Friday, June 12, 2026

Plebiscyt

Tydzień temu informowałem o plebiscycie australijskiego radia - ABC/Classic - Największy utwór muzyczny Wszechczasów - w ostatnią niedzielę poznałem wyniki - KLIK.

Jak już wspominałem - nie przywiązuję wielkiej wagi do wyników takich plebiscytów, ale jestem zadowolony, że są (od czasu do czasu). 
Dają mi poczucie przynależności do... grupy nieznanych mi ludzi.

Jak się spodziewałem/obawiałem wygrała IX symfonia L. van Beethovena.
Obawiałem, bo wyjątkowo nie lubię tego utworu a już najbardziej finałowej Ody do radości - przypomina mi masowe pieśni z okresu PRL.

A co mi się podobało...
2. miejsce - V koncert fortepianowy L. van Beethovena - zgoda.
5. Mesjasz - G. F. Haendel - znaczy - Alleluja - całe oratorium jest jednak bardzo długie.
6. Mass for Peace - K. Jenkins
9. Requiem - W.A. Mozart
21. 4 pory roku - Zima - 
A. Vivaldi + 30 - Wiosna - + 66 - Lato + druga setka - Jesień + 47 - Cztery pory roku przerobione przez niejakiego Maxa Richtera.
Ten sukces zapisuję na konto troski ludzi o pogodę.
26. Bolero - M. Ravel - wolałbym Koncert fortepianowy G-dur.
27. Carmina Burana - C. Orff - tutaj węszę przekręt - kantata o tym tytule ma aż 24 części, z tego trzy da się wytrzymać. Wątpię czy ktoś z głosujących wysłuchał całej kantaty, liczy się tylko jedna część - O Fortuna.
31. Nokturny - F. Chopin
32. Romeo i Julia - S. Prokofiew - ale wolałbym Symfonię Klasyczną.
64. Pasja wg św Mateusza - J.S. Bach.

Ogólne wrażenia -.
Aż kilkanaście pozycji to muzyka filmowa co potwierdza moje obserwacje sprzed tygodnia - nowoczesna muzyka stwarza napięcia, które wymagają wsparcia jakąś treścią, obrazem.
Muzyka klasyczna XVII i XVIII wieku... przenikała słuchacza.
Kilka utworów kompozytorów australijskich w tym dwa autorstwa osób o korzeniach Aborygeńskich.
To rezultat polityki programowej radia ABC - nie zgłaszam pretensji.

Zwróciłem uwagę na bardzo mocną pozycję P. Czajkowskiego -
Koncert fortepianowy, Uwertura 1812, Jezioro Łabędzie, Dziadek do orzechów, dwie symfonie.
W ogóle - muzyka rosyjska trzyma się mocno.

W plebiscycie brało udział 184,000 osób - to miłe.

Monday, June 8, 2026

Długi weekend

 Dzisiaj - poniedziałek - a w Australii dzień wolny - czyli podobnie jak w Polsce, ale po złej stronie niedzieli.

Drugi poniedziałek czerwca to u nas King's Birthday - KLIK.
Król daleko - a co blisko?
Przed laty Urodziny Królowej (bo wtedy panowała nam Królowa) to był oficjalny początek sezonu narciarskiego.
Teraz chyba też jest, ale media jakoś o tym nie wspomniały.
Więc ja wspomnę, że w górach jest śnieg i uruchomiono kilka wyciągów.

Niestety narty to dla mnie bardzo dawne wspomnienia więc ograniczę się do dnia dzisiejszego.
No więc... piękna pogoda.
Wyszedłem na spacer...
Oficjalnie od 1 czerwca mamy już zimę, ale drzewa jeszcze pamiętają jesień...

---


 
Na ulicach chyba mniej ludzi, mniej samochodów - co ci ludzie dzisiaj robią?
Ja wróciłem do wspomnień, a te przypomniały święto Bożego Ciała.

