Showing posts with label muzyka. Show all posts
Showing posts with label muzyka. Show all posts

Thursday, September 3, 2026

Zabawa z ogniem

 Play with Fire - taki był tytuł dzisiejszego koncertu z serii Mostly Mozart.
Aż 5 utworów - cztery z nich mają ogień w tytule, ostatni - Symfonia Haffnerowska Mozarta - tytuł bez ognia, ale Wikipedia wspomina, że Mozart w liście do ojca wspomniał, że utwór powinien być wykonany " z ogniem".
Wszystkie informacje i nagrania w Post Scriptum.

Bardzo długo czekaliśmy na ten koncert, aż od Wielkanocy.
Pierwsze wrażenie - w foyer - chyba więcej ludzi niż zwykle.
Drugie wrażenia - ciasteczka - przypomnę - na tej serii koncertów serwują ciasteczka i gorące napoje.
No więc ciasteczek było mało, za to całe piramidy "pies"...


Rzeczywiście, poczułem trochę ognia w żołądku.

Koncert - doskonały - wyszukałem na YouTube wykonania wszystkich utworów, ale daleko im do tego co wysłuchałem w sali koncertowej.
Największe wrażenie zrobiło na mnie preludium C. Debussy - Feux d'artifice - Fajerwerki.

Koniec koncertu - zbieramy się dość szybko bo w planie jeszcze sporo spraw.
Schodzę szybko po schodach i słyszę jakieś krzyki - spoglądam w dół - katastrofa - ktoś się przewrócił podczas zjazdu na ruchomych schodach i... lawina ciał ludzkich.
Zanim zszedłem ze schodów to wyciągnęli już 6 osób i akcja była w toku.
Przyjechała straż pożarna, 2 patrole policji i 4 karetki pogotowia.

Po dojechaniu do domu wybieram się po zakupy - na głównej drodze korek, z daleka widzę migające światła. Niestety nie ma wyjścia, muszę posuwać się w korku.
Kątem oka widzę leżący na jezdni całkowicie zgruchotany motocykl.

Jeszcze krótka wizyta u najstarszej wnuczki - zaziębiona więc Babcia ugotowała jej rosół.

Następny punkt - wizytacje klientów Stowarzyszenia św Wincentego - tylko dwa wezwania.
Pierwsza klientka wspomina, że miała ostatnio wymieniany rozrusznik serca.
To już ósma wymiana - dodaje.
- Ósma wymiana? - to Ty masz te rozruszniki od urodzenia? - pytam.
- Niezupełnie, ale ja mam dwa, po lewej i prawej stronie.
- To Ty masz dwa serca?
Brak odpowiedzi.

Druga wizyta - regularne klientki - matka i córka.
W mieszkaniu niesamowity bałagan.
Gorąco - grzejnik grzeje na cały regulator (przypomnę, że u nas koniec zimy, ale generalnie jest raczej ciepło.
Klientka nalega żebyśmy usiedli co wymaga sporo gimnastyki.
Wysłuchujemy długiej listy zdrowotnych kłopotów i wygrzebujemy się do wyjścia.

W domu stwierdzam, że nie mam torebki, w której noszę telefon i wszystkie dokumenty.
Dzwonię do partnera z wizytacji żeby sprawdził w samochodzie - nie ma.
Czyli pewnie zostawiłem u ostatniej klientki...
Mój partner dzwoni do niej - jest - jedzie i przywozi.

Ufff - to był ognisty dzień.

P.S.
- J. Haydn - Symfonia Nr 59 - Feuer - Wiki - YouToo
-
M. de Falla - Taniec ognia - Wiki - YouToo.
- C. Debussy - Feux d'artifice - YouToo.
- A. Scriabin - Vers la flamme - Wiki - YouToo.
- W. A. Mozart - Symfonia Nr 35 - Haffnerowska - Wiki - YouToo.

Friday, June 12, 2026

Plebiscyt

Tydzień temu informowałem o plebiscycie australijskiego radia - ABC/Classic - Największy utwór muzyczny Wszechczasów - w ostatnią niedzielę poznałem wyniki - KLIK.

Jak już wspominałem - nie przywiązuję wielkiej wagi do wyników takich plebiscytów, ale jestem zadowolony, że są (od czasu do czasu). 
Dają mi poczucie przynależności do... grupy nieznanych mi ludzi.

Jak się spodziewałem/obawiałem wygrała IX symfonia L. van Beethovena.
Obawiałem, bo wyjątkowo nie lubię tego utworu a już najbardziej finałowej Ody do radości - przypomina mi masowe pieśni z okresu PRL.

A co mi się podobało...
2. miejsce - V koncert fortepianowy L. van Beethovena - zgoda.
5. Mesjasz - G. F. Haendel - znaczy - Alleluja - całe oratorium jest jednak bardzo długie.
6. Mass for Peace - K. Jenkins
9. Requiem - W.A. Mozart
21. 4 pory roku - Zima - 
A. Vivaldi + 30 - Wiosna - + 66 - Lato + 158 - Jesień + 47 - Cztery pory roku przerobione przez niejakiego Maxa Richtera.
Ten sukces zapisuję na konto troski ludzi o klimat.
26. Bolero - M. Ravel - wolałbym Koncert fortepianowy G-dur.
27. Carmina Burana - C. Orff - tutaj węszę przekręt - kantata o tym tytule ma aż 24 części, z tego trzy da się wytrzymać. Wątpię czy ktoś z głosujących wysłuchał całej kantaty, liczy się tylko jedna część - O Fortuna.
31. Nokturny - F. Chopin
32. Romeo i Julia - S. Prokofiew - ale wolałbym Symfonię Klasyczną.
64. Pasja wg św Mateusza - J.S. Bach.

Ogólne wrażenia -.
Aż kilkanaście pozycji to muzyka filmowa co potwierdza moje obserwacje sprzed tygodnia - nowoczesna muzyka stwarza napięcia, które wymagają wsparcia jakąś treścią, obrazem.
Muzyka klasyczna XVII i XVIII wieku... przenikała słuchacza.
Kilka utworów kompozytorów australijskich w tym dwa autorstwa osób o korzeniach Aborygeńskich.
To rezultat polityki programowej radia ABC - nie zgłaszam pretensji.

Zwróciłem uwagę na bardzo mocną pozycję P. Czajkowskiego -
Koncert fortepianowy, Uwertura 1812, Jezioro Łabędzie, Dziadek do orzechów, dwie symfonie.
W ogóle - muzyka rosyjska trzyma się mocno.

W plebiscycie brało udział 184,000 osób - to miłe.

Saturday, June 6, 2026

W. Lutoslawski w Australii

Witold Lutosławski - polski kompozytor - KLIK.

Tak - był w Australii - to był rok... jakoś między 1988 - 1992 - byliśmy wraz żoną na koncercie, na którym dyrygował wykonaniem swojego utworu... może to były 3 poematy wg Henri Michaux - KLIK.
Mieliśmy nawet okazję porozmawiać z nim kilka minut, ale wyznam, że brakowało mi tematu do rozmowy.

Z drugiej strony - z lat szkolnych pamiętam że muzyka W. Lutosławskiego była często grana w radio jako ilustracja do słuchowisk dla dzieci.
Z trzeciej strony - festiwal Warszawska Jesień - zaskoczenie - W. Lutosławski brylował w czołówce kompozytorów muzyki nowoczesnej.

Przypomniałem sobie te chwile gdy dostałem powiadomienie, że w Melbourne przebywa Kwartet im.W. Lutosławskiego ---


Cel pobytu - tydzień warsztatów muzycznych w Australijskiej Narodowej Akademii Muzyki - ANAM a przy okazji 2 koncerty dla publiczności.

Ostatni piątek - ciemno i chłodno - u nas już zima.
Koncert miał miejsce w budynku byłego klasztoru - Abbotsford Convent.
Spory dystans do przejścia, po drodze mijali nas młodzi ludzie, szczególną uwagę zwracali ci z wiolonczelami na plecach.

Koncert - w programie  Grażyna Bacewicz - 3 kwartety - na 4 skrzypiec, na 4 wiolonczele i na kwartet smyczkowy.
Największe wrażenie zrobił na mnie ten drugi - 4 wiolonczele - KLIK.
Glissanda przeplatane ze stukaniem, skojarzenie - Tren pamięci ofiar Hiroszimy - czułem niepokój, ale nie na miarę bomby atomowej.
Po przerwie - m.in. II kwartet smyczkowy K. Szymanowskiego.

