Gdzieś na marginesie światowej polityki przebijają się odrobiny informacji o sytuacji w Myanmarze.
Przypomina mi się rubryka w jakimś piśmie sprzed lat, w której cytowano wiadomości podane tego samego dnia 10 i 100 lat temu.
Wiadomość sprzed 100 lat -
Kategoria: Drobiazgi i ciekawostki.
Podczas powodzi w prowincji XX w Chinach straciło życie 100,000 osób.
Podobna ciekawostka, a może drobiazg, rozgrywa się obecnie w Myanmarze (dawniej Burma). Powierzchnia kraju i ilość mieszkańców prawie dwa razy większa niż Polska.
W ciągu ostatnich 12 miesięcy ponad 400,000 osób z prowincji Rohingya zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów i ucieczki do Bangladeszu.
Do Bangladeszu. Jeden z najbiedniejszych krajów świata przyjmuje 400,000 uchodźców. No tak, biedą dużo łatwiej sie podzielić niz bogactwem.
W ciągu zaledwie 3 dni ponad 2,000 osób straciło życie - KLIK.
Zaskakujące dla Europejczyków może być, że w tym przypadku ofiarami są mahometanie, a stroną atakującą buddyści. W Europie od ponad 150 lat trwa fascynacja buddyzmem. Fascynacja ta znalazła odbicie w licznych dziełach literackich i muzycznych.
Wydaje mi się, że elementem sprzyjającym było oddalenie. Europejczycy nigdy nie mieli bezpośredniego kontaktu z ludami Dalekiego Wschodu.
Stanisław Lem w książce Summa Technologiae poświęcił nieco miejsca tematowi religii. Zaskoczyło mnie, że największej krytyce poddał właśnie buddyzm - religię skoncentrowana na własnym ja. Według Lema tłumaczy to obojętność mieszkańców Indii na otaczającą ich biedę.
Nie zaskoczyło mnie więc zbytnio hasło - przestańmy koloryzować buddyzm - KLIK.
Aung Sun Suu Kyi - wieloletnia pupilka bojowników o wolność i demokrację rozczarowała swoich zwolenników - KLIK.
W powyższym artykule, autor krytycznie pisze o buddyźmie, o jego okrutnej twarzy w Sri Lance. Ja dodam jeszcze Tybet, ten sprzed czasów dominacji chińskiej.
Jeśli chodzi o Aung Sun Suu Kyi , to nie jest ona w łatwej sytuacji, i jej władza jest ograniczona - KLIK.
Ale jednak po laureatce pokojowej Nagrody Nobla można było oczekiwać bardziej zdecydowanych wypowiedzi - KLIK.
Wednesday, September 27, 2017
Sunday, September 24, 2017
Niedzielne czytanie - każdemu według potrzeb
«Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.
Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”.
A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.
Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».
Ewangelia wg św Mateusza 20:1-16
Za moich szkolnych czasów interpretowano tę Ewangelię na dwa sposoby - po pierwsze nagroda zbawienia jest tak wielka, że nie sposób ją różnicować - lepsze niebo dla wierzących dłużej i gorliwiej, gorsze dla małowiernych?
Po drugie - nigdy nie późno na nawrócenie.
To drugie tłumaczenie powodowało dość przewrotne i ryzykowne myśli. Hulaj dusza, piekła nie ma, bylebyś zdążył w porę wrócić na drogę cnoty. Choćby na godzinę.
Proszę jednak zwrócić uwagę - robotnicy zatrudnieni później nie spędzili większości dnia na hulankach i swawolach, oni pokornie czekali na placu w nadziei, że ktoś ich zatrudni. Warto sobie zdać sprawę ze stresu jaki przeżywali gdy godziny mijały a w domu nie było czego do garnka włożyć.
Tutaj przypomina się Karol Marks - od każdego według jego zdolności, każdemu według jego potrzeb,
Tę zasadę próbowano wprowadzać w przeróżnych komunach. Chyba jedyny trwały sukces to żydowskie kibuce.
Oczywiście zasada powyższa jest okropnym pogwałceniem wolności osobistej więc na szerszą skalę nic z tego nie wyszło.
Saturday, September 23, 2017
Cziste szaleństwo
Kilka tygodni temu byłem na festiwalu żydowskiej muzyki. Tytuł Shir Madness.
Shir, nie Sheer. Jestem zadowolony ze swojego tłumaczenia tego tytułu.
Moje wrażenia z festiwalu TUTAJ.
Shir, nie Sheer. Jestem zadowolony ze swojego tłumaczenia tego tytułu.
