Mam przynajmniej dwa takie dni w tygodniu, znaczy rutyna, ale dzisiaj spotkało mnie zaskoczenie...
Główne stoisko warzywno-owocowe zamknięte - zbankrutował - wyjaśniła pani prowadząca stoisko z orzechami.
Rzeczywiście, już od dwóch tygodni zauważyłem zmniejszoną ilość klientów... również i ja nie byłem zbyt lojalny - porównywałem ceny i jakość w innych sklepach i czasem korzystałem z usług konkurencji.
Najbardziej oczywisty był warzywniak w najbliższej okolicy, chiński...
Nie chodzi o to, że prowadzą go Chińczycy - gdy wchodziłem do środka czułem zdecydowanie, że jestem w obcym kraju, zapewne w Chinach - półki zastawione towarami - w 99% przypadków nie wiem co to jest ani jak to się je... to znaczy je się zapewne pałeczkami.
Obsługa wydaje się mnie nie zauważać - przestawiają pudła z towarami, co raz im się coś rozsypie, coś zaczepi. Zamiatają śmieci z wielkim rozmachem - może i mnie chcieliby wymieść?
Kasjerki bardzo bezceremonialne, coś krzyczą do obsługi sklepu, bez słowa pokazują mi cenę wyświetloną na ekranie. Płacę im gotówką, wolę pozostać anonimowy.
Właśnie skończyłem czytać książkę - All that's Left Unsaid - Wszystko co pozostało niedopowiedziane - autorka - Tracey Lien - Australijka wietnamskiego pochodzenia.
Wyznam, że mocno poruszyła mnie ta książka... właściwie nie powinna poruszyć.
To lektura mojego kółka książkowego, już chyba czwarta książka azjatyckiej autorki, trzech poprzednich nie miałem cierpliwości przeczytać. Tym razem było odwrotnie - ja się autentycznie przestraszyłem... właściwie nie wiem czego - nieludzkich relacji rodzinnych? rasizmu w szkole? okrucieństwa w środowisku handlarzy narkotyków?
Po prostu - nie chciałem się dowiedzieć tego co zostało niedopowiedziane.
Coś podobnego odczuwam w tym chińskim sklepie.
Muzyka, której słuchałem w samochodzie dobrze kontrastowała z moimi sklepowymi wrażeniami - Polka kompozycji Alfreda Schnittke - KLIK.
Zmiana nastroju... zamknięty warzywniak zdopingował mnie do wizyty w pobliskim centrum handlowym, które jakoś nigdy nie było mi po drodze.
A więc - skok w bok - nowe osiedle wybudowane w miejscu byłego kamieniołomu...
Wchodzę na dach gdzie znajduje się komunalny ogród...
Zaglądam do sklepów - również pustka.
Na placu zabaw kilka matek z dziećmi, większość Azjatki.
Stoisko serwujące sushi...
Dwie ruchome taśmy, na których krążą pojemniczki z sushi, ani jednego klienta.
Zastanawiam się - kiedy sztuczna inteligencja osiągnie taki poziom, że.... poczuje apetyt?
No comments:
Post a Comment