Sunday, July 2, 2017

Niedzielne czytanie - Chrześcijanie.

Chrześcijanie - skąd ta nazwa?
Coś mi tu chrzęści Janie - że to słowo pochodzi od chrztu i to od chrztu udzielonego przez Jana, Jana Chrzciciela.

Sprawdziłem jak to wygląda w innych językach europejskich.
Grecki -  chrześcijanin = Χριστιανός - kristianos;   chrzest - βάπτισμα - baptisma
Łacina - Kristiana; chrzest - baptismus
Francuski  - chrétien;   chrzest - baptême
Niemiecki - Christian;  chrzest - Taufe
Angielski  - Christian;  chrzest - baptism
Rosyjski  -  Кристиан - kristian;  chrzest - крещение - kreszczenje.

Wikipedia, na przykład angielska, podaje, że słowo Christian oznacza osobę, która "... who follows or adheres to Christianity".
Etymologia: The Greek word Χριστιανός (Christianos), meaning "follower of Christ", comes from Χριστός (Christos), meaning anointed one - namaszczony (pomazaniec).
Wersja polska powtarza to samo choć oko i ucho temu przeczą.

Idąc tym tropem, określenie to w języku polskim powinno brzmieć chrystusowiec.
Chrystusowcy - KLIK - to jednak mogą być członkowie protestanckiego Kościoła Chrystusowego lub członkowie rzymskokatolickiego Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej.

Natomiast słowo chrześcijanin bardziej kojarzy mi się z Baptystami a to już osobny, protestancki, ruch religijny.

Moim, niepotwierdzonym nigdzie, zdaniem termin chrześcijaństwo powstał w wyniku ceremonialnego chrztu całego narodu. Narzucona siłą oficjalna ceremonia wyprzedziła dotarcie Ewangelii do serc i rozumów.

Często spotykam się ostatnio ze stwierdzeniem, że polscy chrześcijanie są takimi tylko z nazwy a w praktyce nie naśladują Chrystusa.
A dlaczego mieliby naśladować?
Postępują zgodnie ze swoją nazwą. Wszak na początku było SŁOWO.

P.S. Jeszcze kilka przykładów
Czeski: Chrystus - Kristus; chrześcijanin: křesťan;  chrzest - krest.
To przecież  od Czechów przyszło do nas chrześcijaństwo. Czesi wszystkiemu winni!
Podobnie jest w języku słowackim, chorwackim, ale nie w słoweńskim czy bułgarskim.
Również Węgrzy są nam bratankami w wierze.
Węgierski - Chrystus: Krisztus; chrześcijanin: keresztény;  chrzest - keresztség.

Friday, June 30, 2017

Zauważone w kiosku

Prawie miesiąc temu, odwiedzając kiosk, żeby potwierdzić swoją kolejną przegraną w totolotka, zauważyłem ten nagłówek...


Wojna 6-dniowa. 
Przypomnę: rok 1967, pod koniec maja Zjednoczona Republika Arabska - krótkotrwała unia Egiptu, Syrii i Jordanii, której przewodniczył prezydent Egiptu Gamal Abdul Nasser - zablokowała Cieśninę Tiran i rozlokowała potężne siły militarne (ponad 250,000 osób) na granicy Izraela. Reakcją Izraela był niezapowiedziany atak lotnictwa, który całkowicie zniszczył egipskie siły powietrzne. Po nim nastąpił atak sił lądowych. W ciągu 5 dni wojska Izraela pokonały całkowicie zdezorientowane wojska arabskie, zajęły cały Półwysep Synaj, należące do Syrii Wzgórza Golan i należący do Jordanii Zachodni Brzeg (w tym całą Jerozolimę). Straty Izraela - niecałe 1,000 żołnierzy, straty arabskie ponad 20 razy większe. Szczegóły tutaj - KLIK.

