Monday, February 2, 2026

Gromniczna

2 lutego - w Polsce święto Matki Boskiej Gromnicznej - zajrzałem do Wikipedii - KLIK.
Nie wiem dlaczego polska wersja Wiki zaczyna listę krajów słowiańskich od Rosji, ale to drugorzędne - generalnie chodzi o przełamanie zimy.
Przypomina mi się przysłowie - gdy w Gromniczną z dachu ciecze, jeszcze zima się przewlecze.
Dorobiłem do tego drugą linię - gdy w Gromniczną mróz - koniec zimy tuż.

Dziś wypadł mi aktywny dzień, wstałem wcześnie i.... mróz!
Co? Mróz w Australii? W środku lata?
No.... to jest sprawa względna - temperatura na zewnątrz wynosiła 10C, ale to jednak 34 stopnie mniej niż kilka dni temu, to jest jakiś szok.

W takich warunkach mój dzisiejszy wpis jest pisany w stanie swoistego udaru.

Zacząłem jednak od Ewangelii - 2 lutego to nie byle jakie wydarzenie w życiu Jezusa - Ofiarowanie w Świątyni, które odbywało się 40 dni po porodzie.
Tym razem, zamiast do Ewangelii, zajrzałem do książki Romana Brandstaettera - Życie Jezusa. Książka trzyma się bardzo wiernie Ewangelii, ale dodaje do tego wiele praktycznych szczegółów życia w Izraelu...
"...Weszli na Dziedziniec Pogan, panowała tam jak codziennie nerwowa krzątanina. Krzyki, nawoływania przekupniów i kupujących, wrzaskliwe zachwalanie towarów, ryk cieląt, bek owiec, gruchanie gołebi tak szczelnie wypełniały cały plac, że trudno było odróżnić poszczególne dźwięki i głosy...
Przekupnie zorientowawszy się, że Miriam i Josef przybyli celem złożenia ofiary oczyszczającej, otoczyli ich zwartym kołem i każdy z nich na inną nutę zachwalał swój towar. Gdy Josef gromkim głosem powiadomił nacierającą gromadę przekupniów, że Miriam nie zamierza złożyć ofiary bogaczy, lecz ofiarę ubogich, eparę synogarlic, parę gołębi, część przekupniów, nie zainteresowana tak skromną transakcją, szybko się ulotniła....
Josef kupił synogarlice, wziął na ręce Niemowlę i poszedł wraz z Miriam na Dziedziniec Niewiast. Tutaj niewiasta stanęła twarzą do Świętego Świętych i trzymając skrzydlatą parę, zwróconą łebkami ku drzwiom Świątyni, zmawiała po cichu modlitwę, po czym zbliżywszy się do kapłana podała mu ofiarne ptaki. Położyła na nich dłonie, a kapłan, pobłogosławiwszy niewiastę, udał się do Ołtarza Całopalenia i podczas gdy składał ofiarę z jej synogarlic i skrapiał ich krwią rogi i ściany Ołtarza, dusza Miriam tęskniła i wyrywała się do progów Elohim, a jej serce i ciało wznosiły się do Boga Żywego....
... usłyszała nad sobą głos kapłana:
- Czy to jest twój syn pierworodny, niewiasto?
- Tak - odpowiedziała Miriam...
- Moja żona, córka Izraela, urodziła syna pierworodnego, którego ci teraz oddaję - powiedział Josef.
- Czy pragniesz zachować dla siebie syna, czy pięć sykli, Josefie ben Jaakow, które według twej woli możesz mi wręczyć w zamian za dziecko? - spytał kapłan.
- Syna pragnę dla siebie zachować. Weź w zamian pięć sykli, kapłanie - odparł Josef i wręczył mu pieniądze.
Kapłan podniósł dłonie i zaintonował:
- Błogosławiony niech będzie Bóg Abrahama, Jicchaka i Jaakowa, Pan Wszechświata, który nakazał wykup pierworodnych.
Błogosławiony niech będzie syn pierworodny i niechaj służy Panu w kole sprawiedliwych. Niechaj Bóg Izraela opiekuje się tym dzieckiem i niechaj ono żyje na chwałę mądrości i dobrych uczynków. Amen.
- Amen - powtórzyli Miriam i Josef..."

