Zaczęła się Olimpiada Zimowa...
Od dzieciństwa lubiłem sporty zimowe.
To znaczy, nie tyle sporty ile zajęcia na śniegu - jazda na sankach, lepienie bałwana, rzucanie się pigułami, jazda na łyżwach, narciarstwo.
W tamtych czasach klimat temu sprzyjał - w latach szkolnych zawsze była śnieżna zima od połowy grudnia do końca lutego.
Około roku 1955 zainteresowałem się sportem i wkrótce doczekałem się zimowej olimpiady - 1956 - Cortina d'Ampezzo - KLIK.
Doczekałem się... nie było telewizji, słuchałem wiadomości sportowych w radio, czytałem w Przeglądzie Sportowym. W pełni mnie to zadowalało.
Strona praktyczna - w tym okresie byłem zafascynowany narciarstwem zjazdowym. Mieszkając w Kielcach miałem bardzo blisko na Psie Górki...
No nie - za moich czasów były wyższe!!!
Ważne, że praktycznie codziennie jeździłem na nartach.
50 lat minęło - w międzyczasie zmieniły mi się gusta - fascynacja narciarstwem pozostała, ale teraz było to narciarstwo biegowe.
Na marginesie wspomnę, że narciarstwo biegowe podobało mi się już w latach szkolnych, ale zniechęcała mnie do niego powszechna opinia, że to... takie ruskie narciarstwo.
Rzeczywiście zawodniczki ZSRR zdobywały większość medali (wśród mężczyzn Skandynawowie nie dawali sobie w kaszę dmuchać).
Na marginesie wspomnę, że narciarstwo biegowe podobało mi się już w latach szkolnych, ale zniechęcała mnie do niego powszechna opinia, że to... takie ruskie narciarstwo.
Rzeczywiście zawodniczki ZSRR zdobywały większość medali (wśród mężczyzn Skandynawowie nie dawali sobie w kaszę dmuchać).
Los uśmiechnął się do mnie w praktyczny sposób - uczestniczyłem w maratonie narciarskim na olimpijskiej trasie w Sapporo - poniżej start - ja w czerwonych spodniach...
... w maratonie w Norwegii, który kończył się na olimpijskim stadionie w Lillehammer... do mety jeszcze daleko...
A Cortina?
W roku 2001 uczestniczyłem w maratonach narciarskich w Czechach, Austrii, Włoszech i Niemczech.
Jadąc z Włoch do Niemiec zatrzymałem się ze znajomymi w miejscowości Dobiacco...
W roku 2001 uczestniczyłem w maratonach narciarskich w Czechach, Austrii, Włoszech i Niemczech.
Jadąc z Włoch do Niemiec zatrzymałem się ze znajomymi w miejscowości Dobiacco...
Któregoś dnia pojechaliśmy autobusem na obrzeża Cortina d'Ampezzo i wracaliśmy 30 km na nartach jadąc trasą na nieużywanej linii kolejowej. Dodatkową atrakcją była jazda przez tunele.
Zaczęło robić się ciemno więc łatwo zauważyłem światełka nieopodal trasy i jakąś osobę, która je zapalała. Podjechałem.
Okazało się, że to cmentarz żołnierzy armii austriackiej, którzy polegli w tych okolicach podczas I Wojny Światowej.
Spojrzałem na tabliczki, jakieś dziwne nazwiska a imiona słowiańskie - Iwan, Bojan, Stanko. Domyśliłem się, że to Słoweńcy. Świeczki zapalała jakaś starsza pani, zbliżyłem się do niej.
- To groby pani znajomych? rodziny?
- Nie, to tacy zapomniani chłopcy... A widziałeś groby naszych chłopców w mieście?
Zaczęło robić się ciemno więc łatwo zauważyłem światełka nieopodal trasy i jakąś osobę, która je zapalała. Podjechałem.
Okazało się, że to cmentarz żołnierzy armii austriackiej, którzy polegli w tych okolicach podczas I Wojny Światowej.
Spojrzałem na tabliczki, jakieś dziwne nazwiska a imiona słowiańskie - Iwan, Bojan, Stanko. Domyśliłem się, że to Słoweńcy. Świeczki zapalała jakaś starsza pani, zbliżyłem się do niej.
