Tuesday, August 25, 2026

Duchy w Melbourne

Ostatnie dwa wpisy wspominały o wielowymiarowości niemieckiego charakteru - dusza jak u Rosjan, forma jak u Francuzów... albo podejrzliwość jak u Rosjan, dokładność jak u Niemców.
W obu tych równaniach występują Rosjanie, zastanowiłem się - jak to jest z tą rosyjską duszą?

Okazja sprawdzenia trafiła się w roku 1991 - moja pierwsza wyprawa z Australii do Polski.
Żona podała mi listę zakupów - na liście - perfumy Chanel 5...


Warszawa - 1991 - całkowite oszołomienie - w Pałacu Kultury - sztuki Durrematta ustąpiły miejsca wielu przypadkowym sklepom, to nawet nie były sklepy, tylko jakieś sprzedawalnie.

Kupiłem włoskie półbuty, zapłaciłem ponad milion złooooootych.

Stadion Dziesięciolecia - tu oglądałem mecze lekkoatletyczne - Polska-RFN, Polska-USA... zastąpiły je setki handlarzy, sporo Rosjan i.... rosyjska DUSZA!
Proszę spytać Googla jak jest po rosyjsku - perfumy?
Duchy!!! духи - do tego te greckie litery - co za zapach!
Och Rosjanie - oni potrafili umieścić rosyjskiego ducha w buteleczce z francuską etykietą i sprzedać trzy razy taniej niż w sklepie z kosmetykami.

To wszystko przypomniało mi się w sobotę - zbliżają się urodziny jednej z wnuczek, żona mówi - kup jej perfumy Chanel 5.
Rosja daleko, pojechałem do centrum Melbourne...


Zaczynam w Royal Arcade - dziesiątki kawiarenek... i bezpośredni atak - zbliża się Dzień Ojca - powąchaj się...


Spokojnie, wnuczka przede wszystkim!

Na ulicy przelewa się tłum ludzi, moją uwagę przyciągają bezdomni... zupełnie obojętni na setki przechodniów. Godzina 10, większość jeszcze smacznie śpi.

Rosjan nadal nie widzę wstępuję więc do bardzo renomowanego domu handlowego Myer - KLIK.
Myer???
Czyta się majer. No to proszę nie mabajerować - sklep założył emigrant z Białorusi - KLIK - czyli jednak białorosyjska dusza.

Perfumy - proszę bardzo... całe piętro stoisk do wyboru...


Stoisko Chanel jest nieco na uboczu, kupuję bez targu, przecież to dla wnuczki!
Ekspedientka - Chinka.

Przyglądam się dokładniej - wszystkie ekspedientki we wszystkich stoiskach to Chinki!
A jak nazywają się perfumy po chińsku?
香水 - xiang-shui - brak skojarzeń.

Wychodzę na ulicę - jak to w środku metropolii - szerokie ulice i wąskie zaułki...


I ta koncentracja usług - Tatuaż i dwa kroki dalej - Usuwanie tatuażu - a między nimi - miejsce na kreatywność.

Trochę dalej... jakieś apokaliptyczne występy...


Dużo bardziej podoba mi się zespół trzech młodych Chińczyków w białych, kucharskich, strojach - błyskawicznie lepią pierogi...

I odwrotność - kolorowy świat zabawek dla dzieci...



Chińczyki trzymają się mocno... ale czy mają duszę?
Może wnuczka pokropi mnie swoją perfumą i przebudzę się z letargu.

Ten sam dzień - wieczór - jedziemy na występ baletowy naszego wnuka.
Późny wieczór, ciemno, daleka droga - na naszej trasie korki, próbuję innej trasy i... dróg pomieszanie. Znajduję miejsce na zatrzymanie samochodu, wzywam googlę na pomoc i pod jej kontrolą dojeżdżamy pod właściwy adres we właściwym czasie.

Balet - Giselle - KLIK.
Nasz wnuk tańczy rolę leśniczego Hilariona zakochanego w pięknej wiejskiej dziewczynie, która jest zauroczona przebranym księciem Albertem.
Ciąg dalszy łatwy do przewidzenia - nasz wnuk nie ma szans - cały drugi akt to tańce szalonych willid a może wiłów - wikipedia zapewnia, że to są słowiańskie zjawy - KLIK.
Wyznam, że balet niezbyt mi się spodobał.

P.S.
Poniedziałek... po śniadaniu włączam telefon a tam --- jeśli planujesz dzisiaj jakiś wyjazd, to najpierw spytaj ChatGPT o radę.

