Showing posts with label Antypolski. Show all posts
Showing posts with label Antypolski. Show all posts

Monday, July 10, 2023

Za dużo mężczyzn - 3

Kraków.
Hotel i miasto w porządku. 

Odwiedzają Kazimierz, dawną dzielnicę żydowską.
W latach 70-tych Polacy zorientowali się, że to może przynieść pieniądze. Przełomowym wydarzeniem był film S. Spielberga - Lista Schindlera. Otworzono odpowiednie muzeum.
To spopularyzowało Kraków i przyciągnęło tysiące turystów.

- Jesteśmy na ulicy Józefa - wyjaśnia przewodnik - to tu S. Spielberg sfilmował scenę, w której mieszkańcy tej ulicy zostali wypędzeni z domów.
Ruth czuje się źle - tu Żydzi zostali wypędzeni ze swoich domów, jakie znaczenie ma fakt, że ktoś tu coś sfilmował?
-  Most jest pokazany w słynnej scenie, której Żydzi maszerują po moście - kontynuuje przewodnik.
- Oni nie maszerowali - koryguje Ruth - oni szli. Maszerować to może wojsko, ludzie wypędzeni ze swoich domów - idą.
Cała wycieczka spogląda na Ruth.
- Ruthie - szepce Edek - co w ciebie wstąpiło?
- Gniew.

Na razie wracają taksówką do hotelu
- Czy interesuje państwa wyjazd do Muzeum Auschwitz, oferuję bardzo atrakcyjną cenę?
- To jest Obóz Śmierci Auschwitz, nie Muzeum - koryguje Ruth - nie pojedziemy tam TĄ taksówką.
Ruth wcześniej zamówiła na wieczór stolik w restauracji Samson.
Ruth, podobnie jak w kilku innych miejscach, spytała kto jest właścicielem restauracji, we wszystkich przypadkach jest to Polak.

W hotelu Ruth idzie do swojego  pokoju trochę odpocząć, gdy schodzi do hotelowego lobby, Edek już tam jest, w towarzystwie dwóch kobiet - Zofia i Walentyna - wiek około 60 lat, obie są wdowami, widać że mają z Edkiem wyjątkowo dobry kontakt z tym że dominuje Zofia, obie są dobrze ubrane, Zofia wyraźnie demonstruje swój wydatny biust.

Restauracja Samson, wybierają stolik blisko sceny, na której później wystąpi kabaret.
W menu żydowskie potrawy: karp w stylu sefardyjskim, ryba w żydowskim sosie, zupa z kurczaka, paschalny ser i jakieś inne nieznane potrawy.
Wszystkie stoliki zajęte, sami turyści w różnych krajów, ale nie zauważają Żydów.
Zupa jest w porządku, inne dania nie do przełknięcia.
Na scenie pojawia się orkiestra.
- Czy ci muzycy to Żydzi? - pyta Ruth kelnera.
- Nie.
Ruth odnosi wrażenie, że to chyba Ukraińcy.
Ubrani po żydowsku - czarne ubrania, czarne kapelusze, brody. Ruth zauważa z niesmakiem, że jeden muzyk ma doprawiony wielki, sztuczny nos.
Muzyka nie ma żadnego charakteru, silny rytm, mechanicznie wybijana melodia.

Kolejny dzień.
Ruth schodzi na śniadanie, Zofia i Walentyna już są w sali restauracyjnej.
Gdy kończą śniadanie taksówka już czeka - Mercedes.
- Jedziemy do Muzeum Auschwitz - upewnia się kierowca.
- Nie - koryguje Ruth - jedziemy do Obozu Zagłady Auschwitz.
Wchodzą do budynku - informacja o toaletach, kafeterii, zapach kawy i ciastek. Kafeteria oferuje napoje w puszkach a nawet gorące parówki.
Przed wejściem zamieszanie, śmiechy - to przepychają się uczniowe ze szkolnej wycieczki.
- Rzeczywiście - muzeum - myśli Ruth.
Blok 4, huczy nawiew ciepłego powietrza (jest zima), utwardzona podłoga pokryta kremową emalią.
- Czy w takim otoczeniu turysta może poczuć klimat degradacji jakiej doznawali więźniowie? - pyta Ruth.
- Moi teściowie umarli tutaj - wtrąca przewodnik.
- Bardzo nam przykro.
- Polacy bardzo próbowali pomagać Żydom - dodaje.
- Przyjechałam tutaj oglądać ekspozycje, czy może pan odejść i poczekać na nas przy wyjściu - przerywa Ruth.
Przechodzą do obozu Birkenau.
Według Edka wygląda naturalnie i autentycznie, nie ma ogrzewania ani modyfikacji baraków. Bardzo niewielu turystów.