- To groby pani znajomych? rodziny?
- Nie, to tacy zapomniani chłopcy... A widziałeś groby naszych chłopców w mieście?
- Nie.
- To zajrzyj na cmentarz, tuż przy kościele. A ci tutaj tacy zapomniani - smutne. Przychodzę tu codziennie i zapalam im kilka świeczek.
- To zajrzyj na cmentarz, tuż przy kościele. A ci tutaj tacy zapomniani - smutne. Przychodzę tu codziennie i zapalam im kilka świeczek.
Po powrocie do domu wstąpiłem na miejscowy cmentarz. To był dzień powszedni a jednak ta pani miała rację - nieprzeliczone ilości świateł.
Nie na darmo te okolice nazywają się Val di Fiemme - Dolina Płomieni.
Za życia i po śmierci.
Za życia i po śmierci.



Pamięć ...
ReplyDeleteCoś/jakieś wydarzenie zostawia ślad na długo, a coś innego- wcale.
Co do niektórych okresów w moim życiu, mam takie wrażenie, że fotografie wypełniają lukę po momentach, które nie zostały ,,zatrzymane,, na dłużej z jakiś powodów lub wręcz świadomie wyparte.
Wydaje mi się, że mam dobrze nastrojoną pamięć - przeważają dobre wspomnienia.
DeleteMoże to w dzieciństwie kato-komuna tak mi mózg wyprała.
Dzięki im za to.
"...zapomniani chłopcy...",
ReplyDeletejak czytam -
w tych walkach górskich ginęli na ogół górale. Po jednej stronie Austriacy, Tyrolczycy, Słoweńcy i Polacy, a po drugiej Włosi. Solidarni. Po walkach wspólnie nieśli pomoc swoim rannym towarzyszom, bez względu na to, po której stronie stali...
dla mnie - laika, najlepsi narciarze, to koniecznie górale; twardzi, wytrwali i nieustępliwi..., a jak trzeba miłosierni(bez patosu)
Lechu co Ty na to? ...czytam Twoje góralskie wspomnienia pełen podziwu - człek, który narty miał ze trzy razy w życiu na butach...
super star! Hart ducha i ciała!
nie oglądam zimowych olimpiad, jak w każdych takich masowych imprezach za dużo polityki i nieuczciwości jest. No, może jedynie hokej i najlepiej jak się jeszcze pobiją(pewnie górale)..., oni mają na sobie tyle łachów..., a podbite oko o czymś świadczy-coś o tym wiem...
G.
Zapomniani żółnierze - szczególnie ci służący w armii austriackiej - nie mieli pojęcia po co i za co walczą. Wyjątkiem był dobry wojak Szwejk.
DeleteOglądanie imprez sportowych - sporty zimowe, poza jazdą figurową, wydają mi się wyjątkowo niewdzięczne w oglądaniu - skoki - 99% czasu nikt nie skacze...
No może hokej - tu przyznaję Ci rację.
Czytałem kiedyś jakieś wspomnienia naszego górala, że dawniej, dawniej(przed Sabałą?) nasi górale śmigali na jednej narcie i o jednym kijku. Chyba nie z oszczędności, taka technika widać, tradycja, specyficzny teren...? narciarski kanadyjkarz? Bodajże Marusarz wspominał, że naukę na nartach pobierał od jakiegoś mistrza Norwegii, a jego uczył skakać..., chyba nie z kolejki? Te techniki, aż tak się różnią?
DeleteTeraz czytam, że ci żołnierze w armii austriackiej przechodzili specjalne szkolenie w zjeździe(jeździe) na nartach z dwoma kijkami. Widać, że musieli zjeżdżać wąskimi korytarzami z dużą prędkością, mylę się?
Szwejka na nartach zobaczyć, ha, tego nawet taki bajkopisarz jak Haszek by nie wymyślił, o ile pamiętam...
ale jaja!
G.
Górale na nartach...
DeleteWydaje mi się, że górale w zimie raczej naśladowali niedźwiedzie, czyli spali.
