Monday, October 30, 2023

Halo, halo-ween

 Już miesiąc temu w supermarkecie zauważyłem...

.. i to nie były mandarynki lecz coś znacznie, znacznie większego.

Dzisiaj nie było już wątpliwości wyboru...


Ostatni wiersz na tablicy - A haunting we will go.
To parafraza popularnego wezwania angielskich myśliwych - a hunting we will go...
Czyli - pójdziemy na polowanie - czyli po staropolsku - na łów, na łów, towarzyszu mój...
Natomiast a haunting we will go - znaczy - pójdziemy straszyć...

Więc poszedłem. 
Ponieważ szedłem sam, to nikogo nie postraszyłem, za to spróbowano postraszyć mnie...


---


Wpatrywałem się w ten widok aby bardziej przesiąknąć strachem, ale z transu wyrwała mnie starsza pani chińskiego pochodzenia -
- Co tu się wyrabia? - zapytała po angielsku.

Magia prysła - 
Jak jej to wytłumaczyć?
Co jej wytłumaczyć?

Odpowiedziałem - jak w tytule wpisu.
- Acha - odpowiedziała po angielsku i odeszła rzucając w moim kierunku podejrzliwe spojrzenia.

Multikulturalizm - nie rozumiem, ale szanuję (z pewną podejrzliwością).

Saturday, October 28, 2023

Compliance

Oznacza po angielsku zgodność z przepisami,

A przepisów coraz to więcej.

W życiu prywatnym każdy sobie radzi jak potrafi, co innego w pracy - regulamin, często nie jeden.
Sprawa się komplikuje gdy ktoś działa w instytucji charytatywnej - tu styka się sporo różnych dziedzin, a do tego dochodzi bliski kontakt z bardzo różnymi osobami i ich problemami

Wspominałem wielokrotnie o swojej działalności w instytucji charytatywnej - St Vincent de Paul - i właśnie przyszła kryska na matyska - członkowie muszą odbyć obowiązkowy Compliance Training.

Odbyłem w czwartek.
Szkolenie ograniczyło się do trzech tematów - bezpieczeństwo dzieci, privacy - czyli poufność i bezpieczeństwo informacji, nasze własne bezpieczeństwo podczas kontaktu z osobami, które proszą o pomoc.

Bezpieczeństwo dzieci - wydaje mi się, że prawie codziennie słyszymy raporty o tym że jakiemuś dziecku lub młodej osobie dzieje się mniej lub więcej zamierzona krzywda.
Na marginesie wspomnę, że każdy z naszych członków musi mieć wydane przez policję świadectwo upoważniające do kontaktu z cudzymi dziećmi.
O ile wiem takie świadectwa muszą mieć również pracownicy transportu publicznego a zapewne również pracownicy sklepów itd, itd.
Oczywiście policja może jedynie sprawdzić czy nie mamy jakichś przypadków przekroczenia prawa.

Zatrzymam się nieco na pierwszym punkcie szkolenia.
Wyróżniono 4 zagadnienia - zaniedbanie, przemoc fizyczna, nadużycia seksualne, grooming.
Ten ostatni termin wymaga wyjaśnienia - według słownika oznacza on pielęgnację, ale również tresurę i to chyba jest właściwe połączenie - pielęgnacja to w tym przypadku zdobycie zaufania dziecka w celu zyskania możliwości zyskania nad nim kontroli.

Jak wygląda to w naszej praktyce?
Zaniedbanie - przede wszystkim, wielu naszych klientów nie potrafi zadbać o samych siebie i swoje gospodarstwo domowe. Stosunkowo najlepiej wypadają w tym towarzystwie matki pochodzące z Afryki, dzieci są zadbane, wesołe, bystre i chętne do akcji - aby to tylko przekładało się na chęć do nauki i pracy.
Przemoc - sprawa oczywista to zwrócić uwagę czy dziecko ma siniaki lub inne ślady obrażeń.
Takich przypadków nie mieliśmy.
Nadużycia seksualne - nasz kontakt z dziećmi klientów jest zbyt krótki i powierzchowny żebyśmy mogli coś zauważyć.
Grooming - jak wyżej chociaż tu doszły dodatkowe elementy - na ile kontaktu fizycznego z dzieckiem klienta możemy sobie pozwolić?
Bardzo powszechne jest u nas high five czyli wzajemne klapnięcie się płaskimi dłoniami - to w porządku.
A co z give me a hug - czyli obejmijmy się rękami?
Po pierwsze kontakt z dzieckiem musi być przez cały czas w obecności rodziców, po drugie - jeśli kontakt fizyczny, to tylko bierny czyli dajmy się objąć.
A co jeśli dziecko chce nam coś opowiedzieć, zwierzyć się?
Zasadniczo obecność rodziców bardzo ogranicza taką możliwość.
Gdyby jednak... to wysłuchać z życzliwością i powagą i nie zawieść zaufania dziecka czyli... raportować dalej czy nie raportować?
Dylemat jest na tyle poważny, że na szkoleniu podano nam 2 telefony zaufania i ze trzy platformy internetowe gdzie możemy szukać wsparcia gdyby treść szkolenia wprowadziła nas w jakieś rozterki.
Czyli - po pierwsze - zadbaj o samego siebie.
Ja wybrałem odreagowanie na tym blogu.

