Monday, April 13, 2026

Nauka jazdy

Dwa wpisy temu wspominałem o wypadku - ktoś storpedował nasz garaż, uszkodził również auto, które było w garażu.

Ubezpieczenie zadziałało sprawnie - już pół godziny po wypadku przyszedł fachowiec, udało się wyprowadzić samochód z garażu - może jeździć ale blacha z przodu i tyłu nieco pogięta - trzeba oddać do naprawy.

Polisa ubezpieczeniowa samochodu daje opcję wyboru punktu naprawy, ale jest za to dodatkowa opłata więc nie korzystam - wybiera ubezpieczyciel.
Za każdym razem wyznacza mi dość odległy warsztat, tym razem 12 km od domu.
Po dostarczeniu samochodu do warsztatu załatwiają mi taksówkę do stacji wynajmu samochodu i jazda.

Prrrr...
Nie tak szybko - za tym wszystkim stoi spora machina biurokratyczna, która owocuje licznymi kontaktami telefonicznym, "telegraficznymi" - message i "mailowymi".
Telefony - na początku minimum 3 minuty informacji o tym z kim się połączyłem i sakramentalne słowa o tym z jak wielkim szacunkiem jestem traktowany i że oczekują ode mnie tego samego.
Potem kilka minut czekania, informacja, że mnie łączą z właściwym działem i... od początku to samo.
Jednak za każdym razem już po 10 minutach udalo mi się z kimś porozmawiać.

Warsztat naprawczy - wzięli ode mnie klucze od samochodu, wyświetlili stronę firmy wynajmu samochodów, pokazałem który model mi odpowiada (KIA Picanto) a tu już czekała na mnie taksówka.

Wynajem samochodu - o moim wyborze samochodu nic nie wiedzieli, praktycznie mieli mi do zaoferowania tylko jeden model - Mazda - Invalid Model - dokładnie tak pisze w umowie...

Powyższe zdjęcie pochodzi z umowy o wynajem, w naturze samochód jest biały a model... chyba Mazda CX-3.
Umowę wypełniałem przy pomocy aplikacji Gemini coś tam.

Uwaga: poniższa relacja może znudzić i zdenerwować osoby korzystające ze współczesnych samochodów - bardzo przepraszam.

Pani w punkcie wynajmu przekazuje mi klucz do samochodu i wyjaśnia - w samochodzie nie ma stacyjki, tym niemniej miej ten klucz zawsze przy sobie, samochód nie pojedzie jak klucz nie jest w środku.
A ja? Czy samochód pojedzie z kluczem, ale beze mnie?

Wsiadam i nie wiem co teraz zrobić z tym kluczem. Kładę na siedzeniu i... odruchowo biorę go w rękę i nie mam go gdzie włożyć.
Na szczęście pani z parkingu pokazuje mi właściwy guzik - naciśnij tutaj.
Naciskam - NIC.
Pani uśmiecha się wyrozumiale - musisz przy tym naciskać pedał hamulca.
Naciskam (pedał) - na guziku zapala się światło - naciskam (guzik) - samochód warczy.
Zauważam na tablicy rozdzielczej czerwone światło wizerunku hamulca.
- Naciśnij tamten guzik - radzi pani.
Naciskam, czerwone światło gaśnie, tradycyjną dźwignią ustawiam bieg - jazda.

Samochód jest trochę większy od naszego własnego więc jadę ostrożnie i trzymam dystans.
Zatrzymuję się na światłach - gaśnie silnik.
To akurat nie jest dla mnie nowiną, na wizytacje klientów Stowarzyszenia św Wincentego jeżdżę z kolegą, którego samochód zachowuje się tak samo.
Odkryciem jest fakt, że silnik zapala się w momencie gdy zdejmuję stopę z hamulca.

Od czasu do czasu, gdy zmieniam pas jezdni, słyszę jakieś sygnały ostrzegawcze. 
To ostrzeżenia, że odległość do samochodu za mną jest trochę mała.
Na parkingu jest jeszcze ciekawiej, włączam bieg wsteczny, na ekranie wyświetla się widok z kamery, na ekranie widzę że ktoś przechodzi jakieś 5 metrów za samochodem - sygnał dzwoni ostrzegawczo.
Do tego lusterka wsteczne - już sam nie wiem gdzie mam patrzeć.

