Thursday, September 15, 2016

Prawdziwa wartość złota - ciąg dalszy

Odpowiedź - US$41,882.75 - źródło TUTAJ.

Przyznam się, że wydawało mi się, że ponad 5 razy więcej, na pewno ponad US$200,000.

Czyli ten ogromny nugat, dla którego dziesiątki tysięcy ludzi ryzykowało życie, miał wartość ( US$ 2.93 miliona ) niewiele większą niż nagroda dla zwyciężcy/zwyciężczyni gry pojedyńczej w turnieju tenisowym Australian Open - prawie US$ 2.9 miliona.

Na marginesie wspomnę, że w każdym z czterech losowanych tu w każdym tygodniu totolotków już po pierwszej kumulacji wygrana jest znacznie większa.

Powrót do wpisu - KLIK.

Sunday, September 11, 2016

Selfie z wilkiem

Kręciłem się po parkingu minut kilka,
zauważyłem wilka...



wilku - spytałem - znaczy... wolfie,
czy mogę zrobić sobie z tobą selfie?
Wilk spokojnie na mnie zerka -
zrób, ale po drugiej stronie lusterka.

Tuesday, September 6, 2016

Dzieci słyszą

Prawie 2 tygodnie temu opowiadałem synowi ten kawał - KLIK.
Polecam wysłuchanie/obejrzenie.
Po pierwsze opowiada go były premier Australii.
Po drugie jest to dobra demonstracja specyfiki australijskiej angielszczyzny.
Dla leniwych podaję polski skrót -
Trzech turystów zabłąkało się w puszczy, w świętym miejscu tubylców. Zostali schwytani i za zbezczeszczenie świętego miejsca skazani na śmierć.
Wódz plemienia poinformował ich, że ich skóry zostaną wykorzystane na wykonanie canoe. Przed śmiercią zostanie wykonane ich ostatnie życzenie.
Francuz poprosił o nóż. Gdy go otrzymał zawołał: niech żyje Republika! I przebił sobie serce.
Anglik poprosił o nóż. Gdy go otrzymał zawołał: niech Bóg chroni Królową. I przebił sobie serce.
Australijczyk poprosił o... widelec. Gdy go otrzymał podziabał się po całym ciele i zawołał: róbcie sobie teraz swoje pieprzone canoe!

Dzisiaj odbierałem naszego wnuka, Ambrożego, ( 5 lat ) ze szkoły (klasa przygotowawcza). Jak to często z nim bywa zaczął rozmowę o sprawach krańcowych, tym razem chodziło o moje urodzenie. Wspomniałem, że urodziłem sie w czasie wojny.
- Dziadzia, jak ty się urodziłeś to się biłeś?
-  Nie, na początku Polska przegrała wojnę...
- Dziadzia, to dlaczego wyście z nich nie zrobili canoe?

Saturday, September 3, 2016

Piekarz co nie karze

Ulicą szło sobie kiedyś dwóch przechodniów,
niedaleko kucharz placki opiekał na ogniu.
Pierwszy mówi: popatrz tam, o - piekarz,
drugi krzyknął: kolego, a cóż ty opie-kasz?
Kucharz rzekł - w sprzeczności wypowiedzi wasze
a ja opiekam placki przecież a nie kaszę.
Po czym spojrzał uważnie na gorące piece
i rzekł: niechaj bóg ma was w swej o-piece.
A któż się kucharzu tobą opie-kuje?
Rzecz jasna, że kowal, wtedy gdy nie kuje.

Thursday, September 1, 2016

Przeczytałem Księgi Jakubowe

"- To jest nikwe detom rabe - droga do przepaści, ta Częstochowa, 
ta Jasna Góra. To jest Brama Rzymska, przy której, według innych 
słów Zoharu, siedzi Mesjasz, rozwiązując i zawiązując... 
To jest ciemne miejsce, przedsionek do otchłani, 
w którą musimy my iść, żeby uwolnić uwięzioną tu Szechinę...
(..) bo tu więziona jest Szechina, na tej nowej górze Syjon, 
schowana pod malowaną deską, pod obrazem, jest Panna..."
Olga Tokarczuk - Księgi Jakubowe.

Tytuł wpisu brzmi nieco jak triumfalny anons.
Słusznie, zacząłem bowiem je czytać jeszcze w zeszłym roku.

To nie jest recenzja książki bo nie potrafię takowych pisać. Naogół już po kilku stronach wiem czy w opowieści jest dla mnie miejsce. Jeśli jest to wchodzę i trudno mnie stamtąd wygonić. Jeśli nie ma to... czasami zmykam, czasami przyglądam się jak turysta.