7 comments:

  1. Fantastycznie, że macie wnuka tańczącego w balecie! :) Mniej fantastycznie, że balet jednak niezbyt Ci się spodobał. Ja akurat po Twoim wpisie nabrałam chęci na taką rozrywkę – oczywiście w roli widza, nie baletnicy, bo daleko mi do gibkiej i skocznej łani ;) Taka ze mnie baletnica, jak z koziej rzyci trąbka ;)

    Perfumy! Wdzięczny temat, bo bardzo je lubię. A ponieważ klasyczny Number 5 Chanel to BARDZO kontrowersyjny zapach (jedni kochają, drudzy nienawidzą), to ciekawa jestem, czy pomysł na prezent był trafiony? Podejrzewam, że żona wiedziała, co robi i raczej by nie ryzykowała, że nie trafi w gust wnuczki.
    Niestety, ze mną one nie współgrają. Moje ph skóry ich nie lubi.
    Ciekawa jestem, jak Ty byś je opisał?
    Masz swój ulubiony męski zapach?

    ReplyDelete
  2. Zapachy!
    Naturalne.
    Niektóre pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Niezapomniane! Chyba zakodowane w mózgu..
    Eksperymentuję nad produkcją zapachów. Najbardziej wdzięczna jest lawenda. Gotuję, smażę, duszę, palę różne rośliny. Skórki cytrusów, goździki, liść laurowy(mam w doniczkach). Dodatki- ocet ryżowy, soda, boraks, alco - jakaś kapka z flaszki, aby, aby..., szkoda!
    Mówią mi kup kadzidełka, perfumy..., niech mówią...
    piżma skąd by, ałun jest, boraks(do mydła), no ale jeszcze świce! Woski, woski kupić, a knot? z mopa(nieużywanego!)
    Ta Chanel to ile lat eksperymentowała, żeby dojść do 5-tki? W aptece? Coco- to ta? Co Polsce do tego...
    Takie torebeczki z różnymi ziółkami noszę sobie po kieszonkach, zapachowe! czasami wrzucę do skarpetki, pod pachą noszę(przeciw robakom), w chustce(już nie)do nosa, tabaka...
    Odmieniony

    ReplyDelete
  3. Coco zaistniała dzięki Misi?
    Odmieniony

    ReplyDelete
  4. Dobrze masz bedac odpornym na zapachy skoro po sklepie perfumeryjnym mogles chodzic i szukac - ja takie omijam z daleka bo perfumy wywoluja u mnie mordercza migrene.
    Co mnie w Twoim tekscie zaskoczylo to stwierdzenie ze mogles kupic bez targowania - nie spotkalam sie z tym by w firmowych sklepach mozna cene targowac, jest stala.
    Wszystkiego najlepszego dla wnuczki Lechu - moj starszy wnuk skonczy 2 wrzesnia czyli za tydzien 21 lat.

    ReplyDelete
  5. Australian Wild Jasmine Lucy B
    Odmieniony

    ReplyDelete
  6. Kiedyś chciałam znaleźć sobie dorywczą pracę jao sprzedawca kosmetyków albo biżuterii. Żeby sprzedawać biżuterię, wymagane były pięknie zrobione tipsy i opanowany język chiński, bo ci ludzie mają sporo pieniędzy, albo mentalność, że biżuteria musi kosztować jedną pensję. Dodatkowo, oni podobno najrzadziej zadają sobie trud, by mówić po angielsku, bo 1) chiński lepszy, 2) jest ich tak dużo, że mają opcję zawsze wybrać swojego pobratymca z kraju jako usługodawcę. Do sprzedawania kosmetyków była wymagana nienaganna skóra, żeby się miło klientom kojarzyło. Więc mój trąd mnie zdyskwalifikował. Do sprzedawania torebek też mnie nie chcieli, bo musiałabym mówić albo po chińsku, albo po koreańsku : (

    ReplyDelete
  7. "xiang-shui - brak skojarzeń" - a ja mam skojarzenie feng shui, ale nie mam pojęcia czy ma związek.
    Ten gitarzysta w masce przeciwgazowej to chyba na apokalipsę już przygotowany. Grunt o mieć wszystko i nie dać się zaskoczyć. A nuż jakieś skażenie się pojawi.
    Balet Cisie, nie podobał ze względu na poziom wykonawstwa czy tak ogólnie treść niestrawna?

    ReplyDelete