W hotelu Zofia i Walentyna czekają na Edka i zasypują go czułościami.
Ruth miała ciężką noc, po przebudzeniu odczekuje trochę, wreszcie dzwoni do pokoju Edka. Nie ma odpowiedzi. Pełna najgorszych obaw pędzi do pokoju ojca.
Drzwi otwiera jej.... Zofia, jeszcze w trochę niekompletnym stroju.

Po długiej, bardzo miłej konwersacji Ruth i Edek wychodzą na ostatni spacer po Krakowie.
Wstępują do kawiarni na pączki.
- Przepraszam - odzywa się do nich młody mężczyzna siedzący przy sąsiednim stoliku. Wygląda kulturalnie i inteligentnie
- Usłyszałem jak państwo wspomnieli antysemityzm w Polsce. Przepraszam, ale chciałbym tu coś wyjaśnić.
- Tak - Ruth zwraca do niego twarz.
- Gdy wybuchła wojna i potem, wielu Żydów, którzy byli komunistami uciekli do Rosji. Po wojnie wrócili do Polski, zajęli wysokie pozycje w komunistycznej administracji i wyrządzili Polakom wiele krzywd.
Ruth straciła mowę, przygląda się uważniej mężczyźnie - świetny angielski, widać że wykształcony i co się z nim zrobiło? Co w takim razie mogą wyobrażać sobie ludzie o niższym wykształceniu?
- Po wojnie wrócili do Polski? - komentuje Ruth - nikt nie wrócił!  Jedyni Żydzi w Polsce, to ci których sobie wyobraziliście albo wycięliście z drzewa. Może kilku Żydów przeżyło wojnę w związku Radzieckim, może niektórzy byli komunistami, ale jak można to interpretować jako komunistycznych Żydów gnębiących Polaków!
- Nie oczekiwałem, że państwo zgodzą się ze mną, ale nie myślałem, że pani będzie tak niegrzeczna.
- Niegrzeczna - Ruth zaczyna krzyczeć - wy jesteście najbardziej grubiańscy ludzie na świecie! Wulgarni, bigoci, nieprzyzwoite dupy. Jak tu zostaniesz dłużej, to ci przywalę.
Mężczyzna wychodzi.
- Życzę ci każdego najgorszego nieszczęścia.
Ruth czuje wyraźną ulgę, Edek zamawia pączki.

Końcowe 40 stron książki to już rozważania tego co będzie się działo po wyjeździe z Polski.
Nawet recenzenci na Goodreads, którzy dali książce najwyższe noty, narzekali że końcówka książki to promocja dwóch kolejnych książek autorki.

Uffff...

Saturday, July 8, 2023

Za dużo mężczyzn - 2

Kolejny główny punkt programu to wizyta w Łodzi, rodzinnym mieście Edka.
Edek upiera się aby pojechać do Łodzi taksówką - Mercedesem.
Sam znajduje odpowiedni samochód i kierowcę.

Łódź - hotel Grand Wiktoria - tragedia.
Opryskliwa obsługa, nic nie działa - oprócz restauracji oczywiście.
Ruth i Edek wybierają się piechotą w okolice domu, w którym przez wojną mieszkała rodzina Edka.
Ul. Kamedulska 23.
Dygresja - Google nie może znaleźć ulicy Kamedulskiej w Łodzi.
Myślę, że autorka celowo wprowadziła nieistniejącą ulicę gdyż opisane zdarzenia mogłyby wzbudzić niezdrowe zainteresowanie.

