Saturday, August 8, 2026

Ody się poTroiły

Oj, nic się nie dzieje, nic nie przychodzi mi do głowy, o czym tu pisać?
Spróbuję o tym co zaczepia mnie z wielu stron---

ODYSEJA

Nie przypominam sobie żeby jakiemuś filmowi towarzyszyła tak masowa kampania informacyjna.
W państwowej telewizji ABC wyświetlono film dokumentalny - Oddysey - ekipa żegluje po wyspach Morza Egejskiego.
W radio ABC było już kilka dyskusji na ten temat.
Na fali zainteresowania historią starożytnej Grecji wypłynął film dokumentalny na temat Aleksandra Wielkiego.
Poskrobałem się po głowie...
Z lekcji historii w szkole podstawowej pamiętam, że Iliada była interesująca - konsekwentna akcja, podstępy godne pana Zagłoby.
Natomiast Odyseja wydała mi się sztuczna - absurdalne sytuacje nie prowadzące do żadnego wniosku.
Spytałem wnuczęta, podzielają mój pogląd.

Na przeciwnym biegunie są rozważania takie jak to ==> KLIK.

Wracam do rzeczywistości...
W piątek spotkałem się ze znajomym narciarzem z Kanady, który przyjechał do Australii na maraton narciarski Kangaroo Hoppet - KLIK.
Opowiedział mi o swoich tegorocznych dokonaniach...
1 styczeń - maraton narciarski w Chinach.
Koniec stycznia przyjazd do Europy na 15 maratonów narciarskich - najbardziej pamiętny - nocny maraton w Szwecji - Vasaloppet -


Powrót do domu i po 3 tygodniach jeszcze jeden maraton - Islandia - koniec kwietnia.

Urlop od nart - wyjazd z żoną i wnuczkami na 3 tygodnie do Włoch.
Urlop od rodziny - wyjazd na Grenlandię i powrót przez Labrador do domu.
Lipiec... co tu robić?
Wycieczka do stanów - nie, nie Zjednoczonych - do Kazachstanu Uzbekistanu, Kurdystanu, Turkmenistanu.
Refleksja - poczucie bezpieczeństwa, nie ma żebraków --- oj,  jakieś komunistyczne pozostałości.
No i teraz Australia i Nowa Zelandia.
Odyseusz niech się schowa...
Zaciekawiło mnie, że znajomy przyleciał tu przez Hong Kong?
- Unikam USA bo tam musisz dać swój telefon do szczegółowej kontroli.

Mój powrót pociągiem do domu...


Zainteresował mnie ten brodaty pan w czerwonej kurtce...
Przecież 2 tygodnie temu publikowałem na blogu swoje zdjęcie w czerwonym stroju.
2 tygodnie i ja tak się postarzałem?
Wysiadam z pociągu i zauważam Penelopę...


Czeka w otoczeniu zalotników.
Nie na mnie - ufffff...

Końcowa refleksja...
Na półce znalazłem Odyseję - tłumaczenie Lucjan Siemieński - KLIK.
Druk - L. Anczyc - 1922 rok.
Chwileczkę - tak konkretnie, jaką książkę L. Siemieński przetłumaczył?
Sztuczna Inteligencja mocno miesza się w zeznaniach i muszę użyć własnej, ograniczonej, inteligencji żeby się dowiedzieć, że pierwsze drukowane wydanie dzieł Homera ukazało się we Florencji w 1488 roku za sprawą Demetriosa Chalkokondylesa - KLIK.

Sunday, August 2, 2026

Amazing Grace.

 Niedziela...
Kilka dni temu wspomniałem anglikański kościół Św Andrzeja w nadmorskiej dzielnicy Brighton.
Niedziela - doskonała pora aby zbadać sprawę gruntowniej.
Piękny dzień, już z daleka widzę parafialny chór...


Wchodzę do środka...


Nad ołtarzem splecione ciała kobiety i mężczyzny, na fotografii tego nie widać, ale według mnie wyraźnie dominuje kobieta.
Domyślam się, że to Maria i Jezus, ale pierwsze skojarzenie było - Ewa i Adam.
Oglądam się do tyłu...



Potężne organy - na to właśnie liczyłem planując tę wizytę.
I nie zawiodłem się.

Liturgia anglikańska niewiele się różni od katolickiej więc czułem się jak w domu... tyle, że nieco samotny - w ogromnym kościele było może 60 osób.
Dla porównania - nasz parafialny kościół Św Benedykta, jest pewnie 3 razy mniejszy i 3 razy niższy, ale na poranną niedzielną mszę przychodzi kilkaset osób.

