Monday, December 11, 2023

Koszty zmiany świata

 Tydzień temu relacjonowałem wrażenia z wizyty w National Gallery of Victoria, spotkanie z Agnieszką Piłat i z robotami.
Opublikowałem również angielską wersję tego wpisu i powiadomiłem o tym emailem panią Agnieszkę.
Ku mojemu zaskoczeniu szybko odpowiedziała.

W krótkim emailu napisała "show me one person in history who changed the world and was not hated" (pokaż mi jedną osobę w historii, która zmieniła świat i nie była nienawidzona)

Zastanowiłem się - czy pani Agnieszka myśli, że zmienia świat? Czy zmienia świat? Czy ktoś ją nienawidzi?
Ponieważ to są jej prywatne myśli to nie będę kontynuował tego wątku, natomiast - zmiany świata?

Co kwalifikuje się do rangi zmiany świata?
Czy zmienili go twórcy pisma, czy ci którzy wymyślili numer ZERO (0)?
Na pewno ci, którzy wymyślili pieniądze.
A może greccy myśliciele - Archimedes, Pitagoras, Euklides, Demokryt i wielu innych?
Na pewno Kopernik.
Jednak żaden z nich nie był nienawidzony.

Pani Agnieszka ma niewątpliwie na myśli obecne obawy i protesty związane ze sztuczną inteligencją.
Jednak w tym przypadku, według mnie, sytuacja jest odwrotna - sporo niepewności i obaw wynika z tego że nie wiemy kto za tym personalnie stoi natomiast na pewno zaangażowane są w to koncerny o bardzo podejrzanej moralności.

Relacjonowałem na tym blogu książkę Machines behaving badly - KLIK.
Wspomniałem w tamtym wpisie biologiczną naturę człowieka, to biologia powoduje że czujemy ból.
W tym momencie natrętnie przypomina mi się:
"Gdy Pan Bóg uczynił ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi, ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła - bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia w skutek czego stał się człowiek istotą żywą." - Księga Rodzaju rozdz 2.

Wyznam wam w sekrecie, że w tym momencie nachodzi mnie szatańska myśl - to diabeł stworzył biologicznego człowieka!
Wyraźnie nawiązuje do tego historia o jabłku - biologiczna istota ma apetyt na jabłko.

I odwrotna strona medalu - z prochuś powstał, w proch się obrócisz. 
Oczywiście - na tym właśnie polega życie wieczne - takie proste.

Zaś glina, proch = silikon - budulec robotów.

Friday, December 8, 2023

Przedświąteczne dzwony

 Dzisiaj rano, w drodze na i z zakupów, słuchałem jak zwykle radia - ABC/Classic.
Niestety trudno uciec od Xmasu - nie grali jeszcze kolęd, ale wciąż wspominali, że zbliża się Christmas i starali się, czasami na siłę, powiązać z tym transmitowaną muzykę.

Dzisiejszy poranny program był wypełniony muzyką na perkusję - no tak - będzie jingle bells - pomyślałem.
W którymś momencie wspomnieli o hinduskim śpiewie perkusyjnym - nazywa się konnakol (konkretnie - கொன்னக்கோல்), ale w pierwszym momencie usłyszałem колокол czyli po rosyjsku - dzwon - stąd tytuł wpisu.

A potem usłyszałem "muzykę"...

W swojej zawodowej karierze miałem sporo kontaktów z Hindusami - już w mojej pierwszej pracy, 60 lat temu złapałem chałturę - tłumaczenie dla Hindusów, którzy kupili od Polski licencję na produkcję motocykli WFM. 
A potem, w Kuwejcie i Australii, w informatyce zatrudnionych jest wiele osób hinduskiego pochodzenia.
Zawsze uderzała mnie ich zdolność bardzo szybkiego mówienia - a tu jest kwintesencja tej sztuki.
Zgadzam się - bardzo pasuje do przedświątecznego pośpiechu a  na dodatek nawet mi się podoba.

Więcej o stylu Konnakol - TUTAJ.

Tuesday, December 5, 2023

Takie sobie śmieci

 Mieszkańcy naszej dzielnicy mogą dwa razy w roku zamówić darmową wywózkę "twardych" śmieci - hard rubbish collection.
Twarde śmieci to gałęzie drzew, materace, meble, artykuły gospodarstwa domowego (lodówki muszą mieć wyjęte drzwi) itp.

Koniec roku blisko więc i my postanowiliśmy skorzystać...

