Thursday, December 12, 2019

Graffiti

Wpadłem w wir przedświątecznych spotkań towarzyskich. Dzisiaj w południe było kolejne, z dawnymi kolegami z dawnej pracy. W centrum miasta więc pojechałem koleją miejską.
Przy stacji - graffiti.


Aż podskoczyłem - to ja!
Dla niepoznaki artysta dodał kapelusz i zamienił książkę na gazetę.

Monday, December 9, 2019

Niedzielna obserwacja - bóg i mamona

Niedzielne czytania liturgiczne wprowadziły mnie w poważne rozterki. Już myślałem, że wpisu nie będzie, ale jednak coś przyszło mi do głowy.

Dzisiaj, jak to w poniedziałek, razem z innym parafianinem liczymy wartość datków na tacę i wpłacamy to do banku.
Do banku jedziemy samochodem mojego wspólnika w liczeniu.
- Popatrz zwolniło się miejsce na parkingu. Ręka Boża - zauważył wspólnik i zgrabnie zaparkował tuż przed drzwiami banku.

Przypomniało mi to anegdotę opowiadaną w naszym kościele w ramach kazania.

Wielki transatlantyk zderzył sie z górą lodową i tonie.
Oczywiście okazało się, że dla pasażerów trzeciej klasy nie wystarczy miejsca w łodziach ratunkowych.
Kapitan informuje ich o sytuacji i powiadamia, że mają jeszcze około godziny życia.
- Czy na statku jest ksiądz? - wołają pasażerowie.
Okazuje się że jest.
- Proszę odprawić dla nas mszę, zakończymy życie w godny sposób.
Ksiądz przygotowuje się do mszy, ale przerywa mu kapitan,
- Przepraszam, ale nasze obliczenia były błędne. Statek zatonie za kilka minut, nie wystarzy czasu na całą mszę. Może ksiądz wybierze jakiś najbardziej istotny fragment.
Ksiądz zastanawia się chwilę i ogłasza wiernym:
- Zacznijmy mszę od zbiórki na tacę.

Mój 8-letni wnuk kręcił głową z niezadowoleniem.
- Po co pieniądze skoro wszystko utonie?

Po komentarzu przy parkowaniu pomyślałem, że gdy w grę wchodzą pieniądze, ręka boża działa bezbłednie.

Sunday, December 1, 2019

Niedzielne marzenie

Moja czarnopiątkowa wizyta w dzielnicy handlowej nie miała jedynie na celu postrzyżyn. Głównym celem była wizyta w bibliotece.
Zajrzałem na półki w książkami moich ulubionych anglojęzycznych autorów: Ian McEwan, Julian Barnes, Peter Carey - jedyna nieznana mi pozycja to był Daydreamer pierwszego z wyżej wymienionych.

Dygresja: jestem przekonany, że kraje anglosaskie uważają, że jeśli ktoś chce wejść na rynek książek, to powinien pisać po angielsku. Nigdzie nie napotykam informacji o książkach pisanych w innych językach.
Zastanawiam się jak to obecnie wygląda w krajach europejskich.

Do odjazdu autobusu było 7 minut więc zacząłem czytać książkę.
Zasadniczo jest to książka dla dzieci, ale w moim wieku to żadna różnica.
Pierwsze opowiadanie to historia dojazdu do szkoły.
Bohater książki - marzyciel Peter - ma 10 lat i po raz pierwszy ma zaprowadzić swoją 6-letnią siostrę, Kate, do szkoły.
Rodzice powtórzyli mu już wiele razy instrukcję: dojść na przystanek autobusowy trzymając siostrę za rękę, wsiąść do autobusu, przejechać dwa przystanki, wysiąść i dojść do szkoły.
Proste.

Peter lubi swoją siostrę więc prowadzi ją z przyjemnością. W autobusie siadają i Peter puszcza rękę Kate. I w tej chwili czuje za plecami nie miękkie oparcie siedzenia, ale twardą, zimną skałę. A przed soba widzi stado wilków. Sprawdza czy siostra jest przy nim.
Oczywiście w kieszeni ma wszystkie niezbędne rzeczy: scyzoryk i pudełko zapałek.
Szybko zbiera trochę wyschniętych liści i drobnych gałązek. Ostrożnie zapala zapałkę, liście chwytają płomień, za chwilę zapalają się gałązki. Wilki cofają się a w tle Peter zauważa, że właśnie są na przystanku koło szkoły.
Wysiada, autobus rusza.

