Showing posts with label zdrowie. Show all posts
Showing posts with label zdrowie. Show all posts

Saturday, July 18, 2026

Tęcza gola!

 


Zdjęcie wyjaśnia tytuł...
Wpis będzie o czym innym.
Kilka dni temu byłem na zebraniu mojego oddziału Stowarzyszenia św Wincentego.
Mieliśmy gości z innego oddziału a więc okazja do porównań.
Okazało się, że ten inny oddział ma zebrania co 2 tygodnie i że tylko 3 osoby są w stanie jeździć na wizytacje (my mamy zebrania raz na miesiąc i tuzin osób zdolnych do wizytacji).
Dlaczego zebrania co 2 tygodnie?
Starość nie radość - członkowie tamtej grupy są w takim wieku, że... bardzo jest im potrzebne spotkanie i wspólna modlitwa.

Migawka z wizytacji - klientka w średnim wieku, wspomina, że dużo czasu zajmują jej wizyty u matki, która jest w szpitalu gdzie czeka na przeniesienie do domu opieki.
- Moja matka ma już 67 lat - wzdycha klientka.
Ja i mój wizytacyjny partner spoglądamy na siebie badawczo...
Hmmm - teoretycznie mogłaby być naszą córką.

Wizyta w szpitalu...
Szpital Cabrini - założony w 1948 roku przez siostry Sercanki z Włoch.
Od tego czasu bardzo się rozrósł, zachował jednak katolickie tradycje, jest chyba jedynym szpitalem w Melbourne gdzie nie wykonuje się aborcji.
Wędrując labiryntem korytarzy przyglądam się pacjentom i personelowi.
Przekrój etniczny - 90% pacjentów - rodowód europejski, 75% personelu - rodowód azjatycki lub wyspy Pacyfiku.
Pacjenci - raczej moja kategoria wiekowa - wydaje mi się, że w ich oczach widzę zagubienie, dezorientację, czasem - przeprosiny.
Rozmawiam przez chwilę z pielęgniarzem - pochodzi z Nepalu - już 4 lata pracuje w Australii.
- Muszę niedługo wrócić do domu - mówi - muszę pomóc rodzicom.
- W jakim wieku są Twoi rodzice? - pytam.
- Ojciec - 58 lat, ciężka praca na roli.

Wychodząc ze szpitala zaglądam do kaplicy...


Korona Cierniowa...

Wizytacja u klientki Stowarzyszenia... relacja kolegów.
Kobieta, wiek 30+.
Przez 2 lata była bezdomna, niedawno dostała mieszkanie z opieki społecznej.
W mieszkaniu - śpiwór na podłodze - koniec spisu inwentarza.
Na szczęście w naszej okolicy istnieje magazyn, do którego można oddać niepotrzebne meble i sprzęty domowe a z drugiej strony - osoby potrzebujące mogą wziąć je bez żadnych opłat. Trzeba tylko samemu zorganizować transport.
Po dwóch dniach ustalania listy zakupów nasza klientka pojechała tam z naszymi reprezentantami.
Lista nabytków... chyba 40 pozycji.
Istotne, że nasza klientka, być może pierwszy raz w życiu, poczuła się panią sytuacji - to ona wybierała... nie troszcząc się o cenę.

Takie to wspomnienia mnie naszły podczas spaceru pod tęczą.
Nie muszę dodawać, że spacer był na bosaka.

Tęcza zwiastowała poprawę pogody.
Od 3 dni mamy chłodne, bezchmurne noce i słoneczne dni.
Jakiś czas temu prezentowałem śnieżne zdjęcie, podejrzewam, że od tego czasu bardzo się pogorszyło.
Niedobrze - za 3 tygodnie ma do Melbourne przyjechać znajomy narciarz z Kanady. Cel - maraton narciarski Kangaroo Hoppet.
Umówiliśmy się na stacji o 10:45 - trzymam kciuki żeby spadł śnieg.

Tuesday, May 5, 2026

Bach, CePEm WAM, Bach!

Kilka dni temu nasz syn i synowa obchodzili 26. rocznicę ślubu - BACH!
Niedziela - rocznicę celebrowaliśmy w przytulnej kawiarni - Four Beans Cafe.


Four Beans - Cztery ziarna - zgadza się - właśnie tyle dzieci im się urodziło.
Dwoje z nich zagrało nam tęczową piosenkę - KLIK.


Powrót do domu i energiczny początek tygodnia...
Najpierw coś dla zdrowia - zawiozłem żonę do szpitala na medyczną procedurę.
Prosto za szpitala na... koncert muzyki symfonicznej, to już trzeci
 koncert w ciągu ostatnich 15 dni, przypominają mi się czasy studiów.

Muzyka W.A.Mozarta przeplatana z muzyką synów J.S. Bacha - Jana Christiana i Carla Philippa Emanuela (CPE) - czyli jak w tytule.

Na początek I symfonia W.A.Mozarta, napisał ją w wieku 8 lat. W tym czasie (1764-65) odbył on z ojcem długą podróż muzyczną po Europie, na trasie był Londyn gdzie Wolfgang miał okazję zapoznać się z muzyką J.C. Bacha i to wyraźnie wpłynęło na kompozycję I symfonii (w P.S. są linki do wszystkich utworów wykonanych na koncercie).

Johann Christian Bach - 1735-1782...


Najmłodszy syn Jana Sebastiana (1685-1750)...


Spore podobieństwo, ale duża różnica muzycznego stylu. 
Nic dziwnego J.C. urodził się gdy jego ojciec miał 50 lat, był dwudziestym (ostatnim) dzieckiem.

Koncert bardzo dobrze wykonany i dobrze zsynchronizowany.
Ledwie zdążyłem wyjść z sali i włączyć telefon a tu już dzwoni lekarz ze szpitala - dobra wiadomość - zabieg udał się bardzo dobrze, żona wyjdzie ze szpitala jutro(wtorek) około południa.

Świetnie - co tu zrobić z kilkunastu godzinami "wolności"?

Bach - telefon z warsztatu naprawczego - twój samochód będzie gotowy za dwie godziny, oddaj wynajęty samochód i zadzwoń do nas to wyślemy po ciebie taksówkę.

