Oczywiście jestem na bieżąco, wiem że najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni był ślub księcia Harry z panną Merkel.
Transmisji uroczystości nie oglądałem, ale widziałem migawki w dziennikach telewizyjnych.
Moją uwagę zwrócił jeden fakt. Książe Harry zabiera swoją żonę na przejażdżkę sportowym samochodem. Reporter wspomniał, że to zabytowy Jaguar.
Jaguar, czyli angielska marka. Proszę spojrzeć - z której strony ten samochód ma kierownicę?
Z lewej. Dla większości świata to oczywiste.
Ale nie dla mnie, mieszkańca kraju należącego do Wspólnoty Brytyjskiej. Przecież u nas, tak jak w Anglii, jest ruch lewostronny a zatem kierownica w samochodzie powinna być po prawej stronie.
Mam nadzieję , choć wątłą, że ten samochód został legalnie dopuszczony do ruchu, ale w ruchu lewostronnym jest to bardzo niewygodne a nawet niebezpieczne gdyż kierowca nie widzi drogi przed sobą.
Potwierdzenie na poniższym zdjęciu - kierowca po stronie krawężnika.
jedyna moja pociecha, to że może książęca para przejechała się tylko po królewskim parku i nie stanowiła zagrozenia dla bezpieczeństwa na drogach publicznych.
Tuesday, May 22, 2018
Sunday, May 20, 2018
Niedzielne czytanie - Zielone Świątki - znowu
Dzisiaj Zielone Świątki - znowu.
To dość oczywiste - kalendarz, również liturgiczny w koło się toczy.
Z tej okazji co roku przypomina mi się wydarzenie, które TU rok temu opisałem.
Skoro już opisałem, to co mogę dodać dzisiaj?
Kiedyś, w innym kościele, ale przecież w Melbourne, wysluchałem ciekawych rozwazań.
Życzę wam szczęśliwych Zielonych Świątek - Happy Pentecost - oznajmił z ambony ksiądz.
Wiernych to rozbawiło.
Zaskoczyło to was? - skomentował ksiądz - a właściwie dlaczego?
Świętujemy Boże Narodzenie, które zapoczątkowało 33 lata pobytu Jezusa na ziemi.
Świętujemy Wielkanoc, która obiecuje ludziom zmartwychwstanie i życie wieczne.
A co zapowiadają i obiecują Zielone Świątki?
Toż one zapowiadają nam, ludziom, tysiące lat egzystencji na tej ziemi, podczas których zdani będziemy tylko na tę cząstkę ducha, która do nas dotarła i którą uda nam się wykorzystać w życiu.
Toż to jest najbardziej konkretne i istotne wydarzenie.
I co? I nic?
Patrząc na ostatnie dwa tysiące lat historii ludzkości trudno oprzeć się wrażeniu, że pobyt Jezusa na ziemi nie zmienił niczego na lepsze.
A przyjście Ducha Świętego ludzie zbagatelizowali.
No i jest jak jest.
To dość oczywiste - kalendarz, również liturgiczny w koło się toczy.
Z tej okazji co roku przypomina mi się wydarzenie, które TU rok temu opisałem.
Skoro już opisałem, to co mogę dodać dzisiaj?
Kiedyś, w innym kościele, ale przecież w Melbourne, wysluchałem ciekawych rozwazań.
Życzę wam szczęśliwych Zielonych Świątek - Happy Pentecost - oznajmił z ambony ksiądz.
Wiernych to rozbawiło.
Zaskoczyło to was? - skomentował ksiądz - a właściwie dlaczego?
Świętujemy Boże Narodzenie, które zapoczątkowało 33 lata pobytu Jezusa na ziemi.
Świętujemy Wielkanoc, która obiecuje ludziom zmartwychwstanie i życie wieczne.
A co zapowiadają i obiecują Zielone Świątki?
Toż one zapowiadają nam, ludziom, tysiące lat egzystencji na tej ziemi, podczas których zdani będziemy tylko na tę cząstkę ducha, która do nas dotarła i którą uda nam się wykorzystać w życiu.
Toż to jest najbardziej konkretne i istotne wydarzenie.
I co? I nic?