Koniec nudzenia o samochodzie.
Teraz nadszedł okres oceny - co kilka godzin otrzymuję email z prośbą oceny - firmy ubezpieczeniowej, warsztatu naprawczego (jeszcze nie zaczęli naprawiać), wypożyczalni samochodów.
Formularze oceny są prawie takie same, ponad połowa pytań wydaje mi się zbyteczna.

Saturday, April 11, 2026

Milicjanci

Kamil i Kamila, oboje byli k..a mili
więc milicję założyli... i dobrze sobie żyli.
Czasem komuś przyłożyli,
w decyzjach się nie mylili,
szczególnie gdy się modlili.
Czasem nawet się namyślili,
lecz nie trwało to nawet chwili,
a wszyscy ich za to chwalili
i głowę przy tym chylili.

Pewnego razu się namydlili
i może od tego mydła
praca jakoś im zbrzydła.
Kamil poprosił Antka...
- wiesz Antku, moja partnerka - Kamila - mili-cjan-tka -
czy mógłbyś jej podać cjanku
 na przykład w... obarzanku?

Nie minęła nawet doba
Antek przyniósł oba-rzanki - nie jeden lecz oba
znaczy dwa - dla Kamila i Kamili
żeby sobie nie zazdrościli.
Och, jakże mile Kamilu - 
obarzanki a potem dylu-dylu.
Zacznijmy od tego... po połowie.
No, czemu drapiesz się po głowie?

Na to Kamil, a był już prawie nagi,
... od obarzanka mogę dostać zgagi.
Och daj spokój, głupie to obawy.
zjedz połowę, choćby dla zabawy.
I nie zwlekając zatkała mu dziurki w nosie,
Kamil usta otworzył jak prosię,
Kamila wepchnęła mu obarzanek w gardło
i samo się jakoś pożarło.

Potem sama zjadła obarzanka troszkę,
Kamil wyszeptał - gorzko mi gorzko.
Gorzko, gorzko? Znaczy chcesz całować -
proszę bardzo, nie będę żałować...
I w ten sposób dotrwali do ranka.
Zaraz potem Kamil złapał Antka -
- Coś ty zrobił z tymi obarzankiem?
- Jak prosiłeś - posypałem cjankiem,
...mili, mili, milicyjna dawka.
Żyjcie dalej, niech wam przejdzie czkawka.


Saturday, April 4, 2026

Przed Świętami

 To powinien być czas wyciszenia...
Piątek - wczesne popołudnie - BAAANG!!!
Coś huknęło nieopodal naszego domu, ruszam w kierunku drzwi a tam już ktoś do nas dzwoni.
Otwieram - sympatyczny Chińczyk
- Przepraszam, ale wjechałem samochodem na wasz podjazd żeby wykręcić i... walnąłem w drzwi od garażu.
Wychodzę przed dom - rzeczywiście walnął...


Idę od drugiej strony sprawdzić jak wygląda garaż w środku, ale najpierw widzę tylne drzwi...

Jejku!?
Co się dzieje?
Proste - Chińczyk stuknął w drzwi, drzwi stuknęły w nasz samochód a ten stuknął w kolejne drzwi.
Samochód ma teraz odpowiednie wgniecenia z przodu i tyłu.

- Przepraszam - przerywa Chińczyk - my teraz spieszymy się do kościoła, po nabożeństwie przyjdę i wyjaśnimy sprawę. My pokryjemy wszelkie koszta.

Słuszna racja - co boskie Bogu, co ludzkie to chwilę potem.

Zadzwoniłem do ubezpieczenia - ku mojemu zaskoczeniu pracowali (Wielki Piątek to dzień wolny od pracy).
Przyjęli zgłoszenie wypadku - dodałem uwagę, że sprawa jest krytyczna gdyż moja żona ma trudności z poruszaniem się po schodach a zatem garaż to jej jedyny sposób wyjścia z domu.
20 minut później zadzwonił fachowiec i powiedział, że będzie u nas za chwilę.
Był - bardzo sympatyczny - Czech z pochodzenia.
Powalił młotem we frontowe drzwi garażu i wyprostował je na tyle, że mogłem wyprowadzić samochód na ulicę.
Ufff - nie będzie problemu z sobotnimi zakupami i święconym w polskim kościele.

Sobota 7:20 rano - przybyło dwóch fachowców.
Usunęli stare drzwi i założyli tymczasowe. Temat zakończą w przyszłym tygodniu gdy otwarte będą sklepy.

Tymczasowe drzwi, od środka garażu wygląda to tak...