I jak marionetka - odwożę, oddaję, słucham jak dzwonią, wsiadam gdy po mnie podjeżdżają, wysiadam, odbieram, wsiadam - moja świadomość zostaje uderzona CEPEM - uważaj, tu wszystko działa inaczej!
Szczęśliwie dojeżdżam do domu...
Akcja - za 2 godziny przychodzi córka na obiad - większość potraw gotowa, pozostało ugotowanie i starcie buraczków - czerwono mi czerwono...

Wieczór upływa nam w miłej atmosferze.
Noc równie dobrze - śpię jak zabity.... ale jednak żywy bo wstaję o właściwej porze i odbieram żonę ze szpitala.

To była Majówka! 
No mówię W.A.M.

P.S. 
Program koncertu:
- W.A. Mozart - Symfonia nr 1 - KLIK.
- C.P.E. Bach - Symfonia b-moll - KLIK.
- J.C. Bach - Sinfonia Concertante - KLIK.
- W.A. Mozart - Symfonia nr 31 - KLIK.

Thursday, February 5, 2026

Udar

 Kilka dni temu, w dzień Matki Boskiej Gromnicznej, wspominałem swoje wizyty u fryzjera i lekarza.

A co było pośrodku?
UDA-Rrrr!!!

No po prostu - CUD UD.

Zacznę od topografii...
Gdy wyjdę z domu, siła grawitacji ciągnie mnie prosto na niewielki cmentarz.
Groby różnego rodzaju, ale moją uwagę przyciąga istotny element życia pozagrobowego...

Ciemnoszary budynek - ANYTIME FITNESS.
Czy w takim sąsiedztwie mogą się spełnić modlitwy - wieczne odpoczywanie racz im dać Panie?

Ruszam na zachód, pod górkę
- bardzo duży gym/gimnazjum- szczękają sztangi, kręcą się pedały...
- zakład fryzjerski...


... chyba się między te panie nie wcisnę - idę dalej...
- filia wspomnianego wcześniej gymu,
- gabinet tatuażu,
- zakład fizjoterapii,
- kolejny fryzjer dla pań,
- kolejny gym,
- fryzjer męski - mój poniedziałkowy cel.

No więc... poniedziałek, wyszedłem od fryzjera i chyba trafiłem na koniec sesji w gymach i siłowniach gdyż wokół mnie był... Cud Ud!!!

W rezultacie doznałem UD-aru...
Poniżej spróbowałem uporządkować to alfaudabetycznie...

AUD - symbol australijskiego dolara - nigdy mało,
a ud? Też nigdy mało.
Budzik - budzić gdy śnią się uda? - trzeba być dzikim
Cud - ud - nie ma dwóch zdań.
Dwudzielny - musi być dzielny.
E... uda - EU da - dlatego tam należymy.
Feudalny system = nadu(d)życie.
Gruda po grudzie, udo na udzie.
Hydrobudowa - dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał hydrze
... ten ud nie wyrwie, pogładzi je chytrze.
Interludium - przerwa, aktywna, przygotowanie do akcji ludycznej czyli zabawowej. Ej!
Judasz - nie zdradzi jak dasz.
Kudłaty - łaty? Nie w moim guście.
Ludzie, ludziska - uda, udziska.
Łudzić - warto się łudzić, warto się trudzić a nawet pobrudzić.
Maruda - oczywiście, że nawet ruda ma uda.
Nuda - w takim otoczeniu - nigdy.
Obłuda - fakt, uda są obłe, mogą być nawet obłędne.
Paskuda -na pasku uda? Fe, paskuda.
Ruda - bardzo odpowiedni kolor.
Sudanka - nie zaglądam pod ubranka.
Trudno nie zau(d)ważyć.
Udręka - ano rzeczywiście - tu uda, tam ręka.
Wyludnienie - świat bez ud? Nie! Nie!
Złuda - jednak nie - to rzeczywistość.
Żmudne to pisanie, ale cel cudny.

Monday, February 2, 2026

Gromniczna

2 lutego - w Polsce święto Matki Boskiej Gromnicznej - zajrzałem do Wikipedii - KLIK.
Nie wiem dlaczego polska wersja Wiki zaczyna listę krajów słowiańskich od Rosji, ale to drugorzędne - generalnie chodzi o przełamanie zimy.
Przypomina mi się przysłowie - gdy w Gromniczną z dachu ciecze, jeszcze zima się przewlecze.
Dorobiłem do tego drugą linię - gdy w Gromniczną mróz - koniec zimy tuż.

Dziś wypadł mi aktywny dzień, wstałem wcześnie i.... mróz!
Co? Mróz w Australii? W środku lata?
No.... to jest sprawa względna - temperatura na zewnątrz wynosiła 10C, ale to jednak 34 stopnie mniej niż kilka dni temu, to jest jakiś szok.

W takich warunkach mój dzisiejszy wpis jest pisany w stanie swoistego udaru.

