Showing posts with label migawka. Show all posts
Showing posts with label migawka. Show all posts

Sunday, September 20, 2026

Tele mele dudki

 20 września - znaczy... ostatni dzień kalendarzowej zimy.
Spoglądam na termometr - +27C czyli tak jak wczoraj.
Hu-hu-ha - nasza zima gorąca!

Zimę w tym roku mieliśmy ciepłą, sezon narciarski krótki.
Maraton narciarski Kangaroo Hoppet odbył się, ale nie podali na jakim dystansie - słusznie - jakby podali to nie mogliby tego nazwać maratonem.
Widzę w tym szansę dla siebie, jeszcze kilka takich skrótów i może wrócę na śnieżne trasy.

Ale, ale... miało być tele?
16 września przypomniano nam, że telewizja istnieje w Australii 70 lat - wrzesień 1956, 2 miesiące przed olimpiadą w Melbourne - KLIK.
No to Polska była 4 lata lepsza - KLIK.
Dla mnie teoretycznie - zauważałem oczywiście telewizory na wystawach sklepowych, ale tak naprawdę to zasiadłem przed telewizorem dopiero w 1959 roku, w domu akademickim.

Po ślubie nie czuliśmy potrzeby oglądania telewizji, dopiero po urodzinach córki - 1971 - stwierdziliśmy, że telewizja może wypełnić długie wieczory w domu.

Kuwejt - anglojęzyczny program był istotnym kontaktem ze znanym nam światem. 
Jednocześnie pomagał dzieciom poznać język.

Australia - zasadniczo jak wyżej.

Ostatnie lata - telewizor włączamy raczej rzadko, głównie aby obejrzeć wiadomości.
No i właśnie jakaś furtka się zamknęła - multikulturalna stacja SBS przestała nadawać Wiadomości POLSAT.
Możemy je oglądać na każde żądanie - On Demand - na kanale internetowym.

Internet, komputer... sztuczna inteligencja.
Australia podjęła akcję na trzech frontach -
1. Nasz premier poleciał do USA porozmawiać na ten temat a szefem firmy Apple - KLIK.
Temat - niebezpieczeństwa SI - na marginesie wspomnę, że Australia uchodzi za lidera we wprowadzaniu ograniczeń korzystania ze Sztucznej Inteligencji.
Na drugim marginesie - Apple - znaczy jabłko... znaczy - wygnanie z Raju niewinności.
2. Australia wyraziła wstępną zgodę na budowę centrum komputerowego firmy Anthropic - KLIK.
Koszt - 32 miliardy dolarów.
Zużycie wody - tyle co 1,5 miliona przeciętnych Australijczyków.
3. Szykowany jest projekt ograniczenia używania sprytnych okularów (Smart glasses) - KLIK.

Sprytne okulary - o Boże! gdzie ja jestem?
Poprawiłem moje gapiowate okulary na nosie i poszukałem.... KLIK. 
Uwaga: zlinkowane video zostało nagrane rok temu czyli jest przestarzałe o wiele lat świetlnych.

Zdjąłem okulary i wyszedłem na zewnątrz....
Ciepło, zielono, ptaszki śpiewają - cudnie.
Nawet samochody dostosowały się do okoliczności.
Już od rana...

... kocham Jana.

Niektórzy są jednak niezdecydowani...


A niektórzy są chyba na rui...

Tuesday, August 25, 2026

Duchy w Melbourne

Ostatnie dwa wpisy wspominały o wielowymiarowości niemieckiego charakteru - dusza jak u Rosjan, forma jak u Francuzów... albo podejrzliwość jak u Rosjan, dokładność jak u Niemców.
W obu tych równaniach występują Rosjanie, zastanowiłem się - jak to jest z tą rosyjską duszą?

Okazja sprawdzenia trafiła się w roku 1991 - moja pierwsza wyprawa z Australii do Polski.
Żona podała mi listę zakupów - na liście - perfumy Chanel 5...


Warszawa - 1991 - całkowite oszołomienie - w Pałacu Kultury - sztuki Durrematta ustąpiły miejsca wielu przypadkowym sklepom, to nawet nie były sklepy, tylko jakieś sprzedawalnie.

Kupiłem włoskie półbuty, zapłaciłem ponad milion złooooootych.

Stadion Dziesięciolecia - tu oglądałem mecze lekkoatletyczne - Polska-RFN, Polska-USA... zastąpiły je setki handlarzy, sporo Rosjan i.... rosyjska DUSZA!
Proszę spytać Googla jak jest po rosyjsku - perfumy?
Duchy!!! духи - do tego te greckie litery - co za zapach!
Och Rosjanie - oni potrafili umieścić rosyjskiego ducha w buteleczce z francuską etykietą i sprzedać trzy razy taniej niż w sklepie z kosmetykami.

To wszystko przypomniało mi się w sobotę - zbliżają się urodziny jednej z wnuczek, żona mówi - kup jej perfumy Chanel 5.
Rosja daleko, pojechałem do centrum Melbourne...


Zaczynam w Royal Arcade - dziesiątki kawiarenek... i bezpośredni atak - zbliża się Dzień Ojca - powąchaj się...


Spokojnie, wnuczka przede wszystkim!

Na ulicy przelewa się tłum ludzi, moją uwagę przyciągają bezdomni... zupełnie obojętni na setki przechodniów. Godzina 10, większość jeszcze smacznie śpi.

Rosjan nadal nie widzę wstępuję więc do bardzo renomowanego domu handlowego Myer - KLIK.
Myer???
Czyta się majer. No to proszę nie mabajerować - sklep założył emigrant z Białorusi - KLIK - czyli jednak białorosyjska dusza.

Perfumy - proszę bardzo... całe piętro stoisk do wyboru...


Stoisko Chanel jest nieco na uboczu, kupuję bez targu, przecież to dla wnuczki!
Ekspedientka - Chinka.