Wpis rozrósł się do takich rozmiarów, że na dzisiaj wystarczy, ciąg dalszy w przyszłym tygodniu.

P.S. Na szkoleniu, po zakończeniu pierwszego tematu, była przerwa na herbatkę - podano również kawę,  jakieś pierożki, humus, crackersy, wafelki, herbatniki.
Zwróciłem prowadzącym uwagę, że jest to oczywisty grooming - zyskanie naszej wdzięczności i zachęta do konsumpcji niezdrowych produktów.

Wednesday, October 25, 2023

Proste bywa zbyt skomplikowane

 Skoro były zdjęcia z przybytków opieki nad zdrowiem, to przyszedł czas na konkrety - co też się w tych przybytkach wyrabia?

Przychodnia laryngologiczna.

Jakiś czas temu zauważyłem, że mam powiększony migdał. Właściwie to mi w niczym nie przeszkadzało, ale jednak gdy powiększenie trwało kilka tygodni a "dawanie sobie w migdał" nie pomagało, zgłosiłem sprawę lekarzowi domowemu.
Ten wysłał mnie na serię badań.
Badania nie wykryły niczego złego, ale też nie dały wskazówki co robić, więc - skierowanie do laryngologa.
Laryngolog coś tam zbadał i skierował na kolejne badania.
Przychodnia, do której miałem skierowanie poprosiła mnie żebym im przysłał emailem wyniki poprzednich badań. Zdziwiło mnie to gdyż te wyniki są dostępne na internecie, ale co mi szkodzi - wysłałem.
Za dwa dni - telefon z recepcji laryngologa - kiedy będziesz miał wyniki badań bo musimy zaplanować twoją wizytę.
Dzwonię do przychodni - kiedy zrobicie mi te badania?
- Przecież prosiliśmy cię o wyniki poprzednich badań.
- Przecież wysłałem wam 5 dni temu!
Za dwa dni telefon - ten twój email chyba nie doszedł, czy możesz wysłać jeszcze raz?
Wysłałem, potwierdzili że dostali i... cisza.
Telefon od laryngologa - jak z tymi badaniami, bo musimy zamknąć plan wizyt na listopad.

Poprosiłem żeby się skontaktowali z przychodnią, które ma wykonać te badania, zwróciłem uwagę, że jest ona w tym samym budynku a wszystkie potrzebne dane mają na internecie.
Chyba pomogło - badanie w przyszłym tygodniu.

Na marginesie wspomnę, że już kilka razy, ilekroć trzeba było znaleźć jakieś badania na internecie, to najlepiej sobie z tym radzili lekarze w wieku emerytalnym, po prostu szukali tego co było im potrzebne natomiast urzędnicy w recepcji są tylko pośrednikiem i tu występuje najwięcej zakłóceń i nieporozumień.

Inny przypadek - firma która dostarcza nam elektryczność i gaz zasugerowała mi żebym przerzucił się na inny plan, da nam to spore oszczędności.
Poprosiłem o szczegóły.
Coś tam przysłali, ale nie wystarczało to na pełne porównanie.
Oczywiście każdy telefon oznacza odczekanie kilka-naście/dziesiąt minut na linii. Czekanie umila muzyka przerywana komunikatem, że klient to dla nich najwyższy priorytet.
Zaoferowali, że przeliczą nasz ostatni rachunek stosując nowe stawki. Po trzech dniach, gdy spytałem o postęp prac, odpowiedzieli, że nie przypuszczali że to takie skomplikowane i nie wiedzą kiedy skończą.
Poprosiłem jeszcze raz o szczegółowe parametry, tym razem już wiedziałem jakie parametry są istotne.
Rzeczywiście było skomplikowane, zajęło mi około 20 minut.

Nie będę już wspomniał licznych przekomarzań z bankami, było o tym 3 lata temu.

Moja konkluzja - instytucje zlecają specjalistycznym firmom wykonanie systemów informacyjnych. Te firmy najczęściej próbują sprzedać ten sam produkt wielu klientom. 
Tym systemem ostatecznie operują urzędnicy, którzy często mają powierzchowną wiedzę o istocie wykonywanych usług, oni starają się raczej bezmyślnie trzymać procedur.

W tym momencie przypomniała mi się polska piosenka zespołu KLAN.
Uwaga: napisana w roku 1971!!!



