Rok nadal trwa ( już 4724 ) - nasz Dom Sąsiedzki...
Przy dwóch siedzą goście - dokonuję inspekcji - wiem, że z usług tego domu korzysta kilka osób, którym udzielamy pomocy w imieniu Stowarzyszenia św Wincentego, ale nie zauważam nikogo znajomego.
Z drugiej strony, na pierwszy rzut oka, kilku panów kwalifikowało się do takiej pomocy.
Po kilku minutach pierogi trafiają na talerze - ok, w porządku... jednak pierogi kupione w chińskim sklepie mają delikatniejsze ciasto, ale licho wie co oni tam dodają...
Pierwszy głód zaspokojony, podnoszę głowę...
W sobotę wieczorem usłyszała energiczne stukanie do drzwi - otwiera - nikogo nie ma.
Ledwie zdążyła zamknąć drzwi a tu stukanie się powtarza.
Otwiera znowu, coś ją tknęło spojrzeć pod nogi, a tam papuga - różowa kakadu, z bardzo groźną miną...
Zaprosiła papugę do środka a ta, otworzyła dziób i wylała na nią całą litanię żalów i pretensji. Problem w tym, że mówiła po grecku i pani nie rozumiała ani słowa.
Nie mając żadnych znajomych Greków musiała znosić te narzekania przez całą niedzielę.
W poniedziałek zadzwoniła do centrum opieki na zwierzętami a tam było już zgłoszenie zaginięcia i sprawa zakończyła się pomyślnie.
Pierogi zjedzone, mam 20 minut czasu - podążam do pobliskiego McDonald's na lody.
Nie byłem tu pewnie 10 lat i zaskakuje mnie technologia zamawiania produktów - ekran, na nim wiele opcji, wygląda na to, że koniecznie trzeba mieć na telefonie którąś z wyświetlonych aplikacji.
Nie ze mną takie numery, po wielu próbach, nie wiem w jaki sposób, udało mi się zamówić i zapłacić gotówką.
Przy okazji obserwowałem obsługę lokalu - 6+ młodych osób - wszystkie w nieustającym ruchu - czytają zamówienie wyświetlone na ekranach - tu podstawią papierową torbę, tam zaczerpną coś do pojemnika, tu wyciągną coś z lodówki - pakowanie, wydrukowanie etykiety - anons - Numer 119!
Zrobili na mnie bardzo sympatyczne wrażenie - szczupli, koordynacja ruchów jak w balecie, odnosili się do siebie bardzo miło.
Poczułem się dobrze w tym towarzystwie... żeby tylko nie było tego silnego zapachu frytek, no i lody mocno za słodkie.
Teraz nadeszała moja kolej - tydzień temu wspominałem o spotkaniu dyskusyjnym w Domu Sąsiedzkim - tym razem ja miałem coś opowiedzieć.
Temat - Joice NanKivell-Loch - Australijka, która niechcący działała w Polsce po wojnie 1920 roku. Działalność jej i jej męża została nagrodzona Orderem Orła Białego.
W 1923 roku przeniosła się wraz z mężem do Grecji borykającej się z masą problemów po wojnie turecko-greckiej.
Tam zastała ich II Wojna Światowa i list od Melchiora Wańkowicza - wrzesień 1939 - w Bukareszcie przebywa około 3,000 Polaków, uciekinierów z Polski, władze Rumunii nie chcą ich wypuścić - zróbcie coś!
Zrobili - pojechali do Bukaresztu i pod egidą Stowarzyszenia Kwakrów zorganizowali operację Pied Piper (Flecista z Hamelinu).
Wszyscy uciekinierzy zostali przetransportowani do (brytyjskiej) Palestyny.
Joice i Sydney pomagali prowadzić obóz uchodźców.
Po roku dostali ogromny zastrzyk uchodźców - ZSRR zgodził się na utworzenie Armii Andersa, jednocześnie zgodził się na wypuszczenie z obozów wielu Polaków.
Do obozu, w którym pracowali Joice i Sydney przybyło ich kilkanaście tysięcy...
Ufff - prezentowałem ten temat już dwa razy wcześniej i chyba wtedy poszło mi lepiej.
Nie wiem co zaważyło - zmęczenie, zbyt małe audytorium... ale tym razem nie czułem pozytywnej energii.
Wieczór - przypomnę, że w dniu Święta Kobiet obejrzeliśmy wraz z żoną film Chopin, Chopin.
Co w takim razie obejrzeć w dniu święta mężczyzn?
Obejrzeliśmy na youtube Młodość Chopina - polski film z 1952 roku.
Jak wspomniałem film Chopin, Chopin raczej nas przygnębił.
Młodość Chopina na początku nas bawiła, ale potem zaczęła nużyć - rozgrywki polityczne - widać było rękę Leona Kruczkowskiego, autora powieści Kordian i Cham - przeciwstawianie interesów szlachty i chłopstwa.
Tak więc oba Święta - zakończyły się w minorowym nastroju.
Na szczęście przyszła środa - oboje z żoną mamy po kilka wizyt u lekarzy więc staniemy mocno na nogi.
P.S.
Joice NanKivell-Loch - Wikipedia - KLIK.
Joice NanKivell-Loch - moja opowieść == KLIK + KLIK.


Pierogi uwielbiam wszelkie, więc miałabym ucztowanie, a wycinanki podziwiam!
ReplyDeleteW MacDonaldzie tez byliśmy ostatnio, lody bardzo podrożały i za słodkie!
