Wednesday, April 24, 2019

Tylko Chiny mogą nas uratować

W ostatnich dwóch wpisach pokazałem obecność Chińczyków w Australii, w polityce i w kościele.

Dzisiaj dowiedziałem się, że Australia odpłaca im pięknym za nadobne.
Liderowie dwóch głównych partii politycznych - Liberałów i Partii Pracy (Labor) mają konta na chińskim portalu społecznościowym WeChat.
Co istotne, to konta na tym portalu mogą założyć tylko obywatele chińscy. A zatem nasi prostolinijni politycy musieli wynająć jakichś Chińczyków, którzy użyczyli im swojej tożsamości.

Na szczęście chińczycy to wykryli i fikcyjne konta naszych polityków prawdopodonie zostaną zlikwidowane. Więcej TUTAJ.

No to ja się zapytuję - po co głosować na Australijczyka, który udaje Chińczyka skoro mamy tutaj pod dostatkiem autentycznych Chińczyków?

Monday, April 22, 2019

Świąteczne wspomnienie

Zaczęło się w Wielki Piątek.
Wybrałem się na Drogę Krzyżową do sąsiedniej parafii.


Ku mojemu zaskoczeniu i tutaj wkroczyła polityka - w poprzednim wpisie zamieściłem zdjęcia dwóch kandydatek rywalizujących o głosy w moim rejonie wyborczym.
Na czele procesji zauważyłem jedną z nich.


Osobiście też przeżywałem swoistą drogę krzyżową, kręciło mi się w głowie i szukałem oparcia w mijanych płotach.
W domu zmierzyłem sobie ciśnienie - 74/50. To nie był rezultat postu tylko nowego lekarstwa, które przepisał mi kardiolog.

Sobota. W domu ostatnie przygotowania gastronomiczne. Poniżej reprezentacyjny produkt mojej żony.


Żona tworzy gastronomiczne cuda w kuchni a ja trzymam rekę na pulsie wydarzeń w kraju.
Jest! Nasza narodowa linia lotnicza QANTAS nie zapewniła wielkopiątkowym pasażerom rybnej potrawy - KLIK.
Oferowano wyłącznie mięsne potrawy - głosiły nagłówki w telewizji.
Od razu wiedziałem, że to mocna przesada. Tradycje chrześcijan nie znaczą zbyt wiele, ale protestu wegetarian QANTAS by nie przeżył. 
Wyjaśniło się, że chodziło tylko o danie rybne.

Kolejny etap to święcone w polskim kościele.


Na marginesie wspomnę, że ta tradycja nie jest znana w kościele katolickim w Australii.
Poświęceni ruszamy w drogę na farmę naszej córki i zięcia.

Niedziela - te poranne mgły to wspomnienie sprzed kilku lat...


... ale widoki w słońcu były takie same jak przed laty.


Na mszę jedziemy do malutkiego kościoła w miejscowości Neerim South. Dobrze nas tu znają, bywamy tu regularnie od chyba 12 lat.
Nasza córka dyskretnie, ale stanowczo stawia swoje święcone przy ołtarzu. Ksiądz dyskretnie kropi je wodą święconą.
Niestety odnoszę wrażenie, że w ciągu ostatnich 2 lat ilość osób na wielkanocnej mszy znacznie zmalała.

Wreszcie śniadanie. Cudowne rozmnożenie - przy suto zastawionym stole gromadzi się aż 12 osób.
Muszę jednak przyznać, że dzieci nie zwracały zbyt wielkiej uwagi na różnorodne smakołyki lecz najlepiej bawiły się na dworze szukając w trawie czekoladowych jajek.


Mój szacunek dla dzieci wzrósł jeszcze bardziej gdy okazało się, że nie zjadają swojej zdobyczy lecz oddają ją dorosłym żeby schowali jeszcze raz i jeszcze raz...

Poniedziałek - nie przewidywaliśmy nocowania na farmie więc nie wziąłem ze sobą żadnej butelki, w rezultacie musiałem oblać najbliższych wodą z kubka co było znacznie dotkliwsze.

Farmę pozostawiliśmy w jesiennym nastroju.


Tuesday, April 16, 2019

Wybory - geografia, głupcze!

W wiadomościach z Polski wiele informacji o wydarzeniach związanych z wyborami do Parlamentu Europejskiego.
Zadziwiło mnie, że przez długi czas głównym tematem kampanii były sprawy zupełnie nie związane z kompetencjami Europejskiej Wspólnoty.