Wyjaśnienie - w Australii Boże Ciało świętowano w ostatnią niedzielę, katedra w Melbourne zorganizowała z tej okazji całkiem imponującą procesję - tu video z zeszłego roku - KLIK.
W poniedziałkowych wiadomościach pokazano papieża biorącego udział w procesji Bożego Ciała w Madrycie - też w niedzielę.

Sprawdziłem - KLIK - zaskoczenie - w czwartek świętuje tylko kilkanaście krajów, nie ma wśród nich takich ostoi chrześcijaństwa jak Hiszpania czy Włochy, Argentyna czy Brazylia.

Cofnąłem się do wspomnień...
Rok... chyba 1955...
Boże Ciało - czwartek - dzień wolny od pracy i od szkoły - procesja.
Byłem już w szkole średniej - szkoła zorganizowała atrakcyjną wycieczkę - kilkanaście kilometrów od miasta, lasek nad rzeczką, będą atrakcje i gorący posiłek.
Obecność obowiązkowa.
Gdy wspomniałem o tym Mamie, podniosła brwi do góry - przecież wiesz, że w czwartek idziemy na procesję!
- Ale... 
- Nie ma ale.

Poszliśmy na procesję, czułem się bardzo niewyraźnie, otuchy nabrałem dopiero na widok kolegi z mojej klasy.
Jego matka podeszła do mojej Mamy - uścisnęły się - gdyby pani potrzebowała to mój mąż może wystawić Leszkowi świadectwo lekarskie.
Podskoczyłem z radości.

- Dziękuję pani bardzo - odpowiedziała Mama - pani mąż niepotrzebnie się naraża, przecież ONI wiedzą, że jesteśmy na procesji.
Poczułem mróz w sercu - dlaczego???
- Co za nonsens - komentowała moja Mama - niby wyznajesz Boga a jednocześnie kłamiesz. ONI właśnie na to liczą, że się ich tak boimy, że wyprzemy się własnej wiary.
W szkole powiesz, że matka kazała ci iść na procesję.

Jakoś nie podniosło mnie to na duchu.

Następnego dnia, już na progu szkoły, czekał na mnie kolega ze starszej klasy - działacz ZMP - Związek Młodzieży Polskiej - KLIK.
- M..ski - dlaczego nie byłeś wczoraj na wycieczce?
- Bo 
matka kazała mi iść na procesję.
Ta odpowiedź mocno go chyba zaskoczyła bo zastanawiał się dość długo, wreszcie powiedział:
- To doradź swojej matce żeby przeniosła cię do szkoły zawodowej, bo nasze liceum przygotowuje na studia a MY już dopilnujemy żebyś na żadne studia się nie dostał.

To było celne trafienie.
W ciężkich momentach moja Mama przywoływała pamięć kariery zawodowej mojego Ojca i jego braci - nie martw się synku, za kilka lat zostaniesz inżynierem i wszystko będzie dobrze.
Co ja teraz Jej powiem?
Bałem się wrócić do domu, aż do zmierzchu błąkałem się po parku, wreszcie ciemność i chłód zapędziły mnie do domu.
Mama bez słowa przygotowała mi coś do zjedzenie, dopiero potem spytała jak było w szkole.
Powiedziałem.
Widziałem, że była wstrząśnięta.
Pomódlmy się synku, nie wyparliśmy się Boga w czasie próby, módlmy się, żeby nam to zapamiętał.
Uklękliśmy koło siebie - modlitwa nie poprawiła mi samopoczucia.

P.S. Rok później nadszedł Październik 1956, zmiana rządu, ZMP został rozwiązany, dwa lata później zacząłem studia.

Saturday, June 6, 2026

W. Lutoslawski w Australii

Witold Lutosławski - polski kompozytor - KLIK.

Tak - był w Australii - to był rok... jakoś między 1988 - 1992 - byliśmy wraz żoną na koncercie, na którym dyrygował wykonaniem swojego utworu... może to były 3 poematy wg Henri Michaux - KLIK.
Mieliśmy nawet okazję porozmawiać z nim kilka minut, ale wyznam, że brakowało mi tematu do rozmowy.

