2 lutego - w Polsce święto Matki Boskiej Gromnicznej - zajrzałem do Wikipedii - KLIK.
Nie wiem dlaczego polska wersja Wiki zaczyna listę krajów słowiańskich od Rosji, ale to drugorzędne - generalnie chodzi o przełamanie zimy.
Przypomina mi się przysłowie - gdy w Gromniczną z dachu ciecze, jeszcze zima się przewlecze.
Dorobiłem do tego drugą linię - gdy w Gromniczną mróz - koniec zimy tuż.
Dziś wypadł mi aktywny dzień, wstałem wcześnie i.... mróz!
Co? Mróz w Australii? W środku lata?
No.... to jest sprawa względna - temperatura na zewnątrz wynosiła 10C, ale to jednak 34 stopnie mniej niż kilka dni temu, to jest jakiś szok.
W takich warunkach mój dzisiejszy wpis jest pisany w stanie swoistego udaru.
Zacząłem jednak od Ewangelii - 2 lutego to nie byle jakie wydarzenie w życiu Jezusa - Ofiarowanie w Świątyni, które odbywało się 40 dni po porodzie.
Tym razem, zamiast do Ewangelii, zajrzałem do książki Romana Brandstaettera - Życie Jezusa. Książka trzyma się bardzo wiernie Ewangelii, ale dodaje do tego wiele praktycznych szczegółów życia w Izraelu...
"...Weszli na Dziedziniec Pogan, panowała tam jak codziennie nerwowa krzątanina. Krzyki, nawoływania przekupniów i kupujących, wrzaskliwe zachwalanie towarów, ryk cieląt, bek owiec, gruchanie gołebi tak szczelnie wypełniały cały plac, że trudno było odróżnić poszczególne dźwięki i głosy...
Przekupnie zorientowawszy się, że Miriam i Josef przybyli celem złożenia ofiary oczyszczającej, otoczyli ich zwartym kołem i każdy z nich na inną nutę zachwalał swój towar. Gdy Josef gromkim głosem powiadomił nacierającą gromadę przekupniów, że Miriam nie zamierza złożyć ofiary bogaczy, lecz ofiarę ubogich, eparę synogarlic, parę gołębi, część przekupniów, nie zainteresowana tak skromną transakcją, szybko się ulotniła....
Josef kupił synogarlice, wziął na ręce Niemowlę i poszedł wraz z Miriam na Dziedziniec Niewiast. Tutaj niewiasta stanęła twarzą do Świętego Świętych i trzymając skrzydlatą parę, zwróconą łebkami ku drzwiom Świątyni, zmawiała po cichu modlitwę, po czym zbliżywszy się do kapłana podała mu ofiarne ptaki. Położyła na nich dłonie, a kapłan, pobłogosławiwszy niewiastę, udał się do Ołtarza Całopalenia i podczas gdy składał ofiarę z jej synogarlic i skrapiał ich krwią rogi i ściany Ołtarza, dusza Miriam tęskniła i wyrywała się do progów Elohim, a jej serce i ciało wznosiły się do Boga Żywego....
... usłyszała nad sobą głos kapłana:
- Czy to jest twój syn pierworodny, niewiasto?
- Tak - odpowiedziała Miriam...
- Moja żona, córka Izraela, urodziła syna pierworodnego, którego ci teraz oddaję - powiedział Josef.
- Czy pragniesz zachować dla siebie syna, czy pięć sykli, Josefie ben Jaakow, które według twej woli możesz mi wręczyć w zamian za dziecko? - spytał kapłan.
- Syna pragnę dla siebie zachować. Weź w zamian pięć sykli, kapłanie - odparł Josef i wręczył mu pieniądze.
Kapłan podniósł dłonie i zaintonował:
- Błogosławiony niech będzie Bóg Abrahama, Jicchaka i Jaakowa, Pan Wszechświata, który nakazał wykup pierworodnych.
Błogosławiony niech będzie syn pierworodny i niechaj służy Panu w kole sprawiedliwych. Niechaj Bóg Izraela opiekuje się tym dzieckiem i niechaj ono żyje na chwałę mądrości i dobrych uczynków. Amen.
- Amen - powtórzyli Miriam i Josef..."
A więc tak to wyglądało.
A skąd R. Brandstaetter o tym wie?
Bardzo ciekawy życiorys - pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej, po wybuchu wojny uciekł z Warszawy do Wilna gdzie poślubił Żydówkę, Tamarę Karren i przy pomocy jej rodziny, oboje wyjechali do Jerozolimy. Tam spędzili 6 lat i Roman Brandstaetter przeszedł na wiarę katolicką... - więcej - link w PostScriptum.
Jezus z Nazaretu - 4 tomy - wyznam, że czytam z przyjemnością.
Poniedziałek - droga strona medalu - czas akcji...
Choinka rozebrana już wczoraj.
Poniedziałek - zatem kierunek - fryzjer.
Tu wyjaśnię, że mój lokalny fryzjer w poniedziałki daje seniorom A$5 zniżki - niestety korzystam z niej tylko raz na trzy tygodnie.
Ostrzyżony - pora odwiedzić lekarza.
Przez ostatnie 4 lata korzystałem z usług lekarki prowadzącej prywatny gabinet 5 minut spaceru od domu. Niestety przeszła właśnie na emeryturę więc zacząłem korzystać z usług sporej przychodni, 5 minut jazdy samochodem.
Dopiero dzisiaj poznałem rozmiar tej przychodni - 18 gabinetów lekarskich.
Czas standardowej, krótkiej, wizyty = 10 minut.
Średnio przed każdym gabinetem czekały dwie osoby. Czyli prawie 40 osób!
Nie wiedziałem, że otacza mnie takie chore społeczeństwo.
Lekarze - większość Chińczycy, kilku Hindusów, ani jednego Europejczyka, ja wybrałem Wietnamczyka - zobaczymy.
Na początek wysłał mnie na serię badań
Po wizycie rozejrzałem się po okolicy...
Wietnamska kawiarnia.
Mam bardzo miłe wspomnienia z wycieczki do Wietnamu 11 lat temu i dobrze oceniam wietnamską kawę.
Nie zawiodłem się.
Mało tego - w drodze powrotnej do domu zauważyłem, patrol policji, który kontrolował oddech kierowców.
Pół godziny przed południem?
Może jednak ta kawiarnie o pieszczotliwej nazwie (Bé Ơi znaczy - Maleństwo) dosypała mi czegoś do kawy?
Policjanci spojrzeli mi badawczo w oczy i machnęli żebym jechał dalej - uff.
P.S.
Świątynia Jerozolimska - Wikipedia - KLIK.
Roman Brandstaetter - Wikipedia - KLIK.

Ja wczoraj jechałam od kuzynki po południu i w tym mrozie u nas stała policja, ale łapali na szybkość. Dobrze, że zwolniłam, chociaż tam z górki to się szybciej jedzie. U nas drogi suche pomimo tego mrozu, ale na szczęście nie było opadów śniegu.
ReplyDeleteGdzieś czytałam, że Australia robi się bardziej azjatycka niż europejska, w sensie odsetka ludzi. Czy również tak postrzegasz?
Niezwykła wiedza tego Brandstaettera. Jaki pracowity człowiek.