Wiosna w październiku, czyli tak jakby kwiecień, czyli - przeplata - deszcz i słońce, światło i mrok.
Niedziela - tydzień temu...
Wczesnym popołudniem pojechałem do centrum Melbourne na występ baletowy.
W programie Sleeping Beauty czyli Śpiąca Królewna - KLIK.
W pociągu pełno ludzi młoda Chinka natychmiast odstępuje mi siedzące miejsce.
Zbliżamy się do centrum, z okna pociągu widać okolice największego stadionu Melbourne Cricket Ground i tłumy ludzi dookoła.
Kilka tygodni temu relacjonowałem z tych okolic mecz futbolu amerykańskiego (100,000 widzów), teraz role się odwróciły - Melbourne Maraton - 60,000 biegaczy - KLIK.
Niech sobie biegną, pora na balet...
Oglądałem już Śpiącą Królewnę w wykonaniu zespołu Victorian State Ballet, w którym występuje nasz wnuk i niezbyt mi się podobał (balet, nie wnuk) - brak wyraźnego występu solowego lub duetu, brak poruszającego elementu muzycznego, do tego bardzo dłuuugi - ponad dwie godziny.
Ooops - ponad dwie godziny to było rok temu, w przedostatnią niedzielę było 3 godziny a zlinkowana powyżej strona Wikipedii podaje, że oryginalna wersja trwała prawie 4 godziny.
Premiera w St Petersburgu odbyła się w styczniu 1890 roku, zaskakujące, że w Polsce ten balet został wystawiony dopiero w 1956 roku???
Tym razem balet był wystawiony przez Stuttgart Ballet - wyznam, że zadziwiło mnie to - kilka tygodni temu relacjonowałem wizytę w Melbourne drużyn futbolu amerykańskiego, ale żeby balet leciał na taką odległość?
Na mecz futbolu przyszło 100,000 kibiców, na występ baletu pewnie trochę ponad tysiąc osób razy chyba 15 przedstawień - gdzie tu ekonomia?
Pora na pozytywy - niezwykle bogate dekoracje i stroje - wyznam, że poczułem się doceniony...
Jakże mocno to kontrastowało z ciemno-dostojnym wnętrzem teatru...
Koniec przedstawienia, wychodzę na ulicę - nadal jasno a nawet złoto...
Po powrocie do domu zauważam jasność na ścianie...
Rozmyślam nadal o tym maratonie - 60,000 - czyli każdy mieszkaniec Melbourne (4.5 miliona) powinien znać kogoś, kto w tym maratonie startował.
Zgadza się - już w poniedziałek zagaduję sąsiada na naszej ulicy (11 domów, około 30 mieszkańców) - tak jest, jego syn biegł pełen dystans.
Minęło 5 dni czyli pora na piątek i znowu balet, tym razem solidna pozycja - Dziadek do orzechów - do tego z poważnym udziałem naszego wnuka Feliksa...
Dziadek do orzechów - to już świąteczny repertuar, usportowiona strona Melbourne wybrała się w tym czasie na rajd rowerowy Dookoła Zatoki - Around a Bay in One Day (220 km) - KLIK.






Och, teatr i balet, to prawdziwa uczta duchowa!
ReplyDeleteCiągle święta nie kojarzą mi sie z ciepłym klimatem, ale i u nas coraz trudniej o śnieg i mróz w tym czasie...