Krzyknąłem ostrzegawczo, chyba wystarczająco głośno gdyż kilka osób zwróciło na mnie uwagę, ale nie adresatka okrzyku.
Niestety wkrótce doszła do końca parkingu, wyszła na chodnik i pospieszyyła w dół ulicy - nie miałem szans.
Oglądam czasem w tv Hard Quiz, program, w którym występuje 4 zawodników, każdy z nich odpowiada głównie na pytania z wybranej przez siebie dziedziny.
Niestety te wybrane dziedziny są w większości przypadków zupełnie mi obce, ale czasami w tej obcości trafia się coś nieprawdopodobnego.
Tydzień temu takim obcym mi tematem było kakapo - słyszał ktoś taką nazwę?

By Department of Conservation - , CC BY 2.0, Link
Wrażenie zrobiła na mnie ta smutna twarz, może to świadomość długowieczności - 90 lat.
Oczywiście google i wikipedia zrobiły ze mnie w 2 minuty eksperta - KLIK.
Jednak jedna rzecz poruszyła mnie.
Proszę obejrzeć tę scenę - KLIK.
W terminologii angielskiej to jest mating, konkretnie, mating with a head.
Jak to przetłumaczyć na polski - spółkowanie z głową?
Tu nie ma przenośni, z głową nie oznacza robienia czegoś rozumnie, ale dosłownie - to ptaszydło wali podbrzuszem w głowę.
W quizie, ale poza konkursem, wspomniano, że nowozelandzcy biolodzy wpadli na pomysł żeby to zachowanie wykorzystac do zbierania nasienia samca i używać je do zapłodnienia samic. Skonstruowali w tym celu specjalny hełm.
Niestety, a może na szczęście, pierwsze próby były nieudane, gdyż osoba, na której głowie odbywała sie ta orgia, doznała wstrząsu mózgu.
Muszę wyznać, że to zatrzęsło moim poczuciem co jest naturalne, zgodne z naturą.
Jakoś tegoroczne liturgie mieszają mi umysł.
2020 to w cyklu liturgicznym jest rok C, dominują Ewangelie wg św Mateusza.
Mateusz Lewita, przedstawiony przez Bułhakowa w Mistrzu i Małgorzacie. Pasja wg św Mateusza to według mnie najlepsza z pasji J.S. Bacha, ale w tym roku jakoś liturgia mi nie pasuje.
No więc w niedzielę... uczestniczyliśmy jak co niedziela w wirtualnej mszy w pobliskim kościele. Potem zadzwoniła znajoma parafianka, że chciałaby przekazać mi dotację na Stowarzyszenie św Wincentego (jestem skarbnikiem). Wziąłem więc kijki i pomaszerowałem. Powietrze było balsamiczne.
Po powrocie i lunchu, jak łatwo zgadnąć, starszy pan zrobił sobie drzemkę. Na wszelki wypadek zostawiłem jednak włączone radio.
Przebudziłem się... w Raju.
Z radia dobiegała dobrze mi znana muzyka fortepianowa J.S. Bacha.
Dobrze mi znana, ale moja świadomość odrzucała wszelkie informacje i skojarzenia - poza muzyką nie istnialo nic.
Po kilku minutach prezenterka przerwała, rozpoznałem utwór, raj się skończył.
To były Wariacje Goldbergowskie J.S. Bacha - Aria i Wariacja 1 - KLIK - uwaga: to wykonanie Glena Goulda, ale ta aria słyszana w raju była lepsza.
Na dowód całkowitego powrotu na ziemię podam parę faktów.
Wariacje napisał J.S. Bach na zamówienie hrabiego Keyserlinga, Niemca z Kurlandii, ambasadora Rosji w Polsce.
Napisał w roku 1741, czyli to było na dworze Augusta III Sasa.
Hrabia Keyserling cierpiał na bezsenność i zatrudnił klawesynistę, urodzonego w Gdańsku, Jana Goldberga, żeby mu grał do snu.
Przebywając w Dreźnie, Keyserling usłyszał o talencie J.S. Bacha i zamówił u niego muzykę dla swojego klawesynisty.
Minęło kilka lat i Keyserling przyłożył się wydatnie do koronacji Stanisława Poniatowskiego na króla Polski i przygotowania gruntu pod rozbiory, szczególnie rosyjski.
Więcej TUTAJ.
Na marginesie przypomnę, że w roku 1747 J.S. Bach napisał Musikalische Opfer dla Fryderyka Wielkiego .
Tak się złożyło, że rozbiorcy Polski i ich ambasadorowie mieli dobry gust muzyczny.
Emu, jak każdy zapewne wie, to australijska odmiana strusia.
Traktujemy go tutaj na tyle poważnie, że figuruje na australijskim herbie narodowym (ten po prawej :)

Kopia z wikipedii - Link
Już drugie zdanie tego wpisu może rodzić pytania: rodzaj męski czy nijaki? Ten emu czy to emu?
