Sunday, October 20, 2019

Niedzielne czytanie

Dzisiejsza Ewangelia bardzo praktyczna - KLIK - opowieść I - Moc wytrwałej modlitwy.

Wczoraj jednak czytałem poniższą opowieść i jakoś zaczepiła się w mojej pamięci.

Bóg stworzył Czwarty Świat w zapamiętaniu, które niosło mu ulgę w jego boskim cierpieniu.
Kiedy stworzył człowieka, oprzytomniał - takie wrażenie ten na nim zrobił. Porzucił więc dalsze stwarzanie świata - bo czyż mogło być coś doskonalszego? - i teraz, w swoim boskim czasie, podziwiał własne dzieło. Im głębiej sięgał wzrok Boga w ludzkie wnętrze, tym gorętsza rozpalała się w Bogu miłość do człowieka.
Lecz człowiek okazał się niewdzięczny, zajął się uprawą ziemi, płodzeniem dzieci, i nie zwracał uwagi na Boga. Wtedy w boskim umyśle pojawił się smutek, z którego sączyła się ciemność.
Bóg zakochał się w człowieku bez wzajemności.
Boska miłość, jak każda inna, bywa uciążliwa. Człowiek zaś dojrzał i postanowił uwolnić się od natrętnego kochanka. "Pozwól mi odejść - powiedział. - Daj mi poznać świat na mój własny sposób i zaopatrz mnie na drogę".
"Nie poradzisz sobie beze mnie - rzekł Bóg człowiekowi. - Nie odchodź."
"Daj spokój" - powiedział człowiek a Bóg z żalem przychylił mu gałąź jabłoni.
Bóg został sam i tęsknił. Śniło mu się, że to on wygnał człowieka z raju, tak bardzo bolała go myśl, że został porzucony.
"Wróć do mnie. Świat jest straszny i może cię zabić. Spójrz na trzęsienia ziemi, na wybuchy wulkanów, na pożary i potopy" - grzmiał z deszczowych chmur.
"Daj spokój, poradzę sobie" - powiedział człowiek i poszedł.

Olga Tokarczuk - Prawiek i inne czasy - Czas Gry.

Thursday, October 17, 2019

Prawiek i... Prawiek

Poszli za Wydymacz, minęłi młodą dąbrówkę i szli teraz bukowym zagajnikiem... Musieli być bardzo daleko od domu. Nagle Ruta zatrzymała się.
- To tutaj.
Izydor rozejrzał się zaskoczony. Wokół nich rosły brzozy. Wiatr szeleścił wiotkimi liśćmi.
- Tutaj jest granica Prawieku - powiedziała Ruta i wyciągnęła przed siebie rękę.
Izydor nie zrozumiał.
- Tutaj kończy się Prawiek, dalej już nic nie ma.
- Jak to nie ma? A Wola, a Taszów, a Kielce? Tu gdzieś powinna być droga na Kielce.
- Nie ma żadnych Kielc, a Wola i Taszów należą do Prawieku. Tutaj wszystko się kończy.
Izydor roześmiał się i okręcił na pięcie.
- Co ty za bzdury opowiadasz? Przecież niektórzy ludzie jeżdżą do Kielc. Paweł był w Kielcach. Mój ojciec był w Rosji.
- Wszystkim im tak się tylko wydawało. Wyruszają w podróż, dochodzą do granicy i tutaj nieruchomieją. Chyba im się śni, że jadą dalej, że są Kielce i Rosja. Matka pojazała mi kiedyś takich skamieniałych ludzi. Stoją na drodze do Kielc. Są nieruchomi, mają otwarte oczy i wyglądają strasznie. Jakby umarli. Potem, po jakimś czasie, budzą się i wracają a swoje sny biorą za wspomnienia. Tak to wszystko wygląda.

Olga Tokarczuk - Prawiek i inne czasy (Czas Ruty).

Prawiek zacząłem czytać... przed wiekami.
Wydaje mi się książką,  której czytać się nie kończy.

Za pierwszym razem nie byłem na tę lekturę przygotowany. Czytałem, czytałem, aż zgubiłem się.
Wtedy już wiedziałem.
Czytuję więc Prawiek czasami, nie więcej niż 4-5 czasów za jednym razem.

Teraz, po zdobyciu przez autorkę nagrody Nobla, wróciłem. Być może przeczytam dużo czasów.

