Showing posts with label MS Walk. Show all posts
Showing posts with label MS Walk. Show all posts

Sunday, January 19, 2025

Droga Tania

 Piątek...
Po mocnych wrażeniach czwartku przyszła pora na uspokojenie - wizyta w bibliotece.

Na frontowej ścianie zegar słoneczny...


Nasze dni są jak cienie...
Nie wiem czy zgodzę się z tym stwierdzeniem?

Odebrałem zamówioną wcześniej książkę i pospacerowałem trochę przed biblioteką...

Doprowadzenie wody - oj chyba musi być nieszczelne skoro tyle roślin tam wyrosło.

Niespodziewanie podeszła do mnie jakaś pani:
- Czy nie uważasz, że moja laska jest lepsza niż twoja?

Zerknąłem na tę laskę... znaczy kijek do podpierania - to nie była laska, ale kijek zakończony kółkiem.
- Rozumiem - odpowiedziałem - to może być dobre, ale w moim przypadku istotne jest zapobiec utracie równowagi czyli muszę mieć laskę, która nie osunie się na ziemi.

Zerknąłem na laskę, która wszczęła tę rozmowę...
Nie wyglądała zbyt ciekawie, wiek około 60,  cech charakterystycznych brak.

Pani zrobiła dwa kroki - bo widzisz ja mam Multiple Sclerosis (Stwardnienie Rozsiane) i taka laska ułatwia mi płynne chodzenie.
- Tania - przedstawiła się.
- Tatiana - zmodyfikowałem.

Multiple Sclerosis!!!
Opowiedziałem Tani historię Anny Bartuszek, blogerki cierpiącej na MS...

i w jaki sposób zaktywizowała mnie ona na sporo lat - KLIK.

Tania uśmiechnęła się i zaproponowała żebyśmy przysiedli na chwilę na przedbibliotecznej ławce.
- Czekam tutaj na córkę - wyjaśniła - to jedna z niewielu bibliotek, które są otwarte po 5 wieczorem, przyjeżdżamy tutaj aż z Croydon (15 km).
- Po co jeździcie tak daleko?
- Córka może tutaj pograć w gry komputerowe. Nie mamy w domu komputera, nie mamy też telefonu.
- Ja mam niedowład dłoni i palców i nie mogę posługiwać się klawiaturą - odpowiedziała na moje zdumione spojrzenie. - A córka nie ma jeszcze 16 lat, to nie zgodziłam się na zakup telefonu. Za rok będzie miała prawo decydować.
- Wyobraź sobie, że szkoła miała do mnie pretensje, że nie mam telefonu, że niby utrudniam im kontakt - to JA im utrudniam??
Ja mieszkam 2 kilometry od szkoły, jak coś się stanie to mogą do mnie przybiec w 10 minut to jaki problem, albo niech dzwonią na policję.
Moja aprobata jej stanowiska chyba zachęciła Tatianę do dalszych zwierzeń...
- MS wykryli u mnie w wieku prawie 40 lat, miałam ukończone studia, dobrą posadę, spory depozyt na zakup domu/mieszkania i.... trach.
Na dodatek trafiłam na wyjątkowo negatywnych lekarzy - z ich komentarzy wynikało niezbicie że za 5 lat będę całkowicie sparaliżowana. Więc odczekałam kilka miesięcy, aż mi się należał long service leave (3 miesiące płatnego urlopu po przepracowaniu 20 lat). Wzięłam urlop, wypowiedziałam pracę, wyciągnęłam pieniądze z banku i pojechałam do... Estonii.
Spojrzała na mnie pytająco.
Kiwnąłem głową potakująco - byłem tam w 1996 roku, na maratonie narciarskim.
To przełamało kolejne lody.
- Wędrowałam z Estoni przez Łotwę...Litwę -- chyba nie pomyliłam? - Polskę - tak byłam kilka dni w Krakowie. Czechy, Bułgaria, Turcja... Syria, do Izraela wjechałam od strony Jordanii i przeszłam przez drobiazgową kontrolę osobistą.
Zawahała się chwilę... w Turcji poznałam mężczyznę i mamy razem córkę.
- Po powrocie do Australii zamieszkałam w domu rodziców i mieszkamy tam z córką do dziś.

Zapanowało kilka minut pozytywnej ciszy.
Podałem Tanii mój adres email, na wszelki wypadek - przecież ona nie ma e-mailu, ona wróciła do biblioteki wywołać córkę, ja ruszyłem w stronę domu.