Przyglądam się dokładniej - wszystkie ekspedientki we wszystkich stoiskach to Chinki!
A jak nazywają się perfumy po chińsku?
香水 - xiang-shui - brak skojarzeń.

Wychodzę na ulicę - jak to w środku metropolii - szerokie ulice i wąskie zaułki...


I ta koncentracja usług - Tatuaż i dwa kroki dalej - Usuwanie tatuażu - a między nimi - miejsce na kreatywność.

Trochę dalej... jakieś apokaliptyczne występy...


Dużo bardziej podoba mi się zespół trzech młodych Chińczyków w białych, kucharskich, strojach - błyskawicznie lepią pierogi...

I odwrotność - kolorowy świat zabawek dla dzieci...



Chińczyki trzymają się mocno... ale czy mają duszę?
Może wnuczka pokropi mnie swoją perfumą i przebudzę się z letargu.

Ten sam dzień - wieczór - jedziemy na występ baletowy naszego wnuka.
Późny wieczór, ciemno, daleka droga - na naszej trasie korki, próbuję innej trasy i... dróg pomieszanie. Znajduję miejsce na zatrzymanie samochodu, wzywam googlę na pomoc i pod jej kontrolą dojeżdżamy pod właściwy adres we właściwym czasie.

Balet - Giselle - KLIK.
Nasz wnuk tańczy rolę leśniczego Hilariona zakochanego w pięknej wiejskiej dziewczynie, która jest zauroczona przebranym księciem Albertem.
Ciąg dalszy łatwy do przewidzenia - nasz wnuk nie ma szans - cały drugi akt to tańce szalonych willid a może wiłów - wikipedia zapewnia, że to są słowiańskie zjawy - KLIK.
Wyznam, że balet niezbyt mi się spodobał.

P.S.
Poniedziałek... po śniadaniu włączam telefon a tam --- jeśli planujesz dzisiaj jakiś wyjazd, to najpierw spytaj ChatGPT o radę.

Thursday, July 30, 2026

Zmiana krajobrazu

 Dzisiaj, dla odmiany, zawędrowałem nad morze...

Linia brzegowa Melbourne liczy, bagatela - 264 km a ja dotarłem tam dopiero drugi raz w tym roku.
No cóż, poprzednim razem prawie sobie poparzyłem stopy.
Zahartowałem je ostatnimi spacerami po trawie i dzisiaj wdepnąłem w morskie odmęty...


Na zdjęciu tego nie widać, ale stopy są w wodzie.
Dzień mamy chłodny, ale półsłoneczny. Temperatura około 12C...





Żegnam się z morzem i zerkam na nadmorską dzielnicę Brighton - wiele drogich rezydencji, w tle stary kościół anglikański - St Andrew's Church - KLIK...


Kościół powstał w 1842 roku czyli zaledwie 7 lat po urodzinach miasta Melbourne. Obecny kształt nadano mu po pożarze w 1964 r.
Przy kościele jest niewielki cmentarz a na ścianie kościoła lista pierwszych zmarłych...


Policzyłem pierwszą kolumnę - 52 nazwiska, 17 osób zmarło w wieku poniżej 1 roku.

A teraźniejszość?
W Australijskiej polityce sporo się dzieje - właśnie premierka stanu Wiktoria zmieniła się na premiera, w tle ogromne afery korupcyjne.
W szerszym tle - bardzo szybko rośnie popularność bardzo prawicowej parti One Nation - KLIK.

Historia - po dzienniku TV  państwowa stacje ABC wyświetliła film o B. Geldofie - KLIK.


... muzyku, który zasłynął akcją pomocy dla Afryki.
W tamtych czasach oglądałem informacje o jego działaniu z dużym przejęciem.
40 lat minęło... sytuacja w Afryce znacznie się pogorszyła - TUTAJ relacja z Sudanu.

Zmiana nastroju, na początku lipca, we wpisie o książce na temat Kościuszki - człowieka i góry - wspomniałem o trudnościach spróbowania jedzenia australijskich Aborygenów.
Sprawa nabrała konkretnego kształtu bo za tydzień wpadnie do Melbourne znajomy narciarz z Kanady, zjemy lunch...
Spytałem googla o restauracje w Melbourne serwujące Aborygeńskie potrawy...
Pierwsze trafienie - powikłana strona internetowa, trzeba się natrudzić żeby dotrzeć do właściwej podstrony i dowiedzieć się, że restaurację zamknięto 2 lata temu.
Kilka dalszych prób naprowadziło mnie na właściwy adres - KLIK - żeberka z krokodyla i może coś więcej - cena A$385.
Hmmm... 

Skoro już o cenach mowa, to z dnia na dzień drożeje benzyna, a w niedzielę zdrożeje poważnie bo rząd przywróci akcyzę, którą wycofał na 2 miesiące.
Na wszelki wypadek zatankowałem - cena A$1.83 czyli około 4.79 PLN za litr.

Tuesday, June 30, 2026

Kaczka na rzęsach

 Usiadła kaczka na rzęsie...


i się trzęsie.

Podpłynął kaczor do kaczki - 
czemu tak się trzęsiesz kaczko?
Nieboraczko!
- Bo w którą nie obejrzę się stronę,
to wszystko zielone, zielone.
- Och kaczko, co ci szkodzi zieleń?
Spojrzyj w inną stronę i się nie leń.
Spoglądam na natury łono...
i wszędzie zielono mi, zielono.
No, kaczko, a cóż w tym złego?
Dookoła tyle zielonego.

Ale kaczka dalej stała na rzęsach
i się trzęsła...
Więc kaczor czując w sercu żal
odpłynął w zielono-szarą dal...



Monday, June 8, 2026

Długi weekend

 Dzisiaj - poniedziałek - a w Australii dzień wolny - czyli podobnie jak w Polsce, ale po złej stronie niedzieli.