Przypomina mi się Kazimierz Wielki - zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną.
No to ja wróciłem do czasów Łokietka.
Swoją drogą... jak ładnie to drzewo pachnie.

Pora na zakupy.
Samochód stał całą noc na dworze, podchodzę i co widzę?
Przednia szyba cała zapaćkana g...wnem.
No tak, przecież w wiadomościach wspominali, że na statku kosmicznym mieli awarię toalety i ... naprawili.
Ładna mi naprawa jak wszystko spadło na nasz samochód.

Nie byłem pewien czy zmywać szybę czy powiadomić agencję kosmiczną żeby zabezpieczyli próbki GNA?

Jednak uznałem, że w obecnej sytuacji politycznej lepiej się nie wychylać - zmyłem, zrobiłem zakupy, poświęciłem wielkanocny koszyk i mam nadzieję doczekać Wielkanocnej Niedzieli.

Wszystkim Czytelni(cz)kom tego blogu życzę radosnej i pogodnej Wielkanocy.

Wednesday, April 1, 2026

Prima Aprilis na rogu

 1 kwietnia...
.. to nie żarty -

Pierwszy punkt programu dnia - koncert z serii Mostly Mozart.

Informację o koncercie dominowały słowa - Carla Blackwood plays horn.
Niestety, w tym przypadku, język angielski wypada bardzo ubogo.
Po polsku to znaczy - Carla Blackwood gra na rogu - i tu dopiero otwiera się róg obfitości - na którym rogu ona gra? po co w ogóle gra, nie wystarczy stać na rogu?

Na scenę wchodzi pierwszy zestaw muzyków - pięciu - Kwintet na fortepian i instrumenty dęte. Łatwo przewidzieć, że jednym z tych instrumentów jest róg. Problem w tym, że osoba grająca na tym rogu, ma zdecydowanie męski wygląd.
To znaczy - przepraszam - nie ma w ogóle problemu, wygląd nic nie znaczy, liczy się tylko dusza...

 Jednak po wykonaniu utworu, konferansjer dodał informację, że na rogu grał ktoś inny.

Skoro z ludźmi tyle problemów, to może lepiej skoncentruję się na rogu, a nawet na dwóch.

Róg naturalny....

Róg francuski...

Różnica oczywista - ten drugi ma klawisze/zawory. 
Na pierwszym wykonawca musi wszystko wydmuchać.

Program koncertu - 
W.A. Mozart - Kwintet na fortepian i instrumenty dęte.
Napisany w 1784 roku i po raz pierwszy wykonany - 1 kwietnia!!!
W liście do ojca autor napisał, że uważa ten kwintet za najlepszy utwór jaki napisał w swoim dotychczasowym życiu.
Uwaga - ten utwór ma numer katalogowy KV 452 - czyli W.A. Mozart napisał do tego czasu 451 gorszych utworów.

Druga pozycja - nie Mozart - Louise Farrenc - Sextet c-moll op 40.
Louise Farrenc - urodzona w 1804 r w zamożnej i dobrze usytuowanej francuskiej rodzinie - ich mieszkanie znajdowało się w gmachu uniwersytety Sorbona.
Lekcje gry na fortepianie pobierała u słynnych pianistów - I. Moschelesa i J.N. Hummla. Jej kariera koncertowa trwała dość krótko, w 1842 roku została profesorem fortepianu w paryskim konserwatorium i pozostała na tej pozycji przez 30 lat.

Trzecia pozycja - tytuł serii - Mostly Mozart - wskazuje, że to musiał być Mozart - Kwintet na róg (naturalny) i instrumenty smyczkowe e-moll - KV 407.

Wrażenie ogólne - przyjemne, ale bez wielkich emocji.

Wrażenia uboczne...
W związku z rosnącymi cenami paliwa, w naszym stanie Wiktoria wprowadzono bezpłatną jazdę transportem publicznym, jednak nie zauważyłem istotnego zmniejszenia ilości samochodów na ulicach.

Święta za pasem więc wstąpiłem po zakupy do polskiego sklepu.
Mój elegancki strój zrobił takie wrażenie na personelu, że....

I to nie był Prima Aprilis :)

P.S. 
- Horn - instrument - Wikipedia - KLIK - brak polskiej wersji (może została na rogu?)
- W.A. Mozart - Kwintet KV 452 - Youtube - KLIK.
- Louise Farrenc - Wikipedia - KLIK. - wersja angielska.