A więc tak to wyglądało.
A skąd R. Brandstaetter o tym wie?
Bardzo ciekawy życiorys - pochodził z zamożnej rodziny żydowskiej, po wybuchu wojny uciekł z Warszawy do Wilna gdzie poślubił Żydówkę, Tamarę Karren i przy pomocy jej rodziny, oboje wyjechali do Jerozolimy. Tam spędzili 6 lat i Roman Brandstaetter przeszedł na wiarę katolicką... - więcej - link w PostScriptum.
Jezus z Nazaretu - 4 tomy - wyznam, że czytam z przyjemnością.

Poniedziałek - droga strona medalu - czas akcji...
Choinka rozebrana już wczoraj.
Poniedziałek - zatem kierunek - fryzjer.
Tu wyjaśnię, że mój lokalny fryzjer w poniedziałki daje seniorom A$5 zniżki - niestety korzystam z niej tylko raz na trzy tygodnie.

Ostrzyżony - pora odwiedzić lekarza.
Przez ostatnie 4 lata korzystałem z usług lekarki prowadzącej prywatny gabinet 5 minut spaceru od domu. Niestety przeszła właśnie na emeryturę więc zacząłem korzystać z usług sporej przychodni, 5 minut jazdy samochodem.
Dopiero dzisiaj poznałem rozmiar tej przychodni - 18 gabinetów lekarskich.
Czas standardowej, krótkiej, wizyty = 10 minut. 
Średnio przed każdym gabinetem czekały dwie osoby. Czyli prawie 40 osób!
Nie wiedziałem, że otacza mnie takie chore społeczeństwo.
Lekarze - większość Chińczycy, kilku Hindusów, ani jednego Europejczyka, ja wybrałem Wietnamczyka - zobaczymy.
Na początek wysłał mnie na serię badań

Po wizycie rozejrzałem się po okolicy...

Wietnamska kawiarnia.
Mam bardzo miłe wspomnienia z wycieczki do Wietnamu 11 lat temu i dobrze oceniam wietnamską kawę.
Nie zawiodłem się.
Mało tego - w drodze powrotnej do domu zauważyłem, patrol policji, który kontrolował oddech kierowców.
Pół godziny przed południem?
Może jednak ta kawiarnie o pieszczotliwej nazwie (Bé Ơi znaczy - Maleństwo) dosypała mi czegoś do kawy?
Policjanci spojrzeli mi badawczo w oczy i machnęli żebym jechał dalej - uff.

P.S.
Świątynia Jerozolimska - Wikipedia - KLIK.
Roman Brandstaetter - Wikipedia - KLIK.

24 comments:

  1. Ja wczoraj jechałam od kuzynki po południu i w tym mrozie u nas stała policja, ale łapali na szybkość. Dobrze, że zwolniłam, chociaż tam z górki to się szybciej jedzie. U nas drogi suche pomimo tego mrozu, ale na szczęście nie było opadów śniegu.
    Gdzieś czytałam, że Australia robi się bardziej azjatycka niż europejska, w sensie odsetka ludzi. Czy również tak postrzegasz?
    Niezwykła wiedza tego Brandstaettera. Jaki pracowity człowiek.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Policja na mrozie - w wiadomościach POLSAT widzę/słyszę o mobilizacji policji na czas mrozów.
      Trzeba uważać - na oba czynniki.
      Azjaci w Australii - bardzo widoczni...
      Koło mnie trwa budowa, może 1/6 pracowników wygląda na europejskie korzenie.
      R. Brandstaetter - bardzo ciekawa postać.