Zacząłem jednak od Ewangelii - 2 lutego to nie byle jakie wydarzenie w życiu Jezusa - Ofiarowanie w Świątyni, które odbywało się 40 dni po porodzie.
Tym razem, zamiast do Ewangelii, zajrzałem do książki Romana Brandstaettera - Życie Jezusa. Książka trzyma się bardzo wiernie Ewangelii, ale dodaje do tego wiele praktycznych szczegółów życia w Izraelu...
"...Weszli na Dziedziniec Pogan, panowała tam jak codziennie nerwowa krzątanina. Krzyki, nawoływania przekupniów i kupujących, wrzaskliwe zachwalanie towarów, ryk cieląt, bek owiec, gruchanie gołebi tak szczelnie wypełniały cały plac, że trudno było odróżnić poszczególne dźwięki i głosy...
Przekupnie zorientowawszy się, że Miriam i Josef przybyli celem złożenia ofiary oczyszczającej, otoczyli ich zwartym kołem i każdy z nich na inną nutę zachwalał swój towar. Gdy Josef gromkim głosem powiadomił nacierającą gromadę przekupniów, że Miriam nie zamierza złożyć ofiary bogaczy, lecz ofiarę ubogich, eparę synogarlic, parę gołębi, część przekupniów, nie zainteresowana tak skromną transakcją, szybko się ulotniła....
Josef kupił synogarlice, wziął na ręce Niemowlę i poszedł wraz z Miriam na Dziedziniec Niewiast. Tutaj niewiasta stanęła twarzą do Świętego Świętych i trzymając skrzydlatą parę, zwróconą łebkami ku drzwiom Świątyni, zmawiała po cichu modlitwę, po czym zbliżywszy się do kapłana podała mu ofiarne ptaki. Położyła na nich dłonie, a kapłan, pobłogosławiwszy niewiastę, udał się do Ołtarza Całopalenia i podczas gdy składał ofiarę z jej synogarlic i skrapiał ich krwią rogi i ściany Ołtarza, dusza Miriam tęskniła i wyrywała się do progów Elohim, a jej serce i ciało wznosiły się do Boga Żywego....
... usłyszała nad sobą głos kapłana:
- Czy to jest twój syn pierworodny, niewiasto?
- Tak - odpowiedziała Miriam...
- Moja żona, córka Izraela, urodziła syna pierworodnego, którego ci teraz oddaję - powiedział Josef.
- Czy pragniesz zachować dla siebie syna, czy pięć sykli, Josefie ben Jaakow, które według twej woli możesz mi wręczyć w zamian za dziecko? - spytał kapłan.
- Syna pragnę dla siebie zachować. Weź w zamian pięć sykli, kapłanie - odparł Josef i wręczył mu pieniądze.
Kapłan podniósł dłonie i zaintonował:
- Błogosławiony niech będzie Bóg Abrahama, Jicchaka i Jaakowa, Pan Wszechświata, który nakazał wykup pierworodnych.
Błogosławiony niech będzie syn pierworodny i niechaj służy Panu w kole sprawiedliwych. Niechaj Bóg Izraela opiekuje się tym dzieckiem i niechaj ono żyje na chwałę mądrości i dobrych uczynków. Amen.
- Amen - powtórzyli Miriam i Josef..."

A więc tak to wyglądało.
A skąd R. Brandstaetter o tym wie?
Bardzo ciekawy życiorys - pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej, po wybuchu wojny uciekł z Warszawy do Wilna gdzie poślubił Żydówkę, Tamarę Karren i przy pomocy jej rodziny, oboje wyjechali do Jerozolimy. Tam spędzili 6 lat i Roman Brandstaetter przeszedł na wiarę katolicką... - więcej - link w PostScriptum.
Jezus z Nazaretu - 4 tomy - wyznam, że czytam z przyjemnością.

Poniedziałek - droga strona medalu - czas akcji...
Choinka rozebrana już wczoraj.
Poniedziałek - zatem kierunek - fryzjer.
Tu wyjaśnię, że mój lokalny fryzjer w poniedziałki daje seniorom A$5 zniżki - niestety korzystam z niej tylko raz na trzy tygodnie.

Ostrzyżony - pora odwiedzić lekarza.
Przez ostatnie 4 lata korzystałem z usług lekarki prowadzącej prywatny gabinet 5 minut spaceru od domu. Niestety przeszła właśnie na emeryturę więc zacząłem korzystać z usług sporej przychodni, 5 minut jazdy samochodem.
Dopiero dzisiaj poznałem rozmiar tej przychodni - 18 gabinetów lekarskich.
Czas standardowej, krótkiej, wizyty = 10 minut. 
Średnio przed każdym gabinetem czekały dwie osoby. Czyli prawie 40 osób!
Nie wiedziałem, że otacza mnie takie chore społeczeństwo.
Lekarze - większość Chińczycy, kilku Hindusów, ani jednego Europejczyka, ja wybrałem Wietnamczyka - zobaczymy.
Na początek wysłał mnie na serię badań

Po wizycie rozejrzałem się po okolicy...

Wietnamska kawiarnia.
Mam bardzo miłe wspomnienia z wycieczki do Wietnamu 11 lat temu i dobrze oceniam wietnamską kawę.
Nie zawiodłem się.
Mało tego - w drodze powrotnej do domu zauważyłem, patrol policji, który kontrolował oddech kierowców.
Pół godziny przed południem?
Może jednak ta kawiarnie o pieszczotliwej nazwie (Bé Ơi znaczy - Maleństwo) dosypała mi czegoś do kawy?
Policjanci spojrzeli mi badawczo w oczy i machnęli żebym jechał dalej - uff.

P.S.
Świątynia Jerozolimska - Wikipedia - KLIK.
Roman Brandstaetter - Wikipedia - KLIK.

Friday, October 31, 2025

Halo-halo

 Halloween - oczywiście... supermarket szykował się już dwa tygodnie przed terminem...


Sąsiedzi szykowali się stopniowo...
Spacerując po okolicy porównywałem domy, które przygotowały się na ten dzień i te, które się nie przygotowały....

===

===

===

===


A tuż za rogiem...


Bliżej centrum handlowego...

I jeszcze coś, nie całkiem na temat, ale też może przestraszyć - zakład tatuażu pod 13-tką a w tle - restauracyjka o nazwie Li(c)ho...

Zajrzałem też na plac z urządzeniami do ćwiczeń... nie spotkałem tam żadnych szkieletów, ale już na płocie sąsiedniego domu...

Jakieś cienkie te kości, widać, że nie ćwiczył.

To było w czwartek.
Piątek - widziałem ogłoszenia, że planują imprezy dla dzieci, w tym samym miejscu co Oktoberfest 2 tygodnie temu, ale nie dołączyłem bo kilka godzin spędziłem w szpitalu. 

Wymiana baterii w rozruszniku - zabieg pod znieczuleniem miejscowym co dało mi możliwość stwierdzenia, że moje ciało to jakiś, prawie mi obcy, byt.
W wyznaczonym czasie moje łóżko otoczyło 4 panów, przesunęli do sali operacyjnej i każdy z nich coś energicznie majstrował - podłączał, rozłączał, przyklejał, malował, podsuwał, podnosił. Równocześnie wymieniali uwagi na temat planów na weekend, wyników krykieta, jak obstawić wyścigi końskie (Melbourne Cup).
Wreszcie zjawił się Główny Operator, nakryli mi głowę jakąś płachtą a on... też mnie malował, potem przebierał palcami - nie wiem czy mu się coś rozsypało czy łapał pchły. A potem długo coś przyciskał, przyklejał...
I już :)

Tuesday, August 12, 2025

Tam gdzie ostatnia świeci szubienica

 Niedziela, na progu kościoła wręczono mi niedzielny biuletyn z takim zdjęciem...



