Wednesday, May 12, 2021

2+4+(2x2)+8+176=Mozart

 Na początku były DWA fortepiany


Potem zaczęły po nich biegać CZTERY ręce.

A potem była zmiana i po DWIE ręce biegały po DWÓCH fortepianach.

A potem były dwie zmiany i było OSIEM rąk i dwa fortepiany.


A cały czas - 176 klawiszy - słowo Zawiszy.

To wszystko na wczorajszym (wtorek) koncercie z cyklu Mostly Mozart.

Oryginalnie Mozartowskie były dwie sonaty, prócz tego kilka transkrypcji fortepianowych jego innych utworów.

Najbardziej spodobał mi się, mało spodobał, wzruszył mnie, pierwszy punkt programu - Sonata D-dur na 4 ręce - KLIK.

W.A. Mozart opublikował ją w 1772 roku, ale prawdopobnie napisał znacznie wcześniej i wykonywał wraz z siostrą Nanerl podczas koncertowej podróży po Europie (Wolfgang miał wtedy 7 lat, Nannerl 11).

To był poranny koncert więc jeszcze zdążyliśmy odebrać wnuczęta ze szkoły a wieczorem zjeść razem z nimi obiad. Chyba towarzyszyła nam radosna aura tego koncertu gdyż wnuczęta dostosowały się i ujęły nas swoim dowcipem i łagodnym, bratersko-siostrzanym, przekomarzaniem się.

7 comments:

  1. Cieszę się spędziliście taki miłe, rodzinne chwile...
    I czytając Twój wpis przypomniało mi się, że moja młodsza córka też brała udział w takich koncertach. Grali nawet na 12 rąk (3 osoby przy dwóch fortepianach)... Jej nauczycielka fortepianu pani König z St. Georgen prowadziła takie zajęcia w szkole muzycznej. Podobno niełatwo...
    Do dziś pamiętam jak grali “Rondo Irish Air” Johanna B. Cramera... I czasami, gdy patrzę na puste pianino w pokoju, trochę mi żal, że córka wybrała przyszłość programisty a nie muzyka...Pzdr

    ReplyDelete
    Replies
    1. 6 dłoni na jednej klawiaturze?
      Ależ to musiało być ciasno. Barenboim chybaby się nie zmieścił.
      Ale zawód pianisty - to bardzo wąska ścieżka, to można kontynuować dla przyjemności - wszak po to jest muzyka.
      Pozdrawiam.

      Delete
    2. Szczupli pianiści (Pianistki):-)

      Delete
  2. Brawo, brawo! Aż Ci zazdroszczę. U mnie otwarcie sal koncertowych i operowych dopiero 28 maja.

    ReplyDelete
  3. To musialo byc nadzwyczajne przezycie, istna uczta duchowa !
    Bardzo zazdroszcze.
    Ciesze sie iz miales okazje slyszec i widziec bo po sobie wiem jak koncerty na zywo poprawiaja psychike.
    W piatek ide na wlasny koncert, beethovenowski, co tez bedzie uczta ale bardzo chetnie uczestniczylabym w Twoim.

    ReplyDelete
  4. @Delu @Serpentyna - jestem pewien, że to jest pozytywna "zazdrość".
    Życzę wielu podobnych doświadczeń.
    Pozdrawiam.

    ReplyDelete
  5. A juz myslam ze to jakas matematyczna lamiglowka.

    ReplyDelete