Saturday, April 16, 2022

Końcówka Tygodnia

 Sobota, wczesnym popołudniem opuściliśmy Melbourne i dobrze, bo to był dość wymagający tydzień.

Najbardziej interesujące było pewnie zabłąkanie w ogromnym szpitalu.
Moja żona miała tam umówioną wizytę u specjalisty.
To była pierwsza wizyta w tym miejscu.
Szpital przytłaczał swoim ogromem. Kilka parkingów. Brak widocznej informacji.
Wszedłem do budynku zbadać sytuację - fatalna - pusty korytarz bez końca.
 Ani żywej duszy. Po kilku minutach intensywnego marszu, wykonaniu kilku zakrętów i zejścia jedną klatką schodową, napotkałem jakąś osobę. 
Pani poinformowała mnie, że teoretycznie mogłem kontynuować marsz, ale praktyczniej było wrócić do samochodu i pojechać na inny parking.
Wrócić - łatwo powiedzieć, opatrzność musiała mnie prowadzić.
Samochód, z żoną w środku, znalazłem i potem poszło jak z płatka.
Jednak dobre szybko się kończy, trzeba było odnaleźć zaparkowany w pośpiechu samochód. Parkingi były dwa, żadnych znaków czy informacji. Obejrzeliśmy kilkaset samochodów zanim trafiliśmy na właściwy.

Popołudnie też wypełnione.
Mieliśmy z partnerem aż 8 wezwań od osób potrzebujących pomocy, to dzienny rekord.
Niestety wizyty dość przygnębiające, żadna z odwiedzonych osób nie rokuje nadziei na poprawę sytuacji - uzależnienia od pomocy charytatywnej.

Nic dziwnego, że gdy wyjechaliśmy na autostradę i skierowaliśmy w stronę farmy naszej córki odetchnąłem z ulgą. Na dodatek tydzień temu rząd obniżył akcyzę na paliwo i benzyna wyraźnie staniała.

Trochę ponad godzina jazdy i...


Kraina mlekiem płynąca i becząca...


Koło domu - palma - wspomnienie ostatniej niedzieli...


Ale cóż to czerwonego prześwieca między gałęziami?


Zwiastun jutrzejszego dnia.
Ciekawe czy do rana całkiem poczerwienieje.

Wszytkim czytelniczkom i czytelnikom życzę Radosnych Świąt Wielkanocnych.

Wednesday, April 13, 2022

Kronika kornika

 Kornik chodził po korze,
w pokorze.

Za to jego żona nie korzyła się wcale,
założyła koronki i korale.
Potem kupiła na loterię fanty,
sprzedał jej je kornik Korfanty.
Następnie odwiedziła Korwina
i napiła się z nim dobrego wina.
Ze spotkania wyszła jednak skwaszona
bo Korwin zgrywał się na korniszona.

Kornikom z Hiszpanii - escarabajo de corteza *,
nie podobała się w Koranie pewna teza,
więc przybyły do Mekki wprost z Kordoby,
płynęły korwetą cztery doby.
Koło Korsyki napadli je korsarze
lecz puścili gdy dostali korony w darze.
Wreszcie przypłynęły do celu (korwetą)
i od razu zgłosiły weto.

A kornik siedział w kórniku pod korą
i spisywał swą kronikę z pokorą

* corteza - po hiszpańsku - kora.

Sunday, April 10, 2022

Niedzielne formuły

 Jezus szedł naprzód, zdążając do Jerozolimy.

Gdy przybliżył się do Betfage i Betanii, ku górze zwanej Oliwną, wysłał dwóch spośród uczniów, mówiąc: «Idźcie do wsi, która jest naprzeciwko, a wchodząc do niej, znajdziecie uwiązane oślę, którego nie dosiadał żaden człowiek. Odwiążcie je i przyprowadźcie. A gdyby was kto pytał: „Dlaczego odwiązujecie?”, tak powiecie: „Pan go potrzebuje”».

Wysłani poszli i znaleźli wszystko tak, jak im powiedział. A gdy odwiązywali oślę, zapytali ich jego właściciele: «Czemu odwiązujecie oślę?»

Odpowiedzieli: «Pan go potrzebuje».