Drugi poniedziałek czerwca to u nas King's Birthday - KLIK.
Król daleko - a co blisko?
Przed laty Urodziny Królowej (bo wtedy panowała nam Królowa) to był oficjalny początek sezonu narciarskiego.
Teraz chyba też jest, ale media jakoś o tym nie wspomniały.
Więc ja wspomnę, że w górach jest śnieg i uruchomiono kilka wyciągów.

Niestety narty to dla mnie bardzo dawne wspomnienia więc ograniczę się do dnia dzisiejszego.
No więc... piękna pogoda.
Wyszedłem na spacer...
Oficjalnie od 1 czerwca mamy już zimę, ale drzewa jeszcze pamiętają jesień...

---


 
Na ulicach chyba mniej ludzi, mniej samochodów - co ci ludzie dzisiaj robią?
Ja wróciłem do wspomnień, a te przypomniały święto Bożego Ciała.

Wyjaśnienie - w Australii Boże Ciało świętowano w ostatnią niedzielę, katedra w Melbourne zorganizowała z tej okazji całkiem imponującą procesję - tu video z zeszłego roku - KLIK.
W poniedziałkowych wiadomościach pokazano papieża biorącego udział w procesji Bożego Ciała w Madrycie - też w niedzielę.

Sprawdziłem - KLIK - zaskoczenie - w czwartek świętuje tylko kilkanaście krajów, nie ma wśród nich takich ostoi chrześcijaństwa jak Hiszpania czy Włochy, Argentyna czy Brazylia.

Cofnąłem się do wspomnień...
Rok... chyba 1955...
Boże Ciało - czwartek - dzień wolny od pracy i od szkoły - procesja.
Byłem już w szkole średniej - szkoła zorganizowała atrakcyjną wycieczkę - kilkanaście kilometrów od miasta, lasek nad rzeczką, będą atrakcje i gorący posiłek.
Obecność obowiązkowa.
Gdy wspomniałem o tym Mamie, podniosła brwi do góry - przecież wiesz, że w czwartek idziemy na procesję!
- Ale... 
- Nie ma ale.

Poszliśmy na procesję, czułem się bardzo niewyraźnie, otuchy nabrałem dopiero na widok kolegi z mojej klasy.
Jego matka podeszła do mojej Mamy - uścisnęły się - gdyby pani potrzebowała to mój mąż może wystawić Leszkowi świadectwo lekarskie.
Podskoczyłem z radości.

- Dziękuję pani bardzo - odpowiedziała Mama - pani mąż niepotrzebnie się naraża, przecież ONI wiedzą, że jesteśmy na procesji.
Poczułem mróz w sercu - dlaczego???
- Co za nonsens - komentowała moja Mama - niby wyznajesz Boga a jednocześnie kłamiesz. ONI właśnie na to liczą, że się ich tak boimy, że wyprzemy się własnej wiary.
W szkole powiesz, że matka kazała ci iść na procesję.

Jakoś nie podniosło mnie to na duchu.

Następnego dnia, już na progu szkoły, czekał na mnie kolega ze starszej klasy - działacz ZMP - Związek Młodzieży Polskiej - KLIK.
- M..ski - dlaczego nie byłeś wczoraj na wycieczce?
- Bo 
matka kazała mi iść na procesję.
Ta odpowiedź mocno go chyba zaskoczyła bo zastanawiał się dość długo, wreszcie powiedział:
- To doradź swojej matce żeby przeniosła cię do szkoły zawodowej, bo nasze liceum przygotowuje na studia a MY już dopilnujemy żebyś na żadne studia się nie dostał.

To było celne trafienie.
W ciężkich momentach moja Mama przywoływała pamięć kariery zawodowej mojego Ojca i jego braci - nie martw się synku, za kilka lat zostaniesz inżynierem i wszystko będzie dobrze.
Co ja teraz Jej powiem?
Bałem się wrócić do domu, aż do zmierzchu błąkałem się po parku, wreszcie ciemność i chłód zapędziły mnie do domu.
Mama bez słowa przygotowała mi coś do zjedzenie, dopiero potem spytała jak było w szkole.
Powiedziałem.
Widziałem, że była wstrząśnięta.
Pomódlmy się synku, nie wyparliśmy się Boga w czasie próby, módlmy się, żeby nam to zapamiętał.
Uklękliśmy koło siebie - modlitwa nie poprawiła mi samopoczucia.

P.S. Rok później nadszedł Październik 1956, zmiana rządu, ZMP został rozwiązany, dwa lata później zacząłem studia.

Saturday, June 6, 2026

W. Lutoslawski w Australii

Witold Lutosławski - polski kompozytor - KLIK.

Tak - był w Australii - to był rok... jakoś między 1988 - 1992 - byliśmy wraz żoną na koncercie, na którym dyrygował wykonaniem swojego utworu... może to były 3 poematy wg Henri Michaux - KLIK.
Mieliśmy nawet okazję porozmawiać z nim kilka minut, ale wyznam, że brakowało mi tematu do rozmowy.

Z drugiej strony - z lat szkolnych pamiętam że muzyka W. Lutosławskiego była często grana w radio jako ilustracja do słuchowisk dla dzieci.
Z trzeciej strony - festiwal Warszawska Jesień - zaskoczenie - W. Lutosławski brylował w czołówce kompozytorów muzyki nowoczesnej.

Przypomniałem sobie te chwile gdy dostałem powiadomienie, że w Melbourne przebywa Kwartet im.W. Lutosławskiego ---


Cel pobytu - tydzień warsztatów muzycznych w Australijskiej Narodowej Akademii Muzyki - ANAM a przy okazji 2 koncerty dla publiczności.

Ostatni piątek - ciemno i chłodno - u nas już zima.
Koncert miał miejsce w budynku byłego klasztoru - Abbotsford Convent.
Spory dystans do przejścia, po drodze mijali nas młodzi ludzie, szczególną uwagę zwracali ci z wiolonczelami na plecach.

