Showing posts with label Australia. Show all posts
Showing posts with label Australia. Show all posts

Thursday, October 1, 2026

Sport to zdrowie

Z dawnych czasów pamiętam piosenkę - Niech żyje sport... -  google mocno się spociło i nie znalazło - a więc przeczytać o tym można tylko u mnie.

Ten wpis to kontynuacja moich refleksji na temat rozegranego w Melbourne meczu futbolu amerykańskiego - NHL.

Tydzień temu przyszła pora na finałowy mecz futbolu australijskiego...
Po pierwsze jest to w naszym stanie Wiktoria tak ważne wydarzenie, że piątek przed sobotnim meczem jest dniem wolnym od pracy.
Co zrobić z takim wolnym dniem?
Około 30,000 osób udało się do centrum miasta obejrzeć paradę finalistów.
Ja pozostałem w swoim rejonie, jadąc samochodem odniosłem wrażenie że wzrosła frekwencja w kawiarniach na świeżym powietrzu.
Pogoda zachęcała 27C.

Po drugie - obie finałowe drużyny były spoza stanu Wiktoria - taki przypadek zdarzył się po raz piąty od początku świata. 
Będę odrobinę dokładniejszy - liga futbolu australijskiego powstała w 1897 roku i przez 85 lat funkcjonowała tylko w stanie Wiktoria.

Tegoroczni finaliści to Brisbane Lions...



i Fremantle Dockers...



Powyższy fakt spowodował znaczne ożywienie ruchu lotniczego nad Australią
Fremantle - ponad 2,700 km od Melbourne - troszkę dalej niż z Lizbony do Warszawy.
Brisbane - 1,380 km, 200 km dalej niż z Warszawy do Moskwy.
Bilety powrotne na dłuższej trasie pofrunęły na wysokość A$6,000 - KLIK.

Po trzecie - mecz...
Na ten jeden, specjalny, dzień pogoda się popsuła, ale nie za bardzo - rano mgliście i mżawka, potem było już lepiej.
Publiczność na stadionie - w porządku - 100,027 osób - to chyba o 5 więcej niż na meczu NFL.
Przebieg meczu był podobno bardzo emocjonujący o czym świadczy wynik - Lwy z Brisbane wygrały 90:89 - ostatnie 2 minuty meczu TUTAJ.

Chwileczkę - czemu ja się tak rozpisuję o meczu, którego nawet nie oglądałem?
Czy sport aż tak źle wpłynął na moje zdrowie?

Wracam na łono Rodziny...

W Duisburgu odbyły się Mistrzostwa Świata w canoe polo.
Nasza wnuczka Matylda grała w australijskiej reprezentacji kobiet. Poszło im nie za dobrze, miejsce w drugiej dziesiątce (Polska zajęła 4 miejsce).
Załączam dość chaotyczną relację z pierwszego dnia zawodów głównie po to by pokazać o co w tym sporcie chodzi -  KLIK.

Po zakończeniu mistrzostw, Matylda z grupą kolegów/koleżanek polecieli do Monachium gdzie zamienili wiosła na kufle piwa.

Dziwnym zrządzeniem losu w Monachium akurat przebywał wnuk mojej kuzynki, który pojechał tam z grupą studentów architektury na Politechnice Warszawskiej.
I się spotkali...


W tym samym czasie inna wnuczka wiosłowała w kajaku na porywistej rzece...


A gdy tylko wyszła z kajaka, pomaszerowała ze swoim tatą na 24-godzinny rogaining (rodzaj orienteeringu) i zajęli 3 miejsce w kategorii par mieszanych.

Na chwilę odwracam się od rodziny - czy ktoś wiedział, że 19 września w Warszawie odbyły się Mistrzostwa Europy w jeździe Tramwajem?!?!?!?
Potwierdzam - odbyły się... i na dodatek do Europy włączono Melbourne - szczegóły TUTAJ.
Uwaga na marginesie - kilka konkurencji wydaje mi się być godnymi uwagi...
- Ostrożna jazda aby nie wylała się woda z wypełnionej po brzegi miseczki - może to zapowiedź usług gastronomicznych w tramwaju?
- kontrola prędkości przy wyłączonym szybkościomierzu - odpowiedź na zagrożenia SI?
- umiejętność kierowcy wyciągnięcia pięści przez boczne okienko i znokautowania osób na peronie - bez komentarza.

Ufff, wyczerpujące te sporty, mam nadzieję, że nabrana kondycja starczy mi na długo.

Wednesday, September 23, 2026

Autoanimacja

 W poprzednim wpisie wspomniałem o SI - sztucznej inteligencji - Australia przoduje w próbach jej kontrolowania, nasz premier rozmawiał na ten temat w USA z szefem firmy Apple.
Podobne podejście ma Antonio Guterres - przewodniczący ONZ - KLIK.
Przeciwne podejście ma Donald Trump - KLIK.
Najbardziej ucieszyło mnie, że prezydent Trump używa polskiego skrótu - SI - tak, tak, tak - si, si, si!

Tymczasem na australijskich szosach...
coraz bardziej panoszą się samochody chińskiej firmy BYD - KLIK...

W zeszłym roku sprzedano ich ponad 52,000, w tym roku idzie jeszcze lepiej, mają nadzieję sprzedać 90,000 i przegonić Toyotę.

Wygląda na inteligentny samochód... tu kilka szczegółów - KLIK.
Okazało się, że łatwo można się połączyć z systemem komputerowym samochodu i... sterować kamerą, włączać/wyłączać światła, otwierać szyby w oknach i dowiedzieć się istotnych szczegółów o właścicielu i pasażerach samochodu.
No to Chińcyki trzymają się mocno.

A dokąd jedziemy?
Dawne czasy, Związek Radziecki - podobno w węzłowych miejscowościach mieli przygotowane fałszywe drogowskazy - w przypadku obcej agresji miały one sprowadzić wroga na manowce.
Na szczęście teraz mamy GPS - KLIK.
To system amerykański... a co na to reszta świata?
Rosjanie uruchomili system GLONASS, Chińczycy - system BeiDou, Unia Europejska - Galileo - więcej TUTAJ.
Wyobrażam sobie, że chińskie samochody korzystają z chińskiego systemu nawigacji.
Szeroka droga przed nami.

Sunday, September 20, 2026

Tele mele dudki

 20 września - znaczy... ostatni dzień kalendarzowej zimy.
Spoglądam na termometr - +27C czyli tak jak wczoraj.
Hu-hu-ha - nasza zima gorąca!

Zimę w tym roku mieliśmy ciepłą, sezon narciarski krótki.
Maraton narciarski Kangaroo Hoppet odbył się, ale nie podali na jakim dystansie - słusznie - jakby podali to nie mogliby tego nazwać maratonem.
Widzę w tym szansę dla siebie, jeszcze kilka takich skrótów i może wrócę na śnieżne trasy.

