«Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok».
Potem, usiadłszy naprzeciw skarbony, przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz.
Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie».
Ewangelia św Marka 12 38-44
Bardzo znana Ewangelia, słyszałem ją setki razy.
Za każdym razem wszelkie komentarze były pochwałami ubogich wdów.
Wdowy w liczbie mnogiej bo w pierwszym czytaniu (Księga Królewska 17 10-16), prorok Eljasz bardzo stanowczo domaga się od biednej wdowy, aby przyniosła mu chleba i wody przed zaspokojeniem własnych potrzeb.
Dlatego zaskoczył mnie nieco komentarz w naszym biuletynie parafialnym, który ograniczył się do pierwszych linii Ewangelii:
"Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy...."
Pogrubienie moje.
Autor komentarza w biuletynie, zamiast zachwycać się ubogą wdową, stwierdza iż była ona ofiarą prania mózgu i bezlitosnej eksploatacji.
Zalecenie - rozejrzyjcie się po swojej parafii - poszukajcie tych, którzy potrzebują pomocy, nie tych, którzy dadzą większe datki.
Praktyka...
Po pierwsze, nasza parafia zlokalizowana jest w dość dobrze sytuowanej dzielnicy więc ubogich, po prostu nie stać na zamieszkanie tutaj.
Wyjątkiem jest kilkadziesiąt mieszkań socjalnych.
Biuro parafii powiadamia, że chętnie pomoże osobom w potrzebie.
Po drugie, w naszej parafii nie zauważam żadnego nacisku na parafian żeby dawali więcej. Nie jestem całkiem pewien czy w parafiach prowadzonych przez polskie zakony jest tak samo.
Po trzecie, żadna z osób korzystających z mieszkań socjalnych nie kontaktuje się z parafią natomiast wiele z nich zgłasza się po pomoc do "mojego" Stowarzyszenie św Wincentego.
Większość tych osób traktuje tę pomoc jako regularny dodatek do pomocy otrzymywanej od państwa.
Po czwarte, poprzedni punkt przedstawia raczej sielankowy obraz, australijska rzeczywistość nie jest aż tak łagodna.
Jest wiele tysięcy bezdomnych, często spotykam żebraków, w tv oglądam regularne apele o pomoc dla zaniedbanych dzieci.
Oczywiście powraca pytanie - na ile ci ludzie są sami winni swojej biedy?
I poczucie niepewności - czy to jest w porządku?















