Friday, May 8, 2026

Orientacja

 Orienteering, po polsku - Bieg na Orientację - KLIK (polska wersja strony jest bardzo uboga).
Zainteresowałem się tym sportem 35 lat temu, ogarnęła mnie wtedy pasja biegania maratonów narciarskich i potrzebowałem jakiegoś równoważnika na okres letni.
Bieganie wokół boisk czy na wyznaczonych ścieżkach wydawało mi się zbyt jednostajne, co innego szukanie punktów kontrolnych w nieznanym terenie.

W skrócie wygląda to tak...
Uczestnik otrzymuje mapę, na której zaznaczone są punkty, do których musi dotrzeć...


Punkt kontrolny...


Wygrywa ten, kto zrobi to w najkrótszym czasie.

Istnieje wiele odmian tego sportu - narciarska, rowerowa, kajakowa, nawet podwodna.
Próbowałem pierwszych trzech.

Jednak najbardziej podoba mi się Rogaine - odmiana wymyślona w roku 1976 przez trójkę Australijczyków - Rod Philips, Gail Davis, Neil Philips.
Jak na Australię przystało Rogaining to Orienteering do góry nogami - - nie musisz dotrzeć do wszystkich punktów, ale tylko do tych, które sobie wybierzesz, - żeby wygrać nie musisz pokonać trasy najszybciej - wszyscy mają ten sam limit czasu. Wygrywa ten zespół, który w przepisanym czasie zbierze najwięcej punktów - punkty kontrolne mają różną wartość zależnie od stopnia trudności dotarcia. Rogaining to sport zespołowy, logiczne - ponieważ istnieje zupełna swoboda wyboru trasy, to jest spora szansa zabłądzenia, lepiej mieć kogoś do towarzystwa.

Poniżej - ja w akcji...

Na początku moimi partnerami były dzieci. Wraz z córką zajęliśmy 2 miejsce w rogainingu na nartach. Wraz z synem spróbowałem 24-godzinnych zawodów. Oczywiście nie dałbym rady maszerować całą dobę, mieliśmy około 5 godzin snu w namiocie. Udało mi się zachęcić do rogainingu kolegów z pracy - zdobyliśmy nawet mistrzostwo naszego stanu w kategorii weteranów (ponad 40 lat ).

Bardzo często korzystałem również z usługi - Find a partner - należało podać jaki wynik zamierza się osiągnąć i w większości przypadków maszerowaliśmy zgodnie.

Istotna sprawa - organizatorzy zapewniają gorący, syty posiłek. Pewnego razu moją partnerką była dziewczyna z Korei. Zakończyliśmy wędrówkę, pora na posiłek, moja partnerka zapomniała przynieść sztućce. Mówię, że poprosimy w kuchni, ale ona podnosi z ziemi odpowiednie patyki, łamie na właściwy wymiar - I will use chopsticks.

Gorzej było gdy partnerem był Polak - oczywiście trafiliśmy na wysypisko rydzów. Kolega zbiera je gorączkowo, ja go poganiam bo czas ucieka.

- Boże, dziękuję Ci za te dary, wybacz proszę, że nie skorzystamy w pełni z Twojej łaski bo ten idiota (wskazuje na mnie) zmusza mnie do szukania tekturowych pudełek. Oczywiście spóźniliśmy się na metę - punkty karne.

Street Orienteering. Orienteering i Rogaining wymagają wielu godzin przygotowań trasy a udział w zawodach to wyjazd na jeden lub dwa dni. Na szczęście bardzo ciekawą imprezę można zorganizować również w mieście.

Mapa wygląda tak...

Te czarne linie to ulice - nazwy nie podane. W Melbourne zawody w Street Orienteeringu odbywają się przynajmniej raz w tygodniu, w dni robocze, o 6 wieczorem, czas trwania - 1 godzina - doskonałe uzupełnienie dnia pracy.