Wrażenia ogólne - sam pobyt w sali koncertowej wzbudza we mnie pewne emocje, ale tym razem tych emocji nie wzmacniała muzyka.
Oczywiście były momenty, które przyspieszały bicie serca, ale tylko na chwilę.

Miłym urozmaiceniem była rozmowa prowadzącego koncert z członkami kwartetu - młodzi ludzie, weseli, zrelaksowani, mówili po angielsku bez obcych akcentów.
Sympatyczny wieczór, ale już nie nasz świat.

Dzisiaj - sobota - program radiowy ABC/Classic zdominowany przez co dwuletni plebiscyt, tym razem - Greatest classical music of all times - Najwspanialsza muzyka klasyczna wszechczasów - KLIK.

Z jednej strony, nie przywiązuję większej wagi do podobnych głosowań, z drugiej - ciekawi mnie czy są jeszcze osoby o podobnych upodobaniach muzycznych, no  i okazja do wysłuchania w radio znanych utworów.
Połowa plebiscytu za nami  - uwagi ogólne - sporo muzyki filmowej - no tak, to łatwiej przełknąć.
Sporo muzyki australijskich kompozytorów - też dobrze.
Zaniepokoiło mnie trochę, że połowa moich faworytów wylądowała w drugiej pięćdziesiątce.
Kto wygra - obawiam się, że znowu IX Symfonia L. van Beethovena :(

Coś z życia...
W czwartek odbywałem wizytacje charytatywne (Stowarzyszenie św Wincentego).
Lało jak z cebra.
Ciekawy przypadek - samotna pani mieszkająca w osiedlu domków opieki społecznej.
W domu ciemno...
- Awaria elektryczności? - pytamy.
- Nie, uznałam, że elektryczność zbyt dużo kosztuje i zrezygnowałam. Jestem za stara do pracy, za młoda na emeryturę, żyję z bezrobocia.
- Nie oglądasz telewizji?
- Przecież widzicie, że nie mam telewizora.
Na marginesie rozmowy dowiadujemy się, że nasza klientka ma troje dzieci, jest kwalifikowanym trenerem psów, udziela się w instytucjach charytatywnych, pracowała w firmie prowadzonej przez rodzinę z Arabii Saudyjskiej.
Dosyć - zasadniczo nie powinniśmy rozwijać tematów, które nie mają niczego wspólnego z dzisiejszą prośbą o pomoc.
 A szkoda...

P.S. Kilka dni temu podano informację, że wysokość minimalnej płacy w Australii podniesiono na A$26 za godzinę, co daje ponad A$1,000 za pełnowymiarowy tydzień.
Czyli ponad A$50,000 rocznie.
Przypomniała mi się moja pierwsza posada w Australii ( 43 lata temu) - A$24,000 rocznie - wystarczyło żeby kupić dom.
Teraz większości osób na to nie stać.

Tuesday, May 5, 2026

Bach, CePEm WAM, Bach!

Kilka dni temu nasz syn i synowa obchodzili 26. rocznicę ślubu - BACH!
Niedziela - rocznicę celebrowaliśmy w przytulnej kawiarni - Four Beans Cafe.


Four Beans - Cztery ziarna - zgadza się - właśnie tyle dzieci im się urodziło.
Dwoje z nich zagrało nam tęczową piosenkę - KLIK.


Powrót do domu i energiczny początek tygodnia...
Najpierw coś dla zdrowia - zawiozłem żonę do szpitala na medyczną procedurę.
Prosto za szpitala na... koncert muzyki symfonicznej, to już trzeci
 koncert w ciągu ostatnich 15 dni, przypominają mi się czasy studiów.

Muzyka W.A.Mozarta przeplatana z muzyką synów J.S. Bacha - Jana Christiana i Carla Philippa Emanuela (CPE) - czyli jak w tytule.

Na początek I symfonia W.A.Mozarta, napisał ją w wieku 8 lat. W tym czasie (1764-65) odbył on z ojcem długą podróż muzyczną po Europie, na trasie był Londyn gdzie Wolfgang miał okazję zapoznać się z muzyką J.C. Bacha i to wyraźnie wpłynęło na kompozycję I symfonii (w P.S. są linki do wszystkich utworów wykonanych na koncercie).

Johann Christian Bach - 1735-1782...


Najmłodszy syn Jana Sebastiana (1685-1750)...


Spore podobieństwo, ale duża różnica muzycznego stylu. 
Nic dziwnego J.C. urodził się gdy jego ojciec miał 50 lat, był dwudziestym (ostatnim) dzieckiem.

Koncert bardzo dobrze wykonany i dobrze zsynchronizowany.
Ledwie zdążyłem wyjść z sali i włączyć telefon a tu już dzwoni lekarz ze szpitala - dobra wiadomość - zabieg udał się bardzo dobrze, żona wyjdzie ze szpitala jutro(wtorek) około południa.

Świetnie - co tu zrobić z kilkunastu godzinami "wolności"?

Bach - telefon z warsztatu naprawczego - twój samochód będzie gotowy za dwie godziny, oddaj wynajęty samochód i zadzwoń do nas to wyślemy po ciebie taksówkę.

I jak marionetka - odwożę, oddaję, słucham jak dzwonią, wsiadam gdy po mnie podjeżdżają, wysiadam, odbieram, wsiadam - moja świadomość zostaje uderzona CEPEM - uważaj, tu wszystko działa inaczej!
Szczęśliwie dojeżdżam do domu...
Akcja - za 2 godziny przychodzi córka na obiad - większość potraw gotowa, pozostało ugotowanie i starcie buraczków - czerwono mi czerwono...

Wieczór upływa nam w miłej atmosferze.
Noc równie dobrze - śpię jak zabity.... ale jednak żywy bo wstaję o właściwej porze i odbieram żonę ze szpitala.

To była Majówka! 
No mówię W.A.M.

P.S. 
Program koncertu:
- W.A. Mozart - Symfonia nr 1 - KLIK.
- C.P.E. Bach - Symfonia b-moll - KLIK.
- J.C. Bach - Sinfonia Concertante - KLIK.
- W.A. Mozart - Symfonia nr 31 - KLIK.

Monday, April 27, 2026

100 lat

 Od poprzedniego wpisu minęły niecałe 3 dni a w tytule o 11 lat mniej - czego to nie dokona muzyka.

Wczoraj - niedziela - kolejny koncert - tym razem półamatorska orkiestra symfoniczna, której kibicujemy gdyż gra w niej nasza wnuczka, ale nawet bez tego zaskarbiła sobie naszą sympatię.

Repertuar - lata 20 zeszłego wieku - Paryż - Francja delektuje się zwycięstwem w I Wojnie - rozluźnione obyczaje i eksplozja nowej muzyki.

Pełen program koncertu w Post Scriptum, tutaj będzie trochę plotek...
Lili Boulanger, siostra Nadii Boulanger chyba najbardziej znanej nauczycielki muzyki. Do jej uczniów zaliczali się G. Bacewicz, Ph. Glass, A. Copland, A. Piazzola, D. Barenboim...
Prezentowany utwór bardzo mi się podobał, właśnie takie było moje wrażenie z pierwszego pobytu w Paryżu.
Niestety Lili B. zmarła w młodym wieku.

Amerykanin w Paryżu - reminiscencje z wizyty G. Gershwina w Paryżu w 1926 r (100 lat). 
Podczas tej wizyty Gershwin zgłosił się na naukę do M. Ravela. Ravel nie przyjął go: dlaczego miałbyś być Ravelem drugiej klasy jeśli jesteś Gershwinem pierwszej klasy?
Ja pamiętam ten utwór z filmu o tym samym tytule, tam prócz muzyki był jeszcze taniec - Gene Kelly i Leslie Caron - KLIK.

Zoltan Kodaly - Hary Janos - opera skomponowana w 1926 roku - 100 lat!
Z. Kodaly - niezbyt znany kompozytor, ja poznałem jego muzykę w latach 60-tych za sprawą Bohdana Wodiczki - KLIK - który ożywił Operę Warszawską.
Hary Janos - ludowa opowieść... dobry wojak Szwejk przeniesiony w czasy Napoleona :)
To uprzytomniło mi różnice historyczne między Polską a Węgrami -
Polska widziała w Napoleonie szansę odzyskania niepodległości, Węgrzy - wroga. 
Wracając do muzyki - nagranie zlinkowane w P.S. zawiera skoki do kolejnych części suity. Polecam część IV - Bitwa i porażka Napoleona oraz część V - Intermezzo - czardasz.