      Delete
  2. Skoro wielki mróz, to wiosna blisko, według przysłowia oczywiście i tego się trzymam!
    Kawiarnia z zewnątrz mało zachęcająca, może w środku przytulniej?
    40 osób, to u nas na jednego lekarza przypada...
    Oby wyniki badan były dobre!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Masz rację, kawiarnia bardzno nieprzytulna. Ciekaw jestam jakie było pierwotne przeznaczenie tego budynku.
      Obecnie jest tam poustawianych wiele tandetnych krzeseł i stolików co wskazuje na sporą ilość klientów. To muszą być robotnicy z licznych zakładów pracy dookoła.
      Dwa kroki za kawiarnią jest gabinet masażu - to typowe dla takich dzielnic.
      Wyniki badań są kiepskie co rokuje nadzieje na dalsze wizyty lekarskie.

      Delete
  3. No tak, u Ciebie czas szybciej płynie ;-) Świecenie gromnicy dopiero przede mną, wybieram się zaraz do kościoła. Przed chwilą zakończyłam rozbieranie choinki. Czyli jeszcze czas na kawę? Ale za duży mróz i na wsi nie ma gdzie wypić, więc zrobię sobie sama w domu.
    Nad ranem o 6:00 miałam za oknem -22 stopnie.
    Lekarze i u ans znajda się hinduscy, syryjscy i jeszcze jacyś inni. Gdy półtora roku temu byłam w szpitalu, na praktykach byli studenci anglojęzyczni, ale nie wiem dokładnie skąd.
    Muszę sięgnąć do książki Brandstaettera.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Czas... u nas zaczyna się wcześniej, ale płynie powoli.
      Święcenie gromnic - prawdopodobnie w polskich kościołach w Melbourne odbyło się już w niedzielę, ale nie wiem.
      W naszym kościele parafialnym nawet nie wspomnieli o święcie ofiarowania Jezusa a wydaje mi się, że to istotne wydarzenie liturgiczne???
      U nas, żeby się dostać na studia medyczne, trzeba mieć niesamowite wyniki na maturze, to udaje się głównie uczniom chińskiego pochodzenia.
      Moja opinia o lekarzach Chińczykach jest pozytywna, Hindusach - negatywna.

      Delete
    2. Zimowa ciekawostka z Lublina: https://radio.lublin.pl/2026/02/zimowe-wsparcie-dla-pasazerow-koksowniki-pojawily-sie-na-przystankach-zdjecia/

      Delete
  4. This is such a fun and vivid story! ☕🇻🇳 I love how you captured both the charm of the Vietnamese coffee — and the humor of your “police patrol moment.” Bé Ơi is such an endearing name, and your anecdote makes it feel like a little adventure on its own. Glad you weren’t stopped — and that the coffee lived up to your fond memories! 😄✨

    ReplyDelete
    Replies
    1. It is great fun to read your comment. Thanks.

      Delete
  5. Romana Brandstaettera cenił sam Jan Paweł 2 za jego twórczość. Nie tylko jako głowa Kościoła, ale i jako filozof. Brandstaetter był wybitnym eseistą i najwybitniejszym przedstawicielem polskim(biblistyka)3 epoki w nurcie"third quest". Tak uważa większość socjologów religii. Ciekawy i znamienny epizod w jego duchowym życiu(przemiana), to znak jaki"otrzymał"pracując jako telegrafista na Świętej Górze(spod znaku Krzyża).
    O Jezusie. Co do życia Jezusa, to prawdę mówiąc NIC nie jest pewnością czegokolwiek o Jego pobycie na ziemi...,
    nie wiadomo nawet, czy się urodził w Betlejem, czy w Nazarecie. A niektórzy wierzą, że nigdy nie istniał jako Bóg, bo On sam nie wiedział(!!!?), że nim był, jest i będzie... . Bo i takie historie krążą w świecie naukowym...
    Przyjemnej lektury! Nawrócony autor, ...no,no...
    G.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Mnie najbardziej zainteresowała procedura ofiarowania pierwszego syna Bogu i opcja wykupienia go za umiarkowaną opłatą. Szekel jest do dzisiaj oficjalną walutą Izraela (wartość około 1/2 $). W czasach Jezusa używano szekla Tyrskiego, czyli z Fenicji, miał on wysoką zawartość srebra, dlatego podano, że Judasz dostał srebrniki.
      Swoją drogą ciekawe, że Ewangelia wspomina o ofiarowaniu Jezusa, ale nie wspomina o opcji wykupienia.
      Z drugiej strony - Ewangelia wspomina o obrzezaniu Jezusa (8 dni po narodzeniu) a R. Brandstaetter, który każde słowo Ewangelii ogląda pod każdym możliwym kątem, nie wspomina ani słowem o tej podstawowej procedurze.