Z drugiej strony - z lat szkolnych pamiętam że muzyka W. Lutosławskiego była często grana w radio jako ilustracja do słuchowisk dla dzieci.
Z trzeciej strony - festiwal Warszawska Jesień - zaskoczenie - W. Lutosławski brylował w czołówce kompozytorów muzyki nowoczesnej.

Przypomniałem sobie te chwile gdy dostałem powiadomienie, że w Melbourne przebywa Kwartet im.W. Lutosławskiego ---


Cel pobytu - tydzień warsztatów muzycznych w Australijskiej Narodowej Akademii Muzyki - ANAM a przy okazji 2 koncerty dla publiczności.

Ostatni piątek - ciemno i chłodno - u nas już zima.
Koncert miał miejsce w budynku byłego klasztoru - Abbotsford Convent.
Spory dystans do przejścia, po drodze mijali nas młodzi ludzie, szczególną uwagę zwracali ci z wiolonczelami na plecach.

Koncert - w programie  Grażyna Bacewicz - 3 kwartety - na 4 skrzypiec, na 4 wiolonczele i na kwartet smyczkowy.
Największe wrażenie zrobił na mnie ten drugi - 4 wiolonczele - KLIK.
Glissanda przeplatane ze stukaniem, skojarzenie - Tren pamięci ofiar Hiroszimy - czułem niepokój, ale nie na miarę bomby atomowej.
Po przerwie - m.in. II kwartet smyczkowy K. Szymanowskiego.

Wrażenia ogólne - sam pobyt w sali koncertowej wzbudza we mnie pewne emocje, ale tym razem tych emocji nie wzmacniała muzyka.
Oczywiście były momenty, które przyspieszały bicie serca, ale tylko na chwilę.

Miłym urozmaiceniem była rozmowa prowadzącego koncert z członkami kwartetu - młodzi ludzie, weseli, zrelaksowani, mówili po angielsku bez obcych akcentów.
Sympatyczny wieczór, ale już nie nasz świat.

Dzisiaj - sobota - program radiowy ABC/Classic zdominowany przez co dwuletni plebiscyt, tym razem - Greatest classical music of all times - Najwspanialsza muzyka klasyczna wszechczasów - KLIK.

Z jednej strony, nie przywiązuję większej wagi do podobnych głosowań, z drugiej - ciekawi mnie czy są jeszcze osoby o podobnych upodobaniach muzycznych, no  i okazja do wysłuchania w radio znanych utworów.
Połowa plebiscytu za nami  - uwagi ogólne - sporo muzyki filmowej - no tak, to łatwiej przełknąć.
Sporo muzyki australijskich kompozytorów - też dobrze.
Zaniepokoiło mnie trochę, że połowa moich faworytów wylądowała w drugiej pięćdziesiątce.
Kto wygra - obawiam się, że znowu IX Symfonia L. van Beethovena :(

Coś z życia...
W czwartek odbywałem wizytacje charytatywne (Stowarzyszenie św Wincentego).
Lało jak z cebra.
Ciekawy przypadek - samotna pani mieszkająca w osiedlu domków opieki społecznej.
W domu ciemno...
- Awaria elektryczności? - pytamy.
- Nie, uznałam, że elektryczność zbyt dużo kosztuje i zrezygnowałam. Jestem za stara do pracy, za młoda na emeryturę, żyję z bezrobocia.
- Nie oglądasz telewizji?
- Przecież widzicie, że nie mam telewizora.
Na marginesie rozmowy dowiadujemy się, że nasza klientka ma troje dzieci, jest kwalifikowanym trenerem psów, udziela się w instytucjach charytatywnych, pracowała w firmie prowadzonej przez rodzinę z Arabii Saudyjskiej.
Dosyć - zasadniczo nie powinniśmy rozwijać tematów, które nie mają niczego wspólnego z dzisiejszą prośbą o pomoc.
 A szkoda...

