Showing posts with label wirus. Show all posts
Showing posts with label wirus. Show all posts

Wednesday, August 18, 2021

Polska szczepionka

 Polska sprzedała Australii około 1 milion dawek szczepionki Pfizer - KLIK.


Na powyższym zdjęciu urzędnik w kamizelce z flagą Australii pilnuje załadunku towaru.

Komunikaty rządowe o szczepieniach antycovidowych w Australii przypominają mi wieloletnie relacje o stabilizacji sytuacji politycznej w Afganistanie.
Mam nadzieję, że wkroczenie szczepionki odsprzedanej przez Polskę nieco popchnie sprawę do przodu.
Na marginesie - mam nadzieję, że Polska coś na tym zarobiła.
Na przeciwnym marginesie - mam nadzieję, że szczepionka nie jest przeterminowana.
Po środku... chyba Australijczycy polskiego pochodzenia powinni mieć pierwszeństwo do otrzymania tej szczepionki.

Fakty - wygląda na to, że w naszej okolicy nie ma problemu z zaszczepieniem się Astra-Zeneca. Nasz lekarz doradził nam szczepionkę Pfizer bo bierzemy leki na zmniejszenie krzepliwości krwi a poza tym cykl szczepienia się dwa razy jest w przypadku Pfizera krótszy niż dla Astra-Zeneca.
Tłem powyższych rozważań jest oczywiście dość komfortowa sytuacja zdrowotna w naszym stanie - przez ostatni tydzień średnio 20 zakażeń dziennie, brak zgonów.
Komfort ten wzmocniony jest powrotem drakońskich restrykcji - godzina policyjna, zakaz oddalania się na więcej niż 5 km od domu, zakaz odwiedzin, zamknięte restauracje, usługi i instytucje kulturalne.
Uwaga: kilkaset kilometrów na północ, w stanie Nowa Południowa Walia, sytuacja jest całkiem inna - grubo ponad 400 zakazeń dziennie, pojedyńcze przypadki śmiertelne.

Na początku wpisu wspomniałem Afganistan gdyż trudno o nim teraz nie wspomnieć.
Moja refleksja - 15 lat oszustwa. 
Jestem w stanie zrozumieć rok 2001, akcję USA przeciwko siłom al-Quaeda w Afganistanie. Jednak po interwencji USA w Iraku i powstaniu państwa islamskiego - ISIS, nie mieliśmy już w Afganistanie nic do roboty. 
Próby zbudowania tam politycznie poprawnego rządu i wspierającej go armii okazały się chorym majaczeniem, na którym tysiące osób zarobiło miliony dolarów poczym uciekło w krzaki pozostawiając setki tysięcy zdezorientowanych Afgańczyków, którzy jedyne wyjście widzą obecnie w ucieczce z własnego kraju.

Prezydent Afganistanu Ashraf Ghani uciekł z Kabulu z samochodami pełnymi pieniędzy. Wszystko, czego nie dało się zabrać ze sobą, pozostało na lotnisku – powiedział sekretarz prasowy ambasady Rosji w Kabulu Nikita Iszczenko: „Cztery samochody były wypełnione pieniędzmi, następną część pieniędzy próbowano wepchnąć do helikoptera, ale nie wszystko się zmieściło. A część pieniędzy leżała na pasie startowym”.

Sputnik Polska.

Odnoszę wrażenie, że Talibowie są zaskoczeni łatwością swojego zwycięstwa i obawiam się, że teraz w ich obozie zacznie się walka o władzę, na której obywatele Afganistanu będą tylko tracić.

Saturday, August 7, 2021

Koszykówka nerwówka

 Od czego tu zacząć?
No więc w czwartek, piątek i dzisiaj (sobota) nasz wnuk, który uczęszcza do szkoły baletowej, miał mieć półroczny występ (baletowy).

Dostać bilety na te występy to regularna loteria. 
Mojej żonie udało się dostać pojedyńczy bilet na występ czwartkowy więc dodatkowo dokupiliśmy bilet na "live streaming" na sobotę. 