Kupiłem gazetę i zamiast ją czytać sięgnąłem do wspomnień. 
Rok 1967 - toż wtedy dostaliśmy mieszkanie. Prawie przez 2 lata mieszkaliśmy kątem u teściów a teraz wreszcie na własnym (to znaczy spółdzielczo-lokatorskim). Urządzaliśmy się a przy okazji poznałem bliżej kolegów z pracy, którzy dostali mieszkania w tym samym bloku.
Polityką niezbyt się interesowałem choć oczywiście dzięki, moim zdaniem bardzo dobremu, dziennikowi radiowemu orientowałem się nieźle co się dzieje na świecie.
Związek Radziecki zdecydowanie popierał prezydenta Nassera, który prowadził w Egipcie socjalistyczną politykę - obalenie monarchii, reforma rolna, upaństwowienie Kanału Sueskiego, wielkie inwestycje (np. tama Assuańska). Nie tylko popierał, ale również zbroił, podobnie jak Syrię i Irak.
Nic dziwnego, że pod koniec maja pojawiły się informacje o kryzysie na Bliskim Wschodzie popierające niezbyt wyraźnie sprecyzowane stanowisko krajów arabskich. Faktyczne stanowisko to była likwidacja państwa Izrael.
Zapamiętałem, że w tych dniach, znajomy z pracy, z którym właściwie nie miałem nigdy bliższego kontaktu, nagle zaprosił mnie do swojego mieszkania, wyciągnął atlas.
- Popatrz pan, na co te Żydki się porywają. Patrz pan, ten Izrael to ziarnko piachu na pustyni. Na co oni liczą? Nie mają żadnych szans.
Spojrzałem na niego - miał wypieki na twarzy. Skąd takie emocje? - zdziwiłem się - może on jest antysemitą.
Kilka dni później było po wszystkim. Nie pamiętam jak to komentowała prasa, ale mój znajomy był pełen uznania. Znowu zaprosił mnie do mieszkania, nawet poczęstował herbatą. Mówił niewiele, tylko kręcił z niedowierzaniem głową, ale jednak z podziwem i szacunkiem.

Według mnie taki był powszechny odbiór. Nagle pojawiło się wielu ekspertów wychwalających izraelską armię. Nie bez znaczenia była opinia, że trzon tej armii stanowią żołnierze żydowskiego pochodzenia, którzy zdezerterowali z Armii Andersa.
Krążyła anegdota, że egipski wywiad nie mógł w żaden sposób złamać kodu, którym zaszyfrowane były depesze izraelskiej armii. A one były po prostu pisane po polsku.

Sprawdziłem fakty. Rzeczywiście w okresie przebywania Armii Andersa w Palestynie ze służby zrezygnowało około 2,000 żołnierzy, znaczna część zdezerterowała. Generał Anders i premier Sikorski dali na to milczącą zgodę co spowodowało pewien konflikt z dowództwem angielskim.
Najbardziej znaczącym ubytkiem Armii Andersa był na pewno Mieczysław Biegun, który jako Menachem Begin został w 1977 roku prezydentem Izraela - KLIK.
M. Biegun nie zdezerterował, złożył formalną rezygnację. Inna sprawa, że generał Anders wydał poufne zalecenie, żeby wszystkie takie rezygnacje akceptować.
Menachem Begin był bardzo aktywny w dzialalności podziemnych organizacji paramilitarnych w okresie poprzedzającym powstanie państwa Izrael. Ich głównym celem była brytyjska administracja Palestyny. M. Begin był szefem organizacji Irgun w okresie ataku bombowego na hotel King Dawid w Jerozolimie, w którym znajdowały się biura administracji brytyjskiej. Zginęło 91 osób - KLIK.

Kilka tygodni po zakończeniu wojny w prasie i radio pojawiły się komentarze, że wiele poważnych stanowisk w ministerstwach Obrony i Spraw Zagranicznych zajmują osoby, które mają przekonania polityczne niezgodne z generalną linią polskiej polityki.
Znowu anegdota zasłyszana w pracy: przewodniczący ONZ poprosił, żeby polska delegacja nosiła stroje krakowskie. Dlaczego? Bo nie można jej odróżnić od delegacji Izraela.

Wkrótce potem relacje prasowe były już jednoznaczne - syjoniści są wśród nas.