Strona muzyczna...
Organy brzmiały potężnie, chór śpiewał poprawnie - czas na wyjaśnienie tytułu.
Amazing Grace - Niesamowita Łaska - w krajach anglojęzycznych to jedna z najbardziej popularnych pieśni religijnych...

Nie wiem czy ta pieśń jest śpiewana w polskich kościołach, ale na Youtube jest - KLIK.

W trakcie mszy dowiaduję się, że akurat dzisiaj ta pieśń jest bardzo aktualna - otóż w ostatni czwartek - 30 lipca - był Światowy Dzień Przeciwko Handlowi Ludźmi - KLIK.
Rozszerzę nieco temat - walka z niewolnictwem - Amazing Grace w tle.
Otóż autorem pieśni jest John Newton, doświadczony specjalista w handlu niewolnikami - lata 1748-1760.
Karierę zaczął w marynarce brytyjskiej. Po kilku miesiącach służby próbował uciec, ale go złapali, wychłostali i zdegradowali. Po okresie depresji, rozważał samobójstwo, trafił na statek przewożący niewolników z Afryki Zachodniej do Jamajki i okolic i szybko awansował na stanowisko kapitana.
Przez 10 lat był kapitanem statków przewożących niewolników z Afryki do Indii Zachodnich
Udar mózgu zmusił go do wycofania się na ląd, ale nadal czerpał spore zyski z handlu niewolnikami. 

W tym samym czasie zbliżył się do religii, został anglikańskim księdzem i zaczął pisać hymny religijne.
W 1788 roku stał się czołowym angielskim abolicjonistą -  KLIK.

Pieśń odśpiewana, nadchodzi czas Komunii - miłe zaskoczenie - komunia w obu postaciach - opłatek i wino.

Refleksja na dzień powszedni - dwa wpisy temu wspominałem przetwory pomidorowe sprzedawane a Australii z fałszywą etykietą, prawdopodobnie są uprawiane w Chinach z wykorzystaniem pracy niewolników.
To przywołało wspomnienie sprzed 60 lat - byłem w Norwegii na praktyce studenckiej, miłym zaskoczeniem były bardzo smaczne i bardzo tanie pomarańcze.
Któregoś dnia, w fabryce, podczas przerwy na lunch, podszedł do mnie starszy robotnik...
- Ty jesteś z Polski?
- Tak.
- Tam rządzą komuniści?
- Tak.
- I to jest według ciebie w porządku żeby jeść pomarańcze zbierane przez niewolników w Afryce Południowej?
W tym momencie skojarzyłem sobie, że pod tym sklepem z pomarańczami czasami zbierają się jacyś manifestanci.
- W komunistycznej Polsce obywatel nie musi sobie zawracać głowy takimi sprawami, bo Polska nie sprowadza pomarańczy z Afryki Południowej - odparowałem.
Od tego czasu pomarańcze jadłem tylko w hostelu.

Thursday, July 30, 2026

Zmiana krajobrazu

 Dzisiaj, dla odmiany, zawędrowałem nad morze...

Linia brzegowa Melbourne liczy, bagatela - 264 km a ja dotarłem tam dopiero drugi raz w tym roku.
No cóż, poprzednim razem prawie sobie poparzyłem stopy.
Zahartowałem je ostatnimi spacerami po trawie i dzisiaj wdepnąłem w morskie odmęty...


Na zdjęciu tego nie widać, ale stopy są w wodzie.
Dzień mamy chłodny, ale półsłoneczny. Temperatura około 12C...





Żegnam się z morzem i zerkam na nadmorską dzielnicę Brighton - wiele drogich rezydencji, w tle stary kościół anglikański - St Andrew's Church - KLIK...


Kościół powstał w 1842 roku czyli zaledwie 7 lat po urodzinach miasta Melbourne. Obecny kształt nadano mu po pożarze w 1964 r.
Przy kościele jest niewielki cmentarz a na ścianie kościoła lista pierwszych zmarłych...


Policzyłem pierwszą kolumnę - 52 nazwiska, 17 osób zmarło w wieku poniżej 1 roku.

A teraźniejszość?
W Australijskiej polityce sporo się dzieje - właśnie premierka stanu Wiktoria zmieniła się na premiera, w tle ogromne afery korupcyjne.
W szerszym tle - bardzo szybko rośnie popularność bardzo prawicowej parti One Nation - KLIK.

Historia - po dzienniku TV  państwowa stacje ABC wyświetliła film o B. Geldofie - KLIK.