Czy trafimy jeszcze gdzieś/kiedyś na siebie?

P.S1. Tania może być również smaczna...


I niedroga - A$7.50 za prawie kilowy słoik. 

P.S2. Bestia Ujarzmiona - niestety po kilku latach bestia podniosła łeb - Anna B. straciła zdolność poruszania się, zmarła w wieku chyba poniżej 40 lat :(

Sunday, March 24, 2024

Odmienne Formuły

 Od której Formuły tu zacząć?

Chyba od tej najpopularniejszej - Formula 1 - wyścig samochodowy - Melbourne - start za godzinę.

Dotychczasowy rekord popularności , ustanowiony 2 lata temu, to 444,000 gości na trasie wyścigu.
Oczywiście tyle osób nie zmieści się na 5-kilometrowej trasie wokół jeziora, to rozkłada się na 4 dni.
Już w czwartek do wejścia tłoczyło się ponad 60,000 ludzi.
Ciekawe, że w tym dniu nie jeździły jeszcze żadne samochody.
W tym roku rekord zostanie na pewno pobity.

Innym wydarzeniem dzisiejszego dnia jest Niedziela Palmowa.
Już wczoraj w naszym kościele przygotowano palmy...

Przez długie lata miałem jednak swoją własną formułę...
Po pierwsze bardzo nie lubię wyścigów samochodowych i co roku jeździłem na rowerze do Albert Park gdzie rozgrywany jest wyścig, robiłem rundę po trasie wyścigu, przystawałem przed trybunami lub stertami opon i wygrażałem pięściami.


Po drugie,  ponad 12 lat temu zainteresowałem się tematem MS - Multiple Sclerosis - Stwardnienie Rozsiane - natychmiast trafiła się okazja do działania. Dowiedziałem się, że co roku, 30 maja, obchodzony jest Multiple Sclerosis Day i australijskie MS Society organizuje w niedzielę najbliższą temu dniu MS Walk - marsz charytatywny dookoła Albert Lake - dokładnie na trasie samochodowego wyścigu.
Zarejestrowałem się i otrzymałem sugestię żeby dołączyć do jakiegoś zespołu. 
Spojrzałem. na listę zespołów a tam - RED Bull - nazwa jednego z najpoważniejszych uczestników Formula 1. 
Dołączyłem...

Wymierny efekt - dotacja A$646.

I tak przez kolejne ponad 12 lat.

A w tym roku?
Dzisiaj w naszym kościele, przed mszą było symboliczne wejście z palmami do kościoła. Ze względu na ograniczenia ruchowe nie uczestniczyłem.

MS Walk odbędzie się 19 maja - chodzenie mi się raczej nie polepszy, ale przecież tam się nie trzeba spieszyć.

Tutaj zdjęcie z 2012 roku - swoista wersja Palmowej Niedzieli...


P.S. Oglądając w australijskim dzienniku informacje na temat dzisiejszego wyścigu zwróciłem uwagę na polskie akcenty...


To nie było to zdjęcie, chyba zdjęcie zawodnika jadącego Hondą. 
Honda poniosła w dzisiejszym wyścigu wielką porażkę - może to działanie jakiejś komisji specjalnej?

Wednesday, June 8, 2022

Marsz, którego nie zrobiłem

 W przedostatnią niedzielę, jak zawsze, australijskie MS Society (Stowarzyszenie Stwardnienia Rozsianego - Multiple Sclerosis) zorganizowało MS Walk, marsz na cel dobroczynny - wsparcie dla osób cierpiących na to schorzenie.


Biorę w nim udział od 12 lat, przez ostatnie 5 lat donosiłem o tym na tym blogu - TU.

Minęło 10 dni i co?

W marszu nie uczestniczyłem, nie czułem się na siłach :(
Rozważałem opcję ulgową - umówię sie na spacer w Ogrodzie Botanicznym z moją regularną partnerką we wcześniejszych marszach.
Wyznam, że istotnym aspektem jest zbiórka pieniędzy.
2 osoby, które regularnie i szczodrze wspierały moje wcześniejsze marsze, zmarły ostatniego roku.
Nie miałem śmiałości promować mojej akcji na forach internetowych gdyż wiem, że wielu moich znajomych włącza się do pomocy dla Ukrainy.
Pozostała mi wspomniana wcześniej partnerka - prywatnie - znajoma z tras narciarskich a do tego Niemka urodzona w Sorau - znaczy w Żarach koło Żagania.
Jednak uznałem, że nawet spacer po ogrodzie w mojej obecnej formie i przy obecnej pogodzie to za dużo.