I przyprowadzili je do Jezusa, a zarzuciwszy na nie swe płaszcze, wsadzili na nie Jezusa. Gdy jechał, słali swe płaszcze na drodze. Zbliżał się już do zboczy Góry Oliwnej, kiedy całe mnóstwo uczniów zaczęło wielbić radośnie Boga za wszystkie cuda, które widzieli. I mówili głosem donośnym:

«Błogosławiony Król,
który przychodzi w imię Pańskie.
Pokój w niebie
i chwała na wysokościach».

Lecz niektórzy faryzeusze spośród tłumu rzekli do Niego: «Nauczycielu, zabroń tego swoim uczniom!»

Odrzekł: «Powiadam wam: Jeśli ci umilkną, kamienie wołać będą».

Ewangelia św Łukasza 19: 28-40

Dzisiaj Niedziela Palmowa.
Piękny, słoneczny dzień.
W naszym kościele, przy drzwiach stał kubełek z palmowymi liśćmi, złapałem jeden i podążyłem z procesją na przylegające do kościoła boisko szkolne.



Na zdjęciach nie widać wielu parafian bo większość stała za mną.

--------

Przez ostatnie kilka dni nasze media mają bzika na temat wyścigu Formuły I, który właśnie kiedy to piszę rozgrywany jest w Melbourne. Oceniają, że dzisiejszy wyścig obejrzy na żywo 130,000 ludzi.

Wyznam, że jestem przeciwnikiem wyścigów samochodowych a w szczególności gdy rozgrywane są w Melbourne, w pięknym Albert Park.

Przed laty, kilka dni przed wyścigiem, jeździłem na rowerze do Albert Parku, robiłem kółko na wyścigowej trasie, co kilkaset metrów przystawałem i wygrażałem pięściami organizatorom i publiczności, która miała się tu za kilka dni pojawić.

Przez 2 lata wyścig nie odbył się z powodu pandemii. W tym roku wrócił ze zdwojoną siłą a mnie brak już siły na jazdy rowerowe do miasta. Pozostało wygrażanie pięściami...

... i wspomnienia...


Albert Park bez Formuły


I z Formułą





Sunday, April 3, 2022

Niedzielne pisanie

 Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Cały lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał ich.

Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą dopiero co pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją pośrodku, powiedzieli do Niego: «Nauczycielu, tę kobietę dopiero co pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co powiesz?» Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Lecz Jezus, schyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: «Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem». I powtórnie schyliwszy się, pisał na ziemi.

Kiedy to usłyszeli, jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych, aż do ostatnich. Pozostał tylko Jezus i kobieta stojąca na środku.
Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: «Kobieto, gdzież [oni] są? Nikt cię nie potępił?»A ona odrzekła: «Nikt, Panie!» Rzekł do niej Jezus: «I Ja ciebie nie potępiam. Idź i odtąd już nie grzesz».

Ewangelia św Jana 8, 1-11

Jezus i cudzołożnica.
Dzisiaj wróciliśmy w Australii do prawidłowego w naszym położeniu geograficznym czasu "zimowego" czyli godzina snu więcej.
Chyba była mi potrzebna gdyż obudziłem się dokładnie o tej samej godzinie co zawsze.

W związku z tym opowiem historię jak ze snu.

W 1945 roku, po zakończeniu wojny, Holendrzy powołali specjalną komisję mającą na celu odzyskanie dzieł sztuki zrabowanych w Holandii przez hitlerowców.
Po kilku miesiącach działania komisja otrzymała elektryzującą waidomość - w górskim tunelu w Alpach odkryto pociąg z kolekcją obrazów z pałacu Goeringa.
Komisja pospieszyła na miejsce odkrycia, otworzyła wagony i już w pierwszym znalazła coś nadzwyczajnego - nieznany obraz Vermeera - Jezus i cudzołożnica - to nawiązanie do dzisiejszej Ewangelii.


Eksperci nie mieli wątpliwości - Vermeer.
Ja mam - otóż w Ewangelii Jezus rozmawia z cudzołożnicą dopiero gdy pozostali sami zaś na obrazie towarzyszą im jacyś gniewni mężczyźni.
Na szczęście nie miałem wtedy prawa głosu więc mogła powstać ta historia.

Obraz był zupełnie nieznany, zaczęto żmudne badania skąd pochodzi. 
Po kilku miesiącach odkryto, że główny zaopatrzeniowiec Goeringa kupił go od handlarza dziełami sztuki, który z kolei kupił go od Hana van Meegerena, nieudanego malarza za to udanego handlarza.
Van Meegeren odmówił podania źródła z którego kupił ten obraz, tłumaczył, że to z prywatnej kolekcji zbankrutowanej włoskiej arystokratki, której przysiągł, że nie wyjawi jej nazwiska.