Wracam do książki - ogromna frustracja - Edkowi nie zgadzają się nazwy i lokalizacja ulic, również tych, które istnieją.
To zajmuje kilka stron.
Ciekawe, że Ruth wzięła ze sobą mapę, ale jakoś o tym zapomniała.
W końcu jednak docierają, stukają do dawnego mieszkania, otwiera starszy pan, okazuje się, że wprowadził się tutaj natychmiast po wyrzuceniu poprzednich lokatorów do getta.
- Kiedy się tu wprowadziliście? - pyta Ruth.
- Nie pamiętam daty, w 1940 roku.
- Kilka minut po usunięciu Żydów - komentuje Ruth.
Wyjaśnienie - Edek rozumie język polski i całkiem dobrze sobie radzi z rozmowami po polsku, Ruth rozumie bardzo dużo, stara się raczej nie rozmawiać z Polakami.
- A co się stało z wyposażeniem mieszkania?
- Nie wiem, jak się wprowadziłem było puste.
- A poprzednimi lokatorami?
- Nie wiem, chyba się przenieśli do innego mieszkania.
Pan zaprasza do środka, oferuje herbatę.
Edek rozpoznaje niektóre meble, rozpoznaje serwis do herbaty.
Spotkanie upływa w napiętej atmosferze, widać że gospodarz podejrzewa, że jego goście przeprowadzają wizję lokalną i że może oznacza to jakiś interes.
Zgadza się, Edek chce odkupić serwis i jakieś półmiski, gospodarz przypomina sobie sporo innych rzeczy, ale wystarczy. W tym momencie pojawia się żona gospodarza i wyciąga z szafy stary, bardzo elegancki płaszcz, na podszewce nazwisko właściciela - to ojciec Edka.
I jeszcze kilka starych zdjęć.
Zgubiłem się w kalkulacji, ale w sumie Ruth zapłaciła chyba $5,000.

Następny punkt programu - Synagoga, obok znajduje się Centrum Żydowskie.
Umawiają się telefonicznie, pan w centrum wydaje się być bardzo zajęty.
Znowu mają kłopoty z lokalizacją ulic, pytają kogoś o drogę do Centrum, zapytana kobieta nie używa słowa Żydzi, tylko - osoby wyznania Mojżeszowego.

Ostatecznie biorą taksówkę - Mercedes - kierowca z zatłuszczonymi włosami, zapach brudu.
Po drodze zauważają grafitti - napis ŁKS, pod spodem - penis a na nim Gwiazda Dawida.
Ruth wskazuje to kierowcy - ech, to taki dziecięcy wygłup.

Centrum Żydowskie.
Przytłacza ich smród gotowanej kapusty.
W biurze kierownik i sekretarka, wygląda, że Ruth i Edek są jedynymi klientami.
Ruth pyta dla kogo właściwie jest to centrum.
- Codziennie wydajemy lunch dla około 30 starszych osób pochodzenia żydowskiego.
Ach, to dla nich ta śmierdząca kapusta.
- I na to wydaje miliony dolarów Ronald Lauder, który sponsoruje to Centrum.
Zwiedzają jeszcze stary żydowski cmentarz, 
Cmentarz jest nieczynny, trzeba iść z przewodnikiem.
Ruth denerwują informacje przewodnika i prosi żeby się nie odzywał.

Wracają do hotelu, po drodze Ruth wymienia w kantorze trochę dolarów na złotówki.
Kantor wymiany - Ruth uważa to za ochydną nazwę, wszak kantor to śpiewak w synagodze, osoba prowadząca liturgiczne śpiewy.

Dygresja - Ruth ma rację, ale tylko częściowo.
Kantor to rzeczywiście śpiewak, ale nie tylko w synagodze, wszak kantorem w kościele św Tomasza w Lipsku był Jan Sebastian Bach.
Po hebrajsku kantor w synagodze to - chazan.
Rodowód słowa jest prosty - cantor to po łacinie śpiewak.
Od dzieciństwa pamiętam jednak, że kantorem lub kantorkiem nazywano małe pomieszczenie biurowe znajdujące się na terenie hali fabrycznej lub przy sklepiku.
Google to potwierdza, ale nie potrafi wyjaśnić pochodzenia słowa.

W hotelowym lobby masa ludzi.
Głównie mężczyźni, obwieszeni złotymi łańcuszkami, lekko podchmieleni, zachowują się bardzo głośno.
Za dużo mężczyzn - myśli Ruth.
To już ostatnie nawiązanie do tytułu książki.

Następny punkt programu to Kraków i wizyta w obozie Auschwitz.
Wstępują do Orbisu kupić bilety kolejowe.
Wygląda na to, że dla kasjerki jest to wyjątkowo trudne zadanie.
Przez pół godziny studiuje rozkład jazdy, w tym momencie rezygnują, Edek skontaktuje się z kierowcą, który przywiózł ich tu z Warszawy, żeby zawiózł ich do Krakowa, tam załatwią kierowcy nocleg i wróci z nimi do Warszawy.

Następny dzień - kierowca z Warszawy już przyjechał, ale Edek ma dodatkowy punkt w programie.
Wzywa portiera hotelu Grand Wiktoria, który zwrócił ich uwagę potężną budową i opryskliwością.
Edek wynajmuje go na wizytę w domu przy Kamedulskiej 23, prosi żeby zabrał ze sobą łom.
Dostanie dobrą zapłatę.

