Friday, May 8, 2026

Orientacja

 Orienteering, po polsku - Bieg na Orientację - KLIK (polska wersja strony jest bardzo uboga).
Zainteresowałem się tym sportem 35 lat temu, ogarnęła mnie wtedy pasja biegania maratonów narciarskich i potrzebowałem jakiegoś równoważnika na okres letni.
Bieganie wokół boisk czy na wyznaczonych ścieżkach wydawało mi się zbyt jednostajne, co innego szukanie punktów kontrolnych w nieznanym terenie.

W skrócie wygląda to tak...
Uczestnik otrzymuje mapę, na której zaznaczone są punkty, do których musi dotrzeć...


Punkt kontrolny...


Wygrywa ten, kto zrobi to w najkrótszym czasie.

Istnieje wiele odmian tego sportu - narciarska, rowerowa, kajakowa, nawet podwodna.
Próbowałem pierwszych trzech.

Jednak najbardziej podoba mi się Rogaine - odmiana wymyślona w roku 1976 przez trójkę Australijczyków - Rod Philips, Gail Davis, Neil Philips.
Jak na Australię przystało Rogaining to Orienteering do góry nogami - - nie musisz dotrzeć do wszystkich punktów, ale tylko do tych, które sobie wybierzesz, - żeby wygrać nie musisz pokonać trasy najszybciej - wszyscy mają ten sam limit czasu. Wygrywa ten zespół, który w przepisanym czasie zbierze najwięcej punktów - punkty kontrolne mają różną wartość zależnie od stopnia trudności dotarcia. Rogaining to sport zespołowy, logiczne - ponieważ istnieje zupełna swoboda wyboru trasy, to jest spora szansa zabłądzenia, lepiej mieć kogoś do towarzystwa.

Poniżej - ja w akcji...

Na początku moimi partnerami były dzieci. Wraz z córką zajęliśmy 2 miejsce w rogainingu na nartach. Wraz z synem spróbowałem 24-godzinnych zawodów. Oczywiście nie dałbym rady maszerować całą dobę, mieliśmy około 5 godzin snu w namiocie. Udało mi się zachęcić do rogainingu kolegów z pracy - zdobyliśmy nawet mistrzostwo naszego stanu w kategorii weteranów (ponad 40 lat ).

Bardzo często korzystałem również z usługi - Find a partner - należało podać jaki wynik zamierza się osiągnąć i w większości przypadków maszerowaliśmy zgodnie.

Istotna sprawa - organizatorzy zapewniają gorący, syty posiłek. Pewnego razu moją partnerką była dziewczyna z Korei. Zakończyliśmy wędrówkę, pora na posiłek, moja partnerka zapomniała przynieść sztućce. Mówię, że poprosimy w kuchni, ale ona podnosi z ziemi odpowiednie patyki, łamie na właściwy wymiar - I will use chopsticks.

Gorzej było gdy partnerem był Polak - oczywiście trafiliśmy na wysypisko rydzów. Kolega zbiera je gorączkowo, ja go poganiam bo czas ucieka.

- Boże, dziękuję Ci za te dary, wybacz proszę, że nie skorzystamy w pełni z Twojej łaski bo ten idiota (wskazuje na mnie) zmusza mnie do szukania tekturowych pudełek. Oczywiście spóźniliśmy się na metę - punkty karne.

Street Orienteering. Orienteering i Rogaining wymagają wielu godzin przygotowań trasy a udział w zawodach to wyjazd na jeden lub dwa dni. Na szczęście bardzo ciekawą imprezę można zorganizować również w mieście.

Mapa wygląda tak...

Te czarne linie to ulice - nazwy nie podane. W Melbourne zawody w Street Orienteeringu odbywają się przynajmniej raz w tygodniu, w dni robocze, o 6 wieczorem, czas trwania - 1 godzina - doskonałe uzupełnienie dnia pracy.