Skojarzenie było natychmiastowe - powiesili światło na szubienicy!?!
W rezultacie nie mogłem się skupić i wysłuchać uważnie kazania.

Szybko wyszedłem z kościoła sprawdzić co się dzieje z tym światłem...
Działo się dobrze - bardzo dobrze - słońce w pełni i każdym innym wymiarze, zmieniłem spodnie na szorty a buty na sandały i pospieszyłem do pobliskiego parku.

Najpierw sprawdzam gdzie jest Melbourne...


Za siatką.
Kilka kroków do boiska i na bosaka po trawie...


Boisko do krykieta dojrzewa...


Przechodzę do części rekreacyjnej...


Kilkanaście osób, dzieciaki mają przestrzeń do biegania.
Na dodatek jest tramwaj... to znaczy... nie ma tramwaju.
Wyjaśnienie - wiele lat temu w parku umieszczono dwa zabytkowe tramwaje, które były drobną atrakcją dla dzieci i znacznie większą atrakcją dla wandali, którzy zdemolowali i podpalili je kilka razy.
Dzisiaj zauważyłem komunikat - tramwaje zostaną zrekonstruowane, wymienione na nowszy model, koszt - ponad A$ 5 milionów!!!???!!!


Ponad 5 milionów dolarów na wątpliwej jakości zabawki w parku?!?!
Pamiętam te tramwaje doskonale bo regularnie odwiedzałem ten park z wnuczętami.
Wnuczęta spędzały może 3 minuty w tramwaju, wolały budować szałasy albo pirackie statki.

Z jednej strony - mogliby za te pieniądze kupić wszystkie 3 unity w nowowybudowanym domu na przeciwko i umieścić tam 10 bezdomnych.
Z drugiej strony - jednak wolałbym nie mieć sąsiadów, którzy mogą rozpalić ognisko w domu.
Lepiej wracać do domu i podreperować budżet państwa - zabrać się za przygotowanie zeznania podatkowego.

Wtorek - migawka z centrum miasta...


Legowisko porządnie zasłane - lokator prawdopodobnie żebrze koło supermarketu.

P.S.
Tytułowy wiersz z wyjaśnieniami dla uczniów - KLIK.

Saturday, August 9, 2025

Nowe śmiecie

 Naprzeciwko naszego domu, troszkę na skos, wybudowali nowy dom - trzy niezależne mieszkania -  "units".
Budowa trwała wyjątkowo długo, chyba ponad 3 lata - czwartek - oficjalny koniec - rada dzielnicowa dostarczyła pojemniki na śmieci...

Czerwone - śmieci-śmieci, żółte - recykling, zielone - zielone.

Agent od nieruchomości umieścił tablice - jeden unit na sprzedaż, jeden do wynajęcia a frontowy... albo już sprzedany albo zamieszka tam właściciel(ka).

Nieco wcześniej, w poniedziałek, miałem wizytę u fizjoterapeutki, zachęciła mnie do ćwiczeń więc odwiedziłem pobliską działkę, na której zainstalowali narzędzia tortur...

 

Akurat przed chwilą pokropił je deszcz...


Przetarłem serwetką i wzmocniłem się ogromnie.

Parę kroków dalej, za krzakami, zauważyłem całkiem porządny namiot...


Bezdomny?
Zapukałem - cisza. Rozsunąłem suwak i zajrzałem do środka - mata do spania i skotłowany śpiwór - a więc ktoś z niego korzystał.

Tego samego dnia, wieczorem,  położyłem sobie duszę na ramieniu i przyszedłem zobaczyć czy z namiotu ktoś korzysta.  Ani widu, ani słychu - może było za wcześnie?

Dzisiaj - sobota - po bezchmurnej nocy i pełni księżyca, piękny, słoneczny dzień.
Oczywiście jakieś zakupy, widok na centrum miasta...


Ani się spostrzegłem a wybiło południe i moja stacja radiowa - ABC/Classic rozpoczęła audycję Music Lesson - Lekcja muzyki.
Temat na sobotę - 9 sierpnia - 9/8 - czy to może być muzyczny rytm?

Może, dowód poniżej - wyraźnie napisane tuż za kluczem wiolinowym i dwoma krzyżykami...


A jak to brzmi - no przecież wiemy - KLIK.
Ewentualnie wersja filmowa do scenariusza J. Conrada - KLIK.

Ufff...
Po krótkim odpoczynku wyjrzałem przez okno a tam... bezszelestnie podjeżdżają elektryczne samochody i wysiadają z nich chińscy pasażerowie - inspekcja unitu na sprzedaż.

Zajrzałem i ja... w porządku.
Przy okazji porozmawiałem z agentem...


Na imię miał Hans.
Może pochodzisz z niemieckiej rodziny? - spytałem podstępnie.
Nie, takie imię ma kompozytor muzyki do wielu popularnych filmów - Hanz Zimmer.

Zgadza się - KLIK.
Może będziemy mieli muzykalnych sąsiadów.

Monday, July 21, 2025

Pod nosem

 Nieczęsto mam okazję oddalić się znacząco od domu, regularne oddalenia to cotygodniowa wyprawa po zakupy na Camberwell Market - 5 km od domu.

Ostatnie kilka dni było chłodne, ale słoneczne więc korzystałem z okazji żeby trochę pospacerować. Nie tylko ja wyszedłem na słońce...


Za to u sąsiada - kolorowo i hałaśliwie...



Przy okazji zauważyłem dobre ostrzeżenie przed zderzeniem samochodów...


OK - dosyć żartów, teraz będzie o zdrowiu...

"Powiedziano Ci, że to H₂O. Tego wszyscy nauczyliśmy się w szkole. Że Twoje ciało składa się w siedemdziesięciu procentach z wody i że woda jest po prostu neutralną substancją, która transportuje różne substancje w organizmie.Ale to nie jest cała prawda.
Nawet nie zbliżona do prawdy.

W twoim ciele woda nie występuje w podstawowym stanie ciekłym. Tworzy ona fazę strukturalną. Żywą, inteligentną, naładowaną elektrycznie formę..."

