Monday, November 8, 2021

Niedzielna krytyka

Jezus, nauczając rzesze, mówił:

«Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok».

Potem, usiadłszy naprzeciw skarbony, przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz.

Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie».

 Ewangelia św Marka 12 38-44

Bardzo znana Ewangelia, słyszałem ją setki razy.
Za każdym razem wszelkie komentarze były pochwałami ubogich wdów.
Wdowy w liczbie mnogiej bo w pierwszym czytaniu (Księga Królewska 17 10-16), prorok Eljasz bardzo stanowczo domaga się od biednej wdowy, aby przyniosła mu chleba i wody przed zaspokojeniem własnych potrzeb.

Dlatego zaskoczył mnie nieco komentarz w naszym biuletynie parafialnym, który ograniczył się do pierwszych linii Ewangelii:
"Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy...."
Pogrubienie moje.

Autor komentarza w biuletynie, zamiast zachwycać się ubogą wdową, stwierdza iż była ona ofiarą prania mózgu i bezlitosnej eksploatacji.
Zalecenie - rozejrzyjcie się po swojej parafii - poszukajcie tych, którzy potrzebują pomocy, nie tych, którzy dadzą większe datki.

Praktyka...
Po pierwsze, nasza parafia zlokalizowana jest w dość dobrze sytuowanej dzielnicy więc ubogich, po prostu nie stać na zamieszkanie tutaj.
Wyjątkiem jest kilkadziesiąt mieszkań socjalnych.
Biuro parafii powiadamia, że chętnie pomoże osobom w potrzebie.

Po drugie, w naszej parafii nie zauważam żadnego nacisku na parafian żeby dawali więcej. Nie jestem całkiem pewien czy w parafiach prowadzonych przez polskie zakony jest tak samo.

Po trzecie, żadna z osób korzystających z mieszkań socjalnych nie kontaktuje się z parafią natomiast wiele z nich zgłasza się po pomoc do "mojego" Stowarzyszenie św Wincentego.
Większość tych osób traktuje tę pomoc jako regularny dodatek do pomocy otrzymywanej od państwa.

Po czwarte, poprzedni punkt przedstawia raczej sielankowy obraz, australijska rzeczywistość nie jest aż tak łagodna.
Jest wiele tysięcy bezdomnych, często spotykam żebraków, w tv oglądam regularne apele o pomoc dla zaniedbanych dzieci.

Oczywiście powraca pytanie - na ile ci ludzie są sami winni swojej biedy?
I poczucie niepewności - czy to jest w porządku?

Friday, November 5, 2021

Cie choroba

Wiesz, dzisiaj zabiłem pieć ćmów!
Nie mówi się ćmów, tylko ciem.
Jak to ciem, kapciem.

                   Zasłyszane wiele lat temu.

My tu ciem-nie-jemy
zaprotestowali albinosi.
Rzeczywiście, cie-pło było na pło-cie.
więc przenieśli się do cie-nia.
A wszystko działo się w Cie-szynie,
gdzie krawcowa szyje na maszynie
i bardzo się cie-szy na szy-cie.
Cie-kawy przyniósł im kawy,
bo nie był w cie-mię bity,
a cie-nki zaprowadził do łazienki,
gdzie wody na-cie-kło aż po łok-cie.
Trzeba było zawołać cie-cia,
żeby w czoła po-cie zakończył te cie-r-pienia.
I wtedy usłyszeli koguta pienia.

Koniec opowieści -
a jak chce-cie od nowa, 
to zapraszam do Cie-cha-nowa.

P.S. Tytuł wpisu to wspomnienie występów Jerzego Ofierskiego - KLIK.

Tuesday, November 2, 2021

Barrrdzo Eleeegancka trzydniówka

 Zaczęła się w niedzielę.
Chodzi mi oczywiście o Halloween, która to tradycja jakoś się w Australii słabo przyjęła.
W naszej dzielnicy, kika lat temu, w trosce o bezpieczeństwo "kolędników", zalecono dzieciom żeby stukały tylko do tych domów, na których znajduje się zaproszenie.

W zeszłym roku pandemia skasowała całą imprezę.
W tym roku restrykcje zniesiono dwa dni wcześniej, ale impreza była niewidoczna.
Na może 5 domach zauważyłem stosowne dekoracje...


