Tuesday, January 7, 2025

2025

 Rok 2025 - 
Kilka dni temu dowiedziałem się, że jest trochę nadzwyczajny - liczba 2025 to kwadrat liczby 45.
Średnio wydarza się coś takiego dość rzadko - ostatni raz było to w roku 1936 (44x44), następny raz wydarzy się w roku 2,116 (46x46).

Rok 1936 był według mnie brzemienny w wydarzenia:
- rozpoczęła się wojna domowa w Hiszpanii - test faszyzmu i komunizmu.
- odbyła się Olimpiada w Berlinie - demonstracja sukcesów faszyzmu.
Sprawy unormowały się nieco dopiero ponad 50 lat później.

Rok 2025 zaczyna się na nieco niepewnym gruncie:
- Polska - nie wiadomo kto rządzi, kto sądzi a kto będzie siedział.
- Ukraina - nastąpi JAKIEŚ rozstrzygnięcie.
- USA - prezydent Trump czymś zaskoczy.
- kryzysy polityczne w Korei Południowej, Gruzji, Syrii i jeszcze kilku krajach.

P.S. Wszystko o liczbie 2025 TUTAJ.

Saturday, January 4, 2025

1%


Sobota - czwarty dzień roku, czyli właśnie mija już 1%.

Jak mija?
Wczoraj już życie nabrało życia - przyszli do nas goście.
Jedna pani tak się przejęła, że przyszła godzinę za wcześnie.
Stąd praktyczny wniosek - gdy kogoś zapraszasz to nie używaj ogólnych sformułowań typu - przed szóstą, na szóstą ale możesz przyjść trochę wcześniej itp.
Przedwczesna gościnia miała mocny argument - ja tu sobie zapisałam w notesiku, że na piątą!
Dla mnie to kolejna wskazówka - nie wystarczy powiedzieć, warto potwierdzić sms-em żeby nie być zdanym na łaskę czyjegoś notesika.

OKRUTNY jestem :(((

Od wczoraj promienie słońca zaczęły zmieniać się w ciepło.
Wkrótce po przybyciu gości trzeba było włączyć klimatyzację, ale idąc spać wyłączyliśmy ją otwierając w zamian drzwi i okna na przestrzał.
I tak to wyglądało dziś rano...


Temperatura 22C - ostatnia szansa na wygodny spacer.
Tym razem nie rozglądałem się za rozmodloną Angielką,  zmarszczyłem brwi i poszedłem w najbardziej zacienioną uliczkę.


Zwróciłem uwagę na te puchate figury na gałęzi - szyszki to czy gołębie?
Piekielny krzyk kolorowych papug, które śmignęły mi między uchem a ramieniem przywołał m.nie do rzeczywistości.
Rozejrzałem się za twarzą zwierzęcia, z którą miałem nadzieję pogadać w wigilijny wieczór - nie mogłem znaleźć.
Ale jednak OKO natury mnie obserwowało...


Które bardziej?
To płaskie, szeroko otwarte, czy to w cieniu, przysłonięte liśćmi?

Wystarczyły dwa kroki bez ochrony cienia i odechciało mi się spaceru.
Wróciłem do domu, zaryglowałem drzwi i okna i zasiadłem do komputera.

Najpierw codzienny rytuał - Wordle - to już 678 raz, wkrótce zaliczę drugi rok.
Dzisiejsze hasło:
Jakże słuszne.
A jednocześnie pokazuje jak ja sobie potrafię komplikować życie - przecież ja miałem już po 3 krokach rozwiązanie przed nosem!

I tak, na luzie, rozejrzałem się po szerszym świecie.

Żeby nie zasklepiać się w sobie spojrzałem na odległą mi, ale przecież niezwykle istotną dziedzinę - aborcje.

W ubiegłym roku był to bardzo istotny temat w życiu społeczno-politycznym Polski. Zaszumiało trochę na ten temat w USA - w sumie wygląda na to, że w większości krajów sprawa funkcjonuje w zadowalający sposób - czyli właściwie jak?
 Ano TAK - KLIK.

77 milionów aborcji rocznie, znaczy 200,000 dziennie, znaczy w tym roku już ponad pół miliona.