Prawdę o wodzie znalazłem tutaj ==> KLIK.

Wydaje mi się, że jakoś intuicyjnie to wiedziałem, objawiało to się tym, że rzadko czułem pragnienie a gdy czułem to wolałem zjeść jabłko niż napić się wody.

W zlinkowanym artykule znalazłem potwierdzenie dwóch dodatkowych faktów - dobre jest przebywanie na słońcu i chodzenie boso.
W październiku zeszłego roku wspominałem na tym blogu chodzenie na bosaka po trawie. Tym razem nie czekam do października - pospacerowałem już dzisiaj :)

Na zdrowie!

Wednesday, July 9, 2025

Grzyby, które wstrząsnęły światem

 Przez większość czerwca, w wieczornym dzienniku naszej telewizji państwowej - ABC - mieliśmy stałą pozycję - sprawozdanie z procesu pani Erin Patterson oskarżonej o celowe otrucie trzech osób.

W poprzednim tygodniu była cisza - sądowe jury debatowało winna czy niewinna. Debatowali nawet w sobotę, niedzielę mieli wolną, ale przebywali w izolacji od świata zewnętrznego.
Przedwczoraj (poniedziałek) ogłoszono werdykt - WINNA!


Nie poruszałbym tego tematu gdyż niezbyt interesują mnie kroniki kryminalne, ale zmotywowała mnie informacja, że sprawa stała się znana na całym świecie.

Co prawda termin cały świat jest obecnie mocno nadużywany, ale jednak informację o tej sprawie podała już dawno temu Wyborcza - KLIK. A teraz, po ogłoszeniu werdyktu, zobaczyliśmy relację w Wiadomościach POLSAT, informację podały również CNN, Reuter,  BBC, Al Jazeera...
Nagłówki gazetowych informacji można zobaczyć TUTAJ.

O co chodzi?
Pod koniec lipca 2023 pani Patterson zaprosiła na obiad swoich teściów, lokalnego pastora i jego żonę.
Na obiad podała beef Wellington - wołowina zapiekana w cieście - dla smaku dodała trochę grzybów...

Ilustracja
Autorstwa Jerzy Opioła - Praca własna, CC BY-SA 4.0, Link

Muchomor zielony.
 Po obiedzie wszyscy goście wylądowali w szpitalu z objawami zatrucia, trzy osoby zmarły.
Gospodyni i jej dzieci pozostali zdrowi jak rydze.

Podczas śledztwa wykryto sporo krętactw podejrzanej i to zapewne wpłynęło na werdykt jury.
Nie będę jednak rozwijał tego tematu, wspomnę za to dwa inne, pokrewne aspekty...

Grzyby w Australii -
wspominałem o tym kilka razy na tym blogu. Najłatwiej nam spotkać kanie...



Zebrane 400 m od naszego domu.

Zaś w okolicy farmy naszej córki rosną rydze...



Generalnie Australijczycy są bardzo podejrzliwi w tym temacie. Kilka razy spotkałem się ostrzeżeniami przechodniów - czy ja wiem co ja robię?
Służby miejskie przeorały pobliski park, w którym rosły kanie, teraz najbliższe grzybne miejsce jest 4 km od naszego domu.

Drugi aspekt - jury czyli ława przysięgłych...
Internet podaje, że ławnicy są losowani z listy osób uprawnionych do głosowania czyli teoretycznie każdy pełnoletni obywatel Australii może zostać wylosowany.
Jak narazie, z naszej 11 osobowej rodzinnej grupy wylosowali tylko MNIE.

To było ponad 20 lat temu, pokazałem wezwanie w pracy (muszą dać bezpłatny urlop) i zgłosiłem się do gmachu sądu.
Po pierwsze wskazano mi dobrze zaopatrzony bufet, ceny umiarkowane, ale ja i tak przyniosłem sobie z domu kanapki.
Po drugie zasady gry...
Na wokandzie były 4 sprawy. Każda z nich potrzebowała ławników.
Wyjaśniono nam, że przed rozpoczęciem kolejnej sprawy zostaniemy wszyscy wezwani do osobnej sali, osoba prowadząca wyjaśni charakter sprawy i ilu ławników potrzeba.
Następnie wyciągnie z kapelusza nazwisko pierwszego kandydata/kandydatki.
Obrońca może teraz przepytać wybraną osobę żeby stwierdzić czy nie ma jakichś uprzedzeń w stosunku do oskarżonego/oskarżonej.
Kandydat zostaje zaakceptowany lub odrzucony... następny proszę.
Mnie trafiła się sprawa mężczyzny oskarżonego o handel narkotykami. Z nazwiska wydedukowałem, że ma jugosłowiańskie korzenie.
Potrzebowali chyba 4 ławników. Obrońca odrzucił jedną kandydatkę gdyż z rozmowy wyczuł, że czuje ona jakąś niechęć do oskarżonego. 
Mnie nie wybrali.
Musiałem odsiedzieć jeszcze kilka godzin i wypuścili mnie do domu.

Czasami, gdy proces trwa kilka dni, ławnicy mają zakaz kontaktu z ludźmi. W przypadku spraw budzących duże zainteresowanie mediów, może to oznaczać pobyt w jednoosobowym pokoju w hotelu bez dostępu do gazet, tv, internetu.
Domyślam się, że ławnicy w opisywanej tu sprawie mieli taką przyjemność przez tydzień.

P.S. Z bardzo dawnych czasów pamiętam film 12 gniewnych ludzi, H. Fonda w roli głównej - KLIK.
Po pierwszym obejrzeniu bardzo mi się podobał, po drugim... już nie tak bardzo.

Saturday, June 7, 2025

Życie w norze

 Wspomniane w poprzednim wpisie przeziębienie powoli rozchodzi się po kościach.
Bardzo powoli się rozchodzi, kości faktycznie bolą.

Z jednej strony izolujemy się trochę od towarzystwa żeby nikogo nie zarazić, z drugiej strony - tak samo.
W czwartek przyszła do nas pani, która pomaga nam w sprzątaniu - przyszła i gdy tylko usłyszała mój kaszel, to obróciła się na pięcie i koniec pomocy.
Jest w tym sporo logiki, jak pokręcę się do domu z miotłą i szmatą to mi dobrze zrobi.