Sunday, March 22, 2026

Chopin w Australii

 ... nie był.
A jego muzyka?
Dokumenty wskazują, że muzyka Chopina (nuty) była dostępna w Australii w roku 1843 czyli jeszcze za życia kompozytora.
W roku 1855, w Sydney, wykonano utwory Chopina publicznie w sali koncertowej.
- 1890 - utwory Chopina były na liście egzaminów muzycznych.
- 1924 - utwory Chopina nadano przez radio...

Ze wspomnień A. Rubinsteina i I.J. Paderewskiego wiem, że obaj pianiści byli w Australii po po dwa razy i mieli muzykę Chopina w programie swoich koncertów.

Nie mam pasji do szczegółowych badań historycznych, temat wskoczył mi do głowy gdyż wczoraj - sobota - byliśmy wraz z żoną na koncercie muzyki Chopina w sali koncertowej - Melbourne Recital Centre.
Przypomnę, że 2 tygodnie temu byliśmy na filmie Chopin, Chopin,  a dzień później obejrzeliśmy film Młodość Chopina.
Czyli 3 x Chopin w ciągu trzech tygodni.

Muzyka Chopina w sali koncertowej... w Australii zdarza się raczej dość rzadko. 
Podobnie w radio. 
Przypomina mi się wzmianka, że Anglicy określali ją słowami - like water - jak woda - rzeczywiście w wielu utworach można usłyszeć pluskanie między klawiszami.

Ooooops... wolę nie wypowiadać się na temat muzyki,  przypominają mi się słowa J. Sibeliusa - muzyka zaczyna się tam gdzie kończą się słowa.

No więc będą słowa... bez muzyki.
W moim poprzednim wpisie o koncercie poświęciłem nieco miejsca demografii publiczności, będę kontynuował...
Po pierwsze - sala pełna - ucieszyło mnie to - sobota wieczór - konkurencja była spora. Jadąc na koncert słyszeliśmy dudnienie z muszli koncertowej w pobliskim parku. Prócz tego mecze futbolu australijskiego itp.

Po drugie - ostatnio narzekałem, że widownia na koncercie była stara i brzydka.
Tym razem - całkowita odmiana - według mnie staruszkowie stanowili poniżej 30% i wyglądali znacznie sympatyczniej niż ci na koncercie muzyki barokowej.
A nie-staruszkowie?
Ogromna mieszanina, ucieszyła mnie duża ilość mężczyzn.
Stroje bardzo różnorodne,  przewaga codziennych ubrań.
Do tego prawie brak osób nadmiernie otyłych,  podobnie jak na innych koncertach.

Po trzecie - przekrój etniczny - osoby o wyglądzie azjatyckim stanowiły ponad 30% publiczności. Wiele z nich to młodzież w wieku szkolnym,  pewnie uczą się gry na pianinie.

Muzyka...
Wykonawca Hoang Pham - Wietnamczyk z pochodzenia. Byliśmy już na kilku jego koncertach, całkiem nam się podobał. Tym razem też nie zawiódł.
Program - Fantasia-Impromptu, dwie ballady, dwa walce, dwa nokturny, trzy mazurki, polonez. I na bis - coś rewolucyjnego - jak zapowiedział wykonawca.

Wykonanie - pierwszy utwór - wykonawca chciał chyba zaimponować publiczności i wykonał go karkołomnie szybko, ale muszę przyznać, że dobrze sobie poradził a mnie ścisnęło się serce i potrząsnęły mną dreszcze.

Dalej było równie dobrze.
Podczas bicia braw dowiedziałem się, że siedząca obok mnie pani to matka wykonawcy.
Pogratulowałem i spytałem dlaczego jej syn wycofał się z kariery pianisty (wspomniał o tym na początku koncertu).
- Rodzina, ma trójkę dzieci - odpowiedziała.
Oczywiście - jak można pogodzić żywot artysty, ciągłe podróże koncertowe z życiem rodzinnym?
Przeleciałem życiorysy kilku znanych wykonawców - o rodzinie nie słychać.
Po koncercie miałem okazję zobaczyć wykonawcę w towarzystwie żony i trzech córeczek - zrobił dobry wybór:)

Droga powrotna - dopiero 8 wieczorem a droga prawie pusta. W gęściej zabudowanych ulicach duże grupki młodzieży spieszącej do pubów na towarzyskie zgromadzenia.

Czyli równowaga.

P.S.
Fantasia-Impromptu - ten sam wykonawca, koncert sprzed ponad roku - KLIK.
Jak woda.... polecam utwór F Schuberta na ten temat - KLIK.