M. Ravel - Bolero - co tu pisać - pam-papapapapapa-pam... - 169 razy..
W związku z tym... poplotkuję...
Zastrzeżenie - muzyka M. Ravela bardzo mi się podoba, nie potrafię napisać jak.
Więcej o kompozytorze dowiedziałem się z książki S. Kisielewskiego - Gwiazdozbiór Muzyczny:

"
Dziwił nawet swoją postacią, swą zewnetrznością – był niecodzienny, osobliwy, jak ptak rzadkiej rasy. (…) Usposobienie Ravela pełne było sprzeczności: niezwykle pracowity, systematyczny, zakochany w matematyce… miał jednocześnie upodobanie do koleżeńskich cygańskich wieczorów, do nocnych włóczęg po Paryżu i małych, zagubionych kawiarenek. Przyjacielski, miły i dowcipny był przy tym wyjątkowo skryty: nikt nic nie wiedział o jego sprawach erotycznych, nigdy się nie ożenił, największą miłością jego życia była matka..."

Nikt nie wiedział?
Ja zajrzałem do wspomnień słynnej plotkary - Almy Mahler.
Ravelacja...
W 1919 roku, Siergiej Diagilew, dyrektor słynnych  Ballets Rousses, zamówił u Ravela muzykę do baletu, którego tematem miał być walc.
Ale co można powiedzieć o walcu jeśli nie odwiedzi się Wiednia, stolicy tego tańca.
M. Ravel zatrzymał się w Wiedniu w gościnnym domu Almy Mahler..
"Schodził na śniadanie wyperfumowany, w pełnym makijażu, w sukni z tafty i wyraźnie dobrze się czuł w takim przebraniu".
Alma Mahler wspomina, że na zakończenie wizyty Ravela zorganizowała wieczór pożegnalny, na który zaprosiła cały świat muzyczny Wiednia. Młode wino lało się obficie, Ravel poprosił, żeby orkiestra grała walce Straussa, całował każdego, kto się nawinął i bawił się znakomicie.
I to ma być skryty, trzymający się zawsze na dystans Ravel?
Być może pobyt w zdominowanym przez kobietę domu, z dala od snobistycznego Paryża, w przyjaznym i beztroskim Wiedniu wyzwoliły skrzętnie ukrywane upodobania.
Następnego dnia Ravel powrócił do Paryża i nikt już się niczego o jego upodobaniach nie dowiedział.

P.S.
Program koncertu:
- Lili Boulanger D'un matin de printemps - KLIK.
- G. Gershwin - An American in Paris - KLIK.

- Z. Kodaly - Hary Janos Suite - KLIK.
- M. Ravel - Bolero - KLIK.
- Alma Mahler - And the bridge is love
- KLIK.

Monday, April 20, 2026

2 godziny w Brandenburgii

Niedziela - wyprawa do miasta na koncert - już/dopiero trzeci w tym roku. 
Podobnie jak 8 marca wystąpiła Australian Brandenburg Orchestra, tym razem jednak nie było żadnych włoskich wstawek - Bach, Telemann, Haendel.

6 tygodni różnicy - podczas poprzedniego koncertu temperatura sięgała 36C, w ostatnią niedzielę rano było 4C. Na szczęście był słoneczny dzień, nad rzeką tłumy ludzi - spacerują, szykują BBQ.
Na szosie też gęsto od pojazdów, przed samym celem utknęliśmy w sporym korku.

Koncert - pełna sala, sympatyczni ludzie, poczuliśmy się jak w domu - zapomnieliśmy o upływie czasu i zmianie miejsca pobytu.

J.S. Bach - Kantata Wachet Auf - Czuwajcie - KLIK.
Być może za bardzo sobie wzięliśmy do serca to polecenie gdyż w kolejnym punkcie programu dosłuchaliśmy się usterek.
J.S. Bach - Koncert na dwoje skrzypiec - KLIK - za szybko, szczególnie w I części, a my pamiętamy wykonania D. Ojstracha - zwolnijcie proszę.
Na szczęście w drugiej części kompozytor ich przyhamował.

Nie zamierzam tu relacjonować koncertu, nie potrafię.
Koncert skończył się o 7, ale przecież mamy czas zimowy - ciemno wszędzie.
Idąc do samochodu napotykam wielu młodych ludzi idących w przeciwnym kierunku. Domyślam się, że wyszli z pobliskiego teatru - podnosi mnie to na duchu.

W domu znajduję email od znajomego - piosenka stworzona przy pomocy SI - KLIK.

Co o tym myślę?

Po pierwsze, jestem już tak zaskorupiały, że nie interesuje mnie nowa muzyka, wystarczy mi to co dobrze znam.
Po drugie - a co by było gdyby ktoś udowodnił, że J.S. Bach, W.A. Mozart nie skomponowali osobiście przypisywanych im utworów lecz dostali je od wysłańców z kosmosu?
Jak dla mnie - nic.
Muzyka to dla mnie jakiś nierealny świat więc dlaczego twórca miałby być realny?

Wednesday, April 1, 2026

Prima Aprilis na rogu

 1 kwietnia...
.. to nie żarty -

Pierwszy punkt programu dnia - koncert z serii Mostly Mozart.

Informację o koncercie dominowały słowa - Carla Blackwood plays horn.
Niestety, w tym przypadku, język angielski wypada bardzo ubogo.
Po polsku to znaczy - Carla Blackwood gra na rogu - i tu dopiero otwiera się róg obfitości - na którym rogu ona gra? po co w ogóle gra, nie wystarczy stać na rogu?

Na scenę wchodzi pierwszy zestaw muzyków - pięciu - Kwintet na fortepian i instrumenty dęte. Łatwo przewidzieć, że jednym z tych instrumentów jest róg. Problem w tym, że osoba grająca na tym rogu, ma zdecydowanie męski wygląd.
To znaczy - przepraszam - nie ma w ogóle problemu, wygląd nic nie znaczy, liczy się tylko dusza...

 Jednak po wykonaniu utworu, konferansjer dodał informację, że na rogu grał ktoś inny.

Skoro z ludźmi tyle problemów, to może lepiej skoncentruję się na rogu, a nawet na dwóch.

Róg naturalny....

Róg francuski...

Różnica oczywista - ten drugi ma klawisze/zawory. 
Na pierwszym wykonawca musi wszystko wydmuchać.

Program koncertu - 
W.A. Mozart - Kwintet na fortepian i instrumenty dęte.
Napisany w 1784 roku i po raz pierwszy wykonany - 1 kwietnia!!!
W liście do ojca autor napisał, że uważa ten kwintet za najlepszy utwór jaki napisał w swoim dotychczasowym życiu.
Uwaga - ten utwór ma numer katalogowy KV 452 - czyli W.A. Mozart napisał do tego czasu 451 gorszych utworów.

Druga pozycja - nie Mozart - Louise Farrenc - Sextet c-moll op 40.
Louise Farrenc - urodzona w 1804 r w zamożnej i dobrze usytuowanej francuskiej rodzinie - ich mieszkanie znajdowało się w gmachu uniwersytety Sorbona.
Lekcje gry na fortepianie pobierała u słynnych pianistów - I. Moschelesa i J.N. Hummla. Jej kariera koncertowa trwała dość krótko, w 1842 roku została profesorem fortepianu w paryskim konserwatorium i pozostała na tej pozycji przez 30 lat.

Trzecia pozycja - tytuł serii - Mostly Mozart - wskazuje, że to musiał być Mozart - Kwintet na róg (naturalny) i instrumenty smyczkowe e-moll - KV 407.

Wrażenie ogólne - przyjemne, ale bez wielkich emocji.

Wrażenia uboczne...
W związku z rosnącymi cenami paliwa, w naszym stanie Wiktoria wprowadzono bezpłatną jazdę transportem publicznym, jednak nie zauważyłem istotnego zmniejszenia ilości samochodów na ulicach.

Święta za pasem więc wstąpiłem po zakupy do polskiego sklepu.
Mój elegancki strój zrobił takie wrażenie na personelu, że....