Śmieci muszą być wystawione do niedzielnego wieczoru, zostaną podebrane w nadchodzącym tygodniu.
Wtorek - zauważyłem, że ktoś sobie zabrał stolik z powyłamywanymi nogami a ktoś inny dołożył zepsutą piłę łańcuchową.
Taka sąsiedzka współpraca.

Kiedyś zbiórka odbywała się w wyznaczonych dniach - tego samego dnia w całej dzielnicy.
Wtedy przed większością domów leżały stosy nieprzydatnych przedmiotów, można było zauważyć samochody, które krążyły po ulicach, zatrzymywały się przy ciekawszych wysypiskach i szukały czegoś przydatnego.
Teraz to straciło sens, ale w niektórych dzielnicach nadal stosują taki system.

Kilka dni temu moją uwagę zwróciło wysypisko 3 domy od nas...


Rewolucja pałacowa - pomyślałem.

P.S. Środa - ktoś nam podrzucił kilka rolek dywanów jakieś dwie torby z niewiadomo czym. To znacznie przekracza objętość naszych własnych śmieci.
Zaczynam się martwić - jeśli wysypisko przekroczy objętościowo 3 m3 to zapłacimy za nadmiar. A co będzie jak nam czegoś nie przyjmą???


Post P.S. Dzisiaj (piątek) rano zabrali wszystko, moje i obce. Ogromna ulga :)

Sunday, December 3, 2023

Tutaj dziś mieszka pani Agnieszka

 Niezawodne Google powiadomiło mnie kilka dni temu, że w Melbourne pojawiła się pani Agnieszka Pilat z trójką robotów aby zademonstrować ich możliwości malarskie.

Jeśli  malarstwo to National Gallery of Victoria - NGV.
Zacząłem googlować:  NGV pila... - google podpowiedziało - NGV pilates.
Wystarczyło żeby rozproszyć moją uwagę, poszedłem tym tropem - rezultaty:
- klasa pilates (ćwiczenia gimnastyczne) na dachu galerii,
- Contrology - rzeżba deski z nogami i płetwą wykonującą ćwiczenia pilates (uwaga - takiej właśnie nazwy używał Joseph Pilates gdy wymyślał swoją technikę ćwiczeń.)
- Sen żony Piłata - grawerunek z 1874 r.

STOP!
Contrology - zapanowanie nad umysłem - piszę: Agnieszka Pilat NGV
Mam Ją!


Pani Agnieszka z robotami Basią i Bunny.

Dzisiaj, niedziela, można zobaczyć roboty w akcji i co ciekawsze, można posłuchać wywiadu z panią Agnieszką.

Godzina 3, samo centrum miasta, co za tłok, ruch, chaos, zamieszanie.
Przed stacją kolejową, na ziemi śpi beztrosko jakaś bezdomna.
Kilka kroków dalej i jestem w samym środku tego tłumu.
Wyznam, że to już było dla mnie trochę za dużo, do przejścia miałem może 150m ale już miałem dosyć.
Po drodze uspokajający przerywnik, most nad rzeką Yarra...



Przed galerią otuchy dodaje mi dłoń z kciukiem skierowanym w górę...



W środku galerii też spory ruch, wstęp bezpłatny, różne wystawy, w tym również dla dzieci.
Jakiś spokój wprowadziły dopiero rzeźby dwójki proletariuszy, w obiektywie zmieścił się tylko jeden..



Wywiad z panią Agnieszką odbędzie się w ogromnej sali, z przodu ustawiono kilka rzędów krzeseł, dalej przypadkowo ustawione krzesła, stołki, lada barowa, lekkie zamieszanie
Siadam w 2. rzędzie krzeseł, tuż przede mną siedzi szczupła blondynka, zauważam jeszcze żółte buty, te same co na zdjęciu na początku wpisu...


- Czy pani Agnieszka? - pytam.
Spore zaskoczenie, ale pani Agnieszka wita się ze mna sympatycznie, rozmawiamy chwilę po polsku, ale przerzucam się na angielski żeby nie separować się od otoczenia.
Już po chwili podchodzi do nas mocno utytułowana pani prowadząca wywiad, czas na scenę...


Tu niestety rozczarowanie.
Po pierwsze, w sali jest sporo hałasu, po drugie - rozmowa przez mikrofony, w sali ogromny pogłos, trudno mi to dosłyszeć i zrozumieć. Rozmowa jest tłumaczona na język migowy, myślę, że osoby głuche "usłyszały" więcej.
Po trzecie i najważniejsze, ta rozmowa nie ma dla mnie wiele sensu :(
Tutaj jakieś przybliżenie jej zawartości - KLIK.
Nie mam już szansy na rozmowę w panią Agnieszką idę więc zobaczyć roboty w akcji...