Czasy były okrutne, van Meegeren został aresztowany i powiadomiony, że został oskarżony o sprzedaż dóbr narodowych okupantowi a za to grozi kara śmierci.

Po krótkim namyśle van Meegeren wyznał, że... to on sam namalował ten obraz,
Wspomnę, że to nie był Prima Aprilis.

Eksperci pośmiali się trochę poczym podtrzymali swoje stanowisko - kara śmierci.
Wtedy van Meegeren złożył następującą propozycję:
- dajcie mi kilka dni czasu i umożliwcie malowanie w celi więziennej. Namaluję wam jeszcze lepszy obraz Vermeera.
Sąd wyraził zgodę, oto rezultat...


Jezus naucza w świątyni.

Źródło powyższej historii TUTAJ.

Dodam jeszcze epilog.

Z dnia na dzień van Meegeren urósł do rangi bohatera narodowego.
Nie dość, że oszukał i okpił Goeringa, to na dodatek okazało się, że Goeringowi zabrało gotówki na tak kosztowny zakup i dołożył ponad sto zrabowanych wcześniej obrazów.
A jednak... Han van Meegeren skończyl życie w więzieniu (atak serca) czekając na proces, oskarżony (słusznie) o fałszerstwo i nie chodziło tu o obraz sprzedany Goeringowi.

Ciekawym polecam książkę Franka Wynne - I was Vermeer, the forger who swindled the Nazis.

Thursday, March 31, 2022

Współczesna mitologia

 We acknowledge that we are meeting today on the lands of the Woi wurrung (Monash), and Wurundjeri (Whitehorse) people and we wish to acknowledge them as Traditional Custodians.
(Note: our part of Boroondara has not determined any acknowledged custodians at this time.)

We acknowledge the richness, diversity, and sophistication of the cultures of First Nations peoples.

We acknowledge with sorrow the wrongs of the past that have taken place and continue into today.

We pay deep respects to Elders past and present and honour the strong leadership that is evident in the emerging Elders of tomorrow.

We hope to partner together and work to build a more just and compassionate society for the traditional owners of this land.

Uproszczone tłumaczenie:
Uznajemy, że spotykamy się dzisiaj na terenach ludów Woi wurrung i Wurundjeri i pragniemy uznać ich za Tradycyjnych Opiekunów.
(Uwaga: nasza część dzielnicy nie ustaliła jak dotąd żadnych tradycyjnych opiekunów)
Uznajemy bogactwo, różnorodność i wyszukanie (sofistykację) kultur Pierwszego Narodu.
Uznajemy z żalem zło, które miało miejsce w przeszłości i jest kontynuowane do dzisiaj.
Okazujemy głęboki szacunek  Starszyźnie Plemiennej przeszłości i czasów obecnych i uznajemy silne przywództwo widoczne w dojrzewającej Starszyźnie jutra.
Mamy nadzieję być współpartnerami i pracować nad budową bardziej sprawiedliwego i współczującego społeczeństwa dla tradycyjnych właścicieli tych ziem.

Powyższą deklarację składa prezes mojego oddziału Stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo przed każdym zebraniem.
Podobne oświadczenia składane są przy okazji wszystkich oficjalnych spotkań w Australii.

Skoncentruję się przez chwilę na drugim paragrafie -
Uznajemy bogactwo kulturowe.
Spytałem kolegów ze Stowarzyszenia czy wiedzą coś konkretnego na temat tego bogactwa.
Nie wiedzą, ale są przekonani, że istnieje.
Powierciłem w internecie - jedyne co znalazłem to link do ośrodka informacyjnego plemienia Wurundjeri, który to ośrodek organizuje płatne spotkania na temat dorobku kulturalnego plemienia.
Złożyłem wniosek, żeby nasze Stowarzyszenie zamówiło takie spotkanie i rozpowszechniło jego wyniki. Wniosek zaginął gdzieś w pandemicznym zamieszaniu więc ponowię tę próbę.

Natura nie znosi próżni więc moje poszukiwania informacji o przeszłości Aborygenów trafiły na coś trudnego do strawienia - dzieciobójstwo.