Na ulicy spotkałem może dwie grupki odpowiednio przebranych osób, ale były to prawie dorosłe osoby.

Poniedziałek - Wszystkich Świętych.
Po pierwsze przypomnę, że w Australii to nie jest dzień wolny od pracy/szkoły.

Po drugie - cudowna pogoda.

Po trzecie - w takich warunkach "botanic cemetery" było wyjątkowo sympatycznym miejscem.


Odwiedziliśmy kilku znajomych, którzy nas opuścili w ostatnich latach.

Wtorek - Melbourne Cup - The Race that stops the Nation.

Oczywiście dzień wolny od pracy (ale tylko w naszym stanie).
Pogoda nieziemska - 30C, błękitne niebo, świeże powietrze.

W zeszłym roku wyścig odbył się bez publiczności.
W tym roku wpuszczono na trybuny 10,000 widzów, ale nam, przy telewizorze, wydawało się, że to normalne 100,000.

Kilka migawek skradzionych z telewizora -

Tor wyścigowy Flemington...


Trybuny dla widzów..


Koń prowadzony na rzeź start...


Niektórym koniom zakłada się takie maski żeby lepiej skoncentrowały się na wyścigu. W tym roku, po raz pierwszy zauważyłem maski w kolorze czerwonym. Google powiedziało mi, że jestem mocno do tyłu - w atmosferze pandemii, maski dla koni to świetnie prosperujący byznes.

Pora na wyścig....

Zwycięzca - Verry Elleegant - stąd tytuł wpisu - KLIK.

I jeszcze trzy powyścigowe migawki...

Radość stajennych.
To coś nowego, zazwyczaj pokazuje się właścicieli.


Radość dżokeja...

Swoją drogą, jechać tak na koniu, stojąc w strzemionach, z załoniętymi oczami.

I jeszcze przypomnienie jak to wyglądało 200 m przed metą...

Sunday, October 31, 2021

Niedzielna miłość

 Jeden z uczonych w Piśmie podszedł do Jezusa i zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?»

Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest: „Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz jest jedynym Panem. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą”. Drugie jest to: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”. Nie ma innego przykazania większego od tych».

Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznie powiedziałeś, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego znaczy daleko więcej niż wszystkie całopalenia i ofiary».

Jezus, widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się Go więcej pytać.

Ewangelia św Marka 12 28-34

Nasz ksiądz proboszcz w dzisiejszym kazaniu stwierdził, że Bóg wcale nie potrzebuje tych naszych ciągłych hołdów, podziękowań, uwielbienia.
To my ich potrzebujemy.

Zastanowiłem się...
My ich potrzebujemy, to znaczy Bóg stworzył nas z taką dominującą potrzebą.
Jeśli Jemu ona niepotrzebna, to jaki jej cel?

Rozejrzałem się dookoła...
Po pierwsze, nasz rząd stanowy od piątku zniósł najdokuczliwsze restrykcje w związku z czym dzisiaj (niedziela) w naszym kościele odprawiono aż 3 msze.


Żółte tabliczki informują, że msze o 10 i 15 tylko dla podwójnie zaszczepionych. Msza o 17 - poziom zaszczepienia niesprawdzany.
Prócz tego obowiązują limity ilościowe - chyba 100 osób.

Po drugie, w dzisiejszej mszy uczestniczyliśmy zdalnie bo - po pierwsze-drugie nie jesteśmy jeszcze podwójnie zaszczepieni (ale wkrótce będziemy) a po drugie-drugie okropnie zaspaliśmy.

A zaspalismy bo 3 dni temu nawiedziła nas w nocy okropna wichura. Dom trzeszczał i jęczał. Nie mogłem zasnąć do rana bo obawiałem się, że coś się urwało, pękło, zawaliło.

Na szczęście nie, ale już w centrum handlowym - ułamało gałąź z drzewa...


...supermarket nieczynny bo brak elektryczności. Sklep z pieczywem czynny, ale nie ma prądu więc nie mogą pociąć chleba na kromki.

Gdzie to ja byłem? 
Acha, zaspaliśmy.
Dzień po zarwanej nocy byliśmy w ruchu bo trzeba było pozmiatać połamane gałązki wokół domu a prócz tego, po szkole przyszła do nas wnuczka i została na noc.
To znaczy następnego dnia wstała o niesamowitej dla mnie porze - 6:30.