Rogaining - skutki uboczne. W roku 1997 uczestniczyłem w 24-godzinnym rogainingu z naszym synem - Michałem. Poszło nam całkiem dobrze. Następnego dnia, na uniwersytecie, do Michała zgłosił się przedstawiciel studenckiego Bushwalking Club - Michael, ty z Twoim partnerem wypadliście lepiej niż wszystkie zespoły studenckie. Proponujemy ci wyjazd na mistrzostwa Australii w Brisbane, pokrywamy wszystkie koszty, postaramy się znaleźć ci dobrego partnera. Propozycja przyjęta. Na te same zawody pojechała zupełnie przypadkowo Sarah, studentka tego samego uniwersytetu. Znaleźli się!!! Ślub odbył się dwa i pół roku później.

Tydzień przed ślubem... Do Melbourne przyjechała siostra mojej żony - Roma. Niedziela, piękna pogoda, Roma jest pełna energii.... wspominam, że za dwie godziny odbędą się zawody w Street Orienteering. - Idealne! Właśnie czegoś takiego mi potrzeba. Trochę się poruszam po tylu godzinach siedzenia w samolocie i pójdę wcześniej spać. Jedziemy na miejsce zawodów - wyjaśniam zasady gry, przypominam kilka razy, że słońce jest u nas po złej stronie - w południe będzie na pólnocy.

Mija godzina, zawody zakończone, wszyscy zawodnicy na mecie... oprócz Romy. Gdzie jej szukać? Labirynt ulic... wędrujemy 20 minut i dajemy za wygraną, kierujemy się na posterunek policji. W tym momencie Michał zauważa ciocię Romę, macha do niej, ale ja go powstrzymuję - zaczekaj, podejdźmy cicho i zobaczmy co się stanie. Roma wchodzi do pobliskiego sklepu, jest mocno zdenerwowana, podchodzi do ekspedientki... - Przepraszam, popatrz na tę mapę. Ja muszę dotrzeć do tego punktu - pokazuje - ale nie wiem, w którym miejscu teraz jestem. Czy możesz pokazać mi na tej mapie, w którym miejscu jest twój sklep? - A cóż to za głupia mapa? Tu nie ma nazw ulic. Dlaczego ty nie korzystasz z planu miasta, który można kupić w każdym kiosku? Skąd ty w ogóle masz taką mapę? - Od rodziny, ja tu przyjechałam dzisiaj rano z Polski... - Ty tu przyjechałaś do rodziny z Polski a oni dali ci taką mapę i wysłali samą na ulicę? Idź na posterunek policji - tu, naprzeciwko - jak im powiesz nazwisko tej rodziny, to oni ich znajdą. Chyłkiem wyprowadziliśmy Romę za sklepu. Wesele było bardzo udane, nikt się nie zgubił.

Kontynuacja - cała piątka naszych wnucząt okazjonalnie startuje w zawodach rogainingu. Kilka tygodni temu, środkowa para, wygrała zawody w kategorii juniorów.

P.S. Google, zapytane o Rogaine najprawdopodobniej odpowie tak:

36 comments:

  1. Ale ciekawa opowieść ile przygód. Skutki uboczne wspaniałe:-) Nie dziwię się, że cała rodzina jest zaangażowana w taki rodzaj aktywnego spędzania czasu. Gratuluję sukcesów!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Cóż ukrywać - mnie ta historia również bardzo się podoba.
      Dziękuję za życzliwe zainteresowanie :)

      Delete
  2. Niesamowite, toż to gotowy scenariusz na ciekawy film.
    Podziwiam nieustannie te Twoje biegi i udział w zawodach, a historia ze ślubem rewelacja.
    Ciekawe, czy twoja kondycja obecnie, to geny czy zasługa uprawiania sportów?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Obecna kondycja jest raczej słaba, czy to wynik sporego obciążenia serca przez około 20 lat?
      Może tak a może na odwrót.
      Z drugiej strony, dożyłem wieku jakiego nigdy się nie spodziewałem i jeszcze trafiają mi się radosne okazje.