W międzyczasie, już w czwartek, nasz rząd stanowy ogłosił kolejny, już szósty, lockdown.
Czwartkowy występ jeszcze się odbył, ale już po północy - zamknięte szkoły, teatry, ech... szkoda gadać.
Łudziliśmy się jednak nadzieją, że może szkoła wyemituje w sobotę nagranie z czwartkowego występu.

Sobota, godzina 14:00, pół godziny do "live streaming", na rozgrzewkę włączyliśmy telewizję.

Transmisja z Tokio - między Melbourne i Tokio jest tylko godzina różnicy więc wszystko idzie na żywo.
Akurat padło na finał koszykówki mężczyzn - USA - Francja.
Końcówka była wyjątkowo emocjonująca - różnica oscylowała między 10 a 6 punktów, jeszcze tylko 10 minut gry.
Niestety w koszykówce te ostatnie 10 minut potrafi rozciągnąć się do pół godziny. 
Co kilka sekund jakieś zakłócenie, jeszcze 8 sekund przed końcem któraś z drużyn poprosiła o przerwę techniczną.
Ostatecznie wygrało USA (87-82) a ja spóźniłem się z przełączeniem telewizora na występ baletowy wnuka,

Niestety dostaliśmy tylko komunikat, że "THIS LIVE STREAM IS NOT RUNNING".
To nieco polepszyło moją pozycję w oczach żony a mnie przypomniało się spotkanie z koszykarzem, który, podobnie jak dzisiaj Francuzi, przegrał z USA finał olimpijski w koszykówce.

Rok 1996 - Tartu - Estonia.
Przyjechałem tam na maraton narciarski.
Pierwsze wrażenie - zimno.
Moi regularni czytelnicy mają już pewnie dosyć moich narzekań na ten temat. Tym razem nie narzekam bo to było dawno, ale za to było naprawdę zimno, w nocy poniżej -30C.
Dni były słoneczne, temperatura potrafiła wzrosnąć do -20C. Dlatego nawet podczas treningu nie rozstawałem się z plecakiem.


W przeddzień wyścigu odbyła się bardzo urozmaicona ceremonia otwarcia. Dla mnie dodatkowym urozmaiceniem było bieganie na koronę stadionu gdzie paliły się ogromne ogniska, przy których można było trochę się rozgrzać.

Nawet po wspólnym zdjęciu z estońskimi narciarkami potrzebna była rozgrzewka...

Podczas takiej rozgrzewki jakiś Estończyk popatrzył krytycznie na mój strój i spytał skąd jestem.
- Z Australii.
- Ty jesteś z Australii? Melbourne to najpiękniejsze miasto świata!
- Byłeś w Melbourne?
- Byłem, w 1956 roku, na olimpiadzie, grałem w drużynie koszykówki.
Spojrzałem na niego - wzrost potwierdzał oświadczenie.
Szybko dokonałem retrospekcji i redefinicji na sytuację polityczną sprzed 40 lat.
- Ach, więc grałeś w drużynie ZSRR, zdobyliście srebrny medal. Gratuluję.
- Tak, w drużynie ZSRR - opuścił głowę, ale za chwilę ją podniósł i chwycił moją dłoń - ale ja grałem dla Estonii - jego dłoń miażdżyła moją dłoń - rozumiesz - dla Estonii!
Spojrzałem na jego twarz, w świetle ogniska widziałem jak spływały po niej łzy.
- Rozumiem - odpowiedziałem i poczułem że coś zamarza na mojej twarzy.

Thursday, August 20, 2020

Wirus daje mi szansę

 Sierpień w stanie Wiktoria to powinna być: hu-hu-ha, nasza zima zła - a tymczasem rozpieszczały nas bardzo łagodne pogody.

Do dzisiaj, bo dzisiaj kamery w pobliskich, 150 km od Melbourne, górach zanotowały...


W najbliższą sobotę miał być rozegrany w Falls Creek międzynarodowy maraton narciarski Kangaroo Hoppet - KLIK.

Oczywiście nie zostanie i to niespodziewanie oznacza szansę dla mnie.