W rezultacie w niedzielę wstałem tuż przed 10.

Po 11 włączyliśmy na youtube mszę i właśnie w porze kazania usłyszałem natrętny warkot kosiarki do trawy.

Po brunchu wyjrzałem przed dom, nasi sąsiedzi skosili trawę na naszej i kilku pobliskich posesjach.
To są bracia, w wieku 30-40 lat, chyba nieco powolni umysłowo. Ja nazywam ich - dwaj elokwentni bracia.
Przed 3. zabrałem się do zamiatania skoszonej trawy i przy tym zastała mnie uczynna parafianka - Sister Majella. Tytuł oznacza świecką zakonnicę.
Spytała o zdrowie i obiecała się pomodlić za nasze zdrowie na mszy, na którą właśnie szła.

Co ja tak kręcę nie na temat?
Właśnie, że jaknajbardziej na temat.
Przecież ta Sister Majella ustrzeliła na mszy dwa wróble jednym strzałem - swoją modlitwą uczciła Boga i wyraziła swoją miłość do nas.
Elokwentni bracia wykorzystują wiele okazji by dać wyraz życzliwości dla sąsiadów.
I tak dalej - łancuch życzliwości.

Jako agnostyk i racjonalista poszukałem początku.

Podczas zmiatania ściętej trawy przed domem obserwowałem szeregi pracowitych mrówek. Bez zatrzymania maszerowały do sobie tylko wiadomego(?) celu.

Zwierzęta - co one robią z wolnym czasem?
Mrówki po prostu go nie mają.
A gdyby miały?

"Po czarnej ziemi, gdzie rosły różnokolorowe kwiaty, pełzały setki czarnych żuków. Wiele z nich podnosiło odwłoki do góry.
- Niech pan patrzy na te robaki - zauważył Magda.
- Są interesujące - powiedział Doktor.
- No, a dlaczego one tak zadzierają tyłki do góry?
- Nie wiem - odpowiedział Doktor - Badałem je niedawno. To są bardzo pospolite stworzenia, wykonują niewiele czynności i najczęściej właśnie podnoszą odwłoki do góry. A we wszystkich książkach nie ma nawet wzmianki o tym fakcie.
- A co pan myśli? Dlaczego one to robią?
- Myślę, że się modlą.
- Co?!
Magda był wstrząśnięty.
- Ważne nie jest to, że zadzierają odwłoki w górę - powiedział Doktor. - Ogromnie ważne jest natomiast, że my to uwazamy za ważne. (...) Gdybyśmy my sami czynili coś niewytłumaczalnego i dziwnego, wtedy najprawdopodobniej bysmy się modlili... więc być może, że one się modlą.
- O, diabli, chodźmy stąd! - zawołał Magda.
"

John Steinbeck - Ulica Nadbrzeżna - Czytelnik 1958.

A ludzie?

Chyba najprościej wyjaśnia to hierarchia potrzeb Masłowa - KLIK.
A więc w uproszczeniu:
1. Bezpieczeństwo i przeżycie fizyczne.
2. Przynależność.. do plemienia, rodziny, grupy.
3. Szacunek społeczny
4. Doznania artystyczne.
5. Doznania duchowe.

Rozglądając się dookoła odnoszę wrażenie, że etap 4 i 5 mamy już za sobą.
Najbardziej liczy się etap 2 - przynależność, akceptacja.

W którą stronę będzie następny krok?
Walka o przeżycie czy pozycja społeczna?

Thursday, October 28, 2021

Odcienie wolności - zwierząt

Ktoś jadący samochodem zaobserwował dziwne zjawisko.
Przed nim jechała spora ciężarówka tak załadowana towarem, że resory były obciążone do granic możliwości, opony całkiem płaskie.
W którymś momencie ciężarówka się zatrzymała, wysiadł z niej kierowca z kijem. Walnął kilka razy w ścianę ciężarówki i w magiczny sposób, opony się zaokrągliły, resory podniosły samochód w górę.
Ciężarówka ruszyła, ale za kilkanaście kilometrów sytuacja się powtórzyła - ciężarówka szoruje brzuchem po asfalcie, kierowca wali kijem...
Przy najblizszej okazji, obserwator tego zjawiska zagadnął kierowcę - panie, co tu się dzieje?
- Wiozę 10,000 kanarków. Jak one wszystkie usiądą, to samochód okropnie przeciążony. A jak walnę kijem, to podrywają się do lotu, ale na krótko.