O dziwo jakoś nie poczułem z tego powodu radości ani satysfakcji.
Generalnie jestem zdania, że rodzice powinni mieć prawo decyzji o losie ciąży, ale jednak ich decyzja powinna być wsparta medyczną i psychologiczną konsultacją.
Jednak te LICZBY mają MOC.
Pomyślałem sobie, że te wszystkie prawa kobiet, troska o planetę, wartości ludzkie i ponadludzkie, wiele odcieni patii - to jest cudowne!!!
Ale ludzie - na miłość boską ( a nawet szatańską) - zastanówcie się trochę gdy się PIEPRZYCIE!11

Thursday, January 2, 2025

Drugi krok

 Drugi dzień Nowego Roku, znaczy stoję dwoma nogami na stabilnym gruncie.
Jeszcze raz dziękuję czytelnicz(k)om za piękne życzenia.

Krótki przegląd ostatnich dni.
Sylwester - przyłożyłem głowę do poduszki jeszcze przed 10. i odpoczynku nie zakłóciły fajerwerki ani z Sydney ani z Melbourne :))
1 Stycznia - słoneczny ranek.
A wkrótce dodatkowy błysk słońca - nasza wnuczka Sabina, wracając do domu  z Sylwestrowej zabawy, wpadła do nas na śniadanie ...

Pogoda była słoneczna i piękna, wybrałem się na spacer, krótki, krótszy nawet od tego niedzielnego, który podprowadził mnie pod drzwi natchnionej Angielki.

Mój spacer zakłócił jakiś samochód... niby wszystko normalne - mały samochód, za kierownicą kobieta - taka jest właśnie nasza sąsiadka na drugiej ulicy, ale to był inny samochód - czarny volkswagen i inna kobieta - tak to była pani, która modliła się za mnie w ostatnią niedzielę.
Pomachała mi przyjaźnie - dużo zdrowia... to ja Debra.

I pojechała.
Rzeczywiście - podczas pierwszego spotkania przedstawiła mi się jako Debra.
Debra - znaczy Deborah - w Biblii jest to hebrajska kapłanka i prorokini zamieszana w masowy mord oryginalnych mieszkańców terenów Palestyny i Izraelu.

Oj mam nadzieję, że będę mógł oddychać spokojnie bez mieszania się w jakieś wojny czy inne awantury :)

Dzisiaj - pierwszy dzień powszedni - na ulicy zauważyłem...



Monday, December 30, 2024

XPray

 Już myślałem, że na dobre postawiłem krzyżyk na tegoroczne Święta a tu wczoraj dołączył nowy element.

Pogoda była piękna, czyste niebo, słońce ale tylko dla podtrzymania nastroju, temperatura 24C.
Nic dziwnego, że wkrótce po powrocie z niedzielnej mszy wybrałem się na spacerek.

Najkrótsza z moich okołodomowych spacerowych tras, trochę ponad pół godziny spaceru.
Chodziłem tą trasą już wiele razy i moją uwagę zwróciły kilka razy śpiewy dochodzące z jednego z mieszkań.
Zauważyłem, że przed drzwiami często siedzi na krzesełku starszy pan, czasami jakaś młodsza kobieta przynosiła mu coś do picia. Doszedłem do wniosku, że to może córka mieszka z ojcem wymagającym opieki.
Jak to tutaj w sąsiedztwie bywa za każdym razem machaliśmy sobie przyjaźnie rękami.
Dość często słyszałem jakieś odgłosy muzyki dobiegające z tego mieszkania, ale kilka tygodni temu usłyszałem bardzo donośny, piękny śpiew. Kobiecy głos, może nawet dwa. To brzmiało jakoś naturalnie, nie jak z radia czy telewizora. Przed drzwiami nie było nikogo.

Wczoraj oboje lokatorzy byli przed drzwiami, pomachaliśmy do siebie a ja celowo zwolniłem żeby mieć szansę spytać o te śpiewy.
Przyniosło skutek, pani podeszła do mnie, zauważyłem, że jest całkiem przystojna, spytałem o śpiewy.
- A tak, to pewnie śpiewaliśmy psalmy.
Z kolei ona spytała mnie o zdrowie i oczywiście wspomniałem o wizycie w szpitalu.
Zastanowiła się chwilę... a czy mogę się za ciebie pomodlić?
Pasowało mi to jakoś i do tej pogody i do niedzielnego nastroju, zgodziłem się z uśmiechem.