Po tych wspomnieniach zabrałem się do czytania gazety The Australian Jewish News.
Po pierwsze zdjęcie w nagłówku - to trzej żołnierze, którzy pierwsi dotarli do Ściany Płaczu, która znajdowała się w jordańskiej części Jerozolimy.
Wszyscy trzej jeszcze żyją. Ich relacja: "Posuwaliśmy się wąskimi uliczkami zabudowanymi arabskimi domami, nie wiedzieliśmy gdzie jesteśmy. Przeszliśmy przez wąską żelazną bramę i nagle zobaczyliśmy ją - Ha Kotel - KLIK. To nie był tak jak teraz otwarty plac, była okrążona domami. Mieliśmy łzy w oczach gdy zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy w miejscu, na które czekaliśmy 2,000 lat". 

Mosze Dajan, ówczesny Minister Obrony Izraela, powiedział: "Wczoraj nie byłem osobą religijną i jutro nią nie będę, ale dzisiaj nie mogę powiedzieć niczego innego, tylko że byliśmy świadkami cudu".

Kartkuję gazetę dalej. Na środkowych stronach dyskusja. Z jednej strony:czas zakończyć okupację (Zachodniego Brzegu). Z drugiej: wezwania do wycofania się Izraela są naiwne...



Tematy wspomniane w książce Judasz są nadal żywe.

Tuesday, June 27, 2017

Czy tenisowy kort może nosić imię Margaret Court?

Australijka Margaret Court to najbardziej utytułowana tenisistka wszechczasów - 62 zwycięstwa w wielkoszlemowych turniejach - KLIK. Żaden mężczyzna nie zbliżył się do tej liczby, prowadzi Roy Emerson - 28 tytułów.
Nic więc dziwnego, że w jej imieniem nazwano jeden z kortów w kompleksie, na którym rozgrywany jest turniej Australian Open - KLIK.
Cały kompleks nosi imię Rod Laver Arena. Rod Laver wygrał tylko 11 turniei wielkoszlemowych, ale jest jedynym tenisistą, który wygrał dwukrotnie Wielkiego Szlema - wszystkie 4 turnieje wygrane w jednym sezonie.

W tym roku Margaret Court zdobyła sławę w innej dziedzinie. Po zakończeniu kariery tenisowej Margaret poświęciła się działalności religijnej w ramach Kościoła Zielonoświątkowego (Pentecostal Church). W ramach swojej działalności zdecydowanie sprzeciwiała się legalizacji małżeństw jednopłciowych. Za słowami poszły czyny - Margaret Court zadeklarowała, że nie będzie korzystać z usług linii lotniczej Qantas gdyż jej kierownictwo popiera małżeństwa jednopłciowe - KLIK.

W starych, dobrych czasach byłaby to pewnie burza w szklance wody. Co to kogo obchodzi? Inna sprawa, że Margaret Court może mieć trudności w znalezieniu odrpowiedniej dla siebie linii lotniczej.
Ale mamy nowe, lepsze czasy a ich atrybutem jest wszechobecność mediów i nagłaśnianie każdej potencjalnej kontrowersji. Margaret Court trafiła na czołówki gazet. Rezultat był łatwy do przewidzenia - liczne głosy żeby zmienić nazwę kortu.

W zeszłym tygodniu Margaret Court była zaproszona w charakterze prelegenta na spotkaniu Partii Liberalnej. Wzbudziło to gwałtowne protesty - KLIK - i w końcu nikt nie wie czy zaproszona dotarła na to spotkanie.

Typowe dla fanatyków wolności - tępić każdego, kto tę wolność interpretuje inaczej.
Szczególnie dziwią (i denerwują) mnie ataki na instytucje religijne. Każda wiara ma swoje zakazy - kropka.

Jakie jest moje stanowisko w tej sprawie?
Jeśli chodzi o nazwę kortu, to zdecydowanie jestem za jej utrzymaniem. Rozliczajmy sportowców z wyników a nie z poglądów.
Małżeństwa jednopłciowe? Nie złożę oficjalnej deklaracji na ten temat, z przekory, gdyż składanie takich deklaracji stało się nieomal obowiązkowe - patrz dygresja.
Wspomnę tylko stare, dobre czasy. W tamtych czasach, o osobach , które miały tylko ślub cywilny, mówiono, że żyją na "kocią łapę". W takim razie dlaczego przejmować się tym czy są jedno czy dwupłciowi?