Patrząc na ostatnie dwa tysiące lat historii ludzkości trudno oprzeć się wrażeniu, że pobyt Jezusa na ziemi nie zmienił niczego na lepsze.
A przyjście Ducha Świętego ludzie zbagatelizowali.
No i jest jak jest.
Monday, May 14, 2018
Marksistowska statystyka
10 dni temu wspomniałem na tym blogu o rocznicy urodzin Karola Marksa.
Następnego dnia zauważyłem istotną zmianę w demografii osób odwiedzających ten blog - na pierwsze miejsce, po raz pierwszy, ale za to zdecydowanie, wyszli goście z Rosji.
Z drugiej strony statystyka pokazuje, że większość odwiedzających jest kierowana do tego blogu przez google.
Wniosek - Rosjanie pytają google o Marksa.
A Chińczycy? Wszak to oni ufundowali Marksowi urodzinowy pomnik.
Jak wiadomo usługi google są w Chinach albo zablokowane albo mocno ocenzurowane.
Rezultat - nikt z Chin do mojego blogu nie zajrzał.
Wniosek?
Pokrywa się z moim wczorajszym wpisem - bezproduktywne to moje pisanie.
Nie pisać tylko brać się do roboty jak Chińczycy.
Następnego dnia zauważyłem istotną zmianę w demografii osób odwiedzających ten blog - na pierwsze miejsce, po raz pierwszy, ale za to zdecydowanie, wyszli goście z Rosji.
Z drugiej strony statystyka pokazuje, że większość odwiedzających jest kierowana do tego blogu przez google.
Wniosek - Rosjanie pytają google o Marksa.
A Chińczycy? Wszak to oni ufundowali Marksowi urodzinowy pomnik.
Jak wiadomo usługi google są w Chinach albo zablokowane albo mocno ocenzurowane.
Rezultat - nikt z Chin do mojego blogu nie zajrzał.
Wniosek?
Pokrywa się z moim wczorajszym wpisem - bezproduktywne to moje pisanie.
Nie pisać tylko brać się do roboty jak Chińczycy.
Sunday, May 13, 2018
Niedzielne czytanie - sceny z wiejskiego życia
Znowu Amos Oz - Scenes from Village life - KLIK.
Osiem opowiadań, których akcja rozgrywa się w tej samej, fikcyjnej, 100-letniej izraelskiej wiosce Tel Ilan.
Opowiadania całkiem różne, chociaż, jak na małą wioskę przystało, ich bohaterowie spotykają się ze sobą przelotnie.
Opowiadania różne, ale klimat podobny - zagubienie, dezorientacja, wspomnienie popełnionych błędów.
Czytając zastanawiałem się - do czego autor zmierza? Bo według mnie opowiadania same w sobie nie uzasadniały swojego istnienia.
Finałowe opowiadanie całkowicie odbiegało klimatem od poprzednich i być może zawierało odpowiedź - "Ci którzy mogą pracować - brać się do roboty. Ci, którzy nie mogą pracować - umierać!".
Osiem opowiadań, których akcja rozgrywa się w tej samej, fikcyjnej, 100-letniej izraelskiej wiosce Tel Ilan.
Opowiadania całkiem różne, chociaż, jak na małą wioskę przystało, ich bohaterowie spotykają się ze sobą przelotnie.
Opowiadania różne, ale klimat podobny - zagubienie, dezorientacja, wspomnienie popełnionych błędów.
Czytając zastanawiałem się - do czego autor zmierza? Bo według mnie opowiadania same w sobie nie uzasadniały swojego istnienia.
Finałowe opowiadanie całkowicie odbiegało klimatem od poprzednich i być może zawierało odpowiedź - "Ci którzy mogą pracować - brać się do roboty. Ci, którzy nie mogą pracować - umierać!".
Thursday, May 10, 2018
Chińska medycyna
Kilka dni temu otrzymałem rachunek za kolejny kwartał prywatnego ubezpieczenia medycznego.
Znowu podwyżka o 8%.
Prowadzę rejestr regularnych wydatków, średni wzrost prawie 7% rocznie. Tak więc to medyczne nie odbiega od normy, rzecz w tym, że koszt tego ubezpieczenia stanowi prawie połowę wszystkich wydatków takich jak gaz, woda, elektryczność, ubezpieczenie domu i samochodu i jeszcze kilka drobiazgów.