... muzyku, który zasłynął akcją pomocy dla Afryki.
W tamtych czasach oglądałem informacje o jego działaniu z dużym przejęciem.
40 lat minęło... sytuacja w Afryce znacznie się pogorszyła - TUTAJ relacja z Sudanu.

Zmiana nastroju, na początku lipca, we wpisie o książce na temat Kościuszki - człowieka i góry - wspomniałem o trudnościach spróbowania jedzenia australijskich Aborygenów.
Sprawa nabrała konkretnego kształtu bo za tydzień wpadnie do Melbourne znajomy narciarz z Kanady, zjemy lunch...
Spytałem googla o restauracje w Melbourne serwujące Aborygeńskie potrawy...
Pierwsze trafienie - powikłana strona internetowa, trzeba się natrudzić żeby dotrzeć do właściwej podstrony i dowiedzieć się, że restaurację zamknięto 2 lata temu.
Kilka dalszych prób naprowadziło mnie na właściwy adres - KLIK - żeberka z krokodyla i może coś więcej - cena A$385.
Hmmm... 

Skoro już o cenach mowa, to z dnia na dzień drożeje benzyna, a w niedzielę zdrożeje poważnie bo rząd przywróci akcyzę, którą wycofał na 2 miesiące.
Na wszelki wypadek zatankowałem - cena A$1.83 czyli około 4.79 PLN za litr.

Monday, July 27, 2026

Czerwono mi

 


Wczoraj miałem urodziny... u rodziny - znaczy w kawiarni blisko domu naszego syna.
Ponieważ u nas zima to założyłem mój wysłużony narciarski strój.
To znaczy - na miejsce dojechałem w szaroburym ubraniu a przeistoczyłem się dopiero w kawiarnianej toalecie, w której przeczytałem bardzo istotną wskazówkę...



Panowie - stańcie bliżej (pisuaru). To... może być krótsze niż myślicie.

Koniec celebracji, czas kontynuować życie.

W telewizji aż dwa razy zasugerowali mi film o dobrowolnej eutanazji - VAD (voluntary assisted dying) - nawet dobry skrót - nie WAD-zić nikomu.
W Australii temat jest oficjalnie uregulowany - KLIK - jeden z warunków - medyczna prognoza, że pacjent nie pożyje dłużej niż 6 miesięcy - czyli wiele krzyku o nic.

Poniedziałek - od rana wszelkie media przypominają że o 2 będzie test ogólnoaustralijskiego alarm - wszystkie telefony zabuczą 10 sekund - KLIK.
Test podobno się udał.
Zastanowiłem się jakie niebezpieczeństwa mi grożą...

Zagrożenie chińskie?
No cóż Chińczycy trzymają się mocno -
Media właśnie podały informację, że w naszych supermarketach sprzedają przetwory z chińskich pomidorów a naklejka na opakowaniu podaje: AUS grown tomatoes (pomidory wyhodowane w Australii)...



Czyli - jak w tytule.

P.S. Jeszcze wspomnienie urodzinowe sprzed 13 lat...



Sunday, July 19, 2026

Gola!!!

 Niedziela rano - Finał Mistrzostw Świata za kilka godzin...

Jakoś straciłem zapał do oglądania transmisji z imprez sportowych, ale dzisiaj skusiłem się.
Gdy włączyłem telewizor wynik meczu Anglia - Francja był 4:0.
Za kilkanaście minut było 4:3 - to było rzeczywiście urozmaicone wydarzenie.
10 goli - sprawdziłem historię:
- 12 goli - najwyższy wynik = 7:5 - Austria-Szwajcaria, ćwierćfinał w 1954 roku.
- 11 goli zdarzyło się 3 razy = Brazylia-Polska 6:5 1938,  Węgry-Niemcy Zachodnie 8:3 1954, Węgry-Salwador 10:1 - 1982
- 10 goli = Francja - Paragwaj 8:3 7:3 1958 i Anglia - Francja 6:4 - dzisiaj.

Podczas porannej jazdy samochodem, jak zwykle włączyłem radio a tam - refleksja na temat nadchodzącego finału i "stosowna" piosenka...

Nie płacz za mną Argentyno?!?!
Brzmi depresyjnie.... czy to jakaś sugestia?

Trzymając się muzycznej tematyki zastanowiłem się czy są jakieś utwory popierające Hiszpanię?
Są - cała masa!
Na pierwszym miejscu chyba opera Carmen G. Bizeta i Aria torreadora - KLIK.
George Bizet - Francuz...
Motywy hiszpańskie inspirowały kompozytorów wielu narodowości -
- N. Rymski-Korsakow - Caprizzio Espagnol - KLIK.
- M. Ravel - Bolero i Rhapsodie Espagnol - KLIK.
- L. Bochcerini - Fandango - KLIK.