      Delete
  6. ..."pierwszego syna Bogu..."
    Czy Jezus był synem pierworodnym? Jeśli nie był..., a nawet jak by był to można pierworodnego wykupić. 30 dni po narodzinach, pięcioma srebrnymi monetami i przeznaczenie kapłaństwa przenosi się na kohena. Ojciec organizuje uroczystość, łamią się chlebem itd.
    Wszystko co pierworodne nie wyginęło u Izraelitów(u Egipcjan-tak), a syn pierworodny różnił się od innych dzieci, co najmniej w dwóch kwestiach...
    obrzezanie Jezusa. Było obowiązkiem, ale były i wyjątki..., a nawet gdyby nie dopełniono tego obowiązku, to i tak nie stanowiło to przeszkody żeby był pełnoprawnym członkiem gminy...
    Wykupienie w świątyni po 40 dniach, w wypadku pierworodnego po 30 w domu(?), wyjątkowe...
    Brandstaetter wzorował się na Wujku(?), a Wujek(ksiądz, tłumacz) posługiwał się tłumaczeniami i z greki, i z łaciny... . Brandstaetter, czy znał grekę i łacinę na tyle dobrze to nie wiem, hebrajskiego uczył go jego wujek(rodzina)...
    G.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dla ciekawskich...
      Biblia Impuls. Krótkie komentarze do NT(19 tomów)w aspekcie do poszczególnych perykop...
      Ciekawy byłem, czy Brandstaetter pisał pamiętnik, ale podobnież nie. W jego książkach można spotkać wątki z życiorysu. Nie pamiętam, czy czytałem cokolwiek tego autora, ale nic straconego. Sporo jest w Sieci, może przyjdzie ochota się zapoznać? Chyba, że mróz odpuści i ....wiadomo, w plener, ognicho, może bałwana uturlam
      ciepło pozdrawiam
      G.

      Delete
    2. Nie sądzę, żeby R. Brandstaetter, jako świeżo ochrzczony, badał różne wersje Biblii, raczej opierał się na oficjalnej wersji urzędowo zatwierdzonej przez Episkopat. Jego książka to przedstawienie realiów ewangelicznych opowieści.

      Delete
    3. Nie czytałem książki, to zamilknę...
      Zapoznałem się jedynie z życiorysem i twórczością tego pisarza. W Sieci.
      Niewątpliwie ciekawa postać, bardzo... .
      On dopiero, jako katolik mógł z czystym sumieniem, bez rozterek duchowych zająć się Ewangelią. Judaizm zabrania studiowania Nowego Testamentu, a on sam pisał:"Biblio, moja ojczyzno". Chrzest przyjął w Rzymie(1946 r), wrócił do Polski(1948r?), a wedle info książkę o Jezusie zaczął pisać w latach 1967-1973. Zmienił wiarę, żonę, swoje dotychczasowe życie, przeżył stratę rodziców i się spełnił, a to wymaga odwagi i..., tak o nim piszą recenzenci, dzięki za inspirę!
      G.