P.S. Kilka dni temu podano informację, że wysokość minimalnej płacy w Australii podniesiono na A$26 za godzinę, co daje ponad A$1,000 za pełnowymiarowy tydzień.
Czyli ponad A$50,000 rocznie.
Przypomniała mi się moja pierwsza posada w Australii ( 43 lata temu) - A$24,000 rocznie - wystarczyło żeby kupić dom.
Teraz większości osób na to nie stać.

Wednesday, May 27, 2026

Duchy wszędzie

 Ostatnia niedziela - Zielone Świątki - Zesłanie Ducha Świętego...

Pierwszego ducha zauważyłem już w piątek i to na zielonym tle...


Był czas dla ducha, pora zrobić coś dla ciała.
Byłem na placu zabaw gdzie jest kilka maszyn do ćwiczeń.
Siedzenia pokrywała poranna rosa...


Zdmuchnąłem ją, poszarpałem się z maszyną i udałem się na spacer po pobliskich ulicach. Zahaczyłem też o ulicę,  przy której mieszka uduchowiona pani Deborah - KLIK.

Ledwie zrobiłem kilka kroków a usłyszałem wołanie - Lech?
- Debra!
Nie widzieliśmy się prawie rok...
O czym tu mówić?
Wiadomo, o zdrowiu - moim i mojej żony.
O... polityce, o orkiestrze Armii Zbawienia - KLIK.
A od muzyki już tylko mały kroczek do DUCHA...
Deborah spojrzała w niebo, położyła mi rękę na ramieniu i zaczęła swoją tyradę.
Niestety, jak na mój gust, było tam zbyt wiele wzmianek wiecznej nagrody w Niebie a na dodatek jeszcze męki bez końca dla Putina i jego poprzedników.

Tu przypomniało mi się jak wiele lat temu, w kazaniu z okazji Zielonych Świątek, ksiądz zauważył, że z praktycznego punktu widzenia są one chyba ważniejsze od Bożego "Narodzenia" gdyż przez resztę naszego bytu na tym świecie to właśnie Duch Święty będzie jedynym boskim reprezentantem.

Póki co moim pierwszym łącznikiem z otaczającym światem jest Google-AI - Sztuczna Inteligencja - SI.

Ostatnio zrobiło się sporo hałasu po wypowiedzi Olgi Tokarczuk na ten temat.
Wiele osób odniosło się krytycznie.
Zastanowiłem się... na ile istotne jest dla mnie kto jest autorem książki?
Trochę jest - gdy książka mi się podoba odczuwam również sympatię do autora.
Chciałbym się czegoś o nim, o niej, dowiedzieć. Chciałbym przeczytać kolejną książkę.
Tu zaczyna się już nieco chwiejny grunt... wiele lat po śmierci słynnych twórców pojawiają się ich biografie, które mocno szpecą ich wizerunek.
Czy coś w tego wynika?
Dla mnie nic.

Czy więc jest istotne czy książkę napisał(a) podany na okładce autor(ka) czy ktoś inny?
Tu przypomniały mi się dawne spory na temat - kto naprawdę napisał dramaty Szekspira - KLIK?
Najbardziej podobała mi się odpowiedź - napisał je ktoś zupełnie inny, oszust, który dla niepoznaki przybrał nazwisko Wiliam Szekspir.

Dodatkowa komplikacja, to kwestia - jak duża jest część książki napisana przez SI?
Może tylko opisy krajobrazów albo egzotycznych miejsc?
Wiadomo, że wielu znanych pisarzy zatrudniało do powyższych zadań autorów-widmo (ghostwriters) - dobry przykład TUTAJ.
I co?

Istnieje oczywiście negatywna strona medalu -
SI może przemycić w swoim tekście elementy działające w określony sposób na psychikę czytelnika - chęć kupna jakiegoś towaru czy usługi, poparcie dla jakiegoś polityka... możliwości jest wiele.
I jeszcze kwestia praw autorskich.
Czy pisarz powinien informować jaki jest udział SI w jego dziele?
Czy firma, która dostarczyła usługi SI może się domagać udziału w tantiemach?