Wyścig przeniesiono w wirtualną rzeczywistość, odbędzie się w formacie do it your way, czyli na rowerze, biegiem lub spacerem, gdzie chcesz, kiedy chcesz. 
Nadal będą do wyboru 3 dystanse - 42 km, 21 km, 7 km, z tym, że ze względu na restrykcje - maksymalny czas spaceru to 1 godzina - można wyścig zrobić na raty.

Czyli - wchodzę do gry...


Konkurencja: 7 km , spacer z kijkami.

Mój poprzedni występ odbył się w 2009 roku, a przedtem bywało tak...

.. albo tak..

A na mecie , tak..

Wyznam, że te wspomnienia milsze mi niż tegoroczna szansa.

Na pocieszenie polecam narciarstwo w Nowej Zelandii w rytmie rosyjskiego rap'a - KLIK. 
Rosjanie w czarnych strojach.

Thursday, August 6, 2020

Raport z zamkniętego miasta

Od dzisiaj mamy w Melbourne CZWARTY stopień restrykcji.
Ograniczenia:
- nie wychodzić z domu między 8 wieczorem a 5 rano.
- wychodzić tylko raz dziennie, nie na dłużej niż 1 godzinę, obowiązkowo w masce.
- dozwolone powody wyjścia:
  - do pracy - trzeba mieć świadectwo pracy wydane po 5 sierpnia.
  - zakupy leków i rzeczy niezbędnych,
  - wizyty u lekarza,
  - rekreacja,
  - opieka nad osobami jej potrzebującymi.

Żeby ograniczyć pokusy i możliwości zamknięto wszystkie sklepy z rzeczami i usługami bez których można się obejść. 
Tutaj kryteria są chyba dość płynne gdyż zamknięto zakłady fryzjerskie (po raz pierwszy) oraz ogromne supermarkety z częściami do napraw domowych - są one otwarte tylko dla zerejestrowanych specjalistów.
Z drugiej strony zauważyłem otwarty sklep ze sprzętem ogrodniczym.
Z reklam widzę, że otwarte są sklepy z alkoholem.
Również otwarty był lokalny bank i kiosk i mogłem zagrać w toto-lotka.
- Jak idzie byznes? - spytałem szefowej.
- To nie jest byznes tylko służba dla ludzi - odpowiedziała poważnie.
Działają kawiarnie i restauracje, ale tylko na wynos.

Osobna sprawa to oczywiście nowy atak panicznych zakupów. 
Do tego mamy gwarantowany kryzys z dostawami mięsa gdyż 3 powazniejsze ogniska zachorowań to rzeźnie.

W sumie, z dnia na dzień, straciło zajęcie 250,000 osób.
Rząd przygotował dla nich jakiś pakiet finansowy. Jest już ich już kilka i obawiam się, że niektóre osoby załapią się na kilka, a niektóre na żaden.

Oczywiście jest wiele możliwości załatwienia zakupów przez internet z dostawą do domu.

Rozmiary katastrofy.
Od tygodnia ilość zachorowań w naszym stanie oscyluje między 400 a 700 dziennie. Ilość zgonów 6-12.
To tylko stan Wiktoria, w innych stanach przypadki zachorowań można policzyć na palcach. Nic dziwnego więc, że wszystkie stany pozamykały bardzo szczelnie granice z naszym stanem, zmobilizowano sporo wojska.

Represje.
Bardzo wysokie kary.
Wyjście bez maski $200.
Osoby które złamią nakaz izolacji we własnym domu, wczoraj znaleziono ich ponad 400. kary ponad $5,000. 

Na naszym domowym podwórku - właściwie nic się nie zmieniło, przede wszystkim brak kontaktu z wnukami. Do tego obawa o pracę dzieci i o wpływ izolacji  od towarzystwa na wnuków.