Zajrzałem do katalogu mojej lokalnej biblioteki.
Mają Prawiek, ale tylko po chińsku.


Prócz tego mają jeszcze po chińsku Dom dzienny dom nocny. 
Obie książki dostępne na półce.
Osoby nieznające chińskiego mają gorzej. Jest tylko jedna pozycja noblistki: Prowadź swój pług przez kości umarłych. 4 egzemplarze, wszystkie wypożyczone.

Po rannej wizycie w Prawieku zdążyłem na czas na sesję muzyki porannej ABC Classic FM, tej przy której nie troszczą się o zdrowie słuchaczy.

Doskonale trafiłem:
Grażyna Bacewicz - Uwertura na orkiestrę symfoniczną  - KLIK.
i Alfred Schnittke - Suita w starym stylu - KLIK.

O reszcie dnia nie warto wspominać.

P.S. Dla porządku wspomnę, że przeczytałem Księgi Jakubowe - KLIK.

Tuesday, October 15, 2019

Muzyka dla zdrowia


Od pewnego czasu zauważam w programie mojej stacji radiowej ABC Classic FM wzmianki o korzystnym wpływie muzyki klasycznej na zdrowie.

Wyznam, że tego typu informacje mają fatalny wpływ na moje zdrowie.

Korzystne dla zdrowia, albo dla wyglądu, albo dla... no czegokolwiek, istotne, że korzystne dla najważniejszej osoby na świecie - CIEBIE!
Wystarczy tylko nacisnąć w radio lub telewizorze guzik inny niż nasze, państwowe ABC i za chwilę pojawia się taki anons.

Oczywiście i w dawnych czasach słyszałem dobre rady - rosół dobry na przeziębienie, jabłka na coś innego, ale to tylko mimochodem.
I już wtedy żartowano: słuchaj tych rad a umrzesz w doskonałym zdrowiu.

Słuchanie muzyki...
Nigdy nie zastanawiałem się dlaczego lubię jej słuchać. Nigdy nie przyszło mi do głowy zastanawiać się czy dobrze mi robi.

Dopiero teraz zastanowiłem się czy jest jakiś powód, że od kilku lat zdecydowanie preferuję koncerty mniej renomowanych zespołów i muzykę nie tak popularnych kompozytorów.
Może jest: nikt nie wpadł na pomysł żeby kojarzyć je z dobrym wpływem na zdrowie.

Dzisiaj, w godzinach rannych, ABC Classic FM nadało II część II koncertu fortepianowego Prokofiewa. Nikt nie wspomniał o zdrowiu słuchaczy - słuchajcie na własną odpowiedzialność - KLIK.

Sunday, October 13, 2019

Niedzielne czytanie - 10 trędowatych

Zmierzając do Jerozolimy przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei . Gdy wchodzili do pewnej wsi , wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych . Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali : « Jezusie , Mistrzu , ulituj się nad nami !» Na ich widok rzekł do nich : « Idźcie , pokażcie się kapłanom !» A gdy szli , zostali oczyszczeni . Wtedy jeden z nich widząc , że jest uzdrowiony , wrócił chwaląc Boga donośnym głosem , upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu . A był to Samarytanin . Jezus zaś rzekł : « Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych ? Gdzie jest dziewięciu ? Żaden się nie znalazł , który by wrócił i oddał chwałę Bogu , tylko ten cudzoziemiec ». Do niego zaś rzekł : « Wstań , idź , twoja wiara cię uzdrowiła ».

Ewangelia wg św Łukasza 17:11-19

Zbieg okoliczności, 2 tygodnie temu wpominałem o książce G. Greene'a - Trąd, dzisiaj ten temat porusza Ewangelia.

Czytałem ten fragment kilka dni temu i nieco mnie zdezorientował.
Jezus mówi do tego, który wrócił podziękować - twoja wiara cię uzdrowiła. To pozwala podejrzewać najgorsze - ci którzy nie wrócili zostali ukarani nawrotem tej strasznej choroby.

Z niecierpliwością czekałem co na ten temat powie ksiądz na dzisiejszym kazaniu.