Przez kilka dni zastanawiałem się czy mogę jeszcze coś zrobić w tej sprawie i wtedy nawinęła się okazja - obrabować bank!

Mam już w tym pewne doświadczenie, patrz TUTAJ.
Teraz sytuacja była bardzo podobna...
Mamy w banku niewielki depozyt terminowy.
To właściwie żart, kilkanaście dolarów dochodu rocznie, ale jednak jest w tym potencjał.
Kilka dni przed osiągnięciem przez rachunek daty dojrzałości, dostaliśmy z banku powiadomienie żeby sprawdzić dostępne opcje i wybrać tę, która nam odpowiada. Jeśli tego nie zrobimy depozyt zostanie automatycznie przedłużony na istniejących warunkach.
Kliknąłem i dostałem informację żeby spróbować bliżej daty dojrzałości (maturity date), przepraszam, ale nie znam polskiej terminologii.
Kliknąłem jeszcze raz, w przeddzień tej daty - to samo.
Następnego dnia dostaliśmy powiadomienie, że rachunek został automatycznie przedłużony.
Tym razem jednak, gdy kliknąłem w link do sprawdzenia dostępnych opcji, dostałem informację, że tego rachunku nie można modyfikować na internecie, trzeba odwiedzić osobiście bank.

Odwiedziłem.
Pani w okienku była mocno zdezorientowana, zaproponowała rozmowę ze specjalistą, ale zrezygnowałem, poczułem się już na solidnym gruncie.

W domu natychmiast napisałem skargę, poparłem ją licznymi zdjęciami ekranu laptopa, wyliczyłem doznane straty czasu i upokorzenia i zaproponowałem ugodę - przeprosiny przez email i dotacja A$100 na cel dobroczynny mojego wyboru.
Trochę to potrwało, stąd to wspomnian na wstępie opóźnienie, ale w poniedziałek sprawa została zakończona. 
Bank powiadomił mnie, że nie wolno mu robić dotacji więc już wpłacił pieniądze na nasze konto.

Czym prędzej wpłaciłem dotację, dodałem kilka dolarów od siebie.
Teraz wygląda to tak...


Do banku wysłałem dowód wpłaty...

Wszystkie zainteresowane strony są chyba zadowolone.

Sunday, May 30, 2021

Niedzielny brzdęk

Brzdęk pękających planów i zamiarów rozległ się już w czwartek, ale dopiero dzisiaj wypełniła się miara zawodów, zaniechań i dokonań, a na dodatek zgadza mi się to z niedzielną intencją więc teraz pozostało tylko słuszność tytułu pisemnie uzasadnić.

Czwartek - koło południa doszły mnie sygnały, że w naszym stanie znaleziono covidowe ognisko na kilkanaście fajerek i przed wieczorem było jasne, że od północy czeka nas jakiś lockdown, o 6 wiedzieliśmy, że najcięższego kalibru - maski cały czas, zakaz odwiedzin, limit oddalenia od domu - 5 km max, zamknięte wszystko oprócz sklepów spożywczych i aptek.

Znamy to, niewiele zmienia nasz tryb życia - jedyna istotna dolegliwość, to brak kontaktu z wnukami.

Czas lockdownu - tydzień, czyli do czwartku włącznie z tym, że ze sporym naciskiem podkreślono, że rozluźnienie zostanie poprzedzone gruntowną analizą.

Oczywiście moim pierwszym skojarzeniem był opisywany 2 tygodnie temu coroczny MS Walk - 30 maja -  Dzień Stwardnienia Rozsianego. 
Już wtedy miałem obawy czy dam radę uczestniczyć. Kilka dni temu dyskutowałem z moją marszową partnerką atrakcyjne  alternatywy (spacer wokół kasztanu Paderewskiego w Królewskim Ogrodzie Botanicznym:). 
Teraz władza ustawiła wszystko na miejscu.
Jedyny drobny pozytyw to organizatorzy marszu dali mi opcję zmiany opłaty rejestracyjnej na dotację. Inne opcje to refundacja lub przeniesienie na przyszły rok.

