Jance
Sunday, March 24, 2013
Wiersz dla Janki
Jance
Friday, February 22, 2013
Szkolny teatr
Ciotuchna
Po koniec roku 1945 wymyśliłyśmy z moją koleżanką Niną, żeby założyć kółko teatralne u Reytana. Wiedziałyśmy, że teatrem szkolnym zajmował się kiedyś nasz profesor od łaciny. Zapytany co sądzi o tym pomyśle odpowiedział,że porozmawia z dyrektorem szkoły i sam sie nad tym zastanowi. Chyba po tygodniu zaprosił nas do pokoju nauczycielskiego. Powiedział, że jest zgoda dyrektora na zorganizowanie kółka, i że on nim pokieruje i będzie reżyserował nasze występy.
Wspólnie ustaliliśmy, że na pierwszy ogień pójdzie coś z Fredry, bo to łatwy wiersz i niewielka obsada. Po namyśle wybraliśmy mniej ograną przez szkoły sztukę pt. Damy i Huzary.
Profesor przeegzaminował kandydatów do ról pod kątem mówienia wierszem, dobrej dykcji, poprawności mówienia i umiejętności zbornego poruszania się. Wszyscy wybrani wyrazili nie tylko chęć uczestniczenia w zajęciach, ale wręcz entuzjazm.
O dziwo mieliśmy kilka egzemplarzy tej sztuki i mogliśmy natychmiast rozpocząć próby czytane. Tu profesor uczył nas poprawności czytania i mówienia wiersza. Po pewnej ilości prób czytanych, kiedy juz prawie każdy umiał swoją rolę na pamięć, zaczęliśmy próby sytuacyjne. Najpierw małe scenki z dwoma, trzema aktorami. Uczyliśmy się poruszać na scenie i dobierać gesty do tekstu. Żmudna to była robota, ale i my i profesor mieliśmy do tej pracy serce i zapał.
Pojawił się podstawowy problem: gdzie my to zagramy? W szkole nie było odpowiedniego miejsca, a na wynajęcie sali widowiskowej nie mieliśmy pieniędzy. Ktoś przez koneksje rodzinno-towarzyskie dotarł do komendanta kasyna oficerskiego na ul. Szucha. Tam była odpowiednia sala ze scena i zapleczem. Na rozmowę poszedł profesor i dwie dziewczyny. Nagadali facetowi bzdur o współpracy wojska ze szkołami, podleli to patriotycznym sosem i się udało. Dostaliśmy za darmo sale z zastrzeżeniem, że zagramy jeden spektakl dla wojska.
Teraz wyłonił sie następny problem - kostiumy. Tej sztuki nie można grac po "cywilnemu". Dziewczęta jakoś da sie ubrać domowymi sposobami, jako dziewiętnastowieczne damy, ale mundury dla huzarów trzeba gdzieś pożyczyć. W zburzonej Warszawie gdzie ledwo ruszały normalne teatry nie było żadnych kostiumerni z takimi mundurami. Najbliższe niezniszczone miasto to była Łódź. Pojechaliśmy tam we trójke. Poszliśmy do Teatru Wojska Polskiego i w rozmowie z dyrektorem przedstawiliśmy nasz kłopot. Podparliśmy nasze prośby argumentem, że przecież będziemy grac w kasynie dla wojska. Dyrektor się zgodził i polecił wydać nam co mają w kostiumerni dla nas odpowiedniego. Wyszliśmy stamtąd obładowani. Nie tylko mieliśmy przepisowe huzarskie mundury, ale też białą broń i pistolety. Przywieźliśmy to wszystko do szkoły i nawet profesorowi oko zbielało na ten widok oko.
Kiedy już było wiadomo gdzie będziemy grać nasze Damy i Huzary, profesor od robót ręcznych zorganizował grupę chłopców, którzy pod jego kierunkiem robili dekoracje. Na naciągniętym na drewnianych ramach płótnie powstawały ściany XIX wiecznego saloniku. Ten salonik powinien być umeblowany stylowymi meblami, ale skąd je zdobyliśmy tego juz nie pamiętam.