Dopiero teraz Peter stwierdza, że nie ma koło niego siostry.
Jak szalony rzuca się w pogoń. Prawie, że łapie autobus na następnym przystanku więc goni go dalej, ale słyszy za sobą wołanie.
Odwraca głowę - to Kate - rezolutnie wysiadła i obiecuje, że jeśli Peter da jej swoją tygodniówkę, to nie powie o niczym rodzicom.

Podnoszę głowę. Mój autobus właśnie nadjeżdża.
To jest właśnie mój problem - nigdy nie dam się ponieść marzeniom w jakieś ciekawe sytuacje.

Rozglądam się po autobusie.
Z jednej strony mężczyzna, dość niechlujnie ubrany. Głowa wystrzyżona w dziwne wzory. Na głowie tatuaże. Jeden z nich to napis : good cop is a...
Ciągu dalszego nie widać i nie chcę go widzieć.
Z drugiej strony młoda, bardzo umięśniona, Murzynka.
Opuszczam wzrok gdyż wydaje mi się, że przyglądanie się tym osobom może być niewłaściwie odczytane.

Przejechaliśmy kilka przystanków gdy słyszę bardzo głośne wołanie. Wszyscy pasażerowie podnoszą głowy. To woła ten mężczyzna z tatuażami na głowie, ale chyba nikt go nie rozumie.
Woła ponownie: czy pomóc ci wysiąść!?!?

Wołanie skierowane jest do starszej pani, która szykuje się do wysiadania a ma ze sobą spory wózek z zakupami.
- Co za uczynny człowiek - uśmiecham się, widzę że inni pasażerowie też.
- Nie, nie, dziękuję bardzo - odpowiada starsza pani. Autobus staje, pani dość sprawnie wysiada, wyciąga wózek.
Kierowca zamyka drzwi, autobus rusza.
- Stój, stój!! - tym razem woła siedząca niedaleko ode mnie Murzynka.
- Ona zostawiła torbę!
Rzeczywiście. Na półce, przy miejscu gdzie siedziała starsza pani, została spora, porządna, ręczna torba.
Autobus zatrzymuje się, Murzynka chwyta torbę i wybiega.
Widzę przez okno, że stoi zdezorientowana, najwidoczniej starsza pani gdzieś zniknęła.
- Nie odjeżdżaj, czekaj na nią - wołają pasażerowie do kierowcy.
Nagle z tyłu autobusu słyszę rozpaczliwe wołanie: to była MOJA torba!

Reszta jest marzeniem.

Friday, November 29, 2019

Black Friday

Dzisiaj Black Friday - dzień obniżek cen.
W Australii to całkiem nowy obyczaj, dowiedziałem się, że około 25% Australijczyków nie wie co ten termin oznacza.

Obniżki cen, obniżki cen... jestem tragicznie zacofany w tym temacie - kupuję tylko wtedy gdy czegoś potrzebuję.

Jednak dzisiaj udało mi się połączyć obyczaje rynkowe z potrzebami osobistymi - pora się ostrzyc.

Od ponad 60 lat strzygę się tak samo - na krótkiego jeża.
Wydawałoby się, że to najprostsza fryzura, jednak wielu fryzjerów miało z nią niezrozumiałe dla mnie problemy.
Dopiero Chińczycy rozwiązali problem ostatecznie.
Strzygą mnie, według określenia mojej żony "na jajo". Czyli nic tam nie cieniuja, nie modelują, itp - po prostu: top - number two, bottom - number one, rounding - number one and the half. Trzy minuty i załatwione.

Najefektywniej robią to w pobliskim centrum handlowym - Box Hill.

Pierwszy znak Czarnego Piątku...


Okulary?
Czyżby ktoś odkładał zakup potrzebnych mu okularów do dnia obniżki cen?

Zapaliło mi się światełko nadziei że w takim razie może i w moim punkcie ekspresowego strzyżenia też będzie jakaś zniżka.
Bo to nie jest fryzjer tylko punkt ekspresowego strzyżenia.


--


Obniżki cen nie było.

Korzystając z okazji rozejrzałem się po okolicy.
To centrum handlowe obliczone jest raczej na zakupy codzienne a więc Black Friday był niewidoczny.

Produkty spożywcze pod obiecującą nazwą...


I wiele punktów żywienia...





Oczywiście również usługi finansowe...


Tyle moich czarnopiątkowych doświadczeń.

P.S. Kiedyś Black Friday miał w Australii inne znaczenie - była to nazwa tragicznych pożarów z 13 stycznia 1939 roku - KLIK.
Już za moich czasów w Australii, mieliśmy kolejne pożarowe dni - Ash Wednesday - KLIK i Black Saturday - KLIK.
Myślę, że wkrótce zabraknie dni tygodnia.