Zasłyszane 50 lat temu

Kilka dni temu musiałem kupić jajka w supermarkecie, spojrzałem na półki...


Ponad tuzin różnych rodzajów jajek Free Range, czyli z chowu na wolnym wybiegu.

Na wolnym wybiegu - to było inspiracją tytułu wpisu.
Drugą, choć chronologicznie pierwszą, był wpis blogowy na temat weganizmu - KLIK.

Ceny za tuzin od około A$5 do A$10, to chyba proporcjonalne do wielkości tego wolnego wybiegu.

Z pierwszego zdania wpisu można wnioskować, że zakupy jajek to dla mnie rzadkość.
Zgadza się, generalnie dostawcą jajek jest nasza córka, która wraz z mężem prowadzi farmę, znaczy hobby-farmę, ale przy okazji może kupić jajka od sąsiadów.
Według relacji córki, kury na tej farmie mają bardzo dużą swobodę ruchu.

Przemysłową hodowlę kur widziałem tylko raz i wspomnienie tego widoku i zapachu mdli mnie do dzisiaj.

Natomiast na farmie córki...


Hobby-farma naszej córki jest zdominowane przez konie, wygląda to jak na powyższym obrazku. Konie w akcji - TU.

Kilka lat temu na farmie pojawiły się byczki - steers - czyli wykastrowane, hodowane na mięso.
Ich hodowla trwa trochę ponad rok. Nie jest ich więcej niż 4-6.


Cały ten czas żyją na świeżym powietrzu, mają swobodę poruszania się na kilku hektarach łąk,  przybierają na wadze około 400-500 kg.

Któregoś dnia na farmę przyjeżdża rzeźnik. Byczki bez większych obaw przychodzą do jego samochodu - KONIEC.

Co innego krowy na farmie sąsiada.
Jest to farma mleczna więc od czasu do czasu zdarza się cielak.

Tu przypomniała mi się wizyta ze znajomym na farmie bydła. 
Znajomy był z zawodu weterynarzem, w Melbourne, czyli ptaszki i kotki. 

Najbardziej zapamiętałem zapłodnienie krowy.
Weterynarz nałożył rękawicę, taką długą, na całą rękę. Wysmarował ją jakimś kremem, wziął w dłoń pojemnik z "nasieniem" i wcisnął całą rękę krowie pod ogonem. 
Krowa ruszała się niespokojnie...
- Trzeba bardzo uważać - tłumaczył nam weterynarz - jak krowa rzuci się gwałtownie, to może złamać weterynarzowi rękę.
Weterynarz wycisnął we wnętrze krowy to co miał do wyciśnięcia, a ja, kolejny raz stwierdziłem, że hodowla to nie jest zajęcie dla mnie.

Około 9 miesięcy później natura znowu pokazuje swoją pawdziwą naturę - poród.
Oglądałem go na farmie sąsiada naszej córki.
Farmer, dość siłowo, unieruchomił krowę, wcisnął w nią rękę i założył pętlę na nogę nienarodzonego jeszcze cielaka. Kopnął lekko krowę żeby ruszyła do przodu i... rodzimy...

Chwilę później krowa wylizała swoje dziecko poczym zjadła swoje łożysko - KLIK.

Smacznego...

Oooops, pospieszyłem się.
Farmer poinformował nas, że krowy karmiące cielęta musza być zaganiane na noc do obory.
Powód - świeżo ssane krowie sutki to ulubiony smakołyk lisów.
Niestety po takiej degustacji, krowę trzeba zabić żeby zaoszczędzić jej cierpień

Na zakończenie - sielanka.

Córka kupiła kilka owieczek, do ścinania trawy, potem dokupiła barana, ani się spostrzegliśmy, a tu rodzina się rozwija...

Sunday, October 24, 2021

Niedzielne spojrzenie

 Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak, Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. A słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!» Wielu nastawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: «Synu Dawida, ulituj się nade mną!»