Jest niedziela - gospodarze mieszkania właśnie wybierają się na mszę.
Edek przejmuje inicjatywę - chce poszukać czegoś zakopanego na skrawku ziemi w rogu podwórka, to nie jest złoto - uprzedza.
Konsternacja, ale Edek przejmuje inicjatywę - S200 za wykopanie dziury, a jeśli coś się znajdzie to dodatkowo $500.
Protesty, ale Edek przywołuje do pomocy hotelowego portiera i to wystarcza.
Edek osobiście kopie dziurę,  próbuje kilku miejsc, w końcu znajduje - mała płaska puszka.
W hotelu, w obecności Ruth otwiera puszkę.
Jest w niej wyblakłe zdjęcie noworodka.
Po uspokojeniu się wyjaśnia, że po uwolnieniu z obozu mieszkali w obozie dla przesiedleńców w Niemczech. Sporo takich obozów zorganizowała armia USA i jej dowódca, generał Patton, zarządził żeby obozy nie były zbyt luksusowe - 
"So far as the Jews are concerned, they do not want to be placed in comfortable buildings. They actually prefer to live as many to a room as possible. They have no conception of sanitation, hygiene or decency and are, as you know, the same sub-human types that we saw in the internment camps." - KLIK.

W takim obozie Roshka, żona Edka urodziła dziecko, chłopca - to on jest na tym zdjęciu.
- Co się z nim stało? - pyta Ruth - przecież to mój brat.
Edek nie może powstrzymać wzruszenia.
- On się urodził z jakąś wadą, dusił się. Lekarz podejrzewał jakąś wadę serca, nie dawał dużych szans na przeżycie.
Edek z żoną pospiesznie organizowali obrzezanie, nadali chłopcu imię Izrael.
Po jednym czy dwóch dniach chłopiec jeszcze żył. Lekarz nie widział szansy żeby mógł żyć w obozowych warunkach i zaproponował rodzicom żeby zgodzili się na adopcję, wiele niemieckich rodzin chętnie zaadoptuje dziecko.
Edek i Roshka się zgadzają.
- Więc mój brat może jeszcze żyje! - konstatuje Ruth.
Przed wyjazdem z Łodzi, Edek stwierdza, że w hotelowej łazience zginęła mu paczka jednorazowych golarek, Ruth nie może znaleźć flakonika bardzo dobrych perfum.

Zakończenie w następnym wpisie.

Thursday, July 6, 2023

Za dużo mężczyzn - 1

 Moja ostatnia, zakończona ze sporym wysiłkiem, lektura to książka Australijki żydowskiego pochodzenia - Lily Brett - Too Many Men - Za dużo mężczyzn.

Wspomniałem pochodzenie autorki gdyż tematem książki jest wizyta w Polsce Australijki żydowskiego pochodzenia razem z 81-letnim ojcem, który przed wojną mieszkał w Polsce i przeżył Holocaust.
Czas akcji - prawdopodobnie 1998 rok.

Główna postać książki - Ruth - mieszka obecnie w USA gdzie prowadzi świetnie prosperujący biznes pisania okazjonalnych kart.
Życie prywatne - dwa nieudane małżeństwa a potem bardzo zadowalające życie - regularne ćwiczenia fizyczne, absolutnie zdrowotna dieta, lekka nadwaga, staranna opieka psychologów, fizjoterapeutów, kosmetyczek. Gustowne ubrania i biżuteria, odpowiednie perfumy.

Już pierwsze godziny pobytu w Polsce przynoszą niemiłe obserwacja.
Pobyt w hotelu Bristol jest jeszcze w porządku, ale już pierwsze kroki za próg...

Poranek, Ruth wybiera się na regularną poranną sesję biegania.
W przeciwieństwie do Nowego Jorku, na ulicach są pustki, nikt nie biega, ludzie mają smutne twarze.
Ogród Saski - Grób Nieznanego Żołnierza, w pobliżu młoda dziewczyna kuca przy drzewie i robi kupę.
Zdegustowana Ruth wraca do hotelu.
Na szczęście właśnie obudził się jej ojciec - Edek - spotykają się przy śniadaniu.
Edek, w przeciwieństwie do Ruth, jest bardzo pogodną osobą co uzewnętrznia się w niepohamowanym apetycie.
Ruth próbuje omówić z ojcem plan zwiedzania, ale jego odpowiedź jest krótka - po co? Przecież tam już nic nie ma.
W rezultacie udaje się wynegocjować krótkie spojrzenie na zachowany kawałek muru warszawskiego Getta.