Stowarzyszenie św Wincentego - od dzisiaj zamknięto wszystkie sklepy natomiast my kontynuujemy pomoc dla potrzebujących.
Pomoc bezkontaktowa - telefonicznie wyjaśniamy zakres potrzebnej pomocy i nasze możliwości a następnie dostarczamy vouchery żywnościowe pod drzwi i zabieramy rachunki do zapłacenia.
Inna rzecz, że od marca osoby na różnego rodzaju zasiłkach dostały dodatkowe wypłaty i są na tyle porządne, że ilość wezwań i zakres pomocy spadły do 30%.

Okiem sceptyka - tylko jedno - ilość przypadków śmiertelnych w tym roku w Australii - 247
Ilość śmiertelnych przypadków dla zwykłej grypy - 36.
W tym samym okresie zeszłego roku - 430 plus 300,000 zachorowań
W zeszłym roku NIKT nie stracił pracy z powodu potrzeby izolacji.

Thursday, July 23, 2020

Numerofobia

Poranny dziennik tv, paski informacyjne na dole ekranu alarmują: Record number of Covid-19 infections.
Nastawiam uszu.
Speaker relacjonuje wypowiedź ministra finansów na temat deficytu budżetowego.
Dalej, dalej, poganiam go - forsa ważna, że ile tych zachorowań?
"Dzisiaj (stan) Wiktoria wprowadza trzeci stopień restrykcji, przekazuje głos naszym sprawozdawcom...".
Ukazują się sprawozdawcy - jeden na rogu ulicy, drugi pod dużym blokiem mieszkaniowym, trzeci w parku, czwarty w drzwiach kawiarni. Blah-blah-blah.

A teraz zaprezentujemy wypowiedź premiera stanu Nowa Południowa Walia na temat reguł obowiązujących na granicy stanów Nowa Południowa Walia i Wiktoria.
I w ten sposób przeleciał półgodzinny segment porannych wiadomości.

Zaglądam do internetu.
JEST!
450 zachorowań, 205 w szpitalu, 40 na intensywnej terapii.
W całej Australii 468 zachorowań, przypadków śmiertelnych 123.

To potwierdza obserwację z poprzedniego wpisu - wszystkie dane są na internecie, media są tylko po to żebyś czuł się dobrze.

Trzeci stopień restrykcji.
Po pierwsze - obowiązkowe maski.
Po drugie - tylko 4 powody wychodzenia z domu:
- zakup żywności, lekarstw itp.
- do pracy, szkoły,
- opieka nad osobą potrzebującą pomocy,
- rekreacja.

To ostatnie przykuwa moją uwagę.
"... cały czas obowiązuje maska, wyjątkiem jest brak tchu podczas biegu lub jogowania (ale nie podczas marszu)."
Hmmm... moja główna forma spaceru to nordic walking. Potrafię się przy tym nieźle zadyszeć. Wygląda na to, że będę musiał przećwiczyć udawanie joggingu - jakież to nienaturalne.

Dzisiaj rano przeszedłem test.
Po pierwsze zawiozłem wnukom tygodniową dostawę naleśników.
To zaliczało się do opieki.
Na szosie zauważyłem objawy solidarność, jakiś kierowca migał ostrzegawczo światłami. Rzeczywiście, za kilkaset metrów zauważyłem samochód policyjny, ale nie obserwował on ludzi na drodze, prawdopodobnie przeprowadzał jakąś inspekcję w domu.
Na miejscu zachowywałem się wzorcowo.
Założyłem maskę i zatalefonowałem.
Syn i wnuczka pokazali się w drzwiach, przekazałem im torbę z prowiantem, wymieniliśmy grzeczności, i tyle :(

Po drugie, w drodze powrotnej zaszalałem.
Wstąpiłem na plac zabaw wykonać kilka podciągnięć na drążku.
Ostatnim razem były tu tabliczki nakazujące 2 metry dystansu, teraz wymienili je na - Plac zamknięty.
Bicepsy przeważyły. Obszedłem znak zakazu z daleka i podciągnąłem się.

Jeszcze mam na dzisiaj w planie spacer do kiosku żeby zagrać w toto-lotka, no i jeszcze może odwiedziny u osób, które zgłoszą sie do St Vincent de Paul po pomoc.

