Monday, April 13, 2026

Nauka jazdy

Dwa wpisy temu wspominałem o wypadku - ktoś storpedował nasz garaż, uszkodził również auto, które było w garażu.

Ubezpieczenie zadziałało sprawnie - już pół godziny po wypadku przyszedł fachowiec, udało się wyprowadzić samochód z garażu - może jeździć ale blacha z przodu i tyłu nieco pogięta - trzeba oddać do naprawy.

Polisa ubezpieczeniowa samochodu daje opcję wyboru punktu naprawy, ale jest za to dodatkowa opłata więc nie korzystam - wybiera ubezpieczyciel.
Za każdym razem wyznacza mi dość odległy warsztat, tym razem 12 km od domu.
Po dostarczeniu samochodu do warsztatu załatwiają mi taksówkę do stacji wynajmu samochodu i jazda.

Prrrr...
Nie tak szybko - za tym wszystkim stoi spora machina biurokratyczna, która owocuje licznymi kontaktami telefonicznym, "telegraficznymi" - message i "mailowymi".
Telefony - na początku minimum 3 minuty informacji o tym z kim się połączyłem i sakramentalne słowa o tym z jak wielkim szacunkiem jestem traktowany i że oczekują ode mnie tego samego.
Potem kilka minut czekania, informacja, że mnie łączą z właściwym działem i... od początku to samo.
Jednak za każdym razem już po 10 minutach udalo mi się z kimś porozmawiać.

Warsztat naprawczy - wzięli ode mnie klucze od samochodu, wyświetlili stronę firmy wynajmu samochodów, pokazałem który model mi odpowiada (KIA Picanto) a tu już czekała na mnie taksówka.

Wynajem samochodu - o moim wyborze samochodu nic nie wiedzieli, praktycznie mieli mi do zaoferowania tylko jeden model - Mazda - Invalid Model - dokładnie tak pisze w umowie...

Powyższe zdjęcie pochodzi z umowy o wynajem, w naturze samochód jest biały a model... chyba Mazda CX-3.
Umowę wypełniałem przy pomocy aplikacji Gemini coś tam.

Uwaga: poniższa relacja może znudzić i zdenerwować osoby korzystające ze współczesnych samochodów - bardzo przepraszam.

Pani w punkcie wynajmu przekazuje mi klucz do samochodu i wyjaśnia - w samochodzie nie ma stacyjki, tym niemniej miej ten klucz zawsze przy sobie, samochód nie pojedzie jak klucz nie jest w środku.
A ja? Czy samochód pojedzie z kluczem, ale beze mnie?

Wsiadam i nie wiem co teraz zrobić z tym kluczem. Kładę na siedzeniu i... odruchowo biorę go w rękę i nie mam go gdzie włożyć.
Na szczęście pani z parkingu pokazuje mi właściwy guzik - naciśnij tutaj.
Naciskam - NIC.
Pani uśmiecha się wyrozumiale - musisz przy tym naciskać pedał hamulca.
Naciskam (pedał) - na guziku zapala się światło - naciskam (guzik) - samochód warczy.
Zauważam na tablicy rozdzielczej czerwone światło wizerunku hamulca.
- Naciśnij tamten guzik - radzi pani.
Naciskam, czerwone światło gaśnie, tradycyjną dźwignią ustawiam bieg - jazda.

Samochód jest trochę większy od naszego własnego więc jadę ostrożnie i trzymam dystans.
Zatrzymuję się na światłach - gaśnie silnik.
To akurat nie jest dla mnie nowiną, na wizytacje klientów Stowarzyszenia św Wincentego jeżdżę z kolegą, którego samochód zachowuje się tak samo.
Odkryciem jest fakt, że silnik zapala się w momencie gdy zdejmuję stopę z hamulca.

Od czasu do czasu, gdy zmieniam pas jezdni, słyszę jakieś sygnały ostrzegawcze. 
To ostrzeżenia, że odległość do samochodu za mną jest trochę mała.
Na parkingu jest jeszcze ciekawiej, włączam bieg wsteczny, na ekranie wyświetla się widok z kamery, na ekranie widzę że ktoś przechodzi jakieś 5 metrów za samochodem - sygnał dzwoni ostrzegawczo.
Do tego lusterka wsteczne - już sam nie wiem gdzie mam patrzeć.

Koniec nudzenia o samochodzie.
Teraz nadszedł okres oceny - co kilka godzin otrzymuję email z prośbą oceny - firmy ubezpieczeniowej, warsztatu naprawczego (jeszcze nie zaczęli naprawiać), wypożyczalni samochodów.
Formularze oceny są prawie takie same, ponad połowa pytań wydaje mi się zbyteczna.

No comments:

Post a Comment