Zbliżał sie czas premiery i powstało pytanie jak z nas, nastolatków, zrobić szacowne damy i podstarzałych huzarów. I znów się okazało, że ktoś kogoś znał a ten ktoś znał pana od charakteryzacji z Teatru Polskiego. Nie mieliśmy pieniędzy, żeby go oficjalnie zatrudnić, ale były to czasy, w których uśmiech i życzliwość potrafiła zastąpić pieniądze.W dniu premiery ten pan zjawił sie na zapleczu sceny kasyna z walizeczką, w której były "cuda" - siwe peruki, bokobrody, wąsy, szminki i mastizole. Zabrał sie ostro za postarzanie naszej mocno stremowanej gromadki. Efekty charakteryzacji, wypychania poduszkami biustów dam, przyklejenie wąsów i innych ozdób twarzy i głów, robienie zmarszczek, były wprost oszałamiające. W pewnym momencie za kulisy wszedł na chwile Dyrektor szkoły i stanął zdumiony - nie poznał nas!
Zdjęć z naszych przedstwień oczywiście nie ma. To zdjęcie pochodzi ze spektaklu wystawionego przez uczniów gimnazjum im Rady Europy z Kostrzyna.
Ten wielki dzień to był 7 maja 1946 roku. Rozsunęła się kurtyna i oczom aktorów ukazała sie widownia zapełniona do ostatniego krzesła. Siedzieli tam nasi rodzice, nauczyciele i uczniowie naszej szkoły. Za kulisami mokry z emocji profesor bacznym okiem pilnował wszystkiego. SUKCES BYŁ OGROMNY.
Po tej szkolno-rodzicielskiej premierze, graliśmy jeszcze dla wojska i innych widzów.Byliśmy też na "gościnnych występach" w Radości i w Błoniu.
Graliśmy Damy i Huzary wiele razy i jak to zawsze bywa, nie obeszło się bez wsyp. Pewnego dnia główny amant – porucznik w scenie z amantka mówi tekstem sztuki:"Zofio wstążka, którą upuściłaś, dotychczas nie zeszła mi z serca"... i sięga do lewej górnej kieszeni munduru, żeby owa chustkę wyjąc. Przerażony wzrok, drżąca ręka - chustki nie ma. Nerwowo obmacuje wszystkie kieszenie i wyciąga chustkę … z tylnej kieszeni spodni.
Z tych przedstawień, na które sprzedawaliśmy prawdziwe bilet, zebrało sie sporo grosza i zafundowaliśmy szkole scenę z oświetleniem i niezbędnym oprzyrządowaniem. Na tej scenie odbywały sie potem akademie i siedziała tam dostojna komisja, która pilnowała nas w czasie pisemnych egzaminów maturalnych.
Graliśmy na tej scenie jeszcze druga sztukę, "Sztubę" Leczyckiego. Ta sztuka grana była już tylko w szkole i tez odniosła sukces, ale nie wzbudziła w zespole juz takich emocji. Była łatwiejsza do wystawienia, działa się bowiem w klasie szkolnej i nie było problemów z kostiumami i charakteryzacja. Jedynym kostiumem, jaki był potrzebny, była sutanna dla księdza katechety, którego grał mój przyszły mąż.
Ziarno teatru zostało w nas zasiane, niektórzy bez powodzenia, niektórzy z powodzeniem, zdawali po maturze do szkoły teatralnej.
Saturday, February 2, 2013
Janka i Mietek
Ciotuchna
Jak zobaczycie, że pisze Ciotuchna, złapiecie sie pewnie za głowę - znów będzie o wojnie, albo sama historia! Nie, nie, nie martwcie sie, będę pisać o tym jak poznałam swoją drugą połowę. A historia będzie, bo w niedzielę 3 lutego minęła właśnie sześćdziesiąta druga rocznica naszego cywilnego ślubu - a to historia!!!
W 1945 roku w zburzonej Warszawie ostał się jeden cały gmach szkolny. Cały, ale bez szyb, bez ścian działowych i wewnątrz zasypany ścinkami skór. Okupanci urządzili w nim jakąś fabrykę. Co z tych skór produkowali nie wiadomo, czy kabury do pistoletów, czy paski do karabinów, czy może paski do spodni, żeby im portki nie opadły jak będą uciekać - nie wiadomo? Grunt, że gmach stał, a był własnością Gimnazjum i Liceum nr.VI im Tadeusza Reytana. Budynek przez nauczycieli i uczniów został doprowadzony do jakiego, takiego ładu, tak że można było zaczynać naukę. Na mieście rozklejono na słupach, gruzach i latarniach kartki tej treści: „Gimnazjum i Liceum im. Tadeusza Reytana, Rakowiecka 23, wznawia zapisy uczniów do klas gimnazjalnych i licealnych".Młodzież pędziła do tej jednej ocalałej szkoły i zapisywała się na listy do klas, że tak powiem, na gębę, bo nikt nie miał żadnych papierów z lat poprzednich. Każdy po prostu mówił do jakiej klasy chce chodzić. Szkoła ruszyła w kwietniu 1945 r., a więc przed końcem wojny.
