Zaczęło się już w Tłusty Czwartek...
Pączki daliśmy dzieciom i wnukom, naszą najtłustszą potrawą był salceson.
Na marginesie wspomnę, że od dziesięciu dni dokucza nam zimno.
Rano mamy w domu 18C, kilka razy włączyliśmy ogrzewanie na czas porannej kąpieli.
Sobota - Walentynki - ograniczyłem się do kwiatów i życzeń i oczywiście wspomnień - relacjonowałem kiedyś na tym blogu mój walentynkowy wyczyn - samotne zwycięstwo w maratonie narciarskim American Vasa rozgrywanym w Minneapolis 14 lutego 1999 - KLIK.
Niedziela - czas akcji - w Melbourne Recital Centre, naszej ulubionej sali koncertowej, wystąpi Australian Brandenburg Orchestra, w programie - G. F. Haendel, J.S. Bach, A. Marcello, J.J.Quantz i... Szaleństwo.
Koncert o 5, z domu wyjeżdżamy prawie godzinę wcześniej, termometr obudził się po chłodnych nocach i dniach, pokazuje 36C.
Im bliżej miasta tym większy tłok na ulicach. Centrum miasta, okolice Ogrodu Botanicznego - majestatyczne drzewa, soczysta zieleń, cień i naturalny chłód.
I... ludzie, ludzie, tłumy ludzi... co się w tym mieście wyrabia?
Przecież sezon futbolu australijskiego jeszcze się nie zaczął, ważny turniej krykieta rozgrywany jest właśnie w Sydney, pozostają rozrywki kulturalne.
W pobliżu Melbourne Recital Centre koloryt ludzi zmienia się na siwy - prawie 500 osób dziarsko maszeruje na nasz koncert.
Pełna sala - jak miło...
I muzyka - bardzo silne wrażenie, kilka razy poczułem, że moje serce odrzuciło wspomaganie rozrusznika.
A Szaleństwo?
Mam oczywiście na myśli utwór La Folia (Szaleństwo) - tym razem autorstwa A. Vivaldiego - KLIK.
Tym razem?
A tak, już dawno zauważyłem, że do tego utworu przyznaje się kilku kompozytorów, teraz dowiedziałem się, że jest ich blisko 50 - szczegóły TUTAJ.
Poniżej linki do dwóch popularnych wersji --
A. Corelli - KLIK. S. Rachmaninow - KLIK... ale Vivaldi jest najSzaleńszy!!!
Powrót do domu...
Temperatura 32C, jeszcze jasno, ludzi nie było. Udaje mi się zidentyfikować cele ich pobytu - w Ogrodzie Botanicznym odbywa się przedstawienie Wieczoru Trzech Króli - W. Szekspira, a po drugiej stronie Ogrodu, w "misce koncertowej" (pojemność ponad 1,000 osób) jakiś koncert młodzieżowy.
W domu... zjadamy obiadek i... miotają mną sprzeczności - włączyć CD i posłuchać niektórych pozycji koncertowych jeszcze raz czy ochłodzić się na Zimowej Olimpiadzie?
Wybieram to drugie i nie żałuję - leci transmisja "dual moguls" - muldy podwójne?
Mam kłopoty w znalezieniu ilustracji na Youtube więc wyjaśnię - dwójka zawodników/zawodniczek startuje jednocześnie do zjazdu na nartach po niesamowicie pofałdowanym stoku. Na trasie są dwa progi, na których muszą podskoczyć i fiknąć parę koziołków.
Szaleństwo... kilku zawodników wypadło z trasy, jednemu tak się pokręciło, że linię mety przejechał tyłem - zdobył srebrny medal.
Australijczycy są w tym dobrzy - dwa dni temu Australijka Jakara Anthony zdobyła złoty medal, wczoraj, brązowy medal zdobył Matt Graham.
Nasza tv pokazała jak kibicuje mu rodzina i znajomi w rodzinnej miejscowości Gosford (prawie 1,000 km bliżej do równika) - większość z nich w życiu nie widziała prawdziwego śniegu :)
Miło było zobaczyć, że wszystkim medalistom towarzyszyły dzieci...

