Sunday, March 22, 2026

Chopin w Australii

 ... nie był.
A jego muzyka?
Dokumenty wskazują, że muzyka Chopina (nuty) była dostępna w Australii w roku 1843 czyli jeszcze za życia kompozytora.
W roku 1855, w Sydney, wykonano utwory Chopina publicznie w sali koncertowej.
- 1890 - utwory Chopina były na liście egzaminów muzycznych.
- 1924 - utwory Chopina nadano przez radio...

Ze wspomnień A. Rubinsteina i I.J. Paderewskiego wiem, że obaj pianiści byli w Australii po po dwa razy i mieli muzykę Chopina w programie swoich koncertów.

Nie mam pasji do szczegółowych badań historycznych, temat wskoczył mi do głowy gdyż wczoraj - sobota - byliśmy wraz z żoną na koncercie muzyki Chopina w sali koncertowej - Melbourne Recital Centre.
Przypomnę, że 2 tygodnie temu byliśmy na filmie Chopin, Chopin,  a dzień później obejrzeliśmy film Młodość Chopina.
Czyli 3 x Chopin w ciągu trzech tygodni.

Muzyka Chopina w sali koncertowej... w Australii zdarza się raczej dość rzadko. 
Podobnie w radio. 
Przypomina mi się wzmianka, że Anglicy określali ją słowami - like water - jak woda - rzeczywiście w wielu utworach można usłyszeć pluskanie między klawiszami.

Ooooops... wolę nie wypowiadać się na temat muzyki,  przypominają mi się słowa J. Sibeliusa - muzyka zaczyna się tam gdzie kończą się słowa.

No więc będą słowa... bez muzyki.
W moim poprzednim wpisie o koncercie poświęciłem nieco miejsca demografii publiczności, będę kontynuował...
Po pierwsze - sala pełna - ucieszyło mnie to - sobota wieczór - konkurencja była spora. Jadąc na koncert słyszeliśmy dudnienie z muszli koncertowej w pobliskim parku. Prócz tego mecze futbolu australijskiego itp.

Po drugie - ostatnio narzekałem, że widownia na koncercie była stara i brzydka.
Tym razem - całkowita odmiana - według mnie staruszkowie stanowili poniżej 30% i wyglądali znacznie sympatyczniej niż ci na koncercie muzyki barokowej.
A nie-staruszkowie?
Ogromna mieszanina, ucieszyła mnie duża ilość mężczyzn.
Stroje bardzo różnorodne,  przewaga codziennych ubrań.
Do tego prawie brak osób nadmiernie otyłych,  podobnie jak na innych koncertach.

Po trzecie - przekrój etniczny - osoby o wyglądzie azjatyckim stanowiły ponad 30% publiczności. Wiele z nich to młodzież w wieku szkolnym,  pewnie uczą się gry na pianinie.

Muzyka...
Wykonawca Hoang Pham - Wietnamczyk z pochodzenia. Byliśmy już na kilku jego koncertach, całkiem nam się podobał. Tym razem też nie zawiódł.
Program - Fantasia-Impromptu, dwie ballady, dwa walce, dwa nokturny, trzy mazurki, polonez. I na bis - coś rewolucyjnego - jak zapowiedział wykonawca.

Wykonanie - pierwszy utwór - wykonawca chciał chyba zaimponować publiczności i wykonał go karkołomnie szybko, ale muszę przyznać, że dobrze sobie poradził a mnie ścisnęło się serce i potrząsnęły mną dreszcze.

Dalej było równie dobrze.
Podczas bicia braw dowiedziałem się, że siedząca obok mnie pani to matka wykonawcy.
Pogratulowałem i spytałem dlaczego jej syn wycofał się z kariery pianisty (wspomniał o tym na początku koncertu).
- Rodzina, ma trójkę dzieci - odpowiedziała.
Oczywiście - jak można pogodzić żywot artysty, ciągłe podróże koncertowe z życiem rodzinnym?
Przeleciałem życiorysy kilku znanych wykonawców - o rodzinie nie słychać.
Po koncercie miałem okazję zobaczyć wykonawcę w towarzystwie żony i trzech córeczek - zrobił dobry wybór:)

Droga powrotna - dopiero 8 wieczorem a droga prawie pusta. W gęściej zabudowanych ulicach duże grupki młodzieży spieszącej do pubów na towarzyskie zgromadzenia.