Rogaining - skutki uboczne. W roku 1997 uczestniczyłem w 24-godzinnym rogainingu z naszym synem - Michałem. Poszło nam całkiem dobrze. Następnego dnia, na uniwersytecie, do Michała zgłosił się przedstawiciel studenckiego Bushwalking Club - Michael, ty z Twoim partnerem wypadliście lepiej niż wszystkie zespoły studenckie. Proponujemy ci wyjazd na mistrzostwa Australii w Brisbane, pokrywamy wszystkie koszty, postaramy się znaleźć ci dobrego partnera. Propozycja przyjęta. Na te same zawody pojechała zupełnie przypadkowo Sarah, studentka tego samego uniwersytetu. Znaleźli się!!! Ślub odbył się dwa i pół roku później.

Tydzień przed ślubem... Do Melbourne przyjechała siostra mojej żony - Roma. Niedziela, piękna pogoda, Roma jest pełna energii.... wspominam, że za dwie godziny odbędą się zawody w Street Orienteering. - Idealne! Właśnie czegoś takiego mi potrzeba. Trochę się poruszam po tylu godzinach siedzenia w samolocie i pójdę wcześniej spać. Jedziemy na miejsce zawodów - wyjaśniam zasady gry, przypominam kilka razy, że słońce jest u nas po złej stronie - w południe będzie na pólnocy.

Mija godzina, zawody zakończone, wszyscy zawodnicy na mecie... oprócz Romy. Gdzie jej szukać? Labirynt ulic... wędrujemy 20 minut i dajemy za wygraną, kierujemy się na posterunek policji. W tym momencie Michał zauważa ciocię Romę, macha do niej, ale ja go powstrzymuję - zaczekaj, podejdźmy cicho i zobaczmy co się stanie. Roma wchodzi do pobliskiego sklepu, jest mocno zdenerwowana, podchodzi do ekspedientki... - Przepraszam, popatrz na tę mapę. Ja muszę dotrzeć do tego punktu - pokazuje - ale nie wiem, w którym miejscu teraz jestem. Czy możesz pokazać mi na tej mapie, w którym miejscu jest twój sklep? - A cóż to za głupia mapa? Tu nie ma nazw ulic. Dlaczego ty nie korzystasz z planu miasta, który można kupić w każdym kiosku? Skąd ty w ogóle masz taką mapę? - Od rodziny, ja tu przyjechałam dzisiaj rano z Polski... - Ty tu przyjechałaś do rodziny z Polski a oni dali ci taką mapę i wysłali samą na ulicę? Idź na posterunek policji - tu, naprzeciwko - jak im powiesz nazwisko tej rodziny, to oni ich znajdą. Chyłkiem wyprowadziliśmy Romę za sklepu. Wesele było bardzo udane, nikt się nie zgubił.

Kontynuacja - cała piątka naszych wnucząt okazjonalnie startuje w zawodach rogainingu. Kilka tygodni temu, środkowa para, wygrała zawody w kategorii juniorów.

P.S. Google, zapytane o Rogaine najprawdopodobniej odpowie tak:

Tuesday, May 5, 2026

Bach, CePEm WAM, Bach!

Kilka dni temu nasz syn i synowa obchodzili 26. rocznicę ślubu - BACH!
Niedziela - rocznicę celebrowaliśmy w przytulnej kawiarni - Four Beans Cafe.


Four Beans - Cztery ziarna - zgadza się - właśnie tyle dzieci im się urodziło.
Dwoje z nich zagrało nam tęczową piosenkę - KLIK.


Powrót do domu i energiczny początek tygodnia...
Najpierw coś dla zdrowia - zawiozłem żonę do szpitala na medyczną procedurę.
Prosto za szpitala na... koncert muzyki symfonicznej, to już trzeci
 koncert w ciągu ostatnich 15 dni, przypominają mi się czasy studiów.

Muzyka W.A.Mozarta przeplatana z muzyką synów J.S. Bacha - Jana Christiana i Carla Philippa Emanuela (CPE) - czyli jak w tytule.