Z innej strony - w czwartek odwiedzałem z kolegą osoby proszące  Stowarzyszenie św Wincentego o pomoc. Założyłem maskę i trzymałem się na dystans.
Trzy wezwania, jedno do wielo(11)dzietnej rodziny. Już z ulicy widzieliśmy przez okno jakiś program dla dzieci na ogromnym ekranie telewizora. Zapukaliśmy do drzwi - drzwi się otworzyły, szóstka maluchów porzuciła telewizor i podskakiwała radośnie za siatką w drzwiach skandując - Vinnies, Vinnies, Vinnies!
Rozmowa z ich matką nie była tak pogodna - starszy syn został pobity w szkole i spędził kilka godzin w szpitalu. A to jest szkoła z całkiem dobrą reputacją.
Druga klientka - pani z Wysp Cooka, o której już kilka razy wspominałem. Niestety ze względu na przeziębienia musiałem zrezygnować z jej uścisków. Poza tym wszystko normalnie - syn miał atak epilepsji.

Po powrocie do domu trafiłem na informację o Soup Vans - furgonetki z zupą organizowane przez Stowarzyszenie św Wincentego - bardzo na czasie.
W ciągu roku, w naszym stanie Wiktoria, wydają 800,000 gorących posiłków.

Druga strona medalu - statystyki wskazują bezrobocie około 4% co jest uważane za dobry wynik.
Trzecia strona medalu - rząd ogłosił podwyżkę minimalnej pensji do A$24.96/godzinę... co oznacza prawdopodobnie zwiększenie oficjalnego bezrobocia.

Dzisiaj - sobota - jeszcze inna strona medalu - nasz syn z trójką dzieciaków i dwoma psami uczestniczyli w Park Run - porannym biegu w pobliskim parku i wpadli do nas na śniadanie - rodzina, więc nie będę wyliczał ile czego zjedli. Ważne, że mają dobry apetyt.

Inna strona soboty - w ten weekend stacja ABC/Classic przedstawia wyniki plebiscytu na najbardziej popularne utwory fortepianowe.
Z jednej strony jestem bardzo sceptyczny w temacie głosowania na dzieła sztuki, z drugiej - jest to dla mnie jakiś miernik na ile moje gusta mieszczą się w obecnej rzeczywistości.

W tej chwili znam utwory, które zakwalifikowały się do dolnych 30% - kilka przykrych niespodzianek:
- 100 - J. Brahms - II koncert fortepianowy,
- 92 - L. van Beethoven - III koncert fortepianowy,
- 89 - F. Chopin - Walce.
- 88 - M. Ravel - Koncert fortepianowy G-dur
- 76 - F. Chopin - Wielki Polonez Es-dur
- 69 - L. van Beethoven - Sonata Nr 23 - Appasionata.
.... odliczanie trwa.

P.S. Poniedziałek - podzielę się wynikami głosowania:
1. L. van Beethoven - V koncert fortepianowy - tego byłem pewien.
2. L. van Beethoven -  Sonata Księżycowa.
3. F. Chopin - Nokturny.

Udział wzięło ponad 130,000 osób.
W pierwszej 100 utwory Beethovena i Chopina uplasowały się 9 razy
Pewnym zaskoczeniem była dla mnie wysoka pozycja nie tak bardzo popularnych utworów...
C. Debussy - Suita Bergamaca - 5
E. Satie - Gymnopedie - 7
Ciekaw jestem skąd tak wiele osób słyszało o tych kompozycjach i gdzie je usłyszeli?

Pełne wyniki - TUTAJ.

Wednesday, June 4, 2025

Uhu-ha, zima zła

 Jak co roku - 1 czerwca Australia deklaruje początek zimy.
W tym roku potraktowałem tę deklarację zbyt poważnie i przeziębiłem się.

Kilka tygodni temu poddałem się licznym szczepieniom - Covid, zapalenie płuc, grypa - tak że nie mogę już oczekiwać istotnej pomocy od służby zdrowia, pozostaje kichanie i kaszel w samotności.

Na dzisiejsze zakupy założyłem maseczkę, mimo to mnie rozpoznali - to chyba dobry znak.

Zastanawiam się w jaki sposób złapałem to paskudztwo...
Podejrzenie pada na prelekcję, którą prowadziłem tydzień temu.

Brak towarzystwa i okazji do ciekawych rozmów sprowokował mnie do ataku - to ja będę mówił a wy słuchajcie!

Pierwszy atak skierowałem na Jewish Age-Care - żydowskie domy opieki nad osobami starszymi.
Pierwsze wrażenia były obiecujące - bardzo wysoki standard opieki, miłe osoby które weryfikowały moje dane personalne (w obecnych czasach to nie jest bagatela).
Słuchacze a raczej słuchaczki też byli bardzo sympatyczni, ale jednak... pamięć już nie ta.
Moje prelekcje obfitują w detale historyczne i zmiany okoliczności i po 20 minutach czułem, że gubię słuchaczy.

Zrobiłem sobie kilka miesięcy przerwy, ale jednak rozglądałem się za kolejną ofiarą.
Znalazłem, znajomy działa w stowarzyszeniu mężczyzn-katolików i wspomniał, że osoba, która miała prowadzić prelekcję na kolejnym spotkaniu rozchorowała się.
A ja wtedy jeszcze się nie rozchorowałem więc równanie było proste.

Tematem prelekcji była Joice Nankivell-Loch - australijska kobieta-bohater..

Ku mojemu zaskoczeniu słuchacze... słuchali uważnie i nawet zadali kilka sensownych pytań.
Z drugiej strony... podczas powrotu do domu poczułem bardzo duże znużenie i bóle w kręgosłupie.
Zdałem sobie sprawę, że prowadziłem tę prelekcję w jakimś transie, nie zwracałem uwagi czy stoję czy siedzę i czy zachowuję właściwą pozycję.
Do tego dochodzi zaangażowanie emocjonalne.
Na dodatek podczas prelekcji korzystałem z mikrofonu i zalecono mi żebym trzymał go tuż przy ustach - a zatem nie obyło się bez dotknięcia mikrofonu ustami, a tam pewnie... pies go lizał.