Angielskie tłumaczenie Ewangelii uprościło mu zadanie.
Otóż nie ma tam zwrotu " twoja wiara cię uzdrowiła ". Zamiat niego jest: "go on your way, your faith saved you".
Czyli wiara go ocaliła, doprowadzi go do zbawienia. Niewdzięczna dziewiątka pozostanie zdrowa, ale ich los jest bardzo niepewny.

Od tego punktu ksiądz już miał z górki - w naszym życiu nie ma miejsca dla Boga, przypominamy sobie o nim w biedzie.Tymczasem warunkiem zbawienia jest nieustanna bliskość, kontakt, to prowadzi do wdzięczności i jej wiecznych skutków.

Wednesday, October 9, 2019

Pawłowa

Na początku tygodnia odwiedzili nas na 2 dni krewni-przyjaciele z Polski, którzy spędzili kilka lat w Australii, dorobili się tutaj obywatelstwa i wrócili na stałe do Polski.

Powodem krótkiej wizyty w Australii był udział w ceremonii przyznania obywatelstwa australijskiego.
Ugościliśmy ich oczywiście polskimi potrawami produkcji mojej żony, ale na deser postanowiliśmy poczęstować nowoupieczonych Australijczyków czymś tutejszym - tort pawłowa.

Żeby nie było wątpliwości bazę kupiliśmy w supermarkecie



Baza, czyli beza, po wyjęciu z pudełka wygląda tak:


Teraz tylko ubić śmietanę, posmarować i udekorować owocami (owoce kiwi, truskawki) i zanim uruchomiłem aparat już ćwierć tortu zniknęło.


Kilka historycznych refleksji.

Zwrot "tort Pawłowa" może komuś kojarzyć się z "odruchem Pawłowa" czyli sugerować, że rosyjski fizjolog, Iwan Pawłow - KLIK, ślinił się na widok ciastek kremowych.

Nic błędniejszego, tort nazwano tak na cześć rosyjskiej baleriny Anny Pawłowej - KLIK, która odwiedziła Australię w 1920 roku. Niewątpliwie biały kolor kremu i lekkość bezy kojarzyly się z charakterem tańca klasycznego.

Wikipedia potwierdza australijskie pochodzenie nazwy deseru - KLIK.

Osobiście, zawsze sądziłem, że receptura tortu jest tak oczywista, że niemożliwe żeby ktoś na to nie wpadł wcześniej.

Google zdaje się to potwierdzać - KLIK.

Nieważne, tort zniknął, krewni-przyjaciele wyjechali. Mam nadzieję, że niejasne pochodzenie tortu nie zakłóci im delektowania się australijskim obywatelstwem.

Sunday, October 6, 2019

Niedzielna refleksja - samotny ojciec

Ostatnio najwięcej dzieje się na charytatywnym froncie - wizytacje osób proszących Stowarzyszenie św Wincentego a Paulo o pomoc.

Przypadek z wtorku.
Ojciec wychowujący samotnie 2 córki, 7 i 6 lat.

Historia pomocy tej rodzinie jest długa.
Na początku była to para, ona z traumatyczną przeszłością. Mieli 2 córki, ale nie mieli prawa opieki nad nimi.
Po kilku latach matka dziewczynek miała operację mózgu i wyprowadzila się od partnera.
Rok później sąd przyznał ojcu prawo opieki nad dziećmi.
Nie pracuje, jeszcze przed urodzeniem dzieci pobierał zasiłek dla niepełnosprawnych, uraz kręgosłupa w pracy. Obecnie pobiera zasiłek rodzicielski.

Nie nadużywa naszej pomocy, wzywa nas średnio co 4 miesiące i zadowala się kuponem do Woolwortha na $80. Z komentarzy wnioskujemy, że utrzymuje kontakt ze swoją rodziną więc dziewczynki nie są zdane wyłącznie na opiekę ojca.

Oczywiście podczas każdej wizyty zerkamy bacznie na dzieci. Prezentują się nadspodziewanie dobrze. Obie uczęszczają do naszej parafialnej szkoły, która zwolniła ojca z opłat i pomaga mu w zakupie podręczników i mundurków.

Ostatnia wizyta odbyła się w zrelaksowanej atmosferze. Dzieci mają ferie wiosenne, pogoda akurat dopisała. Ojciec rodziny miał chęć na zwierzenia.