Monday, May 25, 2026

Ale jaja

 Dość długo siedziałem cicho, ale w końcu jajo się stłukło... nie jedno...


Jedna z naszych wnuczek dostała zadanie zorganizowania obozu treningowego dla drużyny canoe-polo.
Poszła na łatwiznę - zaprosiła 6-8 osób na nocleg w rodzinnym domu.
Rezultat - wyeksmitowana część rodziny sprowadziła się do nas na dwie noce.
Znaczy dwa śniadania...


---


---


Pozostałe składniki, a było ich chyba tuzin, nie były tak fotogeniczne.

Jednak nie samym chlebem człowiek żyje.
Po 7 tygodniach nieuchwytności zgłosiła się wreszcie firma, która wymieni nam zrujnowane w Wielki Piątek - KLIK - drzwi od garażu...


Firmę reprezentował jeden pan - pełne uznanie - bez żadnej pomocy zlikwidował prowizoryczne drzwi i zainstalował nowe co było całkiem skomplikowaną operacją.
Do tego był bardzo rozmowny co stwarzało pewien kłopot - zostać z nim pamiętając, że - pańskie oko konia tuczy, czy cieszyć się towarzystwem wnucząt.
Musiałem się nieco rozdwoić.

Przy okazji odświeżyłem swoją wiedzę na temat nowoczesnych technologii.
Pan od drzwi wyliczył mi conajmniej 5 plusów dzięki którym nowe drzwi są lepsze od starych. Półgębkiem wspomniał istotny dla mnie detal - trzeba je regularnie czyścić i co trzy lata organizować konserwację.
No tak, a te stare... przetrzymały 27 lat bez żadnych pielęgnacji.

Friday, May 8, 2026

Orientacja

 Orienteering, po polsku - Bieg na Orientację - KLIK (polska wersja strony jest bardzo uboga).
Zainteresowałem się tym sportem 35 lat temu, ogarnęła mnie wtedy pasja biegania maratonów narciarskich i potrzebowałem jakiegoś równoważnika na okres letni.
Bieganie wokół boisk czy na wyznaczonych ścieżkach wydawało mi się zbyt jednostajne, co innego szukanie punktów kontrolnych w nieznanym terenie.

W skrócie wygląda to tak...
Uczestnik otrzymuje mapę, na której zaznaczone są punkty, do których musi dotrzeć...


Punkt kontrolny...


Wygrywa ten, kto zrobi to w najkrótszym czasie.

Istnieje wiele odmian tego sportu - narciarska, rowerowa, kajakowa, nawet podwodna.
Próbowałem pierwszych trzech.

Jednak najbardziej podoba mi się Rogaine - odmiana wymyślona w roku 1976 przez trójkę Australijczyków - Rod Philips, Gail Davis, Neil Philips.
Jak na Australię przystało Rogaining to Orienteering do góry nogami - - nie musisz dotrzeć do wszystkich punktów, ale tylko do tych, które sobie wybierzesz, - żeby wygrać nie musisz pokonać trasy najszybciej - wszyscy mają ten sam limit czasu. Wygrywa ten zespół, który w przepisanym czasie zbierze najwięcej punktów - punkty kontrolne mają różną wartość zależnie od stopnia trudności dotarcia. Rogaining to sport zespołowy, logiczne - ponieważ istnieje zupełna swoboda wyboru trasy, to jest spora szansa zabłądzenia, lepiej mieć kogoś do towarzystwa.

Poniżej - ja w akcji...

Na początku moimi partnerami były dzieci. Wraz z córką zajęliśmy 2 miejsce w rogainingu na nartach. Wraz z synem spróbowałem 24-godzinnych zawodów. Oczywiście nie dałbym rady maszerować całą dobę, mieliśmy około 5 godzin snu w namiocie. Udało mi się zachęcić do rogainingu kolegów z pracy - zdobyliśmy nawet mistrzostwo naszego stanu w kategorii weteranów (ponad 40 lat ).