Na początek I symfonia W.A.Mozarta, napisał ją w wieku 8 lat. W tym czasie (1764-65) odbył on z ojcem długą podróż muzyczną po Europie, na trasie był Londyn gdzie Wolfgang miał okazję zapoznać się z muzyką J.C. Bacha i to wyraźnie wpłynęło na kompozycję I symfonii (w P.S. są linki do wszystkich utworów wykonanych na koncercie).

Johann Christian Bach - 1735-1782...


Najmłodszy syn Jana Sebastiana (1685-1750)...


Spore podobieństwo, ale duża różnica muzycznego stylu. 
Nic dziwnego J.C. urodził się gdy jego ojciec miał 50 lat, był dwudziestym (ostatnim) dzieckiem.

Koncert bardzo dobrze wykonany i dobrze zsynchronizowany.
Ledwie zdążyłem wyjść z sali i włączyć telefon a tu już dzwoni lekarz ze szpitala - dobra wiadomość - zabieg udał się bardzo dobrze, żona wyjdzie ze szpitala jutro(wtorek) około południa.

Świetnie - co tu zrobić z kilkunastu godzinami "wolności"?

Bach - telefon z warsztatu naprawczego - twój samochód będzie gotowy za dwie godziny, oddaj wynajęty samochód i zadzwoń do nas to wyślemy po ciebie taksówkę.

I jak marionetka - odwożę, oddaję, słucham jak dzwonią, wsiadam gdy po mnie podjeżdżają, wysiadam, odbieram, wsiadam - moja świadomość zostaje uderzona CEPEM - uważaj, tu wszystko działa inaczej!
Szczęśliwie dojeżdżam do domu...
Akcja - za 2 godziny przychodzi córka na obiad - większość potraw gotowa, pozostało ugotowanie i starcie buraczków - czerwono mi czerwono...

Wieczór upływa nam w miłej atmosferze.
Noc równie dobrze - śpię jak zabity.... ale jednak żywy bo wstaję o właściwej porze i odbieram żonę ze szpitala.

To była Majówka! 
No mówię W.A.M.

P.S. 
Program koncertu:
- W.A. Mozart - Symfonia nr 1 - KLIK.
- C.P.E. Bach - Symfonia b-moll - KLIK.
- J.C. Bach - Sinfonia Concertante - KLIK.
- W.A. Mozart - Symfonia nr 31 - KLIK.

Monday, April 27, 2026

100 lat

 Od poprzedniego wpisu minęły niecałe 3 dni a w tytule o 11 lat mniej - czego to nie dokona muzyka.

Wczoraj - niedziela - kolejny koncert - tym razem półamatorska orkiestra symfoniczna, której kibicujemy gdyż gra w niej nasza wnuczka, ale nawet bez tego zaskarbiła sobie naszą sympatię.

Repertuar - lata 20 zeszłego wieku - Paryż - Francja delektuje się zwycięstwem w I Wojnie - rozluźnione obyczaje i eksplozja nowej muzyki.

Pełen program koncertu w Post Scriptum, tutaj będzie trochę plotek...
Lili Boulanger, siostra Nadii Boulanger chyba najbardziej znanej nauczycielki muzyki. Do jej uczniów zaliczali się G. Bacewicz, Ph. Glass, A. Copland, A. Piazzola, D. Barenboim...
Prezentowany utwór bardzo mi się podobał, właśnie takie było moje wrażenie z pierwszego pobytu w Paryżu.
Niestety Lili B. zmarła w młodym wieku.

Amerykanin w Paryżu - reminiscencje z wizyty G. Gershwina w Paryżu w 1926 r (100 lat). 
Podczas tej wizyty Gershwin zgłosił się na naukę do M. Ravela. Ravel nie przyjął go: dlaczego miałbyś być Ravelem drugiej klasy jeśli jesteś Gershwinem pierwszej klasy?
Ja pamiętam ten utwór z filmu o tym samym tytule, tam prócz muzyki był jeszcze taniec - Gene Kelly i Leslie Caron - KLIK.