Szkołę podzielono na dwie części: żeńskie gimnazjum im. Narcyzy Żmichowskiej i męskie gimnazjum im. Tadeusza Reytana. Przed wojną nie było w średnich szkołach koedukacji. No i tu koedukacja była wykluczona, na I piętrze były dziewczęta t.z. Żmichoszczanki, a na II piętrze byli chłopcy Reytaniacy. Na schodach na podeście siedział groźny pan woźny i pilnował, szczególnie na przerwach, czy sie nie robi jakaś koedukacja.
Na parterze była duża sala gimnastyczna, ale oczywiście bez żadnych przyrządów do gimnastyki, w której stał w niej zupełnie dobry fortepian. Pan od śpiewu, prof. Wacław Lachman, wielce dla Warszawy zasłużony twórcą chórów, ze słynną Harf na czele, ogłosił w szkole nabór do chóru. Pobiegłam na przesłuchanie i zostałam przyjęta. Chór był czterogłosowy, po jednej stronie fortepianu stali chłopcy śpiewający glosami tenorowymi i basowymi, a po drugiej stronie stały dziewczęta (nie mówiło się wtedy dziewczyny) sopranistki i śpiewające altem. Uczylismy się zasad śpiewu, piosenek, pieśni i...gapiliśmy się na siebie. Po próbie pierwsi do swoich klas szli chłopcy, a po jakimś czasie dziewczęta.
W grupie chłopców był uczeń, którego profesor zapraszał do fortepianu, mówiąc "mistrzu ty będziesz akompaniował, a ja będę dyrygował chórem". Ten chłopak, kiedy wracał znów do choru, ustawiał się na przeciwko mnie i nie spuszczał ze mnie oczu. Było to miłe, ale jednocześnie i krępujące. Gapił sie i gapił, ale nie mieliśmy okazji, żeby zamienić choćby słowo. Po lekcjach każdy wsiadał na swój rower i pedałował do domu. Byliśmy wtedy w IV klasach gimnazjum i mieliśmy po 16 - 17 lat.
Po jakimś czasie, gdy wychodziłam ze szkoły, a nie miałam wtedy roweru, od grupy chłopców stojących przed szkołą oderwał sie ten chłopak, podszedł do mnie, przedstawił sie" jestem Mietek" i spytał czy może mnie odprowadzić. Szliśmy w całkowitym milczeniu, bo żadne z nas nie umiało rozpocząć rozmowy.
Od tej pory odprowadzał mnie prawie codziennie, no i juz rozmawialiśmy o rożnych sprawach szkolnych i każde z nas opowiedziało trochę o sobie. Okazało sie, że łączy nas wiele przeżyć z czasów okupacji. Ja przeszłam wiezienie Gestapo, a Mietek był w Powstaniu i w dwóch obozach koncentracyjnych. Czyli oboje" uciekliśmy grabarzowi spod łopaty".
Zbliżały sie wakacje, ja jechałam na obóz harcerski, a on do rodziny na wieś. Podał mi adres gdzie będzie w lipcu, a ja obiecałam, że napiszę i podam adres obozu harcerskiego. Napisałam do niego w pierwszych dniach obozu, ale nie dostałam żadnej kartki od niego. Jak sie później okazało moja kartka nie doszła.
We wrześniu spotkaliśmy sie w szkole, ale on mi sie ledwo ukłonił, był obrażony.Po kilku dniach szkoły zachorowałam na szkarlatynę i poszłam do szpitala zakaźnego na 6 tygodni. W tym szpitalu nie było żadnych odwiedzin. Wróciłam do szkoły po dwóch miesiącach. Moj dawny "amant" spotkał mnie na korytarzu szkolnym i przywitał takimi słowy " Żyjesz? A myśmy się nauczyli śpiewać Marsza Żałobnego Chopina, na twój pogrzeb". Teraz to ja sie poczułam dotknięta, obraziłam się i odeszłam bez słowa.
W szkole działało kółko dramatyczne i tam spotykaliśmy sie, ale nie rozmawialiśmy, bo oboje byliśmy obrażeni.To że w poprzednim okresie "mieliśmy się ku sobie" zauważyła duża cześć jego kolegów i moich koleżanek. Wszyscy byli teraz poruszeni naszym rozstaniem, bo twierdzili, że pasujemy do siebie.