Tuesday, July 14, 2020

Świat zza maski

W niedzielę pisałem o powrocie antywirusowych restrykcji.
Nie będę wdawał się w szczegóły bo nie ma żadnych drastycznych zmian, ale wczoraj miałem okazję sprawdzić jak wygląda życie za maską.
Życie to za dużo powiedziane, tylko zakupy, chociaż dla niektórych to jest właśnie życie.

W Australii nie ma obowiązku noszenia masek chociaż ostatnio słychać więcej głosów popierających ich noszenie.
Musiałem zrobić niewielkie zakupy w supermarkecie więc spróbowałem.

Dotąd włożyłem maskę tylko 2-3 razy i tylko na krótko, żeby rozśmieszyć wnuki. Dzisiaj było pierwszy raz na serio.
Z maską na twarzy czułem się trochę dziwnie, ale to normalne. Istotne było, że stwierdziłem, że maska utrudnia mi widzenie. To było dziwne, w polu widzenia był tylko mały fragment maski a jednak utrudniał koncentrację na istotnych elementach.
A to nie były żarty - kupowałem jabłka a gdy kupuję coś na sztuki, każdą sprawdzam bardzo dokładnie i wydaje mi się, że osiągam lepsze niż przeciętne rezultaty.
Stwierdziłem, że w masce nie byłem w stanie prawidłowo osądzić każdego jabłka, zsunąłem ją i wszystko poszło jak z płatka.
Zdecydowanie nie podjąłbym się prowadzenia samochodu w masce.

W wiadomościach tv zobaczyłem bratnią duszę - minister zdrowia, który, podobnie jak ja, chyba po raz pierwszy w życiu zakładał maskę na twarz.  Ja jednak zrobiłem to dużo lepiej.
Kłopoty ministra TUTAJ.

Jeszcze jedna lokalna plotka - od czwartku nasz stan jest w izolacji, na granicy z innymi stanami jest szczegółowa kontrola.
Sześciu Wiktoriańczyków próbowało przekroczyć granicę między Nową Południową Walią a Queensland twierdząc, że opuścili Wiktorę 3 tygodnie temu, gdy restrykcje nie obowiązywały. Policja sprawdziła historię ich rozmów telefonicznych sprzed czwartku i stwierdziła, że kłamali. Zostali zawróceni do Wiktorii i zaopatrzeni w mandaty - A$4,000 każdy - KLIK.

Przypomniała mi się książka Sławomira Mrożka - Ucieczka na południe. Jeden z bohaterów stwierdza: czasy zrobiły się tak skomplikowane, że trudno jest dobrze skłamać, lepiej mówić prawdę.
Pomyśleć, że ja to czytałem w 1959 roku, podczas podróży austostopem przez Polskę. Powieść drukował w odcinkach Sztandar Młodych.
To były wizjonerskie czasy.

I jeszcze jedno - ten minister siłujący się z maską przypomina mi Wiesława Michnikowskiego.

Znaczy można żyć w innym wieku, w innym kraju, nie opuszczając starych dobrych wspomnień.

Thursday, June 25, 2020

Co się polepszy, to się popieprzy

... no i od nowa,
Polska Ludowa.

Taki wierszyk recytowaliśmy w czasach zdrowotnej i gospodarczej stabilizacji PRL-u.
Co tu zadeklamować teraz, gdy jeden dzień po wprowadzeniu pewnych rozluźnień pandemicznej dyscypliny rząd zdecydował się z nich wycofać?

Po pierwsze, to od początku uważałem, że żadnej epidemii u nas nie ma i nie było a restrykcje są szkodliwą przesadą.
Fakty:
Od początku zaraziło się 7,521 osób, wyzdrowiało 6,924, zmarło 103.
Na oddziałach intensywnej terapii przebywa obecnie 2 osoby, w szpitalach 16
Źródło - TUTAJ.

Po drugie - dlaczego wycofują się z rozluźnień?
Bo w większości stanów już od dłuższego czasu nie było przypadków zarażeń a u nas, w Wiktorii, były. W poprzednim tygodniu 2-4 dziennie, na początku tego tygodnia - 20 - KLIK.