Przez ostatnie dwa dni czas schodzi mi bardzo marudnie. 
Oczywiście, rutynowo oglądam dziennik telewizyjny plus docierają do mnie bieżące komunikaty. To samo co było przez 2 lata.

Jakiś ogólny wniosek?
Bóg nie zsyła na ludzi testów ponad ich siły i zdolności.
Australia (i Nowa Zelandia), ze względu na swoje oddalenie, praktycznie nie doświadczyły żadnej pandemii. Do tego konieczna jest bowiem znacząca ilość przypadków.
U na przypadki były pojedyńcze ich późniejszy, niekontrolowany, wzrost to już wyłączna zasługa naszych medyczno-politycznych działań.

Sprawy pokrewne.
Dzięki tracking system (cyfrowemu nadzorowi), nagle wszystkie fakty stały się sobie pokrewne.
Moja obserwacja - gdyby ten system nie był taki dobry, to chyba dałoby się uniknąć kilku pomniejszych lockdownów. Ktoś pocierpiałby gorączkę w domu i sprawa rozeszłaby się po kościach.
Istotny szczegół - od paździenika 2020 nie było w Australii śmiertelnych przypadków Covid.

Szczepienia - generalnie jesteśmy chyba 2 miesiąca do tyłu. Politycy i naczelni medycy, przy okazji tłumaczenia opóźnień zachwalają jak świetną robotę robimy.
Bardzo podoba mi się angielski zwrot - second to none - nie ma sobie równych (?).
No więc taka jest tutejsza edukacja, służba zdrowia.... 
Przyznaję, że ostatnio zwrot ten nie był nadużywany.

Szczepienia - kontynuuję. 
W tv reportaże z masowych szczepień w pięknych budynkach - choćby Royal Exhibition Building - jednym z budowniczych był ojciec słynnej śpiewaczki Melby a koncertował tam - Paderewski!
Właściwie powinienem był zamienić MS Walk pod kasztanem na szczepienie w sali koncertowej.
Wydaje mi się, że władze nie zauważają, że te szczepienia to naruszenia lockdownu - dalej niż 5 km od domu, znacznie dłużej niż godzina poza domem.

Gdy zbierałem się do tego wpisu miałem w głowie sportową, obyczajową i religijną refleksję, ale wyznam, że jakoś mi wyparowały.
Więc lepiej nie będę pisał na siłę.

Friday, May 14, 2021

Za dwa tygodnie

Niedziela, 30 maja - Światowy Dzień Stwardnienia Rozsianego - KLIK.

Polecam bardziej urozmaiconą, australijską, wersję tej informacji - KLIK.

Do tego wpisu zainspirowała mnie pokazana dziś rano w dzienniku TV informacja o mężczyźnie, zapalonym fotografie i surfiście, który kilkanaście lat temu zapadł na tę okrutną chorobę.

Tutaj filmik sprzed kilku lat - KLIK.

Uwaga: na stronie, do której prowadzi ten link, czasem u dołu pokazuje się pasek oferujący subskrypcję, zasłania on guzik uruchamiający video. Należy pasek "zgasić" (kliknąć w X)  i powinno być w porządku.

Jak wspomniałem, filmik został zrobiony kilka lat temu, dzisiaj sytuacja jest znacznie trudniejsza. Członkowie miejscowego klubu surfowego wiozą Jima na plażę, wwożą go w mniejszym wózku do wody i, jak to sami mówią - próbują go utopić, ale on się nie daje :)

Tak się dziwnie złożyło, że 11 lat temu temat Stwardnienia Rozsianego stał mi się bliski, rokrocznie uczestniczyłem w MS Walk - relacjonowałem to kilkakrotnie na tym blogu - KLIK.

W tym roku jednak sprawa nieco się zachwiała, można powiedzieć - wpadła do czarnej dziury.
To znaczy, to ja, trzy tygodnie temu, wpadłem do czarnej dziury i jeszcze kilka dni temu nie w głowie były mi jakiekolwiek marsze.
Do tego dobiła mnie moja regularna partnerka w tych marszach - Gudrun - silna Niemka z Żarów koło Żagania...


Otóż gdy usłyszała o mojej niemocy, chyba ucieszyła się - to ja cię podbiorę z domu, załatwię wózek, i przewiozę cię dookoła jeziora - ha-ha-ha :)

Wyznam, że odniosło to odwrotny skutek, odechciało mi się wszystkiego.