Pani położyła mi dłoń na ramieniu,  otworzyła szerzej i tak szerokie oczy i zaczęła...
"Boże, który przyprowadziłeś tego człowieka na ten świat, który troszczyłeś się o jego byt w łonie matki, który...  ... nie pozwól mu teraz utracić sił i zdrowia..."
Przymknąłem oczy - niezwykle silny, czysty głos. Do tego piękny angielski akcent, i mocne słowa wypowiadane w bardzo kategoryczny sposób.

To musi KTOŚ usłyszeć - pomyślałem. 

Zwróciłem uwagę na dłoń spoczywającą na moim ramieniu.
Czułem, że to jest przyjazna dłoń, ale nie czułem przepływu energii.
Tu wspomnę, że w naszym kościele jest jeden parafianin, który czasem dotyka mnie przyjaźnie po plecach i czuję jak z jego dłoni płynie do mnie ciepło.
To potrafi jeszcze nasza najmłodsza wnuczka.

Pani skończyła modlitwę,  zdjęła dłoń z mojego ramienia, zauważyłem że mam spore łzy w oczach. Podziękowałem i wróciłem do domu oddychając głęboko.

Na obiad przyszedł do nas gość - nasz ksiądz proboszcz.
Bardzo sympatyczny, porozmawialiśmy przyjacielsko, przypomniał, że parafia może nam pomóc w wielu praktycznych sytuacjach.
I tak wizyta się zakończyła a mnie naszło pytanie:
- dlaczego ksiądz nie zaproponował mi błogosławieństwa?
To jest bardzo powszechne zachowanie w przypadku spotkania z osobą chorą.
Ksiądz wie, że mój stosunek do wiary jest bardzo sceptyczny, wie że nie przyjmuję komunii, ale tu sytuacja była specyficzna.

A może ksiądz poczuł, że ktoś już się za mnie w tym dniu modlił?
A czy ta pani modliła się do tego samego Boga?

Saturday, December 28, 2024

XHome

 Sobota, 28/12 - południe - jestem w domu :)

Tytuł wpisu nawiązuje do wpisu poprzedniego - postawić krzyżyk na te Święta.

Dla porządku kilka wyjaśnień zdrowotnych...

Na początku grudnia sygnalizowałem spore zmęczenie, które nie odchodziło. Nie pomagało nawet wyprowadzanie go na spacer.
Widocznie tego było mało bo dołączył jeszcze brak tchu.
W rezultacie w przedwigilijną noc nie spałem gdyż musiałem mocno się wysilać przy każdym wdechu.
Na tym wdechu zadzwoniłem do "Nurse-on-Call" a ona poleciła mi natychmiast skontaktować się z lekarzem rodzinnym (w zapasie było zawsze wezwanie pogotowia, ale wolałem sprawdzić prostsze opcje). 
Lekarka przyjęła mnie już za pół godziny, osłuchała płuca, kategorycznie zaleciła nie ruszać się z krzesła i zadzwoniła po pogotowie.
Przed przyjazdem pogotowia zdążyłem zadzwonić do żony żeby przygotowała mi torbę w potrzebnymi rzeczami.
Pogotowie było na tyle uprzejme, że zajechało pod nasz dom (dystans 300 m) i pozwoliło mi wstąpić do domu pożegnać się z żoną i zabrać rzeczy. Natomiast zdecydowanie nie chcieli doprowadzić do domu naszego samochodu.

Wybrałem wizytę w szpitalu państwowym (oszczędność A$500). To zresztą doradzili mi pracownicy pogotowia - jak izba przyjęć zdecyduje, że wymagasz pobytu w szpitalu to możesz zażądać umieszczenia w szpitalu prywatnym.
Izba zdecydowała, że wymagam a ja już niczego nie zmieniałem.

W tej sytuacji Rodzina spędziła Wigilię beze mnie, ale połączyli się ze mną i odśpiewaliśmy razem kilka kolęd.

No oddziale kardiologii było tak...


Dostałem jednoosobowy pokój, zauważyłem, że ponad połowa pokoi była pusta.
Diagnoza - woda w płucach, przyczyna - niewydolność serca.