Ale, ale... miało być tele?
16 września przypomniano nam, że telewizja istnieje w Australii 70 lat - wrzesień 1956, 2 miesiące przed olimpiadą w Melbourne - KLIK.
No to Polska była 4 lata lepsza - KLIK.
Dla mnie teoretycznie - zauważałem oczywiście telewizory na wystawach sklepowych, ale tak naprawdę to zasiadłem przed telewizorem dopiero w 1959 roku, w domu akademickim.

Po ślubie nie czuliśmy potrzeby oglądania telewizji, dopiero po urodzinach córki - 1971 - stwierdziliśmy, że telewizja może wypełnić długie wieczory w domu.

Kuwejt - anglojęzyczny program był istotnym kontaktem ze znanym nam światem. 
Jednocześnie pomagał dzieciom poznać język.

Australia - zasadniczo jak wyżej.

Ostatnie lata - telewizor włączamy raczej rzadko, głównie aby obejrzeć wiadomości.
No i właśnie jakaś furtka się zamknęła - multikulturalna stacja SBS przestała nadawać Wiadomości POLSAT.
Możemy je oglądać na każde żądanie - On Demand - na kanale internetowym.

Internet, komputer... sztuczna inteligencja.
Australia podjęła akcję na trzech frontach -
1. Nasz premier poleciał do USA porozmawiać na ten temat a szefem firmy Apple - KLIK.
Temat - niebezpieczeństwa SI - na marginesie wspomnę, że Australia uchodzi za lidera we wprowadzaniu ograniczeń korzystania ze Sztucznej Inteligencji.
Na drugim marginesie - Apple - znaczy jabłko... znaczy - wygnanie z Raju niewinności.
2. Australia wyraziła wstępną zgodę na budowę centrum komputerowego firmy Anthropic - KLIK.
Koszt - 32 miliardy dolarów.
Zużycie wody - tyle co 1,5 miliona przeciętnych Australijczyków.
3. Szykowany jest projekt ograniczenia używania sprytnych okularów (Smart glasses) - KLIK.

Sprytne okulary - o Boże! gdzie ja jestem?
Poprawiłem moje gapiowate okulary na nosie i poszukałem.... KLIK. 
Uwaga: zlinkowane video zostało nagrane rok temu czyli jest przestarzałe o wiele lat świetlnych.

Zdjąłem okulary i wyszedłem na zewnątrz....
Ciepło, zielono, ptaszki śpiewają - cudnie.
Nawet samochody dostosowały się do okoliczności.
Już od rana...

... kocham Jana.

Niektórzy są jednak niezdecydowani...


A niektórzy są chyba na rui...

Friday, September 11, 2026

Veni, vidi, merui

 Znaczy - przyjechałem, zobaczyłem, zarobiłem.
To przyszło mi do głowy gdy dowiedziałem się, że do Melbourne przyjechały dwie drużyny futbolu amerykańskiego (NFL) - Los Angeles Rams i San Francisco 49ers  - KLIK.

Ile zarobili?
Około A$ 15 milionów.

Teraz pora na drobiazgi...
Futbol amerykański - nie wiem nic na temat tego sportu poza tym, że jest bardzo popularny w USA.
Na tyle popularny, że mój amerykański kolega w Kuwejcie zastrzegł w kontrakcie, że musi dostać urlop na czas finału NFL - drugi tydzień lutego.

Ile futbolu można wytrzymać?
Ja nie mogę wytrzymać nawet jednego, ale jeśli musiałbym wybierać to wybrałbym piłkę nożną.
Australijczycy mają swój własny futbol - australijski - Aussie Rules Football - KLIK.
Tegoroczny sezon dobiega końca, za 2 tygodnie będzie z tej okazji dzień wolny od pracy.
W tym roku na mecze przyszło 7.8 miliona widzów czyli przekroczymy 8 milionów.
A prócz tego jest jeszcze piłka nożna, rugby, krykiet...

Mecz drużyn NFL odbył się oczywiście na naszym największym stadionie - MCG - przyszło odrobinkę ponad 100,000 widzów.
Bilety - najtańsze A$146, najdroższe chyba A$600.

Mecz odbył się uwaga - o godzinie 10:30 rano!!!
To bardzo wygodne dla gości bo w Kaliforni, miejscu ich stałego pobytu, była godzina 5:30 po południu.

Chwileczkę - 10 rano, dzień powszedni, 100 tysięcy ludzi na meczu... a co z gospodarką i ekonomią?

To pytanie zaintrygowało mnie na tyle, że wybrałem się do miasta żeby sprawdzić...

Ruch na ulicach normalny.
Pasażerowie w pociągu - to samo.
Naprzeciw mnie siedziała pani, chyba Japonka, w bluzeczce z napisem San Francisco.
Spytałem się jej czy to ma coś wspólnego z meczem.
Po pierwsze okazało się, że nie zna angielskiego.
Po drugie, że nie wie co to jest futbol amerykański.
Po trzecie... pokazała mi na telefonie informację o firmie produkującej takie koszulki.

Dojechałem w pobliże stadionu...
Bezpieczeństwo przede wszystkim, policja na wszystkich alejkach prowadzących do stadionu, nad głową krąży helikopter.
Mecz już się zaczął, mam nadzieję, że dla wszystkich starczyło miejsca czego nie można powiedzieć o pojemnikach na napoje...


Na stadion się nie wybieram, maszeruję do centrum miasta...




Tak pięknie i ani żywej duszy.

Docieram do celu - Federation Square...


Tu można obejrzeć mecz za darmo.
Ludzi... średnio sporo - może 200 osób.
Większość - raczej młodzi, profil etniczny - 80% anglosaski.

Zaglądam do pobliskiego pubu - to samo...

,

Dla relaksu wstępuję do pobliskiego kościoła anglikańskiego - chłód, cisza, zmrok. 6 osób w ławkach.
Południe - pora nabożeństwa.
Kapłanka czyta Ewangelię św Mateusza - ...a czemuż widzisz źdźbło w oku brata twego, a belki, która jest w oku twojem, nie baczysz?
Pora wracać do domu pomóc żonie w przygotowaniu obiadu.
Po drodze wpadam do centrum handlowego npo zakupy - normalny ruch.

P.S. Wynik meczu = 49ers pobili Baranów 27:7.
P.P.S. Spytałem córki czy w jej biurze wszyscy byli w pracy - byli.

Tuesday, September 8, 2026

Father's Day

 W niedzielę był u nas Dzień Ojca.
O ile mi wiadomo, w Polsce był już pod koniec czerwca.

Na mszy ojcowie dostali stosowne zakładki...