Słownik języka polskiego, jak struś, czyli stosownie do sytuacji, chowa głowę w piasek - oba rodzaje dopuszczalne.
Zacznę od wojny z a dokładniej - przeciw emu.
Podczas suszy w 1932 roku tysiące emu przywędrowały żyzne tereny na południu Zachodniej Australii i zaczęły pustoszyć tamtejsze farmy zbożowe. Ich ilość przekraczała 20,000. Farmerzy poprosili rząd o interwencję.
Rząd przysłał wojsko z dwoma karabinami maszynowymi i 10,000 sztuk amunicji. Wojsko otrzymało dodatkowe zadanie - przywieźć 100 skór z ubitych zwierząt, na pióra do wojskowych kapeluszy.
Po kilku dni operacji wojennych i wielu wystrzelonych pociskach efekt był niewielki - kilkanaście sztuk. Komentatorzy stwierdzili, że emu są mistrzami w unikaniu trafień.
Efekt 8 dni kampanii - wystrzelono 2,500 pocisków, zabito około 50 ptaków.
W obliczu negatywnych opinii mediów (odstrzał naszego narodowego symbolu) kampanię odwołano.
Brak danych czy zebrano jakieś pióra do kapeluszy.
Dużo bardziej skuteczne okazały się płoty - patrz poniżej...
.. oraz odstrzał przez prywatnych kontraktorów.
Dokładna relacja TUTAJ.
I przez prawie 90 lat było cicho aż dzisiaj...
Dzisiaj, w dzienniku telewizyjnym ABC, zaprezentowano jak nazwę naszego symbolu narodowego wymawiają obywatele USA - otóż mówia oni; ii-mu - KLIK.
Australijska wymowa poparta przez brytyjskie słowniki, to i-miu - KLIK.
A wymowa polska?
P.S. Słowo emu pochodzi z arabskiego i zostało przejęte przez Portugalczyków.
Informacja z aborygeńskiej perspektywy TUTAJ.
Na szczęście nie na moim podwórku, ale u sąsiadów...
I jeszcze migawka kangurów w akcji... MIG.
A ludzie?
Ostatni raz wychyliłem nos z domu w piątek, głównie po to żeby w pobliskim parku przemaszerować z kijkami prawie godzinę - to był trzeci etap mojego 7-kilometrowego pseudo-maratonu.
Ludzie? Widziałem z daleka.
Teraz czekam aż skończą mi się lekarstwa, bo to zmusi mnie do wyjścia do apteki.
Sierpień w stanie Wiktoria to powinna być: hu-hu-ha, nasza zima zła - a tymczasem rozpieszczały nas bardzo łagodne pogody.
Do dzisiaj, bo dzisiaj kamery w pobliskich, 150 km od Melbourne, górach zanotowały...
W najbliższą sobotę miał być rozegrany w Falls Creek międzynarodowy maraton narciarski Kangaroo Hoppet - KLIK.
Oczywiście nie zostanie i to niespodziewanie oznacza szansę dla mnie.
Wyścig przeniesiono w wirtualną rzeczywistość, odbędzie się w formacie do it your way, czyli na rowerze, biegiem lub spacerem, gdzie chcesz, kiedy chcesz.
Nadal będą do wyboru 3 dystanse - 42 km, 21 km, 7 km, z tym, że ze względu na restrykcje - maksymalny czas spaceru to 1 godzina - można wyścig zrobić na raty.
Czyli - wchodzę do gry...
Konkurencja: 7 km , spacer z kijkami.
Mój poprzedni występ odbył się w 2009 roku, a przedtem bywało tak...
.. albo tak..
A na mecie , tak..
Wyznam, że te wspomnienia milsze mi niż tegoroczna szansa.
Na pocieszenie polecam narciarstwo w Nowej Zelandii w rytmie rosyjskiego rap'a - KLIK.
Rosjanie w czarnych strojach.
Staram się umieszczać wpis w każdą niedzielę, ale tym razem za dużo tych rocznic zgromadziło się dzień po dniu więc odroczyłem.
Wspomnę jeszcze jedną, najokrąglejszą, którą przegapiłem - otóż 500 lat temu, 1 sierpnia, urodził się ostatni król dynastii Jagiellonów - Zygmunt II... drugie imię nadano mu zapewne ze względu na dzień urodzenia.
A co gdyby urodził się dzień wcześniej?
Czy też nadanoby mu imię rzymskiego cezara?
Zygmunt II Juliusz... może wtedy losy dynastii potoczyłyby się inaczej?
Dosyć tego odwlekania, trzeba wyznać prawdę... wczorajsze czytania liturgiczne wywołały w mojej głowie taki zamęt, że nie czułem się na siłach podjąć ten temat.