Jezus przystanął i rzekł: «Zawołajcie go». I przywołali niewidomego, mówiąc mu: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa.

A Jezus przemówił do niego: «Co chcesz, abym ci uczynił?»
Powiedział Mu niewidomy: «Rabbuni, żebym przejrzał».
Jezus mu rzekł: «Idź, twoja wiara cię uzdrowiła». Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Ewangelia św Marka 10: 46-52

Tę samą sytuację, w ten sam sposób, opisuje Ewangelista Łukasz 18: 35-43.
Bardzo podobną sytuację opisuje Ewangelista Mateusz 9: 27-31.

We wszystkich trzech wersjach Jezus wypowiada słowa - twoja wiara cię uzdrowiła.

Wyznam, że wierzę w możliwość uzdrowienia przez wiarę chociaż odnoszę to raczej do przypadków chorób postępujących. Uważam, że możliwości samoobrony ludzkiego organizmu są ogromne.
Prawie rok temu już o tym pisałem - KLIK.

Można też spojrzeć na to z innej strony.
Kilka lat temu, mój znajomy przekazał mi materiały z konferencji na temat Religia i medycyna.
W artykule wstępnym zarzucono Jezusowi, że swoimi słowami o sile wiary, opóźnił o kilkaset lat rozwój medycyny. 

Jednak dzisiaj jakoś trudno mi się skupić na religijnych rozważaniach.

Zamiast tego skorzystałem z daru wzroku i rozejrzałem się po okolicy...

Kolejka do fryzjera (w sobotę).
W czwartek rozluźniono u nas znacznie restrykcje. Między innymi zezwolono na otwarcie zakładów fryzjerskich - wewnątrz może przebywać 5 osób.

Kościoły jednak nadal zamknięte, w dzisiejszej mszy uczestniczyłem zdalnie.
Natomiast zezwolono na wizyty. Tu mam mieszane uczucia. Kilka godzin temu zadzwonił do nas syn informując, że jego szwagierka złapała Covid. Nie spotkali się z nią osobiście, ale spotkali się z jej mężem. W związku z czym cała rodzina do kontroli. W poniedziałek dowiemy się jakie będą rezultaty testów.

Lepiej popatrzeć co nam przed domem wyrosło...

Thursday, October 21, 2021

Słowo do słowa

To było tak... mała dziewczynka, półsierota.
Matka zmarła podczas porodu. Ojciec, nie bardzo mając co z córką zrobić, zabiera ją do pracy gdzie dziewczynka siedzi pod stołem, na którym pracuje jej ojciec i kilku leksykografów.


Powyżej miejsce pracy - Scriptorium - i szef projektu - dr James Murray.

Któregoś dnia ze stołu spada zapisana karteczka, dzieczynka łapie ją w locie i zanosi do domu.
Tam, z pomocą służącej odczytują - bondmaid.
Co to znaczy? - pyta 6-letnia Esme - to jest dokładnie to czym ja jestem - odpowiada służaca -Lizzie.
Esme chowa karteczkę do swojej walizeczki.
Z czasem dołączają do niej inne kartki, słowa usłyszane przez Esme w środowiskach,  które niekoniecznie są reprezentowane w Oxford Dictionary.

W ten sposób powstaje...


Bardzo sypatyczna i wzruszająca fikcyjna opowieść.

Oxford Dictionary - KLIK - monumentalne dzieło. 
Początek - rok 1879. W roku 1885 wydrukowano pierwsze dwa tomy - litery A i B - brakowało w nich słowa bondmaid.
Całość zakończono w 1928 roku (43 lata).

Projekt inspirował kilka książek - właśnie czytam jedną z nich - 


Autor na wstępie składa hołd wielkim umysłom Anglii lat 1850. Według niego była to kumulacja intelektu niemożliwa w żadnym innym kraju.

Być może... przyznaję że historia powstania Oxford Dictionary była bardzo ciekawa, ale...

Co na to Polacy, nie gęsi, co swój język mają?

Zajrzałem do Wikipedii - KLIK - a tam...
 6 słowników opracowanych w średniowieczu a potem Słownik Lindego opracowany w czasach Księstwa Warszawskiego. I conajmniej 6 słowników opracowanych później

Że też nie dotarła do mnie żadna książka  opisująca to w sposób interesujący normalnego zjadacza chleba?