Na koniec posłuchajmy Hiszpana - Manuel de Falla - KLIK.

A co na to Argentyna?
Jedyne co przychodzi mi do głowy to oczywiście TANGO!!!


Moja prognoza - Argentyna - Hiszpania - 2:1.

Saturday, July 18, 2026

Tęcza gola!

 


Zdjęcie wyjaśnia tytuł...
Wpis będzie o czym innym.
Kilka dni temu byłem na zebraniu mojego oddziału Stowarzyszenia św Wincentego.
Mieliśmy gości z innego oddziału a więc okazja do porównań.
Okazało się, że ten inny oddział ma zebrania co 2 tygodnie i że tylko 3 osoby są w stanie jeździć na wizytacje (my mamy zebrania raz na miesiąc i tuzin osób zdolnych do wizytacji).
Dlaczego zebrania co 2 tygodnie?
Starość nie radość - członkowie tamtej grupy są w takim wieku, że... bardzo jest im potrzebne spotkanie i wspólna modlitwa.

Migawka z wizytacji - klientka w średnim wieku, wspomina, że dużo czasu zajmują jej wizyty u matki, która jest w szpitalu gdzie czeka na przeniesienie do domu opieki.
- Moja matka ma już 67 lat - wzdycha klientka.
Ja i mój wizytacyjny partner spoglądamy na siebie badawczo...
Hmmm - teoretycznie mogłaby być naszą córką.

Wizyta w szpitalu...
Szpital Cabrini - założony w 1948 roku przez siostry Sercanki z Włoch.
Od tego czasu bardzo się rozrósł, zachował jednak katolickie tradycje, jest chyba jedynym szpitalem w Melbourne gdzie nie wykonuje się aborcji.
Wędrując labiryntem korytarzy przyglądam się pacjentom i personelowi.
Przekrój etniczny - 90% pacjentów - rodowód europejski, 75% personelu - rodowód azjatycki lub wyspy Pacyfiku.
Pacjenci - raczej moja kategoria wiekowa - wydaje mi się, że w ich oczach widzę zagubienie, dezorientację, czasem - przeprosiny.
Rozmawiam przez chwilę z pielęgniarzem - pochodzi z Nepalu - już 4 lata pracuje w Australii.
- Muszę niedługo wrócić do domu - mówi - muszę pomóc rodzicom.
- W jakim wieku są Twoi rodzice? - pytam.
- Ojciec - 58 lat, ciężka praca na roli.

Wychodząc ze szpitala zaglądam do kaplicy...


Korona Cierniowa...

Wizytacja u klientki Stowarzyszenia... relacja kolegów.
Kobieta, wiek 30+.
Przez 2 lata była bezdomna, niedawno dostała mieszkanie z opieki społecznej.
W mieszkaniu - śpiwór na podłodze - koniec spisu inwentarza.
Na szczęście w naszej okolicy istnieje magazyn, do którego można oddać niepotrzebne meble i sprzęty domowe a z drugiej strony - osoby potrzebujące mogą wziąć je bez żadnych opłat. Trzeba tylko samemu zorganizować transport.
Po dwóch dniach ustalania listy zakupów nasza klientka pojechała tam z naszymi reprezentantami.
Lista nabytków... chyba 40 pozycji.
Istotne, że nasza klientka, być może pierwszy raz w życiu, poczuła się panią sytuacji - to ona wybierała... nie troszcząc się o cenę.

Takie to wspomnienia mnie naszły podczas spaceru pod tęczą.
Nie muszę dodawać, że spacer był na bosaka.

Tęcza zwiastowała poprawę pogody.
Od 3 dni mamy chłodne, bezchmurne noce i słoneczne dni.
Jakiś czas temu prezentowałem śnieżne zdjęcie, podejrzewam, że od tego czasu bardzo się pogorszyło.
Niedobrze - za 3 tygodnie ma do Melbourne przyjechać znajomy narciarz z Kanady. Cel - maraton narciarski Kangaroo Hoppet.
Umówiliśmy się na stacji o 10:45 - trzymam kciuki żeby spadł śnieg.

Saturday, July 11, 2026

Człowiek za górą

 To podtytuł książki o Kościuszce...


Prawie miesiąc temu pisałem o spotkaniu z autorem - KLIK - teraz przyszedł czas na relację o książce.
Po pierwsze - tytuł - the man behind the mountain - od razu widać, że autor żartuje bo na okładce człowiek jest przed górą.
Po drugie - w książce proporcje są bardziej wyważone zacznę więc od okładki.