Monday, October 23, 2023

Puste przestrzenie

Kilka razy prezentowałem na tym blogu zdjęcia z poczekalni w instytucjach medycznych.

Tym razem zwróciłem uwagę na to co przed poczekalnią

Państwowy szpital...


Za pacjentem na wózku widać drewnianą rzeźbę, tutaj przybliżenie...


Za hallem kilometrowe korytarze, aż korci żeby pobiegać z latawcem...



Nie mam dużego porównania, ale w kilku szpitalach prywatnych, które odwiedziłem, nie było tak przestronnie.

A pacjenci?
Mają się dobrze.
Mam na myśli odległości, są raczej rozsądne.

Jeszcze prywatna przychodnia laryngologiczna...


Za szkłem widać którąś z poczekalni, tam już jest normalnie, rząd kilku krzeseł, połowa zajęta.

Zmiana nastroju.
Kilka dni temu córka zaprosiła nas na lunch do restauracji w "dobrej dzielnicy"...


Menu było ciekawe a ceny potraw zupełnie rozsądne, tak że nie wiem co tak onieśmieliło klientów.

Pusto wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie?

Friday, October 20, 2023

50 lat

 ukończyła dzisiaj Opera w Sydney...

Sydney Australia. (21339175489).jpg
Zdjęcie z Wikipedii.

Życzenia urodzinowe przysłał nam nasz monarcha -  KLIK.
Przy okazji wspomniał, że ceremonii inauguracyjnej przewodziła jego matka - nasza królowa Elżbieta II.

Konkurs na projekt budynku wygrał duński architekt Jørn Oberg Utzon.
Budowa trwała 16 lat, koszt został przekroczony ponad 13-krotnie, w trakcie budowy architekt pokłócił się z aktualnym rządem stanowym i zrezygnował ze współpracy przy projekcie. 
Został zaproszony na otwarcie - podziękował, ale nie przyjechał gdyż nie chciał się spotkać ze stanowymi urzędnikami. Wszystkie szczegóły TUTAJ.

Na otwarcie wystawiono operę S. Prokofiewa - Wojna i Pokój.
Nie wiem co było inspiracją takiej decyzji gdyż ta opera nigdy nie zyskała popularności.

Moja osobista refleksja...
Po pierwsze budynek opery to jest niewątpliwie znak rozpoznawczy Sydney.
Jest prezentowany w mediach przy wielu okazjach.
Po drugie... nie wydaje mi się żeby Opera w Sydney była znaczącą instytucją kulturalną.
Oczywiście odwiedza ją około 11 milionów ludzi rocznie, ale dla wielu 
z nich, również dla mnie, jest to jednorazowa wizyta.

Po trzecie... jednak miło mi że jest i z przyjemnością oglądam ją w mediach.

Zapraszam na wirtualną wycieczkę...

Wednesday, October 18, 2023

Muzyka przynosi spokój

Dzisiaj rano podążyliśmy do Melbourne Recital Centre na kolejny koncert z serii Mostly Mozart - Głównie Mozart.

Idąc z parkingu do sali koncertowej nie mogłem nie zauważyć budynku dominującego nad okolicą.
W porannym słońcu żółty kolor wyższych pięter nabierał złotego połysku, jak korona...

Królewska pycha - pomyślałem.
Kilkanaście kroków do przodu i...



Pycha ukarana, 
Korona zredukowana do poziomu podwiązki.

W dzisiejszym programie wystąpił oktet instrumentów dętych - 2 oboje, 2 klarnety, 2 fagoty, 2 rogi rytmicznie wsparte kontrabasem.

Prowadzący koncert wspomniał, że na przełomie XVIII i XIX wieku, kompozytorzy oper promowali swoje dzieła wysyłając na ulice miast właśnie takie zespoły, które miały za zadanie zachęcić mieszkańców do przyjścia na przedstawienie.

W dzisiejszym programie usłyszeliśmy tego typu promocję opery Rossiniego - Cyrulik Sewilski i Snu Nocy Letniej Mendelssohna.

W jakiś sposób skojarzyło mi się to z tą wizją zniżenia królewskiej korony.

Początek koncertu, oktet stroi instrumenty i w tym momencie z tylnego rzędu rozlega się niekontrolowany jęk, krzyk.
No tak, przecież widziałem wcześniej jak opiekunka wjeżdżała wózkiem z bardzo niesprawnym pacjentem.
Spoglądam z lękiem na orkiestrę - widzę łagodne uśmiechy, strojenie instrumentów trwa nieco dłużej, niekontrolowany głos cichnie, zaczyna się muzyka.

