W ciągu ostatniego niespełna miesiąca byliśmy na dwóch pogrzebach, sam nie wiem co o tym myśleć?
Nie minęło kilka dni a tu, w wiadomościach naszej państwowej stacji TV - ABC - podali informację o - Living Funeral - KLIK - pogrzeb za życia.
Wyznam, że to mnie zaskoczyło.
Nie zdziwiłbym się gdyby zrobiło to Google gdyż ono miało wgląd do moich emaili na temat tych pogrzebów i wiedziało, że zaglądałem na strony kościołów i cmentarzy, ale państwowa telewizja?
Czyżbym ja był jakąś ważną osobą i o tym nie wiedział?
Wracam do tematu - pogrzeb za życia - zlinkowana strona wyjaśnia, że dotyczy to osób, które są pewna, że wkrótce umrą i daje im szansę pożegnać się z bliskimi im osobami.
Pewne podejrzenia wzbudziła wzmianka, że to może znacznie zmniejszyć koszty pogrzebu.
To przypomniało maksymę, że gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Wikipedia wspomina, że czasem motywem takiej ceremonii jest doprowadzenie do izolacji starej osoby od otoczenia - opiekunowie (rodzina) przestaje się zbytnio troszczyć o dziadka czy babcię bo wiedzą, że nikt już ich nie odwiedzi - brrr.
Moja opinia - wydaje mi się, że ceremonia pogrzebowa jest dla tych, którzy żyją, ale moje doświadczenie (pogrzeb mojej matki) jest zbyt małe żeby coś rozsądnego dodać.
Zmiana frontu - z cmentarza pod rynnę - wczoraj byliśmy na chrzcie?
Mało?
Byliśmy na DWÓCH chrztach!
Synowi naszego znajomego 2 tygodnie temu urodził się syn.
Na dodatek jego żona, matka dziecka, też nie była dotąd ochrzczona, więc podwójna ceremonia.
Nie wspominałbym o tym gdyby nie fakt, że ceremonia odbyła się w kościele katolickim praktykującym tradycyjną, łacińską liturgię.
Mam pewien sentyment do tej tradycji, ale spotkało mnie zaskoczenie, a nawet dwa.
Chrzest dziecka był raczej prosty i jasny, co innego z osobą dorosłą.
Ceremonia była długa i pokrętna, oboje z żoną nie mogliśmy tego ustać wycofaliśmy się na siedzące pozycje.
Tu wyjaśnię, że w naszym parafialnym kościele, w którym stosują aktualną liturgię, chrzest dorosłego jest taki sam jak dziecka.
Drugim zaskoczeniem było spotkanie z kilkoma parafianami tego tradycyjnego kościoła.
Parę osób w średnim wieku, parę młodych, wszyscy sympatyczni i dowcipni, ale gdy zboczyliśmy na tematykę biblijną i religijną poczułem zapach piekielnych płomieni.
Wyszedłem zdezorientowany
- czy moja pamięć katolicyzmu w PRL jest zniekształcona,
- a może kościół katolicki w PRL praktykował nieco zmodyfikowane ceremoniały i nauczanie,
- a może kościół katolicki w Anglii i Irlandii będąc ofiarą angielskiej nietolerancji, jakoś skamieniał?
W ten sposób w dwa dni zachwiały się dwa filary istnienia - chrzest i pogrzeb.
Dzisiaj niedziela, znowu odwiedziliśmy kościół w starym stylu, którego zdjęcie publikowałem 2 wpisy temu, ale jednak potrzebowałem dzisiaj odmiany.
Odwiedziłem sąsiednią ulicę gdzie natura stworzyła świątynny nastrój...
Uwaga: w rzeczywistości było znacznie ciemniej, ale telefon wie lepiej - stara się rozjaśnić moją wizję.
Niepotrzebnie, ja jestem nadal w dobrym humorze.