Saturday, March 14, 2026

Pi razy dzień

3.14 - zdarza się tylko raz - w roku - 14 Marca... KLIK.

W latach szkolnych bardzo fascynowały mnie osiągnięcia greckiej nauki, filozofii, literatury więc miło było wrócić na chwilę do tamtej epoki.

Obecna epoka dostarczyła nam ostatnio kolejną porcję rozrywek...
Piątek - musical Maria Magdalena wystawiony przez amatorską grupę COG (Call of Guadeloupe) - KLIK.
Kibicujemy tej grupie już ponad 20 lat.
Średnio co 2-3 lata wystawiają musical oparty na tematyce biblijnej, ciekawym wyjątkiem był musical John Paul II.
Inspiratorami grupy były osoby chińskiego i indonezyjskiego pochodzenia. 
Do udziału zapraszają każdego, również osoby niepełnosprawne i zaskakiwało mnie jak działalność w grupie teatralnej poprawiała stan mentalny i fizyczny takich osób.
Piątkowy musical bardzo zgrabnie włączył Marię Magdalenę do wielu ewangelicznych opowieści.
Na scenie działo się wiele, bardzo dobra odtwórczyni roli głównej.
Jedyne czego nam trochę brakowało, to jakiś przebój - melodia, piosenka, która utkwiłaby w pamięci na dłużej.

Druga strona medalu - w Melbourne właśnie występuje chińska grupa baletowa z Nowego Yorku - Shen Yun - KLIK.
Kupiliśmy naszemu baletowemu wnukowi bilety.
Wrażenia miał mieszane - z jednej strony niesamowite baletowe mistrzostwo, z drugiej - brak opowieści. To było kilkanaście oderwanych scen - wjazd Stwórcy, rozproszenie mgły, parada pawi, taniec mongolski...
Osobna sprawa to polityczny podtekst - zespół utożsamia się z ruchem społeczno-religijno-politycznym Falun Gong - KLIK.
Ruch zdecydowanie antykomunistyczny, dlatego Shen Yun ma centralę w Nowym Yorku.
Więcej na ten temat - TUTAJ.
Rezultat - wnuk bardziej docenia europejską tradycję baletową.

π - day - to również urodziny naszego młodszego wnuka i imieniny Matyldy, naszej średniej wnuczki.
Pojechaliśmy z kwiatami i prezentami.
Na miejscu drobna niespodzianka - rodzina powiększyła się o rówieśnika solenizanta - chłopiec z Japonii przyjechał na 2 tygodnie do Melbourne na wymianę studentów.
Będzie mieszkał razem z rodziną naszego syna.
6 osób w 2 sypialniach i małej budce w ogrodzie.
No to teraz będzie siedem.
Mówi się, że od przybytku głowa nie boli, ale myślę, że jak gość wyjedzie, to poczują ogrom przestrzeni dookoła.

Wednesday, March 11, 2026

Koń z pierogami

Dwa tygodnie temu donosiłem o obchodach Chińskiego Nowego Roku.
Rok nadal trwa ( już 4724 ) - nasz Dom Sąsiedzki...
 

...przysłał mi zaproszenie na pierogi.

Niewielka sala, 4 stoły - przy dwóch grono chińskich pań ugniata, wałkuje, faszeruje pierogi.
Przy dwóch siedzą goście - dokonuję inspekcji - wiem, że z usług tego domu korzysta kilka osób,  którym udzielamy pomocy w imieniu Stowarzyszenia św Wincentego, ale nie zauważam nikogo znajomego.
Z drugiej strony, na pierwszy rzut oka, kilku panów kwalifikowało się do takiej pomocy.
Po kilku minutach pierogi trafiają na talerze - ok, w porządku... jednak pierogi kupione w chińskim sklepie mają delikatniejsze ciasto, ale licho wie co oni tam dodają...

Pierwszy głód zaspokojony, podnoszę głowę...


Ozdoby wycięte przez panią, która nie robiła pierogów.

Inna pani, konsumentka pierogów, opowiada wydarzenia ostatniego weekendu -
W sobotę wieczorem usłyszała energiczne stukanie do drzwi - otwiera - nikogo nie ma.
Ledwie zdążyła zamknąć drzwi a tu stukanie się powtarza.
Otwiera znowu, coś ją tknęło spojrzeć pod nogi, a tam papuga - różowa kakadu, z bardzo groźną miną...