W przypadku Ksiąg Jakubowych był to ten ostatni przypadek.

Z pozycji turysty oceniałem bardzo staranne wydanie książki. Przyjemnie na nią patrzeć, przyjemnie dotykać. Dwa detale nieco mnie zaskoczyły...


Jak widać powyżej, przed pierwszą linią nowej strony, wydrukowane jest słabszym drukiem ostatnie słowo strony poprzedniej.
To samo, tylko odwrotnie, dzieje się po ostatniej linii.
W pierwszej chwili wydało mi się to sympatycznym objawem troski o czytelnika. Na dłuższą metę wydało mi się pretensjonalne.

Druga sprawa to numeracja stron. Na pokazanym powyżej górnym lewym rogu strony widnieje numer 783-781. 
Dlaczego najpierw większy numer? Ano dlatego, strony numerowane są "po żydowsku" Na pierwszej stronie numer 993, na ostatniej numer 1.
Autorka wyjaśnia, że miała na celu uświadomienie różnic językowych, strony książek w języku hebrajskim przewraca się od prawej do lewej.
To stwierdzenie dyskwalifikuje cały pomysł. Tak, strony książek w języku hebrajskim przewraca się od prawej do lewej i tak własnie, kolejno, sa ponumerowane. Strony książka Ksiąg Jakubowych przewraca się od lewej do prawej więc taka numeracja nie ma sensu.
To znaczy, pewien sens jednak ma - czytelnik w każdej chwili zdaje sobie sprawę ile jeszcze zostało mu do przeczytania. Dużo.

A co też turysta wyczytał?
Treści za dużo żeby o niej pisać. Wspomnę tylko gdzie byłem.
Bliski Wschód - Smyrna, Saloniki, Nikopol, Craiowa. Egzotyczne zapachy i smaki, barwne stroje i dekoracje. Tutaj wszystkie postacie i sytuacje mają w sobie coś z opowieści Szeherazady - tu mógłbym pozostać dłużej.
Kresy - Rohatyn i okolice - tu poczułem się jak wśród obrazów Marka Chagalla. Ciekawie, tajemniczo, troche się w głowie kreci.
Polska Centralna - poczułem się obco. Tu warto było być tylko żeby zarobić pieniądze.
Brno w Cesarstwie Austro-Węgierskim i Offenbach w Niemczech. Operetka i to raczej tandetna.

Mistyka judajska - w Salonikach i Rohatynie robiła wrażenie, ale już we Lwowie, Częstochowie czy Brnie, zupełnie nie, a może nawet odwrotnie. 

Ludzie. Dużo ich. Najważniejszy Nachman z Buska, później Piotr Jakubowski. Zagubiony w książkach i magicznych formułach. To była bliska mi osoba.
Jeszcze Antoni Kossakowski - Moliwda - w Turcji, Grecji, Rumunii miał w sobie coś z Aladyna. We Lwowie zmienił się w dworskiego intryganta, w Warszawie w autora książki - Suplement "Przewodnikowi warszawskiemu" przez innego Autora wydany w tymże roku 1779 - będącej przewodnikiem po domach publicznych i salonach prostytutek.
Jakub Frank - obawa mieszana z obrzydzeniem.

Żeby jednak dostarczyć czytelnikom jakiejś pożywnej treści podaję linki do dwóch prawdziwych recenzji:
- eseisty Adama Lipszyca - KLIK. W tej recenzji znalazłem uwagi krytyczne bardzo podobne do moich.
- literaturoznawcy Przemysława Czaplińskiego - KLIK. Tu już drugie zdanie mnie "rewoltuje".
Nie mogę się oprzeć przed kolejnym cytatem:
"...optujesz Pani jak inne białogłowy, za tym, żeby się do polszczyzny w piśmie przyznawać więcej. Ja do polszczyzny nic nie mam, ale jak w niej mielibyśmy mówić, skoro słów nam nie starcza?
Czyż nie lepiej powiedzieć Rhetoryka niż Krasomówstwo? Albo Philosophia niżeli Miłość mądrości? Astronomia niż Gwiazdarska nauka? I czasu się zaoszczędzi i języka nie łamie
".
Według mnie ta recenzja zbytnio koncentruje się na sytuacji społeczno-ekonomiczej Żydów w Rzeczypospolitej obojga Narodów i po pierwsze - zbyt krytycznie ocenia te stosunki, a po drugie -umniejsza bajkowo-mistyczny aspekt całej historii z czego można wyciągnąć wniosek, że cały frankizm była to finezyjna manipulacja, której jedynym celem było uzyskanie polskich nazwisk i możliwości bogacenia się.
Według mnie nie ma to pokrycia w treści książki.