      Delete
  3. Jak wynika z tej historii cała Twoja rodzina jest nieźle zorientowana:0
    Brawo i podziw.
    Podobne biegi na orientację miewaliśmy na obozach harcerskich i biwakach. Bardzo fajna zabawa.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zarówno harcerstwo jak i orienteering mają nieco mroczny rodowód - operacja militarna.
      Na szczęście możemy uprawiać je w warunkach pokojowych i mieć niezłą zabawę

      Delete
  4. Przeczytałam z zainteresowaniem bo nie wiem praktycznie nic o biegach na orientację. TO jednak wydarzenie nie dla mnie - mam słabą oriantację w terenie, a co dopiero połączenie z biegiem ^^
    Historia z Koreanką świetna, uśmiałam się :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję za wizytę, znalazłem informację na temat imprez tego typu w Korei ==> https://adventurekorea.com/orienteering-in-downtown-seoul/
      Orienteering na bazarze - spróbuj tyle potraw ile dasz radę :)))

      Delete
  5. Biegi na orientację to wspaniałe wspomnienie dawnych obozów harcerskich, szczególnie, gdy czasami urządzane były w nocy. A wtedy ukradkowe spotkania czy tylko spojrzenia z aktualnymi miłościami ♥️ już jako nauczycielka jeździłam kilka razy na letnie kolonie z Anglikami i oni zawsze urządzali zabawy na orientację że śmiesznymi zadaniami do wykonania.
    Ostatnio to takie mini- zabawy z wnuczętami na szukanie skarbów.
    Fajnie, że jesteś z nami.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak jest, harcerstwo, szukanie skarbów z dziećmi - to ostatnie praktykowałem wiele razy z wnuczętami.
      Druga strona medalu - patrząc na tabele wyników rogainingu i street orienteering widać wyraźnie, że przeważają ludzie po 50-tce.
      To logiczne - te zajęcia zajmują sporo czasu i nie dają tak oczywistych efektów fizycznych jak ćwiczenia w gymie pod okiem instruktora.
      Starsi ludzie mogą sobie na to pozwolić.
      Swoiste bogactwo.

      Delete
  6. O matko, bieganie powoduje zadyszkę i kolkę!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pełna racja!
      Dlatego proponuję orienteeeering - całkowite odwrócenie ról:
      - zorientuj się w terenie zanim złapiesz zadyszkę.
      - to nie kolka Ciebie złapie, ale Ty dziurkujesz kartę kontrolną.

      Delete
    2. Po moim ciepłym trupie. Chyba że pozwolą chodzić. Normalnie, bez biegania. Chodzić mogę godzinami.

      Delete
    3. Pozwalają chodzić?
      Tu jest Australia, w Street Orienteering jest kategoria Walkers Only - TYLKO dla chodziarzy.
      Zawody 5 razy w tygodniu, oprócz piątku i niedzieli.
      Przyjeżdżasz?

      Delete
    4. Przyjeżdżam. Jeszcze nigdy nie chodziłam do góry nogami!

      Delete
    5. Czekam, tylko zaopatrz się w odpowiednie sukienki/spódnice, do chodzenia do góry nogami.

      Delete
    6. To chyba jednak spodnie...

      Delete
    7. Znaczy szorty - słusztak

      Delete
  7. Ale żeście "pozamiatali" na tych zawodach w 1997 roku! Spóźnione gratulacje przesyłam :)
    No i jakże romantyczna historia Michała i Sarah! Życzę im kolejnych 26 wspólnych i szczęśliwych lat :)
    Biedna Roma ;) Nieźle ją urządziliście :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję za wizytę i życzenia.
      Urządziliśmy?
      Tak wyglądają pierwsze kroki każdego nowego przybysza do Australii - jeśli tylko spojrzy w kierunku słońca.