Po paru miesiącach wspólnych prób teatralnych, przy wyjściu ze szkoły Mietek podszedł do mnie i spytał czy może mnie odprowadzić. Wszyscy to zauważyli i cicho się nam przyglądali. Od tego wieczoru staliśmy sie nierozłączna parą.
Byliśmy już w II klasie liceum, Mietek oprócz szkoły chodził jeszcze do konserwatorium muzycznego w klasie organów i grał na organach w kościele Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu, gdzie również mieszkał. Często, gdy grał na wieczornych nabożeństwach, ja przychodziłam na chór kościelny i słuchałam jak gra. Takie były nasze randki.
Przed maturą dużo dyskutowaliśmy o przyszłości, o wyborze studiów. Ja chciałam iść na psychologie a Mietek marzył o medycynie. Wiedzieliśmy, że przed nami dużo pracy i czasu zanim będziemy mogli założyć rodzinę, o której marzyliśmy oboje. Przyrzekliśmy sobie, że będziemy czekać na siebie niezależnie od tego co i gdzie będziemy studiować.
Takie przyrzeczenie okazało się konieczne, bo ja zdałam do Wyższej Szkoły Higieny Psychicznej w Warszawie, a Mietek po trudach i wielkich nerwach dostał się na medycynę ale...we Wrocławiu. Tak się rozpoczął korespondencyjny okres naszego narzeczeństwa. Mamy z tego czasu 500 listów moich do niego i jego do mnie.Kiedy Mietek mógł się przenieść na studia do Warszawy, ja wyjechałam na drugi fakultet do Łodzi.
Wspomniany na początku ślub cywilny był zabezpieczeniem dla mnie przed "przydziałem pracy". Kończyłam w Łodzi Pedagogikę Społeczną i władze uznały, że absolwenci tego kierunku będą doskonałymi pracownikami kulturalno-oświatowymi w domach wczasowych.
Ślub z Mietkiem, który studiował i pracował w Warszawie zabezpieczał mnie przed takim przydziałem pracy. No i tak już zostało, na razie 62 lata.
Monday, November 12, 2012
Występy gościnne
Data Tytuł Link
2023 - 3 = 105.
13/6/23 - Apeirogon - KLIK.
08/2/23 - 40 years in Australia. - KLIK.
26/07/21 Utopia Dziecka Komuny - KLIK.
10/07/21 Rowerem po Korytarzu - KLIK.
26/07/20 Tysiąc dróg do Mekki - Washerwoman - KLIK.
25/07/20 Tysiąc dróg do Mekki - Malcolm X - KLIK.
24/07/20 Tysiąc dróg do Mekki - Mohammed Asad - KLIK.
12/07/20 Niedziela Aborygenów - KLIK.
24/05/20 Rok Beethovena - KLIK.
19/04/20 Wielkanoc J.S. Bacha - KLIK.
01/03/20 Bieg Wazów - KLIK.
01/02/20 Polsko-niemiecko przyjaźń 2 - KLIK.
25/01/20 Polsko-niemiecka przyjaźń 1 - KLIK.
12/10/19 Księgi Jakubowe KLIK
30/08/19 Rule Britannia KLIK
30/07/19 Bóóle latającego gada KLIK
07/07/19 Zmora w Berlinie KLIK
20/05/19 Papież, Żyd Lejzor KLIK
25/02/19 Monsignor Quixote KLIK
25/01/19 Muzyka i złoto KLIK
2018 - 12
17/12/18 Księstwo Hutt River KLIK
22/10/18 Pitcairn KLIK
01/10/18 Wyspy Kokosowe KLIK
10/07/15 Sygnał z Kosmosu - KLIK.
30/06/15 Dieta Rencisty - KLIK.
Friday, October 19, 2012
Storrada
W cudownej książce Antoniego Gołubiewa - Bolesław Chrobry - wspomniana jest siostra walecznego króla - Świętosława.
Skandynawowie zmienili jej imię na Sigrid i dodali przydomek Storrada co angielska wikipedia tłumaczy jako Haughty - Wyniosła - KLIK.
Imię trzeba było zmienić gdyż dla skandynawów Świętosława było zbyt trudne do wymówienia. A okazji do wymawiania nie brakowało - Sigrid stała się bohaterką wielu skandynawskich sag.
Google tłumaczy storrada na - świetna linia. Absolutna racja - z rodu Piastów!
W książce Gołubiewa Świętosława pojawia się w obozie Bolesława gdy ten toczy walki z Wikingami na wyspia Wolin. Świętosława, żona szwedzkiego króla Eryka Zwycięskiego, właśnie owdowiała i chciała się poradzić i zorientować czy może liczyć na wsparcie ze strony swojego brata. Odpowiedź była odmowna, Polska jest uwikłana w wojny na kilku frontach - radź sobie sama siostro.