- Wiecie, jak one się urodziły byłem mocno uzależniony od narkotyków, ich matka miała problemy psychiczne. Pomyślałem sobie - człowieku, jak z tym nie skończysz to stracisz na zawsze dzieci!
I skończyłem, zajęło mi to ponad rok, odzyskałem córki - Dimitriosowi załamał się głos i po policzku stoczyły się łzy. Nam zresztą też.
- A teraz dostałem możliwość powrotu do pracy. Muszę wrócić do pracy. Ile można na tych zasiłkach? Zresztą za parę lat córki będą miały większe potrzeby. Co ja im wtedy powiem?
- Co to za praca?
- Dobra, w fabryce drzwi i okien. Jeden problem - praca od 5 rano do 15. Koniec jest w porządku w szkole są zajęcia pozalekcyjne. Ale rano? Czy słyszeliście o jakiejś agencji, która mogłaby się zająć dziećmi rano i dowieźć ją do szkoły?

Obiecaliśmy dowiedzieć się. Rozpuściliśmy wici.

Jako notoryczny pesymista myślę o tym przypadku z obawą.
Po pierwsze, nie bardzo wyobrażam sobie tego rodzaju pomoc. Dzieczynki zostawałyby rano same w domu. Ktoś miałby przychodzić do nich rano, budzić, pilnować wstawania z łóżka, porannej toalety, śniadania. Wreszcie wyprawiać do szkoły.
A co gdy któraś, albo obie, będą się źle czuły?
Po drugie, Dimitrios był podczas naszej wizyty mocno podekscytowany. Roznosił go entuzjazm. Pytał o możliwości wolontariatu.
Wolontariat? Zostawić w domu dwie córki w wieku poniżej 8 lat i odwiedzać potrzebujących pomocy.
Obawiam się, że te jego plany i marzenia, to oznaka zmęczenia obecną sytuacją. On ma już dosyć spędzania całego czasu w domu.

Nie dziwię mu się, ale...

Monday, September 30, 2019

Niedzielne czytanie - Trąd

Proszę się nie obawiać, to tylko tytuł książki Grahama Greena.
Angielski tytuł książki: A Burnt-Out Case - KLIK.

Książka opublikowana w 1960 roku, wydanie polskie (PAX) listopad 1962.
Czytałem ją już w Polsce, pewnie w 1963 roku.

Nie pamiętam swojej oceny książki 56 lat temu. Zapewne atrakcyjne były sarkastyczne komentarze na temat religii katolickiej.

Podczas obecnej lektury uderzyło mnie jak bardzo ta książka się zestarzała.

Bohaterem książki jest słynny architekt specjalizujący się w architekturze sakralnej.
Z dość niejasnych powodów "wypalił się", chciałby przestać istnieć. Wydaje mu się, że dobrym miejscem będzie szpital dla trędowatych nad rzeką Kongo.
Przypomnę, że do połowy roku 1960 było to jeszcze Kongo Belgijskie, to samo, które opisywał J. Conrad w Jądrze Ciemności.

W latach 1950-tych trąd był już uleczalny, ale na świecie żyło ponad 6 milionów osób dotkniętych tą chorobą. Uprzedzenie osób zdrowych w stosunku do trędowatych jest nadal dość powszechne.

Burnt-out case (wypalony przypadek) to termin używany w stosunku do osób, które cierpiały na trąd w stanie zaawansowanym lecz zostały wyleczone. Jednak utraciły już niektóre części ciała, najczęściej palce u dłoni i stóp.

Bohater książki - Querry - ma nadzieję, że jest takim wypalonym przypadkiem. Wszelkie więzi ze światem, które dolegały mu jak ciężka choroba, zostały amputowane.

Tu mój pierwszy zarzut do autora - nie wyjaśnia co tak bardzo dolegało Querry'emu, trapi mnie podejrzenie, że po prostu nadmiernie roztkliwiał się nad sobą.

Druga sprawa, to religia.
Właściwie z religią katolicką nie jest w książce tak źle.
Tragiczne są przypadki osób o psychice zdeformowanej przez religię a właściwie przez pobyt w seminarium duchownym.
Tego właśnie dotyczy moja uwaga o "zestarzeniu" się książki.

Podsumowując, sięgając po książkę, wiedziałem co mnie w niej rozczaruje. Wiedziałem również, że nadal znajdę w niej tak dużą dawkę Grahama Greena, że będzie to satysfacjonująca lektura.