Bardzo często korzystałem również z usługi - Find a partner - należało podać jaki wynik zamierza się osiągnąć i w większości przypadków maszerowaliśmy zgodnie.

Istotna sprawa - organizatorzy zapewniają gorący, syty posiłek. Pewnego razu moją partnerką była dziewczyna z Korei. Zakończyliśmy wędrówkę, pora na posiłek, moja partnerka zapomniała przynieść sztućce. Mówię, że poprosimy w kuchni, ale ona podnosi z ziemi odpowiednie patyki, łamie na właściwy wymiar - I will use chopsticks.

Gorzej było gdy partnerem był Polak - oczywiście trafiliśmy na wysypisko rydzów. Kolega zbiera je gorączkowo, ja go poganiam bo czas ucieka.

- Boże, dziękuję Ci za te dary, wybacz proszę, że nie skorzystamy w pełni z Twojej łaski bo ten idiota (wskazuje na mnie) zmusza mnie do szukania tekturowych pudełek. Oczywiście spóźniliśmy się na metę - punkty karne.

Street Orienteering. Orienteering i Rogaining wymagają wielu godzin przygotowań trasy a udział w zawodach to wyjazd na jeden lub dwa dni. Na szczęście bardzo ciekawą imprezę można zorganizować również w mieście.

Mapa wygląda tak...

Te czarne linie to ulice - nazwy nie podane. W Melbourne zawody w Street Orienteeringu odbywają się przynajmniej raz w tygodniu, w dni robocze, o 6 wieczorem, czas trwania - 1 godzina - doskonałe uzupełnienie dnia pracy.

Rogaining - skutki uboczne. W roku 1997 uczestniczyłem w 24-godzinnym rogainingu z naszym synem - Michałem. Poszło nam całkiem dobrze. Następnego dnia, na uniwersytecie, do Michała zgłosił się przedstawiciel studenckiego Bushwalking Club - Michael, ty z Twoim partnerem wypadliście lepiej niż wszystkie zespoły studenckie. Proponujemy ci wyjazd na mistrzostwa Australii w Brisbane, pokrywamy wszystkie koszty, postaramy się znaleźć ci dobrego partnera. Propozycja przyjęta. Na te same zawody pojechała zupełnie przypadkowo Sarah, studentka tego samego uniwersytetu. Znaleźli się!!! Ślub odbył się dwa i pół roku później.

Tydzień przed ślubem... Do Melbourne przyjechała siostra mojej żony - Roma. Niedziela, piękna pogoda, Roma jest pełna energii.... wspominam, że za dwie godziny odbędą się zawody w Street Orienteering. - Idealne! Właśnie czegoś takiego mi potrzeba. Trochę się poruszam po tylu godzinach siedzenia w samolocie i pójdę wcześniej spać. Jedziemy na miejsce zawodów - wyjaśniam zasady gry, przypominam kilka razy, że słońce jest u nas po złej stronie - w południe będzie na pólnocy.

Mija godzina, zawody zakończone, wszyscy zawodnicy na mecie... oprócz Romy. Gdzie jej szukać? Labirynt ulic... wędrujemy 20 minut i dajemy za wygraną, kierujemy się na posterunek policji. W tym momencie Michał zauważa ciocię Romę, macha do niej, ale ja go powstrzymuję - zaczekaj, podejdźmy cicho i zobaczmy co się stanie. Roma wchodzi do pobliskiego sklepu, jest mocno zdenerwowana, podchodzi do ekspedientki... - Przepraszam, popatrz na tę mapę. Ja muszę dotrzeć do tego punktu - pokazuje - ale nie wiem, w którym miejscu teraz jestem. Czy możesz pokazać mi na tej mapie, w którym miejscu jest twój sklep? - A cóż to za głupia mapa? Tu nie ma nazw ulic. Dlaczego ty nie korzystasz z planu miasta, który można kupić w każdym kiosku? Skąd ty w ogóle masz taką mapę? - Od rodziny, ja tu przyjechałam dzisiaj rano z Polski... - Ty tu przyjechałaś do rodziny z Polski a oni dali ci taką mapę i wysłali samą na ulicę? Idź na posterunek policji - tu, naprzeciwko - jak im powiesz nazwisko tej rodziny, to oni ich znajdą. Chyłkiem wyprowadziliśmy Romę za sklepu. Wesele było bardzo udane, nikt się nie zgubił.