Zasadniczo powinno to być oczywiste - plemiona koczownicze -
- po pierwsze - nie gromadzą zapasów i są zdane na to co znajdą lub upolują. W rezultacie muszą systematycznie kontrolować swoją populację.
- po drugie, jak sama nazwa wskazuje, są w ciągłej gotowości do zmiany miejsca a zatem członkowie plemienia muszą być w każdej chwili zdolni zabrać ze sobą cały swój dobytek.

W przypadku małych dzieci, które nie zniosą trudów przeprowadzki...
W zeszłym roku czytałem biografię Joyce Nankivell, bardzo zasłużonej australijskiej działaczki charytatywnej (m. in. pracowała dwa lata na polskich kresach w latach 1921-23 a w 1939-40 roku zorganizowała ucieczkę do Palestyny ponad 2,000 Polaków żydowskiego pochodzenia - KLIK. KLIK.)

Joyce spędziła dzieciństwo na plantacji trzciny cukrowej i była świadkiem wędrówek plemion aborygeńskich.
Wspomina, że niektóre aborygeńskie matki wykorzystywały przejście przez plantację jako okazję żeby podrzucić tu swoje dzieci.
Jeśli dziecka nie dało się podrzucić, to stosunkowo małobolesną metodą było nasypanie mu pełno piachu do ust.

O Joyce Nankivell nikt obecnie w Australii nie pamięta natomiast tradycje aborygeńskie urosły do mitologicznych rozmiarów.
Ale są to tylko politycznie poprawne mity.

 Źródła:

-  TUTAJ  link do polskiego tłumaczenia artykułu na temat dzieciobójstwa i kanibalizmu wśród Aborygenów.
- Oryginał TUTAJ.

Sunday, March 27, 2022

Niedzielne ucztowanie

 W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.
Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.
Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”.
Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Ewangelia św Łukasza 15: 1-3,11-32

Podobnie jak w zeszłym tygodniu tak i dzisiaj okoliczności zniosły mnie z ewangelicznego tematu.
Tym razem udaliśmy się na mszę do "polskiego" kościoła w centralnej dzielnicy - Richmond
Polskiego w cudzysłowie gdyż oficjalnie jest to kościół australijskich Jezuitów - pod wezwaniem św Ignacego, ale co niedzielę w południe jest odprawiana tu msza w języku polskim przez polskich Jezuitów.



Po przyjeździe do Australii chodziliśmy tu na mszę każdej niedzieli. 
Później ustabilizowaliśmy się w naszym parafialnym kościele australijskim.
Te australijskie msze wydają nam się bardziej sympatyczne, dużo w nich optymizmu i życzliwości do ludzi.

Powodem dzisiejszej zmiany była - tytułowa uczta.
Czyli było nawiązanie do ewangelii, ale uczta była nie dla syna marnotrawnego, wprost przeciwnie - syn był absolutnie poprawny świętowaliśmy bowiem 50-lecie kapłaństwa polskiego księdza.

Ksiądz Ludwik w wieku 17 lat wstąpił do nowicjatu, kilka lat później, czyli 50 lat temu, złożył śluby kapłańskie. Po pracy w kilku parafiach w Polsce przyjechał 14 lat temu do Australii.
We wtorek poleci do Polski na zasłużoną emeryturę.

Na uroczystości wyświetlono zdjęcia jubilata.
Przystojny młody chłopak.
 17 lat - pomyślałem - czy w tym wieku można podjąć tak kategoryczną decyzję?
W przypadku księdza Ludwika decyzja była chyba właściwa.
Kilka zdjęć pochodziło z okresu odbywania obowiązkowej 2-letniej służby wojskowej.
Życie kleryka w PRL miało swoje specyficzne uroki.

Bardzo sympatyczna impreza, bardzo dużo osób, którym ksiądz Ludwik zapisał się pozytywnie w pamięci.
Owocne życie.

Thursday, March 24, 2022

Requiem na raty

 Kiedy to się zaczęło?
Ponad 2 lata temu, w Ballarat - KLIK - gdzie po raz pierwszy usłyszeliśmy Australian Chamber Choir i oczarował nas.

Wkrótce znaleźliśmy informację o kolejnym występie chóru - Requiem Gabriela Faure - KLIK.
Kupiliśmy bilety i przyszedł lockdown.