I to nie był Prima Aprilis :)

P.S. 
- Horn - instrument - Wikipedia - KLIK - brak polskiej wersji (może została na rogu?)
- W.A. Mozart - Kwintet KV 452 - Youtube - KLIK.
- Louise Farrenc - Wikipedia - KLIK. - wersja angielska.

Sunday, March 22, 2026

Chopin w Australii

 ... nie był.
A jego muzyka?
Dokumenty wskazują, że muzyka Chopina (nuty) była dostępna w Australii w roku 1843 czyli jeszcze za życia kompozytora.
W roku 1855, w Sydney, wykonano utwory Chopina publicznie w sali koncertowej.
- 1890 - utwory Chopina były na liście egzaminów muzycznych.
- 1924 - utwory Chopina nadano przez radio...

Ze wspomnień A. Rubinsteina i I.J. Paderewskiego wiem, że obaj pianiści byli w Australii po po dwa razy i mieli muzykę Chopina w programie swoich koncertów.

Nie mam pasji do szczegółowych badań historycznych, temat wskoczył mi do głowy gdyż wczoraj - sobota - byliśmy wraz z żoną na koncercie muzyki Chopina w sali koncertowej - Melbourne Recital Centre.
Przypomnę, że 2 tygodnie temu byliśmy na filmie Chopin, Chopin,  a dzień później obejrzeliśmy film Młodość Chopina.
Czyli 3 x Chopin w ciągu trzech tygodni.

Muzyka Chopina w sali koncertowej... w Australii zdarza się raczej dość rzadko. 
Podobnie w radio. 
Przypomina mi się wzmianka, że Anglicy określali ją słowami - like water - jak woda - rzeczywiście w wielu utworach można usłyszeć pluskanie między klawiszami.

Ooooops... wolę nie wypowiadać się na temat muzyki,  przypominają mi się słowa J. Sibeliusa - muzyka zaczyna się tam gdzie kończą się słowa.

No więc będą słowa... bez muzyki.
W moim poprzednim wpisie o koncercie poświęciłem nieco miejsca demografii publiczności, będę kontynuował...
Po pierwsze - sala pełna - ucieszyło mnie to - sobota wieczór - konkurencja była spora. Jadąc na koncert słyszeliśmy dudnienie z muszli koncertowej w pobliskim parku. Prócz tego mecze futbolu australijskiego itp.

Po drugie - ostatnio narzekałem, że widownia na koncercie była stara i brzydka.
Tym razem - całkowita odmiana - według mnie staruszkowie stanowili poniżej 30% i wyglądali znacznie sympatyczniej niż ci na koncercie muzyki barokowej.
A nie-staruszkowie?
Ogromna mieszanina, ucieszyła mnie duża ilość mężczyzn.
Stroje bardzo różnorodne,  przewaga codziennych ubrań.
Do tego prawie brak osób nadmiernie otyłych,  podobnie jak na innych koncertach.

Po trzecie - przekrój etniczny - osoby o wyglądzie azjatyckim stanowiły ponad 30% publiczności. Wiele z nich to młodzież w wieku szkolnym,  pewnie uczą się gry na pianinie.

Muzyka...
Wykonawca Hoang Pham - Wietnamczyk z pochodzenia. Byliśmy już na kilku jego koncertach, całkiem nam się podobał. Tym razem też nie zawiódł.
Program - Fantasia-Impromptu, dwie ballady, dwa walce, dwa nokturny, trzy mazurki, polonez. I na bis - coś rewolucyjnego - jak zapowiedział wykonawca.

Wykonanie - pierwszy utwór - wykonawca chciał chyba zaimponować publiczności i wykonał go karkołomnie szybko, ale muszę przyznać, że dobrze sobie poradził a mnie ścisnęło się serce i potrząsnęły mną dreszcze.

Dalej było równie dobrze.
Podczas bicia braw dowiedziałem się, że siedząca obok mnie pani to matka wykonawcy.
Pogratulowałem i spytałem dlaczego jej syn wycofał się z kariery pianisty (wspomniał o tym na początku koncertu).
- Rodzina, ma trójkę dzieci - odpowiedziała.
Oczywiście - jak można pogodzić żywot artysty, ciągłe podróże koncertowe z życiem rodzinnym?
Przeleciałem życiorysy kilku znanych wykonawców - o rodzinie nie słychać.
Po koncercie miałem okazję zobaczyć wykonawcę w towarzystwie żony i trzech córeczek - zrobił dobry wybór:)

Droga powrotna - dopiero 8 wieczorem a droga prawie pusta. W gęściej zabudowanych ulicach duże grupki młodzieży spieszącej do pubów na towarzyskie zgromadzenia.

Czyli równowaga.

P.S.
Fantasia-Impromptu - ten sam wykonawca, koncert sprzed ponad roku - KLIK.
Jak woda.... polecam utwór F Schuberta na ten temat - KLIK.

Sunday, March 8, 2026

Ten Dzień

 8 Marca - Święto Kobiet!!!
Po pierwsze wszystkim Kobietom dziękuję za to że SĄ.

Po drugie - wspomnienia - kobiety - zawsze widziałem je w roli opiekunek - szkoła = Nazaretanki,
dom w którym mieszkaliśmy = Sercanki, pierwsze wakacje = Samarytanki.

Po trzecie - Święto Kobiet...
Od czwartej klasy szkoły podstawowej co roku, na początku marca pani nauczycielka dyktowała: w 1910 roku Klara Zetkin i Eugenia Cotton zaproponowały obchody Międzynarodowego Dnia Kobiet...

Po czwarte - dzisiaj - już o świcie Google przywitało mnie okazjonalnym Doodlem - KLIK - hasło STEM Pioneers.
Wyznam, że byłem nieco zdezorientowany - stem cells to są komórki macierzyste, czy kobiety wyróżniły się w jakichś badaniach w tej dziedzinie?
Okazało się, że tym razem chodziło o coś innego -- STEM - Science - Technology - Engineering - Mathematics - kobiety, które dokonały przełomu w tych dziedzinach.

Kolejnym zaskoczeniem była informacja, że kwiatem dnia kobiet jest mimoza...


Google powiada że : "... kwiat ten będący symbolem pomyślności i zwycięstwa zyskał popularność w Rosji i Włoszech podczas II Wojny Światowej " Źródło - KLIK.

No nie wiem - moje skojarzenia z czasów PRL to goździk, który dostawałem w dziale kadr z instrukcją, której towarzyszce pracy mam go wręczyć

Po piąte - perspektywa muzyczna.
Wracam do roku 1910...

Angielska kompozytor Ethel Smyth poświęciła dwa lata muzycznej kariery dla ruchu sufrażystek, kierowanych wówczas przez Emmelinę Pankhurst.
Napisała dla nich hymn – The March of the Women.
Pani Pankhurst w 1912 roku zaleciła swoim towarzyszkom wybijać okna w domach polityków, którzy nie poparli prawa głosu dla kobiet. Ethel Smyth została zatrzymana podczas akcji i aresztowana wraz z 108 towarzyszkami.
Jej przyjaciel, słynny dyrygent, sir Thomas Beecham odwiedził ją w więzieniu, gdzie właśnie z okna swej celi dyrygowała aresztowanymi śpiewającymi ten hymn. Jako batuty używała szczoteczki do zębów.
Oto współczesna inscenizacja - Marsz Kobiet – KLIK – w wykonaniu chóru wyposażonego w szczoteczki do zębów.

Po szóste - nadal perspektywa muzyczna - czasy obecne...
Nasze radio ABC, które ma osobny program poświęcony muzyce klasycznej, poświęca sporo wysiłku propagowaniu muzyki skomponowanej przez kobiety.

Poniżej podsumowanie ich osiągnięć...
Rok 2015 - tylko 2.2% nadawanej muzyki była skomponowana przez kobiety.
Rok 2025 - wzrost do 14.5% ... tymczasem udział muzyki skomponowanej przez Mozarta, Beethovena i Bacha spadł do 13.1%.
Oryginalny tekst poniżej...
"In September 2015, when ABC Classic tracked who composed the music being played on air, female composers received a minuscule share of 2.2%....
.. Overall, total music by women for 2025 is 14.5% of the works, an increase of 2.6% from the previous year which was 11.9%.  [In comparison], in 2024, Mozart, Beethoven, Bach were 14.2% of all the programming across the country. In 2025 it's gone down to 13.1%...
It's the first time that I've done these stats where Mozart, Beethoven and Bach are less than the amount of women which have been programmed for the year."


Pozostawię to bez komentarza.