Co innego Skandynawowie, tam zima była po prostu za długa, trzeba było się w końcu ruszyć. Jeździli na nartach podpierając się jednym kijem bo w drugiej ręce trzymali siatkę z zakupami.
Narty do Europy środkowej trafiły już wyłącznie w celach rozrywkowych. Kiedy stwierdzili, że największa frajda to zjazdy z górki to wprowadzili do gry dwa kijki.
nie daje mi spokoju...
Deleteta jedna narta(skija 2 m)i drążek z hakiem(konica, pocios).
To ponoć dawna tradycja ludowa tatrzańskich górali(m. in. związana z myślistwem).
A być może historia(legenda)jednej narty, pierwszego narciarza z Zakopanego St. Barabasza(1888 r.). Ona znajduje się w zbiorach Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem. Druga się spaliła w 1945 r. Barabasz polował na dwóch nartach i używał tylko jednego"pociosa"z żelaznym hakiem.
W Polsce jedna z pierwszych wzmianek o nartach(łyżach)pochodzi z wypraw moskiewskich(16 wiek). Alexander Gwagnin(Kraków, 1578 r.). Przetłumaczony tekst z łaciny - "dziwny bieg na nartach"...
W 1888 r ukazała się wzmianka o wyczynach Fridjofa Nansena, o skokach i zawodach w Tromso(od 1843 r).
Pierwsi w Polsce narciarze to zesłańcy syberyjscy. Tak przynajmniej chce historia i jako przykład podaje dr Jodłowskiego. Napisał art. "Myślistwo w Syberii"w czasopiśmie"Łowiec"w nr 11-12 z 1885 r. Opisał budowę nart("łyż")wg Tunguzów.
Narciarzy początkowo nazywali skijorzami i spuscocami, a narty"łyżwa-mi'', wg słownika z 1905 r.
Pewnie mi ta jedna narta utkwiła w pamięci ze względu na myślistwo zimowe w górach?
Sporty zimowe, rozrywka, czy ćwiczenia treningowe na jednej narcie dla zachowania równowagi- żeby mnie kto okładał pociosem, czy konicą-dla mnie to czarna magia i tak pozostanie!
pozdrawiam
G.
Nadal trwam przy swojej opinii, że ludzie gór nie wychylali w zimie nosa na zewnątrz.
DeleteStanisław Barabasz przyprowadził narty do Polski z Austrii.
Śmieszna jest kwestia językowa - skandynawowie nazywali narty - ski - Barabasz wytłumaczył, że to wynika z korzystania z kija = skije.
Natomiast łyże to oczywisty rusycyzm - Rosjanie, podobnie jak Skandynawowie, mieli bardzo długie zimy więc musieli się ruszyć żeby coś upolować w pobliskim lesie.
Ciekawostka - pierwszy na świecie klub narciarski powstał w... Australii. Założyli go norwescy migranci. Narciarstwo w Norwegii było sprawą tak powszechną i oczywistą, że nie było sensu zakładać klubów.
Wymiana opinii, czemu nie?
DeleteTo tylko poszerza naszą wiedzę. Szukanie różnych źródeł historycznych daje mi pewną satysfakcję, że jeszcze coś mi się chce..., w tym przypadku-narciarstwo. Jestem TU, bo mnie Lechu inspirujesz-co już niejednokrotnie podkreślałem, i za to jestem w pewnym sensie wdzięczny.
Pójdę inną drogą, drogą dr Jodłowskiego. W jego artykule(1885) jest opis łyż, czy nart-jak zwał tak zwał z ruska czy norweska, drugorzędna sprawa-według Tunguzów i ludów Syberii. Inny materiał do produkcji i takie detale. Na deser zostawię sobie Barabasza, niestety nie byłem w Muzeum Tatrzańskim, ale kto wie? może w Sieci coś sobie odnajdę. Tak czy siak, to za Twoją sprawą się stało. I to się dla mnie liczy. Bardziej myślistwo zimowe ludzi gór(np. w Norwegii), niż sport i rozrywka. Łączą nas narty, ski, deski, łyże, jak zwał tak zwał...
pozdrawiam.
jest jakieś uniwersalne pozdrowienie narciarzy na szlaku, albo przed startem?