I tak chyba 3 razy, sale koncertowe się otwierały, dostawaliśmy kolejną wersję biletów na nową datę i nowe miejsce i... lockdown.

Wreszcie w grudniu władze zrezygnowały z lockdownów i otworzyła się skrzynka z biletami.

Środa - koncert orkiestr szkolnych w szkole naszej najstarszej wnuczki.
Ogromna szkoła, bogaty program edukacji muzycznej, kilka orkiestr.
Tym razem jednak ilość chyba przeważyła nad jakością. Wydaje mi się, że po długiej izolacji szkoła miała potrzebę zaprezentowania wszystkich swoich zasobów.

Czwartek - koncert z cyklu Mostly Mozart
Na ten cykl koncertów uczęszczamy regularnie od samego początku czyli chyba od 14 lat.
Jak tytuł wskazuje w programie jest zawsze utwór W.A. Mozarta i jeszcze kogoś.
W ostatni czwartek był to Fiery Boccherini - Ognisty Boccherini - Symfonia nr 6 o podtytule La Casa del Diavolo - Dom diabła.
Rzeczywiście był ognisty. Do tego w jakiś sposób nawiążywał do Don Giovanni Mozarta, do sceny porwania Don Giovanni przez diabły.
Jak zwykle koncert sprawił nam ogromną radość.

Wreszcie niedziela - wyprawa do Castlemaine - miasteczka, które powstało w okresie gorączki złota (1852).
W planie mieliśmy dwa punkty - wizytę u dawno nie widzianych znajomych i koncert.
Kilka dni wcześniej zadzwoniliśmy do znajomych a oni powiadomili nas, że są ciężko chorzy i wizyta nie wchodzi w rachubę. Wyraźnie nie mieli ochoty na dłuższą rozmowę.
Ze źródeł dobrze poinformowanych dowiedzieliśmy się, że jakiś czas temu wybrali się oni do stolicy Australii, Canberry, na duży antyszczepionkowy protest i najwyraźniej ich organizmy też zaprotestowały.

Pozostał koncert.
Castlemaine jest oddalone około 140 km od naszego domu, z tego prawie 30 km to jazda po ulicach miasta, ale w niedzielę rano wszystko poszło gładko.
Już kilkanascie kilometrów przed Castlemaine zaczęliśmy mijać miasteczka wyrosłe podczas swoistej złotej pandemii. W promieniach marcowego (jesiennego) słońca były tak piękne, że zrobiło mi się smutno na myśl, że to tylko krótka wizyta.

Lunch zjedliśmy w Railway Hotel czyli pubie w budynku nieczynnej stacji kolejowej.
Słowo do słowa i okazało się, że przy sąsiednim stoliku siedział pan mówiący po polsku. 
Wspomniał, że urodził się w Innsbrucku.
Nie ze mną takie numery -
A pamięta pan, kto wygrał biegi narciarskie mężczyzn podczas olimpiady 1964 roku? - zapytałem.
Skąd miał pamiętać :)
Odpowiedź: 15 km - Maentyranta, 30 km - Maentyranta, 50 km - Jernberg.

Moja pamięć zrobiła większe wrażenie na jego żonie, Austriaczce, która poinformowała nas, że mieszkają w sąsiednim złotopochodnym miasteczku i oferują usługi Bed and Breakfast.
Niestety nie byliśmy przygotowani na przedłużenie pobytu. Może innym razem.

Tym razem poprzestali na poleceniu nam deseru w wiedeńskim stylu w niezbyt odległej kawiarni.
Kawiarnia mieściła się w budynku starego browaru...


Niestety żeby rozkoszować się elegancją i dobrym smakiem trzeba mieć sporo czasu a my zużylismy go sporo na rozmowy i zmianę lokalu.
W tej sytuacji przywołałem wspomnienie odsieczy wiedeńskiej i zamówiłe kawę po turecku..


Wreszcie cel wyprawy - anglikański kościół Chrystusa - Christ Church.


Najpierw niespodzianka, chór wykonał utwór Johna Tavenera - Svyati - muzyka w starocerkiewnym stylu - KLIK.
Chórowi towarzyszyła wiolonczela solo.
Przejmujące.

Wyznam, że po tym wprowadzeniu, główny punkt programu - Requiem - brzmiało jakoś... relaksująco.
Ale może to jest właśnie właściwa atmosfera na taką okazję.