Moje wrażenia z festiwalu TUTAJ.
Thursday, September 21, 2017
Śmiech ożywczy jak woda
Kilka dni temu czekałem pod drzwiami biblioteki na otwarcie. Nadeszła grupka osób niepełnosprawnych. Widoczny problem, to brak koordynacji ruchów, nierówny krok, tiki, bełkotanie.
W Australii spotyka się ich często w miejscach publicznych - parkach, bibliotekach, na basenie.
Wśród osób czekających na otwarcie biblioteki przeważali studenci pochodzenia chińskiego. Udawali, że nie widzą tych niepełnosprawnych, instynktownie usuwali się im z drogi.
Jeden z niepełnosprawnych nacisnął guzik fontanny pitnej (czy to prawidłowa polska nazwa?). Woda trysnęła jakieś dwa metry w górę. Cała grupa podeszła do niego. Próbowali naciskać guzik na różne sposoby, żeby wyczuć w jakiej pozycji strumień wody da się pić w kontrolowany sposób.
Udało im się, jeden napił się, pozostali bili mu brawa. Spróbował drugi - woda trysnęła tak silnie, że odrzuciła mu głowę do tyłu, zmoczyła włosy, zalała ubranie.
Nie mogłem powtrzymać śmiechu. Aż mnie zgięło w pół. Po chwili zawstydziłem się trochę, nadal zgięty zerknąłem zobaczyć czy moja reakcja nikogo nie uraziła.
Przeciwnie. Koledzy oblanego śmiali się niemniej niż ja i kiwali do mnie przyjaźnie. Ofiara fontanny też. Przyjemnie znaleźć się w towarzystwie, w którym napotyka się zrozumienie i akceptację.
W Australii spotyka się ich często w miejscach publicznych - parkach, bibliotekach, na basenie.
Wśród osób czekających na otwarcie biblioteki przeważali studenci pochodzenia chińskiego. Udawali, że nie widzą tych niepełnosprawnych, instynktownie usuwali się im z drogi.
Jeden z niepełnosprawnych nacisnął guzik fontanny pitnej (czy to prawidłowa polska nazwa?). Woda trysnęła jakieś dwa metry w górę. Cała grupa podeszła do niego. Próbowali naciskać guzik na różne sposoby, żeby wyczuć w jakiej pozycji strumień wody da się pić w kontrolowany sposób.
Udało im się, jeden napił się, pozostali bili mu brawa. Spróbował drugi - woda trysnęła tak silnie, że odrzuciła mu głowę do tyłu, zmoczyła włosy, zalała ubranie.
Nie mogłem powtrzymać śmiechu. Aż mnie zgięło w pół. Po chwili zawstydziłem się trochę, nadal zgięty zerknąłem zobaczyć czy moja reakcja nikogo nie uraziła.
Przeciwnie. Koledzy oblanego śmiali się niemniej niż ja i kiwali do mnie przyjaźnie. Ofiara fontanny też. Przyjemnie znaleźć się w towarzystwie, w którym napotyka się zrozumienie i akceptację.
Tuesday, September 19, 2017
Plebiscyt
Tydzień temu dostałem formularz do głosowania ZA lub PRZECIW legalizacji małżeństw osób jednej płci.
Byłem ciekaw czy na formularzu znajduje się jakaś forma sprawdzenia tożsamości głosującego, choćby miesiąc lub rok urodzin.
Nie ma. Słyszałem już głosy, że istnieje groźba, że formularze bedą wykradane ze skrzynek pocztowych. Rzeczywiście, nic prostszego niż pomaszerować tropem listonosza i wyjąć ze skrzynek sąsiadów wrzucone do nich formularze.
Wypełniłem, wysłałem.
Okazuje się, że mogłem mój fomularz sprzedać i to za dobre pieniądze, ponad $1,500 - KLIK.
Z drugiej strony, dobrze że szybko wysłałem bo jeśli te formularze mają taką wartość to na pewno rabusie będa się włamywać do domów, żeby je ukraść.
Z trzeciej strony, powinienem chyba wywiesić na drzwiach powiadomienie, że formularz już wysłany więc nie ma sensu się do mnie włamywać.
Jeszcze nie ochłonąłem po tych emocjach a tu już następne, dużo poważniejsze. Okazuje się, że akcja plebiscytowa powoduje ogromne stresy i traumy w środowiskach...LGBTIQ
LGBTIQ, o Boże ja zupełnie nie nadążam, ja w ogóle nie wiem kto wokół mnie żyje. Próbuję odcyfrować: L - Lesbian, G - Gay, B - Bisexual, T - Trisexual... ŹLE - Transgender, IQ - iloraz inteligencji... znowu ŹLE - Intersex and Questioning.
