pożegnać się z bliskimi im osobami.
Pewne podejrzenia wzbudziła wzmianka, że to może znacznie zmniejszyć koszty pogrzebu.
To przypomniało maksymę, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Wikipedia wspomina, że czasem motywem takiej ceremonii jest doprowadzenie do izolacji starej osoby od otoczenia - opiekunowie (rodzina) przestaje się zbytnio troszczyć o dziadka czy babcię bo wiedzą, że nikt już ich nie odwiedzi - brrr.

Moja opinia - wydaje mi się, że ceremonia pogrzebowa jest dla tych, którzy żyją, ale moje doświadczenie (pogrzeb mojej matki) jest zbyt małe żeby coś rozsądnego dodać.

Zmiana frontu - z cmentarza pod rynnę - wczoraj byliśmy na chrzcie?
Mało?
Byliśmy na DWÓCH chrztach!

Synowi naszego znajomego 2 tygodnie temu urodził się syn.
Na dodatek jego żona, matka dziecka, też nie była dotąd ochrzczona, więc podwójna ceremonia.

Nie wspominałbym o tym gdyby nie fakt, że ceremonia odbyła się w kościele katolickim praktykującym tradycyjną, łacińską liturgię.
Mam pewien sentyment do tej tradycji, ale spotkało mnie zaskoczenie, a nawet dwa.

Chrzest dziecka był raczej prosty i jasny, co innego z osobą dorosłą.
Ceremonia była długa i pokrętna, oboje z żoną nie mogliśmy tego ustać wycofaliśmy się na siedzące pozycje.
Tu wyjaśnię, że w naszym parafialnym kościele, w którym stosują aktualną liturgię, chrzest dorosłego jest taki sam jak dziecka.

Drugim zaskoczeniem było spotkanie z kilkoma parafianami tego tradycyjnego kościoła.
Parę osób w średnim wieku, parę młodych, wszyscy sympatyczni i dowcipni, ale gdy zboczyliśmy na tematykę biblijną i religijną poczułem zapach piekielnych płomieni.

Wyszedłem zdezorientowany
 - czy moja pamięć katolicyzmu w PRL jest zniekształcona,
- a może kościół katolicki w PRL praktykował nieco zmodyfikowane ceremoniały i nauczanie,
- a może kościół katolicki w Anglii i Irlandii będąc ofiarą angielskiej nietolerancji, jakoś skamieniał?

W ten sposób w dwa dni zachwiały się dwa filary istnienia - chrzest i pogrzeb.

Dzisiaj niedziela, znowu odwiedziliśmy kościół w starym stylu, którego zdjęcie publikowałem 2 wpisy temu, ale jednak potrzebowałem dzisiaj odmiany.
Odwiedziłem sąsiednią ulicę gdzie natura stworzyła świątynny nastrój...




Uwaga: w rzeczywistości było znacznie ciemniej, ale telefon wie lepiej - stara się rozjaśnić moją wizję.
Niepotrzebnie, ja jestem nadal w dobrym humorze.

Sunday, January 14, 2024

Niedzielne kolędowanie

Nowy Rok idzie pełną parą.
Praktycznie oznacza to, że po świątecznej przerwie lekarze wracają do pracy i dobijają się do mnie ze swoimi usługami.
To spowodowało zastój na blogu.

 Na szczęście przyszła niedziela, żeby jeszcze bardziej oderwać się od tutejszej rzeczywistości wybraliśmy się na polską mszę do kościoła w centrum Melbourne.

Kościół pod wezwaniem św Ignacego Loyoli. Zarządzają nim Jezuici, ale od wielu, wielu lat niedzielna msza o 12:00 jest zarezerwowana dla Polaków...


Potężna, majestatyczna budowla.
Jestem niewątpliwie osobą zwracającą uwagę na pozory gdyż właśnie takie otoczenie mi odpowiada.

Dzisiaj jednak polska msza miała dla mnie dodatkową atrakcję - liturgiczne śpiewy zastąpiono kolędami.
I tak Gloria - Chwała na wysokości Bogu a na ziemi pokój ludziom dobrej woli.." - zastąpiono kolędą - Gdy się Chrystus rodzi, w której mamy słowa: "Aniołowie się radują, pod niebiosy wyśpiewują; Gloria, gloria, gloria, In excelsis Deo!"
Czyli właściwie to samo a nawet może lepiej bo po łacinie.

Podobnie było z Wyznaniem Wiary - Credo - Pójdźmy wszyscy do stajenki...

I końcową pieśnią - Podnieś rękę Boże Dziecię, błogosław ojczyznę miłą...

Tutaj poczułem odrobinę rodzimej atmosfery - sporo osób kojarzyło to z aktualną sytuacją polityczną w Polsce, śpiewano więc to samo, ale adresaci błogosławieństw byli różni.

P.S. Wyniki głosowania za granicą:
- Kanada i USA - dominował PiS,
- Japonia - PiS i Konfederacja nie osiągnęły 5%,
- Chiny - jak wyżej,
- Australia - KO 49.8%, PiS 17.2%.
Źródło - KLIK.

Sunday, December 31, 2023

Ta ostatnia niedziela...