Po trzecie, ręce mi opadają gdy słyszę/czytam o zjawiskach towarzyszących.
Podniósł się wielki krzyk, że zarażenia pojawiają się częściej w dzielnicach zamieszkałych przez świeżych migrantów i że odpowiada za to zaniedbanie inicjatyw multikulturalnych i nauki języka angielskiego.
Zgadzam się pierwszą częścią - sam jestem najlepszym dowodem. Inna sprawa, to osobiście nie mam okazji do złamania restrykcji.
Natomiast robi mi się słabo, gdy słyszę, że ktoś nie wiedział o restrykcjach z winy rządu, bo nie zadbali aby nauczyć go angielskiego.

Po czwarte, dowiedziałem się, że supermakety musiały przywrócić limity na zakupy strategicznych produktów - KLIK.
Wyznam, że to zasmuciło mnie najbardziej.
Do pewnego stopnia mogłem zrozumieć panikę zakupową w pierwszych dniach pandemii. Ludzie bali się nieznanego.
Ale teraz?
Przecież przerobiliśmy to już raz. Wiemy, że gospodarka potrafi sprostać potrzebom.

Więc co?

Thursday, April 30, 2020

Panorama pola bitwy

Chodzi mi oczywiście o wojnę z wirusem w Australii.

Poniżej sumaryczne dane na koniec wczorajszego dnia:

Ilość przeprowadzonych testów - 544,000
Ilość przypadków zarażenia -- 6,750
Ilość przypadków wyleczonych  -- 5,670
Ilość zgonów --- 89
Ilość osób przebywających obecnie na intensywnej terapii - 38.

Powinienem się chyba cieszyć, ale wyznam, że czuję się bardzo niepewnie.
Według mnie te liczby są tak małe, że niczego nie dowodzą.

Wspomnę, że z tych 89 zgonów około 40 to pasażerowie nieopatrznie wypuszczeni z oceanicznego rejsu.
Jedno niedopatrzenie i statystyki mogą skoczyć o 50%.

Przypomina mi się relacjonowana w poprzednim wpisie katastrofa na autostradzie i ostateczna konkluzja.

Druga strona równania - skutki ekonomiczne i społeczne zahamowania gospodarczego.
Tego jeszcze długo nie będziemy w stanie wycenić mam jednak obawy, że kuracja okaże się bardziej mordercza niż choroba.

Thursday, March 26, 2020

Women's power

Cala egzystencja podporządkowana globalnej walce z Covid-19.
Spraw tak wiele i tyle w nich sprzeczności, że dzisiaj tylko dwie obserwacje.

Pierwsza - tytułowa.
Otóż nasz rząd i krótko ostrzyżony premier słusznie zauważyli, że zawodem szczególnie narażonym na zarażenie są pracownicy zakładów kosmetycznych.
Wprowadzili więc ograniczenie czasu zabiegu w takim zakładzie do 30 minut.
Natychmiast rozpętało się piekło.
W dzienniku tv i dookoła wypowiadało się wiele zainteresowanych, wszystkie były ogromnie oburzone, uznały to ograniczenie za drwinę graniczacą z torturą.
Nic dziwnego że już kilka godzin później ograniczenie wycofano - KLIK.

Druga - żartobliwa.
Zawieszono działalność restauracji i wszelkich lokali oferujacych posiłek/napój przy stoliku.
W dzienniku tv, pan komentujacy sprawy ekonomiczno gospodarcze zaprezentował jak zwykle wiele wykresów, wszystkie wskazuja spadek.
Najbardziej dramatyczny spadek - rezerwacji stolików w restauracjach - do zera.
- Następny etap - powiedział prezenter - to spadek poniżej zera.
Negatywne rezerwacje? Co to znaczy?
- Znaczy, że personel restauracji zaprosi się na obiad do ciebie.

Trzecia obserwacja - niezapowiedziana.
Jeden z komentatorów ekonomicznych zauważył, że jak tak dalej pójdzie, to rząd może być zmuszony sięgnąć do kieszeni ludzi zamożnych.