Inne relacje z Warszawy...
Ruth jest prześladowana przez tajemniczy głos, który jest słyszalny tylko dla niej i staje się coraz bardziej natrętny.
To mówi nie kto inny, tylko były komendant obozu Auschwitz - Rudolf Höss.
Po pierwsze informuje, że obecnie przebywa w Zweites Himmel's Lager - Obozie Drugiego Nieba.
Wbrew powszechnym przekonaniom, piekło nie znajduje się gdzieś pod ziemią, lecz nad nią, tuż w sąsiedztwie nieba. 
Höss odbywa tam szkolenie - kurs wrażliwości i ma nadzieję, że po zakończeniu, awansuje do prawdziwego nieba.
Kurs wrażliwości daje już chyba wyniki - Höss bardzo szczegółowo wyjaśnia genezę chorobliwego antysemityzmu w hitlerowskich Niemczech oraz wspomina osobę Himmlera.
Sporo szczegółów na ten temat podaje Wikipedia - KLIK.

Drugie istotne spotkanie to Cyganka w podziemnym przejściu koło Uniwersytetu Warszawskiego.
Cyganka wróży Ruth z dłoni... po pewnym namyśle stwierdza - za dużo mężczyzn.
Druga istotna wróżba, to że w życiu Ruth pojawi się mężczyzna z dużą blizną i że to spotkanie zmieni to bieg jej życia.
Tytułowy temat - za dużo mężczyzn - nie jest już więcej wspominany.
Mężczyzna z blizną - książka zawiera dość mętne spekulacje na ten temat, ale nic z tego nie wynika.

Według mnie głównym tematem książki jest lista polskich doświadczeń, które wywołują u Ruth wściekłość.

Uwaga: teraz nastąpi dość szczegółowe streszczenie książki, dla mnie to istotne gdyż pokazuje Polskę w oczach potomków polskich Żydów, których spotykam czasem w Australii,  ale rozumiem, że ta lektura może być nudna i nużąca więc na dzisiaj poprzestanę na ostrzeżeniu.

Książka spotkała się z dobrą oceną krytyków i komentatorów literackich, była nominowana do kilku nagród.
Ocena czytelników wypowiadających się na platformie Goodreads - prawie 4 na 5.
Recenzji jest stosunkowo niewiele, chyba wszystkie zgadzają się ze mną, że tytuł książki jest nieuzasadniony podobnie jak dialogi z R. Hössem.
Oczywiście wszyscy są zaskoczeni, że Polska jest tak antysemickim krajem.

Kolejny odcinek/odcinki wkrótce.

Sunday, January 8, 2017

Niedzielne czytanie - pewnego razu...

Pewnego razu mieszkałem w sierocińcu w górach... Wiecie jak to jest kiedy zakonnica nalewa wam bardzo gorącą zupę... i para z garnka zaparowuje wasze okulary i nic nie jest w stanie oczyścić tej mgły, nawet modlitwa do Boga, Jezusa, Marii Dziewicy, Papieża i Adolfa Hitlera...
Moritz Gleitzman - Once


...to właśnie przytrafiło się mnie.
Pewnego razu poszedłem z synem do teatru na sztukę Moritza Gleitzmana - Two weeks with the Queen. Po sztuce obaj mieliśmy łzy w oczach, a mój syn, który wtedy był w szkole średniej, powiedział - Tatusiu, nigdy nie myślałem, że sztuki teatralne mogą być tak dobre.
Książki Moritza Gleitzmana zauważyłem nieco później. Bardzo mi się podobają. Opowieść rozgrywa się na ogół w dość nietypowych okolicznościach, bohater jest słabą istotą, do tego myśli w bardzo naiwny sposób i jest dobry, naiwnie dobry. Każde, nawet w sposób oczywisty wrogie w stosunku do niego postępowanie, stara się wytłumaczyć na korzyść adwersarza. I o dziwo, ostatecznie wygrywa. I to nie używając żadnej czarnej magii.
To ostatnie wyjątkowo sobie cenię gdyż odnoszę wrażenie, że w obecnych czasach najpopularniejsze książki dla dzieci rozwiązują wszystkie problemy przy pomocy czarów.