Roboty teraz nie malują tylko kręcą się po dwóch salkach połączonych przejściem ze schodkami. Z tego wnioskuję, że mają wzrok, ale chyba nie słyszą bo odzywam się do nich po polsku i angielsku i żadnego śladu reakcji.
Tu podzielę się więc pytaniami, które mnie nurtowały:
- na jakie czynności roboty są zaprogramowane a jakie wykonują same z siebie - jeśli w ogóle coś sama z siebie wykonują.
Konkretnie - włączamy robota i co?
Czy ono się w ogóle ruszy? Dlaczego?
Na jakiej zasadzie zmienia kierunek ruchu, kiwa głową, zatrzymuje się, przechodzi z sali do sali???
Maluje?
Pani Agnieszka podczas wywiadu wspomniała, że ludzkość powinna poważnie zastanowić się jakie chcemy mieć relacje z robotami, kto będzie arystokracją przyszłości, czy technologia dojrzeje do etapu stworzenia religii?
Tulę uszy po sobie i kieruję się do wyjścia.
Żegna mnie fontanna płomieni...

Informacja w Wikipedii - KLIK.
Informacja o wystawie - KLIK
Strona pani Agnieszki - KLIK.

Thursday, November 30, 2023

Wspomnienie wspomnienia

 W połowie studiów, gdy zapał do studiowania jakoś przygasł, zacząłem pobierać lekcje gry na pianinie.
Nie oczekiwałem żadnych osiągnięć, głównym celem było bardziej dotykalne zapoznanie się z muzyką.
Miałem sporo czasu na ćwiczenia więc robiłem szybkie postępy.
Podczas ferii odwiedzałem moją Matkę w Kielcach, tam znalazłem pianino w WDK (Wojewódzkim Domu Kultury) więc też mogłem poćwiczyć.
Moim przebojowym utworem była bagatela L. Beethovena - Dla Elizy - KLIK.
Podczas gry poczułem, że ktoś za mną stanął, przerwałem.
- Fajny kawałek - powiedział nieznajomy - mogę spróbować?
Zrobiłem mu miejsce. 

Spojrzał w nuty i od razu zagrał całkiem poprawnie, po chwili zaczął improwizować... i wtedy go poznałem.

To była chyba 5 klasa szkoły podstawowej. Do naszej klasy przyszedł nowy uczeń.
Klasa liczyła tylko 16 osób, tak że każdy przybytek/ubytek był sporym wydarzeniem.
"Nowy" nie był zbyt komunikatywny i raczej niewidoczny na lekcjach i na przerwach, aż pewnego razu zauważył otwarty fortepian w sali ogólnej, przysiadł na brzegu taboretu i zaczął grać.
Już nie pamiętam co to było, pewnie jakaś popularna melodia, ale grał na całkowitym luzie, to robiło wrażenie.
Krok po kroku dowiedzieliśmy się, że rodzice przenieśli go do naszej, prywatnej, szkoły gdyż wyrzucono go ze szkoły TPD (Towarzystwo Przyjaciół Dzieci). Powód wyrzucenia... tu trzeba było poczekać na wyjaśnienie, w końcu powiedział - zagrał na pianinie Czerwone maki na Monte Cassino.
Mimo naszych próśb nie zagrał nam tej melodii.

Któregoś dnia zaprosiłem go i jeszcze jednego kolegę do domu, na polekcyjne zabawy - gra w hacele, ołowiani żołnierze, cymbergaj.
Gry szły nam jakoś niemrawo,  nie wiem co mi przyszło do głowy, ale w którymś momencie pochwaliłem się, że mam w biurku pióro wieczne ze złotą stalówką.
To był prezent od cioci z Ameryki. Moja Matka natychmiast sprzedawała tego typu prezenty gdyż takie były nasze priorytety.
Wizyta kolegów się kończyła. Ponieważ podczas wizyty myliśmy ręce (w misce bo nie mieliśmy łazienki) więc jeszcze wylałem wodę z kubła to ubikacji, która była na korytarzu i odprowadziłem ich na ulicę.

Gdy Matka wróciła w pracy wspomniałem jej o wizycie.
Matka od razu zajrzała do szuflady w moim stoliku - wiecznego pióra nie było.
Zupełna konsternacja - moja - tacy fajni koledzy, Matki - jak przeżyć do końca miesiąca.
Matka napisała list do mojej wychowawczyni z prośbą o wyjaśnienie sprawy.