Zoltan Kodaly - Hary Janos - opera skomponowana w 1926 roku - 100 lat!
Z. Kodaly - niezbyt znany kompozytor, ja poznałem jego muzykę w latach 60-tych za sprawą Bohdana Wodiczki - KLIK - który ożywił Operę Warszawską.
Hary Janos - ludowa opowieść... dobry wojak Szwejk przeniesiony w czasy Napoleona :)
To uprzytomniło mi różnice historyczne między Polską a Węgrami -
Polska widziała w Napoleonie szansę odzyskania niepodległości, Węgrzy - wroga. 
Wracając do muzyki - nagranie zlinkowane w P.S. zawiera skoki do kolejnych części suity. Polecam część IV - Bitwa i porażka Napoleona oraz część V - Intermezzo - czardasz.

M. Ravel - Bolero - co tu pisać - pam-papapapapapa-pam... - 169 razy..
W związku z tym... poplotkuję...
Zastrzeżenie - muzyka M. Ravela bardzo mi się podoba, nie potrafię napisać jak.
Więcej o kompozytorze dowiedziałem się z książki S. Kisielewskiego - Gwiazdozbiór Muzyczny:

"
Dziwił nawet swoją postacią, swą zewnetrznością – był niecodzienny, osobliwy, jak ptak rzadkiej rasy. (…) Usposobienie Ravela pełne było sprzeczności: niezwykle pracowity, systematyczny, zakochany w matematyce… miał jednocześnie upodobanie do koleżeńskich cygańskich wieczorów, do nocnych włóczęg po Paryżu i małych, zagubionych kawiarenek. Przyjacielski, miły i dowcipny był przy tym wyjątkowo skryty: nikt nic nie wiedział o jego sprawach erotycznych, nigdy się nie ożenił, największą miłością jego życia była matka..."

Nikt nie wiedział?
Ja zajrzałem do wspomnień słynnej plotkary - Almy Mahler.
Ravelacja...
W 1919 roku, Siergiej Diagilew, dyrektor słynnych  Ballets Rousses, zamówił u Ravela muzykę do baletu, którego tematem miał być walc.
Ale co można powiedzieć o walcu jeśli nie odwiedzi się Wiednia, stolicy tego tańca.
M. Ravel zatrzymał się w Wiedniu w gościnnym domu Almy Mahler..
"Schodził na śniadanie wyperfumowany, w pełnym makijażu, w sukni z tafty i wyraźnie dobrze się czuł w takim przebraniu".
Alma Mahler wspomina, że na zakończenie wizyty Ravela zorganizowała wieczór pożegnalny, na który zaprosiła cały świat muzyczny Wiednia. Młode wino lało się obficie, Ravel poprosił, żeby orkiestra grała walce Straussa, całował każdego, kto się nawinął i bawił się znakomicie.
I to ma być skryty, trzymający się zawsze na dystans Ravel?
Być może pobyt w zdominowanym przez kobietę domu, z dala od snobistycznego Paryża, w przyjaznym i beztroskim Wiedniu wyzwoliły skrzętnie ukrywane upodobania.
Następnego dnia Ravel powrócił do Paryża i nikt już się niczego o jego upodobaniach nie dowiedział.

P.S.
Program koncertu:
- Lili Boulanger D'un matin de printemps - KLIK.
- G. Gershwin - An American in Paris - KLIK.

- Z. Kodaly - Hary Janos Suite - KLIK.
- M. Ravel - Bolero - KLIK.
- Alma Mahler - And the bridge is love
- KLIK.

Saturday, April 25, 2026

111 lat

 25 kwietnia - w Australii jest to ANZAC Day - KLIK - obchody rocznicy bitwy pod Gallipoli (Turcja) - 25 kwietnia 1915.

Ceremonie rocznicowe rozpoczynają się już o 6 rano - śpię smacznie ale na pewno mi się śni jak przed laty uczestniczyłem w tych ceremoniach razem z wnuczętami.

Dzień mamy dzisiaj przepiękny, podczas śniadania włączam telewizor - okazjonalna parada już trwa...
Maszerują weterani niosąc flagi z nazwami jednostek wojskowych uczestniczących niejednej wojnie.
Jedna sprawa jest wyjątkowa - na terenie Australii nie było nigdy wojny, jedyny wyjątek to bombardowanie miasta Darwin przez Japończyków.