Dygresja. Nie po raz pierwszy zauważyłem, że osoby publiczne - na wysokich stanowiskach lub celebryci - czują się zobowiązane do deklaracji poglądów na sprawy, które nie należą do ich kompetencji.
Mało tego, wywierany jest na nie nacisk żeby te poglądy zadeklarowały. W przypadku homoseksualizmu i małżeństw jednopłciowych nacisk ten jest wyjątkowo silny.
Jeśli chodzi o rząd australijski - obecnie rządzi Partia Liberalna - to oficjalne stanowisko brzmi: ogłosimy referendum gdy uznamy, że Australijczycy są na to gotowi.
Te wątpliwości na temat gotowości, to obawy, że przy obecnym stanie umysłów mogłoby dojść do zamieszek.
Lobby homoseksualne zdecydowanie sprzeciwią się referendum, żąda głosowania w parlamencie. To zrozumiałe - referendum trudno kwestionować, poza tym jest anonimowe. W przypadku głosowania w parlamencie będzie można dręczyć każdego posła za jego wybór - zarówno za jak i przeciw.

Sunday, June 25, 2017

Niedzielne czytanie - Judasz

Judasz to bardzo zagadkowa postać.
Na lekcjach religii nie poświęcano mu wiele uwagi - zdrajca, fałszywy pocałunek, 30 srebrników, lepiej gdyby się nie urodził.
Te 30 srebrników i judaszowy pocałunek stały się przysłowiowe, podobnie jak umycie dłoni przez Piłata.

Dopiero wiele lat później przyszła refleksja.
Po pierwsze - po co ta zdrada?
Przecież Jezus nie krył się ze swoimi naukami. Występował publicznie, Dlaczego mieliby go poszukiwać w ogrodzie i aresztować w nocy? Dlaczego ktoś musiał go identyfikować?
Po drugie - wolna wola.
Jezus mówi podczas ostatniej wieczerzy, że wśród apostołów znajduje się zdrajca. Czy to nie jest predestynacja? Do momentu zdrady pozostało kilka godzin. Przecież Judasz mógł w tym czasie zmienić decyzję. No właśnie - czy mógł?
Po trzecie, choć to pokrywa się z drugim - skazanie Jezusa na śmierć to był Boży plan. Dlaczego Bóg umieścił w swoim planie totalną klęskę jakiegoś człowieka?

Niedawno zwróciła moją uwagę książka Amosa Oz - Judas - KLIK.

Jak Jezusa widzą Żydzi?
To temat pracy magisterskiej bohatera książki, Shmuela Asha,

Żydzi zauważyli Jezusa dość późno. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą od Józefa Flawiusza urodzonego kilka lat po ukrzyżowaniu. Są to bardzo krótkie wzmianki. Cała historia - nauczanie, cuda, ukrzyżowanie, pogłoski o zmartwychwstaniu - wszystko opisane w kilku linijkach. Wygląda na to, że był to drobny incydent, który nie zostawił śladów w pamięci ludzkiej.

Dopiero chrześcijaństwo uprzytomniło Żydom wagę tej postaci.
Żaden Żyd nie miał takiego wpływu na losy świata jak Jezus.
Niestety jednocześnie miał ogromny negatywny wpływ na losu Narodu Wybranego.

Pierwsze wzmianki Żydów o Jezusie pochodzą z VIII wieku, z Hiszpanii. Są to wzmianki dość ironiczne. Oczywiście kwestionują boskość Jezusa, która jest pogwałceniem pierwszego z 10 przykazań. To mogło zyskać przychylność Muzułmanów gdyż Jezus, jako prorok, jest wspomniany kilkakrotnie w Koranie.

Wróćmy do książki Amosa Oz.
Shmuel przeżywa kryzys - rzuciła go narzeczona, ojciec zbankrutował i nie może finansować jego studiów, rozpadła się lewicowa grupa studencka, w której się udzielał.
W odpowiedzi Shmuel rzuca studia i podejmuje pracę znalezioną na tablicy ogłoszeń na uniwersytecie.
Dziwna to praca - dotrzymywać przez 5 godzin dziennie towarzystwa starszemu, niepełnosprawnemu mężczyźnie. W zamian za to mieszkanie i drobne wynagrodzenie.

Miejsce pracy to dom przypominający barczystego mężczyznę w ciemnym kapeluszu, który na klęczkach szuka czegoś w błocie.