Poradnie zdrowia psychicznego wysyłaja alarmy, że nie mogą podołać zwiększonemu napływowi pacjentów. Politycy ostrzegają, że skutki tych stresów będą trwały długie lata. Patrz TUTAJ.
No to chyba ja też do tego poszkodowanego środowiska się zaliczam - Questioning - swoje własne zdolności zrozumienia czegokolwiek.
Byłem ciekaw czy na formularzu znajduje się jakaś forma sprawdzenia tożsamości głosującego, choćby miesiąc lub rok urodzin.
Nie ma. Słyszałem już głosy, że istnieje groźba, że formularze bedą wykradane ze skrzynek pocztowych. Rzeczywiście, nic prostszego niż pomaszerować tropem listonosza i wyjąć ze skrzynek sąsiadów wrzucone do nich formularze.
Wypełniłem, wysłałem.
Okazuje się, że mogłem mój fomularz sprzedać i to za dobre pieniądze, ponad $1,500 - KLIK.
Z drugiej strony, dobrze że szybko wysłałem bo jeśli te formularze mają taką wartość to na pewno rabusie będa się włamywać do domów, żeby je ukraść.
Z trzeciej strony, powinienem chyba wywiesić na drzwiach powiadomienie, że formularz już wysłany więc nie ma sensu się do mnie włamywać.
Jeszcze nie ochłonąłem po tych emocjach a tu już następne, dużo poważniejsze. Okazuje się, że akcja plebiscytowa powoduje ogromne stresy i traumy w środowiskach...LGBTIQ
LGBTIQ, o Boże ja zupełnie nie nadążam, ja w ogóle nie wiem kto wokół mnie żyje. Próbuję odcyfrować: L - Lesbian, G - Gay, B - Bisexual, T - Trisexual... ŹLE - Transgender, IQ - iloraz inteligencji... znowu ŹLE - Intersex and Questioning.
Poradnie zdrowia psychicznego wysyłaja alarmy, że nie mogą podołać zwiększonemu napływowi pacjentów. Politycy ostrzegają, że skutki tych stresów będą trwały długie lata. Patrz TUTAJ.
No to chyba ja też do tego poszkodowanego środowiska się zaliczam - Questioning - swoje własne zdolności zrozumienia czegokolwiek.
Sunday, September 17, 2017
Niedzielne słuchanie - Finlandia
Właściwie słuchanie było w piątek. Koncert w katedrze św Patryka.
W drodze na koncert towarzyszyły nam tłumy kibiców jadących na mecz fulbolu australijskiego. To już chyba półfinały rozgrywek pierwszej ligi więc tłumy były duże. Opuścili nas w pobliżu stadionu MCG - pojemność ponad 100 tysięcy kibiców. Na finale będzie wypełniony po brzegi.
W kościele też nie było źle, wypełniony jak na półfinał.
W programie utwory na "blachę", to chyba prawidłowe tłumaczenie terminu brass band.
Wspaniała akustyka, jaką tylko w kościele można osiągnąć. Doskonali muzycy, ale...
No właśnie Finlandia. To poemat muzyczny skomponowany przez J. Sibeliusa.
Jadąc na koncert wyobrażałem sobie jak potężnie będzie brzmiał w kościele, w wykonaniu "brass band".
Rzeczywiście brzmiał potężnie, tak potężnie, że jakoś stracił całą finezję i dramatyzm oryginału.
Przy wyjściu pani reprezentująca organizatorów koncertu spytała kurtuazyjnie jak mi się podobało. Odpowiedziałem całkiem niekurtuazyjnie: dobry koncert, ale wiesz, ta Finlandia... mam w domu nagranie i...
- Każdy ma w domu nagranie Finlandii - ucięła moje dywagacje.
Oczywiście, prawidłowa odpowiedź powinna była brzmieć - wspaniałe (gorgeous), niesamowite (amazing). Wszak tak komentowane jest każde zdjęcie na facebooku.
Ale żeby uciąć w taki sposób?
Co to miało znaczyć?
Masz nagranie, które lubisz, to nie chodź na koncert żeby potem krytykować.
A z drugiej strony - każdy ma.
To oczywista przenośnia - każdy ma swoje zdanie i jeśli będzie je wygłaszał w drzwiach katedry przez które nawet wielbłąd się nie przeciśnie, to nie wyjdziemy z kościoła do niedzieli.