Księgi Jakubowe nie powędrują jeszcze na półkę. Już się stęskniłem za niektórymi miejscami, osobami i sytuacjami.

Na zakończenie jeszcze jeden cytat:
"Simon ben Jochai, wielki rabbi co żył okropnie dawno temu
i wiedział wszystko, co na niebie i na ziemi dzieje się, powiedział:
'Talmud - to nikczemna niewolnica, a Kabała - to wielka królowa'.
Czym Talmud napełniony? On napełniony bardzo małymi,
podrzędnymi rzeczami.  On uczy, co czyste jest, a co nieczyste,
co pozwolone, a co niepozwolone, co skromne, a co nieskromne.
A czym Zohar, święta księga blasku, księga Kabały, napełniony?
On napełniony wielką nauką: czym jest Bóg i jego sefiroty...
Wiem ja, że wielu Izraelitów mówi, że Talmud ważniejszy, 
ale oni wszyscy co tak mówią, głupi są i nie wiedzą o tym, 
że póty ziemia trząść się będzie od wielkich boleści i póty Bóg i Izrael, 
Ojciec i Matrona, nie połączą się pocałunkiem miłości, dopóki 
niewolnica nie ustąpi przed królową, Talmud przed Kabałą".

Przepraszam, to z innej książki...

Eliza Orzeszkowa - Meir Ezofowicz.

Dzieło znacznie skromniejsze od Ksiąg Jakubowych, ale podejście do tematu chyba bardziej proaktywne.


Inny wpis na temat Ksiąg Jakubowych TUTAJ.

P.S. Zdjęcie stron Ksiąg Jakubowych zaczerpnąłem z blogu https://ewamaria2013texts.wordpress.com/

Friday, August 26, 2016

Limity wzrostu

W ostatni wtorek mój 5-letni wnuk Ambroży przymierzył się do mnie. Sięgał nieco powyżej biodra. Spojrzał na mnie krytycznie i spytał:
- Dziadzia, a dokąd ja będę Ci sięgał kiedy umrzesz?
- Amby - jak umrę to będę pewnie leżał, więc będzie trudno sprawdzić. Zależy, w którym  miejscu staniesz.

Thursday, August 25, 2016

Na początku

... było Słowo.
Przepraszam to nie ten blog.

Na początku, 10 lat temu, tak to był rok 2006, był blog Kangur w Polsce.
Właśnie przeszedłem na emeryturę, wybierałem się na dłuższy urlop do Polski. Mój syn udzielił mi następującej rady: starsi ludzie opowiadają w kółko to samo. Jak wrócisz z Polski to i z Tobą będzie podobnie. Załóż blog, tam wszystko opiszesz i nie będziesz musiał powtarzać.

Przełknąłem tę gorzką pigułkę i posłuchałem rady.

Blog założyłem na domenie blox.pl i uważam to za dobry pomysł. Blox to był była chyba jedyna platforma, która budowała blogerską społeczność - bieżąca informacja o świeżo publikowanych blogach, statystyki wejść na blog, ranking.
W roku 2008 udało mi się trafić na 2-dniowy obóz blogerów. Czułem się jak w rodzinie.

Rok 2008 to już nie był Kangur w Polsce, ale Polak do góry nogami. Ten blog przetrwał chyba 6 lat, wtedy przyszła refleksja - po co? Zrobiłem eksperyment - z dnia na dzień skasowałem blog. To była taka próba oswojenia się z odchodzeniem.
Jak to właściwie jest jak się nie jest? Normalnie.

Jednak palce mnie nieco swędziały i założyłem kolejny blog - Drugie życie bloggera. Moim mottem było hasło zauważone gdzieś w Polsce, na murze: żyje się tylko raz, potem już się tylko straszy.
To racja. Żeby zanadto nikogo nie nastraszyć większość wpisów to były głupotki - zdjęcia tabliczek rejestracyjnych samochodów, igraszki słowne, itp.
Jeśli miałem natchnienie żeby napisać coś dłuższego to korzystałem z cudzych blogów - KLIK.

Niestety ponad rok temu blox oficjalnie wprowadził istotne zmiany. Moim zdaniem celem tych zmian jest pozbycie się całego bloxowego balastu, który zapewne ma bardzo małą wartość komercjalną.
System zacina się na każdym kroku.

Tak więc wyprowadziłem się.
Jak tu i teraz bedę straszyć?
Chyba podobnie jak przedtem chociaż chyba nieco rzadziej.