Wychowawczyni była zdenerwowana, podczas dużej przerwy poprosiła naszą trójkę do pokoju nauczycielskiego, poprosiła mnie o zrelacjonowanie wydarzenia.
Żaden z kolegów się nie przyznał.
- Jak Leszek wyszedł z wodą, to ty powiedziałeś - "teraz moglibyśmy mu coś podpieprzyć" - przerwał milczenie kolega-pianista.
- Ja powiedziałem, a ty podpieprzyłeś - odparował oskarżony.
- Niczego nie podpieprzyłem - odpowiedział "pianista".
Nauczycielka patrzyła na nas bezradnie - jak żaden się nie przyzna będę musiała zrelacjonować to na radzie nauczycielskiej - skomentowała i zakończyła spotkanie.

Na następnej przerwie "pianista" zaciągnął mnie do kąta - Leszek, ja to zrobiłem, nie wiem co mnie naszło,  tylko proszę, nie mów nikomu, ja ci to pióro jutro zwrócę.
To wyznanie tak mnie wzruszyło, że miałem chęć wziąć go w ramiona.
Przy najbliższej okazji podszedłem do nauczycielki i powiedziałem, że sprawca się przyznał, sprawa skończona, niech nikomu o tym nie mówi.

Następnego dnia - "pianista" nie przyszedł do szkoły. Dla mnie był to spory szok.
Matka napisała kolejny list do nauczycielki - zbliżał się koniec roku szkolnego więc zasugerowała żeby sprawcy nie wydawać świadectwa szkolnego.
W czasie przerwy nauczycielka poszła do sekretariatu, po chwili wróciła z niepewną miną -  wczoraj była w szkole jego matka, powiedziała że gdzieś wyjeżdżają i zabrała świadectwo szkolne syna.
Kolejny szok - jak o tym powiedzieć Matce?

Przyjrzałem się dokładniej osobnikowi, który się do mnie dosiadł.
Nie miałem wątpliwości - to ON.
Czy on mnie poznał?
Obaj sporo się zmieniliśmy,  nie poznałbym go w tłumie, ale byłem pewien, że jednak mnie poznał. Wydawało mi się, że od czasu do czasu rzucał mi badawcze spojrzenie i uśmiech - nie wiem - kpiący czy kontrolny.

Poczułem się bardzo bezradny.

Dzisiejsza ilustracja - dom na pustkowiu...

-----



Monday, November 27, 2023

Z dymem

 Kilka dni temu w kiosku wypełniałem kupon totolotka i słyszałem. że przy kontuarze trwała jakaś poważna rozmowa dotycząca zawieranej tranzakcji.

Wypełniłem, podszedłem do kontuaru, tranzakcja właśnie dobiegła końca - klient otrzymał paczkę papierosów Marlboro, zapłacił A$48 z groszami.

48 dolarów.

Zajrzałem do wspomnień.
Moja matka regularnie paliła papierosy, prawie jedną paczkę - 20 sztuk - dziennie.

W szkole papierosy trafiły do nas chyba w 4 klasie.
To znaczy oczywiście nie w szkole, ale po lekcjach, w ogrodzie przylegającym do domu, w którym mieszkał kolega.
Nie pamiętam jak to się zaczęło, ale już wkrótce głównym dostawcą papierosów byłem ja.
Powód był prosty - maja matka kupowała regularnie papierosy w tym kiosku więc kioskarz sprzedawał mi je bez żadnych pytań.

Papierosy Sport, cena chyba 3 zł.

Nie przypominam sobie żeby któremuś z nas palenie sprawiało przyjemność, ale jednak jak była okazja to paliliśmy, jakby spodziewając się, że dojrzejemy do tego nawyku.
Wyższą szkołą jazdy było oczywiście zaciąganie się.
To już nikomu nie smakowało, nieraz komuś robiło się żle, ale znowu - czekaliśmy na jakieś objawienie.

Po piątej klasie wakacje spędziłem z kilkoma kolegami w prywatnym letnisku. 
Tam nie było żadnego sklepu ani kiosku więc spróbowaliśmy produkować papierosy z suszonych liści.
Jeśli chodzi o efekt fizyczny to był taki sam jak w przypadku nikotyny - żaden.
Jedynym urozmaiceniem były liście malinowe - one miały swoisty aromat, nie na tyle atrakcyjny jednak żeby w tym zasmakować.