Akcja - tabletki na spędzenie wody, ograniczenie konsumpcji płynów do 1.5 litra dziennie - dla mnie to raczej norma chociaż ostatnio może piłem nieco więcej.
Jeśli to zadziała to wypuszczą mnie do domu z zaleceniem wizyty u kardiologa, którego powiadomią o moim przypadku.

Zadziałało - wypędziłem z siebie sporo wody, która jakoś podstępnie zbierała się we mnie - wprawdzie zauważyłem że puchły mi stopy, ale pomyślałem, że zbadam tę sprawę po świętach. Nie zdawałem sobie sprawy, że równocześnie mocno przybierałem na wadze - teraz w dwa dni straciłem 5.5 kg i wróciłem do norny
Tu zalecenie - ważyć się codziennie i zapisywać wynik.

Żeby nie być gołosłownym załączam kilka szpitalnych zdjęć...

Odżywianie - porcje były malutkie, ale mnie to wystarczało.
Poniżej - wczorajszy obiad...


To było całkiem smaczne chociaż jarzyny nieco rozgotowane i oczywiście wszystko małosłone (ale gulasz był całkiem dobrze doprawiony).

Porcja lekarstw - te różowe brałem regularnie,  czarne to multivitamina, dodali to białe - na odwodnienie.


W pierwszy dzień Świąt odwiedziły mnie dzieci i wnuki. 
Wnuczka - Sabina - przyniosła Xmas Cracker czyli petardę świąteczną - wygrałem koronę... 



Byłem chyba najbardziej ruchliwym pacjentem, przy okazji odkryłem niewielki wybieg na świeże powietrze...


Niestety powietrze nie było zbyt odżywcze, chyba w pobliżu był wylot instalacji klimatyzacyjnej.
Temperatury były zmienne - I dzień świąt - 33C, drugi - 36C, piątek - 18C.

Była również "knihobudka"...


Ale przywiozłem lekturę ze sobą - wyjątkowo dobrze dobraną lekturę - wchodzenie w zawód lekarza specjalisty w Australii. Może to ta lektura wywołała wilka z lasu?

Dzisiaj koło 11. żona odebrała mnie ze szpitala i pojechaliśmy do supermarketu dokupić owoców - mogę już chodzić bez zadyszki.

Wszystkim czytelnikom tego blogu dziękuję za troskę i miłe słowa.
Życzę.... nadal ZDROWIA - również na Nowy Rok.

Thursday, December 26, 2024

XHos

 Dwa dni myslalem jak zatytulowac ten wpis bo swieta spedzam w szpitalu a wiec nie jest to XMas.

Jakos nie mobilizuje mnie to do pisania czy komentowania wiec przez kilka dni bede siedzial cicho, ale Moze jeszcze w tym Roku sie odezwe.

Zycze wszystkim ZDROWIA.

Sunday, December 22, 2024

Przedświąteczne migawki

Ostatnia niedziela Adwentu a już pojutrze Wigilia.

Moje ostatnie relacje pokazują, że czekamy na tegoroczne Święta bez entuzjazmu i brak nam sił i energii żeby się do nich jakoś specjalnie przygotowywać.

Ograniczę się zatem do najbliższej okolicy.

Bardzo skromne dekoracje świąteczne przy pobliskich domach...


====

To było kilka dni temu, od tego czasu długość dnia wzrosła wczoraj do maximum - 14:47:24, a dzisiaj mogliśmy już spać 1 sekundę dłużej.
Temperatury nie są takie systematyczne - w ostatni poniedziałek przypiekło do 42C, na szczęście w nocy dość szybko się schłodziło i tak się schładza systematycznie przez cały tydzień - jutro ma być w Melbourne - min 11C, max 18C, w górach paręset kilometrów od Melbourne ma spaść śnieg :)
Ale już w czwartek ma się podgrzać do 38C.

Dzisiaj odwiedziliśmy kościół blisko centrum miasta gdyż w południe odprawiane są tam msze w języku polskim, okazja spotkać przedświątecznie sporo znajomych.
Ale już nie tak sporo...

Dekoracje pokazują scenariusz na najbliższe dni...


Natomiast na sąsiedniej malutkiej ulicy...

Twarz zwierzęcia w drzewie...

Może odwiedzę je w wigilijną noc - może mi coś powie?

Czytelnikom tego blogu dziękuję bardzo za obecność i życzę aby okres Świąt przyniósł Wam wiele satysfakcji i radości.