Galah (Eolophus roseicapilla albiceps) male Adelaide.jpg
By Charles J. Sharp - Own work, from Sharp Photography, sharpphotography.co.uk, CC BY-SA 4.0, Link

Zaprosiła papugę do środka a ta, otworzyła dziób i wylała na nią całą litanię żalów i pretensji. Problem w tym, że mówiła po grecku i pani nie rozumiała ani słowa.
Nie mając żadnych znajomych Greków musiała znosić te narzekania przez całą niedzielę.
W poniedziałek zadzwoniła do centrum opieki na zwierzętami  a tam było już zgłoszenie zaginięcia i sprawa zakończyła się pomyślnie.

Pierogi zjedzone, mam 20 minut czasu - podążam do pobliskiego McDonald's na lody.
Nie byłem tu pewnie 10 lat i zaskakuje mnie technologia zamawiania produktów - ekran, na nim wiele opcji, wygląda na to, że koniecznie trzeba mieć na telefonie którąś z wyświetlonych aplikacji.
Nie ze mną takie numery, po wielu próbach, nie wiem w jaki sposób, udało mi się zamówić i zapłacić gotówką.
Przy okazji obserwowałem obsługę lokalu - 6+ młodych osób - wszystkie w nieustającym ruchu - czytają zamówienie wyświetlone na ekranach - tu podstawią papierową torbę, tam zaczerpną coś do pojemnika, tu wyciągną coś z lodówki - pakowanie, wydrukowanie etykiety - anons - Numer 119!
Zrobili na mnie bardzo sympatyczne wrażenie - szczupli, koordynacja ruchów jak w balecie, odnosili się do siebie bardzo miło.
Poczułem się dobrze w tym towarzystwie... żeby tylko nie było tego silnego zapachu frytek,  no i lody mocno za słodkie.

Teraz nadeszała moja kolej - tydzień temu wspominałem o spotkaniu dyskusyjnym w Domu Sąsiedzkim - tym razem ja miałem coś opowiedzieć.
Temat - Joice NanKivell-Loch - Australijka, która niechcący działała w Polsce po wojnie 1920 roku. Działalność jej i jej męża została nagrodzona Orderem Orła Białego.
W 1923 roku przeniosła się wraz z mężem do Grecji borykającej się z masą problemów po wojnie turecko-greckiej.
Tam zastała ich II Wojna Światowa i list od Melchiora Wańkowicza - wrzesień 1939 - w Bukareszcie przebywa około 3,000 Polaków, uciekinierów z Polski, władze Rumunii nie chcą ich wypuścić - zróbcie coś!
Zrobili - pojechali do Bukaresztu i pod egidą Stowarzyszenia Kwakrów zorganizowali operację Pied Piper (Flecista z Hamelinu). 
Wszyscy uciekinierzy zostali przetransportowani do (brytyjskiej) Palestyny.
Joice i Sydney pomagali prowadzić obóz uchodźców.
Po roku dostali ogromny zastrzyk uchodźców - ZSRR zgodził się na utworzenie Armii Andersa, jednocześnie zgodził się na wypuszczenie z obozów wielu Polaków.
Do obozu, w którym pracowali Joice i Sydney przybyło ich kilkanaście tysięcy...

Ufff - prezentowałem ten temat już dwa razy wcześniej i chyba wtedy poszło mi lepiej.
Nie wiem co zaważyło - zmęczenie, zbyt małe audytorium... ale tym razem nie czułem pozytywnej energii.

Wieczór - przypomnę, że w dniu Święta Kobiet obejrzeliśmy wraz z żoną film Chopin, Chopin.
Co w takim razie obejrzeć w dniu święta mężczyzn?
Obejrzeliśmy na youtube Młodość Chopina - polski film z 1952 roku.

Jak wspomniałem film Chopin, Chopin raczej nas przygnębił.
Młodość Chopina na początku nas bawiła, ale potem zaczęła nużyć - rozgrywki polityczne - widać było rękę Leona Kruczkowskiego, autora powieści Kordian i Cham - przeciwstawianie interesów szlachty i chłopstwa.

Tak więc oba Święta - zakończyły się w minorowym nastroju.

Na szczęście przyszła środa - oboje z żoną mamy po kilka wizyt u lekarzy więc staniemy mocno na nogi.

P.S.
Joice NanKivell-Loch - Wikipedia - KLIK.
Joice NanKivell-Loch - moja opowieść == KLIK + KLIK.