Ja - Darz Bór. Poszperam w Sieci.
G.
Inspiracje - cieszy mnie że moje wpisy inspirują Cię do rozszerzania tematu, czasem nawet aż za bardzo :)
DeleteLechu
Deletea jakie ja mam, nieboraczek szanse w dyskusji na temat narciarstwa z Tobą? Jesteś w tym środowisku od dziesiątków lat, znasz temat na wskroś z różnych stron świata! Niejeden historyk, dziennikarz sportowy, czy inny ekspert by się pokłonił do samych nart. No to ja powinienem legnąć plackiem. Mam okazję, to pytam i nie narzekam na dostarczane informacje od Ciebie, ani ich nie neguję. A że jestem nieraz zbyt namolny i męczący, no to wybacz. No, jesteś po prostu cierpliwy i tolerancyjny- co mogę więcej dodać. Po prostu Dziękuję!
Już w podstawówce wołali na mnie szperacz, mol książkowy itp., może to taka przypadłość, jakaś skaza...
pozdrawiam i chyba dam Ci odpocząć od mojego natręctwa na jakiś czas...
G.
Szanse w dyskusji...
DeletePrzyznam się bez bicia, że wszystkie informacje o historii narciarstwa dostałem z Wikipedii - czyli szanse mamy równe.
Pytania odnośnie zdjęć z wyścigów...
ReplyDeleteJaponia - start a w pierwszej linii sami starsi panowie? Myślałam, że na początku ustawiają najszybszych.
Norwegia - wyścig a jakoś nie widzę numerów startowych?
E.F.
Wyjaśniam..
DeleteWyścig w Japonii - no cóż, taki u nich szacunek dla seniorów.
A na serio - oni ustawili w pierwszej linii gości - narciarzy zza granicy, było ich około 50.
Za naszymi plecami stała japońska kadra i dyszała nam prosto w plecy, po starcie moja pierwsza myśl była - przepuść ich bo cię storpedują.
Norwegia - dobra obserwacja - wszyscy zawodnicy muszą nieść plecak o wadze minimum 3.5 kg, to na pamiątkę pierwowzoru tego wyścigu - w 1206 roku dwóch narciarzy przenosiło na tej trasie w bezpieczne miejsce, nowonarodzonego następcę tronu Norwegii, na którego życie czyhał stryjek.
Zawsze podziwiałam twoja narciarska pasję, a znaczenia nazwy Val di fiemme nie znałam.
ReplyDeleteU nas rozlano wodę na boiskach, by lodowiska powstały, po raz pierwszy od wielu lat, ale łyżwiarzy jak na lekarstwo...
Dolina Płomieni - rzeczywiście o zachodzie słońca szczyty gór płoną czerwonym odblaskiem - piękne.
DeleteBoiska - lodowiska - łyżwiarze.... tyle lat nie było zimy, to pewnie mało kto ma łyżwy.
Świetne masz wspomnienia, nawet w Cortinie byłeś. Zapalanie na cmentarzach świec, zniczy zawsze mnie wzrusza. W mojej miejscowości jest cmentarz wojenny. W 1939 rozgrała się bitwa i to zwycięska z Niemcami. Ale tryumf był chwilowy, jak wiadomo. Wojna toczyła się dalej. Ci, którzy polegli, zostali pochowani na miejscowym cmentarzu. Grobami opiekują się uczniowie miejscowej szkoły, której nadano imię bohaterów tamtej bitwy. W czasie świąt zaduszkowych zawsze zapalam znicz na grobach żołnierzy.
ReplyDeleteJa chyba tylko po to jeździłem na te wyścigi żeby potem, przez wiele lat mieć co wspominać.
DeleteŚwieczki na grobach, poza "sezonem" - bardzo wzruszające.
"żeby potem, przez wiele lat mieć co wspominać" - to bardzo dobra motywacja :-)
DeleteNarciarz i podróżnik w jednej osobie! To sprawia, że cały życiorys bardzo ciekawy i jest o czym opowiadać.