Koncert - w programie  Grażyna Bacewicz - 3 kwartety - na 4 skrzypiec, na 4 wiolonczele i na kwartet smyczkowy.
Największe wrażenie zrobił na mnie ten drugi - 4 wiolonczele - KLIK.
Glissanda przeplatane ze stukaniem, skojarzenie - Tren pamięci ofiar Hiroszimy - czułem niepokój, ale nie na miarę bomby atomowej.
Po przerwie - m.in. II kwartet smyczkowy K. Szymanowskiego.

Wrażenia ogólne - sam pobyt w sali koncertowej wzbudza we mnie pewne emocje, ale tym razem tych emocji nie wzmacniała muzyka.
Oczywiście były momenty, które przyspieszały bicie serca, ale tylko na chwilę.

Miłym urozmaiceniem była rozmowa prowadzącego koncert z członkami kwartetu - młodzi ludzie, weseli, zrelaksowani, mówili po angielsku bez obcych akcentów.
Sympatyczny wieczór, ale już nie nasz świat.

Dzisiaj - sobota - program radiowy ABC/Classic zdominowany przez co dwuletni plebiscyt, tym razem - Greatest classical music of all times - Najwspanialsza muzyka klasyczna wszechczasów - KLIK.

Z jednej strony, nie przywiązuję większej wagi do podobnych głosowań, z drugiej - ciekawi mnie czy są jeszcze osoby o podobnych upodobaniach muzycznych, no  i okazja do wysłuchania w radio znanych utworów.
Połowa plebiscytu za nami  - uwagi ogólne - sporo muzyki filmowej - no tak, to łatwiej przełknąć.
Sporo muzyki australijskich kompozytorów - też dobrze.
Zaniepokoiło mnie trochę, że połowa moich faworytów wylądowała w drugiej pięćdziesiątce.
Kto wygra - obawiam się, że znowu IX Symfonia L. van Beethovena :(

Coś z życia...
W czwartek odbywałem wizytacje charytatywne (Stowarzyszenie św Wincentego).
Lało jak z cebra.
Ciekawy przypadek - samotna pani mieszkająca w osiedlu domków opieki społecznej.
W domu ciemno...
- Awaria elektryczności? - pytamy.
- Nie, uznałam, że elektryczność zbyt dużo kosztuje i zrezygnowałam. Jestem za stara do pracy, za młoda na emeryturę, żyję z bezrobocia.
- Nie oglądasz telewizji?
- Przecież widzicie, że nie mam telewizora.
Na marginesie rozmowy dowiadujemy się, że nasza klientka ma troje dzieci, jest kwalifikowanym trenerem psów, udziela się w instytucjach charytatywnych, pracowała w firmie prowadzonej przez rodzinę z Arabii Saudyjskiej.
Dosyć - zasadniczo nie powinniśmy rozwijać tematów, które nie mają niczego wspólnego z dzisiejszą prośbą o pomoc.
 A szkoda...

P.S. Kilka dni temu podano informację, że wysokość minimalnej płacy w Australii podniesiono na A$26 za godzinę, co daje ponad A$1,000 za pełnowymiarowy tydzień.
Czyli ponad A$50,000 rocznie.
Przypomniała mi się moja pierwsza posada w Australii ( 43 lata temu) - A$24,000 rocznie - wystarczyło żeby kupić dom.
Teraz większości osób na to nie stać.

Wednesday, May 27, 2026

Duchy wszędzie

 Ostatnia niedziela - Zielone Świątki - Zesłanie Ducha Świętego...

Pierwszego ducha zauważyłem już w piątek i to na zielonym tle...


Był czas dla ducha, pora zrobić coś dla ciała.
Byłem na placu zabaw gdzie jest kilka maszyn do ćwiczeń.
Siedzenia pokrywała poranna rosa...


Zdmuchnąłem ją, poszarpałem się z maszyną i udałem się na spacer po pobliskich ulicach. Zahaczyłem też o ulicę,  przy której mieszka uduchowiona pani Deborah - KLIK.

Ledwie zrobiłem kilka kroków a usłyszałem wołanie - Lech?
- Debra!
Nie widzieliśmy się prawie rok...
O czym tu mówić?
Wiadomo, o zdrowiu - moim i mojej żony.
O... polityce, o orkiestrze Armii Zbawienia - KLIK.
A od muzyki już tylko mały kroczek do DUCHA...
Deborah spojrzała w niebo, położyła mi rękę na ramieniu i zaczęła swoją tyradę.
Niestety, jak na mój gust, było tam zbyt wiele wzmianek wiecznej nagrody w Niebie a na dodatek jeszcze męki bez końca dla Putina i jego poprzedników.

Tu przypomniało mi się jak wiele lat temu, w kazaniu z okazji Zielonych Świątek, ksiądz zauważył, że z praktycznego punktu widzenia są one chyba ważniejsze od Bożego "Narodzenia" gdyż przez resztę naszego bytu na tym świecie to właśnie Duch Święty będzie jedynym boskim reprezentantem.

Póki co moim pierwszym łącznikiem z otaczającym światem jest Google-AI - Sztuczna Inteligencja - SI.

Ostatnio zrobiło się sporo hałasu po wypowiedzi Olgi Tokarczuk na ten temat.
Wiele osób odniosło się krytycznie.
Zastanowiłem się... na ile istotne jest dla mnie kto jest autorem książki?
Trochę jest - gdy książka mi się podoba odczuwam również sympatię do autora.
Chciałbym się czegoś o nim, o niej, dowiedzieć. Chciałbym przeczytać kolejną książkę.
Tu zaczyna się już nieco chwiejny grunt... wiele lat po śmierci słynnych twórców pojawiają się ich biografie, które mocno szpecą ich wizerunek.
Czy coś w tego wynika?
Dla mnie nic.

Czy więc jest istotne czy książkę napisał(a) podany na okładce autor(ka) czy ktoś inny?
Tu przypomniały mi się dawne spory na temat - kto naprawdę napisał dramaty Szekspira - KLIK?
Najbardziej podobała mi się odpowiedź - napisał je ktoś zupełnie inny, oszust, który dla niepoznaki przybrał nazwisko Wiliam Szekspir.