I poradziła...
Pierwsza sprawa to znaleźć męża - Szweda.
Konkurentów było kilku, przekaz audiowizualny żaden w związku z czym Świętosława zaprosiła ich wszystkich jednocześnie do swojego zamku - pokażcie co jesteście warci.
Prezentacje musiały być bardzo kiepskie gdyż po krótkim czasie królowa poleciła podpalić w nocy budynek, w którym zalotnicy spali i wszyscy spłonęli.
Tutaj Świętosława zagrała jednak niezbyt fair gdyż była już wtedy zakochana w Olafie Trygvassonie, królu Norwegii - KLIK.
Trudno, stało się, zalotnicy spaleni, nikt nie może jej zarzucić, że nie szukała produktu lokalnego, Świętosława nie musi kryć się ze swoim uczuciem.
Śle posłańca do Olafa - przybywaj Wikingu - bierz mnie!
Olaf przyżeglował ze swoją flotą do Goeteborga.
Jestem Storrado, ale nie spodziewaj się żebym zszedł na ląd, to Ty przyjdź do mnie.
Wikingowie zbudowali pomost, pokryli czerwonym dywanem.
Kroczy Storrada dumnie - idę do ukochanego - patrzcie na mnie.
Olaf przygląda się z uśmiechem, nagle daje znak i ukryci pod pomostem Wikingowie podcinają przęsła. Most się wali, Storrada wpada do wody, Olaf śmieje się w głos - masz nauczkę zdradliwa kobieto!
Ta zniewaga krwi wymaga, ale co może zrobić samotna kobieta? Proste - zaproponować małżeństwo królowi Danii Svenowi Widłobrodemu. Oczywiście pod warunkiem, że uderzy na Norwegię. Propozycja nie do odrzucenia.
W roku 1000 Sven wspomagany przez króla Szwecji Olafa Skotkonunga (syna Świętosławy) uderza na Norwegię. Główna bitwa morska opiewana w licznych norweskich sagach rozgrywa się pod Svold - KLIK. Olaf traci kolejne okręty i, aby uniknąć niewoli, wyskakuje ze swego okrętu do morza.
I tyle go widzieli chociaż chodzą słuchy, że później ktoś go napotkał w Jerozolimie.
Dopiąwszy swego Świętosława urodziła duńskiemu mężowi dwóch synów. Harald i Kanut Wielki byli kolejno królami Danii a Kanut również królem Anglii - KLIK.
Po śmierci męża - Svena Widłobrodego - Świętosława wróciła do Polski, ale gdy dwa lata później jej syn Kanut Wielki usadowił się na dobre na angielskim tronie to ściągnął matkę na swój dwór.
Dawne czasy, dawne opowieści, czasami ze sobą sprzeczne.
Nie znalazłem nigdzie potwierdzenia opisywanej przez Gołubiewa sceny podtopienia Świętosławy. Wszystkie źródła wspominają, że Olaf uderzył ją w twarz rękawiczką. Powodem miała być odmowa przyjęcia chrześcijaństwa. Ilustracja spotkania z Olafem poniżej...
Źródło - Wikipedia
Świętosława, córka Dąbrówki, była poganką?!
Według mnie to bardzo prawdopodobne. Wskazuje na to choćby pogańskie imię. Zarówno Olaf Tryggvason (ciekawostka - dzieciństwo spędził w Kijowie) jak i Bolesław Chrobry (ciekawostka - młodość spędził na dworze cesarskim w Akwizgranie i był świadkiem otwarcia grobu Karola Wielkiego) bezlitośnie tępili pogańskie obyczaje w swoich krajach, ale była to wielka polityka - być albo nie być na europejskiej mapie.
A co tam w duszy się tliło? Kobieta nie musiała publicznie afiszować swoich przekonań.
Niektóre źródła podają, że Storrada spaliła tylko dwóch zalotników.
Tylko jedno źródło wspomina o zauważeniu Olafa w Jerozolimie.
Sagi norweskie przypisują przeżycia Sygrydy Storrady kilku kobietom.
Nie dziwię im się, trudno to pomieścić w jednym życiu, trudno to pomieścić w norweskiej głowie. Trzeba być z rodu Piasta.
Przykład tego pomieszania można znaleźć choćby tutaj - KLIK. Strona genealogii podaje, że Sigrid Storrada była córką szwedzkiego wojownika Tosti, ale równocześnie informuje, że alternatywną matką dzieci Storrady mogła być Sigrid MIEZKODOTTIR czyli córka Mieszka.