Papuga niesamowita, co będzie się tułać po ogrodach, zapukała by sie ugościć:-)
Widownia ma spore znaczenie, nawet artyści estradowi mawiają, że nie każdą publikę da się oswoić...
Kto nie lubi pierogów?
DeleteA tu na dodatek przygotowane na naszych oczach.
McDonalda zasadniczo unikam. Lody były bardzo tanie.
Papuga - jak to wychowanie wpływa na zachowanie - grecka tradycja kazała jej szukać pomocy u ludzi.
Te chińskie pierogi chyba nie były ruskie?
ReplyDeleteHistoria z papugą świetna!
U McDonalda nie kupiłam nigdy nic i chyba wytrwam w tym na zawsze:)
Chińskie pierogi były... chińskie (z mięsem), w końcu to Chińczycy je wymyślili.
DeleteWytrwanie z dala od McDonalda jest logiczne i łatwo da się wytrzymać.
Witaj Lechu
ReplyDeleteOczywiście, że pamiętam Twoja opowieść o Nowym Chińskim Roku. Też zawsze o nm piszę. Pierogi uwielbiam. Dawno jednak nie jadłam.
Historia z papugą niezwykła.
Pozdrawiam jak zawsze serdecznie
Dziękuję za wizytę.
DeletePierogi... łączą ludzi. Znajoma z naszej parafii (Indonezyjka) zaoferowała się odwiedzić nas z pierogami własnej roboty. My jej zaoferujemy pierogi z kapustą wykonane przez znajomą Polkę.
Pozdrawiam serdecznie.
tak pierogi łączą ludzi....
DeletePozdrawiam uśmiechem pierwszych kwiatów
pod wiejskim sklepikiem(dają na borg)słyszę gadkę ze wschodu. Znajomy tubylec z kobitką napój zabroniony spożywają, dołączam z poczęstunkiem(odstawili honorowo kolejkę).
DeletePriwiet grażdanka, prawilnie zagaiłem? Moj zawód Grześ.
Ja Alonka, na zdarowie! Znajomy brzdęk szkła..., pyk
Gadku, gadku, śmichy, chichi ...popijamy, palimy...słoneczko świeci, rzeczka szumi...(s)pokój...
dostałem zaproszenie na poczęstunek, będą i pierogi...(z grzybkami?), zupa rybna i barszcz na popitkę.
Alonka z Donbasu przyjechała, wdowca zapoznała w naszej wsi i jest już nasza, swojska...
szykuje się wspólna wyprawa do Hajny(Hajnówki). Ona prawosławna, my katolicy, dogadujemy się jakąś mieszaniną językową..., słowiańską. Połowę na paliwo dam...
ruszam w dalszą drogę, w rezerwat...
jak zgłodnieję, to walę do Alonki i przyjaciela,
a jakże, na pierogi i jeszcze cuś...
G.
Potwierdzenie - pierogi łączą ludzi.
DeleteA że przyszły do Polski ze Wschodu to inna sprawa.
Papuga rezolutna, umie sobie radzić w świecie ludzi.
ReplyDeleteMiłe takie zaproszenie, odwiedziny, wspólne biesiadowanie... Można poznać inne kultury. Wycinanki piękne, najbardziej podoba mi się ta z ptaszkami.
Papuga z greckimi korzonkami.
DeleteDom Sąsiedzki - wspomaga wiele działalności - klub książki, sesje robótek ręcznych, raz w miesiącu wycieczka autobusowa itp.
Wycinanki - pani wycinała je na miejscu, magia.
Podoba mi się, że tworzycie taką interesującą wspólnotę sąsiedzką. Ja rozmawiam ze swoimi sąsiadami przeważnie o bieżących wydarzeniach na przystanku, kiedy odprowadzam córcię na schoolbus do szkoły.
ReplyDeleteOstatnio o burzy, która przyszła znienacka i przyniosła ochłodzenie. Trochę się jej obawiałam, bo w zeszłym roku grad zbił mi tak ogród, że myśłałam, iż nic już nie urośnie. Niepotrzebnie. Przyroda odradza się. Niezależnie, czy z ludzką pomocą, czy bez niej, wzrasta i chce wydać plon.
Twoje opowieści mnie zaciekawiły. Pozdrawiam serdecznie 🤗
Sąsiedzi - nasza dzielnica jest rozległa, w rezultacie znamy niewielu sąsiadów. W Neighbourhood House nie spotkałem jeszcze nikogo znajomego.
DeletePozdrawiam.
U mnie też jest taki Dom Sąsiedzki, ale jest utożsamiany jako miejsc dla ludzi potrzebujących pomocy. Osiedlowe domy kultury pełnią rolę spotkań mieszkańców.
ReplyDeleteMaria and Friends pisała też raz do mnie. Ale listy przychodzą na spam i już nie wiem, kto nie przeczytał dalszej korespondencji.
Bardzo ciekawa ta historia o Joyce and Sydney. Szczególnie detale związane z Polską i w ogóle cały ich rozwój.
Prawdopodobnie nasz Neighbourhood House jest bliższy polskiego Domu Kultury, ale jest maluteńki.
DeleteJoice N-L -przypadek połączył ją z Polską.
Rozbawiła mnie ta papuga, wygłaszająca pretensje po grecku. Oby po środowych wizytach u lekarzy wróciły Wam siły i dobry nastrój.
ReplyDeleteWizyta u lekarza zdrowia nie polepszy, niezły humor nam dopisuje, wbrew medycznym parametrom.
DeletePozdrawiam.