Po siódme...
Kilka dni przed Świętem zacząłem rozglądać się za jakimś świątecznym urozmaiceniem.
Wybór był spory - wyścig Formula 1 .... o, nie.
Film Chopin, Chopin - miałem świadomość, że nie będzie to radosna ani świąteczna atmosfera, ale z drugiej strony to była jedyna szansa obejrzenia tego filmu.

Obejrzeliśmy i w smutnym nastroju wróciliśmy do domu.

Po ÓSME - ÓsmoMarcowe - wszystkim blogerkom życzę wiele zdrowia, radości i satysfakcji.

P.S.
- dla cierpliwych - kilka lat temu opublikowałem baaardzo długi wpis pod tytułem - Muzyka jest rodzaju żeńskiego - KLIK.
- wspomnienie filmu Młodość Chopina (rok 1952) - KLIK.

Sunday, March 1, 2026

Hiszpański rytm

 Wczoraj obejrzeliśmy wraz z żoną Jezioro Łabędzie.

Który to już raz?
W ostatnich 3 latach obejrzeliśmy przynajmniej 3 razy - magnesem był oczywiście udział naszego wnuka Feliksa. A przedtem - też pewnie trzy razy.

Mimo to, a może właśnie dlatego, od początku poczułem, że właśnie w takim otoczeniu chciałem być.
Publiczność - zaskoczenie - na występy baletowe przychodzi wielu rodziców ze swoimi pociechami, które właśnie uczą się tańca w jakiejś szkole baletowej.
Tym razem to nie wchodziło w rachubę, występ dla tego towarzystwa odbył się o 2. a nasze przedstawienie było o 7:30.
Spodziewałem się więc przewagi osób w mojej kategorii wiekowej a tymczasem przeważyła młodzież - szczupła, zgrabna, wesoła.
Przeważyła to może niewłaściwe słowo bo osoby starsze, choć w mniejszości, ważyły chyba więcej.

Kurtyna w górę... na scenie sala balowa, zrobiło mi się ciepło na sercu, poczułem się jeszcze lepiej.
Książe Zygryd bawi się doskonale do czasu gdy pojawia się Zły Duch (nasz wnuk, ładnego gagatka się dochowaliśmy).
Książe wybiera się na polowanie nad jeziorem, w ręku trzyma... no właśnie, co on trzymał? Według scenariusza trzymał kuszę, ale ja widziałem drona.

Przerwa a potem kontynuacja - sala balowa - taniec hiszpański - KLIK.
Taniec się skończył a moje myśli pozostały w Hiszpanii...
Oczywiście mam na myśli mój poprzedni wpis - inwazja Maurów na Hiszpanię, ale do głowy przyszła mi inna inwazja - KLIK..
"A czyjeż to imię rozlega się sławą?
 Kto walczy za Francję z Hiszpanami krwawo?
 To konnica polska, sławne szwoleżery
 Zdobywają cudem wąwóz Somosierry..."

Autorka - Maria Konopnicka.

Oj-oj-oj.... zrobiło mi się jakoś niemiło.

Wspomnienie...
Wiele, wiele lat temu, gdy nasz syn miał 3 lata, w polskiej telewizji wyświetlili film na temat Samosierry ilustrowany powyższą piosenką.
Postanowiliśmy to odtworzyć - siedziałem na podłodze, śpiewałem razem z córką, syn na moich kolanach, podrzucałem go do góry w rytm piosenki  a przy słowach ... ale już nie wrócił - przewracałem go na podłogę.
I zaczynaliśmy od nowa.

Od razu przypomniał mi się inny przykład rosyjsko-hiszpańskich sympatii - Rymski-Korsakow - Kaprys Hiszpański - tutaj umieszczony w wąwozie bardziej wąwozistym niż Samosierra - KLIK. 
Rosja - Hiszpania = Napoleon, wspólny wróg.
Zastanowiłem się - czy Polska miała kiedyś wspólnego z kimś wroga?

Książe i łabędzie zmierzają tanecznym krokiem do nieuchronnej zagłady.
Nasz Wnuk w demonicznym kostiumie triumfuje.

Wychodzę na zewnątrz - duszna noc, podchodzę do samochodu i odnoszę wrażenie, że.... ktoś podrzucił nam świnię...

Rosjanie? Hiszpanie? Wnuczek?

Monday, February 16, 2026

Walentynkowe Szaleństwo

 Zaczęło się już w Tłusty Czwartek...
Pączki daliśmy dzieciom i wnukom, naszą najtłustszą potrawą był salceson.

Na marginesie wspomnę, że od dziesięciu dni dokucza nam zimno.
Rano mamy w domu 18C, kilka razy włączyliśmy ogrzewanie na czas porannej kąpieli.

Sobota - Walentynki - ograniczyłem się do kwiatów i życzeń i oczywiście wspomnień - relacjonowałem kiedyś na tym blogu mój walentynkowy wyczyn - samotne zwycięstwo w maratonie narciarskim American Vasa rozgrywanym w Minneapolis 14 lutego 1999 - KLIK.

Niedziela - czas akcji - w Melbourne Recital Centre, naszej ulubionej sali koncertowej, wystąpi Australian Brandenburg Orchestra, w programie - G. F. Haendel, J.S. Bach, A. Marcello, J.J.Quantz i... Szaleństwo.

Koncert o 5, z domu wyjeżdżamy prawie godzinę wcześniej, termometr obudził się po chłodnych nocach i dniach, pokazuje 36C.
Im bliżej miasta tym większy tłok na ulicach. Centrum miasta, okolice Ogrodu Botanicznego - majestatyczne drzewa, soczysta zieleń, cień i naturalny chłód.
I... ludzie, ludzie, tłumy ludzi... co się w tym mieście wyrabia?
Przecież sezon futbolu australijskiego jeszcze się nie zaczął, ważny turniej krykieta rozgrywany jest właśnie w Sydney, pozostają rozrywki kulturalne.
W pobliżu Melbourne Recital Centre koloryt ludzi zmienia się na siwy - prawie 500 osób dziarsko maszeruje na nasz koncert.
Pełna sala - jak miło...

I muzyka - bardzo silne wrażenie, kilka razy poczułem, że moje serce odrzuciło wspomaganie rozrusznika.

A Szaleństwo?
Mam oczywiście na myśli utwór La Folia (Szaleństwo) - tym razem autorstwa A. Vivaldiego - KLIK.

Tym razem?
A tak, już dawno zauważyłem, że do tego utworu przyznaje się kilku kompozytorów, teraz dowiedziałem się, że jest ich blisko 50 - szczegóły TUTAJ.
Poniżej linki do dwóch popularnych wersji --
A. Corelli - KLIK.  S. Rachmaninow - KLIK... ale Vivaldi jest najSzaleńszy!!!

Powrót do domu...
Temperatura 32C, jeszcze jasno, ludzi nie było. Udaje mi się zidentyfikować cele ich pobytu - w Ogrodzie Botanicznym odbywa się przedstawienie Wieczoru Trzech Króli - W. Szekspira,  a po drugiej stronie Ogrodu, w "misce koncertowej" (pojemność ponad 1,000 osób) jakiś koncert młodzieżowy.

W domu... zjadamy obiadek i... miotają mną sprzeczności - włączyć CD i posłuchać niektórych pozycji koncertowych jeszcze raz czy ochłodzić się na Zimowej Olimpiadzie?
Wybieram to drugie i nie żałuję -  leci transmisja "dual moguls" - muldy podwójne?
Mam kłopoty w znalezieniu ilustracji na Youtube więc wyjaśnię - dwójka zawodników/zawodniczek startuje jednocześnie do zjazdu na nartach po niesamowicie pofałdowanym stoku. Na trasie są dwa progi, na których muszą podskoczyć i fiknąć parę koziołków.
Szaleństwo... kilku zawodników wypadło z trasy, jednemu tak się pokręciło, że linię mety przejechał tyłem - zdobył srebrny medal.
Australijczycy są w tym dobrzy - dwa dni temu Australijka Jakara Anthony zdobyła złoty medal, wczoraj, brązowy medal zdobył Matt Graham.
Nasza tv pokazała jak kibicuje mu rodzina i znajomi w rodzinnej miejscowości Gosford (prawie 1,000 km bliżej do równika)  - większość z nich w życiu nie widziała prawdziwego śniegu :)

Miło było zobaczyć, że wszystkim medalistom towarzyszyły dzieci...