W drodze do domu potraktowałem to zdanie dosłownie.
Każdy ma Finlandię w domu? Przeleciałem szybko listę krewnych, znajomych i przyjaciół i poczułem się tak znużony i samotny jak na ostatnich kilometrach maratonu narciarskiego w Finlandii (75 km).
Po powrocie do domu czymprędzej włączyłem odtwarzacz. Finlandia zabrzmiała tak jak powinna.
Już niedziela a ja nadal słucham.
TUTAJ w "prawidłowym" wykonaniu orkiestry symfonicznej. To nagranie zrobione z okazji nadchodzącego 100-lecia niepodległości Finlandii. Dlatego w wykonaniu utworu uczestniczy chór.
W drodze na koncert towarzyszyły nam tłumy kibiców jadących na mecz fulbolu australijskiego. To już chyba półfinały rozgrywek pierwszej ligi więc tłumy były duże. Opuścili nas w pobliżu stadionu MCG - pojemność ponad 100 tysięcy kibiców. Na finale będzie wypełniony po brzegi.
W kościele też nie było źle, wypełniony jak na półfinał.
W programie utwory na "blachę", to chyba prawidłowe tłumaczenie terminu brass band.
Wspaniała akustyka, jaką tylko w kościele można osiągnąć. Doskonali muzycy, ale...
No właśnie Finlandia. To poemat muzyczny skomponowany przez J. Sibeliusa.
Jadąc na koncert wyobrażałem sobie jak potężnie będzie brzmiał w kościele, w wykonaniu "brass band".
Rzeczywiście brzmiał potężnie, tak potężnie, że jakoś stracił całą finezję i dramatyzm oryginału.
Przy wyjściu pani reprezentująca organizatorów koncertu spytała kurtuazyjnie jak mi się podobało. Odpowiedziałem całkiem niekurtuazyjnie: dobry koncert, ale wiesz, ta Finlandia... mam w domu nagranie i...
- Każdy ma w domu nagranie Finlandii - ucięła moje dywagacje.
Oczywiście, prawidłowa odpowiedź powinna była brzmieć - wspaniałe (gorgeous), niesamowite (amazing). Wszak tak komentowane jest każde zdjęcie na facebooku.
Ale żeby uciąć w taki sposób?
Co to miało znaczyć?
Masz nagranie, które lubisz, to nie chodź na koncert żeby potem krytykować.
A z drugiej strony - każdy ma.
To oczywista przenośnia - każdy ma swoje zdanie i jeśli będzie je wygłaszał w drzwiach katedry przez które nawet wielbłąd się nie przeciśnie, to nie wyjdziemy z kościoła do niedzieli.
W drodze do domu potraktowałem to zdanie dosłownie.
Każdy ma Finlandię w domu? Przeleciałem szybko listę krewnych, znajomych i przyjaciół i poczułem się tak znużony i samotny jak na ostatnich kilometrach maratonu narciarskiego w Finlandii (75 km).
Po powrocie do domu czymprędzej włączyłem odtwarzacz. Finlandia zabrzmiała tak jak powinna.
Już niedziela a ja nadal słucham.
TUTAJ w "prawidłowym" wykonaniu orkiestry symfonicznej. To nagranie zrobione z okazji nadchodzącego 100-lecia niepodległości Finlandii. Dlatego w wykonaniu utworu uczestniczy chór.
Friday, September 15, 2017
Festiwal filmów półkoreańskich
Tydzień temu, przechodząc obok kina studyjnego, zauważyłem informację o Festiwalu Filmów Koreańskich.
Okazuje się, że wyrosłem na sarkastycznego staruszka. Na cóż innego mogło zresztą wyrosnąć Dziecko Komuny - KLIK?
Wszedłem do środka gdzie dwie miłe panie wręczyły mi powyższy program festiwalu.
- Czy na festiwalu wyświetlane są jakieś filmy północno-koreańskie? - zapytałem.
Panie osłupiały.
- Nie, chyba nie... na pewno nie.
- Ach, więc to jest festiwal filmów południowo-koreańskich - stwierdziłem autorytatywnie.
- Chyyyyba tak? Tak! - odpowiedziały.
- Nie sądzimy, żeby Korea Północna produkowała filmy warte obejrzenia - dodała jedna z pań.
- Ja też nie myślę, ale szkoda, że nikt nie sprawdził - podsumowałem.
W domu zajrzałem do programu festiwalu. Moją ciekawość potęgowały te tańczące figury w góralskich strojach.