Dopiero dzisiejsza relacja o mężczyźnie, który nie daje się utopić, przywróciła mi równowagę.

A więc - 30 maja.

Monday, October 12, 2020

Niedzielne przesilenie

 To było wczoraj.
Co było?
Rzecz w tym, że nic nie było.

Po porannej mszy poczułem się chyba grypowo.
Moja wypróbowana odpowiedź to silna dawka witaminy C - 1,000 mg.

Po krótkim czasie zaczęło się coś dziać -
zadzwonił syn z pytaniem czy w czwartek możemy odebrać dzieci (znaczy wnuki) ze szkoły, wziąć do nas na noc i zawieźć w piątek do szkoły.
Przenocować wnuki?
Ja już nie pamiętam jak one wyglądają więc nie jestem pewien czy odbiorę ze szkoły właściwe dzieci.

Zbadałem sytuację polityczną.
W poniedziałek dzieci pójdą do prawdziwej szkoły, ale wszystkie restrykcje trwają i chyba do 8 listopada nic się w tym względzie nie zmieni.
Obecnie w całej Australii z powodu Covid przebywa w szpitalach 31 osób, jedna na oddziale intensywnej terapii.

No dobrze, dzieci będą w szkole, ale jak mamy tam dojechać, 15 km, do centrum miasta , w którym roi się od policji?
Znalazłem na internecie specjalny numer telefonu z informacją dla dziadków.

Reszta niedzieli zeszła na próbach wyjaśnienia o co chodziło w niedzielnej Ewangelii, nie udało się.
Za to okazało się, że jedna dawka witaminy wystarczyła.

W poniedziałek powiedzieli mi, że jeśli potrafię udowodnić, że nasz syn pracuje, to powinienem dać radę przekonać policję na trasie. Z tym, że odbierać może tylko jedna osoba.

W email-u czekała na mnie wiadomość, że w bibliotece czeka na mnie książka do odebrania.
Tytuł: Pewnego, lodowatego styczniowego poranka na początku 21. wieku, samotny wilk przekroczył zamarzniętą rzekę wyznaczającą granicę między Niemcami i Polską.
Czy po takim tytule będzie jeszcze jakaś treść?
Książki są wystawiane do odbioru w 15-minutowych okienkach czasowych. 
Wszystko działało poprawnie.

Już 9 razy uczesniczyłem w MS Walk - marszu charytatywnym na rzecz MS Society, Towarzystwa opieki nad osobami dotkniętymi przez Stwardnienie Rozsiane.
Marsz odbywał się zawsze w 1. niedzielę czerwca w przepięknym Albert Park, którego nawet corocznie wyścigi Formula 1, nie zdołały zeszpecić.
W tym roku marsz nie odbył się, ale dostałem potwierdzenie, że w nadchodzący weekend odbędzie się - wirtualnie.
A więc pomaszeruję... w lokalnym parku, wokół stawu z kaczkami.

Mój pierwszy marsz wyglądał tak:


Wednesday, June 3, 2020

Do dziesięciu razy sztuka

Ta ostatnia niedziela...
...miała udawać o jeden wcześniejszy Światowy Dzień SM (stwardnienia rozsianego), ale tę rundę wygrała pandemia.

Wspominałem regularnie na równoległym blogu swój udział w MS Walk - marszu charytatywnym na rzecz SM - KLIK.
W tym roku miał to być 10. występ, ale już w marcu otrzymałem wiadomość, że tegoroczny marsz zostanie przełożony na inny termin. Od tej pory trwała cisza.

Przyszło mi do głowy, żeby zrobić marsz indywidualnie, to znaczy ewentualnie w towarzystwie znajomej, która towarzyszyła mi w nim przez kilka lat, ale pogoda i zdrowie pokrzyżowały mi nawet tak skromny plan.

Ciszę przełamał... wyścig narciarski.

Przez prawie 20 lat maratony narciarskie były moją pasją. 
Kłopoty ze zdrowiem przerwały ją dziesięć lat temu.
Dokładnie wtedy dowiedziałem się o stwardnieniu rozsianym i coroczny MS Walk zastąpił wcześniejszy Kangaroo Hoppet - KLIK.