I to był w moim przypadku koniec.

Podczas studiów mieszkałem w akademiku i miałem szczęście, że przez 6 lat nie trafił mi się żaden współlokator palacz, ale bywały pokoje, w których trudno było oddychać.

W Australii, po pierwsze odniosłem wrażenie, że palenie było mniej popularne niż w Polsce. Po drugie - kilkanaście lat temu rozpoczęła się intensywna kampania antynikotynowa.
Zabroniono palenia w pracy, w miejscach publicznych, w pobliżu miejsc publicznych.
Zabroniono reklam papierosów i palenia.
W końcu, w sklepach zamknięto papierosy w pancernych szafach.
Ponieważ temat był dla mnie niezauważalny to nie interesowały mnie ceny, aż do opisanego wyżej przypadku.

Sprawdziłem na internecie - okazuje się, że te A$48 to mniej więcej średnia - najniższa cena to około A$36, zdarzają się papierosy po $60.

Środek ciężkości przeniósł się na vaping - e-papierosy.
Docierają do mnie informacje, że ta technologia ułatwia przemycanie różnych substancji, czasem bardzo szkodliwych.
Na szczęście temat mnie nie interesuje gdyż nikt w rodzinie nie pali ani nie wdycha.

Thursday, November 23, 2023

Quiz again

Inspiracje tytułu były dwie - pierwsze słowo - to już mój trzeci wpis dotyczący quizów, drugie słowo - po pierwsze, merytorycznie - again znaczy znowu, po drugie - przypomniało mi popularną kiedyś piosenkę ....


Dzisiejszy quiz w gazeta.pl pochodzi z czasów wcześniejszych niż piosenka.
Tytuł - Dziecięce zabawy z PRL-u...


Nie wiem jak w Polsce, ale tutejsza telewizja, zarówno państwowa jak i prywatna zapycha masę czasu quizami.
W wielu z nich osoby biorące udział same wybierają temat, na który są gotowe odpowiadać, często jest to uzupełniane działem, w którym zadawane są pytania na tematy ogólne.

Zauważam, że coraz częściej uczestnicy quizów wybierają tematy, które są mi zupełnie obce - jakiś serial telewizyjny albo zespół muzyczny, o których nigdy w życiu nie słyszałem.
Na przykład wczoraj, w quizie o dumnej nazwie Mastermind, uczestnicy wybrali: Jimmy Button - śpiewak, którego nawet google nie znalazło, Deadwood - amerykański serial sprzed lat.

Zaletą takich wyborów jest mocno ograniczony zakres pytań - w przypadku serialu jest to tylko jego zawartość, czasem detale biograficzne twórców.

Natomiast tematy wiążące się z historią, nauką czy sztuką - tu właściwie nie ma żadnych ograniczeń.

Wczorajszy quiz to potwierdził - pani która wybrała Deadwood nie znała odpowiedzi na tylko jedno pytanie, młody człowiek, który wybrał temat - Stalingrad - odpowiedział ledwie na połowę pytań.
Swoją drogą zachodzę w głowę - skąd zainteresowanie takim tematem?

Pytania z wiedzy ogólnej - tu znowu dylemat - co to jest wiedza ogólna?
Zastanawiam się czy w obecnych czasach taka wiedza w ogóle istnieje, a jeśli istnieje, to czy jej istnienie jest politycznie poprawne?
W każdym razie u nas w tej kategorii należy spodziewać się pytań z historii krykieta lub futbolu australijskiego.
Ale wczoraj trafiła się rodzynka - Don Jose to bohater opery francuskiego kompozytora G. Bizeta, podaj tytuł opery.
Odpowiedź uczestnika: Fantom w Operze.
Na plus dla uczestnika zaliczę to, że myśli logicznie - tu Opera jest w tytule więc połowa zadania wykonana.

Akcja opery z zagadki (nie Fantoma w operze) rozgrywa się w Hiszpanii. 
Dziwnym trafem w dzisiejszym programie ABC/Classic dominowała muzyka z hiszpańskiego kręgu:
E. Chabrier - Rapsodia hiszpańska - KLIK.
L. Boccherini - Fandango z Kwintetu gitarowego - KLIK.
J. Rodrigo - Koncert na 4 gitary - KLIK.
Ciekawe, że z tej trójki tylko ostatni kompozytor jest Hiszpanem.

Dla odprężenia coś dla oczu, równie ognistego jak muzyka hiszpańska...