Kontynuacja - cała piątka naszych wnucząt okazjonalnie startuje w zawodach rogainingu. Kilka tygodni temu, środkowa para, wygrała zawody w kategorii juniorów.

P.S. Google, zapytane o Rogaine najprawdopodobniej odpowie tak:

Tuesday, May 5, 2026

Bach, CePEm WAM, Bach!

Kilka dni temu nasz syn i synowa obchodzili 26. rocznicę ślubu - BACH!
Niedziela - rocznicę celebrowaliśmy w przytulnej kawiarni - Four Beans Cafe.


Four Beans - Cztery ziarna - zgadza się - właśnie tyle dzieci im się urodziło.
Dwoje z nich zagrało nam tęczową piosenkę - KLIK.


Powrót do domu i energiczny początek tygodnia...
Najpierw coś dla zdrowia - zawiozłem żonę do szpitala na medyczną procedurę.
Prosto za szpitala na... koncert muzyki symfonicznej, to już trzeci
 koncert w ciągu ostatnich 15 dni, przypominają mi się czasy studiów.

Muzyka W.A.Mozarta przeplatana z muzyką synów J.S. Bacha - Jana Christiana i Carla Philippa Emanuela (CPE) - czyli jak w tytule.

Na początek I symfonia W.A.Mozarta, napisał ją w wieku 8 lat. W tym czasie (1764-65) odbył on z ojcem długą podróż muzyczną po Europie, na trasie był Londyn gdzie Wolfgang miał okazję zapoznać się z muzyką J.C. Bacha i to wyraźnie wpłynęło na kompozycję I symfonii (w P.S. są linki do wszystkich utworów wykonanych na koncercie).

Johann Christian Bach - 1735-1782...


Najmłodszy syn Jana Sebastiana (1685-1750)...


Spore podobieństwo, ale duża różnica muzycznego stylu. 
Nic dziwnego J.C. urodził się gdy jego ojciec miał 50 lat, był dwudziestym (ostatnim) dzieckiem.

Koncert bardzo dobrze wykonany i dobrze zsynchronizowany.
Ledwie zdążyłem wyjść z sali i włączyć telefon a tu już dzwoni lekarz ze szpitala - dobra wiadomość - zabieg udał się bardzo dobrze, żona wyjdzie ze szpitala jutro(wtorek) około południa.

Świetnie - co tu zrobić z kilkunastu godzinami "wolności"?

Bach - telefon z warsztatu naprawczego - twój samochód będzie gotowy za dwie godziny, oddaj wynajęty samochód i zadzwoń do nas to wyślemy po ciebie taksówkę.

I jak marionetka - odwożę, oddaję, słucham jak dzwonią, wsiadam gdy po mnie podjeżdżają, wysiadam, odbieram, wsiadam - moja świadomość zostaje uderzona CEPEM - uważaj, tu wszystko działa inaczej!
Szczęśliwie dojeżdżam do domu...
Akcja - za 2 godziny przychodzi córka na obiad - większość potraw gotowa, pozostało ugotowanie i starcie buraczków - czerwono mi czerwono...

Wieczór upływa nam w miłej atmosferze.
Noc równie dobrze - śpię jak zabity.... ale jednak żywy bo wstaję o właściwej porze i odbieram żonę ze szpitala.

To była Majówka! 
No mówię W.A.M.

P.S. 
Program koncertu:
- W.A. Mozart - Symfonia nr 1 - KLIK.
- C.P.E. Bach - Symfonia b-moll - KLIK.
- J.C. Bach - Sinfonia Concertante - KLIK.
- W.A. Mozart - Symfonia nr 31 - KLIK.