Przypomina mi się klasyfikacja prawd księdza Józefa Tischnera:
g... prawda, tysz prawda i święta prawda.
Osobiście przedkładam intuicję pisarza ponad szkiełko i oko historyków czy fantazje norweskich bajarzy.
To co oni opowiadają to tysz prawda, ale świętą prawdę o Świętosławie podaje tylko Antoni Gołubiew.
Tuesday, June 7, 2011
Apeirogon - książka i życie
Apeirogon - książka autorstwa irlandzkiego pisarza Columa McCain.
Apeirogon - definicja - figura geometryczna o nieskończonej, ale policzalnej, ilości boków.
Rezultat - książka mocno powikłana, zawiera sporo wstawek nie mających nic wspólnego z głównym tematem. W rezultacie, podczas lektury wielokrotnie korzystałem z pomocy internetu i... uderz w stół.
Okazało się, że dwaj bohaterowie tej bardzo dramatycznej historii są właśnie w Australii - KLIK
Ich historia w ogromnym skrócie:
Rami Elhanan - Izraelita, jego ojciec - Żyd, który emigrował do Izraela z Węgier w 1947 roku.
Żona - Nurit Peled - córka wybitnego izraelskiego generała (6-dniowa wojna 1967).
Rami był czołgistą podczas wojny Yom Kippur w 1974 r.
W 1997 r, jego 14-letnia córka Smadar, zginęła w wyniku palestyńskiego samobójczego zamachu bombowego na ulicach Jerozolimy.
Kilka lat później wstąpił do organizacji Combatants for Peace (Bojownicy o Pokój) - KLIK -zrzeszającej izraelskich i palestyńskich aktywistów walczących bez używania przemocy o zakończenie izraelskiej okupacji terenów palestyńskich.
Bassam Aramin - Palestyńczyk.
Od dziecka był świadkiem izraelskiej przemocy w najbliższym sąsiedztwie.
Gdy miał 17 lat, wraz z kolegami podłożyli przypadkowo znalezione granaty pod izraelskie pojazdy, nastąpiła eksplozja, nikt nie zginął.
Wkrótce Bassam został schwytany i skazany na 7 lat więzienia.
W więzieniu został okrutnie pobity przez izraelskich żołnierzy, dla których był to regularny trening. Bicie było kontynuowane w więziennym szpitalu.
W więzieniu obejrzał film Lista Schindlera - KLIK - z którego dowiedział się o losie Żydów podczas Holocaustu.
Jego pierwszą reakcją była radość - TAK! TAK! - jeszcze więcej!
Po kilku latach, nadal w więzieniu, przyszła zupełnie odwrotna refleksja.
Zdał sobie sprawę z cierpień narodu żydowskiego. Co go uderzyło to wrażenie, że ofiary Holocaustu zdawały się przyjmować swój los bez gwałtownych protestów.
Zaczął studiować ten temat, nauczył się języka hebrajskiego.
W 2005 roku Bassam dołączył do Combatants for Peace i tam poznał Rami.
2 lata póżniej jego córka Abir została postrzelona gumową kulą przez izraelski patrol.
Najbliższy szpital nie był w stanie jej pomóc, zdecydowano przewieźć ją do szpitala w Jerozolimie.
Pokonanie kilku kilometrów przez palestyńską karetkę pogotowia zajęło ponad 2 godziny z powodu długiego czekania na izraelskim punkcie kontrolnym.
Dwa dni później Abir zmarła w szpitalu.
Abir i Smadar...
Od tego czasu Bassam i Rami odwiedzają wiele miejsc głosząc ideę pojednania.
Kilka dni temu byli w Melbourne.
O ich wizycie dowiedziałem się w piątek (26/5/23) wieczorem.
Strona organizatora imprezy informowała, że bilety wyprzedane, ale można się zapisać na waiting list.
Zapisałem się.
W poniedziałek o 5 popołudniu dostałem powiadomienie, że mają kilka biletów.
Dla mnie mieli, początek 6:30.
Dojazd do centrum Melbourne o tej porze nie jest zbyt łatwy - samochodem do stacji kolejki, kolejką do centrum miasta, kilka przystanków tramwajem - JESTEM!
Migawka z jazdy tramwajem.
Tłok, w większości młodzież, studenci.
Starsza pani stoi w środku tego tłumu, nie ma się czego złapać a tramwaj hamuje dość mocno.
- Możesz się mnie przytrzymać - proponuje stojąca obok młoda dziewczyna.