Druga strona medalu jest dość zagmatwana...
Australia była kolonią a potem dominium angielskim i musiała wykonywać polecenia swojego suwerena.
Pierwszym chrztem bojowym była wojna burska - KLIK - raczej paskudna sprawa.

Pierwsza Wojna Światowa - Australia była już niezależnym państwem, ale wpływy brytyjskie były ogromne.
Anglia poprosiła o pomoc ... zanim jeszcze rząd zorganizował mobilizację już zgłosiły się tysiące ochotników. 
Trudno mi powiedzieć co motywowało tych ludzi, może chcieli się przypomnieć ojczyźnie, którą dobrowolnie opuścili.
Chrzest bojowy odbył się pod Gallipoli (Turcja) - KLIK - chodziło o zablokowanie cieśniny między Morzem Czarnym a Śródziemnym - blokowanie cieśniny - jakie to aktualne).
Zginęło ponad 130,000 ludzi, nie osiągnięto praktycznie niczego.

Nie będę tu wyliczał kolejnych kampanii...

Słońce za oknem było silniejsze niż ponure skojarzenia - z przyjemnością obserwowałem maszerujących weteranów i ich krewnych i potomków i sam rwałem się do akcji.
Proste - Wattle Park kilkaset metrów od domu.
Znajduje się tam "samotna sosna" - wyrosła z ziarna przywiezionego spod Gallipoli.
Już wczoraj oficjele złożyli tam kwiaty...


Kilka kroków z boku zauważam dwie osoby z mieczami zajęte jakimś rytualnym tańcem.
Po kilku minutach sprawa wyjaśnia się pokojowo - to była jakaś odmiana tai chi.
Chowają miecze i kręcą się dalej.
Idę dalej w las... więcej drzew...


W pobliżu jest plac zabaw, stoły, piece do barbeque - wyjątkowo dużo ludzi.
Profil rasowy - 70 % Azjaci.

Po godzinie spaceru wracam do domu - włączam radio - M. Ravel - Koncert fortepianowy na lewą rękę - jakże celny wybór - M. Ravel napisał ten koncert dla swojego przyjaciela Paula Wittgensteina - pianisty, który stracił prawą rękę na I Wojnie Światowej - KLIK.

Pora lunchu a ja znowu włączam TV - w samą porę - w Turcji,  pod Gallipoli, jest właśnie 6 rano i mogę obejrzeć transmisję z tamtejszych uroczystości...


Bardzo dużo osób, oficjalne przemówienia, składanie wieńców - i tu zaskoczenie - wieniec składa delegacja z Węgier.

Szukam uzasadnienia... chyba znajduję - to uczczenie pamięci 14 australijskich lotników, którzy zginęli nad Węgrami podczas II Wojny Światowej.

A Polska?
Polscy żołnierze mieli sporo kontaktów z Australijczykami. Najbardziej konkretny to Bitwa pod Tobrukiem.
Przez wiele lat polscy weterani brali udział w marszu na ANZAC Day - Polskie Szczury Tobruku...

Teraz weteranów już nie ma. Zastąpili ich polscy harcerze, ale o to muszę zapytać nasze wnuczęta.

Monday, April 20, 2026

2 godziny w Brandenburgii

Niedziela - wyprawa do miasta na koncert - już/dopiero trzeci w tym roku. 
Podobnie jak 8 marca wystąpiła Australian Brandenburg Orchestra, tym razem jednak nie było żadnych włoskich wstawek - Bach, Telemann, Haendel.

6 tygodni różnicy - podczas poprzedniego koncertu temperatura sięgała 36C, w ostatnią niedzielę rano było 4C. Na szczęście był słoneczny dzień, nad rzeką tłumy ludzi - spacerują, szykują BBQ.
Na szosie też gęsto od pojazdów, przed samym celem utknęliśmy w sporym korku.

Koncert - pełna sala, sympatyczni ludzie, poczuliśmy się jak w domu - zapomnieliśmy o upływie czasu i zmianie miejsca pobytu.