Psalm 127:3-5 -
"Oto synowie są darem Pana,
a owoc łona nagrodą.
Jak strzały w ręku wojownika,
tak synowie za młodu zrodzeni.
Szczęśliwy mąż,
który napełnił nimi swój kołczan,
Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał

z nieprzyjaciółmi w bramie."
- Biblia Tysiąclecia.

Przestraszyło mnie to tłumaczenie - synowie to strzały potrzebne na czas pertraktacji z wrogami???
Niby bardzo aktualne, ale akurat jestem w nastroju do którego lepiej pasowała moja prywatna interpretacja angielskiej wersji -
Children are a heritage from the Lord...
Dzieci -
nie synowie...
- heritage - spadek, spuścizna - to też jest dar, ale jednak według mnie, specjalny, naznaczony ciągłością pokoleń.
Blessed is the man whose quiver is full of them...
- quiver - moje pierwsze skojarzenie to trząść się - zatrzęsiesz się a dzieciaki się sypią jak igły z choinki - pomyślałem.
Głębsza analiza wykazała, że Biblia Tysiąclecia ma swoją rację - quiver znaczy również kołczan - kołczan pełen dzieci, magazynek karabinu maszynowego załadowany dzieciakami -  okropne.

Na szczęście rzeczywistość potwierdziła moją interpretację - odwiedził nas nasz syn z rodziną - czwórka dzieci - on jest dwa razy lepszym ojcem ode mnie.

Po ich wizycie zauważyłem przed naszym domem nieznany mi samochód ze stosowną rejestracją...


Zadzwoniłem do syna - to dla mnie ten samochód?
- Tak, ale dopiero na 90 urodziny.

Czyli póki co trzeba oddać nasz mocno wysłużony samochód do przeglądu.

Thursday, September 3, 2026

Zabawa z ogniem

 Play with Fire - taki był tytuł dzisiejszego koncertu z serii Mostly Mozart.
Aż 5 utworów - cztery z nich mają ogień w tytule, ostatni - Symfonia Haffnerowska Mozarta - tytuł bez ognia, ale Wikipedia wspomina, że Mozart w liście do ojca wspomniał, że utwór powinien być wykonany " z ogniem".
Wszystkie informacje i nagrania w Post Scriptum.

Bardzo długo czekaliśmy na ten koncert, aż od Wielkanocy.
Pierwsze wrażenie - w foyer - chyba więcej ludzi niż zwykle.
Drugie wrażenia - ciasteczka - przypomnę - na tej serii koncertów serwują ciasteczka i gorące napoje.
No więc ciasteczek było mało, za to całe piramidy "pies"...


Rzeczywiście, poczułem trochę ognia w żołądku.

Koncert - doskonały - wyszukałem na YouTube wykonania wszystkich utworów, ale daleko im do tego co wysłuchałem w sali koncertowej.
Największe wrażenie zrobiło na mnie preludium C. Debussy - Feux d'artifice - Fajerwerki.

Koniec koncertu - zbieramy się dość szybko bo w planie jeszcze sporo spraw.
Schodzę szybko po schodach i słyszę jakieś krzyki - spoglądam w dół - katastrofa - ktoś się przewrócił podczas zjazdu na ruchomych schodach i... lawina ciał ludzkich.
Zanim zszedłem ze schodów to wyciągnęli już 6 osób i akcja była w toku.
Przyjechała straż pożarna, 2 patrole policji i 4 karetki pogotowia.

Po dojechaniu do domu wybieram się po zakupy - na głównej drodze korek, z daleka widzę migające światła. Niestety nie ma wyjścia, muszę posuwać się w korku.
Kątem oka widzę leżący na jezdni całkowicie zgruchotany motocykl.

Jeszcze krótka wizyta u najstarszej wnuczki - zaziębiona więc Babcia ugotowała jej rosół.

Następny punkt - wizytacje klientów Stowarzyszenia św Wincentego - tylko dwa wezwania.
Pierwsza klientka wspomina, że miała ostatnio wymieniany rozrusznik serca.
To już ósma wymiana - dodaje.
- Ósma wymiana? - to Ty masz te rozruszniki od urodzenia? - pytam.
- Niezupełnie, ale ja mam dwa, po lewej i prawej stronie.
- To Ty masz dwa serca?
Brak odpowiedzi.

Druga wizyta - regularne klientki - matka i córka.
W mieszkaniu niesamowity bałagan.
Gorąco - grzejnik grzeje na cały regulator (przypomnę, że u nas koniec zimy, ale generalnie jest raczej ciepło.
Klientka nalega żebyśmy usiedli co wymaga sporo gimnastyki.
Wysłuchujemy długiej listy zdrowotnych kłopotów i wygrzebujemy się do wyjścia.

W domu stwierdzam, że nie mam torebki, w której noszę telefon i wszystkie dokumenty.
Dzwonię do partnera z wizytacji żeby sprawdził w samochodzie - nie ma.
Czyli pewnie zostawiłem u ostatniej klientki...
Mój partner dzwoni do niej - jest - jedzie i przywozi.

Ufff - to był ognisty dzień.

P.S.
- J. Haydn - Symfonia Nr 59 - Feuer - Wiki - YouToo
-
M. de Falla - Taniec ognia - Wiki - YouToo.
- C. Debussy - Feux d'artifice - YouToo.
- A. Scriabin - Vers la flamme - Wiki - YouToo.
- W. A. Mozart - Symfonia Nr 35 - Haffnerowska - Wiki - YouToo.

Tuesday, August 25, 2026

Duchy w Melbourne

Ostatnie dwa wpisy wspominały o wielowymiarowości niemieckiego charakteru - dusza jak u Rosjan, forma jak u Francuzów... albo podejrzliwość jak u Rosjan, dokładność jak u Niemców.
W obu tych równaniach występują Rosjanie, zastanowiłem się - jak to jest z tą rosyjską duszą?

Okazja sprawdzenia trafiła się w roku 1991 - moja pierwsza wyprawa z Australii do Polski.
Żona podała mi listę zakupów - na liście - perfumy Chanel 5...


Warszawa - 1991 - całkowite oszołomienie - w Pałacu Kultury - sztuki Durrematta ustąpiły miejsca wielu przypadkowym sklepom, to nawet nie były sklepy, tylko jakieś sprzedawalnie.

Kupiłem włoskie półbuty, zapłaciłem ponad milion złooooootych.

Stadion Dziesięciolecia - tu oglądałem mecze lekkoatletyczne - Polska-RFN, Polska-USA... zastąpiły je setki handlarzy, sporo Rosjan i.... rosyjska DUSZA!
Proszę spytać Googla jak jest po rosyjsku - perfumy?
Duchy!!! духи - do tego te greckie litery - co za zapach!
Och Rosjanie - oni potrafili umieścić rosyjskiego ducha w buteleczce z francuską etykietą i sprzedać trzy razy taniej niż w sklepie z kosmetykami.