No i mam jak mam... liczę, że do niedzieli przejdzie a w międzyczasie poszedłem za ciosem - zaproponowałem przeprowadzenie tej prelekcji w dwóch dość ekskluzywnych szkołach dla dziewcząt.

Bibliografia:
Wikipedia - KLIK.
Moje wpisy blogowe na temat Joice N-L - KLIK i KLIK

Wednesday, April 2, 2025

Czyż nie dobija się koni?

 

Po niedzielnych rozrywkach przyszedł normalny tydzień.

Spojrzałem za okno...


Przypomniał mi się wiersz Cypriana Norwida:
Tam gdzie ostatnia świeci szubienica
Tam jest mój środek dziś...

A tymczasem od frontu... złota jesień - budowa kwitnie....


O ile lepiej obrócić głowę w bok i zapomnieć o miastach i budowach...

Przed wyjściem z domu włączyłem Wiadomości POLSAT...
Polski Senat złożył wniosek aby wiek emerytalny tancerzy obniżyć do - kobiety 40 lat,  mężczyźni 45 lat.

Zgoda, to jest najbardziej niebezpieczny zawód na świecie.
Dla porównania - wiek emerytalny służb mundurowych jest o 10 lat wyższy.

Skoro dotknąłem tematu emerytury i dolegliwości starszego wieku to nasza córka i wnuczka właśnie doświadczyły skrajnego przypadku.
Dingo - koń na którym nasza wnuczka jeździła ponad 15 lat...


Stracił chęć życia.
Przestał jeść, stracił ochotę do jakiegokolwiek ruchu, w ciągu kilku dni ogromnie zmarniał...

Decyzja - eutanazja...
Uznali, że najlepszą metodą będzie.... zastrzelenie.
Procedurę wykonał weterynarz.
Pamięć automatycznie podsunęła wspomnienie filmu - Czyż nie dobija się koni.
W filmie giną i konie i ludzie - konie w dużo lepszym stylu.

A muzyka w radio - chyba już się szykują do Wielkiego Tygodnia - dzisiaj, gdy wracałem z zajęć rehabilitacyjnych słuchałem A. Vivaldiego - Stabat Mater - KLIK.

P.S.
Wiek Emerytalny Tancerzy - KLIK.
They Shoot Horses, Don't They? - Wikipedia - KLIK.

Sunday, March 30, 2025

To i tamto przed wyciągnięciem nóg

Tematem ostatniego wpisu był pogrzeb.
Minął ponad tydzień, w tym czasie nie było żadnego pogrzebu... i z pewnym niepokojem zauważyłem, że NIC się nie wydarzyło.

Dodatkowy sygnał alarmowy wysłał mi nasz znajomy, Polak mieszkający w Sydney. Łączą nas prawie rodzinne więzi, mój mieszkający w Anglii wujek, brat matki, był ojcem chrzestnym znajomego.
Znajomy zadzwonił i na wstępie rozmowy wspomniał uczciwie, że dzwoni bo osoby, które znają się na rzeczy, doradziły żeby utrzymywać kontakt z ludźmi bo to łagodzi przebieg wielu starczych przypadłości.
Zgadza się, zorientowałem się, że znajomy zapomniał już że rozmawialiśmy na początku lutego więc tym razem zrobiliśmy powtórkę tamtej rozrywki.

Wygląda to na osobiste przechwałki, ale wiem o co chodzi.
W zeszłym roku prowadziłem kilka prezentacji w ośrodkach dla starszych osób,  w tym roku... jeszcze nie czuję się na siłach by to kontynuować.

Na szczęście wnuczęta zdopingowały nas do działania.
W sobotę była to nasza najmłodsza wnuczka - Gracie - finał koszykówki uczniów szkół podstawowych.

Finał odbywał się w ogromnej hali na obrzeżach Melbourne.
Ponad 20 km od domu, zupełnie inny teren, niezwykle pofalowany i masa, masa drzew.
Nagle - ogromna hala sportowa, w której mieści się chyba 8 boisk koszykówki i innych sportów. Tłum ludzi z każdej strony.
Gracie walczyła jak lwica, ale jej drużyna zajęła 2 miejsce.

Niedziela (dzisiaj) ...
Nasz najstarszy wnuk Feliks miał występ w balecie Don Quixote.
Właściwie to już oglądaliśmy jego występ w tym balecie, ale tym razem występ był w miejscowości odległej 100 km od Melbourne i tak się złożyło, że w tej okolicy mieszka moja znajoma z pracy sprzed 35 lat.
To będzie dopiero test pamięci!

Jazda - zaskoczył mnie ruch na szosie - 4 pasy dokładnie upakowane samochodami - cała ta chmara mknie z prędkością 100 km/godz.
Po godzinie dojeżdżamy do klubu golfowego na lunch.

Najpierw mijamy drzwi do jaskini gier hazardowych...


Zaraz za rogiem sala restauracyjna - całkiem duża i wypełniona po brzegi.
Spotkanie ze znajomymi wyjątkowo sympatyczne. Trochę bałem się, że 2 godziny przy stole może się zbyt dłużyć, ale oni odbyli wiele ciekawych podróży Pacyfiku a poza tym mieli cierpliwość wysłuchać kilku moich opowiadań i już pora jechać na występ baletowy.

Na widowni komplet. Na scenie - występ chyba lepszy niż ten, który oglądaliśmy w lutym.
Balet Don Quixote ma bardzo mało wspólnego z opowieścią o błędnym rycerzu. To jest opowieść o młodej parze a od czasu do czasu stary dziadek w zbroi, z błędnym wzrokiem przechodzi w te lub wewte przez scenę.
Wyznam, że poczułem bliskość duchową z tą postacią.

Koniec przedstawienia - zespół baletowy wychodzi do foyer i pozuje widzom do fotografii - to jest moja szansa wcielić się w Don Kichota.... z wyciągniętymi nogami...


Wednesday, March 12, 2025

Rechot rehabilitanta

 Pod koniec zeszłego roku wspominałem o kłopotach ze zdrowiem.
Odleżałem 4 dni w szpitalu, wypisali mnie... i okazało się że to nie koniec.