Mężczyzna potrzebujący towarzystwa, pan Wald, jest brzydki, szeroki w barach, wykrzywiony i pogarbiony. Nos ostry jak dziób głodnego ptaka, szczęka wykrzywiona na kształt sierpa. Oczy osadzone głęboko pod gęstymi, urwistymi, białymi brwiami, które wyglądały jak wełnisty szron. Sumiaste, einsteinowskie wąsy jak zaspa śnieżna.

Pracodawca, a raczej pracodawczyni, pojawia się w nieoczekiwanych momentach, na krótko, ale to wystarcza, aby wprowadzić do powieści delikatny powiew erotyzmu.

Obowiązki:
Pan Wald to nocny stwór. Obowiązki zaczynają się o 5 po południu - usiąść z nim w bibliotece i rozmawiać, nie unikać kontrowersji. Tu czajnik, esencja, cukier, herbatniki, O 7 wieczorem podgrzać owsiankę, którą przygotowuje sąsiadka, Sarah de Toledo. O 10 przypomnieć o lekarstwach. O 11 przygotować termos pełen gorącej herbaty i to koniec twoich obowiązków. Pan Wald może mówić do siebie w nocy, krzyczeć, nawet płakać. Nie zwracaj na to uwagi.
Owsianki powinno wystarczyc dla was dwóch. Możesz korzystać z zapasów żywności w kuchni i lodówce. W pobliżu, na Ussishkin Street, jest niewielka wegetariańska restauracja.
To wszystko.

Każdego ranka Shmuel wstaje z łóżka, bierze prysznic, pudruje swoją gęstą brodę wonnym talkiem. Zjada śniadanie i rozmyśla.
Między innymi o Jezusie, ale coraz częściej jego uwaga koncentruje się na Judaszu.
Wielu chrześcijan nie kojarzyło osoby Jezusa z Żydami. Natomiast nie mieli wątpliwości co do żydowskiego pochodzenia Judasza.
Spójrzmy na obraz Ostatnia Wieczerza. Większość osób to blondyni Tylko Judasz ma rysy kojarzące się ze stereotypem Żyda.


Swoją drogą Judasz był w tym towarzystwie wyjątkiem. Jezus i wszyscy apostołowie byli Galilejczykami, Judasz pochodził z Judei.
Warto zaznaczyć, że Galilea mocno różniła się od ówczesnej Judei i Izraela. Są to tereny położone znacznie wyżej dzięki czemu jest tam chłodniej, częściej padają deszcze, w rezultacie jest to urodzajna kraina.
Galilea graniczy z Libanem i ponad 500 lat była poza wpływami Izraela. To spowodowało spore rozluźnienie obyczajów i pomieszanie etniczne.
Kapłani w Jerozolimie nie zwracali zbytniej uwagi na wydarzenia w tej prowicji. Roiło się tam od samozwańczych proroków i cudotwórców. Jednak Jezus wydawał się przyciągać większe tłumy niż inni.

Shmuel Ash rozmyśla nad tym i dochodzi do elektryzującej konkluzji - kapłani nakłonili Judasza z Kariothu, zamożnego, wykształconego, trzeźwo myślącego człowieka, żeby przebrał się w ubogie szaty i dołączył do grupy wyznawców Jezusa jako szpieg.
Przyniosło to zupełnie nieoczekiwane skutki. Postać Jezusa oczarowała Judasza i niespodziewanie Judasz stał się najbardziej żarliwym uczniem Nazarejczyka. Poczuł potrzebę wyprowadzenia Jezusa z prowincjonalnej Galilei i przedstawienia go całemu Narodowi. Niech Go pozna Jerozolima, niewątpliwie po pierwszym spotkaniu wszyscy padną na kolana i nadejdzie Królestwo Niebieskie.
Jezus wcale nie chce wybierać się do Jerozolimy, obawia się, nie czuje się na siłach. Ale Judasz wierzy w Niego bezgranicznie. Judasz, pierwszy chrześcijanin. Wierzy tak mocno, że Jezus ulega namowom.
Śmierć Jezusa na krzyżu jest dla Judasza śmiertelnym ciosem. Wiesza się na uschniętym drzewie figowym. Tym, o którym pisałem tu 2 tygodnie temu.