Coś podobnego!
Wspomnę, że kiedyś spisałem 40 lat swojego życia w PRL i zatytułowałem to  - Dziecko Komuny.
Czyżby czekała mnie druga młodość?

Tuesday, March 24, 2020

Życie w cieniu wirusa

Codziennie dowiadujemy się o nowych obostrzeniach, na razie sytuacja jest dobra, ale jeszcze nie beznadziejna.

Ta dobra strona, to wolność poruszania się.
Odwiedziłem supermarket Woolworths. Stoiska z jarzynami, owocami, nabiałem - palce lizać.
No, w przypadku jajek, może tylko kciuk.
Personel bardzo sympatyczny.

Nasz kościół parafialny.


Wprowadzili "live streaming" codziennej porannej mszy.
Przed chwilą dostałem wiadomość, że od jutra będzie codzienne, godzinne, wystawienie monstrancji w namiocie na kościelnym parkingu. Parafianie mają pozostać w samochodach i wyłączyć silniki.

Nasi potrzebujący (Society of St Vincent de Paul).
Nie wolno nam odwiedzać ludzi w domach.
Dzisiaj były trzy wezwania.
Przedyskutowałem z klientami telefonicznie ich potrzeby i razem z partnerem podjechaliśmy pod ich domy i przekazaliśmy vouchery w drzwiach.

Nasze potrzeby.
Potrzeby materialne zaspokojone.
Muzyka -
Melbourne Symphony Orchestra (MSO) wprowadziła "streaming" swoich koncertów - KLIK.
Inna ciekawa inicjatywa to Melbourne Digital Concert Hall - KLIK.
W tym przypadku chętni muszą kupić bilety po $20, nie ma zniżek dla seniorów, i za to dostaną kod do "live streaming" wybranego koncertu.
Ciekawe, spróbujemy z tę sobotę.

Migawka z pory lunchu.


Nasza córka przeniosła się z rodziną na farmę.
Na razie dostarczyła nam rydze.
Okazały się gustownym dodatkiem do mojej typowej sałaty z awokado i czosnkiem.

Dodatkowym, antywiruswym, elementem była wódka.
Moja, zasadnicza, żona zażyczyła sobie Absolut.
Ja, typowy sobiepan, nalałem sobie wódki Sobieski.

Na zdrowie.

Sunday, March 22, 2020

Niedzielne celebrowanie

... na internecie.

Diecezja katolicka Melbourne zawiesiła publiczne odprawianie mszy.

Nasza parafia uaktywniła swoją stronę internetową i dzisiejszą mszę można było oglądać "real time".
Zapaliliśmy więc świeczkę i uczestniczyliśmy.

Msza była taka jak zawsze natomiast brak parafian dookoła robił mi dużą różnicę.
Prawdopodobnie świadczy to o moim przyziemnym charakterze.
Zgadza się.

W związku z brakiem wiernych na mszy odpadło mi coponiedziałkowe zadanie - liczenie pieniędzy zebranych na tacę.
Oczywiście istnieje możliwość "dawania na tacę" kartą kredytową, przelewem bankowym itp.
Jednak mimo to co poniedziałek wpłacaliśmy do banku około A$2,000 gotówką.
Mam nadzieję, że parafianie zdołają się przestawić na nową technologię.

W tym zamieszaniu ostała się moja domena - świeczniki wotywne.
Spodziewam się wzrostu przepału gdyż wprawdzie nie ma mszy z udziałem wiernych, ale kościół pozostaje otwarty cały dzień.
Zajrzałem tam wczoraj. Monstrancja na ołtarzu, 4 do 6 osób w ławkach, świeczki się palą.

Aktualizaja - poniedziałek - rząd zarządził zamknięcie wszystkich imrez i zgromadzeń publicznych, w tym równiez kościołów. A zatem jutro będzie ostatnie czyszczenie przed dłuższą przerwą.

P.S. Zajrzałem przed chwilą na stronę z mszą. Licznik wskazywal 844 wizyty.