Dodatkowa komplikacja, to kwestia - jak duża jest część książki napisana przez SI?
Może tylko opisy krajobrazów albo egzotycznych miejsc?
Wiadomo, że wielu znanych pisarzy zatrudniało do powyższych zadań autorów-widmo (ghostwriters) - dobry przykład TUTAJ.
I co?

Istnieje oczywiście negatywna strona medalu -
SI może przemycić w swoim tekście elementy działające w określony sposób na psychikę czytelnika - chęć kupna jakiegoś towaru czy usługi, poparcie dla jakiegoś polityka... możliwości jest wiele.
I jeszcze kwestia praw autorskich.
Czy pisarz powinien informować jaki jest udział SI w jego dziele?
Czy firma, która dostarczyła usługi SI może się domagać udziału w tantiemach?

Monday, May 25, 2026

Ale jaja

 Dość długo siedziałem cicho, ale w końcu jajo się stłukło... nie jedno...


Jedna z naszych wnuczek dostała zadanie zorganizowania obozu treningowego dla drużyny canoe-polo.
Poszła na łatwiznę - zaprosiła 6-8 osób na nocleg w rodzinnym domu.
Rezultat - wyeksmitowana część rodziny sprowadziła się do nas na dwie noce.
Znaczy dwa śniadania...


---


---


Pozostałe składniki, a było ich chyba tuzin, nie były tak fotogeniczne.

Jednak nie samym chlebem człowiek żyje.
Po 7 tygodniach nieuchwytności zgłosiła się wreszcie firma, która wymieni nam zrujnowane w Wielki Piątek - KLIK - drzwi od garażu...


Firmę reprezentował jeden pan - pełne uznanie - bez żadnej pomocy zlikwidował prowizoryczne drzwi i zainstalował nowe co było całkiem skomplikowaną operacją.
Do tego był bardzo rozmowny co stwarzało pewien kłopot - zostać z nim pamiętając, że - pańskie oko konia tuczy, czy cieszyć się towarzystwem wnucząt.
Musiałem się nieco rozdwoić.

Przy okazji odświeżyłem swoją wiedzę na temat nowoczesnych technologii.
Pan od drzwi wyliczył mi conajmniej 5 plusów dzięki którym nowe drzwi są lepsze od starych. Półgębkiem wspomniał istotny dla mnie detal - trzeba je regularnie czyścić i co trzy lata organizować konserwację.
No tak, a te stare... przetrzymały 27 lat bez żadnych pielęgnacji.

Tuesday, May 5, 2026

Bach, CePEm WAM, Bach!

Kilka dni temu nasz syn i synowa obchodzili 26. rocznicę ślubu - BACH!
Niedziela - rocznicę celebrowaliśmy w przytulnej kawiarni - Four Beans Cafe.


Four Beans - Cztery ziarna - zgadza się - właśnie tyle dzieci im się urodziło.
Dwoje z nich zagrało nam tęczową piosenkę - KLIK.


Powrót do domu i energiczny początek tygodnia...
Najpierw coś dla zdrowia - zawiozłem żonę do szpitala na medyczną procedurę.
Prosto za szpitala na... koncert muzyki symfonicznej, to już trzeci
 koncert w ciągu ostatnich 15 dni, przypominają mi się czasy studiów.

Muzyka W.A.Mozarta przeplatana z muzyką synów J.S. Bacha - Jana Christiana i Carla Philippa Emanuela (CPE) - czyli jak w tytule.

Na początek I symfonia W.A.Mozarta, napisał ją w wieku 8 lat. W tym czasie (1764-65) odbył on z ojcem długą podróż muzyczną po Europie, na trasie był Londyn gdzie Wolfgang miał okazję zapoznać się z muzyką J.C. Bacha i to wyraźnie wpłynęło na kompozycję I symfonii (w P.S. są linki do wszystkich utworów wykonanych na koncercie).

Johann Christian Bach - 1735-1782...


Najmłodszy syn Jana Sebastiana (1685-1750)...


Spore podobieństwo, ale duża różnica muzycznego stylu. 
Nic dziwnego J.C. urodził się gdy jego ojciec miał 50 lat, był dwudziestym (ostatnim) dzieckiem.

Koncert bardzo dobrze wykonany i dobrze zsynchronizowany.
Ledwie zdążyłem wyjść z sali i włączyć telefon a tu już dzwoni lekarz ze szpitala - dobra wiadomość - zabieg udał się bardzo dobrze, żona wyjdzie ze szpitala jutro(wtorek) około południa.

Świetnie - co tu zrobić z kilkunastu godzinami "wolności"?

Bach - telefon z warsztatu naprawczego - twój samochód będzie gotowy za dwie godziny, oddaj wynajęty samochód i zadzwoń do nas to wyślemy po ciebie taksówkę.

I jak marionetka - odwożę, oddaję, słucham jak dzwonią, wsiadam gdy po mnie podjeżdżają, wysiadam, odbieram, wsiadam - moja świadomość zostaje uderzona CEPEM - uważaj, tu wszystko działa inaczej!
Szczęśliwie dojeżdżam do domu...
Akcja - za 2 godziny przychodzi córka na obiad - większość potraw gotowa, pozostało ugotowanie i starcie buraczków - czerwono mi czerwono...

Wieczór upływa nam w miłej atmosferze.
Noc równie dobrze - śpię jak zabity.... ale jednak żywy bo wstaję o właściwej porze i odbieram żonę ze szpitala.

To była Majówka! 
No mówię W.A.M.

P.S. 
Program koncertu:
- W.A. Mozart - Symfonia nr 1 - KLIK.
- C.P.E. Bach - Symfonia b-moll - KLIK.
- J.C. Bach - Sinfonia Concertante - KLIK.
- W.A. Mozart - Symfonia nr 31 - KLIK.