Tłem do tej historii jest zimowa Jerozolima. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że może tam być zimno, że może nawet padać śnieg.
Jest rok 1959 jeszcze świeże są wydarzenia z 1947 roku - powstanie państwa Izrael. Okazuje się, że stali mieszkańcy domu nr 17 przy ulicy Rabbiego Elbaza mają bardzo silne powiązania z tym wydarzeniem. Że bardzo bliska im osoba była w ścisłym gronie działaczy syjonistycznych. Była zdecydowanym przeciwnikiem konfliktu z Arabami, oponentem Ben Guriona. W rezultacie została uznana za zdrajcę, usunięta z wszystkich organizacji żydowskich, usunięta z dokumentacji historycznej.

Amos Oz wie o czym pisze, on również jest zwolennikiem porozumienia i współpracy ze światem arabskim. Jemu też niektórzy zarzucają zdradę.

Dygresja. Wychowywałem się w bardzo katolickim środowisku, ale nie zauważyłem specjalnie antysemityzmu i prawie nigdy nie wiązał się on z ukrzyżowaniem i zdradą Judasza.
Moje obserwacje potwierdza Hannah Arendt - KLIK. W swojej książce The Origins of Totalitarianism, w rodziale o antysemityźmie, wyraża pogląd, że jego źródłem było osiągnięcie przez Żydów dużych wpływów społecznych, ekonomicznych i politycznych w obcych im środowiskach.

P.S1. Prawdopodobnie czytelników, podobnie jak mnie, rozbawił napis nad głową Jana - John (Not Marry). Chodzi o liczne podejrzenia, że po prawicy Jezusa siedziała Maria Magdalena a nie o to żeby nie wychodzić za Jana za mąż.
P.S2. W cytowanym ogłoszeniu o pracy jest błąd. Wspomniane jest tam 5 godzin pracy podczas gdy w specyfikacji obowiązków praca trwa od 5. do 11., czyli 6 godzin. Samo życie.

Recenzja Polityki - KLIK.

Thursday, June 22, 2017

Kabaret w getcie


W ubiegłą niedzielę odwiedziliśmy Kadimah - Żydowskie Centrum Kulturalne w Melbourne - KLIK.

Powodem była reklamowana na plakacie impreza. Było to również nawiązanie do wspomnianego nie tak dawno filmu The Zookeeper's Wife. Zobaczyć getto z drugiej strony.

Pierwsze wrażenie potwierdzało oczekiwania.

----
----


Żółte gwiazdy, zamieszanie, żywa gestykulacja, wyrazista mimika.


To nie było jeszcze właściwe przedstawienie, ale jednak było jego częścią. Zaaferowana inspicjentka (stage manager) niepokoi się:
- Bronia jeszcze nie przyszła. Co się z mogło stać? - spogląda bezradnie na aktorów, na widownię. To budzi świadomość, że mogło się stać coś strasznego.
- Przestawienie musi się odbyć! - artyści nie mają wątpliwości.

Klown Jankiele, inspirowany postacią Jankiela Herszkowicza z łódzkiego getta, krążył między rzędami krzeseł:
- Daj mi grosz to powiem ci sekret.
To było coś dla mnie - chyba jako jedyny na widowni wiedziałem co znaczy słowo grosz.

Zamieszanie uspokaja się, zaczyna się przedstawienie.
Dla mnie było ono zaskoczeniem. Spodziewałem się, że usłyszę znane mi piosenki jak choćby Małe miasteczko Bełz - KLIK. Przedstawienie opierało się jednak na tradycji żydowskich kabaretów w Berlinie i Amsterdamie. Przypominało również sceny kabaretowe z filmu Cabaret.

Wszystkie piosenki były wykonane w języku jidysz co przypomniało mi wspomnienia Isaaca Bashevis Singera - Love and Exile - opisujące jego życie w Polsce. Przy lekturze tej książki uprzytomniłem sobie, że ogromna diaspora żydowska w przedwojennej Polsce funkcjonowała zupełnie samodzielnie, bez istotnych związków z polskim życiem społecznym i kulturalnym.

Dopiero po przedstawieniu poczułem się znowu trochę jak w Warszawie, a trochę w Melbourne.


Spytałem muzyków i kogoś z publiczności czy znają język jidysz - tylko niektóre słowa. Czyli tak jak ja.

