Motywem przewodnim poprzedniego wpisu były światowe pożary i wątpliwości czy zwykły obywatel może cos ugasić.
Uderz w stół a...
Wczoraj, właśnie szykowałem się do wyjazdu do wnucząt a tu coś zawyło w pralni.
Wskoczyłem do środka a tam uderzyła mnie fontanna gorącej wody.
Wyskoczyłem przed dom zakręcić dopływ wody do domu i zabraliśmy się z żoną za wycieranie ścian i podłogi.
Nie bardzo miałem czas na ocenę sytuacji więc od razu zadzwoniłem do firmy świadczącej usługi hydrauliczne.
A tam - pełna elegancja - pani, która odebrała telefon, odczytała mi jakieś oświadczenia na temat zasad działania firmy, gdy skończyła spytała czy przyjmuję je do wiadomości - przyjąłem (rozmowa była nagrywana).
- Hydraulika proszę!
Znowu jakieś wyjaśnienia wreszcie pani potwierdziła, że zgłoszenie przyjęte i przekazane gdzie trzeba.
Po pobieżnej inspekcji doszedłem do wniosku, że wystarczy zamknąć dopływ gorącej wody do domu, zatem zimna woda jest, możemy gotować i korzystać z toalety.
W drogę do wnucząt.
Wnuczka miała regularną lekcję muzyki.
W drodze wspomniała, że rozpoczęła właśnie próby ze szkolną orkiestrą (skrzypce).
- A co gracie?
Gracie (zbieżność imienia z muzyką jest całkiem przypadkowa) podała tytuł jakiejś melodii.
- Zanuć mi proszę.
- Dziadzia, ale tam nie ma słów.
- Zanuć, la-la-la...
- Dziadzia, ale ja potrafię tylko zanucić nuty.
- ???
- O, tak - d-d-d-d g-g a-a-a-a.
W ten sposób odśpiewała mi pierwsze 3 linijki zapisu nutowego.
Zostawiłem ją na lekcji i skoczyłem do supermarketu Woolworths na szybkie zakupy.
Najpierw stoiska z warzywami - pomidory...
Obszedłem stoiska dwa razy i nie znalazłem. Spytałem pana z obsługi.
- Nie ma, nasz dostawca wstrzymał dostawy. Powinno się wyjaśnić w ciągu kilku dni.
Adios pomidory - zanuciłem.
Zadzwoniłem do domu - co z hydraulikiem?
Nic - nie dzwonili.
Zadzwoniłem do firmy. Potwierdzili, że mają moje zgłoszenie i pracują nad nim intensywnie.
Po powrocie do domu skontaktowałem się z kolegą, budowlańcem. Obiecał znaleźć jakiegoś lokalnego fachowca.
Zadzwoniłem więc do firmy (telefon czynny całą dobę) i skasowałem moje zamówienie.
Późny wieczór, szykujemy się do snu, niespodziewany telefon.
- Tu hydraulik, chciałem umówić się na jutro.
Wyjaśniłem, że zlecenie zostało skasowane.
7 rano, wydaje mi się, że słyszę stukanie do drzwi wejściowych.
Po chwili zostaje potwierdzone dzwonkiem.
Otwieram. Przede mną hydraulik gotowy do akcji.
Odsyłam go do...
Sprawdzam dokładniej miejsce przecieku, wygląda na to, że chyba pękła uszczelka w kranie. Niestety kran jest w takiej pozycji, że nie jestem w stanie go rozkręcić.
Wyjeżdżam na jakieś procedury medyczne a po drodze zaglądam na chiński warzywniak.
Pomidory mrugają do mnie zachęcająco.
Gdy wracam, okazuje się, że kolega-budowaniec nie mógł znaleźć łatwo dostępnego fachowca więc osobiście naprawił kran
W wieczornym dzienniku TV informacja o zabiegach dyplomatycznych mających na celu poprawę relacji Australii z Chinami.
Wyjaśnię, że gdy wybuchła pandemia, Australia jako pierwsza oficjalnie oskarżyła Chiny o ukrywanie faktów i zażądała zorganizowanie komisji, która zbada sprawę na miejscu.
Od tego czasu relacje Australii z Chinami były coraz gorsze. Rezultatem były liczne sankcje ograniczające eksport naszych surowców do Chin.
Dwa dni temu ambasador Chin w Australii, na spotkaniu w klubie prasowym, wygłosił przemówienie w stylu - a możeby tak mniej gadać a więcej handlować? Wróćmy do dawnych dobrych czasów.
Przy okazji przyjmijcie do wiadomości, że Chiny uważają Taiwan za część swojego terytorium i jakakolwiek dyskusja na ten temat to strata czasu - więcej TUTAJ.
Jeden z komentatorów TV zwraca uwagę, że rządowe wypowiedzi w ostatnich 3 latach miały mocne antychińskie akcenty, które mogły powodować rasowe uprzedzenia a przecież wśród nas mieszka ponad milion osób pochodzenia chińskiego. Nie chcemy ich chyba alienować.
Dzisiejsza sałatka z pomidorami miała wyjatkowo zróżnicowany smak.