Czyli równowaga.

P.S.
Fantasia-Impromptu - ten sam wykonawca, koncert sprzed ponad roku - KLIK.
Jak woda.... polecam utwór F Schuberta na ten temat - KLIK.

27 comments:

  1. Cześć! Masz maraton chopinowski - fajnie! Ciekawe że przy takiej konkurencji sobotniego wieczoru sala koncertowa była pełna, jednak jest zapotrzebowanie na taką kulturę 🎹

    ReplyDelete
    Replies
    1. Tak, analiza demograficzna publiczności bardzo mnie ucieszyła.

      Delete
  2. Można powiedzieć, że zrobiliście sobie maraton szopenowski.
    Artyści albo rodzin nie posiadali, albo unieszczęśliwiali założone, chyba szczególnie dzieciom było trudno...
    Gratuluję wrażeń koncertowych!

    ReplyDelete
    Replies
    1. Rzeczywiście, trochę Chopina w minionym tygodniu było i wcale nas nie zmęczył.
      Artyści muzycy i rodziny - fakt, w większości raczej ich nie mieli. Jest jednak chlubny wyjątek - A. Rubinstein - stwierdził - "...mówią o mnie, że podzieliłem życie na równo między wino, kobiety i śpiew. Kategorycznie zaprzeczam - kobiety stanowią 90%..".
      Fakty - A.R. ożenił się w wieku 45 lat z Nelą Młynarską, córką dyrygenta Emila Młynarskiego. Miał z nią 5 dzieci plus dwoje dzieci na boku. W wieku lat 90 rozwiódł się i ożenił z 33-letnią kobietą.
      Czyli można pogodzić muzyczną wirtuozerię z życiem rodzinnym i pozarodzinnym.

      Delete
  3. Witaj już wiosennie Lechu
    Chopin i Australia.... To pokazuje jak jego twórczość przekracza granice kontynentów. Lubię jego muzykę i często do niej wracam. Ale czy zdecydowałabym się na maraton? Może na emeryturze:))))
    Pozdrawiam uśmiechem polskich fiołków

    ReplyDelete
    Replies
    1. Twórczość Chopina poza granicami Polski - no cóż, to był wybitny kompozytor.
      Maraton chopinowski - nie taki straszny - dwa filmy w tv i jeden koncert w ciągu tygodnia . Myślę, że większość ludzi spędza regularnie więcej czasu przed telewizorem/komputerem.
      Dziękuję za fiołkowy uśmiech i wzajemnie - przesyłam złoty uśmiech słońca w pierwszym dniu jesieni.

      Delete
    2. Maratonu się nie obawiam. Z czasem jest problem...
      Pozdrawiam końcówką marca

      Delete
  4. Ciekawe spostrzeżenie o otyłych. O ich braku na koncertach.

    Dawno nie byłam na żadnym koncercie, coś trzeba wymyślić.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Otyli -- muzyka klasyczna.
      Muszę nad tym popracować, może wymyślę dietę cud!

      Delete
  5. "...pluskanie między klawiszami...)
    Dworek Chopina stoi w pobliżu Utraty..., małemu Fryckowi widać pluskanie wpadło w ucho. Pewnie spacerował brzegami rzeki...
    Do"Żelazówki"mieliśmy ok. 8 km i śmigaliśmy tam na rowerach( marki"Junior"?)jeszcze w podstawówce. Moje wakacje... Celem wypraw było zdobycie jakiejś monety od turystów, najbardziej hojni byli Japończycy. Do Żelazowej Woli wróciłem po 20 latach, zaproszony przez przyjaciół, którzy zajmowali się m. in. dworkiem, parkiem..., fajne wspomnienia i inna muzyka.
    Z dzieciństwa pamiętam osiołka z parku(imię na P?)i słynną knajpkę"Pod Osiołkiem". Nie byłem świadkiem, ale krążyła anegdotka, że podczas koncertu Czerny-Stefańskiej(?)ktoś poczuł dym wśród słuchaczy. Konsternacja, lekka panika...Po chwili wyjaśnienie - to pali się Utrata! I rzeczywiście się paliła..., także ta historia nie dla wariatów była prawdziwa. My podziwialiśmy te kolorowe plamy na rzece, a z oddali płynęła muzyka Chopina w wykonaniu światowych sław klawiatury... fortepianu(za darmo), nie kompa... To były czasy...
    G.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję za relację z samego źródła.