J.S. Bach - Kantata Wachet Auf - Czuwajcie - KLIK.
Być może za bardzo sobie wzięliśmy do serca to polecenie gdyż w kolejnym punkcie programu dosłuchaliśmy się usterek.
J.S. Bach - Koncert na dwoje skrzypiec - KLIK - za szybko, szczególnie w I części, a my pamiętamy wykonania D. Ojstracha - zwolnijcie proszę.
Na szczęście w drugiej części kompozytor ich przyhamował.

Nie zamierzam tu relacjonować koncertu, nie potrafię.
Koncert skończył się o 7, ale przecież mamy czas zimowy - ciemno wszędzie.
Idąc do samochodu napotykam wielu młodych ludzi idących w przeciwnym kierunku. Domyślam się, że wyszli z pobliskiego teatru - podnosi mnie to na duchu.

W domu znajduję email od znajomego - piosenka stworzona przy pomocy SI - KLIK.

Co o tym myślę?

Po pierwsze, jestem już tak zaskorupiały, że nie interesuje mnie nowa muzyka, wystarczy mi to co dobrze znam.
Po drugie - a co by było gdyby ktoś udowodnił, że J.S. Bach, W.A. Mozart nie skomponowali osobiście przypisywanych im utworów lecz dostali je od wysłańców z kosmosu?
Jak dla mnie - nic.
Muzyka to dla mnie jakiś nierealny świat więc dlaczego twórca miałby być realny?

Monday, April 13, 2026

Nauka jazdy

Dwa wpisy temu wspominałem o wypadku - ktoś storpedował nasz garaż, uszkodził również auto, które było w garażu.

Ubezpieczenie zadziałało sprawnie - już pół godziny po wypadku przyszedł fachowiec, udało się wyprowadzić samochód z garażu - może jeździć ale blacha z przodu i tyłu nieco pogięta - trzeba oddać do naprawy.

Polisa ubezpieczeniowa samochodu daje opcję wyboru punktu naprawy, ale jest za to dodatkowa opłata więc nie korzystam - wybiera ubezpieczyciel.
Za każdym razem wyznacza mi dość odległy warsztat, tym razem 12 km od domu.
Po dostarczeniu samochodu do warsztatu załatwiają mi taksówkę do stacji wynajmu samochodu i jazda.

Prrrr...
Nie tak szybko - za tym wszystkim stoi spora machina biurokratyczna, która owocuje licznymi kontaktami telefonicznym, "telegraficznymi" - message i "mailowymi".
Telefony - na początku minimum 3 minuty informacji o tym z kim się połączyłem i sakramentalne słowa o tym z jak wielkim szacunkiem jestem traktowany i że oczekują ode mnie tego samego.
Potem kilka minut czekania, informacja, że mnie łączą z właściwym działem i... od początku to samo.
Jednak za każdym razem już po 10 minutach udalo mi się z kimś porozmawiać.

Warsztat naprawczy - wzięli ode mnie klucze od samochodu, wyświetlili stronę firmy wynajmu samochodów, pokazałem który model mi odpowiada (KIA Picanto) a tu już czekała na mnie taksówka.

Wynajem samochodu - o moim wyborze samochodu nic nie wiedzieli, praktycznie mieli mi do zaoferowania tylko jeden model - Mazda - Invalid Model - dokładnie tak pisze w umowie...

Powyższe zdjęcie pochodzi z umowy o wynajem, w naturze samochód jest biały a model... chyba Mazda CX-3.
Umowę wypełniałem przy pomocy aplikacji Gemini coś tam.

Uwaga: poniższa relacja może znudzić i zdenerwować osoby korzystające ze współczesnych samochodów - bardzo przepraszam.

Pani w punkcie wynajmu przekazuje mi klucz do samochodu i wyjaśnia - w samochodzie nie ma stacyjki, tym niemniej miej ten klucz zawsze przy sobie, samochód nie pojedzie jak klucz nie jest w środku.
A ja? Czy samochód pojedzie z kluczem, ale beze mnie?