Oczywiście w tym roku Kangaroo Hoppet nie odbędzie się, ale wczoraj dostałem powiadomienie 


Własnym sposobem?
Proste - przejść lub przebiec 42 lub 21 lub 7 km i powiadomić organizatorów o wykonanu zadania.
Na dystansie 7 km jeszcze nie startowałem, teraz będzie okazja.

Dobre wiadomości lubia chodzić parami.
Kilka godzin później dostałem powiadomienie, że tegoroczny MS Walk został wstępnie zaplanowany na październik.

Trzeba zabrać się do przygotowań.

Sunday, March 29, 2020

Niedzielne wspomnienie soboty

Po pierwsze MS Walk.
To impreza charytatywna organizowana przez MS Society, stowarzyszenie wsparcia osób cierpiących na stwardnienie rozsiane (multiple sclerosis).
MS Walk odbywa się co roku w pierwszą niedzielę czerwca.
W tym roku wypadła ona hmmm ... 31 maja.
Oczywiście zerejestrowałem się, to miał być mój 10. występ - pełna historia TUTAJ.
Zgodnie z przewidywaniem organizatorzy odwołali imprezę.

Wczoraj dostałem powiadomienie, że w ten weekend odbędzie się wirtulna wersja imprezy.
Każdy chętny może odbyć marsz/spacer/bieg w dogodnym miejscu i może podzielić się wrażeniami na stronach społecznościowych.
Pedanci mogą włączyć aplikacje, które zarejestrują ich trasę, wynik, ilość kroków i wiele innych istotnych parametrów.
Nie interesują mnie te wszystkie możliwości natomiast odkryłem możliwość upolowania dwóch ptaków jednym strzałem.

Nasza parafia oferuje pomoc osobom, ktore mają trudności w zakupach.


Złapałem więc paczkę tych ulotek i.w drogę.
Ze swoich wizyt charytatywnych ze Św Wincentym znam miejsca i osoby, o których wielu moim bogobojnym parafianom się nie śniło.
Właśnie w tamte strony się skierowałem.
Już po wykonaniu zadania sprawdziłem swoje osiągnięcie w google..
Przeszedłem około 2 km. Standardowy marsz wokół Albert Lake to 5 km.
Wyznam, że te sobotnie 2 km zmęczyło mnie ogromnie. Trzeba popracować nad formą.

Po drugie wirtualny koncert.
Realności dodawał mu fakt, że za wstęp trzeba było zapłacić prawdziwą gotówką, bitcoin nie przyjmowali. 
Bilety można było kupować tylko do chwili rozpoczęcia koncertu. Nie było szansy zobaczenia koncertu w innej porze.

Wykonawcy - zespół Latitude37 okrojony z trzech do dwóch osób - Laura Vaughan - wiola da gamba, Donald Nicholson - klawesyn. 




W programie utwory Marina Marais i Louis Couperina.
Przyznam się, że o tym pierwszym dotąd nie słyszałem. Z wikipedii dowiedziałem się, że był uznanym mistrzem kompozycji na wiolę - Wikipedia 
Próbka jego muzyki TUTAJ.

Wracam do koncertu.
Znana nam scena Atenaeum Theatre.
Wykonanie nie całkiem idealne.
Udany wieczór.

Sunday, June 2, 2019

Niedzielne MaSzerowanie

Pierwsza niedziela czerwca a zatem - od 9 już lat - MS Walk czyli marsz na rzecz MS Society - Stowarzyszenia Stwardnienia Rozsianego (Multiple Sclerosis).

Przez te lata maszerowałem w słońcu



i w deszczu



ale zawsze w moim emerytowanym stroju narciarskim.




Czerwony to kolor tego marszu.

W tym roku... początki były nieco deprymujące. Na start dojechałem w czasie o 15 minut krótszym niż normalnie. Bez problemu znalazłem miejsce na parkingu.Na starcie było znacznie mniej ludzi niż w latach poprzednich.
Wniosek - marsz traci na popularności.

Na szczęście inne elementy dopisały.
Po pierwsze moja marszowa partnerka od kilku lat - Gudrun poznana w klubie narciarskim. W poznaniu się pomógł fakt, że urodziła się w Sorau, czyli w Żarach koło Żagania.
Po drugie pogoda - wbrew prognozom nie zapowiadało się na deszcz.



A więc start.


Wygląda na to, że z roku na rok staję się coraz mniejszy.