Przeczytałem streszczenia kilku filmów:
- Because I love you - młody twórca ulega wypadkowi i gdy jego ciało leży w szpitalu, jego duch przenosi się do ciał różnych osób.
- A single rider - obiecujący finansista znajduje się na krawędzi bankructwa. Z desperacji wybiera się z wizytą do Australii gdzie przebywają jego żona i studiujący syn. Na miejscu stwierdza, że jego żona jest mocno zaangażowana w relację z sąsiadem.
- The Bacchus Lady - okazuje się, że ten termin oznacza starsze panie, które pracują jako prostytutki obsługujące jeszcze starszych panów. Jeden z klientów bohaterki filmu przeszedł wylew w mózgu i prosi ją o skrócenie jego życia.
- Our love story - dramat lesbijskiego związku.
No tak. Globalizacja. Takie filmy, może z wyjątkiem The Bacchus Lady, mogłyby powstać w każdym kraju. Dlaczego miałbym mieć ochotę obejrzeć akurat południowo-koreańską wersję?
Czytałem tylko dwie książki koreańskich autorów. Bardzo dobre. Obaj autorzy mieszkają w Korei Południowej, ale obie książki mają bardzo istotny północno-koreański wątek. Według mnie właśnie dlatego są takie dobre.
Nie mam złudzeń. Jestem przekonany, że film wyprodukowany w Korei Północnej to byłaby drętwa, propagandowa chała. Ale jednak... dlaczego nie możemy tego zobaczyć tylko jestesmy zdani na równie drętwą propagandę wolnych mediów na temat reżimu dynastii Kim.
Teraz zresztą, po ustaleniu kolejnych sankcji, to już musztarda po obiedzie.
Pozostaje tylko retoryczne pytanie: czy sankcje przyniosą efekty?
Okazuje się, że wyrosłem na sarkastycznego staruszka. Na cóż innego mogło zresztą wyrosnąć Dziecko Komuny - KLIK?
Wszedłem do środka gdzie dwie miłe panie wręczyły mi powyższy program festiwalu.
- Czy na festiwalu wyświetlane są jakieś filmy północno-koreańskie? - zapytałem.
Panie osłupiały.
- Nie, chyba nie... na pewno nie.
- Ach, więc to jest festiwal filmów południowo-koreańskich - stwierdziłem autorytatywnie.
- Chyyyyba tak? Tak! - odpowiedziały.
- Nie sądzimy, żeby Korea Północna produkowała filmy warte obejrzenia - dodała jedna z pań.
- Ja też nie myślę, ale szkoda, że nikt nie sprawdził - podsumowałem.
W domu zajrzałem do programu festiwalu. Moją ciekawość potęgowały te tańczące figury w góralskich strojach.
Przeczytałem streszczenia kilku filmów:
- Because I love you - młody twórca ulega wypadkowi i gdy jego ciało leży w szpitalu, jego duch przenosi się do ciał różnych osób.
- A single rider - obiecujący finansista znajduje się na krawędzi bankructwa. Z desperacji wybiera się z wizytą do Australii gdzie przebywają jego żona i studiujący syn. Na miejscu stwierdza, że jego żona jest mocno zaangażowana w relację z sąsiadem.
- The Bacchus Lady - okazuje się, że ten termin oznacza starsze panie, które pracują jako prostytutki obsługujące jeszcze starszych panów. Jeden z klientów bohaterki filmu przeszedł wylew w mózgu i prosi ją o skrócenie jego życia.
- Our love story - dramat lesbijskiego związku.
No tak. Globalizacja. Takie filmy, może z wyjątkiem The Bacchus Lady, mogłyby powstać w każdym kraju. Dlaczego miałbym mieć ochotę obejrzeć akurat południowo-koreańską wersję?
Czytałem tylko dwie książki koreańskich autorów. Bardzo dobre. Obaj autorzy mieszkają w Korei Południowej, ale obie książki mają bardzo istotny północno-koreański wątek. Według mnie właśnie dlatego są takie dobre.
Nie mam złudzeń. Jestem przekonany, że film wyprodukowany w Korei Północnej to byłaby drętwa, propagandowa chała. Ale jednak... dlaczego nie możemy tego zobaczyć tylko jestesmy zdani na równie drętwą propagandę wolnych mediów na temat reżimu dynastii Kim.
Teraz zresztą, po ustaleniu kolejnych sankcji, to już musztarda po obiedzie.
Pozostaje tylko retoryczne pytanie: czy sankcje przyniosą efekty?
Subscribe to:
Posts (Atom)