To wszystko przypomniało mi się w sobotę - zbliżają się urodziny jednej z wnuczek, żona mówi - kup jej perfumy Chanel 5.
Rosja daleko, pojechałem do centrum Melbourne...


Zaczynam w Royal Arcade - dziesiątki kawiarenek... i bezpośredni atak - zbliża się Dzień Ojca - powąchaj się...


Spokojnie, wnuczka przede wszystkim!

Na ulicy przelewa się tłum ludzi, moją uwagę przyciągają bezdomni... zupełnie obojętni na setki przechodniów. Godzina 10, większość jeszcze smacznie śpi.

Rosjan nadal nie widzę wstępuję więc do bardzo renomowanego domu handlowego Myer - KLIK.
Myer???
Czyta się majer. No to proszę nie mabajerować - sklep założył emigrant z Białorusi - KLIK - czyli jednak białorosyjska dusza.

Perfumy - proszę bardzo... całe piętro stoisk do wyboru...


Stoisko Chanel jest nieco na uboczu, kupuję bez targu, przecież to dla wnuczki!
Ekspedientka - Chinka.

Przyglądam się dokładniej - wszystkie ekspedientki we wszystkich stoiskach to Chinki!
A jak nazywają się perfumy po chińsku?
香水 - xiang-shui - brak skojarzeń.

Wychodzę na ulicę - jak to w środku metropolii - szerokie ulice i wąskie zaułki...


I ta koncentracja usług - Tatuaż i dwa kroki dalej - Usuwanie tatuażu - a między nimi - miejsce na kreatywność.

Trochę dalej... jakieś apokaliptyczne występy...


Dużo bardziej podoba mi się zespół trzech młodych Chińczyków w białych, kucharskich, strojach - błyskawicznie lepią pierogi...

I odwrotność - kolorowy świat zabawek dla dzieci...



Chińczyki trzymają się mocno... ale czy mają duszę?
Może wnuczka pokropi mnie swoją perfumą i przebudzę się z letargu.

Ten sam dzień - wieczór - jedziemy na występ baletowy naszego wnuka.
Późny wieczór, ciemno, daleka droga - na naszej trasie korki, próbuję innej trasy i... dróg pomieszanie. Znajduję miejsce na zatrzymanie samochodu, wzywam googlę na pomoc i pod jej kontrolą dojeżdżamy pod właściwy adres we właściwym czasie.

Balet - Giselle - KLIK.
Nasz wnuk tańczy rolę leśniczego Hilariona zakochanego w pięknej wiejskiej dziewczynie, która jest zauroczona przebranym księciem Albertem.
Ciąg dalszy łatwy do przewidzenia - nasz wnuk nie ma szans - cały drugi akt to tańce szalonych willid a może wiłów - wikipedia zapewnia, że to są słowiańskie zjawy - KLIK.
Wyznam, że balet niezbyt mi się spodobał.

P.S.
Poniedziałek... po śniadaniu włączam telefon a tam --- jeśli planujesz dzisiaj jakiś wyjazd, to najpierw spytaj ChatGPT o radę.

Friday, August 14, 2026

Oj, zna czy nie zna, czyli Manna z ekranu

 Jak się łatwo z tytułu domyślić obejrzałem właśnie film Ojczyzna - KLIK - powojenne odwiedziny Tomasza Manna w Niemczech.

Tomasz Mann...


Zajmuje trochę miejsca na mojej półce z książkami, wspominałem jego książki kilka razy na tym i innych blogach.

Nic dziwnego, że mimo niesprzyjającego rozkładu dnia - kilka męczących rozjazdów - pojechałem wieczorem do odległego kina.
Drugorzędnym argumentem była rocznica śmierci T Manna - 12/8/1955.

Film wyświetlono w Melbourne z okazji Festiwalu Filmów Międzynarodowych - MIFF.

Spore kino, wypełnione na 80%, sporo młodych ludzi.

Film - czarno-biały - samochód jedzie marną drogą, mija ubogie budynki, trochę ruin...
Rok 1949 - zgadza się, też pamiętam ten rok w taki sposób.

Tomasz Mann odwiedził Niemcy z okazji 200-lecia urodzin J.W. Goethego -
najpierw Frankfurt nad Menem - miejsce urodzin.
Uroczystości skromne, wykład T. Manna - dość mętny, co krok niemiłe konfrontacje z czasami faszyzmu.
Drugi etap - Weimar - Goethe spędził tu większość życia i tu umarł - KLIK.
Problem w tym, że Weimar znajdował się w Niemczech Wschodnich - NRD.
Wiele osób sprzeciwiało się tej wizycie, w USA (T. Mann miał wtedy obywatelstwo USA) grożono mu poważnymi konsekwencjami.
Jednak pojechał... według mnie ta część wizyty przebiegała lepiej niż poprzednia.
Po pierwsze nie było potrzeby wracać do niechlubnej przeszłości Niemiec bo okupacja radziecka wymazała ten temat.
Po drugie - T. Mann żywił sympatię do Rosjan - w książce Doktor Faustus zauważa - Rosjanie mają duszę, ale nie mają formy. Francuzi mają formę, ale nie mają duszy. My, Niemcy, mamy duszę i formę...
Wspomnę jeszcze, że T. Mann był oburzony książką J. Conrada - Tajny Agent - zarzucał autorowi chorobliwą nienawiść do Rosjan.
Rosjanie pokazali swoją duszę - T.Mannem opiekował się Sergiej Tulpanow - dyrektor wydziału propagandy w radzieckiej administracji NRD - KLIK - spora elokwencja i mocna głowa.
Radzieccy żołnierze śpiewali wesołe piosenki...

Podsumowując - sama wizyta była raczej bezbarwna, producenci filmu musieli pokręcić fakty aby dodać trochę emocji.
W rzeczywistości T. Mann odbył tę podróż w towarzystwie żony, Katii. W filmie odbywa ją w towarzystwie córki Eryki... i robi się gorąco.

Dwójka starszych dzieci T. Manna - Klaus i Eryka była mocno pomieszana seksualnie.
Na poniższym zdjęciu - T. Mann, jego żona Katia i... córka - Eryka...

W filmie, Eryka obawia się o stan psychiczny brata - słusznie - dwa dni później popełnił on samobójstwo.
Tomasz Mann przyjmuje informację o śmierci syna spokojnie - czasami odnoszę wrażenie, że rodzinne tragedie przyjmował jako ciekawe inspiracje dla swoich książek...
Siostra Tomasza - Karla - też popełniła samobójstwo, Tomasz wykorzystał to w książce Doktor Faustus.
Główny bohater tej książki Adrian Leverkuhn wykazuje też wiele podobieństwa do wspomnianego wcześniej Klausa Manna.
A Klaus Mann - zasłynął książką Mefisto - KLIK - jej główny bohater to słynny aktor, który zaprzedał duszę diabłu - niemieckim nazistom.
Pierwowzorem był ówczesny mąż Eryki Mann.
W filmie Eryka spotyka swojego byłego męża - to już fikcja.