Wsiadam i nie wiem co teraz zrobić z tym kluczem. Kładę na siedzeniu i... odruchowo biorę go w rękę i nie mam go gdzie włożyć.
Na szczęście pani z parkingu pokazuje mi właściwy guzik - naciśnij tutaj.
Naciskam - NIC.
Pani uśmiecha się wyrozumiale - musisz przy tym naciskać pedał hamulca.
Naciskam (pedał) - na guziku zapala się światło - naciskam (guzik) - samochód warczy.
Zauważam na tablicy rozdzielczej czerwone światło wizerunku hamulca.
- Naciśnij tamten guzik - radzi pani.
Naciskam, czerwone światło gaśnie, tradycyjną dźwignią ustawiam bieg - jazda.

Samochód jest trochę większy od naszego własnego więc jadę ostrożnie i trzymam dystans.
Zatrzymuję się na światłach - gaśnie silnik.
To akurat nie jest dla mnie nowiną, na wizytacje klientów Stowarzyszenia św Wincentego jeżdżę z kolegą, którego samochód zachowuje się tak samo.
Odkryciem jest fakt, że silnik zapala się w momencie gdy zdejmuję stopę z hamulca.

Od czasu do czasu, gdy zmieniam pas jezdni, słyszę jakieś sygnały ostrzegawcze. 
To ostrzeżenia, że odległość do samochodu za mną jest trochę mała.
Na parkingu jest jeszcze ciekawiej, włączam bieg wsteczny, na ekranie wyświetla się widok z kamery, na ekranie widzę że ktoś przechodzi jakieś 5 metrów za samochodem - sygnał dzwoni ostrzegawczo.
Do tego lusterka wsteczne - już sam nie wiem gdzie mam patrzeć.

Koniec nudzenia o samochodzie.
Teraz nadszedł okres oceny - co kilka godzin otrzymuję email z prośbą oceny - firmy ubezpieczeniowej, warsztatu naprawczego (jeszcze nie zaczęli naprawiać), wypożyczalni samochodów.
Formularze oceny są prawie takie same, ponad połowa pytań wydaje mi się zbyteczna.

Saturday, April 11, 2026

Milicjanci

Kamil i Kamila, oboje byli k..a mili
więc milicję założyli... i dobrze sobie żyli.
Czasem komuś przyłożyli,
w decyzjach się nie mylili,
szczególnie gdy się modlili.
Czasem nawet się namyślili,
lecz nie trwało to nawet chwili,
a wszyscy ich za to chwalili
i głowę przy tym chylili.

Pewnego razu się namydlili
i może od tego mydła
praca jakoś im zbrzydła.
Kamil poprosił Antka...
- wiesz Antku, moja partnerka - Kamila - mili-cjan-tka -
czy mógłbyś jej podać cjanku
 na przykład w... obarzanku?

Nie minęła nawet doba
Antek przyniósł oba-rzanki - nie jeden lecz oba
znaczy dwa - dla Kamila i Kamili
żeby sobie nie zazdrościli.
Och, jakże mile Kamilu - 
obarzanki a potem dylu-dylu.
Zacznijmy od tego... po połowie.
No, czemu drapiesz się po głowie?

Na to Kamil, a był już prawie nagi,
... od obarzanka mogę dostać zgagi.
Och daj spokój, głupie to obawy.
zjedz połowę, choćby dla zabawy.
I nie zwlekając zatkała mu dziurki w nosie,
Kamil usta otworzył jak prosię,
Kamila wepchnęła mu obarzanek w gardło
i samo się jakoś pożarło.

Potem sama zjadła obarzanka troszkę,
Kamil wyszeptał - gorzko mi gorzko.
Gorzko, gorzko? Znaczy chcesz całować -
proszę bardzo, nie będę żałować...
I w ten sposób dotrwali do ranka.
Zaraz potem Kamil złapał Antka -
- Coś ty zrobił z tymi obarzankiem?
- Jak prosiłeś - posypałem cjankiem,
...mili, mili, milicyjna dawka.
Żyjcie dalej, niech wam przejdzie czkawka.