Przeczytałem pewnie pół tuzina książek Moritza Gleitzmana i przyznaję, że czytanie jego książek dla dzieci sprawia mi niemniejszą satysfakcję niż czytanie książek dla dorosłych. Podsuwam je również swoim wnuczętom, aż...
Pewnego razu, przeczytałem w książce tego autora, że dziecko w zakonnym sierocińcu modliło się do Boga, Jezusa, Marii Dziewicy, Papieża i Adolfa Hitlera.
Gdzie, jak, kiedy?
W Polsce, w roku 1942. Bohater książki - 10-letni Feliks - nie jest sierotą. Jego rodzice, Żydzi, oddali go 3 lata wcześniej (czyli w 1939 roku) do sierocińca tłumacząc mu, że ich księgarnia jest w kłopotach i muszą całkowicie poświęcić się pracy. Gdy tylko rozwiążą te kłopoty, to wróci do domu.
Udało im się umieścić go w sierocińcu gdyż zakonnica, matka Minka, kupowała u nich książki. W sierocińcu, jak to w sierocińcu, Feliks często jest w kłopocie i wtedy wzywa na pomoc... Boga, Jezusa, Marię Dziewicę, Papieża i Adolfa Hitlera. Zrozumiałe, przecież sierociniec prowadzą zakonnice.

Pewnego razu, spędziłem kilka miesięcy w prowadzonym przez zakonnice zakładzie dla dzieci. To było w Polsce, w roku 1946. Conajmniej dwa razy dziennie modliliśmy się do Boga, Jezusa i Marii Dziewicy. Do Papieża nigdy się nie modliliśmy. O Adolfie Hitlerze wiedziałem wtedy sporo choć miałem  dopiero 5 lat. Nikt z mojego otoczenia: rodzice, zakonnice, sąsiedzi nigdy nie użyli słowa Naziści.

Pierwsze zetknięcie książkowego Feliksa z życiem pozaklasztornym następuje gdy sierociniec kontrolują Naziści posługujący się obcym językiem. Ich celem są żydowskie książki kupione przez matkę Minkę. Rzucają je na stos i palą. To jest dla niego szok, i ostrzeżenie - Naziści palą książki!
Wkrótce potem Feliks wyobraża sobie, że rodzice przesłali mu wiadomość wzywającą go do powrotu do domu i ucieka z sierocińca. Odnajduje rodzinne miasteczko, rodzinny dom, a w nim - Polaków - pan Radzyn, który zajmował się czyszczeniem toalet deklaruje, że to teraz jest dom jego rodziny. Pani Radzyn woła: łap go szybko, to go oddamy! Feliks ucieka.
Na ulicy spotyka polskie dzieci, zapraszają go do zabawy. A w co będziemy się bawić?
Jak to w co? W łapanie Żydów.
I tak dalej...
W książce tylko raz pojawia się Niemiec, tak się złożyło, że nosi nazistowski mundur.

Bardzo dobrze napisana książka, ale chyba jej nie polecę swojemu wnukowi Feliksowi.

Na końcu książki adnotacja autora: Ta historia jest wymyślona, ale spędziłem wiele czasu przeglądając dokumenty, pamiętniki, słuchając wspomnień świadków. Wszystkie podane w książce wydarzenia są prawdziwe.

Wspomnienia świadków...
Pewnego razu, chyba początek lat 90-tych, byłem w Melbourne na spotkaniu z Adamem Michnikiem. Było to głównie wspominanie stanu wojennego. Pod koniec spotkania jakiś pan z widowni poruszył temat zwrotu mienia żydowskiego. Poparło go kilka osób, przekrzykiwali się nawzajem. Jedna pani zaczęła wypominać: przecież Polska w 1939 roku w ogóle się nie broniła. Wpuścili Niemców bez walki.
Adam Michnik krzyknął: niech pani natychmiast przestanie, co za brednie pani opowiada!
Kobieta przerwała, ale po cichu coś tam mówiła do otaczających ją osób. Potakiwali głowami.

P.S1. Once to pierwsza z chyba 5 książek Moritza Gleitzmana opowiadających losy Feliksa w Polsce w latach wojny i trochę później. Cała seria jest mocno propagowana w krajach anglojęzycznych. Znajduje się w programie lektur w wielu szkołach średnich w USA.
P.S.2 - wisielczy humor nigdy mnie nie opuszcza. Gdy przeczytałem, że Naziści mówili w obcym języku zastanowiłem: się jaki to mógł być język?
Z książki wynika, że Naziści nie pochodzili z jakiegoś określonego kraju. A zatem, jaki język nie jest związany z konkretnym krajem, narodowością?
Esperanto!