Wspaniale świętowałeś: wspominkowo, koncertowo i zimowo. Czegóż chcieć więcej? Zestaw kompozytorów koncertu rewelacyjny. Vivaldi niezrównany. Ilekroć go słucham, dochodzę do wniosku, ze on testował granice możliwości skrzypiec i ludzkiego głosu. Jego muzyka wymaga niezrównanej ekwilibrystyki czy to skrzypcowej czy wokalnej. Jak jemu się to w głowie rodziło, te pomysły?...
ReplyDeleteTak się składa, że w tym roku nie oglądam transmisji z Igrzysk. Ale ze sportów, na których się nie znam, i których nie uprawiam, najbardziej mnie bawiło oglądanie curlingu - te czajniki sunące po lodzie i zawodnicy ze szczotkami przed nimi od strony wizualnej są zabawne.
DeleteRzeczywiście kalendarz muzyczny świetnie się z synchronizował.
DeleteProgram koncertu - eksportowy - orkiestra za kilka dni wyjeżdża na koncerty do Anglii i to była próba generalna.
Vivaldi - pełna zgoda, konkurencja była ogromna - Scarlatti, Albinioni, Corelli... ale Vivaldi się wyróżnia.
Olimpiada - u nas jeden kanał telewizyjny nadaje kilkugodzinne transmisje i ogląda się co akurat wypadnie. W rezultacie wyłączam po kilku minutach, ale w niedzielę te mogułowe slalomy doskonale uzupełniły program koncertu.
DeleteJeśli chodzi o to "zimno" u Was /pamiętam że macie lato/ to proszę trochę tych dodatnich temperatur przesłać nad Wisłę, bo u mnie aktualnie minus 15 stopni.
ReplyDeleteWalentynki spędziliśmy na odpoczywaniu po szaleństwach hiszpańskich.... bo ciągle nie możemy dojść do siebie...
Nie oglądam Igrzysk, wystarczy że mój mąż ogląda i zdaje mi sprawozdanie. I jest załamany że Polacy tak słabo wypadają...
Chętnie bym wysłał, ale nie dowierzam naszej poczcie i boję się, że temperatury mogą wyparować.
DeleteOdpoczynek po Hiszpanii, na pewno Wam się należał.
Polacy słabo - dwa medale w skokach i jeszcze coś więcej, to nie tak źle. Polska chyba nigdy nie była silna w sportach zimowych - były silne indywidualności - Fortuna, Małysz, Kowalczyk... ale to były jednostki.
Gdy mąż ogląda olimpiadę, ja zerkam i odkrywam dziwne konkurencje, jazdę na łyżwach trójkami na przykład, panie jadą po torze gęsiego, po co? Nie ma to jak letnie olimpiady jednak....
ReplyDeleteZupełnie nie mogę się połapać w tych nowych sportach. Letnie olimpiady to jednak znacznie dłuższa tradycja.
DeleteInformacje sportowe - docierają i do mnie, a jakże. Kibicuję wszystkim, ze względu na włożony wysiłek i samozaparcie indywidualne i zespołową pracę.
ReplyDeleteWalentynki to dobra okazja, żeby zrobić coś niecodziennego. Wyjazd na koncert czy na olimpiadę- to nie to samo co rutyna dnia powszedniego....Nawet gdy robi się ulubione rzeczy....To mi się nasunęło...:-)
Wysiłek sportowców... trochę mi ich szkoda - ogromne poświęcenie żeby perfekcyjnie wykonywać coś zupełnie niepotrzebnego. Mam nadzieję, że większość z nich potrafi się włączyć do normalnych struktur zawodowych i społecznych.
DeleteBardzo aktywny kulturalnie ten Ogród Botaniczny. Wspaniałe połączenie roślin ze sztuką. Aż chciałoby by się być tam drzewem lub okazałym kwiatem.
ReplyDeleteDodam jeszcze, że w tym ogrodzie rośnie nadal kasztan kanadyjski zasadzony w 1904 r przez I. Paderewskiego.
Delete