Za to procedury medyczne, które obrzydziły mi ostatnie 10 miesięcy zdają się przynosić rezultaty. Nie spostrzegłem się gdy obeszliśmy jezioro dookoła


Jeszcze kilka kroków i meta.


Za metą - pocieszająca wiadomość. Mimo pozornie mniejszego zainteresowania organizatorzy osiągnęli planowany cel finansowy.


Razem z podobnymi marszami w Sydney i Canberze zebrali ponad milion dolarów.

Mój wkład: prawie $400 w tym roku a przez te 9 lat prawie $6,000. Dziękuję wam bardzo moi sponsorzy.

W tym momencie nad jeziorem zaświeciło słońce.



Pozostawiłem więc Albert Lake jego prawowitym mieszkańcom.


Do zobaczenia za rok.

Moja strona zbierania funduszy TUTAJ.

Jeśli kogos interesuja moję wcześniejsze wpisy na ten temat, proszę kliknąć w etykietę MS Walk pod tym wpisem.

Sunday, June 3, 2018

Niedzielne spacerowanie - MS Walk

W Australii nie obchodzi się Bożego Ciała w czwartek. W niedzielę troche się o tym święcie wspomina. Nie ma żadnej procesji.

Szczęśliwy dla mnie traf zrządził, że niedziela po Bożym Ciele to w tym roku jednoczesnie pierwsza niedziela czerwca, a zatem, już po raz ósmy - MS Walk - charytatywny spacer na rzecz Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego.

Historię mojego uczestnictwa w tym spacerze opisałem rok temu - TUTAJ.

A w tym roku... też doszedłem do mety...


Galeria zdjęć TUTAJ.


Tuesday, June 6, 2017

MS Walk



Czyli marsz na rzecz osób chorych na stwardnienie rozsiane - Multiple Sclerosis.
Powyższe zdjęcie pochodzi z roku 2011. Czyli w ostatnią niedzielę szedłem po raz siódmy.

Mój kontakt z tą imprezą był ciekawy.
Sądząc po nazwie - sclerosis - myślałem, że to odmiana sklerozy, jakaś starcza dolegliwość.
Prawdy dowiedziałem się na blogu. Zauważyłem świeżo opublikowany wpis o ciekawym tytule, kliknąłem - blogowała młoda dziewczyna i opisywala swoją walkę z chorobą.
Byłem wstrząśnięty.

Proszę sobie wyobrazić, że kilka dni później, w lokalnej bibliotece, na tablicy z ulotkami, zauważyłem powiadomienie o MS Walk. To był właśnie rok 2011.
Multiple Sclerosis Day jest 31 maja. MS Walk odbywa się zatem w pierwszą niedzielę czerwca.
Obowiązującym kolorem jest czerwony. Świetnie się składa, bo właśnie w tym kolorze jest mój emerytowany narciarski strój.

W Melbourne odbywa się w przepięknym Albert Park. Może komuś ta nazwa kojarzy się z wyścigiem Formula 1. Tak, to tutaj. Dla mnie jest to barbarzyństwo - wpuszczać hałaśliwe i smrodliwe pojazdy do pięknego parku.

Co innego MS Walk. Bardzo się cieszyłem, że mogę zrobic coś pozytywnego. MS Walk połączony jest z akcją charytatywną i przez te lata udało mi się coś tam uzbierać dla MS Society.

W tym roku pogoda dopisała jak nigdy.


Szkoda, że znowu trzeba będzie czekać cały rok.

P.S.
1. Blog, od którego rozpoczęła się moja znajomość ze stwardnieniem rozsianym istnieje nadal - KLIK. Niestety poprawy zdrowia nie ma.
2. Autorka blogu Anna Bartuszek, napisała książkę o początkach swojej choroby - Bestia ujarzmiona - KLIK - przejmująca opowieść o odkryciu choroby i zawziętej walce z nią.
Pozwolę sobie wspomnieć jeden opisany w książce fakt. Anna pracowała gdzieś na obrzeżach Warszawy i miała w drodze do pracy kilka przesiadek. Swoją chorobę ukrywała. W pracy było to łatwe. Najgorsze było przejście przez jezdnię do tramwaju. Żeby zamaskować swoje problemy z chodzeniem trzymała przy uchu telefon komórkowy. Przechodnie i kierowcy wyzywali ją od idiotek. Wolała to niż przyznac się do choroby.
3. Fotorelacje z moich marszów tutaj - KLIK.