Po kilku dniach zadzwoniła do mnie pielęgniarka i wprosiła się na wizytę sprawdzającą.
Sprawdziła podstawowe parametry w czym byłem bardzo pomocny gdyż codziennie zapisuję swoją wagę i ciśnienie.
Pogadaliśmy prawie godzinę co bardzo podniosło mnie na duchu i zamówiła się na wizytę za tydzień.
W międzyczasie zadzwoniła do mnie opiekunka farmaceutyczna żeby porozmawiać o nowych lekach, które przyjmuję.
Właściwie to rozmowa o niczym... przepisali to przyjmuję, jak powiedzą żeby przestać, to przestanę.
Ale pogadać z kimś, kto stwarza pozory zainteresowania moją osobą też miło.
I to wszystko bezpłatna państwowa służba zdrowia

Myślałem, że to koniec sprawy a tu okazało się, że zapisali mnie na serię zabiegów rehabilitacji serca no więc rehabilituję się.

Zabiegi w bardzo przestronnej sali w prywatnym szpitalu, symbolicznie coś tam płacę.
Dzisiaj było nas 6 pacjentów, 3 panie, 3 panów plus 3 rehabilitantki.
Prosty zestaw ćwiczeń, właściwie każdy z pacjentów mógłby sobie to zorganizować w domu, ale jednak profesjonalne oko rehabilitantki mobilizuje.

A co na innych frontach...
Recycling - trzymając się tematyki medycznej załączam zdjęcie stanowiska recyklingu opakowań do leków...

Opakowania typu blister - KLIK.
Ciekawe, że Polacy jak gęsi, zapomnieli, że swój język mają - angielskie słowo blister oznacza pęcherz, taki jaki potrafi się zrobić na dłoni lub stopie na skutek wielokrotnego uciskania lub tarcia.
Czyli są to opakowania pęcherzowe.

Książki...
W poniedziałek było zebranie kółka książkowego, za zadanie mieliśmy przeczytać książkę Tom Lake, autorka Ann Patchett - KLIK.
Przymierzałem się do tej książki 3 razy i za każdym razem rezygnowałem po mniej niż 10 stronach.
Co ciekawe książka zaczyna się od opisu inscenizacji sztuki Nasze Miasto - oglądałem tę sztukę w Teatrze Współczesnym w Warszawie, chyba 1958 rok - KLIK.
Reżysera grał Kazimierz Rudzki.

Sztuka jest o tyle ciekawa, że stara się włączyć publiczność do akcji a właściwie tylko udaje, że się stara, gdyż aktorzy siedzieli między publiką i gdy było trzeba to wychodzili na scenę.
Na przedstawieniu byłem z kuzynką, która studiowała właśnie w szkole aktorskiej i ona co raz dawała mi kuksańca żebym uprzedził aktora, wyszedł na scenę i zaskoczył reżysera czymś niespodziewanym.
Niestety nie miałem na tyle śmiałości.

Żadna z pań z książkowego kółka nie słyszała nigdy o tej sztuce za to książkę wszystkie przeczytały i miały sporo do powiedzenia rozszerzając akcję książki o historię własnej rodziny.
To właśnie było intencją specyficznej inscenizacji sztuki i poczułem szacunek dla autora.

Po zebraniu zajrzałem do "knihobudki" - budki gdzie można podrzucić lub wypożyczyć książkę.
W rękę wpadła mi - Swan Song, autor Edmund Crispin - KLIK.

Początek...
"Niewiele jest stworzeń głupszych od przeciętnego śpiewaka. Wydaje się, że ułamkowe dostosowanie krtani, głośni i zatok, niezbędne do wydawania pięknych dźwięków, musi niemal niezmiennie iść w parze - tak przewrotne są zwyczaje Opatrzności - z bezmyślnością kury podwórkowej"....

Oj, co za wstrętna męska arogancja - pomyślałem - i ani się obejrzałem a już przeczytałem 60 stron.

Oj co za wstrętna męska kreatura - pomyślałem o sobie -- tu już chyba nie nastąpi żadna rehabilitacja.

Wednesday, February 5, 2025

Luty - pogoda i okolice

 Luty przyniósł nam upał.
Normalne.

Oczywiście w Australii pogoda to zawsze sprawa względna - na północnym wschodzie mamy powódź - KLIK a w naszym (południowym) stanie pożary - KLIK.

Melbourne jest dość bezpieczne, pozostał nam więc UPAŁ.

Doskonałą ilustracją był wybór muzyki przez stację radiową - ABC/Classic - Camille Saint-Saens - Karnawał Zwierząt - ŻÓŁW - KLIK.

A przecież w oryginale było  TAK.

Upał znacznie ograniczył moją ruchliwość, więcej czasu na czytanie...


Przepiszemy ci kota (na receptę).
Całkiem ciekawa lektura.

Również nieco więcej czasu przed telewizorem, jedna z pierwszych rzeczy, którą zauważam to, że pewien temat ogromnie się skurczył - wojna na Ukrainie - kilka tygodni temu relacjonowano ją codziennie, była to kwestia bytu/niebytu Polski i części Europy, teraz temat zniknął okazuje się, że może jest to kwestia dogadania się w temacie dostawy rzadkich minerałów do USA.... acha i przy okazji, niektórzy kwestionują prezydenturę W. Żełeńskiego gdyż kadencja zakończyła się ponad rok temu.

W głowie się kręci, to może lepiej wyjść na słońce.
Zmierzyłem się z upałem w poniedziałek. Słysząc prognozy pogody zaproponowałem, że odbiorę naszą najmłodszą wnuczkę ze szkoły.

Jazda klimatyzowanym samochodem nie była problemem, wydało mi się że samochody na ulicy jechały ostrożniej, być może był to wynik dość częstych przejazdów karetek pogotowia.

Wreszcie szkoła - wysiadam z samochodu i czuję jakby ktoś założył mi jakąś kłódkę na mózg.
Byle szybciej do wnętrza budynku, podobnie zachowują się inni rodzice, pewnym urozmaiceniem są dość liczne matki ubrane w bardzo obfite, ciemne stroje - one idą spokojnie i z wdziękiem.

Dowożę wnuczkę do domu i wypakowuję smakołyki jakie przygotowała wnuczętom Babcia.

Szykuję się do odwrotu, nawet kot nie ma siły mnie pożegnać...