P.S2 - powyższe zdjęcia pozwalają sądzić, że mieszkam w jakiejś chińskiej dzielnicy - patrz komentarze.
I tak i nie. W moim najbliższym otoczeniu przeważają sąsiedzi Australijczycy, ale Chińczycy zaczynają się pojawiać. Póki co, chińscy inwestorzy budują takie oto pojemniki na siłę roboczą.


Thursday, November 28, 2019

Nieznajomy z peronu

Kilka dni temu jechałem do wnucząt. Tramwaj a potem pociąg.
Idąc z przystanku tramwajowego do stacji zauważyłem młodego mężczyznę. Wydawał mi się nieco zagubiony. Stał przed zejściem na perony, marszczył się, przecierał oczy. W międzyczasie pociąg wjechał na peron i odjechał.
Nie ma strachu, za 10 minut będzie następny.

Zszedłem na peron, młody mężczyzna już tam był, usiadł na ławce na końcu. Ja spacerowałem po nasłonecznionej części peronu.
- Przepraszam bardzo - to był ten młody mężczyzna - czy mogę z tobą chwilę porozmawiać.
- Proszę bardzo - przyjrzałem mu się uważniej. Pochodził chyba z Malezji. Porządnie ubrany.
- Czy możesz mi wytłumaczyć. Właśnie skończyłem studia i zacząłem szukać pracy. Jak dotąd jedyne oferty jakie dostałem, to praca jako pomoc kuchenna.
- Jakie studia ukończyłeś?
- Business analysis.
No tak, wyznam że nie wiem jakie praktyczne kwalifikacje posiada osoba, która ukończyła takie studia. Na pewno powinna potrafić umieć mówić długo i kwieciście na ogólne tematy byznesowe.

- W jakiego rodzaju instytucjach starałeś się dotąd o pracę.
- Właśnie teraz jestem po interview w Officeworks, ale czuję, że nie dadzą mi pracy bo mieszkam za daleko od ich sklepu.
Officeworks - duża sieć sklepów z materiałami biurowymi - wydało mi się nawet dobrą instytucją. Z głośnika dobiegł anons nadjeżdżającego pociągu.
- Jedziesz tym pociągiem? - spytałem.
- Nie, następnym.
No trudno, i tak miło, że wzbudziłem u nieznajomego tyle zaufania, że chciał ze mną prozmawiać. Może dlatego, że był z Malezji.

P.S. Bardzo długa opowieść o moich pierwszych dniach w Australii i poszukiwaniu pracy - TUTAJ.

Sunday, November 24, 2019

Niedzielne czytanie - nie wiesz ile jest dosyć jeśli nie wiesz ile jest za dużo

Do Policji,

Czuję się w obowiązku napisać ten list z troski spowodowanej brakiem postępu lokalnej Policji w ich dochodzeniu przyczyn śmierci mojego sąsiada w styczniu tego roku oraz kolejnej śmierci Komendanta sześć tygodni później.
Oba te smutne wypadki wydarzyły się w moim bliskim sąsiedztwie zatem nie powinno dziwić, że czuję się osobiście Zasmucona i Poruszona.
Wierzę, że istnieje wiele oczywistych dowodów sugerujących, że były to Morderstwa.

Nigdy nie odważyłabym się przedstawić tak skrajnej teorii gdyby nie fakt (a mam świadomość, że dla Policji fakty są tym czym cegły są dla domu a komórki dla organizmu - one budują cały system) że razem ze swoim Przyjacielem byłam świadkiem, wprawdzie nie samej śmierci, ale sytuacji natychmiast po śmierci, jeszcze przed przybyciem Policji.

W pierwszym wypadku współświadkiem był mój sąsiad, Świerszczyński, w drugim mój były uczeń, Dionizy.

Moje przekonanie, że Zmarli byli ofiarami Morderstwa, jest oparte na dwóch rodzajach obserwacji.