      Delete
  8. Po prostu SUPER! Uwielbiam takie rozrywki!
    /platonicznie, ale zawsze/
    Historie przepiękne, Lechu!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Szkoda, że platonicznie.
      Wygląda na to, że Melbourne jest jedynym miastem na świecie gdzie przeciętna osoba może uczestniczyć w orienteeringu ulicznym w łatwy sposób.
      Sprawdziłem przed chwilą - zawody 5 razy w tygodniu!
      Sprawdziłem kilka innych miast, również Pragę i Kraków - zachęcają do zorganizowania zawodów, mogą dostarczyć mapę i pomoc merytoryczną i tyle.

      Delete
  9. Biedna ciocia Roma, ale historia z Michałem i Sarah piękna! Bardzo mi się spodobała.
    Swojego czasu uczestniczyłam w biegach na orientację z mapą i kompasem z różnym skutkiem. 😆🫢 Fajna przygoda i ciekawostka. Dobrze wiedzieć, że u Was słońce świeci po północnej stronie. Pewnie widać też Krzyż Południa?

    ReplyDelete
    Replies
    1. Uczestniczyłaś w biegach na orientację - w takim razie spójrz tutaj ==> https://www.chicago-orienteering.org/events/2026/chicago_city_260607.php
      7 czerwca odbędzie się orienteering uliczny w bardzo atrakcyjnym formacie - znajdź punkt i odpowiedz na związane z nim pytanie.
      Krzyż Południa - widać, ale raczej słabo, przy okazji sprawdzę czy wnuczęta potrafią go znaleźć.
      Jednak Wielka Niedźwiedzica jest bardziej widoczna.

      Delete
  10. Bardzo ciekawa opowieść — widać, że Bieg na Orientację i jego odmiany stały się u Ciebie czymś więcej niż tylko sportem, raczej stylem spędzania czasu i przygodą, która łączy rodzinę, znajomych i różne życiowe historie 🌿

    Szczególnie ta forma Rogaining brzmi jak świetne połączenie strategii, współpracy i swobody wyboru trasy — i widać, że dała Ci sporo niezapomnianych momentów.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz rację, imprezy tego typu łączą ludzi. Szczególnie gdy odbywają się często i dość blisko domu. Sprawdziłem kalendarz street orienteering - 5 imprez w tym tygodniu.
      Chyba tylko Melbourne potrafi coś takiego zrobić.

      Delete
  11. Bardzo ciekawy sport. Przypomina mi wręcz odmianę gry komputerowej. Jest taka gra Quake i tam trzeba zdobywać punkty kontrolne. Jest walka o te punkty, im dluzej się je utrzyma, tym szybciej sie wygra.

    Takie skojarzenie wyszlo :)

    ReplyDelete
  12. Gier komputerowych jest zapewne tysiące, niektóre na pewno bardzo ciekawe i rozwijające, niestety to nie moja działka - nie wiem nic na ten temat.
    Z drugiej strony - orienteering i jego różne odmiany wymagają sporego wysiłku organizatorów - moje pełne uznanie dla klubów w Melbourne, które organizują imprezy 5 razy w tygodniu i pewnego wysiłku od uczestników - godzina spaceru.

    ReplyDelete
  13. Piękna opowieść. Ależ to życie pisze scenariusze!
    Niesamowite, w jaki sposób poznali się Michał i Sarah.
    W sumie dobrze, jak ludzi łączy pasja. ;)
    Wyobrażam sobie biegi na orientację potrafią wciągać i sprawiają radość. Mój tata uprawia biegi na radioorientację, więc co nieco słyszałam. ;)
    Ciotka Roma to naprawdę odważna kobietka!
    Ależ miała spacer! Wiesz, że z tym słońcem to nie kojarzyłam, że tak jest.
    A Koreanka popatrz, jaka zaradna!
    Rydze też mi się marzą, więc poniekąd rozumiem Twojego kolegę. Taka okazja na udane grzybobranie, a tu trzeba biec dalej. ;)
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rzeczywiście piękna opowieść :)
      Ludzi łączy pasja... w przypadku Michała i Sary był to bardziej przypadek niż pasja - Michał lubił rogaining, ale nie na tyle żeby robić to w uniwersyteckim klubie, Sarah pojechała na zawody nie bardzo wiedząc o co chodzi.
      I takie konsekwencje!!!
      Słońce na północy - może być bardzo mylące, to zresztą działa w obie strony.
      Kiedyś byłem ze znajomymi w Kanadzie, kolega prowadził samochód a ja miałem go "pilotować" i ciągle robiłem pomyłki bo już przyzwyczaiłem się, że słońce jest na północy.
      Grzyby na trasie zawodów - to jest dylemat :)
      Dziękuję za pozdrowienia i pozdrawiam.