Monday, April 20, 2026

2 godziny w Brandenburgii

Niedziela - wyprawa do miasta na koncert - już/dopiero trzeci w tym roku. 
Podobnie jak 8 marca wystąpiła Australian Brandenburg Orchestra, tym razem jednak nie było żadnych włoskich wstawek - Bach, Telemann, Haendel.

6 tygodni różnicy - podczas poprzedniego koncertu temperatura sięgała 36C, w ostatnią niedzielę rano było 4C. Na szczęście był słoneczny dzień, nad rzeką tłumy ludzi - spacerują, szykują BBQ.
Na szosie też gęsto od pojazdów, przed samym celem utknęliśmy w sporym korku.

Koncert - pełna sala, sympatyczni ludzie, poczuliśmy się jak w domu - zapomnieliśmy o upływie czasu i zmianie miejsca pobytu.

J.S. Bach - Kantata Wachet Auf - Czuwajcie - KLIK.
Być może za bardzo sobie wzięliśmy do serca to polecenie gdyż w kolejnym punkcie programu dosłuchaliśmy się usterek.
J.S. Bach - Koncert na dwoje skrzypiec - KLIK - za szybko, szczególnie w I części, a my pamiętamy wykonania D. Ojstracha - zwolnijcie proszę.
Na szczęście w drugiej części kompozytor ich przyhamował.

Nie zamierzam tu relacjonować koncertu, nie potrafię.
Koncert skończył się o 7, ale przecież mamy czas zimowy - ciemno wszędzie.
Idąc do samochodu napotykam wielu młodych ludzi idących w przeciwnym kierunku. Domyślam się, że wyszli z pobliskiego teatru - podnosi mnie to na duchu.

W domu znajduję email od znajomego - piosenka stworzona przy pomocy SI - KLIK.

Co o tym myślę?

Po pierwsze, jestem już tak zaskorupiały, że nie interesuje mnie nowa muzyka, wystarczy mi to co dobrze znam.
Po drugie - a co by było gdyby ktoś udowodnił, że J.S. Bach, W.A. Mozart nie skomponowali osobiście przypisywanych im utworów lecz dostali je od wysłańców z kosmosu?
Jak dla mnie - nic.
Muzyka to dla mnie jakiś nierealny świat więc dlaczego twórca miałby być realny?

Saturday, April 4, 2026

Przed Świętami

 To powinien być czas wyciszenia...
Piątek - wczesne popołudnie - BAAANG!!!
Coś huknęło nieopodal naszego domu, ruszam w kierunku drzwi a tam już ktoś do nas dzwoni.
Otwieram - sympatyczny Chińczyk
- Przepraszam, ale wjechałem samochodem na wasz podjazd żeby wykręcić i... walnąłem w drzwi od garażu.
Wychodzę przed dom - rzeczywiście walnął...


Idę od drugiej strony sprawdzić jak wygląda garaż w środku, ale najpierw widzę tylne drzwi...

Jejku!?
Co się dzieje?
Proste - Chińczyk stuknął w drzwi, drzwi stuknęły w nasz samochód a ten stuknął w kolejne drzwi.
Samochód ma teraz odpowiednie wgniecenia z przodu i tyłu.

- Przepraszam - przerywa Chińczyk - my teraz spieszymy się do kościoła, po nabożeństwie przyjdę i wyjaśnimy sprawę. My pokryjemy wszelkie koszta.

Słuszna racja - co boskie Bogu, co ludzkie to chwilę potem.

Zadzwoniłem do ubezpieczenia - ku mojemu zaskoczeniu pracowali (Wielki Piątek to dzień wolny od pracy).
Przyjęli zgłoszenie wypadku - dodałem uwagę, że sprawa jest krytyczna gdyż moja żona ma trudności z poruszaniem się po schodach a zatem garaż to jej jedyny sposób wyjścia z domu.
20 minut później zadzwonił fachowiec i powiedział, że będzie u nas za chwilę.
Był - bardzo sympatyczny - Czech z pochodzenia.
Powalił młotem we frontowe drzwi garażu i wyprostował je na tyle, że mogłem wyprowadzić samochód na ulicę.
Ufff - nie będzie problemu z sobotnimi zakupami i święconym w polskim kościele.

Sobota 7:20 rano - przybyło dwóch fachowców.
Usunęli stare drzwi i założyli tymczasowe. Temat zakończą w przyszłym tygodniu gdy otwarte będą sklepy.

Tymczasowe drzwi, od środka garażu wygląda to tak...

Przypomina mi się Kazimierz Wielki - zastał Polskę drewnianą a zostawił murowaną.
No to ja wróciłem do czasów Łokietka.
Swoją drogą... jak ładnie to drzewo pachnie.

Widok z zewnątrz...

Pora na zakupy.
Samochód stał całą noc na dworze, podchodzę i co widzę?
Przednia szyba cała zapaćkana g...wnem.
No tak, przecież w wiadomościach wspominali, że na statku kosmicznym mieli awarię toalety i ... naprawili.
Ładna mi naprawa jak wszystko spadło na nasz samochód.

Nie byłem pewien czy zmywać szybę czy powiadomić agencję kosmiczną żeby zabezpieczyli próbki GNA?

Jednak uznałem, że w obecnej sytuacji politycznej lepiej się nie wychylać - zmyłem, zrobiłem zakupy, poświęciłem wielkanocny koszyk i mam nadzieję doczekać Wielkanocnej Niedzieli.

Wszystkim Czytelni(cz)kom tego blogu życzę radosnej i pogodnej Wielkanocy.

Wednesday, March 11, 2026

Koń z pierogami

Dwa tygodnie temu donosiłem o obchodach Chińskiego Nowego Roku.
Rok nadal trwa ( już 4724 ) - nasz Dom Sąsiedzki...
 

...przysłał mi zaproszenie na pierogi.