Pierwszy: w obu przypadkach Zwierzęta były obecne na miejscu Zbrodni. W pierwszym przypadku, obaj świadkowie, Świerszczyński i ja, widzieliśmy grupę Jeleni w pobliżu domu Dużej Stopy (podczas gdy ich towarzysz leżał poćwiartowany w kuchni ofiary). W przypadku sprawy Komendanta, świadkowie, włączając niżej podpisaną, widzieli liczne odciski  jelenich racic na śniegu wokół studni gdzie znaleziono ciało. Niestety, nieprzychylna  Policji pogoda spowodowała gwałtowne zniknięcie tego tak ważnego i niezwykłego dowodu, który wskazuje wprost sprawców obu zbrodni.
Drugi: zdecydowałam sie zbadać pewne, szczególnie charakterystyczne fragmenty informacji uzyskane z kosmogramów (powszechnie zwanych Horoskopami) ofiar. W obu przypadkach jest oczywiste, że mogli być śmiertelnie zaatakowani przez Zwierzęta. To jest bardzo rzadka konfiguracja planet i dlatego z wielką pewnością siebie polecam je uwadze Policji.
Pozwalam sobie załączyć oba Horoskopy w oczekiwaniu, że Policyjny Astrolog zapozna się z nimi i poprze moją Hipotezę.
Z uszanowaniem
Duszejko.
Olga Tokarczuk - Prowadź swój pług przez kości umarłych
Tłumaczenie z angielskiego tłumaczenia - autor wpisu.

Nagroda Nobla robi swoje - aż trzy moje wpisy - KLIK - zawierały obszerne cytaty z książki napisanej przez Laureatkę.
To był Prawiek i inne czasy. Napisałem, że wydaje mi się książką, której czytać się nie kończy.
Potwierdzam to stwierdzenie. Ja zrobiłem błąd - zaparłem się i przeczytałem Prawiek do końca i... pozostało mi uczucie dużego rozczarowania.

Moja lokalna biblioteka ma angielskie tłumaczenie cytowanej w tym wpisie książki - Drive Your Plow Over the Bones of the Dead.

Wydaje mi się, że podany na początku cytat zawiera w sobie wszystkie wątki książki.
Jedyny dodatkowy element to poezja Wiliama Blake, z której pochodzi tytuł książki - KLIK -  i tytuły wszystkich rozdziałów oraz druga połowa tytułu tego wpisu.

Odwrotnie niż w przypadku Prawieku, czytanie tej książki szlo mi najpierw jak po grudzie (a może jak pług po kościach) i dopiero w połowie poczułem zainteresowanie losami bohaterki.
Koniec powieści zastał mnie już w stanie sytości.

Wednesday, November 20, 2019

Głównie Mozart

Kilka razy wspominałem na tym blogu serię koncertów Mostly Mozart - KLIK.

Dzisiaj odbył się ostatni koncert tegorocznej serii - tym razem - Mozart i Haydn.
Jak wskazuje tytuł w programie koncertu znajduje się zawsze utwór W.A. Mozarta oraz jeszcze coś na dokładkę. Czasami nawet dominuje ta dokładka.

Jednak Mozart i Haydn - tu nie ma miejsca na dominację, rywalizację.
Po prostu - czysta, klasyczna harmonia.

W.A. Mozart - Koncert na obój - KLIK.
Zlinkowane nagranie z Filharmonii Narodowej w Warszawie. Łza się w oku kręci.
Ale też trochę kręcę nosem.
Dzisiaj słuchałem tego utworu w wykonaniu studentów ANAM - Australijska Narodowa Akademia Muzyczna. Wykonawcy byli więc w wieku w jakim Mozart pisał ten utwór (21 lat). Prócz tego było ich znacznie mniej niż warszawskich filharmoników a zatem utwór brzmial znacznie lżej.
Po prostu, jakoś bardziej po mozartowsku.

J. Haydn - Symfonia nr 90.
Haydn miał za sobą 30 lat muzycznej służby na dworze księcia Esterhazy. To były jego pierwsze kroki na wolnym rynku. Wspomnę, że ta wolnorynkowa działalność przyniosła mu fortunę.
Ale, klasyka to jest... klasyka. Czy na slużbie, czy na swoim, zawsze symfonia najwyższej klasy.
Tutaj zaprezentuję tylko ostatnią część, Allegro assai. Wydało mi się najbardziej Haydnowskie - KLIK.

Dodam jeszcze coś z życia.
Synoptycy zapowiedzieli piękny dzień.
Sprawdziło się.
Rano temperatura 9C, trzeba było w domu włączyć ogrzewanie.
Gdy wyszlismy z koncertu, kilka minut po 12 (południe), było piekne słońce i w samochodzie trzeba było włączyć klimatyzację.
Gdy 3 godziny później odbierałem wnuczke ze szkoły, termometr w samochodzie wskazywał 35C i na słońcu trudno było wytrzymać. Wnuczka płakała gdy dotknęła nagrzanej szyby czy klamry od pasa bezpieczeństwa.

A na froncie ich domu...



Pszczoły własnymi ciałami ochraniają swój dom przed przegrzaniem.

Jutro ma być jeszcze cieplej.
Trzeba będzie wziąć trochę Mozarta, lub Haydna, na orzeźwienie.