Ta ostatnia niedziela...
Jak to właściwie było?
Adwent czy Święta?
Czy Wigilia może być w niedzielę?
A Boże Narodzenie w poniedziałek?
Przecież wiadomo, że świąteczny poniedziałek to Śmigus Dyngus!
Miotani tak sprzecznymi uczuciami poprzestaliśmy na bardzo wątłej choince...
..i z pewnym niepokojem oczekiwaliśmy gości.
Nie zawiedli chociaż przybyli na raty, najpierw syn z trójką dzieciaków.
Te zaczęły relacjonować przebieg kilkudniowego obozu młodzieżowego - jazda konna, liczne tory przeszkód a w czasie wolnym śpiewo-tańce.
Zupełnie rozbroił mnie ten utwór - KLIK - na dodatek nasze wnuczki wzbogacały śpiew zupełnie absurdalnymi figurami tanecznymi.
Exodus z Egiptu - to wpisało się w tak paradoksalny sposób w moje ostatnie rozterki związane z relacją Biblii do aktualnej sytuacji w Gazie, że mogłem się już tylko śmiać.
Za godzinę dojechała synowa z naszym najstarszym wnukiem, który się spóźnił gdyż musiał wypełnić obowiązki w swojej wakacyjnej pracy w barze i to daleko od Melbourne.
W związku z tym kolacja wigilijna była mocno pokręcona a my, w tym zamieszaniu, zapomnieliśmy podać jednej potrawy.
Tak więc nie mogę się doliczyć czy ilość potraw była parzysta czy nieparzysta?
W poniedziałek odwiedziliśmy córkę i jej rodzinę na świąteczny lunch.
Powinien być obiad, ale nasza wnuczka, tuż po północy wylatuje do Europy na narty więc trudno żeby było normalnie.
Jedynie świąteczna świeca zachowała spokój...
Po luncho-obiedzie wyszliśmy do samochodu.
Padał deszcz - a więc jednak śmigus!
Na ulicy pustki z czego skorzystał Mikołaj na sąsiedniej posesji i niczym się nie krępując sikał cieniutkim strumykiem...
