 Fakt - dzisiaj jest ostatnia niedziela tego roku - ilustracja muzyczna TUTAJ.

Co gorsze, to w tym - 2023 roku - pierwszym dniem roku była również niedziela, co rodzi uzasadnione obawy - czy w przyszłym roku będą w ogóle jakieś niedziele?
W każdym razie - jeśli nawet będą, to będzie ich mniej niż w tym roku. Uwzględniając fakt, że będzie to rok przestępny oznacza to, że jeśli niedziele będą, to w skali roku będą znacznie rzadsze niż w roku 2023 - naukowe wyliczenie w PostScriptum.

Zastanawiam jak się to ma do polityki?
Mniej niedziel oznacza chyba mniejszy wpływ Kościoła, z drugiej strony - nawet jeśli wszystkie niedziele będą handlowe, to jednak będzie ich mniej.
Czyli stracą i Bóg i handel.
No to kto zyska?????

Miejmy nadzieję, że NATURA.

Słuchając bieżących wiadomości stwierdzam, że płonne to nadzieje.
Co bowiem było istotnym tematem ostatnich wiadomości?
Jak uspokajać zwierzęta domowe będące w stanie paniki z powodu fajerwerków, którymi władze miast raczą nas na koniec roku?
A co ze stanem psychicznym zwierząt żyjących na wolności?
A, przede wszystkim, po kie licho nam fundują te hałaśliwe i smrodliwe fajerwerki????

Wczorajsza (sobota) mapa pogody Australii...


Czy to nie wystarczy zamiast wszystkich fajerwerków?
Czy zauważacie tę sylwetkę zwierzęcia w środkowo-prawym górnym rogu?
Ono chce wyskoczyć z tych płomieni.

A tutaj dzisiejszy (niedzielny) poranny widok - tej ptaszynie już z rana oczy wychodzą z orbit na myśl o tym co ludzie zgotują jej tej nocy...

Jak widzicie rok kończę w wojowniczym nastroju - może to jest powszechne wśród osób bezradnych?

Dla równowagi - migawki z wczorajszego wieczornego spaceru...

Uwaga: w naturze było znacznie ciemniej i była znacznie bogatsza gama kolorów zachodzącego słońca, inteligentna kamera w telefonie dba żeby mnie te kontrasty nie wyprowadziły z równowagi.


---


Na zakończenie - ilustracja głosowa...

Mamy właśnie sezon na brzęczenie cykad - co kilka kroków, gdzieś w trawie, coś natrętnie brzęczało. Nie widziałem sensu w filmowaniu trawy więc załączam nagranie zrobione w innym miejscu i w środku dnia, ale dźwięk - ten sam - KLIK.

P.S. Naukowe wyliczenie:
Rok 2023 - ilość dni = 365, ilość niedziel = 53 ==> Niedziela co 6.8869 dni.
Rok 2024 - ilość dni = 366, ilość niedziel = 52 ==> Niedziela co 7.0384 dni.

Tuesday, December 26, 2023

Świąteczne pomieszanie

 Ta ostatnia niedziela...

Jak to właściwie było?
Adwent czy Święta?
Czy Wigilia może być w niedzielę?
A Boże Narodzenie w poniedziałek?
Przecież wiadomo, że świąteczny poniedziałek to Śmigus Dyngus!

Miotani tak sprzecznymi uczuciami poprzestaliśmy na bardzo wątłej choince...

..i z pewnym niepokojem oczekiwaliśmy gości.

Nie zawiedli chociaż przybyli na raty, najpierw syn z trójką dzieciaków.
Te zaczęły relacjonować przebieg kilkudniowego obozu młodzieżowego - jazda konna, liczne tory przeszkód a w czasie wolnym śpiewo-tańce.
Zupełnie rozbroił mnie ten utwór - KLIK - na dodatek nasze wnuczki wzbogacały śpiew zupełnie absurdalnymi figurami tanecznymi.
Exodus z Egiptu - to wpisało się w tak paradoksalny sposób w moje ostatnie rozterki związane z relacją Biblii do aktualnej sytuacji w Gazie, że mogłem się już tylko śmiać.

Za godzinę dojechała synowa z naszym najstarszym wnukiem, który się spóźnił gdyż musiał wypełnić obowiązki w swojej wakacyjnej pracy w barze i to daleko od Melbourne.

W związku z tym kolacja wigilijna była mocno pokręcona a my, w tym zamieszaniu, zapomnieliśmy podać jednej potrawy.
Tak więc nie mogę się doliczyć czy ilość potraw była parzysta czy nieparzysta?

W poniedziałek odwiedziliśmy córkę i jej rodzinę na świąteczny lunch.
Powinien być obiad, ale nasza wnuczka, tuż po północy wylatuje do Europy na narty więc trudno żeby było normalnie. 
Jedynie świąteczna świeca zachowała spokój...

Po luncho-obiedzie wyszliśmy do samochodu.
Padał deszcz - a więc jednak śmigus!

Na ulicy pustki z czego skorzystał Mikołaj na sąsiedniej posesji i niczym się nie krępując sikał cieniutkim strumykiem...


***