Podsumowując... film uaktywnił w mojej głowinie mieszaninę informacji i emocji związanych z twórczością T. Manna i życiem jego rodziny, ale sam w sobie - jako film - nie zrobił na mnie żadnego wrażenia.
Ocena - 2/5.

Źródła:
Tomasz Mann - KLIK.
Carla Mann - KLIK.
Eryka Mann - KLIK.
Klaus Mann - KLIK.
The House of Exile - KLIK.
Victor Mann - Było nas pięcioro.
Coml Toibin - The Magician - KLIK.

Sunday, August 2, 2026

Amazing Grace.

 Niedziela...
Kilka dni temu wspomniałem anglikański kościół Św Andrzeja w nadmorskiej dzielnicy Brighton.
Niedziela - doskonała pora aby zbadać sprawę gruntowniej.
Piękny dzień, już z daleka widzę parafialny chór...


Wchodzę do środka...


Nad ołtarzem splecione ciała kobiety i mężczyzny, na fotografii tego nie widać, ale według mnie wyraźnie dominuje kobieta.
Domyślam się, że to Maria i Jezus, ale pierwsze skojarzenie było - Ewa i Adam.
Oglądam się do tyłu...



Potężne organy - na to właśnie liczyłem planując tę wizytę.
I nie zawiodłem się.

Liturgia anglikańska niewiele się różni od katolickiej więc czułem się jak w domu... tyle, że nieco samotny - w ogromnym kościele było może 60 osób.
Dla porównania - nasz parafialny kościół Św Benedykta, jest pewnie 3 razy mniejszy i 3 razy niższy, ale na poranną niedzielną mszę przychodzi kilkaset osób.

Strona muzyczna...
Organy brzmiały potężnie, chór śpiewał poprawnie - czas na wyjaśnienie tytułu.
Amazing Grace - Niesamowita Łaska - w krajach anglojęzycznych to jedna z najbardziej popularnych pieśni religijnych...

Nie wiem czy ta pieśń jest śpiewana w polskich kościołach, ale na Youtube jest - KLIK.

W trakcie mszy dowiaduję się, że akurat dzisiaj ta pieśń jest bardzo aktualna - otóż w ostatni czwartek - 30 lipca - był Światowy Dzień Przeciwko Handlowi Ludźmi - KLIK.
Rozszerzę nieco temat - walka z niewolnictwem - Amazing Grace w tle.
Otóż autorem pieśni jest John Newton, doświadczony specjalista w handlu niewolnikami - lata 1748-1760.
Karierę zaczął w marynarce brytyjskiej. Po kilku miesiącach służby próbował uciec, ale go złapali, wychłostali i zdegradowali. Po okresie depresji, rozważał samobójstwo, trafił na statek przewożący niewolników z Afryki Zachodniej do Jamajki i okolic i szybko awansował na stanowisko kapitana.
Przez 10 lat był kapitanem statków przewożących niewolników z Afryki do Indii Zachodnich
Udar mózgu zmusił go do wycofania się na ląd, ale nadal czerpał spore zyski z handlu niewolnikami. 

W tym samym czasie zbliżył się do religii, został anglikańskim księdzem i zaczął pisać hymny religijne.
W 1788 roku stał się czołowym angielskim abolicjonistą -  KLIK.

Pieśń odśpiewana, nadchodzi czas Komunii - miłe zaskoczenie - komunia w obu postaciach - opłatek i wino.

Refleksja na dzień powszedni - dwa wpisy temu wspominałem przetwory pomidorowe sprzedawane a Australii z fałszywą etykietą, prawdopodobnie są uprawiane w Chinach z wykorzystaniem pracy niewolników.
To przywołało wspomnienie sprzed 60 lat - byłem w Norwegii na praktyce studenckiej, miłym zaskoczeniem były bardzo smaczne i bardzo tanie pomarańcze.
Któregoś dnia, w fabryce, podczas przerwy na lunch, podszedł do mnie starszy robotnik...
- Ty jesteś z Polski?
- Tak.
- Tam rządzą komuniści?
- Tak.
- I to jest według ciebie w porządku żeby jeść pomarańcze zbierane przez niewolników w Afryce Południowej?
W tym momencie skojarzyłem sobie, że pod tym sklepem z pomarańczami czasami zbierają się jacyś manifestanci.
- W komunistycznej Polsce obywatel nie musi sobie zawracać głowy takimi sprawami, bo Polska nie sprowadza pomarańczy z Afryki Południowej - odparowałem.
Od tego czasu pomarańcze jadłem tylko w hostelu.

Thursday, July 30, 2026

Zmiana krajobrazu

 Dzisiaj, dla odmiany, zawędrowałem nad morze...

Linia brzegowa Melbourne liczy, bagatela - 264 km a ja dotarłem tam dopiero drugi raz w tym roku.
No cóż, poprzednim razem prawie sobie poparzyłem stopy.
Zahartowałem je ostatnimi spacerami po trawie i dzisiaj wdepnąłem w morskie odmęty...


Na zdjęciu tego nie widać, ale stopy są w wodzie.
Dzień mamy chłodny, ale półsłoneczny. Temperatura około 12C...





Żegnam się z morzem i zerkam na nadmorską dzielnicę Brighton - wiele drogich rezydencji, w tle stary kościół anglikański - St Andrew's Church - KLIK...


Kościół powstał w 1842 roku czyli zaledwie 7 lat po urodzinach miasta Melbourne. Obecny kształt nadano mu po pożarze w 1964 r.
Przy kościele jest niewielki cmentarz a na ścianie kościoła lista pierwszych zmarłych...


Policzyłem pierwszą kolumnę - 52 nazwiska, 17 osób zmarło w wieku poniżej 1 roku.

A teraźniejszość?
W Australijskiej polityce sporo się dzieje - właśnie premierka stanu Wiktoria zmieniła się na premiera, w tle ogromne afery korupcyjne.
W szerszym tle - bardzo szybko rośnie popularność bardzo prawicowej parti One Nation - KLIK.

Historia - po dzienniku TV  państwowa stacje ABC wyświetliła film o B. Geldofie - KLIK.


... muzyku, który zasłynął akcją pomocy dla Afryki.
W tamtych czasach oglądałem informacje o jego działaniu z dużym przejęciem.
40 lat minęło... sytuacja w Afryce znacznie się pogorszyła - TUTAJ relacja z Sudanu.