Co się za to otrzymuje?
Nieco spokoju ducha.
Powszechne, bezpłatne, ubezpieczenie medyczne pokrywa zasadniczo wszystkie usługi z jednym zastrzeżeniem - procedury w szpitalu państwowym i brak możliwości wyboru chirurga czy innego specjalisty wykonującego procedurę medyczną.
Państwowy szpital oznacza w niektórych przypadkach (wymiana biodra) bardzo długie oczekiwanie w kolejce.
Od chwili przybycia do Australii korzystamy z usług Medibank Private.
Wprawdzie w nazwie ma Private, ale do niedawna ubezpieczenie to było własnością państwa.
Gdy tu przyjechaliśmy ponad 30 lat temu państwo było właścicielem wszystkich kluczowych usług - elektryczność, woda, gaz, łączność. Jakieś 20 lat temu Australia otworzyła się na świat - rząd sprzedał wszystkie te przedsiębiorstwa żeby podreperować państwowy budżet.
Medibank Private był chyba ostatnią usługą do sprzedania.
A kto kupił?
Dzisiaj odwiedziłem biuro naszego ubezpieczyciela żeby spróbować coś utargować. Tablica informacyjna wszystko wyjaśnia.
Inwestorzy z tego samego kraju są głównymi udziałowcami w firmach dostarczających energię i obsługujących łączność. Teoretycznie ktoś w Szanghaju albo Hong Kongu może pstryknąć i wyłączyć nam światło, telefon i internet.
Na razie w Australii obowiązuje przepis, że na szyldzie firmy musi znajdować się jej angielska nazwa.
Przypomniało mi to książkę T. Konwickiego - Mała Apokalipsa. Bohater tej książki relacjonował ewolucję polskiej flagi - tej w PRL. Biało-czerwona, ale ten biały pasek coraz węższy i węższy.
Podobnie u nas z tymi nazwami firm.
P.S1. Wczoraj w parlamencie rząd przedstawił projekt budżetu. Ogromny dług i deficyt, ale nie ma już czego sprzedać. Podobnie jak w Polsce po 25 latach wolności.
P.S2. Od kilku dni media, również europejskie, donoszą o wyprawie 104-letniego Autralijczyka do Szwajcarii gdzie zamierza skorzystać z eutanazji - KLIK.
Medibank Private nie płaci za tego typu zabiegi. Na razie. Sądzę, że dynamiczna gospodarka chińska wkroczy i na ten rynek.
Znowu podwyżka o 8%.
Prowadzę rejestr regularnych wydatków, średni wzrost prawie 7% rocznie. Tak więc to medyczne nie odbiega od normy, rzecz w tym, że koszt tego ubezpieczenia stanowi prawie połowę wszystkich wydatków takich jak gaz, woda, elektryczność, ubezpieczenie domu i samochodu i jeszcze kilka drobiazgów.
Co się za to otrzymuje?
Nieco spokoju ducha.
Powszechne, bezpłatne, ubezpieczenie medyczne pokrywa zasadniczo wszystkie usługi z jednym zastrzeżeniem - procedury w szpitalu państwowym i brak możliwości wyboru chirurga czy innego specjalisty wykonującego procedurę medyczną.
Państwowy szpital oznacza w niektórych przypadkach (wymiana biodra) bardzo długie oczekiwanie w kolejce.
Od chwili przybycia do Australii korzystamy z usług Medibank Private.
Wprawdzie w nazwie ma Private, ale do niedawna ubezpieczenie to było własnością państwa.
Gdy tu przyjechaliśmy ponad 30 lat temu państwo było właścicielem wszystkich kluczowych usług - elektryczność, woda, gaz, łączność. Jakieś 20 lat temu Australia otworzyła się na świat - rząd sprzedał wszystkie te przedsiębiorstwa żeby podreperować państwowy budżet.
Medibank Private był chyba ostatnią usługą do sprzedania.
A kto kupił?
Dzisiaj odwiedziłem biuro naszego ubezpieczyciela żeby spróbować coś utargować. Tablica informacyjna wszystko wyjaśnia.