      Delete
  6. Zajechaliśmy dawno temu z dziećmi (jeszcze wtedy) do Żelazowej Woli. Córka grała na pianinie i bardzo chciała zobaczyć to miejsce. Pamiętam małą konsternację, gdy córki wybrały przewodnik po niemiecku, choć sami oczywiście rozmawialiśmy po polsku. Podejrzewam, że Chopinowi by to nie przeszkadzało. Sam przecież był conajmniej dwujęczny. Mówił biegle po polsku i francusku. Według niektórych źródeł znał też niemiecki, który wykorzystywał podczas podróży koncertowych.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Chopin i Niemcy...
      O ile mi wiadomo, F. Chopin odwiedził Niemcy i spotkał się z F. Mendelssohnem. W tym czasie Niemcy... po pierwsze nie istniały jako jednolite państwo, po drugie w Polsce centralnej nie były postrzegane jako wróg.
      Konsternacja w recepcji mogła wyniknąć z tego, że córki mówiły po polsku a poprosiły o program w języku niemieckim.

      Delete
  7. Piękna opowieść o muzyce i o tym, co między nutami.

    ReplyDelete
  8. Dziękuję za miły komentarz, jak wspomniałem we wpisie - o muzyce raczej nie odważam się pisać, raczej o tym co pomiędzy i na zewnątrz.
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  9. Chopin był sławny już za życia. Muzyka Chopina była już chyba wszędzie na świecie, cywilizowanym świecie, bo u Buszmenów czy Pigmejów to chyba nie...

    ReplyDelete
    Replies
    1. O tak - cywilizowany świat poznał Chopina bardzo szybko.

      Delete
  10. Marzec Chopinowski też fajny. Żadna okazja nie jest zła, gdy się nadarza. Ale na film "Chopin, Chopin" nie reflektuję i nie zamierzam go oglądać. Co innego muzyka, słuchać mogę zawsze.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Muzyka Chopina to w Australii raczej rzadkość więc każda okazja się liczy.
      Film Chopin, Chopin - podobna sprawa - mieszkając w Polsce masz wiele możliwości kontaktu z polską kulturą a więc możesz sobie pozwolić na wolny wybór.
      My nie możemy przegapić żadnej okazji.

      Delete
  11. Och, Nokturn Des-dur op. 27 nr 2 - mój ulubiony! Mam płytę z nagraniem Ewy Pobłockiej i muszę przyznać, że dla mnie jest najlepsze. Chociaż świetnie intepretowali też Pollini czy Argerich.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Nokturn op 27/2 - piękny... aż tchu nie starcza żeby jeszcze oceniać wykonawców.

      Delete
  12. Witaj, lubię ten moment kiedy muzyka chwyta za serce. I wielu takich pięknych wzruszeń Ci życzę. Muzyka przecież łagodzi obyczaje.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dziękuję za muzyczne życzenia. Kwiecień zapowiada się dobrze - 3 koncerty w kalendarzu.
      Łagodzi obyczaje... nie jestem taki pewien.
      Ja z żoną mamy łagodne obyczaje od dzieciństwa, z drugiej strony - to co się dzieje na niektórych koncertach muzyki "rockowej" - zaprzecza temu powiedzeniu.

      Delete
  13. What a touching observation. 🎹 I love how you highlight the balance between personal fulfillment and family life—something rarely acknowledged in the biographies of famous artists. Seeing the performer prioritize his family while still sharing his talent with the world feels deeply human and inspiring. It’s a beautiful reminder that success isn’t just measured by public acclaim, but by the choices that bring lasting joy and connection.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Dear How... (sorry for abbreviating your nick).
      I appreciate you effort to find a marginal comment in my blog entry and make it the main issue.
      Regards - fly high and cheap.

      Delete
  14. This is such a thoughtful reflection. 🎶 I love how you noticed the quiet courage it takes to choose family over a high-profile career. Seeing the performer happy with his wife and children adds a deeply human dimension to the story, reminding us that true fulfillment often lies in the balance between passion and personal life.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Courageous choice...
      You are right - career of the pianist may be tempting but is full of risks.
      So, a choice looks simple, important point may be to enjoy family like, not to think about "lost" chances.

      Delete