Niewielka sala, 4 stoły - przy dwóch grono chińskich pań ugniata, wałkuje, faszeruje pierogi.
Przy dwóch siedzą goście - dokonuję inspekcji - wiem, że z usług tego domu korzysta kilka osób,  którym udzielamy pomocy w imieniu Stowarzyszenia św Wincentego, ale nie zauważam nikogo znajomego.
Z drugiej strony, na pierwszy rzut oka, kilku panów kwalifikowało się do takiej pomocy.
Po kilku minutach pierogi trafiają na talerze - ok, w porządku... jednak pierogi kupione w chińskim sklepie mają delikatniejsze ciasto, ale licho wie co oni tam dodają...

Pierwszy głód zaspokojony, podnoszę głowę...


Ozdoby wycięte przez panią, która nie robiła pierogów.

Inna pani, konsumentka pierogów, opowiada wydarzenia ostatniego weekendu -
W sobotę wieczorem usłyszała energiczne stukanie do drzwi - otwiera - nikogo nie ma.
Ledwie zdążyła zamknąć drzwi a tu stukanie się powtarza.
Otwiera znowu, coś ją tknęło spojrzeć pod nogi, a tam papuga - różowa kakadu, z bardzo groźną miną...

Galah (Eolophus roseicapilla albiceps) male Adelaide.jpg
By Charles J. Sharp - Own work, from Sharp Photography, sharpphotography.co.uk, CC BY-SA 4.0, Link

Zaprosiła papugę do środka a ta, otworzyła dziób i wylała na nią całą litanię żalów i pretensji. Problem w tym, że mówiła po grecku i pani nie rozumiała ani słowa.
Nie mając żadnych znajomych Greków musiała znosić te narzekania przez całą niedzielę.
W poniedziałek zadzwoniła do centrum opieki na zwierzętami  a tam było już zgłoszenie zaginięcia i sprawa zakończyła się pomyślnie.

Pierogi zjedzone, mam 20 minut czasu - podążam do pobliskiego McDonald's na lody.
Nie byłem tu pewnie 10 lat i zaskakuje mnie technologia zamawiania produktów - ekran, na nim wiele opcji, wygląda na to, że koniecznie trzeba mieć na telefonie którąś z wyświetlonych aplikacji.
Nie ze mną takie numery, po wielu próbach, nie wiem w jaki sposób, udało mi się zamówić i zapłacić gotówką.
Przy okazji obserwowałem obsługę lokalu - 6+ młodych osób - wszystkie w nieustającym ruchu - czytają zamówienie wyświetlone na ekranach - tu podstawią papierową torbę, tam zaczerpną coś do pojemnika, tu wyciągną coś z lodówki - pakowanie, wydrukowanie etykiety - anons - Numer 119!
Zrobili na mnie bardzo sympatyczne wrażenie - szczupli, koordynacja ruchów jak w balecie, odnosili się do siebie bardzo miło.
Poczułem się dobrze w tym towarzystwie... żeby tylko nie było tego silnego zapachu frytek,  no i lody mocno za słodkie.

Teraz nadeszała moja kolej - tydzień temu wspominałem o spotkaniu dyskusyjnym w Domu Sąsiedzkim - tym razem ja miałem coś opowiedzieć.
Temat - Joice NanKivell-Loch - Australijka, która niechcący działała w Polsce po wojnie 1920 roku. Działalność jej i jej męża została nagrodzona Orderem Orła Białego.
W 1923 roku przeniosła się wraz z mężem do Grecji borykającej się z masą problemów po wojnie turecko-greckiej.
Tam zastała ich II Wojna Światowa i list od Melchiora Wańkowicza - wrzesień 1939 - w Bukareszcie przebywa około 3,000 Polaków, uciekinierów z Polski, władze Rumunii nie chcą ich wypuścić - zróbcie coś!
Zrobili - pojechali do Bukaresztu i pod egidą Stowarzyszenia Kwakrów zorganizowali operację Pied Piper (Flecista z Hamelinu). 
Wszyscy uciekinierzy zostali przetransportowani do (brytyjskiej) Palestyny.
Joice i Sydney pomagali prowadzić obóz uchodźców.
Po roku dostali ogromny zastrzyk uchodźców - ZSRR zgodził się na utworzenie Armii Andersa, jednocześnie zgodził się na wypuszczenie z obozów wielu Polaków.
Do obozu, w którym pracowali Joice i Sydney przybyło ich kilkanaście tysięcy...

Ufff - prezentowałem ten temat już dwa razy wcześniej i chyba wtedy poszło mi lepiej.
Nie wiem co zaważyło - zmęczenie, zbyt małe audytorium... ale tym razem nie czułem pozytywnej energii.

Wieczór - przypomnę, że w dniu Święta Kobiet obejrzeliśmy wraz z żoną film Chopin, Chopin.
Co w takim razie obejrzeć w dniu święta mężczyzn?
Obejrzeliśmy na youtube Młodość Chopina - polski film z 1952 roku.

Jak wspomniałem film Chopin, Chopin raczej nas przygnębił.
Młodość Chopina na początku nas bawiła, ale potem zaczęła nużyć - rozgrywki polityczne - widać było rękę Leona Kruczkowskiego, autora powieści Kordian i Cham - przeciwstawianie interesów szlachty i chłopstwa.

Tak więc oba Święta - zakończyły się w minorowym nastroju.

Na szczęście przyszła środa - oboje z żoną mamy po kilka wizyt u lekarzy więc staniemy mocno na nogi.

P.S.
Joice NanKivell-Loch - Wikipedia - KLIK.
Joice NanKivell-Loch - moja opowieść == KLIK + KLIK.

Sunday, February 22, 2026

Postny kalejdoskop

 Wielki Post trwa, w kalendarzu liturgicznym, życie toczy się... kolorowo.