Thursday, March 19, 2020

Jeśli czwartek

... to odbieramy dzieci ze szkoły a przy okazji sprawdzam stan czystości noclegowiska bezdomnych.
Tydzień temu zgłosiłem do rady dzielnicowej gotowość uczestnictwa w czyszczeniu.
To pomogło. Dostałem powiadomienie email, że zorganizowali ekipę czyszczącą, mnie do niej nie włączyli, i że zabierają się do działania.
Wczoraj dostałem telefon - sprzątnęli, jeszcze tylko usuną supermarketowy trolley .
Dzisiaj wyglądało to tak -


Jak widać materac zostawili i nawet ułożyli na nim poduszkę. 
Te ciemne plamy w dole, na prawo od materaca, to już ślady funkcji fizjologicznych lokatora. Chyba czuje się w tym miescu bezpiecznie gdyż pozostawił tu sporo dobytku.


Skoro już jestem przy tym temacie, to wspomnę o zaleceniach "mojego" Stowarzyszenia św Wincentego a Paulo.
W związku z atakiem wirusa mamy się nie spotykać z osobami proszącymi o pomoc. Cała rozmowa ma być przeprowadzona telefonicznie a pomoc (vouchery na żywność i do naszych sklepów) mają być podane w kopercie w drzwiach.

W tym samym temacie, ale na innym froncie -
W supermarketach wprowadzono godzinę zakupu dla seniorów i osób niepełnosprawnych.
Od 7 do 8, czyli zaraz po wyłożeniu na półki świeżych dostaw, wstęp do sklepu mają tylko osoby należące do powyższych kategorii.

W PRL nazywało się to - szoruj babciu do kolejki - KLIK.

Sunday, March 15, 2020

Niedzielne virowanie

Dzisiejsze czytanie, Ewangelia wg św Jana.

Niestety większość jego Ewangelii jest dla mnie zbyt mglista żeby cokolwiek dyskutować czy rozważać.
Wracam więc do rzeczywistości.

Wyznam, że temat wirusów jest dla mnie równie nienadający się do dyskusji. Według mnie wszystko zależy od aktualnych decyzji władz a te decyzje będą arbitralne. Więc o czym gadać?

Sprawozdanie z sytuacji bieżącej?
Mieszkam w Australii, ale chyba mam tu bardzo niewielu czytelników zaś czytelnicy z innych krajów nie mają żadnych powodów żeby szczególnie interesowac się decyzjami australijskich władz więc wspomnę tylko, że na razie nie ma żadnych drakońskich decyzji.

Dla nas najistotniejsze jest, że póki co szkoły funkcjonują. Spodobała mi się argumentacja - jeśli zamkniemy szkoły to wielu członków personelu medycznego będzie musiało przestać przychodzić do pracy a to, w rezultacie, jest większym zagrożeniem dla stanu zdrowia obywateli niż groźba przypadków choroby w szkole.

Na innym froncie walki, moim prywatnym - ze śmietniskiem w pobliżu szkoły dzieci.
Wspominałem, że zgłosiłem do rady dzielnicowej gotowość udziału w akcji porządkowej. To ich wyraźnie przestraszyło. dostałem podpisany imieniem i nazwiskiem email, w którym autorka powiadamia, że już organizuje ekipę czyszczącą i w ciągu kilku dni oczyszczą a potem będą regularnie sprawdzać.
No, najpierw ja ich sprawdzę.

A na marginesie... to już nie pierwszy raz zdarza się, że gdy zgłaszam chęć przyłączenia się do jakiegoś projektu, otrzymuję informację, że bardzo dziękują, ale wzięli się tak ostro do roboty, że już nie jestem potrzebny.
Nie mogę się zdecydować, czy to świadczy o mojej nieprzydatności czy skuteczności.

I tak przevirowałem niedzielę.

P.S. Dziwi mnie bardzo mała ilość informacji o rozwoju sytuacji wirusowej w Chinach.
Przecież oni są ponad 2 miesiące do przodu, dobiegają sygnały, że są pierwszym krajem, w którym sytuacja się poprawia.
Więc dlaczego nie przyglądamy się liderom?