Zmiana nastroju, na początku lipca, we wpisie o książce na temat Kościuszki - człowieka i góry - wspomniałem o trudnościach spróbowania jedzenia australijskich Aborygenów.
Sprawa nabrała konkretnego kształtu bo za tydzień wpadnie do Melbourne znajomy narciarz z Kanady, zjemy lunch...
Spytałem googla o restauracje w Melbourne serwujące Aborygeńskie potrawy...
Pierwsze trafienie - powikłana strona internetowa, trzeba się natrudzić żeby dotrzeć do właściwej podstrony i dowiedzieć się, że restaurację zamknięto 2 lata temu.
Kilka dalszych prób naprowadziło mnie na właściwy adres - KLIK - żeberka z krokodyla i może coś więcej - cena A$385.
Hmmm... 

Skoro już o cenach mowa, to z dnia na dzień drożeje benzyna, a w niedzielę zdrożeje poważnie bo rząd przywróci akcyzę, którą wycofał na 2 miesiące.
Na wszelki wypadek zatankowałem - cena A$1.83 czyli około 4.79 PLN za litr.

Monday, July 27, 2026

Czerwono mi

 


Wczoraj miałem urodziny... u rodziny - znaczy w kawiarni blisko domu naszego syna.
Ponieważ u nas zima to założyłem mój wysłużony narciarski strój.
To znaczy - na miejsce dojechałem w szaroburym ubraniu a przeistoczyłem się dopiero w kawiarnianej toalecie, w której przeczytałem bardzo istotną wskazówkę...



Panowie - stańcie bliżej (pisuaru). To... może być krótsze niż myślicie.

Koniec celebracji, czas kontynuować życie.

W telewizji aż dwa razy zasugerowali mi film o dobrowolnej eutanazji - VAD (voluntary assisted dying) - nawet dobry skrót - nie WAD-zić nikomu.
W Australii temat jest oficjalnie uregulowany - KLIK - jeden z warunków - medyczna prognoza, że pacjent nie pożyje dłużej niż 6 miesięcy - czyli wiele krzyku o nic.

Poniedziałek - od rana wszelkie media przypominają że o 2 będzie test ogólnoaustralijskiego alarm - wszystkie telefony zabuczą 10 sekund - KLIK.
Test podobno się udał.
Zastanowiłem się jakie niebezpieczeństwa mi grożą...

Zagrożenie chińskie?
No cóż Chińczycy trzymają się mocno -
Media właśnie podały informację, że w naszych supermarketach sprzedają przetwory z chińskich pomidorów a naklejka na opakowaniu podaje: AUS grown tomatoes (pomidory wyhodowane w Australii)...



Czyli - jak w tytule.

P.S. Jeszcze wspomnienie urodzinowe sprzed 13 lat...



Saturday, July 18, 2026

Tęcza gola!

 


Zdjęcie wyjaśnia tytuł...
Wpis będzie o czym innym.
Kilka dni temu byłem na zebraniu mojego oddziału Stowarzyszenia św Wincentego.
Mieliśmy gości z innego oddziału a więc okazja do porównań.
Okazało się, że ten inny oddział ma zebrania co 2 tygodnie i że tylko 3 osoby są w stanie jeździć na wizytacje (my mamy zebrania raz na miesiąc i tuzin osób zdolnych do wizytacji).
Dlaczego zebrania co 2 tygodnie?
Starość nie radość - członkowie tamtej grupy są w takim wieku, że... bardzo jest im potrzebne spotkanie i wspólna modlitwa.

Migawka z wizytacji - klientka w średnim wieku, wspomina, że dużo czasu zajmują jej wizyty u matki, która jest w szpitalu gdzie czeka na przeniesienie do domu opieki.
- Moja matka ma już 67 lat - wzdycha klientka.
Ja i mój wizytacyjny partner spoglądamy na siebie badawczo...
Hmmm - teoretycznie mogłaby być naszą córką.

Wizyta w szpitalu...
Szpital Cabrini - założony w 1948 roku przez siostry Sercanki z Włoch.
Od tego czasu bardzo się rozrósł, zachował jednak katolickie tradycje, jest chyba jedynym szpitalem w Melbourne gdzie nie wykonuje się aborcji.
Wędrując labiryntem korytarzy przyglądam się pacjentom i personelowi.
Przekrój etniczny - 90% pacjentów - rodowód europejski, 75% personelu - rodowód azjatycki lub wyspy Pacyfiku.
Pacjenci - raczej moja kategoria wiekowa - wydaje mi się, że w ich oczach widzę zagubienie, dezorientację, czasem - przeprosiny.
Rozmawiam przez chwilę z pielęgniarzem - pochodzi z Nepalu - już 4 lata pracuje w Australii.
- Muszę niedługo wrócić do domu - mówi - muszę pomóc rodzicom.
- W jakim wieku są Twoi rodzice? - pytam.
- Ojciec - 58 lat, ciężka praca na roli.

Wychodząc ze szpitala zaglądam do kaplicy...


Korona Cierniowa...

Wizytacja u klientki Stowarzyszenia... relacja kolegów.
Kobieta, wiek 30+.
Przez 2 lata była bezdomna, niedawno dostała mieszkanie z opieki społecznej.
W mieszkaniu - śpiwór na podłodze - koniec spisu inwentarza.
Na szczęście w naszej okolicy istnieje magazyn, do którego można oddać niepotrzebne meble i sprzęty domowe a z drugiej strony - osoby potrzebujące mogą wziąć je bez żadnych opłat. Trzeba tylko samemu zorganizować transport.
Po dwóch dniach ustalania listy zakupów nasza klientka pojechała tam z naszymi reprezentantami.
Lista nabytków... chyba 40 pozycji.
Istotne, że nasza klientka, być może pierwszy raz w życiu, poczuła się panią sytuacji - to ona wybierała... nie troszcząc się o cenę.

Takie to wspomnienia mnie naszły podczas spaceru pod tęczą.
Nie muszę dodawać, że spacer był na bosaka.

Tęcza zwiastowała poprawę pogody.
Od 3 dni mamy chłodne, bezchmurne noce i słoneczne dni.
Jakiś czas temu prezentowałem śnieżne zdjęcie, podejrzewam, że od tego czasu bardzo się pogorszyło.
Niedobrze - za 3 tygodnie ma do Melbourne przyjechać znajomy narciarz z Kanady. Cel - maraton narciarski Kangaroo Hoppet.
Umówiliśmy się na stacji o 10:45 - trzymam kciuki żeby spadł śnieg.

Saturday, July 11, 2026

Człowiek za górą

 To podtytuł książki o Kościuszce...


Prawie miesiąc temu pisałem o spotkaniu z autorem - KLIK - teraz przyszedł czas na relację o książce.
Po pierwsze - tytuł - the man behind the mountain - od razu widać, że autor żartuje bo na okładce człowiek jest przed górą.
Po drugie - w książce proporcje są bardziej wyważone zacznę więc od okładki.