Saturday, December 6, 2025

Mikołajkowe zawirowania

 Grudzień - w Australii to już formalnie LATO.
Moje okolice zakończyły wiosnę na zielono...


Trawniki na placu zabaw wymknęły się spod kontroli...


Nie minęły trzy dni a sąsiedzi już pomyśleli o św. Mikołaju...


A tymczasem...
Pogoda - listopad był chłodny i deszczowy, stąd tyle zieleni. 
Na tyle chłodny, że praktycznie codziennie trzeba było włączyć ogrzewanie.
Grudzień zaczął się dynamicznie - 2 dni z temperaturą 34C, na szczęście na noc spadała do 20C.

6 grudnia - Mikołajki - 16C i deszcz.
Pora na zakupy - nie prezenty, ale podstawowe środki żywnościowe.
Zajechałem do naszego centrum handlowego - kilka miesięcy temu zbankrutowało duże stoisko z jarzynami i owocami, na jego miejscu rozpanoszyły się kwiaty...


Ale dzisiaj Mikołaj przyniósł nam muzyczny prezent - szkolna orkiestra gra i to całkiem dobrze...


Nic dziwnego - sami Chińczycy.
Właśnie zaczęli grać Pory Roku A. Vivaldiego - Lato...
W tym momencie tak lunęło, że musieli przenieść się pod dach, obok kwiatów....


Spytałem pań, które nadzorowały tę imprezę, skąd ta orkiestra?
- Jak to skąd - Scotch College - najdroższa szkoła męska w Melbourne.
No rzeczywiście, czy ja oczu nie mam?
Co mi szkodzi że nie Szkoci?

Do domu zdążyłem na audycję radiową - Lekcja Muzyki.
Przez ostatnie 3 tygodnie lekcje były bardzo słabe, ale dzisiaj temat był ciekawy - dyrygent - może jeszcze do tej lekcji wrócę, ale dzisiaj ograniczę się do ostatniego punktu lekcji - Księga Mormonów - KLIK.

Tekst piosenki bardzo na czasie - wspomina, że Jezus mieszkał w USA...
Być może na przeciwko D. Trumpa, laureata Pokojowej Nagrody Fiu-fiu-fiu.

P.S. Australijska młodzież otrzymała specyficzny Mikołajkowy prezent - będzie za kilka dni chroniona od złych wpływów mediów społecznościowych - KLIK.

Sunday, November 30, 2025

Listopad opadł

 Niedziela - ostatni dzień listopada - w parafialnym kościele informują, że właśnie zaczął się nowy rok liturgiczny.
Spoglądam wstecz i jakoś nie zauważam ani tego kończącego się miesiąca ani tego zakończonego roku...

Co zauważyłem w ostatnich kilku dniach?
W czwartek wieczorem jechaliśmy do restauracji.
Nie byliśmy w tym miejscu wcześniej więc w końcówce podróży poprosiłem Google Maps o pomoc.
Już kiedyś wspominałem, że bardzo lubię głos i sposób wyrażania się googlerki-mapperki , nie zawiodła mnie i tym razem... chociaż zawiodła - na pokuszenie!!!
- za 100 metrów skręć w prawo.
W porządku, w oddali widziałem już budynek restauracji, włączyłem migacz.
- skręć w prawo - TERAZ!
Połowa ulicy, w którą miałem skręcić była zastawiona barierą i znakami informującymi o zakazie wjazdu, ale na drugiej połowie ulicy były 3 pasy - na dwóch stały samochody, trzeci aż prosił się żeby z niego korzystać, jedyną "przeszkodą" była namalowana na asfalcie strzałka wskazująca odwrotny kierunek jazdy.
Pokuszenie - nikt nie jedzie, przejadę bez problemu.
Wrodzone posłuszeństwo - nie wolno wjeżdżać!
Zawróciłem jak niepyszny...
Google Maps milczało przez 2 sekundy, ale po chwili, jakby nic,  prowadziło mnie przez 3 km, okrężną drogą,  do celu.
Z jednej strony brakowało mi trochę dyskusji na temat zaistniałego incydentu.
Z drugiej... doceniałem, że obyło się bez uszczypliwych komentarzy.

Z innej beczki - wczoraj, sobota - byliśmy na kolejnym koncercie półamatorskiej orkiestry symfonicznej, w której gra nasza wnuczka.
Program - A. Dworzak - Tańce Słowiańskie (1,2,5,7,8).
Ta pozycja zmiękczyła nam serce... ale uszy słyszały swoje - jednak za trudne dla amatorów i to po drugiej, niesłowiańskiej, stronie świata :(
Zawodowe wykonanie - TUTAJ.
Ostatnią pozycją w programie była symfoniczna wersja tańców z musicalu L. Bernsteina - West Side Story - KLIK.
Tu wykonanie było całkiem dobre i przyszło mi do głowy, że może orkiestra grając Dworzaka miała już Bernsteina (nerwowy rytm, dominacja instrumentów dętych) w głowie, stąd pewien zawód.

Wednesday, November 12, 2025

Mozart i Marsylianka

 Co za dziwne zestawienie?
Na dodatek w połowie listopada?
W lipcu miałoby to jeszcze jakieś uzasadnienie.
No cóż, w moim wieku i kondycji nie ma już rezerw na wybrzydzanie - skoro dają to trzeba spróbować.

Chodzi oczywiście o koncert z serii Mostly Mozart, o których informuję tu regularnie.

Poranna pobudka, w klapie jeszcze mak po wczorajszej rocznicy zakończenia I Wojny Światowej...


Na zewnątrz szaro i zimno.... a przecież to połowa wiosny.
Na ulicach tłok - 10 rano - dokąd ci ludzie jadą?

Melbourne Recital Centre - masa ludzi, parking znajduję dopiero 2 ulice dalej.
Rewolucja - myślę - co zgadza się z tytułem koncertu.

W środku znajduję potwierdzenie - wstępem do koncertu są zawsze ciasteczka i kawa.
Zgadza się, wszak Maria Antonina gdy dowiedziała się, że lud Paryża domaga się chleba, zaproponowała mu ciastka.
Spoglądam na tacę... po ciastka już sięga jakaś łapczywa łapa...

Prawdziwie rewolucyjny klimat.

Dopiero w sali koncertowej otacza mnie spokój.

Program - na początek tytułowa Marsylianka - KLIK - wykonanie - 4 ręce na fortepianie.
Dopiero teraz następuje wyjaśnienie o co tu chodzi... w programie jest Koncert fortepianowy nr 25 - w pierwszej części kilka razy powtarza się melodia początku Marsylianki.
Posłuchajcie... KLIK ... Marsylianka pojawia się w 1min 45sec.

Chwileczkę - W.A. Mozart napisał ten koncert w 1786 roku, Rewolucja Francuska wybuchła 3 lata później a pieśń Marsylianka powstała 6 lat później - KLIK.

Instynkt muzyczny wyprzedził wydarzenia historyczne?

Za pół godziny mam kolejne potwierdzenie - Sonata fortepianowa na 4 ręce KV 381 - KLIK.
W.A. Mozart napisał ją w wieku 16 lat (1772) dla siebie i swojej siostry Nanerl - brzmi jak żart, trudno powstrzymać uśmiech... a przecież...  odnajduję tam (44s) melodie wykorzystane wiele lat później w operze Wesele Figara a Wesele Figara...
Sztuka Pierre Beaumarchais napisana w 1784 roku, bardzo ostro krytykująca arystokrację, wiele osób twierdziło, że była jednym z kamyczków, który doprowadził do Rewolucji Francuskiej. Po Rewolucji wystawianie tej sztuki było zakazane w Austrii... do czasu gdy przebiegły librecista, Leonardo da Ponte, przekonał cesarza Józefa II, że z pomocą W.A. Mozarta zrobią z tego taką sympatyczną operę, że nikomu rewolucja nie przyjdzie do głowy.
I tak właśnie się stało.

Sunday, November 2, 2025

Raz-dwa-trzy

 Niewiele wokół mnie się dzieje, więcej czasu spędzam na obserwowaniu muzyki.

Obserwowaniu?
No tak, czasami słucham, ale ostatnio jestem w trochę zaczepnym nastroju więc łatwo zauważam sprawy, do których mogę się doczepić.