      Delete
  7. No tak. Nie tłumacz się Lechu. Wyszło wspaniale:
    Na przystawkę- ochłodzenie i świeczka do ogrzania ...i rozjaśnienia mroków niewiedzy.
    Danie główne- wysokiej jakości- fragment intersujący chociazby z powodu ,,opodatkowania, którego forma tylko częściowo się zmieniła.
    Na deser- linki, podbijające smak.
    A w międzyczasie - uroki dnia niecodziennego. :-)

    ReplyDelete
    Replies
    1. Opodatkowanie przez Kościół na rzecz Boga...
      Cudownie pogmatwana sprawa - Abraham, Bóg zażądał od niego ofiarowania mu syna, ale w ostatniej chwili Abraham wyk(u)pił się baranem. Miał już doświadczenie gdyż nieco wcześniej faraonowi spodobała się jego żona Sara - rozwiązanie proste - powiedział, że to jego siostra i oddał do faraonowego haremu.
      Kolejne pokolenie - Izak miał synów, bliźniaków, teoretycznie pierworodny był Ezaw, ale Jakub ( z pomocą matki) oszukali niewidomego ojca. I dobrze - Jakub dostał od Boga imię - Izrael.
      I znowu krętactwo - pierwszy syn Jakuba - Ruben - to wynik oszustwa - Jakub starał się o rękę Racheli, ale na noc poślubną teść podłożył mu swoją starszą córkę - Lię.
      Żeby sprawę uprościć Ruben wykorzystał seksualnie oficjalną konkubinę ojca za co został przeklęty....
      Mam opowiadać dalej?

      Delete
    2. Trochę kiedyś czytałam. Nawet trafiłam na fragment o rozwodach.. :-)

      Delete
  8. U mnie troche podobnie, troche inaczej:
    mamy atak zimnej pogody choc nie az takiej jak polnocna czesc Florydy.
    Choinki - piszesz JUZ rozebrana a to mnie zaskoczylo bo u nas rozbiera sie jak nie nazajutrz po Swiecie to tuz po N. Roku. Ze slyszenia wiem ze zwyczaj trzymania ich do lutego gdzies tam, w srodowiskach polonijnych istnieje ale tylko u nich. Gdy sie sprowadzilam na Floryde pytalam pania wlascicielke polskiego sklepu ktory prowadzi kilka dekad o tutejsza Polonie to powiedziala mi ze byla a teraz nie ma. Stare pokolenie wymarlo a mlodych klub polonijny nie zainteresowal wiec sie rozpadl. Sa tu polskie rodziny ale zyja "kazdy sobie".
    U mnie takich kolejek u lekarzy nie ma. Co prawda opisana byla zlozona z pacjentow do roznych lekarzy wiec zrozumiale.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Choinki usuwane przed Gromniczną, u nas to tradycja, którą pamiętamy od dzieciństwa.
      Kolejki do 18 gabinetów lekarskich - dodane razem robią wrażenie.

      Delete
  9. Taki miks sacrum i profanum;-) Choinkę rozebrałam już 7 stycznia, a ostatnio receptę wystawił mi lekarz o azjatycko brzmiącym nazwisku. Świat naprawdę robi się mały.
    Zaintrygowałeś mnie tym Brandstaetter'em...

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rzeczywiście - świat mały, ale pogody jednak różne w różnych stronach świata.
      Brandstaetter - spróbuję poszukać innych jego książek.

      Delete
  10. No tak. Czas u Was zaczyna się wcześniej. Trudno czasem umówić się na rozmowę na żywo. Mam koleżankę w Nowej Zelandii, więc coś o tym wiem....
    A Gromniczna - jak już wiesz, to ważne święto dla mnie.
    Życzę dużo zdrowia

    ReplyDelete
    Replies
    1. Różnica czasu - teraz = 10 godzin, a Nowa Zelandia - dwie godziny więcej. Praktycznie to właśnie tam rozpoczyna się codzienny czas.
      Pozdrawiam podwójnie - z powodu Twojej rocznicy i bez powodu.

      Delete