Australia nie jest gorsza, u nas wybory (do parlamentu federalnego) odbędą się 19 marca. Kampania rozpoczęła się kilka dni temu.
Obowiązuje u nas system jednomandatowych okręgów wyborczych. W moim rejonie wyborczym kandydatów będzie tylko pięciu.

Wygra jedna z tych dwóch pań:



Zarówno Polsce jak i Australii  polecam parafrazę  przypisywanego Billowi Clintonowi powiedzenia - geografia, głupcze!

Sunday, April 14, 2019

Niedzielne spojrzenie - oczami dobrej osoby

To wydarzyło się wczoraj, w sobotę.
Poszedłem do mojego kościoła parafialnego w celu wypełnienia mojego regularnego obowiązku, patrz TUTAJ.

W kościele odbywała się jakaś specjalna medytacja czy adoracja przeznaczona tylko dla kobiet więc przemykałem chyłkiem, ale jednak ktoś mnie zauważył -
- Czy możesz pomóc mi zapiąć pasek od zegarka? - poprosiła jakaś starsza, znaczy młodsza (ode mnie), pani.
Pomogłem.
- Ty jesteś księdzem w tym kościele - stwierdziła pani dość autorytatywnie. Pewnie zmyliły ją moje bardzo krótko ostrzyżone włosy i sandały na bosych stopach.
- Ależ skąd - zaprzeczyłem - ja jestem na przeciwnym biegunie kościelnej hierarchii.
- A ja na twój widok pomyślałam - o, święta osoba.
- W oczach dobrej osoby każdy wygląda jak święty - podsumowałem.

Podczas wykonywania moich obowiązków zastanowiłem się nad celnością swojej uwagi.
Chyba lepiej sobie radzę z manipulacją biblijnymi tekstami niż ze świeckim życiem. Dodatkowego materiału do refleksji dostarczył mi rysunek naszego wnuka.
Tak oto szczere i niewinne dziecko widzi nasze życie rodzinne...


Sunday, April 7, 2019

Niedzielne czytanie - pisane na piasku.

Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.


Ewangelia św Jana 8:1-9

Zawsze mnie intrygowała ta Ewangelia.
Jezus nigdy niczego nie napisał. Co też mógł pisać wtedy na piasku? Dlaczego na piasku?
Dzisiaj nasz nowy, pochodzący z Indonezji, ksiądz wreszcie to wyjaśnił -
To było tak: faryzeusze przyprowadzili pochwyconą na cudzołóstwie kobietę i cytują prawo mojżeszowe - nakazano takie kamienować, co Ty na to?
Jezus już miał im powiedzieć - "
Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem" - gdy spojrzał na zebrany tłum i zauważył w nim swoją matkę, która wszak była bezgrzeszna. Czym prędzej schylił się i napisał na piasku: matko idź natychmiast do domu!
Dopiero gdy Maria odeszła powiedział swoje zalecenie.

Tuesday, April 2, 2019

Rozdwojenie jaźni

Wielki dzień, uroczystość urodzin Klary Olsyfiewny, jedynej córki Państwowego Radcy Berendejewa, dzień uczczony znakomitym, wspaniałym bankietem - takiego bankietu dawno nie widziano w murach budynku przy moście Izmaiłowskim ani w jego okolicy, bankiet, który bardziej przypominał ucztę Baltazara  niż bankiet, który miał w sobie jakiś babiloński smak jeśli chodzi o świetność, luksus i wystrój, z szampanem Clicquot, ostrygami, owocami ze sklepów Jelisejewa i Milutina, z różnymi mięsami ze specjalnie tuczonych cieląt, z wszystkimi stopniami Tabeli Rang (KLIK) - ten świąteczny dzień z tak uroczystym bankietem i zakończony olśniewającym balem, małym, intymnym, rodzinnym balem, ale jednak olśniewającym jeśli chodzi o smak, wykwintne maniery i wystrój. (....) Och, gdybym był poetą! Przynajmniej takim jak Homer czy Puszkin, ktoś z mniejszym talentem nie powinien wtykać w to swojego nosa (...) Odmalowałbym wam wtedy najpierw tych gości zagłębionych w pełnej szacunku ciszy i oczekiwaniu, ciszy bardziej przypominajcej Demostenesowskie krasomóstwo niż ciszę. Następnie przedstawiłbym...
F. Dostojewski - Sobowtór - angielski tytuł Double, rosyjski Двойник.