Music Class - Lekcja muzyki - regularna audycja radiowa ABC/Classic - temat The Danube - Blue or Bleh - Dunaj - Błękitny czy Bla-bla-bla.
To była dyskusja listu czytelniczki której utwór J. Straussa - syna się nie podobał, ale istotnym bodźcem był  data emisji programu - 25 października czyli w 200-rocznicę urodzin kompozytora.
Mnie walc Nad pięknym modrym Dunajem całkiem się podoba, swoją drogą... walcowanie przez 11 minut - trzeba mieć dobrą kondycję - KLIK.

Słuchając Walca szperałem po internecie i...
Przejrzałem życiorysy Janów Straussów - to nie był pogodny walczyk - patrz PostScriptum.
W katalogu utworów J. Straussa syna znalazłem ciekawą pozycję - Warschaer Polka czyli Polka Warszawska. Inspiracją był pobyt w Warszawie w październiku 1850 roku...


Oj, kogóż tam wtedy nie było... jego Cesarsko-Królewska-Apostolska Mość - Franciszek Józef I miał chyba dyplomatyczny obowiązek, aby tam być a Johann Strauss... miał szczęście:)
Prawdopodobnie była w Warszawie również aktualna caryca - Aleksandra Fiodorowna gdyż to jej Strauss dedykował utwór Warschauer Polka - Warszawska Polka- wykonanie - KLIK- zamieszczone zdjęcie to chyba nie z Łazienek.
Informacja - KLIK.

I tak się zagrzebałem w tym gąszczu informacji sprzed wieków, że przegapiłem rzeczywistość...



W ostatni wtorek, w Łazienkach, odbyło się przypomnienie koncertu sprzed 175 lat!!!
Przegapiłem? - oczywiście na koncert nie dałbym rady przyjechać, ale pewnie bym zachęcił kogoś z rodziny aby poszedł, posłuchał, zobaczył.
Jakoś nie mogę znaleźć żadnej relacji z tego koncertu - będę wdzięczny jak ktoś znajdzie.

I jeszcze jedno - idąc Straussowskim szlakiem przypomniałem sobie, że młodszy brat Jana Straussa, Józef, spędził trochę czasu w Warszawie, między innymi dyrygował orkiestrą w Dolinie Szwajcarskiej...

Spytałem google - oto bardzo kategoryczna odpowiedź...


Zaskoczyła mnie agresywna forma tej odpowiedzi - nieprawdziwa?
Przecież tylko zadałem pytanie... znaczy mam wątpliwości - czy pytanie może być nieprawdziwe?

Zainteresowanym informuję (nieprawdziwie), że Józef Strauss występował w Warszawie w 1870 roku i to tak starannie, że upadł podczas dyrygowania i już nie odzyskał przytomności... przewieziono go natychmiast do Wiednia, gdzie zmarł.

P.S.
Music Class - KLIK.
Johann Strauss I - KLIK.
Johann Strauss II - KLIK.
Joseph Strauss - KLIK.

Monday, October 13, 2025

Powtórki

 Dzień jak codzień.
Tydzień jak... cotydzień.

Czyli powtórki.
W ostatnią sobotę właśnie to było tematem cotygodniowej Lekcji Muzyki.

Właściwie każdy aspekt naszego życia roi się od powtórek...
Nauka - toż większość tego to powtarzanie tego co ktoś kiedyś zrobił, odkrył, wymyślił, wynalazł.
Praca zawodowa - podobnie.
Zresztą natura wokół nas daje nam przykład - kalendarz, pory roku.

Trudno żeby muzyka była inna - mało tego, muzyka ma wręcz obsesję na ten temat - gama tonów = 8, w porywach 12. Kompozycja uregulowana płotami taktów - 1/2. 2/4, 3/4. Wystarczy kilka taktów a już mamy melodię, czasami to wystarczy na całą kompozycję - KLIK.
Irlandzki taniec - oczywiście - sama idea tańca towarzyskiego zawiera w sobie wielokrotne powtarzanie tych samych układów.

Druga strona medalu - muzyka klasyczna - tu potrafi być jeszcze gorzej/lepiej - kanon - powtarzanie w kółko tego samego, krótkiego motywu - KLIK.

Czasami melodia jest dłuższa - w nutach jest zapis - da capo al fine - czyli - od początku do końca - tu nie ma oszukaństwa, muzycy przewracają nuty o stronę lub dwie do tyłu - KLIK.

Trzecia strona - bez powtarzania - KLIK - jak długo można to wytrzymać?

Wrócę do źródła...
Powtarzać - po łacinie - repetere = re - znowu + petere - zapytać.
Czyli klient, który pyta i pyta... logika wskazuje, że po drugiej stronie jest urzędnik, który odpowiada i odpowiada i... nadal nie wiemy o co chodzi.
Samo życie.

Polskie słowotwórstwo w tym temacie wydaje mi się bardziej ciekawe...

Słowo-twórstwo ... twór-stwo.
Pytanie: na ile TWÓR jest czymś nowym a na ile po-WTÓR-ką?
TWÓR - deklinacja - 5 przypadek - z kim mam do czynienia?  Z TWOREM.
Jak wiele/niewiele trzeba by stał się PO-TWORem?

Tarzan w puszczy się tarzał,
przez godzinę - wciąż się powtarzał.
Aż się postarzał.
Spojrzał w lustro i się zachmurzył -
młodość już się nie powtórzy,
Niech wróżka mi przyszłość wywróży.
Znalazł wróżkę co nie była mu wroga
Spojrzała na dłoń - krzyknęła - o la boga...
jakaż prosta przed tobą droga.
Spotkasz dziewczynę swoich marzeń,
staniecie wkrótce przed oł-tarzem.
I będziecie się tarzać razem.
A gdy się coś często powtarza
to w końcu coś się stwarza
więc oboje wytarzacie tarzanki.
jak obarzanki.

No to mi się napisał POTWOREK - publikuję,  nie czekam na WTOREK.

Sunday, October 5, 2025

Koniec słów

 W naszym, technologią napędzanym świecie wiemy tak wiele i możemy empirycznie zmierzyć tak wiele. Ale w którymś momencie… pewność się kończy.

Piątek... pożegnanie bliskiej osoby, rówieśnika naszych dzieci - pustka...

Sobota -  południe, włączam radiową Lekcję Muzyki a tam - na przywitanie - początkowe zdania tego wpisu.

Requiem - music to die for ... muzyka, za którą można umrzeć.
No, nie wiem, bardzo pasuje mi powiedzenie Jean Sibeliusa - muzyka zaczyna się tam gdzie kończą się słowa.

Missa pro defunctis... Johannes Ockeghem -- KLIK.
Msza żałobna napisana prawdopodobnie w 1461 roku.

Pierwsze słowa - Requien Aeternam - pokój wieczysty - od tego czasu przyjęła się nazwa - Requiem.
Swoją drogą - pro defunctis - za zmarłych - jednak łacina jest bardziej precyzyjna - defunctis = przestał funkcjonować.

Nie będę tu streszczać całej lekcji, zastanowiła mnie ewolucja tego typu muzyki. 
- 1560 - nadal występuje tylko chór bez orkiestry - Thomas Luis Victoria - Requiem - KLIK.
- 1791 - W.A. Mozart - komponuje w stylu klasycznym, ale Requiem to co innego - pełen rozmach baroku.
- 1868 - J. Brahms - Ein deutsches Requiem - Niemieckie Requiem - mylący tytuł - jedyna "niemieckość" tego utworu to język. Okazja - śmierć matki autora i wspomnienie śmierci R. Schumanna.
- 1962 - B. Britten - War Requiem - Requiem wojenne. Utwór zamówiony z okazji konsekracji katedry w Coventry, odbudowanej po wojennym zbombardowaniu.
B. Britten był pacyfistą, zamawiający dali mu pełną swobodę wyboru formatu utworu, wybrał format łacińskiej mszy z dodatkiem wierszy napisanych przez uczestników I Wojny Światowej.
- 2019 - D. Cheetham - Eumeralla. A War Requiem for Peace - utwór napisany przez Aborygeńską artystkę upamiętniający konflikt między białymi osadnikami i Aborygenami w latach 1850 - zginęło ponad 8,000 Aborygenów.

Aborygeńskie Requiem o pokój - Aborygeńska tradycja zabrania wspominania imion osób zmarłych ani prezentacji ich wizerunków, pozostaje nadzieja na pokój na świecie.

P.S. Link do opisywanej tu Lekcji Muzyki - nie jestem pewien czy link działa poza Australią - KLIK.