Sobota - dostałem powiadomienie z biblioteki, że mają dla mnie zamówioną wcześniej książkę, pojechałem odebrać i trafiłem prosto pod kopyta Ognistego Konia.
Biblioteka znajduje się w centrum mojej dzielnicy zamieszkałym głównie przez osoby pochodzenia chińskiego. Dostałem powiadomienie, że główne ceremonie będą w sobotę więc oczekiwałem Bóg wie czego i zawiodłem się...

Ceremonie zostały wtłoczone w boczną, wąską, uliczkę co miało oczywiście ekonomiczny sens - wszystkie byznesy mogły działać bez zakłóceń, ale stare przysłowie mówi - Koń albo Mamona - Koń przegrał...

Wejściową bramę przekraczałem na nieco chwiejnych nogach, przepraszam również za kiepską jakość zdjęć, ale większość robiłem pod słońce więc nie wiedziałem co czynię...


Uliczka wyznaczona na ceremonie była zastawiona namiotami, w których sprzedawano głównie jedzenie...

W tle dominuje spory blok mieszkaniowy, jeden z tuzina, wewnątrz wszystkie informacje po chińsku.

Widok w drugą stronę...

Na przyległych placach zainstalowano karuzele, zjeżdżalnie, pociąg dla dzieci...

Stoiska banków i agentów nieruchomości, miłym zaskoczeniem było silne stoisko Armii Zbawienia.

Wreszcie słyszę walenie bębnów - rusza Noworoczna Procesja - niestety niewiele z tego widzę...


Na końcu ulicy, nie wiem z jakiej okazji, mała zagroda dla zwierząt gospodarczych... konia wśród ich nie ma, poleciał świętować...

I to by było na tyle na ten temat.

W drodze do domu wstępuję do supermarketu a tam przypomnienie, że nadchodzi kolejna okazja do świętowania...

Chwila ciszy i skupienia - zaglądam do Facebooka a tam informacje o Biegu Piastów...

W tym roku kilku moich znajomych z Australii i Kanady wybrało się do Chin i Europy na cykl maratonów narciarskich - Chiny, Austria, Włochy, Czechy, Finlandia, Estonia, Polska.
Wszędzie mieli śnieg jak na zdjęciu albo i gorzej... znaczy zamieć śnieżna podczas biegu.

Późny wieczór - właśnie kończy się olimpijski wyścig na 50 km mężczyzn - włączam tv - trasa wykręca niezwykła esy-floresy, na czele dwóch norweskich biegaczy, wygrywa Johannes Klaebo. To już szósty jego złoty medal w tych igrzyskach.
Jak to w końcu jest?
Jesteśmy na etapie takiej specjalizacji a tu ten sam zawodnik wygrywa 1,500m, 50 km i wszystko pośrodku, do tego różnymi stylami???

Niedziela - jak zwykle poranna msza.
Jak zwykle - sporo osób zdąża w stronę kościoła. Korek samochodów na ulicy.
Idę powolutku, wyprzedza mnie kilka osób, wszystkie pochodzenia chińskiego, wszystkie mnie pozdrawiają - o ileż to lepsze niż te "końskie" ceremonie w sobotę.

Wednesday, February 18, 2026

Środa Popielcowa

 ...jest dzisiaj.

Poranny ceremoniał...
Najpierw WORDLE - dzisiejsze słowo przypomniało mi niedzielną transmisję z Zimowej Olimpiady...


Google Chrome wyświetliło mi nagłówki wiadomości, które według ich rozeznania mogą mnie interesować, na pierwszej pozycji - dzisiaj rozpoczyna się Ramadan!

O Środzie Popielcowej ani mru-mru...
Nieważne, ja i tak pospieszyłem na mszę.
Miłe zaskoczenie - kościół wypełniony w 99%.

Refleksja wizualna...
Podczas opisanego w poprzednim wpisie niedzielnego koncertu miałem trochę czasu aby przyjrzeć się publiczności i ze smutkiem stwierdziłem - bardzo, bardzo brzydcy ludzie (poza moją żoną oczywiście). 
Pozytywne były ich figury, bardzo niewiele otyłych osób, ale wątpliwa to pociecha gdy kształty były czasem karykaturalne a twarze.... zdecydowanie brzydkie.

Mając to w pamięci uważniej przyglądałem się ludziom na dzisiejszej porannej mszy...
Proporcje były inne - seniorzy stanowili może 30%, ale jednak z przyjemnością patrzyłem na ich twarze.
Osobna sprawa to profil etniczny. Na koncercie prawdopodobnie ponad 80% to były osoby o anglosaskich korzeniach podczas gdy w naszym kościele takie osoby stanowią może 40%.

Wniosków nie wyciągam.

Po śniadaniu skoczyłem do polskiego sklepu po stosowne zakupy - salceson i szynka.

Kolejna wizyta - biblioteka - zauważyłem dwie dziewczyny w mundurkach szkolnych - na czołach miały jeszcze czarne plamy - widocznie w pobliżu jest katolicka szkoła. 
Pożałowałem, że ja już obmyłem czoło.

Z Olimpijskiej beczki...
Kilka dni temu trafiło mi się obejrzeć jazdę szybką na lodzie, 3000m kobiet, zawodniczka - Francesca Lollobrigida...


Lollobrigida!?!
Gina Lollobrigida,  Fanfan Tulipan - to był chyba pierwszy film, na którym zwróciłem uwagę na urodę aktorów. Mało tego, zmieniłem własną fryzurę.

A Francesca Lollobrigida?
5,000 m - prawie 7 minut - oglądałem z przykrością - nienaturalnie zgięta sylwetka, ciało pokryte jakimś kosmicznym kostiumem. Na powyższym zdjęciu widać twarz... a może to produkt SI?
I UDA - chyba 80% postaci na zdjęciu to... kończyny dolne.
Przypomniałem sobie swój UDar sprzed prawie 2 tygodni... no to teraz mi przeszło.
W samą porę - POST

P.S.
Gina Lollobrigida - Wikipedia - KLIK.
Fanfan Tulipan - Wikipedia - KLIK.