ReplyDeletePamięć o zapomnianych żołnierzach mnie wzrusza. Też zapalam znicze na takich grobach i nie przeszkadza mi, że jest to cmentarz żołnierzy radzieckich bo przecież w większości nie mieli wpływu na politykę a ginęli na obcej ziemi.
Groby żołnierzy w obcym kraju - mnie poruszyły takie groby w Helsinkach - groby żołnierzy niemieckich, którzy ocalili miasto od komunistów w 1918 roku. A nazwiska: Majewski, Grabowski...
DeleteCiekawa podróż przez życie na nartach:-) Od dziecięcych szaleństw, aż po olimpijskie trasy! A w tle pamięć i szacunek dla tych, których historie znikają w cieniu śniegu. Dolina Płomieni naprawdę żyje w Twoich wspomnieniach:-)
ReplyDeleteTrasy olimpijskie, ale motywacja była nadal dziecięca :)
ReplyDeletePozdrawiam.
Podobno w głębi duszy całe życie jesteśmy dziećmi:-)
DeleteNarty nie dla mnie, za to kocham, ubóstwiam wręcz łyżwy. I też, gdy patrzę na te górki, z których zjeżdżałam na sankach, dochodzę do wniosku, że znacząco się zmniejszyły 😋
ReplyDeleteŁyżwy - w dzieciństwie jeździłem na łyżwach śnieżkach. Jak sama nazwa wskazuje można na nich jeździć po ubitym śniegu i w zimie były moim codziennym atrybutem, jeździłem na nich do szkoły.
ReplyDeleteŁyżwy na lodzie to już trochę inna sprawa. Kilka razy mocno się potłukłem i trzeba było zrezygnować.
W życiu nie zrezygnowałabym z łyżew, nawet wtedy, gdy się wywaliłam, a rozpędzona koleżanka przejechała mi po palcach. Na szczęście nie zostały odcięte, tylko długo miałam okropną, siną pręgę w poprzek dłoni. Myślę, że gdyby nie rękawiczki, mogłoby być gorzej.
DeleteNo to w tym roku masz szanse się poślizgać.
DeleteJa jakoś potrafiłem dobrze upadać na nartach, a na łyżwach było gorzej i bałem się uszkodzenia kręgosłupa.
Lechu - sam wiesz, że byłeś /i chyba trochę jeszcze jesteś/ bardzo aktywny fizycznie. Moje uznanie. Ja w dzieciństwie z powodu wielu chorób musiałam na siebie bardzo uważać .... żeby się nie "uszkodzić". Potem bardzo dużo się ruszałam i wędrowałam. Przeszłam wiele razy Tatry i inne góry. Do dzisiaj bardzo dużo się ruszam.... ale znowu muszę uważać.... bo lata "nie te".
ReplyDeleteMoje uznanie - jak zwykle - za Twoje wspomnienia na zawsze aktualny temat.
No i szacunek za te wizyty w miejscach, gdzie palą się znicze...
Ja za aktywność fizyczną wziąłem się w wieku ponad 50 lat... spotkałem kilka osób, które postąpiły podobnie.
DeleteTwoje drogi były inne, ale chyba odbyłaś więcej podróży niż ja, a na dodatek, nie będąc ograniczona sportem, zwiedziłaś znacznie więcej.
Kiedyś zimowe olimpiady oglądało się z równą ciekawością jak letnie. Jazdę figurową najbardziej pamiętam, oprócz Rosjan, to parę angielską tańczącą do Bolera.
DeleteKiedy wybuchła wojna w Jugosławii, to zawsze wspominałam, że tak niedawno była olimpiada w Sarajewie.
Na nartach nauczyłam się jeździć w Bieszczadach, to było na zaliczenie zajęć sportowych na uczelni. Podobne zaliczenie mieliśmy podczas chodzenia po górach w Tatrach. Nawet niewiele płaciliśmy za to, już nie pamiętam. To się nazywało obozy kondycyjne.
Twoje przygody narciarskie są dobrą inspiracją.
W Szklarskiej Porębie są biegi Piastów rozsławione przez radio trójkę. Może w tym roku pojadę, bo to w dniach koło urodzin mojego Gospodarza.
Oglądanie sportów zimowych...