Wtorek. Po kilku zimowych dniach do Melbourne wróciła słoneczna jesień.
Przypomniało mi się - choć szron na głowie, choć nie to zdrowie, to w sercu ciągle maj - i postanowiłem poczuć kwiecień, wybrać się do miasta.
Tramwajem. Znalazłem zaciszne miejsce i zagłębiłem się w lekturze - patrz wstęp.
Trochę boję się Dostojewskiego, do tego jeszcze w tłumaczeniu na angielski. Dzisiejsza lektura jednak mnie zaskoczyła. Po pierwsze tłumaczenie wydało mi się bardzo naturalne. Po drugie, ten Dostojewski, niby Dostojewski a czyta się jak Gogol.
Być może tytuł to tłumaczy - Sobowtór - niby Gogol, a przecież Dostojewki. Po rosyjsku Dwojnik - tego nie da się lepiej wyrazić.

Mój cel Scots' Church - kościół Szkotów - powstał już 2 lata po tym jak pierwszy biały człowiek postawił stopę w miejscu gdzie obecnie znajduje się Melbourne - KLIK.

Najbardziej centralne miejsce w Melbourne a jednak na chwilę można zapomnieć o wieżowcach i ulicznym ruchu.



Cel wizyty - wczesno-popołudniowy koncert.




Młodzi wykonawcy, stara muzyka.
Na początek -  J.S. Bach - Partita Nr 1 na skrzypce - KLIK.

Publiczność... przed rozpoczęciem zauważyłem znajomą twarz.
Skąd ja ją znam? Czy ja ją na pewno znam?
- Lech? Czy tak? Ja jestem Margaret.
A więc znam - koleżanka z pracy sprzed 25 lat. Non omnis moriar.

Po koncercie rozglądam się po okolicy. Na przeciwko konkurencja - kościół Św Michała -  - KLIKpowstał 2 lata po Scots' Church. To Uniting Church, Wybudowali go nie Szkoci, Nie szkodzi.


A 10 kroków w prawo - nasze spokojne i bezpieczne miasto.


Powoli idę w kierunku przystanku tramwajowego. Mijam ogromny wykop, to prace nad nową linią metra.
Prace nad... - jak można mówić, że nad, skoro wyraźnie widać, że pod, pod anglikańską katedrą Św Pawła.


Na trawniku pora lunchu dla ludzi i gołębi.


W tramwaju moją uwagę zwraca pan siedzący naprzeciwko.
Jakoś nie wygląda mi tramwajowo - szron na głowie, ale strój jakiś taki estradowy - czarne spodnie i czarna koszula z krótkimi rękawami. Na palcach sporo pierścieni, prostych ,ale stylowych.
Uśmiecha się do mnie i, podobnie jak ja, pogrąża w lekturze.
Zerkam na grzbiet książki - chyba ta...


To się zgadza z tym dniem z jakiegoś innego bytu.

Docelowy przystanek, znajome sklepy, mój parafialny kościół. moja ulica, nasz dom.

Miałem w planie wybrać się wieczorem na spotkanie Towarzysta Egzystencjalistów. Zrezygnowałem - dwie egzystencje w jednym dniu wystarczą.

Sunday, March 31, 2019

Niedzielne czytanie - taka sobie dwójka

Dzisiaj wykręcę się sianem - blog Somos Dos (Nas dwoje).
Na dzisiaj wypadł wpis o filipińskim uzdrowicielu - KLIK.

Przypomniało mi to relację polskiego księdza. Przebywał w Manili i zauważył ulicznego uzdrowiciela. Miał wtedy jakieś kłopoty z dłonią, lekarze stwierdzili jakieś zniekształcenie wiązadła, nie było to aż tak dokuczliwe żeby decydwać się na zabieg chirurgiczny. Co innego uluczny uzdrowiciel.
Uzdrowiciel wziął jego dłoń, trochę powyginał, pomasował. W którymś momencie wykręcił się, tak że pacjent nie widział swojej dłoni. Poczuł falę gorąca i jakby z tej dłoni coś wyjmowano.
Dolegliwość zniknęła. Lekarze, już w Londynie, stwierdzili że wiązadło jest w porządku.

Moje wrażenie z pobytu na Filipinach TUTAJ.