Więcej informacji o przedstawieniu tutaj - KLIK.

Tuesday, June 20, 2017

Geometryczna gimnastyka

Ostatnio mamy więcej kontaktu z naszym najstarszym wnukiem - Feliksem - 13 lat.

Feliks uczęszcza do specjalnej szkoły, która godzi program szkoły średniej z intensywnym programem artystycznym. W przypadku Feliksa jest to balet.

Zasadniczo uczniowie nie mają zadawanych lekcji do domu, powinni wszystko zrobić w godzinach szkolnych. Nic dziwnego. Feliks wraca do domu o godzinie 5. bardzo głodny i zmęczony. O 8. jest już w łóżku. Pobudka o 6 rano.

Z przyzwyczajenia pytam go co było w szkole, co zadane.
Odpowiedź jest zawsze taka sama: - nothing Dziadzia. Does't matter.

Jednak kilka dni temu wyznał, że zgubił gdzieś pracę domową z matematyki.
- Na jaki temat była ta praca? - zapytałem.
- Doesn't matter Dziadzia, Coś o kątach.
Rozmawiamy po angielsku, po polsku jest tylko ten Dziadzia.

Zapytałem go jednak o te kąty a przy okazji spytałem czy wie ile stopni ma suma kątów trójkąta.
Wiedział - 180 stopni.
- A czworokąta?
- 360 stopni Dziadzia. My to wszystko przerabialiśmy.
- A pięciokąta? - nie dawałem za wygraną.
- Też 360 stopni. Nie może być więcej, bo 360 stopni to cały okrag.

- Tak, ale kąty wielokąta to coś innego. Zobacz.
Narysowałem pięciokąt i podzieliłem go liniami na 3 trójkąty.


- Widzisz? Trzy trójkaty. Ile to stopni?
- Acha, 3 razy 180.
- Tak, 540 stopni. A ile stopni mają kąty sześciokąta?
Skupiliśmy się na rysowaniu. Mój rysunek wyglądał tak:


Feliks uśmiechnął się z pobłażaniem i pokazał swój rysunek:


- Co to jest Feluś?
- Proste, ja rozciągnąłem Dziadzi sześciokąt w linię prostą. Na rysunku są to dwie linie równoległe, ale w rzeczywistości jest to jedna linia bo nakładają się na siebie. Te kąty na końcach (A i D) mają po ZERO stopni. A te pozostałe cztery mają po 180 stopni.
4 razy 180? Ty to powinieneś wiedzieć Dziadzia?
Nie pozostało mi nic innego jak wykonać mnożenie - 720 stopni. Tego nauczyli mnie dobrze w szkole podstawowej.
Ale żeby rozciągać sześciokąty?
Do tego potrzebny balet. W mózgu.

P.S. Wyjaśnienie Feliksa to gotowa reguła na sumę kątów wielokąta = (N - 2) * 180.

Sunday, June 18, 2017

Niedzielne słuchanie - 8 minut 37 sekund

Dzisiaj zamiast czytania, słuchanie.
8 minut 37 sekund? Chyba bardzo rzadko kazanie jest takie krótkie, ale to nie będzie kazanie.
To tytuł utworu muzycznego skomponowanego przez Krzysztofa Pendereckiego w 1960 roku.

Tytuł utworu nie jest nowatorski. 8 lat wcześniej John Cage "skomponował" utwór pod tytułem 4'33'' (4 minuty 33 sekundy). Słowo skomponował napisałem w cudzysłowie gdyż utwór ten to absolutna cisza.
Jest to więc muzyczna wersja bajki Nowe szaty króla. Jednak jak dotąd nikt nie zawołał w trakcie wykonywania utworu - król jest nagi!
Być może działa maksyma Jerzego Waldorfa - muzyka łagodzi obyczaje.

John Cage nie jest jednak hochsztaplerem, jego rozważania na temat muzyki są ciekawe i poważne, patrz TUTAJ, ale miało być o Pendereckim.

Krzysztof Penderecki darzył Johna Cage dużym uznaniem i chyba zgadzał się z jego wypowiedzią: muzyka jest bezcelową zabawą, afirmacją życia. Nie jest usiłowaniem wprowadzenia porządku w chaosie czy naprawy dzieła stworzenia. Jest po prostu sposobem przebudzenia się na życie, którym żyjemy.