- Naprawdę? Mogę? - starsza pani łapie dziewczynę w objęcia, przytula się do niej, kładzie głowę na jej ramieniu i z błogim uśmiechem zamyka oczy.
Przylegająca do naszej Biblioteki Stanowej sala Wheelers Centre okazała się bardzo skromna...
Dopiero w tym momencie zdałem sobie spraw, jak trudna do pojęcia jest idea, o którą walczą Rami i Bassam.
Wiedziałem, że szczególnie Rami i jego rodzina byli mocno atakowani przez izraelskie prawicowe media.
Nie dziwię się, że w takiej sytuacji trudno zdobyć popularność w innych krajach.
Bassam i Rami wspomnieli, że w Australii odwiedzili izraelskie i palestyńskie szkoły.
Spotkali się w nich z raczej chłodnym zrozumieniem, na marginesie zauważyli objawy wrogości.
Po pierwsze zdawałem sobie sprawę, że raczej nie dowiem się niczego nowego, ale miałem jednak poczucie, że oto tuż za miedzą dzieje się coś ważnego i chciałem chociaż otrzeć się o to.
Niestety nie miałem śmiałości żeby powtórzyć scenę z tramwaju.
Bassam potrafił zachować dobry humor.
Na pytanie prowadzącej spotkanie czy Rami jest jego przyjacielem odpowiedział - Rami przyjacielem?
Rami to jest mój wróg - jest Izraelitą, nie mówi po arabsku i nie pali papierosów!
Bassam kiwał głową bez słów.
Po trzecie - konkrety.
Rząd Izraela - obaj nie mieli wątpliwości - jeśli odrzucamy przemoc, to wszystko w rękach rządu Izraela.
Rami - to prawicowy, faszystowki rząd. Opozycja praktycznie nie istnieje. Jedyny izraelski rząd, który stwarzał nadzieję na unormowanie stosunków między Izraelem i Palestyną, to rząd Yitzhaka Rabina w latach 1974-77.
Przypomnę, że w latach późniejszych Y. Rabin był przywódcą lewicowej parlamentarnej opozycji. W 1995 roku został zamordowany przez prawicowego ekstremistę.
Rząd okupowanej Palestyny - Rami machnął ręka z rezygnacją - jak prezydent Palestyny chce odwiedzić swój stary dom w innej strefie okupacyjnej, to musi prosić izraelską administrację o przepustkę.
Bassam miał podobne zdanie, dodatkowo wspomniał, że bardzo istotnym czynnikiem w tej sprawie jest pozycja rządu USA.
I jeszcze Rami - nasza młodzież gdy osiągnie 16 lat ma organizowane wycieczki do Auschwitz, tam maszerują wznosząc okrzyki - Nigdy więcej!
Po powrocie do Izraela, czeka na nich obowiązkowa służba wojskowa, a tam są szkoleni jak przeprowadzać kontrole ludności palestyńskiej.
Po uporządkowaniu wrażeń wróciłem do lektury.
Apeirogon - nieskończone, ale policzalne.
W przypadku książki jest to 1001 rozdziałów.
Pierwsze 500 rozdziałów ponumerowane od 1 do 500, kolejne 500 - odwrotnie, ostatni rozdział - bez numeru - zdjęcie falującej wody.
Mój główny zarzut do autora - w książce brak jest płynnej narracji, która oddawałaby klimat życia w Izraelu i Palestynie, zamiast tego przypadkowe krótkie relacje, jakby skopiowane z internetu.
Dostosowałem się do tego. Poniżej kilka takich relacji.
W rezultacie zamachu terrorystycznego, w którym zginęła Smadar zginęły jeszcze 3 przypadkowe osoby oraz trzej zamachowcy.
Zamachowcy byli przebrani za kobiety.
Następnego dnia po zamachu rodziny terrorystów musiały opuścić swoje domy, które zostały zabetonowane.
Krążą pogłoski, że zamieszkały one w nowych domach zakupionych dla nich przez rząd Iranu.
Rodzice dziewczynki, która również zginęła podczas zamachu, wytoczyli w USA proces rządowi Iranu o zorganizowanie zamachu.
Sąd uznał ich skargę i przyznał odszkodowanie $1,7 mln.
Rząd Iranu nie zapłacił.
Relacje prasowe po śmierci Abir.
Ojciec ofiary działa w organizacji Combatants for Peace...
Ojciec ofiary spędził kilka lat w więzieniu za działalność terrorystyczną.
Armia opublikowała oficjalną deklarację, że nie ma nic wspólnego z tą sprawą...