Osoba Tadeusza Kościuszki zafascynowała A. Sharwooda na tyle mocno, że poświęcił wiele czasu i wysiłku aby poznać dokładnie jego życie i dotrzeć do wielu źródeł informacji.
Na dodatek odwiedził wszystkie miejsca, w których przebywał T. Kościuszko a również te, które zostały nazwane jego imieniem - n.p. 

Welcome sign located on Mississippi Highway 12
By Chillin662 - Own work, CC BY-SA 4.0, Link

Miejscowość Kosciusko w stanie Missisipi (USA), z której pochodzi o wiele słynniejsza osoba - Oprah Winfrey - KLIK.

Spora część książki poświęcona jest rozważaniom na temat - jak zachowałby się T. Kościuszko w obliczu aktualnych wydarzeń:

a) zbezczeszczenie pomnika T. Kościuszki w Waszyngtonie...


Przypomnę, że chodzi tu o rozruchy po zabiciu przez policję Georga Floyda - KLIK.
A. Sharwood uważa, że w znając poglądy i czyny T. Kościuszki można uznać, że nie potępiłby manifestantów.
Po zastanowieniu  - zgadzam się.

b) zmiany klimatu w Australijskich Alpach...
A. Sharwood jest zapalonym wędrownikiem i narciarzem, odwiedził wiele razy Australijskie Alpy, w książce zdaje relację jak delikatna jest tamtejsza roślinność i jak zgubne są dla niej zmiany klimatu, których obecnie doświadczamy.
Ale nie tylko zmiany klimatu, również kopyta końskie i bydlęce.
Szczególnie końskie - w Australii po polach i lasach hasa kilkadziesiąt tysięcy dzikich koni - brumbies - KLIK.
W tym miejscu zauważyłem pewną niekonsekwencję - podstawowo autor jest za ochroną środowiska czyli - eliminacja brumbies.
Więcej na temat ochrony środowiska w tych okolicach - TUTAJ - tytuł strony = Reclaim Kosci ... odzyskaj kości?
Z drugiej strony z dużym sentymentem wspomina poemat Banjo Patersona - The Man from Snowy River - i oparty na tym poemacie film - KLIK - w filmie wystąpił Kirk Douglas.
Do tego jeszcze zauważa fascynację Aborygenów końmi... ale to już osobny punkt.

c) Aborygeńska nazwa najwyższej góry Australii.
W 2019 roku dość silnie rozbrzmiały głosy aby "przywrócić" górze Kościuszki jej tradycyjną nazwę - KLIK.
Dlaczego użyłem cudzysłowu?
Bo prywatnie uważam, że Aborygeni nie nadali tej górze żadnej nazwy.
Zwolennicy aborygeńskiej nazwy wspominają, że te okolice na jesieni obfitują w tłuste ćmy - bogong - KLIK - i wiele plemion Aborygeńskich przybywało tutaj, często wędrując setki kilometrów, aby się najeść do syta i zgromadzić zapasy sproszkowanych ciem.
No i co z tego?
Sądzę, że Aborygeni nadali ogólną nazwę tym okolicom i dziwię się, że zwolennicy zmiany nazwy góry Mt Kosciuszko bez skrępowania twierdzą, że znajduje się ona w Snowy Mountains.
Natomiast najwyższy szczyt?
Na okładce książki na początku tego wpisu widać... no właśnie - nie bardzo widać która z tych gór jest najwyższa.
Odkrywca góry - P. Strzelecki - miał poważne wątpliwości, z dziennika wędrówki wynika, że wszystkie pomiary wykonał na szczycie sąsiedniej góry - Mt Townsend i dopiero wtedy zauważył że sąsiednia góra jest może trochę wyższa - Mt Kosciuszko = 2,228 m, Mt Townsend = 2,209 m.
Ale czy na tę sąsiednią górę wszedł?
Dziennik wędrówki o tym nie wspomina.

Powracając do aborygeńskiej nazwy...
Nazwa sugerowana przez miejscowe plemię Ngarigo to Kunama Namagdi co oznacza Góry i Śnieg... co potwierdza moje przypuszczenia - nazwa okolic, nie specyficznej góry.

Z drugiej strony - autor książki, A. Sharwood uważa, że Tadeusz Kościuszko poparłby Aborygenów.
Po zastanowieniu --- zgadzam się.

P.S.
1. Prowadzona w Australii polska strona medalu - KLIK.
2. Obecnie w Australii nie można zjeść ćmy Bogong...
   ??? tyle krzyku na temat zachowania Aborygeńskich tradycji, a kiedy przychodzi do podstawowego sprawdzianu to.... brak towaru.

Sunday, July 5, 2026

Naj, naj, naj...

 Niedziela...
Wczoraj - USA - 250-lecie Deklaracji Niepodległości - KLIK.
Czytam obecnie książkę o T. Kościuszce, o której wspominałem 4 wpisy temu - gdzie był Kościuszko w tym dniu?
Na oceanie Atlantyckim - wypłynął z Hawru w czerwcu 1776, statek płynął prawie 2 miesiące.
Rok później - 1777 - po raz pierwszy odbyły się uroczyste obchody tego święta, T. Kościuszko w tym czasie pracował nad fortyfikacjami na północy USA.

A w tym roku?
Wczoraj - 4 lipca...
- Australia przegrała z Egiptem mecz w mistrzostwach świata (w rzutach karnych) - KLIK. 
- Iga Świątek przegrała mecz na korcie w Wimbledonie - KLIK.
Dosyć!

Dzisiaj - nasz parafialny kościół św Benedykta, poranna msza i miłe zaskoczenie - kazanie wygłosił młody dziekan (za miesiąc zostanie wyświęcony na księdza) - na początku pytanie:
- które państwo jest największe i najszlachetniejsze na świecie?
Cisza, zakłopotanie, wreszcie nieśmiała podpowiedź - Australia?!
 - a które miasto jest największe na całym świecie? - odpowiedź łatwiejsza - Melbourne!
 - który kościół jest najświętszy w Melbourne? - kościół św Benedykta - tu już nikt nie miał wątpliwości.
Ostatnie pytanie:
- a który z dziekanów parafii św Benedykta jest najświętszą i najszlachetniejszą osobą na świecie - wątpliwości rozwiane zostały TUTAJ.

Dalej już niestety było trudniej...
Ewangelia wg św Mateusza - 11,28 - "
Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście. Ja dam wam wytchnienie. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie...".
Dam wam wytchnienie zakładając wam moje jarzmo?
Można by wyciągnąć wniosek, że Boskie jarzmo jest lżejsze niż ludzkie.
Prawdopodobnie jest to jakaś motywacja dla wyboru kariery duchownej.