W praktyce oznaczało to eksperymenty muzyczne, między innymi sonoryzm - wymyślony przez polskich kompozytorów kierunek muzyczny, w którym istotą jest dżwięk. Nie ma rytmu, melodii, tylko dżwięk, jak kolorowe plamy na abstrakcyjnym obrazie. Więcej na ten temat tutaj - KLIK.

Właśnie takim eksperymentem miał być utwór 8'37''. Krzysztof Penderecki komponował go w laboratorium, na sprzęcie elektronicznym. Na szczęście w tamtych czasach działalność twórcza nie była zbyt ograniczana limitami finansowymi w związku z czym Penderecki miał możliwość wysłuchania swojego utworu w wykonaniu orkiestry symfonicznej - 52 instrumenty smyczkowe.
Wysłuchał i był wstrząśnięty. Zmienił tytuł utworu na Tren pamięci ofiar Hiroszimy.
Posłuchajmy - KLIK.

Moja niedzielna refleksja:
Doświadczenie Pendereckiego wydało mi się bardzo znamienne. Pomyślałem, że może właśnie tak samo dzieje się we wszechświecie.
Bóg robi eksperymenty w swoim niebiańskim laboratorium a na Ziemi orkiestra licząca ponad 7 miliardów artystów wykonuje ten utwór.
Efekt jest rzeczywiście wstrząsający.

Wróćmy lepiej do K. Pendereckiego. Tren pamięci ofiar Hiroszimy został po raz pierwszy wykonany w 1960 roku i zapoczątkował błyskotliwą karierę kompozytora.
Ja wysłuchałem tego utworu w roku 1962. Było to moje pierwsze spotkanie z muzyka awangardową i z jednej strony było szokiem - czy to jest muzyka? Z drugiej jednak strony dotykało to znanych mi strun - alarm przeciwbombowy, tupot stóp ludzi zdążajacych do schronu, daleki odgłos zbliżającego się samolotu. Pamiętałem jak przez mglę noce spędzone w schronie, Pamiętałem wyraźnie opowieści mojej matki o bombardowaniach.

Następnym utworem Krzysztofa Pendereckiego, jaki usłyszałem, była Polymorphia - KLIK - wikipedia nie zawiera polskiej wersji tej strony.
To był festiwal Warszawska Jesień 1963. Frontalne spotkanie z muzyką awangardową. Zaskoczenie i zawód - muzyka nie wzbudzała żadnych emocji, nudziła mnie. Również Polymorphia - końcowy czysty akord C-dur był miłym zaskoczeniem, ale równocześnie przypieczętowniem mojego rozczarowania.

Jednak nie na darmo Australia nazywana jest krajem drugiej szansy. Ponad miesiąc temu dostał taką szansę i Penderecki i Polymorphia.
Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że już tydzień wcześniej wszystkie bilety zostały wysprzedane.


Ja nie przegapiłem takiej okazji. Tren pamięci ofiar Hiroszimy brzmiał jak 55 lat temu, za to Polymorphia dużo lepiej. Wyraźnie słyszałem w niej nawiązania do poprzedniego utworu.

Już po koncercie, w programie, znalazłem szokującą informację. Polymorphia jest wynikiem współpracy kompozytora z dyrektorem szpitala psychaitrycznego. Grupa pacjentów zgodziła się poddać eksperymentowi - słuchali Trenu a na encelografie rejestrowano reakcję ich mózgów. K. Penderecki wykorzystał zapisy encelografu przy kompozycji utworu.

To bardzo przypomina mój obecny stan - w głowie szumią odgłosy z dawnych lat a to co robię i myślę, to już tylko fale przeszłosci.

P.S. Ciekawostka techniczna. Wspomniałem, że w muzyce sonorycznej nie ma rytmu, melodii. Zapis muzyczny przypomina techniczne wykresy.
Bardzo polecam obejrzenie animacji Trenu - KLIK. Mnie skojarzyła się ona nie z bombą atomowa, ale z atakiem wirusów.
Zwróciłem uwagę, że dyrygent nie korzystał z tradycyjnej, papierowej partytury. Zamiast niej miał na pulpicie ipad albo coś w tym rodzaju. Może partytura była animowana?