Niedaleko Damaszku
Siedział diabeł na daszku
W kapeluszu czerwonym
Kwiateczkami upstrzonym.
Adam Mickiewicz.
W niedzielę wspomniałem, że czytam książkę Damascus australijskiego pisarza Christosa Tsiolkasa.
Christos Tsiolkas zyskał sobie w Australii sporą popularność.
Z jednej strony przyznaję mu umiejętność wywoływania u czytelnika (mnie) silnych emocji, z drugiej, te emocje w dużej mierze wynikają z tego, że opisuje szczegółowo obrzydliwości - smród, gówno, brud i poruta.
Z tego powodu już po kilku rozdziałach porzuciłem jego książkę Dead Europe.
Jednak inna jego książka - Barracuda - podobała mi się... do pewnego stopnia.
To historia młodego chłopca pochodzącego z klasy robotniczej, który wybiera ścieżkę kariery sportowej - pływanie.
Osiąga błyskotliwe sukcesy, dostaje stypendium w najbardziej eksluzywnej prywatnej szkole dla chłopców, w którymś momencie przychodzi jednak kryzys, który zdaje się całkowicie zniszczyć jego życie.
W tym momencie muszę wspomnieć szczegół z biografii autora, Christos Tsiolkas jest gejem i demonstruje to w każdej z książek.
Łatwo się teraz domyślić co było powodem kryzysu bohatera książki Barracuda.
Prawdę mówiąc gdy sięgałem po Damascus, sądziłem, że to jakaś refleksja na temat ostatniej wojny w Syrii i losu uchodźców. Jakież było moje zdziwienie gdy już na pierwszej stronie zorientowałem się, że to książka na temat działalności, nawróconego w drodze do Damaszku, św Pawła.
W tym momencie zastanowiłem się - dlaczego Ch. Tsiolkas wybrał taką, egzotyczna w obecnych czasach, tematykę?
Pierwsze skojarzenie było automatyczne - żeby dołożyć Kościołowi, na który sypią się kamienie z każdej strony (książka wydana pod koniec 2019 roku, sprawa kardynała Pella wydawała się być przesądzona).
Na wszelki wypadek przeczytałem jednak komentarz autora.
Christos Tsiolkas wyznaje, że fascynacja osobą św Pawła i jego dramatycznym przyjęciem chrześcijaństwa zbiegła się z jego osobistym zagubieniem i dezorientacją - kim właściwie on (Ch. Tsiolkas) jest?
Tutaj moje obawy i podejrzenia siegnęły szczytu - autor przedstawi wczesne chrześcijaństwo jako sektę gejowską?
Żeby to potwierdzić musiałem jednak przeczytać przynajmniej kilka stron.
Przeczytałem i stwierdziłem, że jednak nie.
Równocześnie jednak poraziła mnie intensywność turpizmu autora - babranie się w nieczystościach.
Książka poszła do kąta.
Po kilku dniach jednak zachciało mi się sprawdzić to i owo i sprawdziłem.
Podtrzymuję swoją opinię, odradzam tę lekturę. Mój jedyny logiczny argument ZA tą książką, to, że pomogła autorowi rozliczyć się z kryzysem swojej młodości. Jestem jednak pewien, że znajdzie ona powodzenie na rynku.
A co takiego sprawdzałem?
Jak dla mnie, autor przedstawił bardzo przekonująco atmosferę w gminach chrześcijańskich na terenie Syrii i Azji Mniejszej (Efez, Antiochia).
Po raz pierwszy zdałem sobie sprawę jak ogromną barierą cywilizacyjną były przykazania mojżeszowe - rytualne oczyszczenie przed posiłkiem, dobór towarzystwa. W multikulturalnym, grecko-rzymskim świecie, było to barierą nie do przebycia.
Św Paweł w tworzonych przez siebie gminach łamie tę barierę wywołując ostry sprzeciw apostołów Piotra i Jakuba.
Po drugie - wiara w rychłe drugie przyjście Jezusa.
To była potężna siła napędowa młodego ruchu. Ta ziemska udręka wkrótce się skończy, Jezus zabierze mnie do raju, moi oprawcy będą zgrzytać zębami w piekle.
Autor bardzo przejmująco to opisuje w scenach z pogromu chrześcijan przez Nerona.
Po trzecie, z całkowicie innej beczki - bliski kontakt fizyczny w antycznym świecie.
To mnie zaskoczyło w opisie życia w chrześcijańskich gminach - mężczyźni obejmuja się, całują.
Ej, pomyślałem - tu już Christos daje upust swoim osobistym pasjom.
Po kilku dniach przyszła jednak refleksja.
Pierwszy punkt - pocałunek Judasza.
Pamiętam, już w szkole podstawowej, dziwiła nas ta historia - mężczyzna całuje mężczyznę, na dodatek swojego mentora i nauczyciela, jakież to sztuczne.
Może jednak nie.
Drugie - przypomniały mi się sceny z Kuwaitu - młodzi mężczyźni spacecujący po ulicach i trzymający się za ręce. Nie podejrzewałem ich o homoseksualizm, tam obowiązywało Sharia Law. To była męska przyjaźń.
Trzecie - potwierdzała to relacja Australijki Emmy Ayres, która na rowerze przejechała przez Iran, Pakistan, Afganistan.
Wspomina, że na szosie spotykała tylko mężczyzn, oni nie wiedzieli, że ona jest kobietą.
Uderzyła ją ich męska solidarność i osobisty kontakt, nigdy przedtem nie czuła się tak dobrze. Wtedy przyszła jej do głowy myśl żeby zostać mężczyzną.
Więcej o Emmie TUTAJ.
Spojrzałem wstecz... fizyczny kontakt z mężczyznami?
Ostatni raz to chyba w 5-6 klasie szkoły podstawowej.
Przewracanki czyli zapasy podczas przerwy. Celem było obezwładnić przeciwnika, przygnieść własnym ciałem.
Przerwaliśmy to nagle około klasy 7, wiek 12-13 lat. Nie wiem dlaczego chociaż logicznym wytłumaczeniem były ciężar i siła, na tym etapie mogliśmy wyrządzic sobie krzywdę.
Nigdy w życiu nie poczułem tęsknoty za tym co może straciłem.
Dobrze, że dowiedziałem się o tym tak późno.