Znowu skojarzenie...
Przed laty oglądałem w TV chyba francuski program - rozmowa ze słynnym pianistą - Światosławen Richterem.
Richter wspomniał między innymi jak to wraz ze słynnym skrzypkiem Dawidem Ojstrachem tłukli się kilka dni pociągiem aby zagrać w kołchozie w jakimś zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu.
- Jak to? - dziwił się prowadzący program - przecież najlepsze sale koncertowe na świecie dałyby wszystko żebyście u nich wystąpili.
- A dlaczego prości ludzie w odległym miejscu nie mają posłuchać dobrej muzyki? - odpowiedział S. Richter z przekornym uśmiechem.

Przed laty miałem okazję wysłuchać koncertu Światosława Richtera w sali Filharmonii Narodowej.
Grał Mozarta.
Nieco mnie to zaskoczyło, utwory fortepianowe Mozarta są przyjemne, ale nie wymagają takiej wirtuozerii jak choćby utwory Beethovena, Liszta, Chopina, Skriabina czy Rachmaninowa
Jednak w występie S. Richtera czułem jakąś ukrytą energię, energię nie mobilizującą do akcji, ale raczej skłaniającą do spokoju i pogodnej refleksji.
Było to jedyne w swoim rodzaju przeżycie.

Ostatni punkt programu - Mozart - Serenada na oktet instrumentów dętych - KLIK.
W drugiej części utworu wydało mi się, że oktetowi towarzyszył głos/jęk z ostatniego rzędu, był w zgodzie z muzykami i Mozartem.

Muzyka przynosząca harmonię i spokój.

Sunday, October 15, 2023

Niedzielna mądrość

W sobotę, po przebudzeniu, Google zaproponowało:

O virtus Sapientiae,
quae circuiens circuisti comprehendendo
 omnia in una via, quae habet vitam,
tres alas habens,
quarum una in altum volat,
et altera de terra sudat,
et tertia undique volat.
Laus tibi sit, sicut te decet,
O Sapientia.


 O cnoto Mądrości,
która krążysz, otaczasz, włączasz
wszystko w jedyny sposób, w którym jest życie.
  Masz trzy skrzydła
 z których jedno leci wysoko
 a drugie poci się na ziemi
 a trzecie nadlatuje z wszystkich stron.
Chwała Tobie, jak na to zasługujesz,
O Mądrości.

Wstałem, rozejrzałem się i poczułem się bardzo mały i opuszczony - jakoś nie czułem żeby ta Mądrość mnie w ogóle zauważyła.

Drobny rozruch poranny i akcja - Referendum.
Punkt głosowania mamy w szkole 150m od naszego domu.
Na ulicy nie było ruchu, zaparkowało bardzo niewiele samochodów, zgadza się,  media donosiły że ponad 2 miliony osób głosowało wcześniej, pewnie sporo osób głosowało korespondencyjnie.

Na ulicy przed szkołą stały 3 panie, wszystkie agitowały żeby głosować YES.
Wyglądało to mizernie, podczas wyborów parlamentarnych agitatorów jest wielu, sporo kolorów i hałasu.

W środku lokalu wyborczego też spokojnie, dostałem kartę do głosowania i ołówek...



Zawsze mnie nieco bawi to głosowanie przy użyciu ołówka, przecież tak łatwo to zmazać i napisać coś innego.

W poprzednim wpisie dałem wyraz swoim obawom i wątpliwościom co przełożyło się na głos = YES.

Byłem przekonany, że tak właśnie zagłosuje przeważająca większość, wszak cała państwowa machina medialna właśnie to promowała.

O 7-mej włączyłem tv i szok...
Proszę spojrzeć na graf na tej stronie - KLIK.
Głosy  YES w kolorze czarnym, głosy NO - jakieś pomarańczowe - zdecydowanie pozytywny kolor.
Jeśli rząd od początku widział swoją akcję w czarnych kolorach, to po co było to zaczynać???

Od tego momentu nie musiałem już patrzeć na liczby.
Dla porządku zacytuję - NO wygrało we wszystkich stanach, w tej chwili YES ma około 40% głosów.

Obserwacja uboczna...
Media wspominają, że głos NO przeważał w elektoratach Partii Pracy - czyli dokładnie odwrotnie w stosunku do polityki partyjnej.
Elektoraty Partii Pracy - osoby uboższe i słabiej wykształcone, wielu świeżych imigrantów - dla wielu z nich kwestia Aborygenów jest zupełnie obca, niektórzy mogą się obawiać, że troska o Aborygenów może być zagrożeniem dla programów pomocy społecznej, z której oni korzystają.
Osobna sprawa to świadomość tego co dzieje się w Australii.
Dość często odwiedzam centrum mojej dzielnicy - Chiny - odnoszę wrażenie, że spora część mieszkańców nie potrzebuje się interesować sprawami australijskimi,  wyrywkowe badania to potwierdziły - sporo osób nie rozumiało o co chodzi, zarówno w sensie językowym jak i merytorycznym.

No i bądź to mądry - o Sapientia.