DeleteStrasznie dużo ich ostatnio przybyło - jakieś halfpipe, slalomy podwójne..
Jazda figurowa - Torvill i Dean - pamiętam.
Bieg Piastów - uczestniczyłem, ale akurat pogoda była paskudna.
Życzę miłego pobytu w Szklarskiej Porębie.
Sprawdziłam , że w tym roku jest w okolicy walentynek, czyli zaczyna się w ten weekend. A zwykle był na początku marca, kiedy przyjeżdżałam na urodziny Gospodarza 3 marca.
DeleteA teraz jestem w Brighton na innych urodzinach🥂😃 i zobaczę pewien musical. Z Przyjemnością informuję ciebie i Guciamal ❤️
Bieg Piastów, w tym roku już w ten weekend. Tak, kiedyś był w marcu co kolidowało z innymi wyścigami, dlatego uczestniczyłem w nim tak późno - 2007.
DeleteJesteś w Brighton? To tylko 12 km od naszego domu :))
Właśnie oglądam - jazdę figurową na lodzie. Pięknie! Ile w tym jest emocji! Narty też super i bobsleje... Jakież to miłe obejrzeć coś takiego, a nie tylko patrzeć na te polityczne zawirowania...
ReplyDeleteDo mnie nie docierają transmisje z Olimpiady Zimowej ale brakuje też ochoty. Polityka - tu wystarczy mi zwięzły skrót wiadomości.
DeleteNa łyżwach jeździłam w podstawówce i nawet jeździłam po zamarzniętej Motławie. Dziś nie mogę patrzeć na te tłumy ludzi do niedawna spacerujących po rzece. Jak to się zmienia odwaga i punkt widzenia. Na nartach nauczyłam się zjeżdżać grubo po czterdziestce. Bardzo mi to odpowiadało- ten rodzaj aktywności (generalnie jestem leniem), ale po kilku latach pożałowałam urlopu na wyjazdy narciarskie. Wychodzi na to, że zdecydowanie bardziej wolałam sporty zimnawe, bo i na sankach zjeżdżałam z górki przy dzisiejszym Urzędzie Marszałkowskim. A ty przebyłeś daleką drogę od Psich Górek po olimpijski stadion :)
ReplyDeleteMasz dużo racji - to był dylemat podczas wyścigów we Włoszech - wyścig czy Wenecja?
DeleteWyobrażałem sobie, że na Wenecję, Florencję itp przyjdzie czas gdy odechce mi się ścigania. Życie potoczyło się inaczej, ale i tak pozostałem zadowolony.
Witaj szumem wiatru Lechu
ReplyDeletePo pierwsze dziękuje za korektę wiadomości u mnie. Cóż kliknęłam tylko na jedną stronę, zamiast to sprawdzić na innych.
Sporty zimowe.... Dziadek pięknie holendrował. Starał się mnie nauczyć, ale się nie udało. Może to brak figurówek? Cóż były to czasy dużego kryzysu....
Na nartach niby jeździłam przez cały nastoletni czas. Tu znowu było inaczej. Sprzęt był, strój był, piękna czesko-słowacka miejscówka też. Tylko ja chudziutka, z lekiem wysokości... Gdzież mi w tamtych czasach łatwo było dźwigać cały sprzęt do wyciągu, a potem z tym lękiem wysokości w odpowiedniej chwili złapać za linę orczyka i "wspinać" się na szczyt góry. Potem był wyciąg krzesełkowy, ale i tak strach pozostał do dzisiaj. Oczywiście jak byłam już na górze, to....
Potem dostałam biegówki, ale przyszedł nie tylko kryzys i wyjazdy się skończyły
Holendrowanie - też znam głównie ze słyszenia.
DeleteJeździłem sporo na łyżwach, ale głównie były to łyżwy śnieżki.
Twoje wspomnienia narciarstwa zjazdowego są rzeczywiście traumatyczne. Ja miałem to szczęście, że zaczynałem na Psich Górkach.
Uwielbiałam Ośle Górki
DeletePsie czy ośle - oto jest pytanie.
DeleteCiekawe, że nie ma (chyba) Kocich górek.