Na szczęście istnieją inne ścieżki, po mszy ogłosiliśmy coroczny Winter Appeal Stowarzyszenie św Wincentego - od ręki zebraliśmy ponad A$3,000 - pomoże kilkudziesięciu rodzinom przetrwać zimę.

A poza tym?
W górach spadł śnieg...


Nie wiem dlaczego, ale ucieszyło mnie to zdjęcie.
W Melbourne zapowiadają chłodną noc - +3C czyli na pobliskim polu golfowym może pokazać się szron.
Ale zanim wygrzebię się z łóżka, już go nie będzie.

Życzę miłego tygodnia!

Tuesday, June 30, 2026

Kaczka na rzęsach

 Usiadła kaczka na rzęsie...


i się trzęsie.

Podpłynął kaczor do kaczki - 
czemu tak się trzęsiesz kaczko?
Nieboraczko!
- Bo w którą nie obejrzę się stronę,
to wszystko zielone, zielone.
- Och kaczko, co ci szkodzi zieleń?
Spojrzyj w inną stronę i się nie leń.
Spoglądam na natury łono...
i wszędzie zielono mi, zielono.
No, kaczko, a cóż w tym złego?
Dookoła tyle zielonego.

Ale kaczka dalej stała na rzęsach
i się trzęsła...
Więc kaczor czując w sercu żal
odpłynął w zielono-szarą dal...



Saturday, June 20, 2026

Bez Orderu

 Order - pokrętne słowo - po angielsku może znaczyć rozkaz, zamówienie, porządek, odznaczenie, grupę osób - np zakon.
Po polsku słowo to oznacza chyba tylko odznaczenie - kropka... a raczej wiele kropek.

Jak się łatwo domyślić inspiracją tego wpisu są ostatnie wydarzenia związane z przyznaniem/odebraniem Orderu Orła Białego prezydentowi Ukrainy.

Na moje szczęście ( a może pecha) ktoś już się zajął tym tematem - KLIK.
Wyliczę więc tylko przypadki, które mnie zainteresowały...
Twórcą Orderu był August II Mocny - rok 1705 - jednym z pierwszych odznaczonych był car Piotr I.
Potem przyszła kolej na carycę Katarzynę Wielką i trzech kolejnych carów.

W okresie międzywojennym Order otrzymali prawie wszyscy polscy premierzy i prezydenci, dla mnie ciekawym przypadkiem jest Wincenty Witos, który Order otrzymał, utracił i otrzymał na nowo - dokładnie 1 dzień przed wybuchem II Wojny Światowej - KLIK i  KLIK.

Lista odznaczonych cudzoziemców jest jeszcze ciekawsza - KLIK.
Benito Mussolini, cesarz Japonii Hirohito, P. Petain - szef francuskiego rządu Vichy - KLIK.

Zawrót głowy - wyszedłem na spacer i zauważyłem Order Zielonego Ostu...



Monday, June 15, 2026

Kozi, hułozi?

 Kozi, hułozi? - to fonetycznie.
Przepraszam za moją angielską wymowę - lepiej przeliteruję:
Kozzie, who was he?
Lepiej? wiemy o co/kogo chodzi?
Kozzie?

Dygresja na temat australijskiego slangu - Australijczycy bardzo lubią skracać słowa, popularna technika skracania to zmiana końcówki na ie - 
Australijczyk - Australian - Aussie,
Tasmańczyk - Tasmanian - Tassie,
postman - postie,
mosquito - mozzie,
St Vincent de Paul - Vinnie...

Znacznie więcej  - TUTAJ.

No to wiecie już kto to jest Kozzie?
Tadeusz Kościuszko - proste.

Ale dlaczego przeciętny Australijczyk miałby znać to nazwisko?
Bo taką nazwę nosi najwyższa góra naszego kontynentu - Mt Kosciuszko - KLIK.

Paweł Strzelecki - europejski odkrywca tej góry, w swoim pamiętniku pisze: The particular configuration of this eminence struck me so forcibly, by the similarity it bears to the tumulus elevated in Krakow over the tomb of the patriot Kosciusko, that, although in a foreign country , on foreign ground, but amongst a free people, who appreciate freedom and its votaries, I could not refrain from giving it the name of Mount Kosciusko.

Kosciusko? 
Dopiero w 1997 roku nazwę zmieniono na Kosciuszko.
Swoją drogą najczęstsza wymowa tego nazwiska to Koziasko... albo Kozzie.

Inspiracją do tego wpisu było spotkanie z Anthony Sharwoodem, autorem książki - 


Spotkanie zorganizował Australian Institute of Polish Affairs - AIPA - KLIK - instytucja bardzo zasłużona w prezentacji informacji ze świata kultury, nauki i polityki.

Anthony Sharwood - to właśnie jego gnębiło tytułowe pytanie - Kozzie, who was he?
Gnębiło na tyle, że zapoznał się z biografią naszego bohatera narodowego a następnie odwiedził wszystkie miejsca wymienione w biografii T. Kościuszki - w Polsce, w USA, Francji, Szwajcarii.
Książkę przeczytam dopiero za kilka dni to się dowiem czy odwiedził również Mereczowszczyznę na Białorusi - KLIK.

Książka A. Sharwooda uzyskała 3 nagrodę konkursie na najlepszą publikację obcojęzyczną z zakresu historii Polski - KLIK.


Zanim zakończę zawrócę do Kosciusko - zgubione Z.
Antoni Sharwood poinformował nas, że pierwsze zdanie jego książki to : Letter Z is worth 1 point in Polish Scrabble - litera Z jest warta jeden punkt w polskiej wersji literowej gry Scrabble - czyli występuje z języku polskim bardzo często.
Dla porównania - w angielskim scrabble litera Z jest warte 10 punktów - maksimum.
Zajrzałem do słownika angielsko-polskiego (nota bene słownik wydany przez The Kosciuszko Corporation, New York)  - 1730 stron, tylko 3 strony słów na literę Z, wszystkie słowa pochodzą z innych kultur/języków - ZOO, zebra, zodiak...
To w jakiś sposób tłumaczy ten przekręt.

Jak wspominałem, nazwę góry i parku narodowego poprawiono, ale wiele innych miejsc pozostało przy bezZETnej nazwie, również w USA - KLIK, KLIK, 

Na koniec -istotna sprawa ---
Jak miał na imię Tadeusz Kościuszko?
Na pierwsze - Andrzej, na trzecie - Bonawentura.
Bonawentura - jakie piękne imię - znaczy Piękna Przygoda - KLIK.
Zalecenie - pamiętajcie o tym jak w rodzinie ktoś się urodzi - to imię męskie, ale dziewczynom też pasuje.

P.S.
Na Górę Kościuszki wdrapaliśmy się już niecały rok po przyjeździe do Australii.
Drugi raz w 2013 roku - luty - pełnia lata, a pogoda była jak na Mt Everest...