W okolicy wydarzenia odbywały się protesty Palestyńczyków...
Ofiarę incydentu widziano jak trzymała w dłoni kamień...
Została zabita kamieniem rzuconym przez protestujący tłum...
Została postrzelona przez palestyńską policję...
Miała atak epilepsji i uderzyła głową o bruk...
W jej kieszeniach znaleziono kamienie...
Zginęła w wyniku wybuchu granatu, który trzymała w dłoni...
Personel w palestyńskiem szpitalu upuścił ją z wózka i rozbiła sobie głowę...
Jej muzułmańscy rodzice nie zgodzili się na leczenie przez izraelskiego doktora...
Cztery lata później podczas procesu w sądzie cywilnym, sędzia (kobieta) zakwestionowała raport, że Abir została zabita kamieniem wystrzelonym z procy przez palestyńskich chłopców ukrywających się na pobliskim cmentarzu. Zwróciła uwagę, że cmentarz jest odległy 100m i zasłonięty przez 4-piętrowy budynek. Dodatkowy argument - znaleziono gumowe kule na ziemi, kilka kroków od miejsca wypadku.
Rezultat procesu - Bassam otrzymał odszkodowanie - 1 mln szekeli ( ok. $270,000).
Bassam stale nosił w kieszeni cukierkową bransoletkę (candy bracelet), którą kupiła Abir podczas wyprawy do sklepu.
Może taką...
Po wyjściu z pracy wkładał rękę do kieszeni i przesuwał palcami po cukierkach.
Pewnego dnia wracał z pracy samochodem.
Ruchomy punkt kontrolny...
- Pokaż mi swoje dłonie! Pokaż dłonie!!
Izraelski żołnierz, starsza kobieta, siwe pasma włosów. Bassam miał wrażenie, że mówi z rosyjskim akcentem. Nagle wycelowała w niego karabin...
- Co to kurwa jest?
Bassam przekręcił donie, zauważył że są lekko zabarwione na różowo, pachniały słodyczą.
- Na kolana, na pieprzone kolana!
Bassam klęknął przy szosie. Twarz zwrócił na wschód aby, jeśli przyjdzie na to pora, móc się modlić.
Przez głowę przeleciała myśl żeby polizać dłoń, ale przypomniał sobie, że jest Ramadan, czas postu.
- Podciągnij koszulę, podciągnij koszulę, powtarzam!
Przez chwilę nie czuł wstydu, nawet przed kobietą, gniew przytłumił przyzwoitość.
Kolba karabinu uderzyła go w okolice nerek, pchnęła do przodu, czuł kurz w na twarzy, kobieta nakładała mu na nadgarstki samozaciskowe kajdanki. Pociągnęła go za włosy i wepchnęła do wojskowego samochodu.
Pięć godzin później, jeszcze na posterunku, kobieta zmiękła, przykro jej, ale Sentex - materiał wybuchowy używany do produkcji bomb, zabarwia dłonie na różowo.
Strefy na terenach palestyńskich:
A - administrowana przez władze palestyńskie, nieograniczony dostęp dla izrealskich patroli wojskowych, prawo izraelskie zabrania tam wstępu obywatelom Izraela.
B - administrowana przez władze palestyńskie, obie strony odpowiadają za bezpieczeństwo, otwarta dla Izraelitów i Palestyńczyków.
C - tereny zamieszkałe przez izraelskich osadników (ONZ uznaje to za nielegalne) i Palestyńczyków (głównie rolnicy). Strefa administrowana przez Izrael.
Prócz tego jeszcze 4 pomniejsze strefy H1, H2, E1. Seam Zone - patrz przypisy.
Apeirogon - figura geometryczna o nieskończonej, ale policzalnej, ilości boków.
Licznik bije nadal - 5/6/2023 - zmarł 3-letni Palestyński chłopiec postrzelony przez izraelski patrol - KLIK.
Przypisy:
Colum McCain - autor książki - KLIK.
Punkty kontrolne na terytorium Palestyny - KLIK.
Seam Zone - KLIK.
P.S. Kilka miesięcy później na Youtube umieszczono relację z tego spotkania - KLIK.
Thursday, November 25, 2010
Kasowanie konta FB
Ostatnio zauważyłem skargi, że jest to niemożliwe.
Oczywiście nie mając konta nie mogę spróbowac go usunąć, ale FB daje poniższą instrukcję:
Proszę spróbować.
Ostrzegam - skutki mogą być NIEODWRACALNE.
Ale warto :)