Saturday, September 20, 2025

Muzyka na bazarze

 ... i to nie byle jakim - Queen Victoria Market - powierzchnia 7 ha, centrum Melbourne, powstał w 1872 r - szczegóły TUTAJ.

Przez wiele lat pracowałem w centrum miasta i wtedy regularnie odwiedzałem to miejsce, ale od wielu lat już tu nie byłem.

Jednak dzisiaj (sobota 20 września) dominującym "towarem" była muzyka...


Busk, busking tłumaczy się na - występ uliczny.

Tym razem ulicznicami będzie Melbourne Youth Junior Strings, a w ich gronie, nasza najmłodsza wnuczka - Gracie.

8 rano w centrum miasta... czego nie robi się dla wnuczki.
Budzik o 6:30 - zimno, czasem pokropi, czasem zaświeci słońce.
Zjadam porządne śniadanie i w drogę.
Decyduję się na jazdę samochodem i słusznie, ruch na ulicach niewielki,  nie mam problemu z parkingiem i to za darmo.

W pierwszej chwili przytłacza mnie nieco rozmiar obiektu. Zauważam w kilku miejscach grupki muzyków przygotowujące się do występu, orkiestra naszej wnuczki zajmuje sporo przestrzeni...


Zespół wsparcia rodzinnego jest jeszcze większy...


Występ się kończy - pora na zakupy.
Przechodzę wzdłuż rzędów stoisk.

Moją uwagę zwraca to stoisko...


Ten facet ma jaja!

Muszę przyznać, że wybór i jakość są dobre a ceny niższe niż na bazarze dzielnicowym, z którego regularnie korzystam.
Klientów średnio-sporo.

Na obrzeżu targowiska zauważam grajkę uliczną we właściwym tego słowa znaczeniu...


Po drodze do domu zaglądam jednak na nasz dzielnicowy bazar - zauważam zmianę.
Poniżej dwa zdjęcia tych samych drzew - różnica czasu - 13 dni...




Znaczy wiosna już przyszła.

Wirtualna wizyta na Queen Victoria Market tutaj...


Sunday, September 7, 2025

Skok w bok

 Sierpień obfitował w wydarzenia kulturalne, przyszedł wrzesień, nominalnie to u nas Wiosna, ale do pogody ta wiadomość dotarła z opóźnieniem.
Bardzo zimne noce, półsłoneczne, chłodne dni.
W takim klimacie dowiedziałem się o nietypowej imprezie w nietypowym miejscu - teatr NuWorks zlokalizowany na przemysłowych przedmieściach Melbourne...

Dotarłem tu wieczorem, w zupełnych ciemnościach, okolica wiała grozą, oświetlone wejście do "teatru" dawało poczucie jakiejś nadziei...

Nadzieja była dość złudna, w środku było okropnie zimno. Wprawdzie znajomi, którzy znają to miejsce, ostrzegali, ale nie spodziewałem się, że mają aż tyle racji.

Tytuł przedstawienia był rozgrzewający - 

Ta maszyna zabija faszystów!

Moje skojarzenie - Związek Radziecki!
Błędne... ale może nie tak bardzo.

Woody Guthrie - KLIK - amerykański śpiewak (lata 1935-1950) o lewicowych poglądach. Komponował i wykonywał piosenki apelujące do ludowej solidarności.
Najpopularniejsza jego piosenka - This land is your land ...

Ciekawe, że w czasach PRL nic o nim nie słyszałem, swoją drogą piosenka wyjątkowo prosta.
Inna sprawa, że W. Guthrie był tak zdezorientowany w politycznym krajobrazie, że napisał piosenkę wychwalającą pakt Ribbentrop-Mołotow i napaść Związku Radzieckiego na Polskę we wrześniu 1939.
Dowiedziałem się o tym z Wikipedii, ciekawe, że polski wpis Wikipedii nic o tym nie wspomina.

Istotna część jego życiorysu to właściwie treść książki J. Steinbecka - Grona Gniewu...
Spokojne życie na farmie w stanie Oklahoma gwałtownie przerwane suszą i klęską głodu w 1935 roku. Kilkaset tysięcy ludzi opuściło domy i powędrowało w poszukiwaniu chleba - KLIK.

Grona Gniewu - sprawdzam na półce - mam egzemplarz z 1961 roku.
Zgadza się, w 1956 roku nastąpiła "odwilż", w księgarniach pojawiły się setki książek zachodnich pisarzy, które do tego czasu były zakazane.
Hemingway, Steinbeck, Faulkner - laureaci Nobla - ich nazwiska wymawiałem z nabożeństwem, lektura ich książek raczej mnie rozczarowała.

Wracam do przedstawienia - postać W. Guthrie według mnie narzucała sporo ograniczeń i w tym kontekście przedstawienie było bardzo dobre - świetny amerykański akcent, dobry śpiew, bardzo dobra dynamika na scenie.

Sobota i całkowita zmiana nastroju.
Mocne słońce, drzewa przed targowiskiem pobielały...

Spieszę się z zakupami żeby móc w spokoju posłuchać audycji muzycznej - Music Class.
Take your seat and sharpen your pencil (zajmij miejsce w szkolnej ławce i zatemperuj ołówek) - poleca para prezenterów a mnie przypomina się lekcja sprzed 3 tygodni - temat - kontrapunkt i bardzo zaskakująca ilustracja muzyczna doskonale pasująca do tematyki czwartkowego przedstawienia...


One day more - to moja obecna dewiza życiowa.


Thursday, September 4, 2025

Mała muzyczka nocna

Środa, 3 września - wyczekiwany kolejny koncert z serii Mostly Mozart :)
W okolicach Melbourne Recital Centre zauważam wzmożony ruch - na chodnikach sporo siwowłosych piechurów, na przystanku tramwajowym wysypuje się grad białych głów.
Autobusiki przywożą grupki osób, zapewne z domów opieki. 

Na sali koncertowej...


Zagęszczenie... prawie jak w niedzielę w moim kościele parafialnym.
To znaczy - w kościele parafialnym było jeszcze lepiej... a może nawet trochę gorzej - zabrakło siedzących miejsc.

Skoro już zajrzałem do kościoła to wspomnę, że w ostatnich dwóch tygodniach zaglądałem tam również z okazji pogrzebów.
Dwie dobrze mi znane parafianki, jedna - Pat (Patrycja) - nawet bardzo dobrze gdyż działała razem ze mną w Stowarzyszeniu św Wincentego...


Ostatnie lata życia spędziła w domu opieki prowadzonym przez siostry Nazaretanki.
Też miłe skojarzenie - ja chodziłem do szkoły Nazaretanek :)

Podczas pogrzebu głos zabrał jej syn... matka do ostatnich chwil była pełna pozytywnej energii... najważniejsze, to żeby nie umrzeć w sklepie.. - mówiła - tyle spraw niezałatwionych.
Znajoma parafianka powiedziała mi, że Pat umówiła się ze swoją sąsiadką w domu opieki, że gdy jedna z nich będzie umierać, druga będzie trzymać ją za rękę.
I właśnie tak to wyglądało.

A cóż to za dziwny wstęp do koncertu z wesołą serenadą w programie?

Bo koncert też był dziwny.
Pierwsza pozycja - W.A. Mozart - Requiem - Lacrimosa - płacząca.
Wspomnę, że W.A. Mozart nie dokończył tej części Requiem, zdążył napisać tylko 4 takty, rękopis poniżej...

Requiem dokończył uczeń Mozarta - Franz Süssmayr.

Na środowym koncercie Lacrimosę wykonał zespół instrumentów dętych blaszanych - bardzo dobrze wykonał, to był zdrowy płacz. 
Nie znalazłem właściwej ilustracji więc załączam tradycyjne wykonanie - chór i orkiestra - KLIK.

Kolejna pozycja - Symfonia kameralna (Opus 110a) Dymitra. 
Mozart i Szostakowicz - do głowy by mi nie przyszło takie zestawienie, ale okazało się dobrze pasować do mojego, przekornie-pogrzebowego, nastroju.
Cały utwór- KLIK.

Sugeruję posłuchać około 1.5 minuty pierwszej części (Largo) i skoczyć do drugiej części - Allegro Molto i sprawdzić swoją wytrzymałość.
Zdecydowanie to nie jest nastrój, w jakim chciałbym umierać

Co innego - Eine kleine Nachtmusik - KLIK.