Inwestorzy z tego samego kraju są głównymi udziałowcami w firmach dostarczających energię i obsługujących łączność. Teoretycznie ktoś w Szanghaju albo Hong Kongu może pstryknąć i wyłączyć nam światło, telefon i internet.
Na razie w Australii obowiązuje przepis, że na szyldzie firmy musi znajdować się jej angielska nazwa.
Przypomniało mi to książkę T. Konwickiego - Mała Apokalipsa. Bohater tej książki relacjonował ewolucję polskiej flagi - tej w PRL. Biało-czerwona, ale ten biały pasek coraz węższy i węższy.
Podobnie u nas z tymi nazwami firm.
P.S1. Wczoraj w parlamencie rząd przedstawił projekt budżetu. Ogromny dług i deficyt, ale nie ma już czego sprzedać. Podobnie jak w Polsce po 25 latach wolności.
P.S2. Od kilku dni media, również europejskie, donoszą o wyprawie 104-letniego Autralijczyka do Szwajcarii gdzie zamierza skorzystać z eutanazji - KLIK.
Medibank Private nie płaci za tego typu zabiegi. Na razie. Sądzę, że dynamiczna gospodarka chińska wkroczy i na ten rynek.
Sunday, May 6, 2018
Niedzielne czytanie - szatańskie wersety
W naszym parafialnym kościele wprowadzono innowację. W rozdawanym przed mszą biuletynie, na ostatniej stronie umieszczono prostą łamigłówkę - Znajdź słowa....
Jak na biuletyn kościelny przystało szukać pomaga aniołek a słowa są budujące: Ojciec, przyjaciele, szczęśliwy...
Jeszcze podczas śpiewania końcowej pieśni zerknąłem na łamigłowkę - nie znalazłem Ojca, przyjaciół, szczęśliwości, moje oko bezbłędnie wyłapało - proszę sprawdzić - górny rząd, piąta kolumna od prawej, czytamy w dół.
A dopiero co odmawiałem - i nie wódź nas na pokuszenie.
Jak na biuletyn kościelny przystało szukać pomaga aniołek a słowa są budujące: Ojciec, przyjaciele, szczęśliwy...
Jeszcze podczas śpiewania końcowej pieśni zerknąłem na łamigłowkę - nie znalazłem Ojca, przyjaciół, szczęśliwości, moje oko bezbłędnie wyłapało - proszę sprawdzić - górny rząd, piąta kolumna od prawej, czytamy w dół.
A dopiero co odmawiałem - i nie wódź nas na pokuszenie.
Saturday, May 5, 2018
Chińczycy udowadniają, że jest życie na Mar(k)sie.
Przepraszam za sztubacki żart w tytule wpisu. Za moich młodych lat w klasie wisiały cztery portrety - Lenina, Stalina, Marksa i Engelsa a uczniowie żartowali - no, jak to w końcu jest? Jest życie na tym Marksie czy go nie ma?
Internet zaserwował mi dzisiejszego ranka czołówki europejskich gazet, a tam - 200-setna rocznica urodzin Karola Marksa - 5.5.1818.
Karol Marks urodził się w Trewirze i dzisiaj w tym mieście odbędzie się odsłonięcie pomnika jubilata, prezentu od Chin - KLIK.
W innych gazetach znajduję artykuły donoszące, że zaprezentowane w Kapitale idee ekonomiczno-społeczne odżyły na Zachodzie - KLIK. Na Wschodzie są ignorowane.
Za wyjątkiem Chin.
Internet zaserwował mi dzisiejszego ranka czołówki europejskich gazet, a tam - 200-setna rocznica urodzin Karola Marksa - 5.5.1818.
Karol Marks urodził się w Trewirze i dzisiaj w tym mieście odbędzie się odsłonięcie pomnika jubilata, prezentu od Chin - KLIK.
W innych gazetach znajduję artykuły donoszące, że zaprezentowane w Kapitale idee ekonomiczno-społeczne odżyły na Zachodzie - KLIK. Na Wschodzie są ignorowane.
Za wyjątkiem Chin.
Subscribe to:
Posts (Atom)