Osoba Tadeusza Kościuszki zafascynowała A. Sharwooda na tyle mocno, że poświęcił wiele czasu i wysiłku aby poznać dokładnie jego życie i dotrzeć do wielu źródeł informacji.
Na dodatek odwiedził wszystkie miejsca, w których przebywał T. Kościuszko a również te, które zostały nazwane jego imieniem - n.p. 

Welcome sign located on Mississippi Highway 12
By Chillin662 - Own work, CC BY-SA 4.0, Link

Miejscowość Kosciusko w stanie Missisipi (USA), z której pochodzi o wiele słynniejsza osoba - Oprah Winfrey - KLIK.

Spora część książki poświęcona jest rozważaniom na temat - jak zachowałby się T. Kościuszko w obliczu aktualnych wydarzeń:

a) zbezczeszczenie pomnika T. Kościuszki w Waszyngtonie...


Przypomnę, że chodzi tu o rozruchy po zabiciu przez policję Georga Floyda - KLIK.
A. Sharwood uważa, że w znając poglądy i czyny T. Kościuszki można uznać, że nie potępiłby manifestantów.
Po zastanowieniu  - zgadzam się.

b) zmiany klimatu w Australijskich Alpach...
A. Sharwood jest zapalonym wędrownikiem i narciarzem, odwiedził wiele razy Australijskie Alpy, w książce zdaje relację jak delikatna jest tamtejsza roślinność i jak zgubne są dla niej zmiany klimatu, których obecnie doświadczamy.
Ale nie tylko zmiany klimatu, również kopyta końskie i bydlęce.
Szczególnie końskie - w Australii po polach i lasach hasa kilkadziesiąt tysięcy dzikich koni - brumbies - KLIK.
W tym miejscu zauważyłem pewną niekonsekwencję - podstawowo autor jest za ochroną środowiska czyli - eliminacja brumbies.
Więcej na temat ochrony środowiska w tych okolicach - TUTAJ - tytuł strony = Reclaim Kosci ... odzyskaj kości?
Z drugiej strony z dużym sentymentem wspomina poemat Banjo Patersona - The Man from Snowy River - i oparty na tym poemacie film - KLIK - w filmie wystąpił Kirk Douglas.
Do tego jeszcze zauważa fascynację Aborygenów końmi... ale to już osobny punkt.

c) Aborygeńska nazwa najwyższej góry Australii.
W 2019 roku dość silnie rozbrzmiały głosy aby "przywrócić" górze Kościuszki jej tradycyjną nazwę - KLIK.
Dlaczego użyłem cudzysłowu?
Bo prywatnie uważam, że Aborygeni nie nadali tej górze żadnej nazwy.
Zwolennicy aborygeńskiej nazwy wspominają, że te okolice na jesieni obfitują w tłuste ćmy - bogong - KLIK - i wiele plemion Aborygeńskich przybywało tutaj, często wędrując setki kilometrów, aby się najeść do syta i zgromadzić zapasy sproszkowanych ciem.
No i co z tego?
Sądzę, że Aborygeni nadali ogólną nazwę tym okolicom i dziwię się, że zwolennicy zmiany nazwy góry Mt Kosciuszko bez skrępowania twierdzą, że znajduje się ona w Snowy Mountains.
Natomiast najwyższy szczyt?
Na okładce książki na początku tego wpisu widać... no właśnie - nie bardzo widać która z tych gór jest najwyższa.
Odkrywca góry - P. Strzelecki - miał poważne wątpliwości, z dziennika wędrówki wynika, że wszystkie pomiary wykonał na szczycie sąsiedniej góry - Mt Townsend i dopiero wtedy zauważył że sąsiednia góra jest może trochę wyższa - Mt Kosciuszko = 2,228 m, Mt Townsend = 2,209 m.
Ale czy na tę sąsiednią górę wszedł?
Dziennik wędrówki o tym nie wspomina.

Powracając do aborygeńskiej nazwy...
Nazwa sugerowana przez miejscowe plemię Ngarigo to Kunama Namagdi co oznacza Góry i Śnieg... co potwierdza moje przypuszczenia - nazwa okolic, nie specyficznej góry.

Z drugiej strony - autor książki, A. Sharwood uważa, że Tadeusz Kościuszko poparłby Aborygenów.
Po zastanowieniu --- zgadzam się.

P.S.
1. Prowadzona w Australii polska strona medalu - KLIK.
2. Obecnie w Australii nie można zjeść ćmy Bogong...
   ??? tyle krzyku na temat zachowania Aborygeńskich tradycji, a kiedy przychodzi do podstawowego sprawdzianu to.... brak towaru.