      Delete
  14. Fajne przygody, a ta z ciotką najlepsza! No i grzyby - jeść czy zbierać pudełka - oto jest dylemat 😁

    Podoba mi się idea takich zawodów 👍

    ReplyDelete
    Replies
    1. Zgadzamy się, orienteering to bardzo dobry sposób spędzania czasu.
      Orienteering w terenie to jednak dziesiątki godzin przygotowań, street orienteering - wystarczy 2-3 godziny, dziwię się, że inne miasta tego nie organizują.

      Delete
  15. Podziwiam wspaniałej kondycji fizycznej — warto mieć hobby, które nie zmusza nas do ciągłego siedzenia przy komputerze! Niestety, z powodów zdrowotnych biegi nigdy nie stanowiły części mojego życia, najbardziej poświęcałem się pływaniu, jednakże to ostatnie, chociaż stanowi świetną gimnastykę, uważam za niezmiernie nudne — gdy swego czasu przepływałem po ponad 200 długości basenów, wychodziłem z wody jak pijany, a skóra i oczy były czerwonawe od chloru.

    Jednakże kilkanaście lat temu zainteresowałem się geocaching i przez jakiś czas się w to bawiłem, szukając łatwiejszych skrytek/pojemników, co też wymagało trochę aktywności fizycznej (nieporównywalnej rzecz jasna do Twojej). Raz nawet udało mi się zlokalizować dość „zaawansowaną” skrytkę umieszczoną na szczycie przepięknej górzystej wysepki, stanowiącej część małego archipelagu wysp i skał rozsianych wzdłuż jeszcze większej wyspy, dostępnej jedynie drogą wodną (w moim przypadku na kanu) na zatoce Georgian Bay, stanowiącej część jeziora Huron. Niezapomniana przygoda!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Kondycja fizyczna... na pewno jest potrzebna, ale w przypadku rogainingu - bez przesady.
      Po pierwsze - to MY planujemy trasę i możemy ją zaplanować według naszego gustu i możliwości.
      Po drugie - myślę, że bardzo niewielu uczestników jest motywowanych chęcią zwycięstwa, ważniejszy jest wielogodzinny pobyt w lesie.
      Pływanie - zgoda - baaardzo nudne.
      Geocaching - odwiedziła nas kiedyś blogerka z Polski i uświadomiła mi istnienie takiego sportu. Na początek znalazła kilka skrytek nad rzeką w Melbourne czym bardzo mi zaimponowała.

      Delete
  16. Wstyd przyznać, ale też chyba zacząłbym zbierać grzyby.
    Te „punkty” wydają mi się najbardziej interesujące.
    Ale rowerem, kto wie… Znalazłem coś takiego:

    https://www.swiss-orienteering.ch/files/broschueren/bike-ol_de.pdf

    Może zacznę ćwiczyć?

    Pozdrawiam pełen podziwu

    ReplyDelete
    Replies
    1. Orienteering na rowerze...
      Wyznam, że mam pewne zastrzeżenia - nie lubię wprowadzania maszynerii do lasu.
      Wprawdzie rower to nie potężny i ryczący samochód terenowy czy motocykl, ale jednak - obcy element.

      Delete